Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Czasem sobie myślę,
że Boże Narodzenie było wynikiem nieograniczonej Bożej fantazji. Mógł inaczej
stać się obecnym pośród nas, z jakimiś specjalnymi efektami, przylotem kosmicznej
kopuły czy cesarskiego orszaku opływającego w złoto. A On stał się człowiekiem,
jadł, pił, spał i chodził na ówczesne imprezy (wesele w Kanie Galilejskiej).
I nam chyba potrzeba
fantazji, abyśmy odkryli Jego obecność w ludziach. Szczególnie w tych, których
dziś spotkamy.
Rodzina jest sztuką
budowania trwałych i dających szczęście więzi. Najbardziej doskonałą więzią
łączącą osoby jest Trójca Święta, tak, pamiętajmy, że Ojciec, Syn i Duch Święty
to osoby.
Żyjemy w czasach
kiedy łączymy się z ludźmi kontraktami, umowami albo słabymi przylepcami
emocji. Formuła – „Na całe życie”, jest niewyobrażalna i coraz bardziej nieosiągalna.
Pan Bóg jest Kimś,
kto może nas łączyć właśnie do końca życia i na zawsze. Tak było w przypadku
Świętej Rodziny.
Pomódlmy się dzisiaj
za nasze rodziny, oddajmy je Panu Bogu. On najlepiej wie, jak jednoczyć osoby w
przyjaźnie, miłości i rodziny.
LITURGIA SŁOWA
Gdy mędrcy się oddalili, oto anioł Pański
ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź
do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby
Je zgładzić».
On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego
Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się
spełnić słowo, które Pan powiedział przez Proroka: «Z Egiptu wezwałem Syna
mego».
A gdy Herod umarł, oto Józefowi w Egipcie
ukazał się anioł Pański we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i idź
do ziemi Izraela, bo już umarli ci, którzy czyhali na życie Dziecięcia».
On więc wstał, wziął Dziecię i Jego Matkę
i wrócił do ziemi Izraela. Lecz gdy posłyszał, że w Judei panuje Archelaos w
miejsce ojca swego, Heroda, bał się tam iść. Otrzymawszy zaś we śnie nakaz,
udał się w okolice Galilei. Przybył do miasta zwanego Nazaret i tam osiadł. Tak
miało się spełnić słowo Proroków: «Nazwany będzie Nazarejczykiem».
Będę zachęcał do
picia wina. I do praktykowania miłości. W szanujących się parafiach skosztujecie
dzisiaj wina po Mszy Świętej. Jedyny raz w roku.
Zwyczaj
błogosławienia wina w ten dzień nawiązuje do legendy z VI wieku, do tzw.
Apokryfu św. Jana „Virtutes Johanni”. „Legenda na dzień św. Jana Apostoła i
Ewangelisty” podaje, że kiedy św. Jan po całej Azji głosił słowo Boże, „kapłan
bożków Aristodemus” wzniecił przeciw niemu rozruchy wśród ludu. Ów kapłan
zażądał od św. Jana, aby poddał się próbie zatrutego wina, gdyż tylko w tym
przypadku, gdyby zobaczył, że św. Jan po jego spożyciu nadal będzie żyć,
uwierzy w Boga. Przedtem podał to zatrute wino dwom skazańcom, których
dostarczył mu prokonsul. Skazańcy po wypiciu wina zmarli. Św. Jan wziął
kielich, nakreślił na sobie znak krzyża i bez szkody dla zdrowia wypił je. Gdy
Aristodemus nadal jeszcze nie był przekonany, św. Jan dokonał dodatkowo cudu
przywrócenia życia obu skazańcom. To dopiero sprawiło nawrócenie zarówno owego
kapłana, jak też prokonsula wraz z ich rodzinami.
Obrzęd
błogosławieństwa wina zawiera następującą modlitwę:
Błogosławiony jesteś,
Panie, Boże wszechświata, bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy wino, które
jest owocem winnego krzewu i pracy rąk ludzkich. Twój Syn Jednorodzony, nasz
Pan, Jezus Chrystus, ustanawiając Eucharystię, obrał wino jako znak Nowego Przymierza
we Krwi swojej. Pobłogosław † to wino i zachowaj od niebezpieczeństwa choroby
tych, którzy będą je kosztować. Za wstawiennictwem świętego Jana, ucznia,
którego Jezus miłował, umacniaj wśród nas wzajemną zgodę i bratnią miłość.
Przez Chrystusa, Pana naszego. Wszyscy odpowiadają: Amen.
Boże Narodzenie, które
nadal świętujemy zdarzyło się z powodu wielkiej miłości Boga do nas. A my dar
wiecznego życia osiągamy tą samą drogą, przez miłość. Znakiem tej tajemnicy
jest dziś wino.
Wiadomo, że w noc
wigilijną zwierzęta mówią. Ja akurat wiele razy słuchałem ich opowieści.
Zapamiętałem jedną, w której podzieliły się wrażeniami na temat człowieka.
Doczytajcie do końca, dowiecie się dużo o sobie!
Jednego razu zleciały
się, zeszły i spłynęły zwierzęta na specjalnym zebraniu, któremu, wiadomo, przewodniczył
lew. Na początek oddał głos mrówkom, a te jedna przez drugą zaczęły
szczebiotać:
– Człowiek, to dziwne
stworzenie, które strasznie lubi się przechwalać! My, mrówki, od setek tysięcy
lat budujemy nasze wieżowce, na 300 i więcej pięter. Robimy to w dwa, trzy
tygodnie, a człowiek, jak dotąd, zbudował 160 piętrowy dziwoląg i szczyci się,
że jest najlepszym budowniczym na świecie. Potrzebuje do tego kilka lat, a jak się
pyszni!
– I jeszcze – dodała jedna
mrówka – wyrzuca nam na nasze mrowiska śmieci, nasz szwadron ostatnio musiał
zepchnąć trzy puszki po „Perle”! Ja mam taką małą główkę, ale nigdy mi do niej
nie przyszło, żeby człowiekowi nasze śmieci wrzucać do jego salonu! A człowiek
ma przecież taką dużą głowę!
– No właśnie, właśnie
– wtrącił się żuraw – ten człowiek, żeby wznieść wyższe piętra bezprawnie używa
mojego imienia na oznaczenie tego żelastwa, którym wciąga cegły. Ten jego żuraw
nie ma nawet pół pióra, nie mówiąc już o pani żurawiowej …
– Tak, to prawda,
człowiek kradnie nam wszystkie pomysły – dorzuciła pani kukułka. My, kukułki,
wymyśliłyśmy rodzinę zastępczą przed wiekami, a ludzie uważają to za osiągnięcie
humanitarne! Humanitarne! Ludzi są niby tacy mądrzy, a wszystko małpują! O,
przepraszam pana szympansa – tu pani kukułka ukłoniła się w stronę małpki z
wąskim nosem.
– Prawda, prawda! –
podłapała małpa – A najbardziej mnie wkurza jak oni wyzywają moim imieniem
swoje żony … To tak, jakbym ja do swojej szympansicy mówił, „Ty babo!”
Wtem rozległ się
trzepot wielkich skrzydeł i głos zabrał orzeł:
– Ludzie chwalą się swoimi boeingami, a my
orły, latamy już kilka milionów lat i nie trąbimy o tym. Poza ty, te ich
latające wynalazki, strasznie smrodzą i hałasują! Masakra!
– Mnie śmieszą ich
GPS-y! – zaklekotał bocian – Mam to urządzenie od wieków i bez problemu trafiam
znad Bystrzycy nad Nil. I nic mi się nie rozładowuje po drodze.
– Racja z tymi lotami
– perorował kormoran – Jak widzę te miliony Polaków, które wrzeszczą gdy jakiś
Małysz czy inny Stoch poleci ponad 100 metrów, to pękam ze śmiechu. Ja
normalnie odbijam się pod Lublinem i ląduję na Lazurowym Wybrzeżu, 3 000 km
z jednego odbicia, takie mam skoki!
– Całą swoją powagą potwierdzam
to ludzkie wywyższanie się – oświadczył mocnym głosem wieloryb – Od tysięcy lat
pływam i nurkuję gdzie chcę, a ludzie jakieś 150 lat temu zaczęli się zanurzać
w metalowych szkatułach i próbują nas, wielorybów, małpować. O, przepraszam,
panie szympansie! – tu wieloryb machnął płetwami w kierunku małpki z wąskim nosem.
– To samo jest z
tunelami! – krzyknął kret – My, polskie krety, wyryłyśmy miliony tuneli,
radzimy sobie bez światła, koparek i łopat, a człowiek dumny jest z paru
kilometrów, które nazywa metrem… Dziwny jest
ten człowiek!
– Dodam coś jeszcze w
sprawie seksu – zaświergotał pokaźny wróbel – Bo ludzie … (tu muszę usunąć
wypowiedź skrzydlatego, bo tekst mogą czytać osoby niepełnoletnie).
– Moje drogie siostry
i bracia, z ziemi, podziemi, powietrza i wody – zabrał głos na koniec lew –
Macie rację, wszystko, co mówicie o człowieku, to prawda! Rzeczywiście mocno
się ponad nas wywyższa, ponad zwierzęta.
– Na dodatek – wrzasnęły
kury z indykami – niektóre z nas ten człowiek zjada!!! Chciały to potwierdzić
karpie, ale jak wiadomo, ryby głosu nie mają.
– Niektóre zjada, a
niektóre nie zjada – pisnął zadowolony jeż.
– Tak, niektóre z nas
zjada – konkludował lew – Choć, nie powiem, zdarzyło mi się kilka razy spożyć
jakiegoś myśliwego, ale tak normalnie, bez gotowania i panierki, po Bożemu.
Rzeczywiście, człowiek mocno się ponad nas wywyższa choć przeważnie nas
małpuje. I tu lew wcale nie przeprosił szympansa, bo jak wiadomo królowie nie
przepraszają.
– Ale musicie wziąć
pod uwagę jedną ważną rzecz – finiszował lew – Ten człowiek, co na nas poluje i
zjada nas, co się tak wywyższa ponad nas, choć przeważnie nas małpuje (znów lew
nie dygnął nawet w stronę małpki z wąskim nosem), ten człowiek jest jednak
naszym bratem, co prawda najmłodszym i nie najmądrzejszym, ale jest naszym
bratem.
– I zgodnie z
odwiecznym prawem Bożym starajmy się go kochać – dodał ściszonym głosem –
Idziemy spać, bo jeszcze nas ktoś podsłucha!
PS. Powyższy tekst
jest fragmentem kazania, które wygłosiłem na Pasterce. Wszystkie prawa
zastrzeżone (jak wiadomo). Do zdjęcia także.
Świętowaliśmy
narodzenie Pana Jezusa razem z naszymi siostrami i braćmi bezdomnymi, w sumie
było nas ponad 80 osób. Słuchaliśmy opisu narodzenia Chrystusa, był barszcz,
śledzie, kolędy, opłatek, prezenty.
Najważniejsze, że byliśmy
razem, blisko. Właśnie wtedy przyszedł Pan Jezus, rzeczywiście.
I co z Panem Jezusem,
którego urodziny zaczniemy świętować dziś wieczorem? Najpierw zacznę od
pięknego cytatu:
„On, Syn Boży, przez
Wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem. Ludzkimi rękami
pracował, ludzkim myślał umysłem, ludzką działał wolą, ludzkim sercem kochał” .
Tak czterdzieści lat
temu opisywał tajemnicę Bożego Narodzenia św. Jan Paweł II w swojej pierwsze
encyklice, Redemptor Hominis.
Co zatem z Panem
Jezusem? Możecie Go jeszcze dziś odkryć. Ponieważ zjednoczył się z każdym
człowiekiem, szybko pójdźcie do ludzi, jeszcze zdążycie. Do tych bliskich, żon,
mężów, córek, synów, matek, ojców, dziadków i babć. Jak możecie, pójdźcie do samotnych,
do chorych, do smutnych, do załamanych i rozgoryczonych. Pójdźcie do nich,
wysłuchajcie ich, spróbujcie zrozumieć i okażcie, że są dla Was ważni.
Przytuleniem, rozmową, żartem, wspólną
herbatą, partią warcabów, tysiąc innych znaków sami wymyślcie.
Pamiętajcie, że
żłóbki są puste, są tam tylko mało estetyczne laleczki, żadnego Pana Jezusa tam
nie ma.
Ponieważ zjednoczył
się z każdym człowiekiem, zajrzyjcie w siebie samych, w swoje myśli, uczucia,
decyzje, wątpliwości i pragnienia. Ponieważ zjednoczył się z każdym
człowiekiem, z Tobą także. Jesteś dzisiaj prawdziwym Betlejem. Chociaż na
kwadrans pobądź ze sobą samym, odkryjesz, że żyje w Tobie Pan Jezus.
Bóg stał się człowiekiem
i wśród ludzi Go szukajcie, w tych ludziach wokół Was i w samych sobie.
Trzy lata temu, w
grudniu 2016 r., tuż przed Bożym Narodzeniem spotkałem w białoruskim Brześciu,
pięć kilometrów od Polski, kilkaset czeczeńskich rodzin, uciekających do Polski
przed terrorem dyktatora Kadyrowa. Jedna z dziewczynek śpiewała wówczas łamaną
polszczyzną „Uciekali, uciekali …”, pastorałkę z musicalu Metro. Jakby
specjalnie napisaną dla nich. Historię Seidy znajdziecie we wpisie tutaj:
Ja sam, wielu moich
znajomych i przyjaciół, plus inne osoby przez Internet, zorganizowaliśmy
skuteczną pomoc, która dotarła do uchodźców w Brześciu. Mogli w końcu zjeść
jakieś normalne kefiry, serki, drożdżówki a nawet mandarynki, umyć siebie i
swoje dzieci, zakupić im lekarstwa i ciepłe rzeczy. Potem, dzięki wielu ludziom
dobrej woli i gorącego serca, część z tych rodzin wjechała w końcu do Polski. Teraz
radzą sobie już jakoś w naszym kraju. Kilka rodzin pozostało na Białorusi,
rozpoczęło tam skromne życie, to kosztowało sporo pieniędzy, ale teraz są
bezpieczni. Niestety, wiem o dwóch przypadkach, kiedy nie wpuszczone do Polski rodziny,
wróciły do Czeczenii, a tam ich ojcowie i bracia trafili do więzień. Przynajmniej
jedna osoba nie odnalazła się do dzisiaj, raczej można za nią odmówić „Wieczny
odpoczynek …”
Polskie państwo nie
zdało wówczas egzaminu z ludzkiej solidarności, ten egzamin doskonale zdaliśmy
my wszyscy, którzy wyszliśmy poza granice absurdalnego lęku przed uchodźcami.
Potem moje, polskie państwo, nie zdało egzaminu z solidarności, nie przyjmując
chorych i rannych dzieci z Syrii i Iraku, na możliwe w Polsce operacje.
Przypomnę, że jesteśmy bogatym krajem, szczycącym się dziedzictwem Solidarności
i wiernością Janowi Pawłowi II. Hańbę odrzucenia wołania uchodźców, hańbę
państwową, będziemy jeszcze długo zmywać. To nie jest hańba Polaków, to hańba
rządzących, ale my ją będziemy zmywać.
No i za dwa dni
Wigilia i Święta, polskie dzieci nie przejedzą wszystkich smakołyków. Znudzą się
szybko prezentami.
Teraz mam apel. Tysiące
dzieci kurdyjskich, również chrześcijańskich, przeżyje te Święta w namiotach na
pustyni, uciekali do Kurdystanu w północnym Iraku (bezpieczne teraz miejsce) z
Syrii i południowego Iraku. Wiem, co piszę, bo byłem tam i widziałem. Wiem też,
że Kurdystan i dzieci uchodźców pięć tysięcy kilometrów od Polski, mogą się wydać
niektórym z was abstrakcją (tak jak te czeczeńskie pięć kilometrów od polskiego
Terespola, graniczącego z Brześciem). Ale tam są prawdziwe, nieszczęśliwe
dzieci. Dzieci, którym możemy pomóc.
Wszystkie informacje
potrzebne do zaangażowania znajdziecie w załącznikach i linkach.
Boże Narodzenie, to
sztuka przygarniania ludzi, tak jak nas przygarnął Chrystus w swoim przyjściu w
Betlejem.
Przyjście Chrystusa
na świat, Jego narodzenie w Betlejem, rozpoczęło epokę przygarniania ludzi
przez Pana Boga. On przygarnia każdego człowieka, nikogo nie odrzuca. I dla
każdego ma dar życia wiecznego.
O tym mówię w trakcie
tegorocznych rekolekcji Last Minute, które są do odsłuchania tutaj:
Każde rozważanie trwa
ok. 30 minut, włącznie ze świadectwami przygarnięcia, którymi podzieliła się Luiza,
młoda Czeczenka oraz Przemek i Waldek, wychodzący z życiowych zawirowań (na
zdjęciach).
Przypuszczam i mam
nadzieję, że obecna forma świętowania Bożego Narodzenia wkrótce runie. Powoli
wyczerpuje się lista rzeczy, których jeszcze nie jedliśmy i nie piliśmy w
święta. Liczba prezentów możliwych do kupienia i otrzymania maleje. Powoli także
świętowanie przenosi się do Internetu, tam rozgrywa się wszystko, co przykuwa
uwagę, zwłaszcza najmłodszych pokoleń.
Te zmiany zabijają
skutecznie istotę Bożego Narodzenia. Oddalają nas od siebie. Odchodzimy od
ludzi. Coraz mniej znamy siebie samych. Dlatego nie spotykamy Żywego Boga. Bóg stał
się człowiekiem i odkryć Go możemy w sobie samych i w ludziach.
Póki co tkwimy w
herezji dwunastu potraw, których ani nie jesteśmy w stanie zjeść ani strawić,
jeszcze się pocieszamy choinkami i kolędami.
Znam rodziny, które w
niedziele i święta odkładają na pół dnia smartfony i nie otwierają Internetu.
Zaparzają duże dzbanki z herbatą i uruchamiają kawiarki, siadają przy stołach.
Rozmawiają ze sobą, słuchają się wzajemnie, próbują zrozumieć siebie i innych.
Mają czas dla siebie. Mają siebie.
To już za cztery dni,
we wtorek, zaśpiewamy, że Bóg się rodzi, że Cicha Noc, że Dzisiaj w Betlejem,
że Wśród Nocnej Ciszy, że Śliczna Panna Syna porodziła, że Pójdźmy wszyscy do
stajenki i że Lulajże Jezuniu. Ładne to wszystko.
Przypomnę tylko, że w
Bożym Narodzeniu chodzi o miłość. O miłość Pana Boga, który z jej powodu stał
się człowiekiem. I zjednoczył się z każdym z nas. I że tylko kochając ludzi
mamy Boże Narodzenie. I, że jak nie kochamy to na Wigilię możemy zjeść święcone
jajka, hot – doga albo lody z bitą śmietaną. A na śniadanie wielkanocne
koniecznie karpia, wcześniej połamawszy się opłatkiem.
To jeszcze zdążyć
możemy z miłością, ze słowami, na które ktoś czeka (dobrze wiemy kto!), z
odwiedzinami (świetnie wiemy kto długo na nas czeka), z przebaczeniem i pojednaniem
(dotyczy nie tylko teściowych), z przytuleniem (dłuższym niż dwie sekundy), z
modlitwą (Ojcze Nasz to pół minuty) i z sercem, które jak wiadomo rośnie gdy
jest rozdawane.
Boże Narodzenie to
miłość. Ta Boża i ta nasza. Codzienna, hojna i nie spóźniona.