CHLEB CZAS I MIŁOŚĆ

Sobota 1 kwietnia 2017 Leon Wielki, jeden z moich ulubionych autorów, z przełomu 4 i 5 wieku, papież, poucza w sprawie postów (Wielkich także), że to co odejmiemy od ust winno się zamienić w szczodrość i hojność. I to rozdawanie chleba, pieniędzy, czasu i uwagi powinno być wesołe.

Dobra sobota przed nami. Rozdawajmy co możemy, na wzór Chrystusa, chleb, czas, miłość.

Niech też i szczodrość nasza wobec ubogich oraz dotkniętych różnymi ułomnościami obficiej się w nas ujawni, aby z wielu ust płynęły do Boga słowa podzięki, i by nasze posty skutecznie wsparły potrzeby głodujących. Żadne pobożne dzieło nie sprawia Panu takiej przyjemności jak to, gdy przychodzimy z pomocą Jego ubogim. Wszędzie bowiem tam, gdzie spotyka się z naszą miłosierną troską względem innych, rozpoznaje On w niej odbicie swojej własnej miłości. 

Nie obawiajmy się, że wydatki z tym związane uszczuplą nasze mienie, ponieważ już sama dobroczynność jest wielkim bogactwem, a szczodrość nie może być pozbawiona środków tam, gdzie Chrystus i karmi, i sam jest karmiony. W każdym bowiem uczynku miłosierdzia działa ta sama ręka, która łamiąc chleb, zwiększa go, a rozdając – pomnaża jego ilość. 

Niechże więc ten, kto udziela pomocy innym, będzie spokojny i wesoły, ponieważ wtedy zyska dla siebie najwięcej, kiedy sobie najmniej zatrzyma. Mówi bowiem św. Paweł Apostoł: “Ten, który daje nasienie siewcy, i chleba dostarczy ku pokrzepieniu, i ziarno rozmnoży, i zwiększy plon waszej sprawiedliwości” w Chrystusie Jezusie, Panu naszym, który żyje i króluje z Ojcem i Duchem Świętym na wieki wieków. Amen.

Kazanie św. Leona Wielkiego, papieża (Kazanie 10 w Wielkim Poście, 3-5) 

Itinerarium

CO MY O ŻYCIU WIEMY?

Droga Krzyżowa Piątek 31 marca 2017 Stacja I Wyrok Każdy z nas skazany jest na dożywocie. Bez względu na to, czy chcę tego, czy nie, żyję. Wiem tylko od kiedy, nie wiem, do kiedy. Nie wiem, dlaczego znalazłem się na tym świecie i nie wiem, jak będzie za progiem śmierci.

Wierzę, że mojego istnienia chciał Bóg i że On zapewni moje trwanie po śmierci ciała.

Nie patrzę na moje życie jak na wyrok i nie czuję się na nie skazany, choć widzę, że tak żyje wielu ludzi, widząc w swoim życiu przede wszystkim chwile trudne, szare, bolesne i przykre.

Choć w życiu pojawiają się wyroki, te które ja wydaję i te, które wydawane są na mnie, to samo życie nie jest skazaniem. Jest darem, najbardziej cudownym, jaki mam.

 

Stacja II

Przyjęcie krzyża

 

To był, Jezu, niezwykle trudny i bolesny wymiar Twojego życia. Wziąłeś jednak swoje życie w swoje ręce.

Ta stacja jest wezwaniem: WEŹ SWOJE ŻYCIE! Nie pozwól, aby ktokolwiek reżyserował Ci je, bez Twojej zgody i wyboru.

Wydaje się, że dziś na polu naszego życia gospodarzem jest telewizja, może Internet, często przypadek i chwile adrenaliny.

Żyj swoim życiem. Może WZIĄĆ ŻYCIE oznacza odzyskać je, odzyskać ze wszelkich sfer uzależnień: alkohol, dragi, Internet, galerie sklepowe.

WZIĄĆ SWOJE ŻYCIE oznacza odzyskać nad nim kontrolę i wolność i decydować o jego kształcie.

 

Stacja III

Pierwszy upadek

 

Z życiem trzeba bardzo uważać. Jest chwiejne, znacznie bardziej kruche niż myślimy. Trzeba brać pod uwagę upadki. Czasem zawinione przez nas, czasem niezawinione.

Upadek uczy, jak cenne jest życie, jak bardzo warto się o nie troszczyć, stale dbać o nie, aby nie zepsuć go czy nie zniszczyć.

Każdy jednak upadek jest szansą na nowe życie. Nic nie musi być takie jak dotychczas.

Wyciągaj mądrą lekcję ze swoich upadków i zaczynaj od nowa.

 

Stacja IV

Matka

 

Rodzice, a zwłaszcza matki, nieustannie troszczą się o nasze życie. Od nich życie mamy, oni podtrzymywali nas przy życiu karmiąc i pielęgnując nas, strzegąc przed niebezpieczeństwami.

Nie wiem, czy to spotkanie z Matką było dla Jezusa przykre, bo szedł przecież jako człowiek przeklęty i przegrany.

Domyślamy się jednak, że to spotkanie mogło być dla Jezusa źródłem siły, pokrzepieniem. Tak chyba jest zawsze, gdy matki spotykają swoje dzieci, w więzieniach, poprawczakach czy szpitalach.

Rodzice, którzy zapoczątkowują życie, zostają z dziećmi do końca, dopóki mogą, na dobre i złe. I za to im i Tobie, Panie, dziękujemy.

 

Stacja V

Szymon

 

Kto komu bardziej pomógł przy tej stacji? Z pozoru prosta odpowiedź: Szymon Jezusowi, bo dźwigał Jego krzyż przez pewien czas.

Jest jednak pewne, że niekiedy pomoc okazana drugiemu budzi nas do życia i pozwala zrozumieć, że nie żyjemy tylko dla siebie.

Nowe życie, już poza sferą egoizmu, rozpoczyna się wówczas, gdy mamy kogoś do poniesienia. Czasem w myślach, w sercu, a niekiedy i fizycznie.

 

Stacja VI

Weronika

 

W sercu Weronki był lęk o życie Jezusa, zadbała więc o chwilę ulgi. Chwila otartego z potu czoła pozwala lepiej oddychać skórze. I zapewne Jezus tego doświadczył.

Ale znowu nie wiemy, kto komu więcej przy tej stacji ofiarował.

Trzeba, na ile można, nieść ulgę innym, choćby na chwilę. To podtrzymuje życie i przelewa choć trochę radości.

Ale z drugiej strony – pozwólmy sobie przyjmować gesty Weroniki, nie udawajmy, że jesteśmy herosami, których nic nie wzrusza i którzy niczego nie potrzebują.

 

Stacja VII

Drugi upadek

 

Powtórka ze słabości i chwiejności. Bardzo nieprzyjemna sprawa. Już poprzednio miało być ostatni raz, a okazuje się, że jesteśmy słabsi niż myśleliśmy.

Niewiele pomoże, przy upadku, złość na cały świat i siebie samego. Trzeba przebaczyć sobie, zaśmiać się z siebie, nabrać głęboko powietrza i nie zapominając, że jesteśmy słabi, iść dalej.

Można żyć pomimo upadków. Warto żyć pomimo upadków.

 

Stacja VIII

Niewiasty

 

Wszystko jest tu jasne. Jest człowiek w nieszczęściu, skazaniec bliski śmierci, zmęczony, zakrwawiony.

Nie dziwne więc, że kobiety płaczą i współczują. Tym bardziej, że za chwilę skona ktoś niewinny. Mimo to Jezus upomina „Nie płaczcie nade Mną”, tak jakby chciał upomnieć – weźcie się za siebie. Nie po to cierpię i umieram, żebyście współczuły i płakały, ale po to, aby wasze życie mogło się odmienić.

Można przepłakać swoje życie, zawsze znajdzie się tysiąc powodów. Ale czasem łzy są początkiem nawrócenia, bardzo silnym impulsem – zacznij od nowa.

 

Stacja IX

Trzeci upadek

 

Tradycja przekazała nam opowieść o trzech upadkach Jezusa, choć należy przypuszczać, że było ich więcej, bo dźwiganie krzyża pod górę to nie spacerek.

Ważne jest to, że z trzeciego upadku, tak zwanego ostatniego, Jezus też się podnosi. Bo nie ma upadków ostatecznych. Nie ma kryzysów, z których nie dałoby się powstać. Nie ma matni, z których nie da się wyjść.

Nie wolno nam rozżalać się nad upadkiem, akcent zawsze kładźmy na nadzieję, która pozwala powstać.

Nowe życie odradza się z każdą decyzją powstania z grzechu, zerwania ze złem.

 

Stacja X

Obnażenie z szat

 

I co tu jeszcze mówić o pięknie życia, kiedy dochodzi do ośmieszenia. Facet bez ubrania, który mienił się nie byle kim, tylko Królem i Synem Bożym. Żałosne z pozoru.

Jednak Jezus nie wpada tu w żal i przygnębienie. Pozwala na to, bo życie, a właściwie cel, jakim jest zbawienie, wymaga niekiedy takich doznań, jak upokorzenie, zniesławienie i ośmieszenie.

Wiele można znieść, jeśli wiemy, po co. Za nowe życie można zapłacić cenę upokorzenia i wstydu.

 

Stacja XI

Przybicie do krzyża

 

Do ceny upokorzenia dochodzi cena bólu. Ból też można znieść, ba, nawet czasem jest on pożądany. Wiemy, że nowe życie człowieka rodzi się w bólach cierpienia matki. W bolesnej operacji zyskujemy szansę nowego życia.

Bóle w sercu, w duszy, w myślach, w ciele, gdziekolwiek, stają się szansą nowego życia.

Wypatrujmy sensu i dobra, które może się narodzić z wielkich bólów, ale i z tych powszednich, codziennych.

 

Stacja XII

Śmierć

 

Jezus mówił o obumieraniu ziarna, aby przyniosło obfity plon. Mówił o sobie. Ale mówił to także, aby i w każdym z nas zapaliła się nadzieja, pozwalająca spokojnie patrzeć na własną śmierć.

Mówimy: życie, a potem śmierć. A tymczasem powinniśmy mówić i myśleć: życie, śmierć i NOWE ŻYCIE.

My, ludzkie ziarna, obumieramy po to, by zaznać radości obfitości i innych, nieskończonych wymiarów życia, już wiecznego, już pełnego, już bez bólu, bez łez, bez rozstań.

Więc choć nas zasmuca nieunikniona konieczność śmierci, raduje nas nadzieja zmartwychpowstania.

 

Stacja XIII

Zdjęcie z krzyża

 

Przy tej stacji ważne jest ciało Jezusa, ale jeszcze ważniejsi ci, którzy o to ciało zadbali i zaopiekowali się nim. Bardzo kochali Jezusa, skoro nawet śmierć ich nie odsunęła od Niego.

 

Stacja XIV

Złożenie do grobu

 

Żyjemy w schematach i żelaznej logice zdarzeń. Po ludzku oczywistym jest, że grób to koniec człowieka.

Jeśli jednak nadzieja, wiara i miłość pozwalają nam powstawać z upadków, wychodzić z kryzysów, przejść przez upokorzenia i wstyd, to pozwólmy, by WIARA, NADZIEJA I MIŁOŚĆ przeniosły nas za grób. Znają drogę.

Kiedy wiara, nadzieja i miłość są przyjaciółkami naszego życia, przeprowadzą nas szczęśliwie do nowego życia, poza grób, do życia bez końca.

 

Itinerarium

PAN JEZUS MĘSKI I ŻEŃSKI

 

Czwartek 30 marca 2017 Wczoraj udostępniłem wpis Centrum Wolontariatu w Lublinie z prośbą o pomoc dla naszych bezdomnych braci. Na pewno wielu z Was odpowie pozytywnie na ten apel – https://web.facebook.com/178548322167933/photos/a.496766627012766.113498.178548322167933/1393842253971861/?type=3&theater

Przypomnę tylko, że nie ma ludzi bezdomnych. Znam jednak pana Henryka, który potrącił nieumyślnie (i śmiertelnie) chłopaka prowadząc miejski autobus. Dostał wyrok w zawieszeniu. Nie może jednak sobie przebaczyć, rozpił się, odszedł od rodziny, w mieszkaniu odłączyli mu już światło i gaz, teraz przychodzi wieczorami na gorącą zupę do naszego lokalu przy dworcu kolejowym w Lublinie.

Znam panią Helenę, którą mąż – były na szczęście – bił dwa razy w tygodni. Od czasu jak zmarł ona czuje się dziwnie, do bicia przywykła a tu już od pięciu lat nikt jej nie okłada pięściami. Pani Helena do psychologa nie pójdzie, „Nie jestem głupia” rzuca krótko. Nie pozbierała się do tej pory, nie uśmiecha się wcale, ledwo utrzymuje swój pokoik w bocznej Kunickiego.

Znam pana Władysława, pogubionego aplikanta na radcę prawnego, który śpi w pustostanie ale wierzy, że kiedyś założy kancelarię i się odkuje. Teraz wieczorami przychodzi na gorącą zupę, każda jest dobra bo darmowa.

Nie ma ludzi bezdomnych. Jet pan Henryk, pani Helena i pan Władzio. I jeszcze 657 innych, bo w Lublinie jest – jak mówią statystyki około 700 takich ludzi. Dla nich właśnie jest zbiórka, o której piszę wyżej.

I w każdym z tych ludzi jest Pan Jezus, „męski” i „żeński”. Prawie już chciałem dopisać „i nijaki”, ale przecież Pan Jezus nijaki to nie jest na pewno.

Itinerarium

PANIE PÓŁ KROKU ZA MĘŻAMI UKOCHANYMI

Środa 29 marca 2017 W tradycji ludów kaukaskich, również w Czeczenii, w miejscach publicznych kobieta powinna iść przynajmniej pół kroku za mężczyzną. Oczywiście budzi to prawie u wszystkich europejskich feministek i feministów oburzenie, bo taki układ wszak godzi w równość płci.

Napisałem, że prawie u wszystkich, prawie bo mnie na przykład to nie razi z dwóch powodów. Najpierw, że nie znam ani jednej Czeczenki, której by maszerowanie pół kroku za ukochanym mężem uwłaczało, a znam Czeczenek wiele. Po wtóre, w dziedzinie konfiguracji marszowych jestem radykalnym liberałem i uważam, że każdy niech chodzi jak mu się podoba. Byleby nie wchodził na jezdnię przy czerwonym świetle dla przechodniów.

Po wojnach Rosji z Czeczenią (1994 – 96 i 1999 – 2009), wojska moskiewskie zaminowały wiele dróg, mostów, łąk i pól. Nikt nie policzył ofiar – śmiertelnych i rannych – wybuchów tych rosyjskich podarków.

Czeczenii opowiadają w związku z tym oraz w związku ze swoimi kobietami zabawną dykteryjkę. Zdarzyło się, że wiejską drogą w pobliżu Groznego (stolicy Czeczeni) szedł dżygit (kaukaski odpowiednik kozaka) a przed nim – o zgrozo! –  jakieś 50 metrów, szła jego żona. Przyuważył ten haniebny zamach na odwieczną tradycję pewien starik, dziadek po naszemu. I perorował do dżygita:

– Jak ci nie wstyd! Łamiesz naszą odwieczną tradycję! Kobieta nie może iść przed tobą! Tak zapisano we wszystkich naszych świętych księgach!

– Oj dziadku, dziadku! – ripostował heretyk – te święte księgi napisali zanim ruskie zaminowali nasze drogi i pola …

Czeczenki z kolei powiadają, że wolą aby ich mężowie szli przed nimi. A to dlatego, co by mogły kontrolować czy nie łypią oczami na jakieś inne kobiety. Mają ich na oku!

Obydwie historie zasłyszałem wczoraj, w Lublinie, na spotkaniu z Mikaelem Uzdenovem, prezesem Fundacji Dialogu i Tolerancji, którego gościło nasze Stowarzyszenie Solidarności Globalnej. Kto tam z was ma FB, niech polubi  i promuje Fundację Mikaela. Dziękuję, wesołej środy wiosennej dla wszystkich, pół kroku za facetem (ukochanym!), 50 metrów przed nim, albo łeb w łeb, jak tam komu lepiej.

https://web.facebook.com/dialogitolerancja/?ref=ts&fref=ts

Itinerarium

CZŁOWIEK I PAN JEZUS

Wtorek 28 marca 2017 Człowiek jest jednak najważniejszy. Taki człowiek, który podprowadzi nas do sadzawki, dzięki czemu odzyskamy zdrowie. No ale nie ma wcale albo są bardzo rzadko tacy ludzie.

Jak nie macie takich ludzi, pamiętajcie, że jest jeszcze Pan Jezus, który chętnie powie: «Wstań, weź swoje nosze i chodź!»

Było święto żydowskie i Jezus udał się do Jerozolimy. 

W Jerozolimie zaś jest przy Owczej Bramie sadzawka, nazwana po hebrajsku Betesda, mająca pięć krużganków. Leżało w nich mnóstwo chorych: niewidomych, chromych, sparaliżowanych. 

Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już dłuższy czas, rzekł do niego: «Czy chcesz wyzdrowieć?» 

Odpowiedział Mu chory: «Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. W czasie kiedy ja dochodzę, inny wstępuje przede mną». 

Rzekł do niego Jezus: «Wstań, weź swoje nosze i chodź!» Natychmiast wyzdrowiał ów człowiek, wziął swoje nosze i chodził. 

Jednakże dnia tego był szabat. Rzekli więc Żydzi do uzdrowionego: «Dziś jest szabat, nie wolno ci dźwigać twoich noszy». 

On im odpowiedział: «Ten, który mnie uzdrowił, rzekł do mnie: Weź swoje nosze i chodź». Pytali go więc: «Cóż to za człowiek ci powiedział: Weź i chodź?» Lecz uzdrowiony nie wiedział, kim On jest; albowiem Jezus odsunął się od tłumu, który był w tym miejscu. 

Potem Jezus znalazł go w świątyni i rzekł do niego: «Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło». Człowiek ów odszedł i oznajmił Żydom, że to Jezus go uzdrowił. I dlatego Żydzi prześladowali Jezusa, że czynił takie rzeczy w szabat. (J 5,1 – 16)

Itinerarium

BIERZCIE MILIONY I ŻYCIE WIECZNE

Poniedziałek 27 marca 2017 Pięć miliardów złotych rocznie wydajemy – my, Polacy – na kupony totolotka i inne gry losowe. Do naszych – waszych, bo ja nie gram – kieszeni wraca niecałe 100 mln, czasem trochę więcej. Szansa wygrania miliona zgodnie z zasadami rachunku prawdopodobieństwa wynosi 1- (1- p) n, prościej mówiąc, prawdopodobieństwo to jest wyjątkowo nieprawdopodobne.

Polacy jednak grają. Grają, bo są narodem wierzącym. I wierzą, że to im się właśnie trafi milion lub nawet dziesięć. Ja w tym przypadku jestem wierzący ale nie praktykujący. Reklamy zachęcające do gry kuszą sloganami w stylu „milion w środę, milion w niedzielę”. I Polacy wierzą tym słowom, wierzą, wyciągają portfele, a potem nic nie wygrywają. Nie popadają z tego powodu w ruinę, więc grają. I ja zachęcam, żebyście grali i wygrywali, a jak już wygracie, to pamiętajcie o mnie, umiem bardzo dobrze wydawać pieniądze, wkrótce będą potrzebne na wsparcie rekolekcji dla bezdomnych.

Bohater Ewangelii, którą dziś czytamy, „uwierzył słowu, które Jezus powiedział do niego”. Uwierzył słowu Jezusa a jego syn, umierający prawie, rączo wrócił do żywych. Wczoraj mówiliśmy w kościołach „Wierzę w ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny …” Brawo, miliona z tego nie będzie, ale radosna wieczność. Teraz tego nie udowodnię, ale pożyjecie (tzn. umrzecie), zobaczycie, że prawda. Wiara jest tym, co daje miliony i życie wieczne.

Jezus odszedł z Samarii i udał się do Galilei. Jezus wprawdzie sam stwierdził, że prorok nie doznaje czci we własnej ojczyźnie, kiedy jednak przyszedł do Galilei, Galilejczycy przyjęli Go, ponieważ widzieli wszystko, co uczynił w Jerozolimie w czasie świąt. I oni bowiem przybyli na święto.

Następnie przybył powtórnie do Kany Galilejskiej, gdzie przedtem przemienił wodę w wino. A był w Kafarnaum pewien urzędnik królewski, którego syn chorował. Usłyszawszy, że Jezus przybył z Judei do Galilei, udał się do Niego z prośbą, aby przyszedł i uzdrowił jego syna, był on już bowiem umierający.

Jezus rzekł do niego: «Jeżeli nie zobaczycie znaków i cudów, nie uwierzycie».

Powiedział do Niego urzędnik królewski: «Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko».

Rzekł do niego Jezus: «Idź, syn twój żyje». Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i poszedł.

A kiedy był jeszcze w drodze, słudzy wyszli mu naprzeciw, mówiąc, że syn jego żyje. Zapytał ich o godzinę, kiedy poczuł się lepiej. Rzekli mu: «Wczoraj około godziny siódmej opuściła go gorączka». Poznał więc ojciec, że było to o tej godzinie, kiedy Jezus rzekł do niego: «Syn twój żyje». I uwierzył on sam i cała jego rodzina.

Ten już drugi znak uczynił Jezus od chwili przybycia z Judei do Galilei. (J 4, 43 – 54).

Itinerarium

BŁOTO NA OCZACH

Kazanie na IV Niedzielę Wielkiego Postu 26 marca 2017 To jest absurd. Mesjasz, Syn Boży, pluje na ziemię, robi błoto i nakłada je na oczy ślepemu, każe iść się mu umyć. Ten odszedł, obmył się i wrócił widząc.

Jezus uzdrawiał ludzi w bardziej normalny sposób także. Patrzył na kogoś, dotykał ramienia, podnosił za rękę, czasem ktoś się o Niego otarł  skrycie. Efektowne były też cuda na odległość, jak w przypadku uzdrowienia sługi setnika, co powtarzamy w każdej mszy świętej – „Panie nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo …” Powiedział, słowo poleciało kilka kilometrów, sługa ozdrowiał.

Powiem krótko, siostry i bracia, najpierw wiara, potem może być i błoto, dotyk czy słowo mknące kilometry. Wiara. Wiara daje nam wszystko.

Jezus, przechodząc, ujrzał pewnego człowieka, niewidomego od urodzenia. Splunął na ziemię, uczynił błoto ze śliny i nałożył je na oczy niewidomego, i rzekł do niego: «Idź, obmyj się w sadzawce Siloam» – co się tłumaczy: Posłany. On więc odszedł, obmył się i wrócił, widząc.

A sąsiedzi i ci, którzy przedtem widywali go jako żebraka, mówili: «Czyż to nie jest ten, który siedzi i żebrze?» Jedni twierdzili: «Tak, to jest ten», a inni przeczyli: «Nie, jest tylko do tamtego podobny». On zaś mówił: «To ja jestem».

Zaprowadzili więc tego człowieka, niedawno jeszcze niewidomego, do faryzeuszów. A tego dnia, w którym Jezus uczynił błoto i otworzył mu oczy, był szabat. I znów faryzeusze pytali go o to, w jaki sposób przejrzał. Powiedział do nich: «Położył mi błoto na oczy, obmyłem się i widzę».

Niektórzy więc spośród faryzeuszów rzekli: «Człowiek ten nie jest od Boga, bo nie zachowuje szabatu». Inni powiedzieli: «Ale w jaki sposób człowiek grzeszny może czynić takie znaki?» I powstał wśród nich rozłam. Ponownie więc zwrócili się do niewidomego: «A ty, co o Nim mówisz, jako że ci otworzył oczy?» Odpowiedział: «To prorok».

Rzekli mu w odpowiedzi: «Cały urodziłeś się w grzechach, a nas pouczasz?» I wyrzucili go precz.

Jezus usłyszał, że wyrzucili go precz, i spotkawszy go, rzekł do niego: «Czy ty wierzysz w Syna Człowieczego?» On odpowiedział: «A któż to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?» Rzekł do niego Jezus: «Jest nim Ten, którego widzisz i który mówi do ciebie». On zaś odpowiedział: «Wierzę, Panie!» i oddał Mu pokłon. J 9, 1. 6-9. 13-17. 34-38

Itinerarium

I BIEGUNKA I PANNA Z NAZARETU

Kazanie na Uroczystość Zwiastowania NMP Sobota 25 marca 2017 Trzy razy w roku wykonujemy podczas mszy świętej gest zetknięcia się z ziemią, konkretnie z posadzką kościoła, w innych niźli zwykle momentach. W Wielki Piątek przyklękamy w ciszy przed rozpoczęciem liturgii, potem w trakcie czytania pasji klękamy przy słowach „I skłoniwszy głowę oddał ducha”. W Boże Narodzenie na krótko klęczymy przy słowach „I za sprawą Ducha Świętego przyjął ciało z Maryi Dziewicy i stał się człowiekiem”. Przy tych samych słowach przyklękniemy i dzisiaj, w Credo, w Uroczystość Zwiastowania NMP.

Żałuję, że tylko trzy razy w roku tak czynimy. Za rzadko. Za rzadko abyśmy mocno przyjęli prawdę o świętości życia, trawy, rzek, lasów, stokrotek i chrabąszczy. Życie i ziemia nie wzięły się znikąd. Wymyślił je i dał nam sam Bóg, a jeśli On się czegoś dotknie, jest to święte. Za rzadko dotykamy kolanami ziemi w kościołach i dlatego bezmyślnie parkujemy nasze wypasione bryki na świętych trawnikach oraz depczemy Boże stokrotki, skracając sobie drogę o 15 sekund. I w majestacie prawa – w Polsce – rżniemy dorodne i święte topole czy lipy, żeby w ich miejsce postawić szkaradne blaszane garaże.

Od momentu Wcielenia Boga – czyli od chwili Zwiastowania – święte jest życie, ziemia, ptaki i wszystko inne, co fruwa, pływa, świszcze i pachnie.

Od tego momentu święty jest na zawsze człowiek, bo człowiekiem stał się sam Bóg. Stał się też ciałem, z rękami, włosami, katarem i na przykład biegunką. Tak Pan Jezus miał ręce, włosy, co do biegunki to tylko przypuszczenie, ale nie znam człowieka którego by ta wredna sprawa nie dopadła od czasu do czasu.

Piszę to po to, żebyście w tę wiosenną sobotę, 25 marca, ucieszyli się swoim życiem i stokrotkami. Polubili swój boski katar, biegunki nikomu nie życzę, ale jak się trafi, też nie marudźcie.

Na koniec, uwielbiam scenę Zwiastowania, tę chwilę gdy nastoletnia panna z Nazaretu, Maria (po polsku – Marysia) zaczyna tańczyć z Bogiem, On Ją prowadzi, Ona się poddaje. A z tego wszystkiego ostatecznie będzie nasze życie wieczne.  I ręczę – choć to tylko przypuszczenie – że jeśli by Gabriel trafił na faceta, to ten by zapytał – „No dobra, Aniele, a ile by na tym można zarobić?”

 

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. 

Anioł wszedł do Niej i rzekł: «Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami». 

Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. 

Lecz anioł rzekł do Niej: «Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca». 

Na to Maryja rzekła do anioła: «Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?» 

Anioł Jej odpowiedział: «Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego». 

Na to rzekła Maryja: «Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa». Wtedy odszedł od Niej anioł. (Łk 1, 26 – 38)

Itinerarium

Via amoris

Aż do znudzenia słyszymy, że wszystko dla nas Jezus uczynił z miłości. Ponieważ nas kochał (kocha?) umarł za nas. Miłość i gwoździe? Miłość i grób? Czy miłość nie przegrała z okrucieństwem Drogi Krzyżowej? Pójdźmy zobaczyć.

Stacja 1.

Jezus na śmierć skazany

Pora zapomnieć o wszystkich wzniosłych słowach. Tłum miewa idoli, od czasu do czasu. Musi się też na kimś wyżyć.

Ten wyrok to rachunek za popularność, może tylko efekt usunięcia niewygodnego wichrzyciela.

Więc jest tak. Kochasz, a w odpowiedzi słyszysz: skazany na śmierć. Odrzucony. Odepchnięty. Warto było kochać, aby usłyszeć, że to się ma tak skończyć?

Jaki sens ma miłość, gdy otrzymuje się w zamian odrzucenie, ranę, wreszcie karę śmierci?

 

 

Stacja 2.

Jezus bierze krzyż na ramiona

 

Ten krzyż to najgłupszy dowód miłości ze wszystkich możliwych.

Kochać to szaleć, całować się, zanurzyć w namiętność, patrzeć w te wymarzone oczy, poczuć jak ktoś czule obejmuje.

 

A tu chropawa czułość drewna, nielekkie belki, w żaden sposób nie do ułożenia na plecach.

Żaden thriller z miłością w tle nie ma tak głupiego scenariusza. Że niby o miłości, a tu dźwigać trzeba bele.

 

Ciszej z tą miłością.

 

 

Stacja 3.

Pierwszy upadek

 

Na razie to nie wygląda groźnie. To przykry przypadek, nie upadek. Są jeszcze siły i w ciele moc.

Trzeba pamiętać, że to wszystko jest z miłości. Z jednej strony tłum, którego nienawiść ciąży coraz bardziej, z drugiej strony żołnierze, którzy muszą dopilnować swoich obowiązków.

Co ja tutaj robię? Jaka miłość? Kto tu jest wart miłości? Ten wyjący tłum prostaków, żądnych widowiska? Napuszeni faryzeusze, którzy z wysokości pałacu pilotują ten spektakl? Żołnierze? Choć ci najbardziej niewinni, bo tylko dobrze wykonują rozkazy.

 

Upadłem. Wstaję, dźwigam i pytam: po co kochać?

 

 

Stacja 4.

Matka

 

Słyszała, jak mówiłem, że miłość to najważniejsza sprawa. Ona i tysiące innych, słyszała. Ona i tysiące innych, wierzyła. To miało być piękne. Królestwo Miłości.

 

Patrzę jej prosto w oczy. Wiesz, mamo, nic z tego nie wyszło, nikt nie chce żyć miłością,  ludzie chcą się bawić, jeździć szybkimi samochodami, lubią adrenalinę i emocje. Miłość to inna bajka.

Sorry, Mama. Nie wyszło.

 

 

Stacja 5.

Szymon

 

O bracie, z jednej strony dobrze, że jesteś, bo będzie lżej. Bogu dzięki, że jest jeszcze jakaś pomoc społeczna. Z drugiej trochę wstyd, że nie dam rady sam.

Szymon też wcale nie z żadnej miłości. Przymusili go, gdy wracał z pola.

Wszystko w życiu jest grą sił, wygrywają silniejsi i bogatsi, na miłość to się można w filmie pogapić albo poczytać w taniej książce. Takie jest życie, ci, co chcą żyć według miłości, mają ciężką drogę w towarzystwie przymuszonych Szymonów.

 

 

Stacja 6.

Weronika

 

Czuję jej ręce. Drobne dziewczęce dłonie. Niech ich nie odrywa. Nie żeby było jakoś lżej. Ale to człowiek przy mnie, tak jak uczyłem.

Może jedna szalona dziewczyna, może tylko ona uwierzyła w miłość. Dużo nie może zrobić. Ociera pot, nawet krew, która też ma prawo do mojej twarzy.

Ta jej chusta jak sakrament zbawienia.

 

Ale takie chwile, naprawdę chwile, czułości i zrozumienia, czy to nie złudna nadzieja? Czy miłość, która na chwilę dochodzi do głosu, odmieni świat? Weroniko, pomóż uwierzyć.

 

 

Stacja 7.

Drugi upadek

 

To już nie przelewki. Była czułość Weroniki, teraz spotkanie z twardym jerozolimskim brukiem.

Zapomnijmy o miłości i czułości. Chciałem zmienić świat miłością, teraz leżę na bruku. Ideał sięgnął bruku.

W życiu trzeba dbać o swoje, nie przemęczać się, mieć paru przyjaciół do brydża, dobrego laptopa i czas, by pojeździć na nartach.

Jak śmiesznie – i smutno wyszło z miłością. Teraz leżę i wraca pytanie: czy warto było.

 

 

Stacja 8.

Niewiasty

 

Biedne kobitki, dałyby spokój z tą histerią. Płaczą, mażą się i zawodzą.

Przecież nie o to chodziło, nie o wzruszenia i pobożny lament.

Chodziło o to, aby ludzie zaczęli żyć według miłości, by ona była dla nich najważniejsza. Aby zmieniała ich sposób myślenia i mówienia, aby zamieniała się w gesty i czyny.

 

Co z tego, że parę pobożnych pań się wzruszy, popłacze nad złym światem?

Miłość przegrywa i żadne łzy jej nie pomogą.

 

 

Stacja 9.

Trzeci upadek

 

Nie ma już siły. To już ostatni upadek, żaden przypadek. Jestem już pewny, jak to się skończy. Szymon poszedł na kolację, Weronikę porwał tłum, panie skończyły gorzkie żale.

Jest już bardzo ciężko. Duszno. Jak wstać, kiedy te belki coraz to cięższe? I po co wstać?

Walczyłem o miłość, tłumaczyłem, powstawali na moje słowo z grzechów i Mateusz, i Maria Magdalena. Powstawali paralitycy, trędowaci, szaleńcy. Powstała nawet ze śmierci córka Jaira i młodzieniec z Naim. W imię miłości i dzięki jej mocy powstawali. Czy w imię tej miłości, która teraz jest tak bezsilna, ja upadłem i prawie nie mam siły się ruszyć?

 

 

Stacja 10.

Odarcie z szat

 

Jest mi właściwie obojętne, czy skonam w ubraniu, czy nagi. Oby się tylko szybciej to skończyło.

Ci ludzie dyszą chęcią zysku do końca, ograbić bezsilnego skazańca to fraszka. Przecież nawet na pogrzebie można nieźle zarobić.

 

Chce się umierać i zapomnieć o krótkiej przygodzie pod tytułem „Droga Miłości”.

Ta miłość, w którą wierzyłem i której uczyłem, miała zakrywać wszelki grzech, miała wszystkiemu wierzyć, nie ustawać, cierpliwa być i nie zazdrościć. W zderzeniu z prawami świata, zapomnieliśmy na amen o miłości, odzierają mnie teraz z ostatniego ubrania.

 

 

Stacja 11.

Przybicie do krzyża

 

W finale przygody z życiem i miłością są gwoździe. Prawdziwy heavy metal, który budzi układ nerwowy. Trach, lewa ręka, trach, prawa ręka, lewa noga – trach, prawa noga – trach. Żeby tylko nie jęczeć i nie wyć z bólu.

 

Powtarzam mantrę: miłość wszystko przetrzyma. Przetrzyma gwoździe też? W lewej ręce, w prawej ręce. Miłość wszystko znosi, gwoździe w prawej nodze, gwoździe w lewej też.

Przygwożdżony, rozstaję się z życiem. Przykazanie nowe daje wam, abyście się wzajemnie przygważdżali.

Wbijajcie gwoździe do końca.

 

 

Stacja 12.

Śmierć

 

Miała być miłość, przyszła śmierć. Tak kończy się miłość. Żadnego happy endu, jak w normalnej love story.

Jak śmierć mocna jest miłość. Frazes. Śmierć jest mocna. Miłość słaba. Jest szalona i nie pamięta o śmierci. Kończy się bólem, krzyżem i beznadziejnym ostatnim tchnieniem.

 

Więc po co było żyć i kochać? Tylko po to, by tak haniebnie umrzeć w słońcu Golgoty? Wyzionąć ducha, by jak pieczątką potwierdzić, że miłość przegrywa?

Nie ma nikogo tutaj w chwili śmierci. Jeden Jan, jedna Maria Magdalena i Matka.

 

Za chwilę wpadnę w ziemię, aby obumrzeć, jak to ziarno pszenicy, które ma przynieść ponoć obfity owoc.

Tyle pytań o miłość, a tu pora umierać. Zgasnąć, zamknąć oczy. I po życiu. I po miłości.

 

 

Stacja 13.

Zdjęcie z krzyża

 

Bezwładne ciało, jeszcze raz na wszelki wypadek dźgnięte ostrą włócznią. Rytuał namaszczenia zwłok, owinięcia w prześcieradło.

 

Te tłumy, które karmiłem chlebem i rybami, które klaskały w dłonie, gdy przechodziłem po lustrze jeziora, przyjaciele z ostatniej wieczerzy – to już TAMTEN ŚWIAT.

 

Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.

Tak powiedziałem. Tak też zrobiłem.

 

 

Stacja 14.

Grób

 

Jak to się stało, że nie ma mnie w grobie, w którym byłem i który miał pozostać moim adresem już na zawsze?

Jak to się stało, że nie czuję już bólu? Że nie ma tego prześcieradła z kostnicy, trumna psuta, choć taka ozdobna i z okuciami stylowymi? Nie czuję zapachu trupa ani robaków wiercących korytarzyki w brzuchu?

 

Święty Janie, bierz i pisz:

Kto miłuje, przeszedł ze śmierci do życia.

Kto zaś nie miłuje, trwa w śmierci.

 

Kto miłuje, przeszedł ze śmierci do życia.

Pisz. Może ktoś ci uwierzy.

 

 

 

Trudno jest wybrać miłość i pozwolić się jej poprowadzić na pośmiewisko, na kpinę, może i jakiś rodzaj gwoździ. Miłość z pozoru jest słaba i kto ją wybiera jako drogę życia, nie osiągnie splendoru, nie dorobi się roli idola i dużych pieniędzy.

Jest ofertą jedyną sensowną dla życia, ale ryzykowną i wymagającą.

 

Tylko wierząc, że kto kocha, przejdzie ze śmierci do życia, można ją wybrać.

 

 

  1. Jeśli ktoś zechce wykorzystać ten tekst, proszę o znak, MP.
Itinerarium

CZEGO NIE ZOSTAWISZ DRUGIEMU TEGO I SAM NIE BĘDZIESZ MIAŁ

Czwartek 23 marca 2017 Ty, który pościsz, pamiętaj, że gdy pości miłosierdzie, pości i twoja rola; jeżeli natomiast jesteś hojny w uczynkach miłosierdzia, twój spichlerz będzie obfitował. A zatem, człowieku, bacz, byś nie gubił oszczędzając, lecz zbieraj rozdzielając. Dając ubogiemu, daj samemu sobie, ponieważ czego nie zostawisz drugiemu, tego i sam nie będziesz miał.

Czasem myślę sobie, że lepiej zacytować kogoś mądrego niźli silić się na własne gdybania. Zacytowałem  wyżej kazanie (43) złotoustego Piotra Chryzologa, świętego z V wieku, z okolic Rawenny (północne Włochy).

Zacytowałem, bo wierzę, że czego nie zostawię drugiemu, tego i sam nie będę miał. Was też zachęcam. Chodzi o to, żeby miłosierdzie stało się naszą naturą, nie jakimś epizodem z racji Wielkiego Postu, ale codziennym reżyserem myśli, słów, gestów, czynów.  Żebyśmy z radością dawali chleb głodnym, lekarstwa trędowatym (jak Helena Pyz w Jeevodaya, www.jeevodaya.org), czas poplątanym gadułom, miłość każdemu.

Człowieku, niechże miłosierdzie będzie twoją naturą! – pisze Piotr Chrzyzolog w swoim kazaniu sprzed ponad 1 500 lat. Staram się właśnie o taką naturę. Was też zachęcam.

Itinerarium