W 30 MINUT UCIEC Z CZYŚĆCA

Piątek 3 sierpnia 2018 Zakładam, że wszyscy z Was, a przynajmniej większość, myśli o życiu wiecznym, słusznie. Zakładam także, że większość z Was (ja na pewno) grzeszy. Zakładam także, że wszyscy z Was wierzą w ogrom Bożego Miłosierdzia (ja bardzo) i przyjmują je, dzięki czemu spotkamy się razem w wieczności, tak pięknej, że oniemiejemy. Pozostaje jeszcze jedna rzecz, której nikt nie wykreślił z naszych prawd wiary, a o której rzadko i za rzadko się mówi.

Dokonane przez Boga przebaczenie nie uwalnia nas z kar, które wymierza nam sam grzech (nie Pan Bóg!). Tych kar możemy doświadczać albo tu na ziemi albo po śmierci, czyli w czyśćcu. Te ziemskie są znane i objawiają się w  uciążliwości życia, problemach, przykrościach, smutkach, zmartwieniach i niedogodnościach. Na pewno karą nie są choroby, wypadki czy mściwi sąsiedzi. Te czyśćcowe są całkowicie nieznane, choć opisywane są jako dotkliwe (obraz ognia).

Nie musimy jednak ponosić ani jednych ani drugich kar. Możemy je odpokutować poprzez dzieła miłosierdzia i miłości, przez modlitwę, posty i odpusty. O tej ostatniej formie dziś wspomnę.

Odwołuje się najpierw do nauki Kościoła, wyrażonej w Katechiźmie Kościoła Katolickiego (1471): „Odpust jest to darowanie przed Bogiem kary doczesnej za grzechy, zgładzone już co do winy. Dostępuje go chrześcijanin odpowiednio usposobiony i pod pewnymi, określonymi warunkami, za pośrednictwem Kościoła, który jako szafarz owoców odkupienia rozdaje i prawomocnie przydziela zadośćuczynienie ze skarbca zasług Chrystusa i świętych”.
Odpust jest cząstkowy albo zupełny zależnie od tego, czy od kary doczesnej należnej za grzechy uwalnia w części czy w całości.

Każdy wierny może uzyskać odpusty dla siebie lub ofiarować je za zmarłych, tych w czyśćcu, nie można zaś zdobywać ich za żywych, bo sami mogą to zrobić. Praktyk zdobywania odpustów jest bez liku, zachęcam Was dziś do jednej, dostępnej każdemu.

Odpust zupełny, czyli całkowity można uzyskać, na przykład, poprzez „czytanie Pisma Świętego z czcią należną Słowu Bożemu”, czyli z wewnętrznym nastawieniem na słuchanie Pana Boga (odpada lektura z ciekawości). Ma to być czytanie „na sposób duchowy”, czyli z gotowością przyjęcia poznanej w lekturze prawdy. Tekst Pisma Świętego musi być zatwierdzony przez prawowierną władzę kościelną, możemy to sprawdzić po obecności w naszej Biblii dwóch łacińskich formuł: Imprimatur (tyle co „wolno drukować”) lub Nihil Obstat („nie ma przeszkód”). Ponadto lektura ta musi trwać minimum pół godziny (30 minut). Kto nie może czytać osobiście, wystarczy, gdy słucha czytającego nawet przez środki audiowizualne.

Ktoś bardziej krytyczny, kto dotarł do tego momentu, może powiedzieć, że to wszystko trochę dziwaczne, skomplikowane i okropnie niedzisiejsze. Zgoda, tylko w historii zbawienia spotykamy właśnie całą moc podobnych z pozoru dziwactw. Naaman oczyszcza się z trądu, zanurzając się siedem razy w Jordanie (jakby nie było lepszej metody, mniej kłopotliwej dla wysokiej rangi urzędnika). Woda zamieniona zostaje w wino (popieram, ale nie znam metody), a na ociemniałe oczy Chrystus kładzie ślinę. Dziwaczne, prawda?

Widziałem już wiele szaleństw i dziwactw, jakie ludzie robili z miłości, i na dobre im wyszło. Co dopiero szaleństwa Bożej miłości! Ja wiem, że tu aż się ciśnie, żeby napisać jakiś komentarz, ale ja nie piszę, żeby wzbudzić dyskusję. Nie piszę także po to, aby kogokolwiek przekonać, Boże broń! To jest tylko zachęta do czegoś, w co sam wierzę i praktykuję. Tym bardziej, że grzesznik jestem straszny …

 

 

Itinerarium

Dodaj komentarz