O ŻYWYM KOŚCIELE WIARY I MIŁOŚCI Uroczystość świętych Apostołów Piotra i Pawła poniedziałek 29 czerwca 2020

Lublin będzie dziś świadkiem święceń biskupich, ostatnie odbywały się 16 lat temu, a przyjmował je obecny sekretarz generalny polskiego Episkopatu, bp Artur Miziński. Teraz na biskupa wyświęcony zostanie ks. Adam Bab, dobrze znany lubelskiej części czytelników Itinerarium.

Podobnie jak nowy biskup w Siedlcach, Grzegorz Suchodolski, ks. Adam należy do pokolenia JP2, generacji, która wsłuchiwała się i żyła duchem papieskiego przesłania. To na pewno jakiś znak nadziei dla naszego Kościoła.

Na pewno wiele rzeczy w Kościele zależy od papieża, biskupów i kapłanów. Chociaż nic nie zastąpi wiary i żywego świadectwa ludzi świeckich. Pamiętam, jak pod koniec ub. wieku w okolicach Lyonu szukałem wraz z grupą młodzieży możliwości odprawienia Mszy Świętej. Miejscowy kościół był od dawna zamknięty, klucze spoczywały w merostwie. Na terenie parafii gromadziła się jednak grupa młodych małżeństw, studiujących wspólnie Pismo Święte i modlących się raz w tygodniu. Oni poszli do mera, wzięli klucze, pół dnia odkurzali świątynię i zabrali się za „organizowanie liturgii”. Zdaje się, że odprawialiśmy tam Mszę Świętą po raz pierwszy od ponad 70 lat. Z perspektywy czasu widzę, że tam był Kościół, wspólnota wierzących, brakowało tylko posługi kapłana.

Kilkanaście lat temu brałem udział w dalekim kubańskim mieście Sancti Spiritus (środkowa Kuba) w święceniach kapłańskich księdza, pierwszego po 67 latach. Kuba była przez wiele lat państwem formalnie ogłoszonym jako ateistyczne, nie funkcjonowało żadne seminarium, kościoły były pozamykane, za przyznanie się do wiary groziło długoletnie więzienie. Przy okazji  święceń okazało się, że wierni doskonale pamiętali pieśni religijne, modlili się po domach, ustnie przekazywali sobie wyznanie wiary. Pomimo represji Kościół żył we wspólnotach rodzinnych, sąsiedzkich i przyjacielskich. Ten Kościół miał też okazję wiele lat temu poznać ks. Adam.

Życząc jak najpiękniej księdzu Adamowi, nowemu biskupowi w Lublinie, pamiętajmy, że to my jesteśmy Ludem Bożym, od naszej wiary i przede wszystkim miłości zależy przyszłość Kościoła.

Na zdjęciu – ks. Adam, pierwszy z prawej strony, r. 1997, Światowe Dni Młodzieży we Francji.

Itinerarium

OD PODZIWU DO WSPÓŁPRACY Z PANEM JEZUSEM Kazanie na 13 Niedzielę Zwykłą 28 czerwca 2020

Wiele razy spotkałem się z komentarzem typu: „Nie zgadzam się z tym fragmentem w Ewangelii” lub „Nie przyjmuję tych słów”. To, co czytamy dzisiaj, o przedłożeniu miłości do Boga nad inne miłości, należy właśnie do „niechcianych” fraz z Ewangelii. Przy głębszym namyśle jest oczywiste, że Pana Boga należy słuchać zawsze, a rodziców niekiedy lepiej nie słuchać.

Ewangelia nie należy do najbardziej ulubionych lektur polskich katolików, zresztą do niedawna zniechęcanych przez duszpasterzy do takiego czytania. Bo przecież można przez to zejść na manowce protestantyzmu. Nieco zabawne są tzw. Niedziele Biblijne, podczas których usiłuje się przekonać wiernych do sięgania po Słowo Boże. Zachowując proporcje, to tak jakby trzeba było zachęcać kogoś do jedzenia i picia.

We wspólnotach „Eleusis”, na przełomie XIX i XX wieku, obowiązkowe było przeczytanie całej Biblii w ciągu roku, doświadczył tego m.in. Andrzej Małkowski, założyciel polskiego harcerstwa.

Czytanie Ewangelii – podkreślam czytanie, a nie tylko słuchanie – to pierwszy krok ku czemuś, co nazwać można życiem według Bożego Słowa. Drugim jest refleksja, namysł nad treścią tego Słowa. Tu jest jeszcze gorzej, bo nie ma przycisku „enter”, natychmiast uruchamiającego myślenie. A jest jeszcze krok trzeci, czyli „wcielenie” Słowa w życie, praktyczna aplikacja treści ewangelicznych.

Od lat polecam pokochanie Ewangelii metodą sulpicjańską, moim zdaniem owocną i prostą. Więcej o tym dla chętnych poniżej.

MEDYTACJA SULPICJAŃSKA –  METODA

Medytacja sulpicjańska  ułatwi Ci zaprzyjaźnienie się z Chrystusem poprzez Jego Słowo. Właściwie przeprowadzo­na medytacja pozwala na głębokie wewnętrzne spotkania z Nim. Potrzebne jest jednak postępowanie według odpowiedniej metody. Dokładnie zapoznaj się z przed­stawionymi niżej wskazówkami i za każdym razem stosuj je podczas medytacji, a zobaczysz, że pozwoli Ci to na głębsze ukochanie Chrystusa i zmianę swojego życia. Proponowana metoda wymaga poświęcenia przynajmniej 15 minut. Nazwa – medytacja sulpicjańska –  wywodzi się od miejsca, gdzie się narodziła

UWAGI PRAKTYCZNE

  1. Wybierz sobie miejsce, gdzie nikt nie będzie Ci przeszkadzał i gdzie będzie moż­liwie cicho.
  2. Usiądź wygodnie lub jeśli wolisz, spaceruj w miejscu, w którym mógłbyś się skupić.

PRZYGOTOWANIE

  1. Uświadom sobie OBECNOŚĆ CHRYSTUSA przy Tobie. Możesz to zrobić w pro­stych słowach: „Panie Jezu, dziękuję Ci, że jesteś teraz przy mnie, że chcesz do mnie mówić, że mnie kochasz i przychodzisz do mnie.”
  2. AKT SKRUCHY – przeproś za swoje grzechy, niewierności. To pozwoli Ci na oczyszczenie serca i głębszy kontakt z Chrystusem. Możesz to zrobić własnymi słowami lub użyć którejś ze znanych formuł: „Spowiadam się Bogu Wszechmogącemu…” (ze Mszy Św.) albo „Akt żalu” („Ach żałuję za me złości…”).
  3. WEZWANIE DUCHA ŚWIĘTEGO. Proś Ducha Świętego o światło dla zrozumienia słów, które będziesz poznawał. Uczyń to własnymi słowami albo przy pomocy np. takiej modlitwy: Duchu Święty Boże, napełnij mnie swoim światłem, abym mógł zrozumieć, pokochać i wypełnić wszystkie słowa, jakie kierujesz do mnie. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

To wszystko zajmie Ci  3 do 5 minut. Następnie przechodzisz do właściwej medytacji.

ETAP – JEZUS PRZED OCZYMA (adoracja)

  1. Przeczytaj powoli wskazany tekst.
  2. Odpowiedz na pytania: Co Jezus uczynił? Jak się zachował? Co powiedział? Co uczynili i mówili inni bohaterowie tekstu?
  3. Spróbuj sobie całą scenę wyobrazić – miejsce, czas, przedmioty, ludzi, ich twarze i reakcje. Odkryj, co On zrobił, powiedział, czego dokonał. Skup się na Jego działaniu i słowach, podziwiaj i adoruj Go, za wszystko, co w Nim odkryłeś.

ETAP – JEZUS W SERCU (komunia)

  1. Rozpocznij teraz swoją wewnętrzną modlitwę. Zwracaj się bezpośrednio do Jezu­sa – np. „Panie Jezu, który…”. Proś Go, aby zaszczepił w Tobie to, co widziałeś w Nim – Jego słowa i zachowania.
  2. Powiedz Mu o swoich myślach i odczuciach, jakie w Tobie powstały. Powiedz Mu, jak oceniasz swoje życie i postępowanie, co chcesz zmienić w sobie, w stosunku do innych ludzi, wobec Niego. Nie zatrzymuj się jednak na swoich odczuciach, nie rozdrapuj przeszłości, ale staraj się ciągle rozmawiać z Jezusem.
  3. Rozmawiaj z Chrystusem powoli, nie spiesząc się. Możesz wracać do niektórych zdań z tekstu, powtarzając je, aby zakorzeniły się w Twoim sercu.

ETAP – JEZUS W RĘKACH (współpraca)

  1. Wobec Chrystusa podejmij PRAKTYCZNE POSTANOWIENIE. To, co widziałeś w modlitwie wewnętrznej, spróbuj wprowadzić od tej chwili w swoje życie. Swoje postanowienie zapisz (dyskretnie, aby nikt do tego nie miał dostępu) i wracaj do niego w ciągu dnia. Pamiętaj, aby postanowienie było jak najbardziej konkretne i dotyczyło określonych zmian w Twoim życiu.
  2. DZIĘKCZYNIENIE. Swoimi słowami podziękuj za obecność Chrystusa, za to, co poznałeś w czasie medytacji.
  3.  Modlitwa do Matki Bożej (własnymi słowami lub np. „Pod Twoją obronę…”) –    aby Ona chroniła i ogarniała swoim wstawiennictwem owoc naszej modlitwy.
  4. Podczas Rachunku Sumienia (wieczorem) zadaj sobie pytanie jak zrealizowałeś w ciągu dnia swoje postanowienie.

Propozycje tekstów do medytacji:   Ewangelia  wg św. Mateusza:

  • Kuszenie Jezusa 4, 1 11
  • Setnik z Kafarnaum 8, 5 – 13
  • Uciszenie burzy 8, 23 – 27
  • Powołanie Lewiego 8, 9 – 13
  • Córka Jaira 9, 18 – 26
  • Posłanie Apostołów 10, 1 – 16
  • Przypowieść o siewcy 13, 1 – 23
  • Odrzucenie w Nazarecie 13, 53 – 58
  • Rozmnożenie chleba 14, 13 – 21
  • Jezus chodzi po jeziorze 14, 22 – 33
  • O naśladowaniu Jezusa 16, 24 – 28
  • Przemienienie Jezusa 17, 1 – 8
  • Spotkanie z bogatym młodzieńcem 19, 16 – 22
  • Niewidomi pod Jerychem 20, 29 – 34
  • Uczta 22, 1 – 14
  • O pannach głupich i mądrzejszych 25, 1 – 13
  • Z czego będziemy sądzeni? 25, 31 – 46
  • Eucharystia 26, 26 – 30
  • Ogrójec 26, 36 – 46
  • Zmartwychwstał 28, 1 – 20

Ewangelia na dzisiaj:

Jezus powiedział do swoich apostołów:

«Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.

Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał.

Kto przyjmuje proroka jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma.

Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody».

(Mt 10, 37 -42)

Itinerarium

WSCHÓD DO POKOCHANIA Sobota 27 czerwca 2020

Martwił mnie zawsze exodus Polaków zagranicę, słynne i złowrogie „Yes! Yes! Yes!” premiera Marcinkiewicza sprzed 15 lat jeszcze brzmi mi w uszach. Po nim może dwa miliony bardzo zdolnych, pracowitych i zaradnych Polaków pojechało na zmywaki do Dublina, Londynu i Glasgow.

Mieszkam na Lubelszczyźnie, która wraz z Podlasiem i Podkarpaciem należy do tzw. regionów depopulacyjnych, czyli takich, z których się wyjeżdża i gdzie mieszka coraz mniej ludzi.

O ile smuci mnie fakt gigantycznej emigracji Polaków, wskutek krótkowzrocznych polityk kolejnych władz, o tyle nie martwi mnie napływ obywateli Ukrainy (często z polskimi korzeniami) czy Białorusi. Przed 451 laty w Lublinie podpisana została Unia, zwana polsko – litewską, sam akt dokonał się 1 lipca 1569 r. Zanim jednak dogadały się stany Korony Polskiej i Księstwa Litewskiego, w Lublinie chęć zjednoczenia z Rzeczpospolitą wykazały tzw. ziemie ruskie, od Łucka, przez Bracław aż po Kijów. Stosowne podpisy składano właśnie pod koniec czerwca 1569 r. Duży wpływ na alians z Polską miała agresywna polityka moskiewskich carów i zagrożenie ze strony Turków.

Ziemie, o których piszę, to tereny dzisiejszej Ukrainy i Białorusi. Koegzystencja narodów ruskiego (nie mylić z rosyjskim!), litewskiego i polskiego,  przetrwała aż do rozbiorów i w pewnym zakresie została odtworzona po r. 1918.

Pisząc to, chcę powiedzieć, że nasze siostry i bracia ze Wschodu, dziś głosujący nogami za zbliżeniem z Zachodem (którego pierwszym objawieniem jest Polska, a w niej Lubelszczyzna) nie są nam obcy. Przeciwnie, to nasi dobrze znani od wieków siostry i bracia. I więcej wspólnego, od języka zaczynając a na słowiańskiej duszy kończąc, mamy z nimi niźli z mieszkańcami Dublina czy Liverpoolu.

Choć lekcję pokochania Wschodu mamy jeszcze przed sobą, lekcję, którą Jana Paweł II nazwał Europą dwóch płuc, Wschodu i Zachodu. W tej lekcji potrzebny jest szacunek dla ludzi i ducha Wschodu (bez mitycznego podejścia do Kresów).

To, co dokonali nasi przodkowie w Lublinie w r. 1569, czyli unii trzech narodów cnych (godnych czci), ruskiego, litewskiego i polskiego, dziś możemy kontynuować w dobrych, serdecznych relacjach z siostrami i braćmi ze Wschodu.

Na zdjęciu: Sergiusz, pochodzi z Ukrainy, a znakomicie rezerwuje stoliki w dobrych lubelskich restauracjach – otostolik.pl

Itinerarium

NIE PORZUCAJMY MARZEŃ Piątek 26 czerwca 2020

Ewangelia jest bukietem marzeń. Marzeń spełnionych. Najpierw marzenia o bliskości Boga, który ma ciało, jest blisko, który je i pije, czasem nawet przysypia, jak to się przydarzało Pan Jezusowi.

Jest marzeniem o ludzkim szczęściu, które może być ocalone na wieki, co udowadnia zmartwychwstanie Pana Jezusa.

Jest też spełnionym marzeniem o braterstwie, przecież bratem Pana Jezusa był i celnik Mateusz i Dobry Łotr, a siostrą Maria Magdalena.

Nie porzucajmy marzeń, o miłości, braterstwie, życiu wiecznym.

Itinerarium

CHORY ŚWIAT DOGORYWA Czwartek 25 czerwca 2020

No dobrze, pandemia, wirus, maseczki, odległości od innych w sklepach, tąpnięcie gospodarki, do tego jeszcze w Polsce wybory (prawdopodobnie). No i reklamy jakby wszystko było po staremu a może i bardziej. Nie wiemy co się zmieni i jak i kiedy.

Trzeba się jednak czegoś trzymać. Czytam co się pisze o pandemii, o tym co wokół wyborów i co w gospodarce.

Mimowolnie przypomniała mi się dawna piosenka T Love, 28 lat temu się pojawiła. Poczytajcie, posłuchajcie.

Trzeba się czegoś trzymać. Miłości. Piosenka w tym linku:

Coraz bliżej końca wieku chory świat dogorywa
Wszystko runie już niedługo ale jeszcze trochę czasu
Tak brakuje nam miłości tej szalonej, tej okrutnej
Moje serce pełne bólu moja dusza industrialna

Jestem chory dziki wariat
Tak jak świat gnam do przodu
Nie zatrzymuj mnie kochanie, nie
Coś prowadzi mnie za rękę
Może Pan, może szatan
Sam już nie wiem co to jest

Dzisiaj niebo takie smutne ponad nami, ponad nami
Przytulamy się do siebie całujemy, tak samotni
Tak się trudno porozumieć udajemy, gra się toczy
Zapalamy papierosa ponad nami smutne niebo

Jestem chory dziki wariat
Tak jak świat gnam do przodu
Nie zatrzymuj mnie kochanie, nie
Coś prowadzi mnie za rękę
Może Pan, może szatan
Sam już nie wiem co to jest

Dzień zasypia, mrok się budzi płynę gdzieś autostradą
Mijam światła samochodów tak donikąd, sensu brak
Przecież życie takie krótkie tak tragicznie bezcelowe

Jestem chory dziki wariat
Tak jak świat gnam do przodu
Nie zatrzymuj mnie kochanie, nie
Coś prowadzi mnie za rękę
Może Pan, może szatan
Sam już nie wiem co to jest

Itinerarium

WSZYSTKO NA SERIO Kazanie na św. Jana Chrzciciela środa 24 czerwca 2020

Brakuje nam dzisiaj proroka na miarę – choćby przybliżoną – św. Jana Chrzciciela. My o Ewangelii mówimy ładnie, grzecznie, wzniośle. A jak robił to Jan?

„Plemię żmijowe, kto wam pokazał, jak uciec przed nadchodzącym gniewem? Już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, będzie wycięte i w ogień wrzucone!” (Mt 3).

O siekierach i żmijach w kazaniach nie słyszymy. Chcielibyśmy? Pod warunkiem, że to nie byłoby adresowane do nas. Jeszcze jakoś przełkniemy, gdy dowiemy się, że jesteśmy zagubionymi owcami lub marnotrawnymi dziećmi. Żmijami już nie chcemy być.

Św. Jan traktował życie, Pana Boga i ludzi na serio, przez to stracił głowę pod toporem sług Heroda. Zapłacił za te żmije i siekiery.

I nauka dla nas, od św. Jana. Wszystko brać na serio.

Itinerarium

O PREZYDENTACH Z LUBLINA I OKOLIC Wtorek 23 czerwca 2020

Temperatura sporu politycznego w Polsce rośnie i pewnie dopiero najbliższe dni przyniosą jej wzrost.

Z perspektywy Lublina chcę przypomnieć, że to miasto miało swojego prezydenta, Bolesława Bieruta. Urodził się w tzw. Rurach Pobrygidkowskich, czyli gdzieś na terenie dzisiejszego, szeroko rozumianego LSM-u. Miał być księdzem, nie wyszło, został socjalistą, potem komunistą, wreszcie marionetkowym prezydentem przez 5 lat (1947 – 52). Jego pomnik – zlokalizowany zresztą na placu Bieruta – postał tylko 10 lat, od 1979 do 1989, teraz można go oglądać w Kozłówce. Ponoć autorowi projektu (lub wykonawcy) oberwało się za płaszcz na pomniku, zapinany na modłę damską. Znałem górnika z Łęcznej, który podawał w 1979 r. nożyce Edwardowi Gierkowi przy przecięciu wstęgi odsłaniającej monument. W rok potem był już działaczem Solidarności. Następnym prezydentem Polski był kto? Wojciech Jaruzelski, także z ziemi lubelskiej, z Kurowa, ale to już prawie najnowsza historia (1989 – 90). Na tym na razie historia polskich prezydentów z Lublina i okolic się kończy, choć na liście obecnych kandydatów jest jeden związany z Lublinem, z nikłymi szansami na elekcję w sondażach.

Szaleństwo demokracji polega, między innymi,  na tym, że co 5 lat (lub co 4 w przypadku parlamentu) z tych czy innych powodów wybieramy nowych władców. Naiwne byłoby oceniać ich rolę z obecnej perspektywy, choć konkurencje wyborcze budzą wielkie emocje. O polskich władcach wiemy na pewno, że Mieszko I doprowadził do chrztu Polski, Jagiełło rozbił w puch hordy krzyżackie, Zygmunt August podpisał Unię (w Lublinie!), a Piłsudski przywrócił niepodległość narodowi i pogonił 100 lat temu bolszewików, z Bierutem już też wiemy.

Radziłbym wszystkim kandydatom do władzy (jakiejkolwiek) czytać dobrze historie poprzedników. Nie zazdroszczę, trzeba mądrze myśleć i wybierać, żeby potem pomnik władcy nie wylądował w jakiejś Kozłówce, nie mówiąc już o prawidłowym kroju płaszcza. I jeszcze te bolesne dla potomków zmienianie nazw ulic i placów, ten dawny Bieruta w Lublinie obecnie jest imienia Izaaka Singera, żydowskiego noblisty, który bliższy związek miał jedynie z Biłgorajem, 80 km od Lublina.

I na koniec my, szeregowi wyborcy, którzy pójdziemy w maseczkach w najbliższą niedzielę do urn (oby w efekcie nasze ciała nie spoczęły w innych urnach, patrzmy uważnie na statystyki zakażeń i zgonów) albo wyślemy listy z głosem. Co my mamy robić? Czytajmy historie władców, cieszmy się z Mieszka, Jagiełły, Zygmunta Augusta i Piłsudskiego, za jakieś 100 lat nasi potomkowie ocenią dzisiejszych pretendentów. Ale nie pocieszajmy się, że Pan Bóg czuwa i nic nam nie grozi. W przypadku Augusta Sasa i Stanisława Poniatowskiego, przed i w czasie zagłady Rzeczpospolitej, może i Pan Bóg czuwał, zawiedli jednak nasi przodkowie. Dobrych wyborów, siostry i bracia!

Ilustracja – pomnik Bieruta (Internet).

Itinerarium

POŻYTKI Z KWARANTANNY Poniedziałek 22 czerwca 2020

Jakie pożytki odnieśliście z pandemii i kwarantanny? Kryzysy należy dobrze wykorzystywać. Mój znajomy odbywa bardzo długi wyrok, zasądzony niesłusznie zdaniem adwokatów i innych przedstawicieli sprawiedliwości. Lat spędzanych w więzieniu nie zmarnował, prawo zna na poziomie profesorskim, zagina mnie w filozofach i ich poglądach, literaturę klasyczną może cytować.

Nie wiem ile potrwa pandemia, raczej długo. Znajoma źle wykorzystała kwarantannę, codziennie udowadnia jej to ta wredna waga. Moja waga za to jest mi serdeczną przyjaciółką, w czasie kryzysu bardzo serdeczną. Innej znajomej z kolei poszło lepiej, bo przeczytała książkę. Jedną ale zawsze to coś. Inna też źle wykorzystała wirusa, dostała zapalenia ucha od nadmiernego używania komórki, przy czym zawsze dużo mówiła ale teraz miała usprawiedliwienie.

Możemy się buntować, że jest inaczej niż było i inaczej niż chcielibyśmy. Z tego buntu dostaniemy wrzodów na żołądku.

Radzę, aby mądrze, dobrze, wykorzystać czas pandemicznego kryzysu. Dał nam Pan Bóg ten czas jako wielką szansę.

Itinerarium

LUDZI SIĘ NIE BÓJMY Kazanie na 12 Niedzielę Zwykłą 21 czerwca 2020

Nie bójcie się ludzi! Te słowa z dzisiejszej Ewangelii brzmią mocno zachęcająco. Bo przecież to ludzie – na przykład ze Śląska jak dziś wielu mniema – mogą nam przywlec wirusa. To oczywiście bzdura i kłamstwo, ale wierzymy w takie rzeczy, bo się boimy.

Wszędzie tam, gdzie boimy się ludzi okazujemy naszą słabą wiarę w Pana Boga. A boimy się naszych przełożonych, szefów, prezesów, dyrektorów i nawet zwykłych kierowniczek. Boimy się czasem żon i mężów, dzieci, rodziców, złych sąsiadów. Jeśli wierzymy w Boga i Jego miłość, nie boimy się nikogo i niczego. Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?

A ludzie? Nikt, tak jak oni, nie prowadzą nas do Pana Boga. Odwołam się tutaj do doświadczenia Tomasza Mertona:

Mijamy setki ludzi codziennie. Na ulicach, portalach internetowych, w sklepach. Nic o nich nie wiemy albo tylko kojarzymy mało konkretnie.

Jest jednak jakaś ściana między nami ludźmi, żyjącymi właśnie teraz i tu. Zwykle są nam obojętni i obcy. Może jednak czasem przydarzy się wam coś, co nagle spadło na Tomasza Mertona, 19 marca 1958 roku, kiedy jako mnich szedł ludnym deptakiem w Louisville (skrzyżowanie ulicy „Czwartej” i „Walnut”). Ludzie! Ja was wszystkich kocham! Nikt z was nie jest mi obcy!

Zadajcie sobie trud translacji zapisku z jego dziennika (wklejam dalej).

Tak naprawdę jesteśmy siostrami i braćmi i łączy nas o wiele więcej niż myślimy. Cudowna kraina Wspólnoty Ludzkiej! Proste gesty miłości objawiają natychmiast tę szczęśliwą prawdę.

Fragment dziennika Thomasa Mertona:

Yesterday, in Louisville, at the corner of 4th and Walnut, suddenly realized that I loved all the people and that none of them were, or, could be totally alien to me. As if waking from a dream — the dream of separateness, of the “special” vocation to be different. My vocation does not really make me different from the rest of men or put me is a special category except artificially, juridically. I am still a member of the human race — and what more glorious destiny is there for man, since the Word was made flesh and became, too, a member of the Human Race!

Thank God! Thank God! I am only another member of the human race, like all the rest of them. I have the immense joy of being a man! As if the sorrows of our condition could really matter, once we begin to realize who and what we are — as if we could ever begin to realize it on earth.

Jezus powiedział do swoich apostołów:

«Nie bójcie się ludzi! Nie ma bowiem nic skrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie w świetle, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach.

Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież bez woli Ojca waszego żaden z nich nie spadnie na ziemię. U was zaś policzone są nawet wszystkie włosy na głowie. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli.

Do każdego więc, kto się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie».

(Mt 10, 26 – 33).

Itinerarium

VIVAT UCHODŹCY! Sobota 20 czerwca 2020

Dwadzieścia lat temu ONZ ustanowiło 20 czerwca Dniem Uchodźcy, jesienią w Kościele Katolickim ten Dzień będzie obchodzony po raz 106. Co na ten temat napisał w tegorocznym Orędziu papież Franciszek, znajdziecie na końcu wpisu.

Uchodźcy są w Polsce od dawna, w Lublinie i na Lubelszczyźnie także. Pierwszych miałem okazje poznać w drugiej połowie lat 90-tych, byli to uciekinierzy z Bośni wskutek wojny w byłej Jugosławii. Potem poznałem Ormian, opuszczających południowy Kaukaz po wojnie z Azerami o Górski Karabach. Pod koniec  ubiegłego tysiąclecia rozpoczęły się masowe przymusowe migracje Czeczenów, dziesiątkowanych przez wojska rosyjskie, ze szczególnym nasileniem od czasu władztwa Putina. Spotkałem, poznałem i polubiłem tych z nich, którzy osiedlili się w Lublinie i regionie. Mam tez przywilej znać uchodźców z Kuby, Iranu, Iraku, Syrii, Palestyny, Libanu, Afganistanu i kilku krajów afrykańskich. Wszyscy oni znakomicie zintegrowali się ze społecznościami polskimi, żyją razem z nami, do niektórych z nich chodzimy z chorobami, bo są świetnymi lekarzami. Inni budują nasze bloki i wieżowce, a jeszcze inni jak Jose Torres znakomicie uczą salsy albo cieszą pięknym śpiewem jak Eleni, córka greckich uchodźców przyjętych w Polsce w latach 50-tych ub. wieku.

Od uchodźców wiele się nauczyłem. Na przykład Czeczeni, których czasem odwiedzam mają niezwykłą miłość do dzieci połączoną z wychowaniem do respektu dla starszych i poczucia dyscypliny. Dziwią się, że u nas są Domy Dziecka i Domy Starców (u nich każde osierocone dziecko jest przyjmowane przez dalszą rodzinę jako znak błogosławieństwa Bożego, podobnie z osobami starszymi). My stworzyliśmy kulturę opartą na miłości bliźniego, ale Domy Dziecka i Starców, mają miejsca wypełnione.

W Ewangelii Chrystus doprowadzał do wściekłości swoich pobratymców, stawiając im za wzór Samarytanina (miłosiernego, ale wszak wroga i poganina) lub kobietę kananejską (wzór wiary) czy bezbożnego rzymskiego setnika (jego słowa do dziś powtarzamy w każdej Mszy Świętej „Panie, nie jestem godzien…”).

Na zakończenie, w Dniu Uchodźcy, Światowym, wszystkim moim siostrom i braciom uchodźcom życzę szczęścia, spokoju i dobrej, gościnnej Polski. Bo taką właśnie Polską jesteśmy i chcemy być. Zatem, vivat uchodźcy!

Na zdjęciu – razem z przyjaciółmi z Czeczenii.

ORĘDZIE OJCA ŚWIĘTEGO
NA 106. ŚWIATOWY DZIEŃ MIGRANTA I UCHODŹCY

[27 września 2020 r.]

Jak Jezus Chrystus, zmuszeni do ucieczki.
Przyjąć, chronić, promować i integrować przesiedleńców wewnętrznych

Na początku tego roku, w moim przemówieniu do członków Korpusu Dyplomatycznego akredytowanego przy Stolicy Apostolskiej, do wyzwań współczesnego świata zaliczyłem dramat przesiedleńców wewnętrznych: „Konflikty i kryzysy humanitarne, zaostrzane przez zawirowania klimatyczne, powiększają liczbę przesiedleńców i oddziałują na osoby, które już żyją w poważnym ubóstwie. W wielu krajach dotkniętych tymi sytuacjami brakuje odpowiednich struktur, które pozwoliłby zaspokoić potrzeby wysiedlonych” (9 stycznia 2020 r.).

Sekcja ds. Migrantów i Uchodźców Dykasterii ds. Integralnego Rozwoju Człowieka opublikowała „Wytyczne duszpasterskie na temat osób przesiedlonych wewnętrznie” (Watykan, 5 maja 2020 r.), dokument, który ma na celu inspirowanie i animowanie działań duszpasterskich Kościoła w tym szczególnym obszarze.

Z tych powodów postanowiłem poświęcić niniejsze orędzie dramatowi osób przesiedlonych wewnętrznie, dramatowi często niedostrzeganemu, zaostrzonemu przez światowy kryzys spowodowany pandemią COVID-19. Kryzys ten, ze względu na swoją gwałtowność, powagę i zasięg geograficzny, nadał nowe wymiary wielu innym kryzysom humanitarnym, które dotykają milionów ludzi, odsuwając inicjatywy i pomoc międzynarodową, niezbędną i pilną dla ratowania życia, na dalszy plan krajowych programów politycznych. Ale „nie jest to czas na zapominanie. Kryzys, z którym się zmagamy, nie powinien sprawić, byśmy zapominali o wielu innych sytuacjach kryzysowych, które niosą ze sobą cierpienie wielu osób” (Orędzie Urbi et Orbi, 12 kwietnia 2020 r.).

W świetle tragicznych wydarzeń, które naznaczyły rok 2020, obejmuję tym orędziem, poświęconym osobom przesiedlonym wewnętrznie, także tych wszystkich, którzy przeżywają i nadal doświadczają niepewności, opuszczenia, marginalizacji i odrzucenia z powodu COVID-19.

Zacznę od obrazu, który pobudził papieża Piusa XII do opracowania Konstytucji Apostolskiej Exsul Familia (1 sierpnia 1952 r.). Podczas ucieczki do Egiptu Dzieciątko Jezus doświadczyło wraz z rodzicami tragicznego stanu bycia wysiedlonym i uchodźcą, „naznaczonego lękiem, niepewnością, trudnościami” (por. Mt 2, 13-15.19-23). Niestety, w naszych czasach miliony rodzin mogą rozpoznać siebie w tej rzeczywistości. „Prawie każdego dnia telewizja i gazety informują o uchodźcach, uciekających przed głodem, wojną i innymi poważnymi zagrożeniami, w poszukiwaniu bezpieczeństwa i godnego życia dla siebie i swoich rodzin” (Anioł Pański, 29 grudnia 2013). W każdym z nich jest obecny Jezus zmuszony, jak w czasach Heroda, do ucieczki, aby siebie ocalić. Jesteśmy wezwani, by w ich twarzach rozpoznać oblicze Chrystusa głodnego, spragnionego, nagiego, chorego, obcego i więźnia, który jest dla nas wyzwaniem (por. Mt 25, 31-46). Jeśli Go rozpoznamy, to my będziemy Mu dziękować za to, że mogliśmy Go spotkać, miłować i służyć Mu.

Osoby przesiedlone dają nam tę możliwość spotkania z Panem, „choć naszym oczom niełatwo jest Go rozpoznać – w podartym ubraniu, z brudnymi stopami, z twarzą zniekształconą, z ciałem poranionym, nieumiejącego mówić naszym językiem…” (Homilia, 15 lutego 2019). Chodzi o wyzwanie duszpasterskie, na które winniśmy odpowiedzieć czterema czasownikami, jakie wskazałem w moim orędziu na tenże dzień w 2018 roku: przyjmować, chronić, promować i integrować. Chciałbym teraz do nich dodać sześć par czasowników, które odpowiadają bardzo konkretnym działaniom, połączonych ze sobą w związku przyczynowo-skutkowym.

Trzeba znać, żeby zrozumieć. Poznanie jest niezbędnym krokiem wiodącym do zrozumienia drugiego. Sam Jezus naucza tego w wydarzeniu z uczniami z Emaus: „Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali” (Łk 24, 15-16). Kiedy mówimy o migrantach i wysiedlonych, zbyt często zatrzymujemy się na liczbach. A tu nie chodzi o liczby, tylko o osoby! Jeśli się z nimi spotkamy, to dojdziemy do ich poznania. I znając ich historie, będziemy w stanie ich zrozumieć. Będziemy mogli na przykład zrozumieć, że niepewność, jakiej doświadczyliśmy w związku z cierpieniem w wyniku pandemii, jest stałym elementem w życiu osób przesiedlonych.

Trzeba zbliżyć się, aby służyć. Wydaje się to oczywiste, ale często tak nie jest. „Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go” (Łk 10, 33-34). Lęki i uprzedzenia – bardzo wiele uprzedzeń – sprawiają, że trzymamy się z dala od innych i często uniemożliwiają nam „zbliżenie się” i służenie im z miłością. Podejście do bliźniego często oznacza gotowość do podejmowania ryzyka, czego nauczyło nas w ostatnich miesiącach wielu lekarzy i pielęgniarek. Ta bliskość w służbie wykracza poza czyste poczucie obowiązku; najwspanialszy wzór tej postawy pozostawił nam Jezus, kiedy umywał nogi swoim uczniom: zdjął szatę, ukląkł i pobrudził sobie ręce (por. J 13, 1-15).

Trzeba słuchać, żeby się pojednać. Uczy nas tego sam Bóg, który, posyłając swego Syna na świat, zechciał słuchać jęku ludzkości ludzkimi uszami: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, […] by świat został przez Niego zbawiony”(J 3, 16-17). Miłość, która jedna i zbawia, zaczyna się od słuchania. W dzisiejszym świecie mnożą się przesłania, ale zatraca się postawa słuchania. A tylko przez pokorne i uważne słuchanie możemy naprawdę się pojednać. W roku 2020 na naszych ulicach tygodniami panowało milczenie. Było to milczenie dramatyczne i niepokojące, ale dało nam ono możliwość usłyszenia krzyku najbardziej bezbronnych, osób wysiedlonych i naszej poważnie chorej planety. A słuchając, mamy szansę na pojednanie się z bliźnim, z jakże wieloma odrzuconymi, z samymi sobą i z Bogiem, który niestrudzenie obdarza nas swoim miłosierdziem.

Trzeba się dzielić, żeby się rozwijać. Jednym z fundamentalnych elementów pierwszej wspólnoty chrześcijańskiej było dzielenie się: „Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich wierzących. Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne” (Dz 4, 32). Bóg nie chciał, aby zasoby naszej planety przynosiły korzyści tylko niektórym. Nie, tego nie chciał Pan! Musimy nauczyć się dzielić, aby razem się rozwijać, nie pomijając nikogo. Pandemia przypomniała nam, że wszyscy jesteśmy w tej samej łodzi. Zadnie sobie sprawy, że mamy wspólne troski i obawy, ukazało nam po raz kolejny, że nikt nie może ocalić się sam. Aby naprawdę się rozwijać, musimy rozwijać się razem, dzieląc się tym, co posiadamy, jak ten chłopiec, który ofiarował Jezusowi pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby… I to wystarczyło dla pięciu tysięcy osób (por. J 6, 1-15)!

Trzeba angażować, żeby promować. Tak właśnie uczynił Jezus z Samarytanką (por. J 4, 1-30). Pan zbliża się do niej, słucha jej, mówi do jej serca, aby następnie doprowadzić ją do prawdy i przemienić w zwiastunkę Dobrej Nowiny: „Pójdźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział wszystko, co uczyniłam: Czyż On nie jest Mesjaszem?” (w. 29). Czasami zapał, by służyć innym nie pozwala nam dostrzec ich bogactwa. Jeśli naprawdę chcemy promować osoby, którym oferujemy pomoc, musimy je zaangażować i sprawić, aby odgrywały pierwszoplanową rolę w swoim wybawieniu. Pandemia przypomniała nam jak ważna jest współodpowiedzialność, i że tylko przy udziale wszystkich – także tych, którzy są często niedoceniani – możemy stawić czoło kryzysowi. Musimy „odnaleźć odwagę do otwarcia przestrzeni, gdzie wszyscy mogą się poczuć powołani i zezwolić na nowe formy gościnności, braterstwa i solidarności” (Rozważanie na Placu św. Piotra, 27 marca 2020).

By budować trzeba współpracować. Właśnie to zaleca św. Paweł Apostoł wspólnocie w Koryncie: „przeto upominam was, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni, i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli” (1 Kor 1, 10). Budowanie królestwa Bożego jest zaangażowaniem wspólnym dla wszystkich chrześcijan i dlatego trzeba, abyśmy nauczyli się współpracować, nie ulegając pokusie zazdrości, niezgody i podziałów. A w aktualnym kontekście należy powtórzyć: „Nie jest to czas na egoizmy, ponieważ wyzwanie, przed którym stajemy, jest wspólne dla nas wszystkich i nie czyni różnic między ludźmi” (Orędzie Urbi et Orbi, 12 kwietnia 2020 r.). Aby chronić wspólny dom i sprawić, by coraz bardziej przystawał do pierwotnego planu Boga, musimy starać się o zapewnienie współpracy międzynarodowej, globalnej solidarności i lokalnego zaangażowania, nikogo nie pomijając.

Chciałbym zakończyć modlitwą zainspirowaną przykładem św. Józefa, zwłaszcza gdy musiał uciekać do Egiptu, aby ocalić Dzieciątko Jezus.

Ojcze, powierzyłeś świętemu Józefowi to, co miałeś najdroższego: Dzieciątko Jezus i jego Matkę, aby ich chronił przed niebezpieczeństwami i groźbami nikczemnych.

Daj nam również doświadczyć jego ochrony i pomocy. Spraw, aby ten, który doświadczył cierpienia osób uciekających z powodu nienawiści możnych, pocieszył i chronił wszystkich tych braci i siostry, którzy z powodu wojny, ubóstwa i potrzeb opuszczają swoje domy i swoją ziemię, aby wyruszyć jako uchodźcy w miejsca bezpieczniejsze.

Pomóż im, za jego wstawiennictwem, aby mieli siłę iść naprzód, pociechę w smutku, męstwo w trudnym doświadczeniu.

Daj tym, którzy ich przyjmują nieco czułości tego sprawiedliwego i mądrego ojca, który miłował Jezusa jak prawdziwego syna i wspierał Maryję w drodze.

Niech ten, który zarabiał na chleb pracą rąk własnych, zapewni tym, którym życie odebrało wszystko, godność pracy i niezakłócony spokój domu.

Prosimy Cię o to przez Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, którego święty Józef ocalił uciekając do Egiptu, i przez wstawiennictwo Dziewicy Maryi, którą zgodnie z Twoją wolą miłował jako wierny oblubieniec. Amen.

Rzym, u św. Jana na Lateranie, 13 maja 2020 r., Wspomnienie Matki Bożej Fatimskiej.

Franciszek

Itinerarium