Czwartek 30 marca 2017 Wczoraj udostępniłem wpis Centrum Wolontariatu w Lublinie z prośbą o pomoc dla naszych bezdomnych braci. Na pewno wielu z Was odpowie pozytywnie na ten apel – https://web.facebook.com/178548322167933/photos/a.496766627012766.113498.178548322167933/1393842253971861/?type=3&theater
Przypomnę tylko, że nie ma ludzi bezdomnych. Znam jednak pana Henryka, który potrącił nieumyślnie (i śmiertelnie) chłopaka prowadząc miejski autobus. Dostał wyrok w zawieszeniu. Nie może jednak sobie przebaczyć, rozpił się, odszedł od rodziny, w mieszkaniu odłączyli mu już światło i gaz, teraz przychodzi wieczorami na gorącą zupę do naszego lokalu przy dworcu kolejowym w Lublinie.
Znam panią Helenę, którą mąż – były na szczęście – bił dwa razy w tygodni. Od czasu jak zmarł ona czuje się dziwnie, do bicia przywykła a tu już od pięciu lat nikt jej nie okłada pięściami. Pani Helena do psychologa nie pójdzie, „Nie jestem głupia” rzuca krótko. Nie pozbierała się do tej pory, nie uśmiecha się wcale, ledwo utrzymuje swój pokoik w bocznej Kunickiego.
Znam pana Władysława, pogubionego aplikanta na radcę prawnego, który śpi w pustostanie ale wierzy, że kiedyś założy kancelarię i się odkuje. Teraz wieczorami przychodzi na gorącą zupę, każda jest dobra bo darmowa.
Nie ma ludzi bezdomnych. Jet pan Henryk, pani Helena i pan Władzio. I jeszcze 657 innych, bo w Lublinie jest – jak mówią statystyki około 700 takich ludzi. Dla nich właśnie jest zbiórka, o której piszę wyżej.
I w każdym z tych ludzi jest Pan Jezus, „męski” i „żeński”. Prawie już chciałem dopisać „i nijaki”, ale przecież Pan Jezus nijaki to nie jest na pewno.

