VIVAT UCHODŹCY! Sobota 20 czerwca 2020

Dwadzieścia lat temu ONZ ustanowiło 20 czerwca Dniem Uchodźcy, jesienią w Kościele Katolickim ten Dzień będzie obchodzony po raz 106. Co na ten temat napisał w tegorocznym Orędziu papież Franciszek, znajdziecie na końcu wpisu.

Uchodźcy są w Polsce od dawna, w Lublinie i na Lubelszczyźnie także. Pierwszych miałem okazje poznać w drugiej połowie lat 90-tych, byli to uciekinierzy z Bośni wskutek wojny w byłej Jugosławii. Potem poznałem Ormian, opuszczających południowy Kaukaz po wojnie z Azerami o Górski Karabach. Pod koniec  ubiegłego tysiąclecia rozpoczęły się masowe przymusowe migracje Czeczenów, dziesiątkowanych przez wojska rosyjskie, ze szczególnym nasileniem od czasu władztwa Putina. Spotkałem, poznałem i polubiłem tych z nich, którzy osiedlili się w Lublinie i regionie. Mam tez przywilej znać uchodźców z Kuby, Iranu, Iraku, Syrii, Palestyny, Libanu, Afganistanu i kilku krajów afrykańskich. Wszyscy oni znakomicie zintegrowali się ze społecznościami polskimi, żyją razem z nami, do niektórych z nich chodzimy z chorobami, bo są świetnymi lekarzami. Inni budują nasze bloki i wieżowce, a jeszcze inni jak Jose Torres znakomicie uczą salsy albo cieszą pięknym śpiewem jak Eleni, córka greckich uchodźców przyjętych w Polsce w latach 50-tych ub. wieku.

Od uchodźców wiele się nauczyłem. Na przykład Czeczeni, których czasem odwiedzam mają niezwykłą miłość do dzieci połączoną z wychowaniem do respektu dla starszych i poczucia dyscypliny. Dziwią się, że u nas są Domy Dziecka i Domy Starców (u nich każde osierocone dziecko jest przyjmowane przez dalszą rodzinę jako znak błogosławieństwa Bożego, podobnie z osobami starszymi). My stworzyliśmy kulturę opartą na miłości bliźniego, ale Domy Dziecka i Starców, mają miejsca wypełnione.

W Ewangelii Chrystus doprowadzał do wściekłości swoich pobratymców, stawiając im za wzór Samarytanina (miłosiernego, ale wszak wroga i poganina) lub kobietę kananejską (wzór wiary) czy bezbożnego rzymskiego setnika (jego słowa do dziś powtarzamy w każdej Mszy Świętej „Panie, nie jestem godzien…”).

Na zakończenie, w Dniu Uchodźcy, Światowym, wszystkim moim siostrom i braciom uchodźcom życzę szczęścia, spokoju i dobrej, gościnnej Polski. Bo taką właśnie Polską jesteśmy i chcemy być. Zatem, vivat uchodźcy!

Na zdjęciu – razem z przyjaciółmi z Czeczenii.

ORĘDZIE OJCA ŚWIĘTEGO
NA 106. ŚWIATOWY DZIEŃ MIGRANTA I UCHODŹCY

[27 września 2020 r.]

Jak Jezus Chrystus, zmuszeni do ucieczki.
Przyjąć, chronić, promować i integrować przesiedleńców wewnętrznych

Na początku tego roku, w moim przemówieniu do członków Korpusu Dyplomatycznego akredytowanego przy Stolicy Apostolskiej, do wyzwań współczesnego świata zaliczyłem dramat przesiedleńców wewnętrznych: „Konflikty i kryzysy humanitarne, zaostrzane przez zawirowania klimatyczne, powiększają liczbę przesiedleńców i oddziałują na osoby, które już żyją w poważnym ubóstwie. W wielu krajach dotkniętych tymi sytuacjami brakuje odpowiednich struktur, które pozwoliłby zaspokoić potrzeby wysiedlonych” (9 stycznia 2020 r.).

Sekcja ds. Migrantów i Uchodźców Dykasterii ds. Integralnego Rozwoju Człowieka opublikowała „Wytyczne duszpasterskie na temat osób przesiedlonych wewnętrznie” (Watykan, 5 maja 2020 r.), dokument, który ma na celu inspirowanie i animowanie działań duszpasterskich Kościoła w tym szczególnym obszarze.

Z tych powodów postanowiłem poświęcić niniejsze orędzie dramatowi osób przesiedlonych wewnętrznie, dramatowi często niedostrzeganemu, zaostrzonemu przez światowy kryzys spowodowany pandemią COVID-19. Kryzys ten, ze względu na swoją gwałtowność, powagę i zasięg geograficzny, nadał nowe wymiary wielu innym kryzysom humanitarnym, które dotykają milionów ludzi, odsuwając inicjatywy i pomoc międzynarodową, niezbędną i pilną dla ratowania życia, na dalszy plan krajowych programów politycznych. Ale „nie jest to czas na zapominanie. Kryzys, z którym się zmagamy, nie powinien sprawić, byśmy zapominali o wielu innych sytuacjach kryzysowych, które niosą ze sobą cierpienie wielu osób” (Orędzie Urbi et Orbi, 12 kwietnia 2020 r.).

W świetle tragicznych wydarzeń, które naznaczyły rok 2020, obejmuję tym orędziem, poświęconym osobom przesiedlonym wewnętrznie, także tych wszystkich, którzy przeżywają i nadal doświadczają niepewności, opuszczenia, marginalizacji i odrzucenia z powodu COVID-19.

Zacznę od obrazu, który pobudził papieża Piusa XII do opracowania Konstytucji Apostolskiej Exsul Familia (1 sierpnia 1952 r.). Podczas ucieczki do Egiptu Dzieciątko Jezus doświadczyło wraz z rodzicami tragicznego stanu bycia wysiedlonym i uchodźcą, „naznaczonego lękiem, niepewnością, trudnościami” (por. Mt 2, 13-15.19-23). Niestety, w naszych czasach miliony rodzin mogą rozpoznać siebie w tej rzeczywistości. „Prawie każdego dnia telewizja i gazety informują o uchodźcach, uciekających przed głodem, wojną i innymi poważnymi zagrożeniami, w poszukiwaniu bezpieczeństwa i godnego życia dla siebie i swoich rodzin” (Anioł Pański, 29 grudnia 2013). W każdym z nich jest obecny Jezus zmuszony, jak w czasach Heroda, do ucieczki, aby siebie ocalić. Jesteśmy wezwani, by w ich twarzach rozpoznać oblicze Chrystusa głodnego, spragnionego, nagiego, chorego, obcego i więźnia, który jest dla nas wyzwaniem (por. Mt 25, 31-46). Jeśli Go rozpoznamy, to my będziemy Mu dziękować za to, że mogliśmy Go spotkać, miłować i służyć Mu.

Osoby przesiedlone dają nam tę możliwość spotkania z Panem, „choć naszym oczom niełatwo jest Go rozpoznać – w podartym ubraniu, z brudnymi stopami, z twarzą zniekształconą, z ciałem poranionym, nieumiejącego mówić naszym językiem…” (Homilia, 15 lutego 2019). Chodzi o wyzwanie duszpasterskie, na które winniśmy odpowiedzieć czterema czasownikami, jakie wskazałem w moim orędziu na tenże dzień w 2018 roku: przyjmować, chronić, promować i integrować. Chciałbym teraz do nich dodać sześć par czasowników, które odpowiadają bardzo konkretnym działaniom, połączonych ze sobą w związku przyczynowo-skutkowym.

Trzeba znać, żeby zrozumieć. Poznanie jest niezbędnym krokiem wiodącym do zrozumienia drugiego. Sam Jezus naucza tego w wydarzeniu z uczniami z Emaus: „Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali” (Łk 24, 15-16). Kiedy mówimy o migrantach i wysiedlonych, zbyt często zatrzymujemy się na liczbach. A tu nie chodzi o liczby, tylko o osoby! Jeśli się z nimi spotkamy, to dojdziemy do ich poznania. I znając ich historie, będziemy w stanie ich zrozumieć. Będziemy mogli na przykład zrozumieć, że niepewność, jakiej doświadczyliśmy w związku z cierpieniem w wyniku pandemii, jest stałym elementem w życiu osób przesiedlonych.

Trzeba zbliżyć się, aby służyć. Wydaje się to oczywiste, ale często tak nie jest. „Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go” (Łk 10, 33-34). Lęki i uprzedzenia – bardzo wiele uprzedzeń – sprawiają, że trzymamy się z dala od innych i często uniemożliwiają nam „zbliżenie się” i służenie im z miłością. Podejście do bliźniego często oznacza gotowość do podejmowania ryzyka, czego nauczyło nas w ostatnich miesiącach wielu lekarzy i pielęgniarek. Ta bliskość w służbie wykracza poza czyste poczucie obowiązku; najwspanialszy wzór tej postawy pozostawił nam Jezus, kiedy umywał nogi swoim uczniom: zdjął szatę, ukląkł i pobrudził sobie ręce (por. J 13, 1-15).

Trzeba słuchać, żeby się pojednać. Uczy nas tego sam Bóg, który, posyłając swego Syna na świat, zechciał słuchać jęku ludzkości ludzkimi uszami: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, […] by świat został przez Niego zbawiony”(J 3, 16-17). Miłość, która jedna i zbawia, zaczyna się od słuchania. W dzisiejszym świecie mnożą się przesłania, ale zatraca się postawa słuchania. A tylko przez pokorne i uważne słuchanie możemy naprawdę się pojednać. W roku 2020 na naszych ulicach tygodniami panowało milczenie. Było to milczenie dramatyczne i niepokojące, ale dało nam ono możliwość usłyszenia krzyku najbardziej bezbronnych, osób wysiedlonych i naszej poważnie chorej planety. A słuchając, mamy szansę na pojednanie się z bliźnim, z jakże wieloma odrzuconymi, z samymi sobą i z Bogiem, który niestrudzenie obdarza nas swoim miłosierdziem.

Trzeba się dzielić, żeby się rozwijać. Jednym z fundamentalnych elementów pierwszej wspólnoty chrześcijańskiej było dzielenie się: „Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne” (Dz 4, 32). Bóg nie chciał, aby zasoby naszej planety przynosiły korzyści tylko niektórym. Nie, tego nie chciał Pan! Musimy nauczyć się dzielić, aby razem się rozwijać, nie pomijając nikogo. Pandemia przypomniała nam, że wszyscy jesteśmy w tej samej łodzi. Zadnie sobie sprawy, że mamy wspólne troski i obawy, ukazało nam po raz kolejny, że nikt nie może ocalić się sam. Aby naprawdę się rozwijać, musimy rozwijać się razem, dzieląc się tym, co posiadamy, jak ten chłopiec, który ofiarował Jezusowi pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby… I to wystarczyło dla pięciu tysięcy osób (por. J 6, 1-15)!

Trzeba angażować, żeby promować. Tak właśnie uczynił Jezus z Samarytanką (por. J 4, 1-30). Pan zbliża się do niej, słucha jej, mówi do jej serca, aby następnie doprowadzić ją do prawdy i przemienić w zwiastunkę Dobrej Nowiny: „Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem?” (w. 29). Czasami zapał, by służyć innym nie pozwala nam dostrzec ich bogactwa. Jeśli naprawdę chcemy promować osoby, którym oferujemy pomoc, musimy je zaangażować i sprawić, aby odgrywały pierwszoplanową rolę w swoim wybawieniu. Pandemia przypomniała nam jak ważna jest współodpowiedzialność, i że tylko przy udziale wszystkich – także tych, którzy są często niedoceniani – możemy stawić czoło kryzysowi. Musimy „odnaleźć odwagę do otwarcia przestrzeni, gdzie wszyscy mogą się poczuć powołani i zezwolić na nowe formy gościnności, braterstwa i solidarności” (Rozważanie na Placu św. Piotra, 27 marca 2020).

By budować trzeba współpracować. Właśnie to zaleca św. Paweł Apostoł wspólnocie w Koryncie: „przeto upominam was, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni, i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli” (1 Kor 1, 10). Budowanie królestwa Bożego jest zaangażowaniem wspólnym dla wszystkich chrześcijan i dlatego trzeba, abyśmy nauczyli się współpracować, nie ulegając pokusie zazdrości, niezgody i podziałów. A w aktualnym kontekście należy powtórzyć: „Nie jest to czas na egoizmy, ponieważ wyzwanie, przed którym stajemy, jest wspólne dla nas wszystkich i nie czyni różnic między ludźmi” (Orędzie Urbi et Orbi, 12 kwietnia 2020 r.). Aby chronić wspólny dom i sprawić, by coraz bardziej przystawał do pierwotnego planu Boga, musimy starać się o zapewnienie współpracy międzynarodowej, globalnej solidarności i lokalnego zaangażowania, nikogo nie pomijając.

Chciałbym zakończyć modlitwą zainspirowaną przykładem św. Józefa, zwłaszcza gdy musiał uciekać do Egiptu, aby ocalić Dzieciątko Jezus.

Ojcze, powierzyłeś świętemu Józefowi to, co miałeś najdroższego: Dzieciątko Jezus i jego Matkę, aby ich chronił przed niebezpieczeństwami i groźbami nikczemnych.

Daj nam również doświadczyć jego ochrony i pomocy. Spraw, aby ten, który doświadczył cierpienia osób uciekających z powodu nienawiści możnych, pocieszył i chronił wszystkich tych braci i siostry, którzy z powodu wojny, ubóstwa i potrzeb opuszczają swoje domy i swoją ziemię, aby wyruszyć jako uchodźcy w miejsca bezpieczniejsze.

Pomóż im, za jego wstawiennictwem, aby mieli siłę iść naprzód, pociechę w smutku, męstwo w trudnym doświadczeniu.

Daj tym, którzy ich przyjmują nieco czułości tego sprawiedliwego i mądrego ojca, który miłował Jezusa jak prawdziwego syna i wspierał Maryję w drodze.

Niech ten, który zarabiał na chleb pracą rąk własnych, zapewni tym, którym życie odebrało wszystko, godność pracy i niezakłócony spokój domu.

Prosimy Cię o to przez Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, którego święty Józef ocalił uciekając do Egiptu, i przez wstawiennictwo Dziewicy Maryi, którą zgodnie z Twoją wolą miłował jako wierny oblubieniec. Amen.

Rzym, u św. Jana na Lateranie, 13 maja 2020 r., Wspomnienie Matki Bożej Fatimskiej.

Franciszek

Itinerarium

MOŻEMY DAĆ SERCE Piątek 19 czerwca 2020

Smutnie będzie, ale chcę o tym napisać. W ub. roku w naszym kraju samobójstwo popełniło  pięć tysięcy dwieście pięćdziesiąt pięć osób (5255), statystyki podają, że ponad cztery i pół tysiąca (4500) to mężczyźni. Próby samobójcze podjęło minimum pięćdziesiąt tysięcy Polaków. Dla zobrazowania w realiach Lubelszczyzny – zginęła cała Bychawa, a próbował się zabić (przykładowo) Świdnik.

Czy pandemia, kryzys gospodarczy i niepewność przyszłości objawią nam w statystykach za rok duży wzrost samobójstw i prób? Psychiatrzy tak twierdzą.

Statystyki to jedno, ważniejsze jest to, co my zrobimy dla ludzi, którzy nie dają rady, załamują się, smutnieją, izolują się i popadają w rozpacz. Co zrobimy? Nie jesteśmy psychiatrami ani terapeutami. Możemy jednak z ludźmi rozmawiać, słuchać ich, rozumieć, współczuć i otaczać serdecznością. Po prostu dać serce, duszę i miłość.

Itinerarium

DZIAŁANIE PANA BOGA Czwartek 18 czerwca 2020

Chyba najważniejsi są ludzie, którym ufamy. Jak sobie zrobimy listę takich osób, zobaczymy jak działa Pan Bóg.

Itinerarium

NADCHODZI LATO Środa 17 czerwca 2020

Z opowieści Haliny Birenbaum, cudownie ocalałej więźniarki na Majdanku i w Oświęcimiu, wiem, że kiedy przybywały nowe transporty do obozów, jedno z pierwszych pytań stawianych nowym brzmiało: „Powiedzcie, co teraz się nosi na wolności.” Pragnienie jakiejkolwiek namiastki normalności było silniejsze niż horror obozowy. W czasie okupacji nie brakowało mężczyzn, którzy starannie wiązali krawaty pomimo groźby wpadnięcia w czasie łapanki. A może właśnie dlatego, żeby zwiększyć szanse przeżycia, krawat mógł być argumentem za pomyłką.

Wiem, że niekoniecznie czytacie opinie epidemiologów, do pandemii przyzwyczajamy się, chcemy żyć normalnie. Maseczki się znudziły, odstęp przeszkadza w dawnych sposobach relacji, coraz rzadziej myjemy ręce i spryskujemy się środkami dezynfekującymi, kwarantanny to nowa zabawa, w których łatwo można oszukać policjantów i sanepidy. Ciekawe jak powieści i filmy przedstawią naszą pandemię za kilkanaście lat, pewnie będą komedie, dramaty i thrillery.

Zupełnie bez lęku i bez fanfaronady z drugiej strony, pamiętać trzeba o swoim zdrowiu, o szacunku dla innych, o codziennej modlitwie, o serdeczności i o radości z nadchodzącego lata.

Itinerarium

CZY ZŁE ŚPI? Wtorek 16 czerwca 2020

Złe nie śpi, ostrzegali dawniej rodzice dzieci. Chodziło o to, że zawsze gdzieś może czyhać na nas coś groźnego i złego.

Złe nie śpi. I wcale pandemia go nie powstrzymuje. W Nigerii kilkaset osób zostało zamordowanych przez bojówki Boko Haram, w Libii krwawo zwalczają się żołnierze i najemnicy w wojnie domowej, nie milkną strzały na granicy Donbasu i Ukrainy, dużo ludzi codziennie ginie od kul i bomb w Jemenie.

Złe nie śpi. Ale czy tylko tam, daleko, gdzie toczą się wojny i konflikty? A czy złe zasnęło w Polsce? W Lublinie? We mnie? Pandemia zdawałoby się wyzwoliła wulkany dobra i solidarności. Ale mogę się mylić.

Itinerarium

EWANGELIA NA FAKTY ŻYCIA Kazanie na 11 Niedzielę Zwykłą 14 czerwca 2020

Myślę, że nie tylko mnie, ale i Wam, nudzi się słuchanie Ewangelii, z którego nic nie wynika. To, co wynika z dzisiejszej Ewangelii?

Żeby iść do ludzi. Do tych, którzy poginęli, zagubili się, osłabli, zwątpili i posmutnieli.

Imponuje mi postawa Emiliana Kowcza, grekokatolickiego księdza, który poszedł do obozu w Oświęcimiu ze swoimi wiernymi i tam zginął. I Matka Teresa, która z małej Albanii poszła do trędowatych w indyjskiej Kalkucie. Poszli, ruszyli, takich przykładów jest wiele.

Żeby ta Ewangelia, dzisiaj czytana i słuchana, nie pozostała zabawą w słowa, każdy z nas może pójść, może wystarczy kilka metrów do teściowej, może dwa domy dalej, gdzie ktoś jest zawsze sam. Może do własnego dziecka, aby je wysłuchać i zrozumieć..

Ja też pójdę, do ludzi, którzy żyją w warunkach widocznych na zdjęciu. Posłucham ich, może zrozumiem.

Oświęcim i Kalkuta to heroizm, my mamy niedaleko ludzi, do których dziś możemy pójść. No i dzisiaj pójdźmy do takich ludzi. Tak Ewangelia stanie się faktem.

Ewangelia na dzisiaj:

Jezus, widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo».

Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości.

A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy – Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził.

Tych to Dwunastu wysłał Jezus i dał im takie wskazania: «Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego. Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie».

(Mt 9,36 – 10,8)

Itinerarium

ZAGADKOWY PATRON LUBLINA Sobota 13 czerwca 2020

Lublin ma swojego patrona. Potocznie uważa się, że to św. Antoni, którego wizerunek zdobi Bramę Krakowską od strony Starego Miasta. Dokładnie 30 lat temu obraz Świętego, dzięki inicjatywie słynnego lubelskiego krzykacza, Stefana Grzyba, wrócił po komunistycznym,  ponad 30-letnim wygnaniu.

A kto jest prawowitym patronem Lublina? Zrobiłem krótkie dziennikarskie śledztwo. O jego efektach możecie przeczytać w najnowszym wydaniu „Niedzieli”, z tego, co czytam za ok. 4 złote jak macie Internet lub sms tutaj – https://e.niedziela.pl/. Prawowity patron miasta, który uratował Lublin od pandemii, przyjęty został uchwałą radców 21 listopada 1630 r.

Co ciekawe, bez pleksi ze Związku Radzieckiego, historia obrazu Antoniego mogłaby być zupełnie inna.

Itinerarium

CZY JEST PANDEMIA Piątek 12 czerwca 2020

Czasem spotykam się z pytaniem – „Czy naprawdę jest pandemia?” Trochę rozumiem osoby, które zadają takie pytania. Ja nie mam wątpliwości, nie tylko z tego powodu, że znam trochę kilka osób, które chorowały, na szczęście są już zdrowe.

Spróbujmy inaczej. Wiemy, dość dobrze – przynajmniej moje pokolenie – że była II Wojna Światowa. To dla nas oczywiste, mamy muzea w obozach zagłady, wspomnienia dziadków, filmy dokumentalne. To z naszej perspektywy. Czy wiecie kto był mistrzem Portugalii w piłce nożnej w r. 1941? FC Porto. Oni zdobywali laur mistrzowski, a w Polsce, w Oświęcimiu, ginęły tysiące ludzi. A kto w r. 1942 cieszył się triumfem? Benfica Lizbona, a Correa Dias strzelił nawet 36 goli (dla Porto). W Hiszpanii w tym czasie triumfowały Barcelona, Valencia i Sevilla. U nas tysiące ludzi przymierały głodem, inni umierali w komorach gazowych. Anglicy zawiesili rozgrywki dopiero jak pierwsze niemieckie bomby spadły w pobliżu stadionów.

I jeszcze ciekawostka z Włoch, z początku roku 1944 Mussolini potrzebował więcej czołgów, aby próbować zatrzymać ofensywę aliantów z południa. Ale w fabryce Fiata w Turynie, gdzie w czasie wojny zamiast samochodów produkowano czołgi, wybuchł strajk, robotnicy żądali podwyżki płac. Mussolini wysłał ministra, żeby zmusić załogę do pracy. Szef tamtejszych związków zawodowych odpowiedział ministrowi, mniej więcej tak: „ W d… mamy waszą wojnę! Albo dacie po 2 tysiące lirów więcej, albo  sp…….”. Mussolini i ministrowie dali podwyżkę, choć włoskie czołgi i tak przegrały z amerykańskimi. Była jakaś wojna?

To, że coś nie dzieję się tuż obok nas, nie oznacza, że nie istnieje. Tak, jest pandemia. Macie znajomych w Madrycie? Zapytajcie o pana Carlosa Nur de Viu, koordynatora działań sanitarnych w tym mieście w czasie pandemii. Wydał rozporządzenie, aby nie leczyć osób, które nie rokują wyzdrowienia, wskutek tego działania zmarło – tylko w Madrycie – 5986 starych, schorowanych i samotnych kobiet i mężczyzn. Carlos wkrótce stanie przed sądem. W potocznym języku jego czyn zwie się eutanazją.

Tak, jest pandemia. Na jedynym pieszym  przejściu granicznym pomiędzy Ukrainą i Polską (Medyka – Szeginie) codziennie stoją trzy tysiące naszych sióstr i braci z Ukrainy, zmierzających do pracy w Polsce. Innej drogi nie ma, bo pandemia. Oczywiście mamy 14 przejść  PL – UA, ale ktoś zaspał w jakimś  ministerstwie.

Czasem słyszę argument z zachowania większości, potocznie tzw. głosu ludu, kolokwialnie mówiąc „tłumu”. Przecież ludzi już nie noszą maseczek, chodzą do kin i tańczą na pierwszych weselach. Brawo. Z tym, że proszę pamiętać, tłumy rzadko mają rację. Tłumy skazały na śmierć Jezusa i poparły Hitlera. Tłumy rzadko mają rację. Ale mają siłę! Przykładem są zbrodnie tłumnych rewolucji, francuskiej czy bolszewickiej choćby.

Czy jest pandemia? Noście maseczki, trzymajcie się jakieś półtorej metra od nieznajomych w marketach. I razem, siostry i bracia, cieszmy się życiem, mocniej kochajmy ludzi, za skarb życia Bogu radośnie dziękujmy.

Itinerarium

PAN JEZUS Z DOBRYCH UCZYNKÓW Kazanie na Boże Ciało czwartek 11 czerwca 2020

No to mamy Boże Ciało. Dawniej różnie się działo w czasie procesji. Szczególnie dramatyczny był czerwiec 1564 r. W trakcie procesji kalwin a później arianin, Erazm Otwinowski (rodem z Liśnika pod Kraśnikiem) wyrwał księdzu Najświętszy Sakrament, rzucił o ziemię monstrancję i podeptał hostię, krzycząc przy tym: „Bóg jest w niebie, a więc nie ma go w chlebie, nie ma w twojej puszce”. Ksiądz Marcin Łaszcz, jezuita, pisał o tym zdarzeniu kilkanaście lat potem: „Stary wyrwa Otwinowski rzucił się był na kapłany w procesją, chcąc im monstrancją wydrzeć, aż go niewiasty odpłoszyły”.

Kara dla heretyka była niska, wymierzył ją Sejm w Parczewie, obrońcą był Mikołaj Rej. Sprawca zapłacił „za monstrancję grosz, za zniszczoną hostię szeląg, aby sobie kupił nowe szkło i tę odrobinę mąki”.

Dla katolików eucharystia, komunia święta, hostia, to nie znak, ale twarda rzeczywistość wiary. To rdzeń, istota naszej tożsamości, nawet jak nie możemy jej z różnych powodów przyjmować. Dlatego mówimy o niej sactissimum sacramentum, Najświętszy lub Przenajświętszy Sakrament. To dla nas Bóg, Jezus Chrystus i życie wieczne.

I jeszcze dwa inne spojrzenia na eucharystię, której święto dziś obchodzimy (kiedyś tu już wspominałem te historie).

Jedna z moich znajomych nie mogła przez dłuższy czas przystępować do komunii świętej, z powodu pozostawania w związku niesakramentalnym (przy jednoczesnym staraniu o   stwierdzenie nieważności pierwszego małżeństwa). Co niedzielę chodziła jednak do kościoła, najchętniej ze znajomymi i zawsze prosiła kogoś: „Ty, weź przyjmij komunię świętą za mnie!” Była do tego stopnia natarczywa, że dopingowało to niektórych do pójścia do spowiedzi, żeby spełnić prośbę dziewczyny.

Przyjmowanie komunii świętej za kogoś kto nie może (lub nie chce) jej przyjąć jest wyrazem głębokiego zrozumienia sensu Eucharystii i pięknym aktem solidarności. Wyzwala także z religijnego egoizmu, że Pan Jezus w hostii jest tylko dla mnie.

Wspomniana znajoma, kiedy już z powrotem sama może przyjmować komunię świętą, przyjmuje ją w każdą niedzielę (i częściej). Kiedyś też podzieliła się spostrzeżeniem: „Szkoda mi ludzi, którzy mogą przyjmować komunię świętą, a nie robią tego, bo nie chce im się iść do spowiedzi”.

I druga lekcja. Pewna siostra zakonna nauczyła mnie co to znaczy Eucharystia. Nosiła ze sobą dwa pudełeczka, jedno było puste a w drugim były ziarenka pszenicy. Pytała dzieci (które uczyła), czy wykonały jakiś dobry uczynek. Jeżeli dziecko odpowiedziało, że tak, wówczas mogło wziąć odpowiednią liczbę ziarenek (równą liczbie dobrych uczynków) i wkładało do drugiego pudełeczka. Ziarnka z pudełeczka „dobrych uczynków” były potem mielone na mąkę, z której wypiekano hostie, czyli komunię świętą, czyli Pana Jezusa, jak popularnie mawiamy. A dzieci potem przyjmowały tę hostię, jako Ciało Chrystusa. Zrozumiałem jak często przyjmowałem komunię świętą bezprawnie. Siostra, o której piszę, to Eugenia Mackiewicz, jedna z jedenastu męczenniczek z Nowogródka, ze Zgromadzenia Sióstr Nazaretanek, w zakonie siostra Kanizja.

Itinerarium

LUBLIN PRZEWIETRZONY 33 LATA TEMU Wtorek 9 czerwca 2020

Też był to wtorek. I też w Lublinie padał deszcz. Tamten deszcz, z 9 czerwca 1987 r., witał Jana Pawła II w naszym mieście. Dziewięć lat wcześniej  opuścił Lublin prof. Karol Wojtyła, a powrócił Papież.

Papież w Lublinie! Należę do tego szczęśliwego pokolenia, które widziało i słyszało Papieża w Lublinie. Wizyta Papieża nastąpiła w momencie już dużego rozchwiania systemu, który proklamowano w Lublinie 40 lat wcześniej, 22 lipca 1944. Czym była ta wizyta? Mogę ją porównać do upragnionego przewietrzenia dawno nie otwieranego pokoju, przenikniętego zaduchem, stęchlizną i odorem. Uff! Nareszcie ktoś otworzył okna! Jest świeże, zdrowe i ożywcze powietrze!

Minęły od tamtego dnia dwanaście tysięcy pięćdziesiąt cztery dni, całe trzydzieści trzy lata. Już miałem narzekać, że z tamtego Papieskiego Otwarcia nic dla Lublina i Lubelszczyzny  – jak dotąd – nie wyniknęło, co jest prawdą. Napiszę jednak, że Lublin to dobre miasto, dobrzy ludzie i dobre miejsce, z jeszcze lepszą przyszłością.

Itinerarium