NO GDZIE JEST TEN PAN BÓG

Piątek 10 sierpnia 2018 No to gdzie jest ten twój Pan Bóg? – zapytał mnie kilka lat temu bardzo młody i bardzo gniewny chłopak. Przyzwyczaiłem się już, że ludzie czynią mnie odpowiedzialnym za sprawy Pana Boga. Prawda, jestem członkiem Jego personelu naziemnego, ale więcej nie wiem niż wiem.

Jestem w takiej samej sytuacji jak wszyscy szukający Pana Boga. Wszyscy mamy tę samą podpowiedź, którą chętnie się dzielę, zwłaszcza w czasie, kiedy wielu z nas w końcu opuszcza betonowe miasta i przynajmniej spaceruje wśród traw i drzew. Chodzi mi o biblijnego Eliasza (całość tekstu dalej). Eliasz słuchał wiatru.

Nawet nie wiatru, ale powiewu.

Z tym, że był to powiew łagodny, nieznaczny, subtelny.

I nawet nie był to łagodny powiew, tylko jego szmer. Szmer, muśnięcie, prawie nic. Tak właśnie Eliasz spotkał Żywego Boga i taka dla nas droga.

 Wtedy rzekł: «Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana!» A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały [szła] przed Panem; ale Pan nie był w wichurze. A po wichurze – trzęsienie ziemi: Pan nie był w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu – szmer łagodnego powiewu. Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty. A wtedy rozległ się głos mówiący do niego: «Co ty tu robisz, Eliaszu?» Eliasz zaś odpowiedział: «Żarliwością rozpaliłem się o chwałę Pana, Boga Zastępów, gdyż Izraelici opuścili Twoje przymierze, rozwalili Twoje ołtarze i Twoich proroków zabili mieczem. Tak że ja sam tylko zostałem, a oni godzą jeszcze i na moje życie». ( 1 KRl)

Itinerarium

DO PIĘKNYCH DZIEŁ RAZEM Z EDYTĄ

Czwartek 9 sierpnia 2018 Edyta Stein, z pochodzenia wrocławianka, ginie w  komorze gazowej, razem ze swoją siostrą Różą, siedemdziesiąt pięć lat temu, 9 sierpnia 1942 r. Jeszcze tego samego dnia ciała obydwu kobiet zostały spalone w oświęcimskim krematorium. Podzieliły los milionów swoich rodaków, Żydów. Edyta miała zaledwie 51 lat i otwierała się przed nią piękna kariera naukowa, dyskutowała z przedwojennymi sławami filozofii, Maxem Schelerem, Edmundem Husserlem czy Romanem Ingardenem. W dniu aresztowania miała powiedzieć do siostry – „Chodź, idziemy cierpieć za swój lud”. Z ateizmu i agnostycyzmu przeszła na chrześcijaństwo, głęboko świadomie wybrała życie zakonne u karmelitanek. Jan Paweł II beatyfikuje ją (1987), potem kanonizuje (1998) i ogłasza patronką Europy (1999). Tyle można o niej napisać w króciutkim CV.

Mnie najbardziej fascynują niewiarygodne losy ludzi, nie tylko świętych, którzy dają się porwać Bożemu głosowi. To, że ta Żydówka (Edyta Stein) przeszła tak niezwykłą drogę, może dziwi najmniej, bo 20 wieków wcześniej Maria z Nazaretu, także Żydówka, dała już dobry przykład. Miałem wielki honor poznać p. Wandę Błeńską, lekarkę z Poznania, nazywaną „Matką Trędowatych” (zm. 2014). W młodości dziewczyna z AK, potem przez ponad 40 lat pani doktor prowadząca leprozorium w Ugandzie, uratowała życie tysiącom ludzi. Jest jedyną cudzoziemką przyjętą w grono obywateli honorowych w Ugandzie. Mam też wielki honor znać (i ogromnie podziwiać) Helenę Pyz, tym razem warszawską lekarkę, która od prawie 30 lat prowadzi – ze znakomitym skutkiem – ośrodek dla trędowatych w Jeevodaya („Świt Życia”), w Indiach. Radek Malinowski (też go poznałem), prawnik po KUL walczy z handlem ludźmi w Afryce Wschodniej.

Przez to wszystko chcę tylko powiedzieć, że warto słuchać Bożego głosu w sobie, niekonieczne zaraz po to, by jechać do Indii czy Afryki. Może dziś po to, aby komuś pomóc, odwiedzić jak choruje, wesprzeć jak jest smutny. Codziennie Pan Bóg wzywa nas Swoim głosem do pięknych i dobrych dzieł. Razem ze św. Edytą Stein, patronką dzisiejszego dnia.

Itinerarium

ZDRADZONA GRUZJA 10 LAT PO WOJNIE Z ROSJĄ

Środa 8 sierpnia 2018 Dziesięć lat temu do Gruzji z kilku stron naraz wjechały rosyjskie czołgi, na domy poleciały bomby, nastąpiła też eksplozja w gazociągu, jak się później okazało wywołał ją wirus od kilku lat uśpiony w systemie kierującym dostawy gazu. Gruzini dali się sprowokować, stracili Abchazję i Południową Osetię, prawie jedną piątą swojego terytorium.

Wtedy, 8 sierpnia 2008 r. i może jeszcze przez kilka miesięcy Gruzini łudzili się, że ktokolwiek z Europy czy świata przyjdzie im z realną pomocą. Jakby nie wiedzieli, że są maleńkim krajem, który nie ma żadnego znaczenia dla wielkich mocarstw i żaden Amerykanin czy Anglik, za Tbilisi ginąć nie będzie. My Polacy, zwłaszcza ci, którzy znają historię, wiedzieliśmy, że w 1939 r. na Zachodzie Europy zadawano sobie retoryczne pytanie – Dlaczego mamy umierać za Gdańsk? („Pourquoi mourir pour Dantzig?”). Jedynym jasnym momentem w dramacie Gruzinów był piękny gest  ś. p. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego (i szefów rządów Ukrainy, Litwy, Łotwy i Estonii), który pojawił się w trzy dni po inwazji Rosji przy granicy z anektowaną właśnie Osetią Płd.

Historia uczy, że trzy czwarte zawieranych sojuszy jest łamanych i niedotrzymywanych, w polityce słowa typu „obiecuję” oznaczają najczęściej „radź sobie sam”. Boleśnie przekonali się o tym nasi bracia Ukraińcy, zdradzeni przez USA i Wlk. Brytanię, które gwarantowały nienaruszalność ich granic w r. 1994.

Oczywiście, Zachód nie pozostał bezczynny, zareagował we właściwy sobie sposób, z zakamuflowaną perfidią posyłając swoją niby pomoc – teraz już piszę o tym, co sam widziałem i widzę nadal w Gruzji. Ta niby pomoc ma znane schematy. Najpierw są to tzw. „wyrazy oburzenia”, wygłaszane przez ministrów z Zachodu, które jak zapewne możecie sobie wyobrazić niezmiernie polepszają sytuację Gruzinów.

Dalej idą pozorne działania różnych agend, z których najgłupszą są tzw. obserwatorzy ONZ, mający monitorować rozejm (niekorzystny dla pobitych Gruzinów). Wielokrotnie widziałem w Gruzji patrole ONZ, składające się z kilku – zwykle bardzo otyłych – panów i nielicznych pań, dokonujących oglądu granic przez superlornetki. Te urządzenia są konieczne, aby broń  Boże jakaś zabłąkana kula rosyjskiego snajpera nie dosięgła supernowoczesnych terenówek obserwatorów.

Trzecim filarem reakcji Zachodu jest tzw. pomoc humanitarna, w czym celuje głównie Unia Europejska. Przyjmuje się tu zasadę partycypacji krajów łożących na wsparcie. Dla przykładu, jeśli budowany był ośrodek dla uchodźców (w pobliżu Gori) z funduszy niemieckich, to materiały musiały być zakupione w Niemczech, a budowa nadzorowana przez inżynierów znad Renu. Gdyby robiono to siłami gruzińskimi, byłoby dwa razy taniej, ale przecież donator też musi skorzystać na humanitarnych gestach. Komicznym i tragicznym przykładem był inny ośrodek, zbudowany z fundacji UE, w którym powstały miniaturowe domki dla uchodźców i w którym zapomniano o doprowadzeniu wody. Dopiero polskie fundusze, po dwóch czy trzech latach, pozwoliły na zbudowanie tam kanalizacji.

Czwartym elementem polityki zachodniej wobec Gruzji (i innych krajów w podobnym położeniu) są tzw. szkolenia, warsztaty i mitingi, których celem jest nauczenie Gruzinów zasad demokracji czy innych wynalazków europejskich. Przy czym więcej niż połowę z tych środków zatrzymują dla siebie organizacje i trenerzy z Europy. Założenie, że oni są głupsi, a my mądrzejsi, święci triumfy.

Ostatnim aktem zachodniej pomocy są dwa akty miłosierdzia. Pierwszy polega na tym, że Zachód pozwala coś sprzedać u siebie Gruzinom, chodzi o ich wina (wyśmienite). Drugi wyraża się w decyzji – „Możecie do nas przyjechać” – czyli zgodzie na bezwizowe przyjazdy Gruzinów do UE. A jak przyjedziecie, to na pewno coś u nas kupicie, więc i tak nam się to opłaca.

Przez te dziesięć lat widziałem też piękne gesty ludzkiej solidarności z Gruzinami, zwykłe i wzruszające. Zawiozłem w r. 2009 30 par butów dla dzieci, wojennych sierot, w ośrodku prowadzonym przez Caritas w Tbilisi. Każda para tych butów była na miarę konkretnego dziecka, a fundowali je wierni przychodzący wtedy do kościoła Św. Ducha w Lublinie. Ci sami wierni – i inni zwerbowani przez Internet – ofiarowali setki euro na działanie Lotnego Szpitala, inicjatywy grupy tbiliskich lekarzy, dojeżdżających do obozów dla uchodźców z pomocą medyczną. Inni wierni dołożyli się do maszyn stolarskich, do dziś produkujących dobre meble, w Gori.

Politycy zawodzą i będą zawodzić, ale ludzie natchnieni solidarnością i wrażliwością tworzą najpiękniejsze dzieła, Boże dzieła. Na zdjęciu – lubelscy wolontariusze na obozie z ubogimi góralskimi dziećmi w Zoti (zachodnia Gruzja).

Itinerarium

KOCHAĆ

Wtorek 7 sierpnia 2018 Modlitwa, ta nakazana, to raptem Ojcze Nasz, Zdrowaś Mario, jak ktoś bardziej pobożny to jeszcze Aniele Boży i krótsze Wierzę w Boga, pacierzowe. Cztery minuty. I myślimy, że to Panu Bogu coś daje, na przykład poprawia Mu humor. Jasne, trzeba się modlić.

Najważniejsze – zgodnie ze słowami Pana Jezusa – to jednak bardzo kochać. Jego, ludzi, z którymi idziemy przez życie i – co najtrudniejsze – samych siebie.

Itinerarium

JAK NAJGORĘCEJ KOCHAĆ

Kazanie na Święto Przemienienia Pańskiego Poniedziałek 6 sierpnia 2018 Metamorfoza Pana Jezusa – słowo przetłumaczone niezbyt trafnie na język polski jako „przemienienie” – oznaczała zmianę formy zewnętrznej, blask płynący z postaci Jezusa oszołomił Jego uczniów. Pojęli, że mają do czynienia z kimś niezwykłym, kimś, kto jest blisko samego Boga. Po Jego powstaniu z martwych umieli już powiedzieć, że Jezus, ich dobry znajomy, jest Synem Boga; tak też zapisali w Ewangeliach.

Boskie oblicze Jezusa tłumaczymy sobie bardzo prosto, był Synem Boga, więc pozwolił – na chwilę – oglądać Siebie jako kogoś, kto jest nie tylko człowiekiem. A co z nami? Przecież Metamorfoza Jezusa (Przemienienie, które dziś świętujemy) to nie był fajerwerk, który miał tylko zaskoczyć apostołów. To także zachęta dla nas, abyśmy objawili ludziom, z którymi idziemy przez życie, że jesteśmy dziećmi Boga, Jego córkami i synami. A jak to możliwe?

Pewnie jest tysiąc sposobów na odsłonięcie naszej prawdziwej tożsamości, naszego podobieństwa do Pana Boga (On jest Ojcem, my Jego dziećmi). Może tylko kilka wystarczy.

Najpierw zrobić to można milknąć, zacząć więcej słuchać niż gadać. Ewangelia jest zapisem historii setek ludzi wysłuchanych przez Jezusa. Dalej, aby objawić nasze podobieństwo do Boga, należy mniej gadać, a więcej mówić. Kiedy mówimy do ludzi, przekazujemy im w naszych – dobrze dobranych słowach – nadzieję, siłę i radość. Kiedy gadamy, dzielimy się plotkami i nowinkami, nikomu nie potrzebnymi. Na trzecim miejscu dałbym zdolność rozweselania dowcipami i dykteryjkami, Pan Jezus robił to znakomicie, jak choćby wtedy gdy drwił z wymawiających się od udziału w uczcie („Pójdę wypróbować nowe woły …”, itd.). Na miejscu czwartym, wcale nie ostatnim, poradziłbym, aby wzorem Pana Jezusa, jak najgoręcej kochać, każdego i zawsze.

 

  1. Wielki szacunek dla wszystkich z Was, którzy wsparli i wesprą jeszcze zakupienie chleba, konserw i wody dla bezdomnych i ubogich z Lublina – patrz wpis http://itinerarium.pl/2018/08/04/kazanie-nie-do-klikania-ale-do-wplacania/

 

Liturgia słowa

 

 

 

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich samych osobno na górę wysoką. Tam przemienił się wobec nich. Jego odzienie stało się lśniąco białe, tak jak żaden wytwórca sukna na ziemi wybielić nie zdoła.

I ukazał się im Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem.

Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: «Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy; postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». Nie wiedział bowiem, co należy mówić, tak byli przestraszeni.

I zjawił się obłok, osłaniający ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie».

I zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa.

A gdy schodzili z góry, przykazał im, aby nikomu nie rozpowiadali o tym, co widzieli, zanim Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to polecenie, rozprawiając tylko między sobą, co znaczy powstać z martwych. (Mk 9,2-10)

 

Itinerarium

KAZANIE NIE DO KLIKANIA ALE DO WPŁACANIA

18 Niedziela Zwykła 5 sierpnia 2018  Jak toś ma pod dostatkiem chleba, to o nim nie myśli. Jak mu brakuje, najczęściej myśli właśnie o chlebie. A jak już się naje chleba, daj Boże z pasztetem, daj Boże z wodą w te wielkie upały, może pomyśleć o Panu Jezusie. I pokochać Go , dzięki ludziom od których chleb dostał.

Dzisiaj wolontariusze Gorącego Patrolu w Lublinie rozdawali po raz pierwszy chleb, pasztety i wodę, bezdomnym i ubogim ludziom w Lublinie. Przyszło 60 osób, resztę rozwieźliśmy w biedniejszych dzielnicach.

Internet ma to do siebie, że kolejne wpisy szybko zastępowane są nowymi. Wracam do mojego wpisu sprzed tygodnia. Pisałem wtedy:

Znam wielu ludzi głodnych w Lublinie (najczęściej z własnej winy, ale głodnych). Kilkanaście razy czułem się bardzo źle, kiedy przy rozdawaniu posiłków dla bezdomnych zabrakło nam chleba. Niestety, nie posiadłem sztuki rozmnażania go (jeszcze). W lipcu i sierpniu w weekendy lubelscy bezdomni nie mają szansy na posiłek. Od kilku dni zbieramy – poprzez Centrum Wolontariatu, przy którym działa Gorący Patrol (grupa ponad 60 wolontariuszy pomagających bezdomnym) – pieniądze, aby w soboty i niedziele nakarmić przynajmniej 100 bezdomnych. Dla każdego chcemy kupić chleb i konserwę, które razem kosztują pięć (5) złotych. Rozdajemy to w weekendowe wieczory w pobliżu dworca PKP. Moi mądrzy młodzi przyjaciele zrobili tzw. akcję na FB – https://pomagam.pl/bobylemglodny – tam, klikając, możecie wykupić jeden chleb i jedną konserwę dla głodnych i bezdomnych. Za pięć złotych. Tam mamy już 2745 złotych, a potrzeba 5 000.  Możecie także zrobić to klasycznie przelewem

Stowarzyszenie Centrum Wolontariatu

  1. Jezuicka 4 20-113 Lublin Bank PKO S.A. V oddział w Lublinie
    64 1240 1503 1111 0000 1753 2101

 

Do tej pory zebraliśmy 2745 zł, a brakuje jeszcze 2225 zł, aby głodni w Lublinie – przynajmniej znana mi ich część – w sierpniu w weekendy miała chleb, pasztet i wodę do picia.

I prośba ostatnia – proszę tego tekstu nie lajkować, proszę wpłacać, po 5 złotych lub wielokrotność. A jak już lajkować, to po wpłacie.  Zdjęcia pochodzą z dzisiejszego rozdawania przy ul. 1 Maja w Lublinie.

 

 

Kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że na brzegu jeziora nie ma Jezusa ani Jego uczniów, wsiedli do łodzi, dotarli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: «Rabbi, kiedy tu przybyłeś?»

W odpowiedzi rzekł im Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do syta. Zabiegajcie nie o ten pokarm, który niszczeje, ale o ten, który trwa na życie wieczne, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec».

Oni zaś rzekli do Niego: «Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boga?»

Jezus, odpowiadając, rzekł do nich: «Na tym polega dzieło Boga, abyście wierzyli w Tego, którego On posłał».

Rzekli do Niego: «Jaki więc Ty uczynisz znak, abyśmy go zobaczyli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: „Dał im do jedzenia chleb z nieba”».

Rzekł do nich Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu».

Rzekli więc do Niego: «Panie, dawaj nam zawsze ten chleb!»

Odpowiedział im Jezus: «Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie».

(J 6,24 – 35)

Itinerarium

JAK KSIĄDZ JAN KOMUNĘ MIAŁ W D

Sobota 4 sierpnia 2018 Ksiądz Jan, o którym piszę w najnowszym wydaniu „Niedzieli”, nie ma w Lublinie choćby ulicy czy ronda (jak kilkadziesiąt ważnych postaci dla miasta), w ogóle mało kto o nim wie. Spoczywa spokojnie niecałe 20 km od Lublina, na cmentarzu w Tomaszowicach. Tam spoczywa spokojnie po życiu bardzo niespokojnym, godnym scenariusza dobrego filmu akcji.

Ilu Żydów uratował w czasie II wojny światowej – do spółki z lubelskim aptekarzem, Emilem Szymonem Żółtowskim –   dokładnie nie wiemy. Ksiądz Jan wydawał metryki chrzcielne na polskie nazwiska, i tak Szifrin stawał się Wiśniewskim, a Fejgin Miszczukiem, dla przykładu. Dzięki temu przeżyli.

Odnośnik do artykułu jest tutaj:  http://niedziela.pl/artykul/138359/nd/W-sutannie-przeciw-Niemcom-i-komunistom

I jeszcze jedna zachęta do lektury tekstu o ks. Janie. W grudniu 1959 roku, włodarze powiatu lubelskiego oznajmili, że „został zdjęty z urzędu proboszcza parafii w Tomaszowicach”, a na zapytanie co to oznacza usłyszał, iż „odtąd władze państwowe nie będą odpowiadać na pisma i prośby”. Powodem gniewu było odprawianie – bez pozwolenia władz – nabożeństw na cmentarzu we Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny. Ks. Jan trochę się zdenerwował na władze powiatowe i w duchowym (bez wątpienia) uniesieniu odrzekł: : „A w d..ie, mam te wasze odpowiedzi!” I na pewno nie miał na myśli dłoni.

Zdjęcia – dzięki uprzejmości potomków szlacheckiego rodu Zółtowskich oraz państwa Szymańskich z Miłocina (parafia Tomaszowice).

Itinerarium

W 30 MINUT UCIEC Z CZYŚĆCA

Piątek 3 sierpnia 2018 Zakładam, że wszyscy z Was, a przynajmniej większość, myśli o życiu wiecznym, słusznie. Zakładam także, że większość z Was (ja na pewno) grzeszy. Zakładam także, że wszyscy z Was wierzą w ogrom Bożego Miłosierdzia (ja bardzo) i przyjmują je, dzięki czemu spotkamy się razem w wieczności, tak pięknej, że oniemiejemy. Pozostaje jeszcze jedna rzecz, której nikt nie wykreślił z naszych prawd wiary, a o której rzadko i za rzadko się mówi.

Dokonane przez Boga przebaczenie nie uwalnia nas z kar, które wymierza nam sam grzech (nie Pan Bóg!). Tych kar możemy doświadczać albo tu na ziemi albo po śmierci, czyli w czyśćcu. Te ziemskie są znane i objawiają się w  uciążliwości życia, problemach, przykrościach, smutkach, zmartwieniach i niedogodnościach. Na pewno karą nie są choroby, wypadki czy mściwi sąsiedzi. Te czyśćcowe są całkowicie nieznane, choć opisywane są jako dotkliwe (obraz ognia).

Nie musimy jednak ponosić ani jednych ani drugich kar. Możemy je odpokutować poprzez dzieła miłosierdzia i miłości, przez modlitwę, posty i odpusty. O tej ostatniej formie dziś wspomnę.

Odwołuje się najpierw do nauki Kościoła, wyrażonej w Katechiźmie Kościoła Katolickiego (1471): „Odpust jest to darowanie przed Bogiem kary doczesnej za grzechy, zgładzone już co do winy. Dostępuje go chrześcijanin odpowiednio usposobiony i pod pewnymi, określonymi warunkami, za pośrednictwem Kościoła, który jako szafarz owoców odkupienia rozdaje i prawomocnie przydziela zadośćuczynienie ze skarbca zasług Chrystusa i świętych”.
Odpust jest cząstkowy albo zupełny zależnie od tego, czy od kary doczesnej należnej za grzechy uwalnia w części czy w całości.

Każdy wierny może uzyskać odpusty dla siebie lub ofiarować je za zmarłych, tych w czyśćcu, nie można zaś zdobywać ich za żywych, bo sami mogą to zrobić. Praktyk zdobywania odpustów jest bez liku, zachęcam Was dziś do jednej, dostępnej każdemu.

Odpust zupełny, czyli całkowity można uzyskać, na przykład, poprzez „czytanie Pisma Świętego z czcią należną Słowu Bożemu”, czyli z wewnętrznym nastawieniem na słuchanie Pana Boga (odpada lektura z ciekawości). Ma to być czytanie „na sposób duchowy”, czyli z gotowością przyjęcia poznanej w lekturze prawdy. Tekst Pisma Świętego musi być zatwierdzony przez prawowierną władzę kościelną, możemy to sprawdzić po obecności w naszej Biblii dwóch łacińskich formuł: Imprimatur (tyle co „wolno drukować”) lub Nihil Obstat („nie ma przeszkód”). Ponadto lektura ta musi trwać minimum pół godziny (30 minut). Kto nie może czytać osobiście, wystarczy, gdy słucha czytającego nawet przez środki audiowizualne.

Ktoś bardziej krytyczny, kto dotarł do tego momentu, może powiedzieć, że to wszystko trochę dziwaczne, skomplikowane i okropnie niedzisiejsze. Zgoda, tylko w historii zbawienia spotykamy właśnie całą moc podobnych z pozoru dziwactw. Naaman oczyszcza się z trądu, zanurzając się siedem razy w Jordanie (jakby nie było lepszej metody, mniej kłopotliwej dla wysokiej rangi urzędnika). Woda zamieniona zostaje w wino (popieram, ale nie znam metody), a na ociemniałe oczy Chrystus kładzie ślinę. Dziwaczne, prawda?

Widziałem już wiele szaleństw i dziwactw, jakie ludzie robili z miłości, i na dobre im wyszło. Co dopiero szaleństwa Bożej miłości! Ja wiem, że tu aż się ciśnie, żeby napisać jakiś komentarz, ale ja nie piszę, żeby wzbudzić dyskusję. Nie piszę także po to, aby kogokolwiek przekonać, Boże broń! To jest tylko zachęta do czegoś, w co sam wierzę i praktykuję. Tym bardziej, że grzesznik jestem straszny …

 

 

Itinerarium

TĘSKNOTA ZA BOGIEM

Czwartek 2 sierpnia 2018 Czytam psalm 63 i odnajduję w nim coraz bardziej swoją tęsknotę za Bogiem i czuję wezwanie, aby Go nadal szukać. Św. Augustyn to przeczucie zapisał następująco: „Niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie” (Wyznania). Psalmista zaś ujął to tak:

„Boże, Ty Boże mój, Ciebie szukam;
Ciebie pragnie moja dusza,
za Tobą tęskni moje ciało,
jak ziemia zeschła, spragniona, bez wody.”

Oczywiście, będziemy dziś robić różne rzeczy, jeść, pić (dużo!), rozmawiać, pracować, może nawet złościć się albo lenić (za bardzo). Ciebie pragnie moja dusza – podpowiada psalmista. Właśnie tutaj, w duszy, rozgrywa się to, co najważniejsze. Pragnienie i tęsknota za Bogiem.

Itinerarium

PRZEGRALIŚMY WALCZĄC DO KOŃCA

Środa 1 sierpnia 2018 Losy Powstania Warszawskiego i powojenne losy Polski, rozstrzygnęły się w dn. 28 listopada – 1 grudnia 1943 r. w dalekim Teheranie. Tam też zapadły decyzje skutkujące sowieckim zniewoleniem krajów nadbałtyckich i bez mała całej Europy Środkowo – Wschodniej. W trakcie teherańskiej konferencji przywódcy trzech mocarstw, USA (Roosevelt), Wielkiej Brytanii (Churchill) i Rosji (Stalin) zrobili polityczno – wojskowy deal, interes korzystny dla nich, a koszmarny dla setek milionów ludzi, m.in. Polaków. Upraszczając nieco, za cenę oddania mu Polski i Europy Środkowo – Wschodniej, Stalin zobowiązał się gromić wojska hitlerowskie do samego końca (choć w tym czasie terytoria radzieckie były już niemal całkowicie odzyskane). To pozwoliło USA i Wielkiej Brytanii uniknąć wielkich strat w ludziach przy ofensywie z zachodu. Należy pamiętać, że ziemie obydwu tych państwa nie zostały dotknięte agresją Niemiec a ich wojska walczyły o wyzwolenie innych narodów Europy i rozgromienie armii hitlerowskiej.

To wszystko wiemy dzisiaj, więcej można przeczytać choćby z pamiętników Roosevelta. Nie wiemy natomiast czy polskie elity w Anglii miały tę wiedzę. Ustalenia dotyczące losów Polski zostały w USA utajnione ze względu na głosy polonii w nadchodzących wyborach prezydenckich.

Dlatego Powstanie nie miało szans, ani politycznych ani tym bardziej wojskowych, 20 tys. słabo uzbrojonych polskich żołnierzy skazanych było na klęskę. Nasza narodowa duma – ostatnio mocno podgrzewana – każe nam widzieć w powstańcach z r. 1944 zwycięzców. W istocie byli ofiarami rozgrywki politycznej tzw. wielkiej trójki oraz braku wiedzy polskich decydentów politycznych. Nad wyraz naciąganą wydaje mi się teza, że bez ofiary powstańców nie byłoby polskich zrywów w r. 1956, 1968, 1970, 1976 i 1980 i wreszcie odzyskania suwerenności w r. 1989.

Wszystko to nie zmienia faktu, że powstańcy z r. 1944 byli bohaterami, absolutnie heroicznymi żołnierzami, wykazującymi się niezwykłą odwagą, męstwem i walecznością. I ofiarami decyzji ludzi i sił od nich niezależnych.

Proszę mi wybaczyć mało adekwatne porównanie z niwy piłkarskiej. W niektórych meczach słabsze zespoły przegrywają z lepszymi, po zażartej walce, a graczy pokonanych  komplementuje się, że pomimo przegranej dzielnie  walczyli do końca. Tak było w r. 1944 w Warszawie.

Itinerarium