WIERZĘ W JEGO I MOJE Z MARTWYCH WSTANIE Czwartek 6 czerwca 2019

Przed dwoma tysiącami lat rozpoczęła się dziejowa gra o sens historii i sens życia każdego z nas. Jeden z ludzi, Jezus z Nazaretu ogłosił, że jest Synem Boga, dowodził tego swoimi czynami i słowami. Za to skazano Go na śmierć. Jednak On znowu był żywy po trzech dniach. Widzieli Go powstałego z martwych Jego uczniowie, inni w to uwierzyli i zaczęli rozgłaszać najpierw w Jerozolimie, a potem po całym świecie.

Za to stawiano ich przed sądami i skazywano na śmierć. Spotkało to m.in. św. Pawła – „Paweł wołał przed Sanhedrynem: «Jestem faryzeuszem, bracia, i synem faryzeuszów, a stoję przed sądem za to, że spodziewam się zmartwychwstania umarłych».” (Dz 22)

Od z martwych wstania Jezusa z Nazaretu i naszej wiary w ten fakt oraz moje z martwych wstanie zależy wszystko, co najważniejsze. Jeśli w to wierzę, będę przebaczał, będę znosił przykrości i obmowy, przetrwam cierpienie, będę trzymał się prawdy, chętnie służył innym, zabiegał o pokój. A przede wszystkim będę zawsze starał się iść drogami miłości.

Itinerarium

PRZYJDŹ DUCHU ŚWIĘTY Środa 5 czerwca 2019

W liturgii trwa nowenna (dziewięciodniowa modlitwa) wzywająca Ducha Świętego przed uroczystością Jego Zesłaniem. Ten Duch potrzebny jest każdemu z nas, wczytując się w słowa hymnu, znajdziemy w nich odpowiedź na nasze codzienne duchowe problemy. Jesteśmy słabi i zmęczeni, On przynosi moc i odnowę. Miewamy mętlik w głowach, On jest światłem, matowieje nasza miłość, On ją ożywia świętą miłością. Przeciw smutkom On tryska w naszych sercach radością.

Przyjdź Duchu Święty!

    O Stworzycielu, Duchu, przyjdź,

Nawiedź dusz wiernych Tobie krąg,

Niebieską łaskę zesłać racz

Sercom, co dziełem są Twych rąk.

    Pocieszycielem jesteś zwan

I Najwyższego Boga dar,

Tyś namaszczeniem naszych dusz,

Zdrój żywy, miłość, ognia żar.

   Ty darzysz łaską siedemkroć,

Bo moc z prawicy Boga masz,

Przez Ojca obiecany nam,

Mową wzbogacasz język nasz.

    Światłem rozjaśnij naszą myśl,

W serca nam miłość świętą wlej

I wątłą słabość naszych ciał

Pokrzep stałością mocy Twej.

    Nieprzyjaciela odpędź w dal

I Twym pokojem obdarz wraz.

Niech w drodze za przewodem Twym

Miniemy zło, co kusi nas.

    Daj nam przez Ciebie Ojca znać,

Daj, by i Syn poznany był,

I Ciebie, jedno tchnienie Dwóch,

Niech wyznajemy z wszystkich sił. Amen.

Itinerarium

ZA JURANDEM EGZAMIN Z POLSKOŚCI ZDAWAJMY Kazanie na 30-lecie 4 czerwca 1989 r.

Trzydzieści lat temu, 4 czerwca 1989 r. chińskie czołgi rozjechały gąsienicami pokojową manifestację studentów na placu Tiananmen w Pekinie. Zginęło ponad 2500 młodych ludzi. W ten sposób władza zemściła się na obywatelach za nieposłuszeństwo i marzenia o wolności.

Trzydzieści lat temu, trochę później bo w Boże Narodzenie 1989 r., w Bukareszcie zamordowano komunistycznego dyktatora Rumunii Nicolae Ceausescu, razem z małżonką Eleną. W ten sposób obywatele, w osobach oficerów armii i sędziów, zemścili się na okrutnej władzy. Rumuni wstydzą się tej egzekucji do dzisiaj.

Trzydzieści lat temu, w niedzielę 4 czerwca, miliony Polaków (ja także) oddały głos w wyborach, które rozpoczęły upadek komunizmu, najpierw u nas, potem w całej Europie Wschodniej, łącznie ze zburzeniem muru berlińskiego. Obyło się bez krwawej zemsty.

Jestem dumny, że my Polacy zdaliśmy trzydzieści lat temu egzamin z godności ludzkiej i chrześcijańskiej wiary. Podobnie jak przed wiekami zdał go nasz rodak Jurand ze Spychowa.  Tego się trzymajmy, siostry i bracia Polacy!

Jurand słuchał opowiadania bez jednego drgnienia i ruchu, tak że obecnym zdawać się mogło, iż pogrążony jest we śnie. Słyszał jednak i rozumiał wszystko, bo gdy Hlawa zaczął mówić o niedoli Danusi, wówczas w pustych jamach oczu zebrały mu się dwie wielkie łzy i spłynęły mu po policzkach. Ze wszystkich ziemskich uczuć pozostało mu jeszcze jedno tylko: miłość do dziecka.

Potem sinawe jego usta poczęły się poruszać modlitwą. Na dworze rozległy się pierwsze, dalekie jeszcze grzmoty i błyskawice jęły kiedy niekiedy rozświecać okna. On modlił się długo i znów łzy kapały mu na białą brodę. Aż wreszcie przestał i zapadło długie milczenie, które przedłużając się nad miarę, stało się na koniec uciążliwe dla obecnych, bo nie wiedzieli, co mają z sobą robić.

Na koniec stary Tolima, prawa Jurandowa przez całe życie ręka, towarzysz we wszystkich bitwach i główny stróż Spychowa, rzekł:

– Stoi przed wami, panie, ten piekielnik, ten wilkołak krzyżacki, który katował was i dziecko wasze; dajcie znak, co mam z nim uczynić i jako go pokarać?

Na te słowa przez oblicze Juranda przebiegły nagle promienie – i skinął, aby mu przywiedziono tuż więźnia.

Dwaj pachołkowie chwycili go w mgnieniu oka za barki i przywiedli przed starca, a ów wyciągnął rękę, przesunął naprzód dłoń po twarzy Zygfryda, jakby chciał sobie przypomnieć lub wrazić w pamięć po raz ostatni jego rysy, następnie opuścił ją na piersi Krzyżaka, zmacał skrzyżowane na nich ramiona, dotknął powrozów – i przymknąwszy znów oczy, przechylił głowę.

Obecni mniemali, że się namyślał. Ale cokolwiek bądź czynił, nie trwało to długo, gdyż po chwili ocknął się – i skierował dłoń w stronę bochenka chleba, w którym utkwiona była złowroga mizerykordia.

Wówczas Jagienka, Czech, nawet stary Tolima i wszyscy pachołkowie zatrzymali dech w piersiach. Kara była stokroć zasłużona, pomsta słuszna, jednakże na myśl, że ów na wpół żywy starzec będzie rzezał omackiem skrępowanego jeńca, wzdrygnęły się w nich serca.

Ale on, ująwszy w połowie nóż, wyciągnął wskazujący palec do końca ostrza, tak aby mógł wiedzieć, czego dotyka, i począł przecinać sznury na ramionach Krzyżaka.

Zdumienie ogarnęło wszystkich, zrozumieli bowiem jego chęć – i oczom nie chcieli wierzyć. Tego jednak było im zanadto. Hlawa jął pierwszy szemrać, za nim Tolima, za tymi pachołkowie. Tylko ksiądz Kaleb począł pytać przerywanym przez niepohamowany płacz głosem:

– Bracie Jurandzie, czego chcecie? Czy chcecie darować jeńca wolnością?

– Tak! – odpowiedział skinieniem głowy Jurand.

– Chcecie, by odszedł bez pomsty i kary?

– Tak!

Pomruk gniewu i oburzenia zwiększył się jeszcze, ale ksiądz Kaleb, nie chcąc, by zmarniał tak niesłychany uczynek miłosierdzia, zwrócił się ku szemrzącym i zawołał:

– Kto się świętemu śmie sprzeciwić? Na kolana! I klęknąwszy sam, począł mówić:

– Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje…

I odmówił „Ojcze nasz” do końca. Przy słowach: „i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”, oczy jego zwróciły się mimo woli na Juranda, którego oblicze zajaśniało istotnie jakimś nadziemskim światłem.

A widok ów w połączeniu ze słowami modlitwy skruszył serca wszystkich obecnych, gdyż stary Tolima o zatwardziałej w ustawicznych bitwach duszy, przeżegnawszy się krzyżem świętym, objął następnie Jurandowe kolano i rzekł:

– Panie, jeśli wasza wola ma się spełnić, to trzeba jeńca do granicy odprowadzić.

– Tak! – skinął Jurand.

Coraz częstsze błyskawice rozświecały okna; burza była bliżej i bliżej.

(Henryk Sienkiewicz, KRZYŻACY, rozdz. XXV)

PS. Dla mniej oczytanych: Krzyżak Zygfryd wyłupił Jurandowi ostanie oko i porwał córkę, Danuśkę, więził ją, co przypłaciła utratą zdrowia, a potem i życia.

Ilustracja za: Gazeta Olsztyńska

Itinerarium

CZEKAJĄ NA NASZE ŚWIATŁO Poniedziałek 3 czerwca 2019

Dzisiaj dominuje praktyka wyrzucania rzeczy, które choćby trochę się zepsuły czy zniszczyły. Liczy się to, co nowe, inne, niekoniecznie lepsze.

Podobne podejście zaczyna się przenosić na odniesienie do ludzi, czego przykładem jest rosnące poparcie dla eutanazji, eksperymentów z zakresu eugeniki czy pozostawianie samym sobie ludzi starych oraz podniszczonych bezdomnością lub nałogami.

Zupełnie inną pedagogikę stosuje Pan Bóg – „On nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku” (Iz 42, 3). Mamy taką samą misję – ocalania ludzi, podnoszenia ich po złamaniach, rozniecania nadziei na zmianę i rozbudzania chęci do życia. 

Spotkamy dzisiaj i w całym tygodniu wielu ludzi, którzy czekają na nasze słowa, gesty i czyny niosące im nadzieję, radość i umocnienie. Tak możemy naśladować Chrystusa, tak stajemy się światłem, o którym On mówił – „Wy jesteście światłem świata” (Mt 5,14).

Itinerarium

NIEMOŻLIWE JEST MOŻLIWE Kazanie na Wniebowstąpienie Pańskie Niedziela 2 czerwca 2019

Niemożliwe jest możliwe. Albo inaczej – nie ma rzeczy niemożliwych. Jestem tego świadkiem, ja i wiele osób z mojego pokolenia, świadkami jesteśmy  my, którzy staliśmy 40 lat temu, 2 czerwca 1979 r. na Placu Zwycięstwa w Warszawie i słyszeliśmy wołanie Jana Pawła II – „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi”. Nie tylko słyszeliśmy te słowa, ale doświadczyliśmy, że Duch zstępował i odnawiał.

Skąd ta moc w wołaniu jednego człowieka? Co może jeden człowiek? W Nim, w Janie Pawle II działała trojaka moc – moc modlitwy, moc wiary i moc miłości. Te moce czynią możliwym to, co wydaje się niemożliwe.

Pięknie życzę, aby wszystko co uznajecie za niemożliwe stało się możliwe, tak będzie dzięki waszej modlitwie, wierze i miłości. 

Itinerarium

MOJA RADA DLA ZMĘCZONYCH Sobota 1 czerwca 2019

Kłopoty, zmartwienia, problemy ma każdy z nas. Co z nimi robić? Można je kolekcjonować i nosić nieustannie ze sobą, niczym pęczniejący z dnia na dzień i coraz cięższy plecak. I powtarzać sobie – „O Boże! Jak mi ciężko!”

Można też inaczej. „Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was” – radzi św. Piotr w liście (1 P 5,7). Przerzucenie swoich trosk na Pana Boga nie jest tchórzostwem. Jest bardzo racjonalnym i sensownym aktem. Jeśli dźwigamy coś ciężkiego i widzimy obok siebie kogoś silnego, to jak najbardziej mądrym wyjściem jest poproszenie go o pomoc. A jeszcze bardziej ma to sens, gdy tym Kimś jest Bóg – raz, że wszech mogący (wszechmocny), dwa, że miłujący nas. Jemu na nas zależy, On chce wziąć nasze troski.

To przerzucenie trosk na pana Boga jest aktem wewnętrznym, możliwym dla kogoś kto mocno ufa Bogu. To jest moja rada dla przemęczonych, gniecionych przez troski i problemy. To jest moja rada na nowy miesiąc.

Itinerarium

NIECH NAWIEDZAJĄ NAS LUDZIE Kazanie na Święto Nawiedzenia NMP piątek 31 maja 2019

Dzisiejsze święto, ładne święto, jest zaniedbane i mało znane. Święto nawiedzenia św. Elżbiety przez Marię. W gruncie rzeczy było to spotkanie dwóch kuzynek, rodzinne.

Jest to święto spotkania ludzi. I to takiego spotkania, które przynosi pewność bliskości Boga. W czasach kiedy nie mamy czasu na nic prawie poza pracą, zakupami i Internetem, zanika sztuka spotkania, zwłaszcza w naszych domach. Coraz częściej aranżujemy posiłki, kawę czy herbatę w neutralnych miejscach, gdzie i my i zaproszeni goście są poza domem. Maria weszła do domu Elżbiety. Ten dom stał się miejscem dobrego spotkania dwóch kobiet , domem spotkania z Bogiem.

Naprawdę Bóg czeka na nas w naszych domach, o ile pozwolimy w nich nawiedzać się przez innych ludzi.

Ewangelia na dzisiaj:

Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. 

Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: 

«Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana». 

Wtedy Maryja rzekła:
«Wielbi dusza moja Pana
i raduje się duch mój w Bogu, Zbawcy moim.
Bo wejrzał na uniżenie swojej służebnicy.
Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą
wszystkie pokolenia.
Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny,
święte jest imię Jego.
A Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie
nad tymi, którzy się Go boją.
Okazał moc swego ramienia,
rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich.
Strącił władców z tronu, a wywyższył pokornych.
Głodnych nasycił dobrami, a bogatych z niczym odprawił.
Ujął się za swoim sługą, Izraelem,
pomny na swe miłosierdzie.


Jak obiecał naszym ojcom,
Abrahamowi i jego potomstwu na wieki». 

Maryja pozostała u niej około trzech miesięcy; potem wróciła do domu.

(ŁK 1,39 – 56)

Ilustracja – z bewiarz.pl

Itinerarium

DZIĘKUJĘ Czwartek 30 maja 2019

Jeśli umiem dziękować za każdy dzień, za każdego człowieka spotykanego codziennie albo tylko raz w życiu, jeśli umiem dziękować za ciekawe książki i dobre filmy, za piękne obrazy i harmonijne budowle, jeśli umiem dziękować za muzykę i ciszę, za stokrotki i wróble, jeśli umiem dziękować za wszystko i wszystkich, jestem blisko odkrycia najgłębszego sensu życia.

Życie jest darem, i choć nie wszystko rozumiem i wiem, nic lepszego nie mogło mi się przydarzyć. Dziękuję.

Itinerarium

PRZEZ UŚMIECH DO PANA BOGA Środa 29 maja 2019

Uśmiechać może się każdy z nas. Nikt tak dobrze nie wyjaśnił sensu uśmiechu jak patronka dzisiejsza, św. Urszula Ledóchowska. Lektura jej tekstu zajmie wam trzy minuty a może pomóc we wspaniałym dziele przybliżania Boga ludziom, z którymi idziemy przez życie.

         Z pism św. Urszuli Ledóchowskiej:

Podaję wam tu rodzaj apostolstwa, które nie domaga się od was ciężkiej pracy, wielkich umartwień i trudów, ale które szczególnie dziś, w naszych czasach, bardzo jest pożądane, potrzebne i skuteczne, mianowicie apostolstwo uśmiechu. 

Uśmiech rozprasza chmury nagromadzone w duszy. Uśmiech na twarzy pogodnej mówi o szczęściu wewnętrznym duszy złączonej z Bogiem, mówi o pokoju czystego sumienia, o beztroskim oddaniu się w ręce Ojca niebieskiego, który karmi ptaki niebieskie, przyodziewa lilie polne i nigdy nie zapomina o tych, co Jemu bez granic ufają. Uśmiech na twej twarzy pozwala zbliżyć się bez obawy do ciebie, by cię o coś poprosić, o coś zapytać – bo twój uśmiech już z góry obiecuje chętne spełnienie prośby. Nieraz uśmiech twój wlać może do duszy zniechęconej jakby nowe życie, nadzieję, że nastaną lepsze czasy, że nie wszystko stracone, że Bóg czuwa. Uśmiech jest nieraz tą gwiazdą, co błyszczy wysoko i wskazuje, że tam na górze bije serce Ojcowskie, które zawsze gotowe jest zlitować się nad nędzą ludzką. 

Ciężkie dziś życie, pełne goryczy, i Bóg sam zarezerwował sobie prawo uświęcania ludzi przez krzyż. Nam zostawił zadanie pomagać innym w bolesnej wędrówce po drodze krzyżowej przez rozsiewanie wokoło małych promyków szczęścia i radości. Możemy to czynić często, bardzo często, darząc ludzi uśmiechem miłości i dobroci, tym uśmiechem, który mówi o miłości i dobroci Bożej. 

Mieć stały uśmiech na twarzy, zawsze – gdy słońce świeci albo deszcz pada, w zdrowiu lub w chorobie, w powodzeniu albo gdy wszystko idzie na opak – o to niełatwo! Uśmiech ten świadczy, że dusza twa czerpie w Sercu Bożym tę ciągłą pogodę duszy, że umiesz zapomnieć o sobie, pragnąc być dla innych promykiem szczęścia.

(za: www.brewiarz.pl)

Itinerarium

ALLELUJA NA WIECZNE ŻYCIE Wtorek 28 maja 2019

Alleluja! Co tydzień śpiewamy to słowo w trakcie Mszy Świętej, w brewiarzu są nim nasycone wszystkie modlitwy od Wielkanocy do Zielonych Świątek (9 czerwca w tym roku).

Słowo to oznacza „Chwalcie Pana!” czy „Wychwalajcie Boga!”. Zawiera w sobie szczerą wdzięczność Bogu za Jego miłość i obdarowanie nas wiecznym życiem.

Może także stanowić najprostszą i trafną formę oddania się w opiekę kochającemu nas Bogu. Alleluja, Bóg nas kocha, będziemy żyć wiecznie!

Itinerarium