TRZY POWODY MOJEGO ŻYCIA WIECZNEGO

6 kwietnia 2014

Kazanie na 5 Niedzielę Wielkiego Postu

 

Pytanie zadane Marcie, zanotowane w dzisiejszej Ewangelii, biegnie przez stulecia i domaga się odpowiedzi od każdego z nas.

Przypomnijmy to pytanie: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?

Oto moja odpowiedź. Wierzę, lub ostrożniej, staram się wierzyć. Wierzę w życie wieczne bardziej niż w cuda typu przemiana wody w wino, dobre wino w sumie mogę zakupić bez kłopotu.

Nie wiem jak to niekończące się życie będzie wyglądać, nawet niespecjalnie mnie to interesuje. Jak mam zaproszenie od przyjaciół na kolację, nie dopytuję o menu, mam pewność, że będzie znakomite.

 

Dlaczego odpowiadam, że wierzę?

 

Primo. Wierzę w życie wieczne, ponieważ jestem marzycielem. Marzycielem, któremu spełniła się większość marzeń.

Secundo. Wierzę, że będę żył wiecznie, bo doświadczyłem wielu niezwykłych niespodzianek. One z roku na rok są coraz większe, więc pewnie najlepsze dopiero przede mną.

Tertio. Doświadczyłem w życiu miłości, która jak dotąd nie ustaje i wszystko zdołała przetrzymać. To tak jakbym już trochę napił się z Kielicha Nieprzemijalności. I z tego powodu także wierzę w życie wieczne.

Kazanie dźwiękowe: www.itinerarium.pl

Liturgia słowa

 

(Ez 37,12-14)
Tak mówi Pan Bóg: “Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój, i wiodę was do kraju Izraela, i poznacie, że Ja jestem Pan, gdy wasze groby otworzę i z grobów was wydobędę, ludu mój. Udzielę wam mego ducha po to, byście ożyli, i powiodę was do kraju waszego, i poznacie, że Ja, Pan, to powiedziałem i wykonam”, mówi Pan Bóg.

(Ps 130,1-8)
REFREN: Bóg Zbawicielem, pełnym miłosierdzia

Z głębokości wołam do Ciebie, Panie,
Panie, wysłuchaj głosu mego.
Nachyl Twe ucho
na głos mojego błagania.

Jeśli zachowasz pamięć o grzechu, Panie,
Panie, któż się ostoi?
Ale Ty udzielasz przebaczenia,
aby Ci służono z bojaźnią.

Pokładam nadzieję w Panu,
dusza moja pokłada nadzieję w Jego słowie,
dusza moja oczekuje Pana.
Bardziej niż strażnicy poranka,
niech Izrael wygląda Pana.

U Pana jest bowiem łaska,
u Niego obfite odkupienie.
On odkupi Izraela
ze wszystkich jego grzechów.

(Rz 8,8-11)
A ci, którzy żyją według ciała, Bogu podobać się nie mogą. Wy jednak nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka. Jeżeli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy. Jeżeli natomiast Chrystus w was mieszka, ciało wprawdzie podlega śmierci ze względu na [skutki] grzechu duch jednak posiada życie na skutek usprawiedliwienia. A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha.

(J 11,25a.26)
Ja jestem zmartwychwstanie i życie, kto we Mnie wierzy, nie umrze na wieki.

(J 11,1-45)
Był pewien chory, Łazarz z Betanii, z miejscowości Marii i jej siostry Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat Łazarz chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz. Jezus usłyszawszy to rzekł: Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą. A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza. Mimo jednak że słyszał o jego chorobie, zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: Chodźmy znów do Judei. Rzekli do Niego uczniowie: Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz? Jezus im odpowiedział: Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła. To powiedział, a następnie rzekł do nich: Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić. Uczniowie rzekli do Niego: Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje. Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówi o zwyczajnym śnie. Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego. Na to Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć. Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już do czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów i wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po bracie. Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta rzekła do Jezusa: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga. Rzekł do niej Jezus: Brat twój zmartwychwstanie. Rzekła Marta do Niego: Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym. Rzekł do niej Jezus: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to? Odpowiedziała Mu: Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat. Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała po kryjomu swoją siostrę, mówiąc: Nauczyciel jest i woła cię. Skoro zaś tamta to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać. A gdy Maria przyszła do miejsca, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i rzekła do Niego: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: Gdzieście go położyli? Odpowiedzieli Mu: Panie, chodź i zobacz. Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: Oto jak go miłował! Niektórzy z nich powiedzieli: Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł? A Jezus ponownie, okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień. Jezus rzekł: Usuńcie kamień. Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie. Jezus rzekł do niej: Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą? Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał. To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: Łazarzu, wyjdź na zewnątrz! I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić. Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.

 

Itinerarium , , , , , , , , ,

RACJA LEŻY PO STRONIE PUTINA

Sobota 5 kwietnia 2014

Komentarze na temat Putina i Rosji mnożą się codziennie, nie wiem czy zechcecie przeczytać mój. Zachęcam, bo dzięki temu dowiecie się ile dobrego Rosjanie zrobili dla Amerykanów, najczęściej gratisowo albo najwyżej za parę groszy.

Wyspa Aleksandra Baranowa, nazwana tak od imienia znakomitego rosyjskiego kapitana morskiego należy oczywiście do Stanów Zjednoczonych. Podobnie jak szereg innych wysp odkrytych przez Rosjan, a potem oddawanych Amerykanom, dla przykładu: Wyspy Andrejanowa (odkryte w 1761 r. przez Andriejana Tołstycha, żeglarza i poszukiwacza przygód), Wyspa Czirikowa (odkryta przez kapitana Aleksieja Czirikowa ok. 1730 r.), Wyspa Cziczagowa (odkryta przez admirała Wasyla Cziczagowa, wiek XVIII), Wyspy Pribyłowa (Gawrił Pribyłow, 1786). Było to tak, że dzielni i odważni rosyjscy żeglarze odkrywali nowe wyspy, a potem oddawali je darmo sprytnym Jankesom. Teraz terytoria owe są częścią składową USA na północnym Pacyfiku, są tam bazy z rakietami wycelowanymi m.in. w Rosję.

Dwie godziny drogi na północ od San Francisco znajdziemy skansen po nazwą Fort Ross, a w nim zupełnie nieoczekiwanie piękną prawosławną drewnianą cerkiew sprzed 200 lat. W cerkwi w latach dwudziestych i trzydziestych XIX wieku aktywną działalność duszpasterską prowadził ojciec Iwan Weniaminow, od 1977 r. święty Rosyjskiej Cerkwi. Fort Ross nazywał się wtedy „Kriepost Ross” (twierdza) i było to centrum rosyjskich osadników w Kalifornii. Do dziś prócz cerkwi w skład skansenu wchodzi rezydencja Iwana Aleksandrowicza Kuskowa, fundatora twierdzy oraz kilka drewnianych wieżyczek. W roku 1841 Rosjanie sprzedali za parę dolarów swój fort, a trzydzieści lat później Amerykanie zaczęli wydobywać tam i w okolicy tysiące ton złota.

Na Alasce jest jeszcze bardziej rosyjsko, jest tam kilkadziesiąt parafii prawosławnych pod wezwaniami znajomo brzmiących świętych: Bazylego, Mikołaja, Sergiusza, Aleksandra Newskiego, Włodzimierza czy św. Tychona z Moskwy (w stolicy stanu Anchorage). Czyż to nie wystarczający powód do interwencji Putina lub kogoś z jego następców? Dobrą okazją będzie rok 2017, sto pięćdziesiąta rocznica sprzedaży tych „nic nie wartych ziem”. Car Aleksander II, za pośrednictwem sprytnego austriackiego barona (von Stoeckl), odstąpił je Amerykanom za siedem milionów dolarów, czyli za darmo. Złoto, ropę naftową, gaz ziemny, nikiel, uran, miedź, cynę i platynę Amerykanie wydobywają tam do dzisiaj.

Rdzenne ziemie rosyjskie znajdują się nie tylko na Krymie, ale także pod San Francisco, Seattle (z cerkwiami św. Spirydiona i Mikołaja), nie mówiąc już o Aleutach i Alasce. Przy rozbrajającej bezradności USA i reszty świata Rosjanie rozpoczęli odbieranie swoich dawnych ziem. I spójrzmy sprawiedliwie, Rosjanie oddali te wyspy i ziemie za darmo albo za parę dolarów. Racja po stronie Putina, niech odbiera.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , ,

KRZYŻ KAMILA STOCHA I PTAKÓW W LOCIE

Piątek 4 kwietnia 2014

 Kłaniamy się Tobie Panie Jezu Chryste i błogosławimy Ciebie. Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył.

Część z was być może dzisiaj weźmie udział w Drodze Krzyżowej, gdzie ten dialog odbywa się na zakończenie rozważań przy każdej stacji.

Ja mam tak, że lubię całować krzyż (znak stosowany w liturgii Wielkiego Piątku) i jak kiedyś wspominałem, czynię to często, prawie codziennie. Lubię także patrzeć na krzyże, gdziekolwiek je spotykam. Zbieram także te porzucone, stare, zniszczone, czasem uszkodzone.

Wspomnienie o krzyżu, przez który zostałem zbawiony i odkupiony nachodzi mnie również przy każdym skrzyżowaniu, gdzie przecina się droga z północy na południe lub ze wschodu na zachód. Myśl o odkupieniu przez krzyż dopada mnie w katedrach, gdzie wypatrzę sklepienia krzyżowe. Posyłam w niebo krótkie „Dziękuję”, kiedy widzę ptaki układające się w locie w kształt krzyża. Przepraszam, może kogoś rozbawię, ale to „Dziękuję” wyrywa mi się z duszy nawet wtedy gdy Kamil Stoch robi telemark przy lądowaniu. To przecież też krzyż, ręce kreślą belkę poziomą, a głowa i nogi pionową. Mam dobry stary nóż, nieco przypominający mizerykordię, ostrze wyznacza profil góra – dół, a rękojeść stronę lewą i prawą. I jak ten nóż biorę, odżywa we mnie pamięć krzyża.

Jezu Chryste. Kłaniam się Tobie i błogosławię Ciebie. Bo przez krzyż (i mękę) odkupiłeś mnie. Zbawiłeś. Otworzyłeś wieczność dla mnie i dla każdego kto krzyż Twój kocha

Itinerarium , , , , , , ,

LUDZI SŁUCHAĆ DZIECI GŁASKAĆ

Czwartek 3 kwietnia 2014

 

Po Janie Pawle II pozostało wiele zdjęć, pewnie sami macie jakieś albumy. Nie mam jakiejś bardzo ulubionej fotki, pamiętam jednak jak bierze w objęcia dzieci, jak przytula niepełnosprawnych, wita się z Indianami w Ekwadorze czy słucha Ali Agcy w więziennej celi.

Jeżeli jakoś można naśladować Świętego Jana Pawła II, to właśnie tak, rozmawiać z ludźmi, słuchać ich, przytulać, dzieci głaskać po główkach. Być blisko ludzi. Najkrótsza, ale skuteczna droga do świętości.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

JAK OBLALIŚMY TEST MIŁOŚCI DO JP2

Środa 2 kwietnia 2014

 Już dziewięć lat. Zanim jednak do tego dojdę, powiem, że z wielkim szacunkiem patrzę na młodych muzułmanów (w Lublinie też), którzy biegają na naukę arabskiego, żeby móc czytać Koran w oryginale. Czytanie świętej księgi islamu w przekładach, to hańba dla wierzącego muzułmanina.

Od 1978 roku Polska kocha Jana Pawła II. Sam wiele razy byłem na spotkaniach z Nim, gdzie „Kochamy Ciebie!” rozlegało się z milionów polskich gardeł. Proponuję mały Narodowy Test Miłości do Jana Pawła. Proszę, aby ten wpis „lajkowali” („Lubię to!”), tylko ci z was, którzy przeczytali całe Pismo Święte oraz przynajmniej jedną encyklikę naszego papieża. Jeśli ktokolwiek ma  się za część „Pokolenia JP2”, na pewno przeczytał już Biblię i choćby jeden z wielu znakomitych dokumentów papieża, czyli encyklikę (dochodzą jeszcze adhortacje, listy apostolskie i inne). Jeśli nie, sorry, wypisujcie się z „Pokolenia JP2” i idźcie na kremówki.

Narodowy Test Miłości do Jana Pawła II oblaliśmy w 90 procentach, może więcej. Młodzi muzułmanie czytają od dechy do dechy Koran, my jesteśmy zbyt leniwi, by poznać naszą Świętą Księgę. O encyklikach naszego „ukochanego Ojca Świętego” zapomnijmy. Tak, wiem, mamy pomniki Jana Pawła, ulice jego imienia, trasy spacerowe i turystyczne „szlakami Jana Pawła II”, szkoły podstawowe, gimnazja, licea a nawet uniwersytety papieskie. Słowem, nawał hołdu i czci. I pustka w głowach oraz sercach.

Dobrze, powiecie książki są trudne i obszerne, liczy się życie. Tu jeszcze bardziej oblaliśmy nasz Narodowy Test Miłości do Papieża. Jest rok 2004, niemal ostatni dokument Jana Pawła II, Jego list apostolski na Rok Eucharystii, „Mane nobiscum Domine”. Tam czytam:

 

Czyż zatem nie można by Roku Eucharystii uczynić okresem, w którym wspólnoty diecezjalne i parafialne w sposób szczególny postarają się zaradzić czynną braterską pomocą którejś z tak licznych form ubóstwa na naszym świecie? Mam tu na myśli tragedię głodu, który dręczy setki milionów istot ludzkich, mam na myśli choroby nękające kraje na drodze rozwoju, samotność starców, trudności przeżywane przez bezrobotnych, przeciwności losu znoszone przez emigrantów. Są to nieszczęścia, które dotykają też — chociaż w innej mierze — regiony zamożniejsze. Nie możemy się łudzić: tylko po wzajemnej miłości i trosce o potrzebujących zostaniemy rozpoznani jako prawdziwi uczniowie Chrystusa (por. J 13, 35; Mt 25, 31-46). To właśnie jest kryterium, wedle którego będzie mierzona autentyczność naszych celebracji eucharystycznych.

 

My jednak chodzimy na msze święte, nabożeństwa i rezurekcje, a mijamy ubogich, głodnych, samotnych, bezrobotnych, bezdomnych, uchodźców. Zatem, na darmo ta pobożność.

Przeczytałem Pismo Święte całe, zanim wstąpiłem do seminarium, znam wszystkie encykliki Papieża, także adhortacje i listy. Nie chwalę się, tylko zaświadczam, że to jest możliwe i nawet pasjonujące.

Już dziewięć lat. Papież odszedł, choć żyje. Wiem, bo bardzo mnie wspomaga. Nie jestem pesymistą, ale oblaliśmy test miłości do Niego. Mamy szansę na poprawkę. Pora na nas.

 

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

MODLĘ SIĘ DO BRONISŁAWA KOMOROWSKIEGO

Wtorek 1 kwietnia 2014

 Modlę się do Bronisława Komorowskiego i wam też to szczerze polecam. Tak, wiem dziś jest Prima Aprilis, ale ja piszę serio i bez żartów.

Modlę się do Bronisława Komorowskiego za Polskę i Polaków, o wierność duchowi narodowemu, o męstwo i wytrwałość, o trwały dar wolności.

Modlę się do Bronisława Komorowskiego za elity mojego narodu, za przywódców. Za liderów życia politycznego. Modlę się, zgodnie z zaleceniem Pisma Świętego „za wszystkich sprawujących władze, abyśmy mogli prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością” (1 Tm 2,2). Modlę się do Bronisława Komorowskiego także za Bronisława Komorowskiego, prezydenta Rzeczpospolitej.

Bronisław Komorowski, do którego i przez którego się modlę to polski błogosławiony, mało niestety znany. Polski ksiądz z okolic Kaszub, w młodości filomata (związek mający na celu podtrzymywanie polskości na germanizowanym usilnie Pomorzu), potem znakomity duszpasterz polskiej mniejszości w Wolnym Mieście Gdańsk (1924 – 1937). W 1939 roku, 1 września aresztowany i zesłany do obozu w Stutthofie. Tam zasłynął m.in. ze stwierdzenia, że kazania głosi czyszcząc obozowe kible i że są to jego najlepsze kazania.  W Wielki Piątek roku 1940, 22 marca, został zamordowany w lesie nieopodal obozu. Grób błogosławionego znajduje się na cmentarzu na gdańskiej Zaspie.

Jan Paweł II beatyfikował go 13 czerwca 1999 r. w Warszawie, wraz z 107 innymi męczennikami Drugiej Wojny Światowej.

PS. Więcej o błogosławionym, np. tutaj http://www.prawy.pl/historia/37-rocznica/2801-czulem-sie-jak-na-ambonie-na-oczach-wiezniow-bl-ks-bronislaw-komorowski

 

 

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

DUCH ZALENIWIONY JAKO SIÓDMY GRZECH GŁÓWNY

Poniedziałek 31 marca 2014

 Wcześniej aerobik teraz fitness zapewniają dobrą kondycję i prawie wszędzie znajdzie się klub, gdzie można się zrelaksować a może i zrzucić parę deko. Każde szanujące się miasto ma spa, z masażami, saunami i setką innych uciech, które poprawiają ponoć nie tylko zdrowie ale także samopoczucie i stan ducha. Piszę ponoć, bo nigdy nie byłem w spa, bardzo jednak lubię pływać w morzu i rzekach, zwłaszcza w rzekach, pod prąd albo w poprzek.

Zapewne słyszeliście o grzechach głównych (1) – pycha, chciwość, zazdrość, gniew, nieczystość, łakomstwo i lenistwo, pewnie nawet niektóre z nich popełniacie (co i mnie się zdarza). Na siódmym miejscu  w tej klasyfikacji jest lenistwo, choć w tym przypadku nie chodzi przede wszystkim o unikanie pracy czy obowiązków. Katechizm Kościoła Katolickiego (którego raczej nie czytacie) mówi „lenistwo lub znużenie duchowe”. Znużenie  duchowe? Dziś, na koniec pierwszego kwartału kilka ważnych zdań o tym zjawisku czy raczej doświadczeniu.

Jestem przekonany, że znużenie duchowe, zwane od wczesnego średniowiecza acedią, jest najgorszą chorobą naszego pokolenia i jeśli dalej przeczytacie o niektórych objawach tego stanu, odkryjecie być może wirusa w sobie samych.

Acedia to rodzaj głębokiego duchowego zniechęcenia, zobojętnienia i ospałości. Oto kilka jej przejawów, wymienianych przez mistrzów duchowych (od św. Jana Kasjana począwszy):

 

– niechęć do duchowego wysiłku

– zwątpienie w sens zmiany

– odrzucenie pracy nad sobą

– zamiana pragnienia tego co dobre na to co przyjemne

– brak dążenia do mądrości i rozwoju

– porzucenie marzeń i ideałów

 

W namacalnej sferze acedia objawia się w poczuciu nudy, ciągłego niezadowolenia, narzekania, opryskliwości, odrętwienia ale także w postaci nadaktywności i rozbiegania. Zwykle towarzyszą jej gadulstwo, plotkarstwo, zajmowanie się życiem innych, wścibskość, ciekawskość, włóczenie się bez celu” (dodałbym dzisiaj: po galeriach handlowych), mnożenie drobnych przyjemności, przebieranie w strojach, wyszukiwanie coraz to nowych smaków w potrawach i napojach.

Z jeszcze innej strony patrząc z acedii wyrasta często trudność w czynieniu dobra, przesadny lęk przed napotkanymi przeszkodami, nieustanne odkładanie ważnych spraw „na potem” (czyli nigdy), marnowanie czasu, unikanie głębszych pytań (i rozmów) np. o sens życia, ucieczka w banał (typu telewizja, seriale, non-stop FB, etc.).

Proszę się nie obrazić, ale myślę, że nikt o zdrowym sercu i duchu nie wytrzymuje więcej niż godzinę w galerii handlowej i nie idzie drugi raz do spa. Raz można pójść z ciekawości i to pod warunkiem małej wyobraźni, bo przy ciut większej można wydedukować sobie, że sens w tym niewielki. Proszę też mnie nie szachować argumentem, że wszystkiego trzeba spróbować, jednak odradzam arszenik. Jasne, jak ktoś chory, niech do spa chodzi i dwa razy na dzień.

Słowacki (nasz wieszcz Juliusz) pisał „A gdy oto zaleniwiony w pracy mój duch słoneczności z siebie wydobyć zaniedbał i z drogą się Twórczości rozminął …” (Genezis z ducha). To poetycki opis oziębłości serca, acedii, duch zaleniwiony w pracy, przestaje wydobywać z siebie słoneczność i porzuca drogę twórczości.

Co robić? Pewnie uniwersalnej recepty nie ma, podaję kilka rad, które mnie akurat są bliskie. Najpierw polecałbym powrót do marzeń i ideałów, co być może okaże się podróżą do czasu pierwszej komunii świętej, ale warto. Dalej zachęcam, aby codziennie myśleć o miłości i konkretnie planować co wedle niej dzisiaj zrobię i dla kogo. Wrogiem acedii jest ostra modlitwa, w której słuchamy Boga (a nie tylko paplamy pobożne teksty), ostra, codzienna modlitwa, bez wymówek, że za bardzo jesteśmy zajęci. Warto też codziennie żartować i nieszkodliwie psocić, aby uruchamiać pokłady radości i entuzjazmu, które uśpione każdy z nas nosi w sercu. Teraz orzech twardy, ale napiszę, czytać księgi z innych półek. Pamiętam, że zdziwiłem się iż w mieszkaniu Zbigniewa Herberta było wiele książek z dziedziny wyższej matematyki.  Pani Katarzyna Herbert, żona Poety, wyjaśniała, że mąż niczego z matematyki wyższej nie pojmował, ale za każdym razem mówił: „Jakież to piękne i niepojęte!”. Ktoś kto ma do czynienia tylko z książeczką czekową lub tylko z książeczką do nabożeństwa, prędzej czy później zgorzknieje i straci wrażliwość serca. Wreszcie na koniec, trzeba obudzić w sobie Święty Szacunek, dla żebrzącej kobiety przy przejściu dla pieszych, małej stokrotki bielejącej od rana, spróchniałego krzyża pod lasem, bezpańskiego psa lezącego pod koła samochodu, Święty Szacunek dla Każdego. To oczywiście tylko kilka moich rad, a jest ich miliard.

Drugi kwartał zaraz przed wami, zdążycie.

 

1)      Z Katechizmu Kościoła Katolickiego (1866): Wady można porządkować według cnót, którym się przeciwstawiają, jak również zestawiać je z grzechami głównymi, wyróżnionymi przez doświadczenie chrześcijańskie za św. Janem Kasjanem i św. Grzegorzem Wielkim (Św. Grzegorz Wielki, Moralia in Job, 31, 45: PL 76, 621 A). Nazywa się je “głównymi”, ponieważ powodują inne grzechy i inne wady. Są nimi: pycha, chciwość, zazdrość, gniew, nieczystość, łakomstwo, lenistwo lub znużenie duchowe.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

ŚLEPI NA KOSMOS DUCHA

Kazanie na 4 Niedzielę Wielkiego Postu

30 marca 2014

 

Świat mamy bardzo kolorowy, ubrania są zielone, żółte i jakie tylko chcemy. To samo z samochodami i barwami domów. A wiosną natura przyodziewa się we wszystkie wielobarwne feerie. Kochamy kolory, wszystkie widzimy i smakujemy z zachwytem.

Ewangelia z uzdrowionym ślepcem w roli głównej nie robi dużego wrażenia, my przecież wszystko widzimy. Wszystko widzimy? Podam kilka rzeczy, których zwykle nie widzimy, zobaczyć nie chcemy; są to też powody, dla których i nam przydałoby się uzdrawiające błoto na oczy.

Nie widzimy belki. Tej w swoim oku. Dostrzegamy bez kłopotu maleńką drzazgę w oczach innych.

Nie widzimy świątyni w sobie i dlatego aktualne jest wołanie św. Pawła: „Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was?” (1 Kor 3,16)

Nie widzimy w naszym ciele nic poza tkankami, kośćmi i mięśniami. I dlatego pytanie Apostoła pasuje do nas: „Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie?” (1 Kor 6, 19)

I wreszcie nie widzimy Jezusa pomimo codziennych zapatrzeń w lustra. I dlatego przywoływany już Paweł pyta: „Czyż nie wiecie o samych sobie, że Jezus Chrystus jest w was?” (2 Kor 13,5).

Po co ja to wyliczam? To jest zachęta do porzucenia smutnej pychy. Pysznimy się, że myślimy, a wykorzystujemy 5 do 10 procent możliwości mózgu (i jeszcze się komplementujemy „Homo sapiens”). Upajamy się zdolnością widzenia i rozróżniania kolorów, a nie dostrzegamy nawet jednego procenta Kosmosu Ducha, rozpościerającego się zaraz za zmysłami.

 

Kazanie  dźwiękowe: www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

 

(J 9,1-41)
Jezus przechodząc obok ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Uczniowie Jego zadali Mu pytanie: Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym – on czy jego rodzice? Jezus odpowiedział: Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale /stało się tak/, aby się na nim objawiły sprawy Boże. Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który Mnie posłał, dopóki jest dzień. Nadchodzi noc, kiedy nikt nie będzie mógł działać. Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata. To powiedziawszy splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: Idź, obmyj się w sadzawce Siloam – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił widząc. A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze? Jedni twierdzili: Tak, to jest ten, a inni przeczyli: Nie, jest tylko do tamtego podobny. On zaś mówił: To ja jestem. Mówili więc do niego: Jakżeż oczy ci się otwarły? On odpowiedział: Człowiek zwany Jezusem uczynił błoto, pomazał moje oczy i rzekł do mnie: Idź do sadzawki Siloam i obmyj się. Poszedłem więc, obmyłem się i przejrzałem. Rzekli do niego: Gdzież On jest? On odrzekł: Nie wiem. Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę. Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu. Inni powiedzieli: Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki? I powstało wśród nich rozdwojenie. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: A ty, co o Nim myślisz w związku z tym, że ci otworzył oczy? Odpowiedział: To prorok. Jednakże Żydzi nie wierzyli, że był niewidomy i że przejrzał, tak że aż przywołali rodziców tego, który przejrzał, i wypytywali się ich w słowach: Czy waszym synem jest ten, o którym twierdzicie, że się niewidomym urodził? W jaki to sposób teraz widzi? Rodzice zaś jego tak odpowiedzieli: Wiemy, że to jest nasz syn i że się urodził niewidomym. Nie wiemy, jak się to stało, że teraz widzi, nie wiemy także, kto mu otworzył oczy. Zapytajcie jego samego, ma swoje lata, niech mówi za siebie. Tak powiedzieli jego rodzice, gdyż bali się Żydów. Żydzi bowiem już postanowili, że gdy ktoś uzna Jezusa za Mesjasza, zostanie wyłączony z synagogi. Oto dlaczego powiedzieli jego rodzice: Ma swoje lata, jego samego zapytajcie! Znowu więc przywołali tego człowieka, który był niewidomy, i rzekli do niego: Daj chwałę Bogu. My wiemy, że człowiek ten jest grzesznikiem. Na to odpowiedział: Czy On jest grzesznikiem, tego nie wiem. Jedno wiem: byłem niewidomy, a teraz widzę. Rzekli więc do niego: Cóż ci uczynił? W jaki sposób otworzył ci oczy? Odpowiedział im: Już wam powiedziałem, a wyście mnie nie wysłuchali. Po co znowu chcecie słuchać? Czy i wy chcecie zostać Jego uczniami? Wówczas go zelżyli i rzekli: Bądź ty sobie Jego uczniem, my jesteśmy uczniami Mojżesza. My wiemy, że Bóg przemówił do Mojżesza. Co do Niego zaś nie wiemy, skąd pochodzi. Na to odpowiedział im ów człowiek: W tym wszystkim to jest dziwne, że wy nie wiecie, skąd pochodzi, a mnie oczy otworzył. Wiemy, że Bóg grzeszników nie wysłuchuje, natomiast Bóg wysłuchuje każdego, kto jest czcicielem Boga i pełni Jego wolę. Od wieków nie słyszano, aby ktoś otworzył oczy niewidomemu od urodzenia. Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic czynić. Na to dali mu taką odpowiedź: Cały urodziłeś się w grzechach, a śmiesz nas pouczać? I precz go wyrzucili. Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go rzekł do niego: Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego? On odpowiedział: A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył? Rzekł do niego Jezus: Jest Nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie. On zaś odpowiedział: Wierzę, Panie! i oddał Mu pokłon. Jezus rzekł: Przyszedłem na ten świat, aby przeprowadzić sąd, aby ci , którzy nie widzą, przejrzeli, a ci, którzy widzą stali się niewidomymi. Usłyszeli to niektórzy faryzeusze, którzy z Nim byli i rzekli do Niego: Czyż i my jesteśmy niewidomi? Jezus powiedział do nich: Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu, ale ponieważ mówicie: “Widzimy”, grzech wasz trwa nadal.

 

 

 

(1 Sm 16,1b.6-7.10-13a)
Pan rzekł do Samuela: Napełnij oliwą twój róg i idź: Posyłam cię do Jessego Betlejemity, gdyż między jego synami upatrzyłem sobie króla. Kiedy przybyli, spostrzegł Eliaba i mówił: Z pewnością przed Panem jest jego pomazaniec. Pan jednak rzekł do Samuela: Nie zważaj ani na jego wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go, nie tak bowiem człowiek widzi , bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce. I Jesse przedstawił Samuelowi siedmiu swoich synów, lecz Samuel oświadczył Jessemu: Nie ich wybrał Pan. Samuel więc zapytał Jessego: Czy to już wszyscy młodzieńcy? Odrzekł: Pozostał jeszcze najmniejszy, lecz on pasie owce. Samuel powiedział do Jessego: Poślij po niego i sprowadź tutaj, gdyż nie rozpoczniemy uczty, dopóki on nie przyjdzie. Posłał więc i przyprowadzono go: był on rudy, miał piękne oczy i pociągający wygląd. – Pan rzekł: Wstań i namaść go, to ten. Wziął więc Samuel róg z oliwą i namaścił go pośrodku jego braci. Począwszy od tego dnia duch Pański opanował Dawida.

(Ps 23,1-6)
REFREN: Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego

Pan jest moim pasterzem:
niczego mi nie braknie,
pozwała mi leżeć
na zielonych pastwiskach.

Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć,
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoją chwalę.

Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij Twój i laska pasterska
są moją pociechą.

Stół dla mnie zastawiasz
na oczach mych wrogów;
namaszczasz mi głowę olejkiem,
a kielich mój pełny po brzegi.

Dobroć i laska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni życia
i zamieszkam w domu Pana
po najdłuższe czasy.

(Ef 5,8-14)
Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu: postępujcie jak dzieci światłości! Owocem bowiem światłości jest wszelka prawość i sprawiedliwość, i prawda. Badajcie, co jest miłe Panu. I nie miejcie udziału w bezowocnych czynach ciemności, a raczej piętnując, nawracajcie [tamtych]! O tym bowiem, co u nich się dzieje po kryjomu, wstyd nawet mówić. Natomiast wszystkie te rzeczy piętnowane stają się jawne dzięki światłu, bo wszystko, co staje się jawne, jest światłem. Dlatego się mówi: Zbudź się, o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje ci Chrystus.

(J 8,12b)
Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, będzie miał światło życia.

 

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

BRODA AARONA I NIEBO NA DZIŚ

Sobota 29 marca 2014

 

O brodzie Aarona niewielu z was wie, jeszcze mniej o olejku, który na nią spływa. Rosa Hermonu to gratka dla biblistów, tym bardziej rosa, która tam osiada.

Aaron i Hermon to hasła z psalmu 133, całość niżej. Macie jednak, jak i ja, przyjaciół, ludzi których lubicie a może nawet próbujecie kochać. Jest dobrze i miło z nimi rozmawiać, przebywać i mieszkać.

Prawie nikt nie wie, że na tym polega niebo i wieczność. Na bliskiej więzi z ludźmi. Przyjaźń jest wielką rozkoszą, a miłość do ludzi i od ludzi to niebo, które wymyślił nam Pan Bóg.

Mamy dobry czas wolnych dni na prostą, serdeczną przyjaźń, na miłość w słowach i dotyku, na niebo,

 

 

Psalm 133


Oto jak dobrze i jak miło,
gdy bracia mieszkają razem;
jest to jak wyborny olejek na głowie,
który spływa na brodę,
brodę Aarona, który spływa
na brzeg jego szaty
Jak rosa Hermonu, która spada
na górę Syjon:
bo tam 3udziela
Pan błogosławieństwa,
życia na wieki.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

SZTUKA ŻYCIA STAĆ I TRWAĆ

Piątek 28 marca 2014

 Tempo życia jest zawrotne, dzieje się wiele i wszędzie. Możemy dokonywać niezwykłych rzeczy, organizować kampanie pomocy, akcje humanitarne, mosty łączności i koalicje na rzecz potrzebujących. Piękne to i chwalebne, pochwalam.

Z czasem rozumiem jednak kapitalne znaczenie innego bycia. W piątki wielkopostne chętnie wracam do sceny spod krzyża, zapisanej przez św. Jana.

 

A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie. 

 

Jezus konał wisząc na krzyżu. A obok krzyża stały trzy kobiety i Jan. Wszyscy oni stali. Mierząc standardami współczesnymi, byli bezradni, pasywni i bierni. A przecież wiemy, że trzeba coś zrobić, ratować człowieka (bliskiego wszak), jakoś Go wspomóc. Oni jednak stali.

Stali, ale ich obecność była najwyższą i najważniejszą formą aktywności, szczytem współodczuwania. Trochę mówi o tym modlitewne wezwanie do Maryi „I Ty, któraś współcierpiała, Matko Bolesna, przyczyń się za nami.”

Stawać przy chorych, cierpiących, konających. Przy bezdomnych, więźniach, ubogich. Przy płaczących, smutnych, zgorzkniałych, oplutych, bitych i odrzuconych.

Po prostu stanąć przy człowieku. Stanąć i całą duszą, sercem, umysłem i ciałem przeżywać z nim, szczęście, ekstazę, ślub i milion na loterii. Najbardziej jednak stawać i być, kiedy łka, drży, telepie się, klnie i mści. Kiedy cierpi, choruje, charczy z bólu. Kiedy umiera. Wtedy trzeba przy nim stać i trwać.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , ,