Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Jaka ta Polska
piękna! Jedne drogi, te powiatowe, powstały z pomysłu Jana Łopaty PSL, posła z
Lubelszczyzny i zwane są niesłusznie „schetynówkami”, bo przechwycił sprytnie
ideę pana Janka Schetyna Grzegorz. Inne, na przykład „eski”, czyli drogi
szybkiego ruchu, wymyślali tzw. postkomuniści, może jeszcze rodem z PZPR
(młodzież szuka w Internecie co to za twór), wspierali ci z PO, a otwierali ci
z PiS.
Są jeszcze autostrady, po których mknę
spokojnie i już nie wiem kto je wymyślił, a kto otwierał. W ogóle te etykiety partyjne,
lewica, prawica, centrum i inne, to nieszkodliwa zabawa. Tuż przed wejściem do
nieba jest takie małe biuro, gdzie św. Mateusz, celnik z zawodu, odbiera
legitymacje partyjne i prosi o spis dobrych czynów.
Jaka ta Polska
piękna, te lotniska, wieżowce, drogi, skrzyżowania, galerie na kilka pięter i
wina z całego świata w sklepach. I to wszystko wymyślili, zbudowali i otwierali
mądrzy, rozsądni i pomysłowi Polacy!
Sto lat temu urodził
się św. Jan Paweł II, 70 lat temu w Katyniu dokonano ludobójstwa Polaków, 40
lat temu wybuchła Solidarność, 10 lat temu wydarzyła się katastrofa pod
Smoleńskiem, takie mamy rocznice w Roku Pańskim 2020.
I z nich się uczmy,
że Polska to nasza wspólna, święta sprawa.
O wiośnie już
pisałem, ale przypomnę raz jeszcze, że już jest. Potwierdziły to zarówno
żurawie i gęsi, które osiadły już na Polesiu, jak i dwa pierwsze szpaki bawiące
się wesoło na brzozach pod moim oknem.
Tak, tak, piszę o
najbardziej Bożych sprawach. Panu Jezusowi najbardziej w oko wpadały wróble – „Jesteście
ważniejsi niż wiele wróbli” (Mt 12, 7). Wróble emigrują coraz częściej z
naszych miast do wsi, może z powodu spalin samochodów.
Kochajcie ptaki wokół
siebie. I wiosna i Pan Bóg, przez ptaki do nas mówią.
Walentynki dawno już
za nami. Mamy już nowy dzień i nowy tydzień. Nie możemy stracić tego czasu.
Może wyda Wam się banalne, że przypominam słowa Pana Jezusa o najważniejszym przykazaniu
– To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was
umiłowałem (J 15,12).
Nie ma tutaj
romantyzmu i poezji. Dobrze wiemy, kogo dziś powinniśmy przytulić, komu powiedzieć
dobre słowa, kogo odwiedzić w szpitalu albo podetrzeć, bo leży w łóżku długo i
robi pod siebie. Potem myjemy ręce i jest radość. Dobrze wiemy do kogo zadzwonić
i rozweselić. I komu kupić chleb albo pożyczyć kilka złotych. Miłość, ta
głoszona przez Pana Jezusa, to zwykłe, ludzkie i zarazem Boże, dobro.
Tak niech minie nam
ten poniedziałek i cały tydzień.
Już niedługo islam będzie panującą religią, być może i w Polsce. Dlaczego?
Czytajcie uważnie. Dwa dni temu były Walentynki, ale był też piątek, dzień
świętego postu dla katolików upamiętniających w ten sposób zbawienną śmierć
Pana Jezusa. W archidiecezji poznańskiej – niech im Pan Bóg wybaczy – ogłoszono
w Walentynki dyspensę od spożywania mięsa. Pojąć nie mogę, dlaczego znosi się
post z powodu nieszkodliwej głupoty jaką są Walentynki? Toć nie można świętować
bez schabowego i szynki? W Poznaniu chyba nie można.
Znajomy Czeczen, muzułmanin, sprząta w dużym markecie. Kiedy zbliża się
godzina jego świętej modlitwy, rozkłada gdzieś w kącie dywanik i modli się. Nie
potrzebuje żadnej dyspensy od swojego imama, a nawet jakby jakiś imam by coś
podobnego wymyślił, ten Czeczen i inni muzułmanie spaliliby mu chałupę, albo i
coś gorszego zrobili. Dlatego islam wkrótce będzie religią panującą, a my katolicy,
utoniemy w dyspensach i innych zabawach teologów.
W Ewangelii na dzisiaj czytamy, że nie możemy znosić, czyli unieważniać
Bożych przykazań. Post co prawda jest pomysłem ludzkim, ale dedykowanym Panu
Bogu.
Duża część chrześcijan ufa, że Pan Bóg jest ślepy i głuchy. Że nie słyszy naszych kłamstw i plotek, że nie widzi naszego skąpstwa i kradzieży. Widzi
to wszystko i słyszy. Ja współczuję tym Poznaniakom, którzy żarli przedwczoraj serdelki
i żeberka w sosie.
Jest tak, że albo wierzymy w Pana Boga, Jego miłość i dobroć, albo żremy
kiełbasę w piątki. Koniec kazania, dobrej niedzieli dla wszystkich, tych z
Poznania także.
Ewangelia na dzisiaj:
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo
Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem, powiadam wam:
Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni
się w Prawie, aż się wszystko spełni.
Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań,
choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie
niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie
niebieskim.
Bo powiadam wam: Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie
większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa
niebieskiego.
Słyszeliście, że powiedziano przodkom: „Nie zabijaj”;
a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto
się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu „Raka”,
podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł „Bezbożniku”, podlega karze piekła
ognistego.
Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam
sobie przypomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed
ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar
swój ofiaruj.
Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki
jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie wydał sędziemu, a sędzia dozorcy,
i aby nie wtrącono cię do więzienia. Zaprawdę, powiadam ci: Nie wyjdziesz
stamtąd, dopóki nie zwrócisz ostatniego grosza.
Słyszeliście, że powiedziano: „Nie cudzołóż”. A Ja wam
powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu
dopuścił z nią cudzołóstwa.
Jeśli więc prawe twoje oko jest ci powodem do grzechu,
wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z
twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. I
jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od
siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż
żeby całe twoje ciało miało iść do piekła.
Powiedziano też: „Jeśli ktoś chce oddalić swoją żonę,
niech jej da list rozwodowy”. A Ja wam powiadam: Każdy, kto oddala swoją żonę –
poza wypadkiem nierządu – naraża ją na cudzołóstwo; a kto by oddaloną wziął za
żonę, dopuszcza się cudzołóstwa.
Słyszeliście również, że powiedziano przodkom: „Nie
będziesz fałszywie przysięgał, lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi”. A Ja wam
powiadam: Wcale nie przysięgajcie – ani na niebo, bo jest tronem Boga; ani na
ziemię, bo jest podnóżkiem stóp Jego; ani na Jerozolimę, bo jest miastem
wielkiego Króla. Ani na swoją głowę nie przysięgaj, bo nawet jednego włosa nie
możesz uczynić białym albo czarnym.
Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co
nadto jest, od Złego pochodzi».
Gruzini, tacy
rdzenni, miewają cięty język i zdrowy rozsądek. Jeden z moich tamtejszych
przyjaciół, spod Gori (północna Gruzja) o mało co nie doprowadził do wojny z
Austrią.
Do Gori przyjechała
delegacja Austriaków, z kobietą na czele, aby realizować projekt, który miał na
celu nauczenie Gruzinów sztuki budowania i remontowania. Po tygodniu
austriackich nauk i kursów, goście i gospodarze zasiedli do kolacji z winem.
Pani austriacka szefowa zaczęła chwalić swoje narodowe budowle, szczególnie
chlubiąc się wiedeńską katedrą św. Szczepana, zbudowaną w XIII w. i
wielokrotnie poddawaną renowacjom. Mój gruziński druh upewnił się – przez
tłumacza – czy dobrze słyszy. Potem powtórzył co usłyszał kolegom z miasteczka
i wnet wszyscy zaczęli parskać i prychać ze śmiechu. Delegacja austriacka
poczuła się nieswojo i zaczęli dopytywać w czym rzecz.
Do wyjaśnienia
najbardziej rwał się mój przyjaciel:
– Dobre! Dobre! Wy nas przyjechaliście uczyć
sztuki budowania i remontowana! Dobre! Nasz, jeden z najstarszych monastyrów, Dżwari,
postawiliśmy w VI wieku! I ani razu nie remontowaliśmy! A wiecie dlaczego? Bo
zbudowaliśmy go dobrze!
Rezultat tej przemowy był taki, że Austriacy
projekt przerwali.
Inni przemądrzali
Austriacy boczyli się i pokpiwali z jednego parkingu w Gori. Tam mianowicie
część miejsc parkingowych jest szersza i jest oznakowana jako przeznaczona dla
kobiet! (przy okazji – w Gruzji różne miejsca oznaczane są oryginalnie, te dla
mężczyzn fajką, a dla kobiet parasolką). Przybysze znad Dunaju zaczęli swoje
gadki o dyskryminowaniu kobiet, gender itd. No i że przede wszystkim mówienie o
tym, że kobiety gorzej radzą sobie z parkowaniem, to szowinistyczny męski mit.
Gruzini, na czele z
moim przyjacielem, osłupieli. Ale próbowali wyjaśnić prostakom spod Alp, że to
w trosce o kobiety! O kobiety brzemienne, bo w takim stanie przy wsiadaniu i
wysiadaniu z auta, potrzebują szerzej otworzyć drzwi samochodu!
No ale nie wiem, czy
tamci pojęli, bo Austriaczka w ciąży to raczej rzadkość.
Gruzinów i Polaków
kilka rzeczy łączy. W Gruzji szeregowy poseł, Bidzina Ivanishvili, obsadza
fotel prezydenta i premiera jak chce. Co ciekawe, przez 11 miesięcy był też
premierem Gruzji, nasz odpowiednik Bidziny szefował rządowi przez 14 miesięcy.
Gruzini i Polacy, żeby
się dogadać, zwykle używają języka wspólnego wroga i ciemiężyciela,
rosyjskiego. I ich i nas gnębili Moskale. Ale kochamy ten język, bo się w nim
porozumiewamy. Nasze języki są mało kompatybilne. Kiedyś mało nie dostałem w
zęby od Gruzina, tłumacza na język polski, gdy kazałem mu przetłumaczyć na
gruziński prostą frazę: „Klnąc i mknąc, mdląc i drżąc, pewien brzdąc zakleszczył
się w szuwarach”. Tłumacz popatrzył na mnie i odrzekł w swoim języku: „დაახვიოს”, czyli mniej więcej
„Sp…….j!”.
I my i Gruzini, po
wypiciu lubimy śpiewać. Z tym, że oni mogą wyśpiewać jakieś trzydzieści
piosenek, a my dwie. Najpierw tę o dzieweczce, co szła do laseczka, a potem
hymn. Próbowałem kiedyś na prośbę gruzińskiego przyjaciela wytłumaczyć mu, o
czym piejemy w hymnie. Ale jak wyjaśnić autochtonowi z Tbilisi dlaczego
Dąbrowski szedł z ziemi włoskiej do Polski? I jeszcze ten Bonaparte, z którym „przejdziem
Wisłę i Wartę”, i jakiś Czarnecki co koniecznie do Poznania rzucił się przez
morze! W końcu wymiękłem i napiliśmy się wina.
Tbilisi i Lublin, to
miasta partnerskie. Mają swoje Place Wolności. Z tym, że ten nasz, nazwałbym w
porównaniu z tbiliskim Placem Skromności o ile nie Nieudolności. Tam stoi
wielka statua św. Jerzego (na zdjęciu), patrona Gruzji, u nas bodaj najciekawszym
kątkiem jest „Ministerstwo Wódki i Śledzia”. Tfu, wstyd!
Porównałem też
lubelski plac im. Kaczyńskich z tym w Batumi. U nas wciśnięty pomiędzy tanią
jadłodajnię i poradnię przeciwalkoholową, tam (na zdjęciu) skrzyżowanie dwóch ważnych
arterii. Tfu, wstyd! Co zrobił Lech Kaczyński dla Gruzji? Poczytajcie w
Internecie.
W polskiej ambasadzie
w Tbilisi długa kolejka chętnych po wizy, umożliwiające wyjazd do pracy w
Polsce. Siostry i bracia Gruzini, nie jedziecie do najlepszego miejsca na
świecie. No i wino u nas kiepskie.
Nowa Droga –
wyruszyła właśnie 80 osoba, były więzień Sebastian, poszedł w towarzystwie Jacka.
Idzie po nowe życie, szansę na odmianę losu. Ja tylko błogosławię te
pielgrzymki wspieram modlitwą, radą, potem pomagam w znalezieniu pracy, dachu
nad głową.
Bardzo potrzebujemy
mądrych towarzyszy dla byłych więźniów, kobiet i mężczyzn. Kto chciałby
zaryzykować, proszę o kontakt. Trzysta kilometrów pieszo z byłym młodym
więźniem, z Lublina do Krakowa. Boże dzieło!
Mamy dzisiaj święto,
wymyślone przez Jana Pawła II. Światowy Dzień Chorych. Wszyscy jesteśmy chorzy.
Na raka, serce, nadciśnienie, depresję czy migrenę. Nie współczujmy tym na wózkach
i z kulami.
Może my jesteśmy najbardziej
chorzy. Na samotność, pustkę, więdnącą miłość czy rozpacz. Pan Jezus
powiedział, że nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci co się, źle mają.
Życiński. Arcybiskup,
Lublin. W Lublinie pamięć o zmarłym pasterzu jeszcze trwa. Głównie w rozmowach
ludzi, których przebudził, ośmielił, wzmocnił i zauważył. Odszedł 9 lat temu.
Któregoś razu mało
rozgarnięty sekretarz miał zaprosić na śniadanie profesora z KUL o nazwisku
popularnym, dajmy na to Jabłoński. Zaprosił zamiast niego Jabłońskiego,
specjalistę od budowy mostów z Politechniki. Arcybiskup idąc z kaplicy do
refektarza (stołówka duchownych) dostrzegł kątem oka nieznaną mu postać.
– Kogo zaprosiłeś na śniadanie? – zapytał hierarcha.
– Profesora Jabłońskiego…
– Z KUL-u?
– Nie, z Politechniki – odrzekł zdziwiony
sekretarz.
Wtedy zadzwonił do mnie Życiński i poprosił o
pomoc, byłem Jego rzecznikiem przez 13 lat.
– Znajdź mi szybko coś o profesorze Jabłońskim
z Politechniki, bo sekretarz zaprosił na śniadanie nie teologa z KUL ale
specjalistę od budowy mostów …
Zaprzągłem Internet i w trzy minuty poinformowałem
szefa o przęsłach, nośności i kilotonach. Na śniadaniu arcybiskup konwersował z
profesorem Jabłońskim o hydrotechnice i układach samowznoszących. Ja też się trochę
dokształciłem i już teraz śmiało jeżdżę po zrealizowanych projektach prof.
Jabłońskiego.
Arcybiskup Józef szanował każdego człowieka,
przecież nie mógł odprawić z kwitkiem profesora Jabłońskiego z Politechniki,
omyłkowo zaproszonego na śniadanie przez mało rozgarniętego sekretarza. A prof.
Jabłoński z Politechniki jeszcze przez pół roku opowiadał kolegom, że Życiński
to świetny gość, interesował się nawet szczegółami budowy mostów!
Chyba najbardziej brakuje nam dzisiaj tych
różnych mostów, które budował Józef, między żydami i chrześcijanami, między
wierzącymi i wątpiącymi, między teologami i inżynierami. Między ludźmi. Tak,
jak to czynił Pan Jezus.
Pewnie przemkną nam
te słowa z dzisiejszej Ewangelii koło uszu. A może komuś damy chleb i będziemy
zbawieni. Z czytania na dzisiaj:
Tak mówi Pan:
«Dziel swój chleb z głodnym, do domu wprowadź biednych
tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziej i nie odwracaj się od
współziomków.
Wtedy twoje światło wzejdzie jak zorza i szybko
rozkwitnie twe zdrowie. Sprawiedliwość twoja poprzedzać cię będzie, chwała
Pańska iść będzie za tobą. Wtedy zawołasz, a Pan odpowie, wezwiesz pomocy, a On
rzeknie: „Oto jestem!”
Jeśli u siebie usuniesz jarzmo, przestaniesz grozić
palcem i mówić przewrotnie, jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz
duszę przygnębioną, wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja
ciemność stanie się południem».