Gruzini, tacy rdzenni, miewają cięty język i zdrowy rozsądek. Jeden z moich tamtejszych przyjaciół, spod Gori (północna Gruzja) o mało co nie doprowadził do wojny z Austrią.
Do Gori przyjechała delegacja Austriaków, z kobietą na czele, aby realizować projekt, który miał na celu nauczenie Gruzinów sztuki budowania i remontowania. Po tygodniu austriackich nauk i kursów, goście i gospodarze zasiedli do kolacji z winem. Pani austriacka szefowa zaczęła chwalić swoje narodowe budowle, szczególnie chlubiąc się wiedeńską katedrą św. Szczepana, zbudowaną w XIII w. i wielokrotnie poddawaną renowacjom. Mój gruziński druh upewnił się – przez tłumacza – czy dobrze słyszy. Potem powtórzył co usłyszał kolegom z miasteczka i wnet wszyscy zaczęli parskać i prychać ze śmiechu. Delegacja austriacka poczuła się nieswojo i zaczęli dopytywać w czym rzecz.
Do wyjaśnienia najbardziej rwał się mój przyjaciel:
– Dobre! Dobre! Wy nas przyjechaliście uczyć sztuki budowania i remontowana! Dobre! Nasz, jeden z najstarszych monastyrów, Dżwari, postawiliśmy w VI wieku! I ani razu nie remontowaliśmy! A wiecie dlaczego? Bo zbudowaliśmy go dobrze!
Rezultat tej przemowy był taki, że Austriacy projekt przerwali.
Inni przemądrzali Austriacy boczyli się i pokpiwali z jednego parkingu w Gori. Tam mianowicie część miejsc parkingowych jest szersza i jest oznakowana jako przeznaczona dla kobiet! (przy okazji – w Gruzji różne miejsca oznaczane są oryginalnie, te dla mężczyzn fajką, a dla kobiet parasolką). Przybysze znad Dunaju zaczęli swoje gadki o dyskryminowaniu kobiet, gender itd. No i że przede wszystkim mówienie o tym, że kobiety gorzej radzą sobie z parkowaniem, to szowinistyczny męski mit.
Gruzini, na czele z moim przyjacielem, osłupieli. Ale próbowali wyjaśnić prostakom spod Alp, że to w trosce o kobiety! O kobiety brzemienne, bo w takim stanie przy wsiadaniu i wysiadaniu z auta, potrzebują szerzej otworzyć drzwi samochodu!
No ale nie wiem, czy tamci pojęli, bo Austriaczka w ciąży to raczej rzadkość.


