POCIECHO MIGRANTÓW MÓDL SIĘ ZA NAMI Czwartek 17 września 2020

Pewnie prawie wszyscy znamy litanię Loretańską, popularną modlitwę do Matki Bożej. W ostatnim czasie przybyły w niej trzy wezwania, które mnie bardzo cieszą.

Modlimy się zatem już do Marii jako Matki Miłosierdzia, Matki Nadziei i Pociechy Migrantów. Trzy nowe wezwania w litanii, inspirowane przez papieża Franciszka, są zaproszeniem Marii do klimatu duchowego naszej epoki.

Miłosierdzie jest odpowiedzią na ubóstwienie pieniędzy i egoizmu, jest ratunkiem dla stale rosnącej liczby osób ubogich, odepchniętych i coraz bardziej samotniejących.

Nadzieja, we mgle pandemii i rozchybotanego świata, otwiera drogę do nowej przyszłości i dodaje sił dla zmęczonych.

I wreszcie, wezwanie Marii, aby pocieszała migrantów – a my, żebyśmy Ją naśladowali – bo nie brakuje ich teraz, a będzie jeszcze więcej. Migrantom, uchodźcom, nadzieja i miłosierdzie są bardzo bliskie.

Samo wzywanie Marii pod nowymi tytułami niewiele zmieni, chyba, że nas samych pobudzi do miłosierdzia, niesienia nadziei i – przynajmniej – pocieszania uchodźców.

Itinerarium

MODLĘ SIĘ BEZ NAKAZU Środa 16 września 2020

Dlaczego się modlę? Co jakiś czas słyszę takie pytanie. Jeśli mam odpowiedzieć krótko, to modlę się z powodu miłości.

Z miłości do Pana Boga codziennie Go podziwiam, cieszę się Jego bliskością i darami, którymi mnie obsypuje. Nie wyobrażam sobie dnia bez chwalenia Go, zwracam się do Niego jak najbardziej naturalnie, nie potrzebuję żadnego nakazu. Staram się Go kochać, dlatego się modlę.

I modlę się, bo staram się także kochać ludzi. W modlitwie niosę ich sprawy do Pana Boga, a są to sprawy ważne, to ludzkie zdrowia, lęki, przegrane, troski i wątpliwości. Ale są też dziękczynienia, za dzieci, wnuków, szczęśliwe powroty, przebaczone zadry i zaleczone rany. Tu także nie potrzebuję żadnego nakazu. Jakoś bardzo oczywiste jest to, że ciągnę te ludzkie sprawy do Pana Boga.

Modlę się też z wielu innych powodów. Ostatni, o którym dziś napiszę, to ten, że modlę się, aby żyć. Tak jak potrzebuję chleba, snu i ruchu, tak samo nie mogę się obyć bez zwrócenia serca do Pana Boga. Modlę się, aby żyć jak najmocniej, pięknie i prawdziwie.

Itinerarium

WIELKA MOC OBECNOŚCI Wtorek 15 września Matki Bożej Bolesnej

We wspomnienie Matki Bożej Bolesnej jedna prawda jest bardzo wyrazista. Pod krzyżem Maria stała. Nie panikowała, nie lamentowała i nie krzyczała. Stała. W milczeniu.

W naszej kulturze dzisiaj obecność zastępowana jest gadulstwem, wrzaskiem i kłótniami. Panuje przekonanie, że wszystkie problemy da się rozwiązać atakami słów, najlepiej z podniesionym głosem i dosadnością, czasem nawet wulgarnością.

Obecność jest wielką sztuką, a jednocześnie ma ogromną moc wspierającą. Często jestem w sytuacjach, gdy nie mogę nic albo prawie nic zrobić dla kogoś. Bo ktoś jest nieuleczalnie chory, krańcowo samotny albo silnie uzależniony. Mogę jedynie stać przy takich ludziach. Stać, słuchać ich i rozumieć. Jeśli już mówię to mało i prosto.

Nie miałem jak dotąd tak dramatycznych chwil jak Maria pod krzyżem, ale widząc tę scenę wiem, że obecność jest najważniejsza. Stać przy ludziach jak Ona, przekazywać moc obecności.

Itinerarium

CZEGO Z KRZYŻA SIĘ UCZĘ Kazanie na Podwyższenie Krzyża Świętego poniedziałek 14 września 2020

Pierwsze krzyżyki kreśliły mi na głowie babcia i mama, to zapewne wiele razy uchroniło mnie w dzieciństwie od niebezpieczeństw, jak choćby wtedy gdy odbiłem się od jadącego samochodu. W komunistycznym liceum dyrektor uznał, że przeciwnicy systemu oznaczają się krzyżykami na szyi i zabronił tego znaku, co jak wiadomo od razu zachęciło mnie i kolegów do eksponowania krucyfiksów.

Pamiętam też głębokie wrażenie, jakie zrobiła na mnie książka Dawida Wilkersona, „Krzyż i sztylet”, opisująca misję tego protestanckiego kaznodziei wśród nowojorskich gangsterów; do środowiska gdzie sztylet stanowił argument on szedł z nauką o krzyżu, jak znaku miłości Boga.

Z wiekiem coraz lepiej rozumiem najistotniejsze sensy krzyża. Pierwszy, że krzyż jest znakiem Bożym, przywołuje pamięć o Jego obecności i bliskości. Drugi sens krzyża to znak całkowitego oddania się Bogu i zaufania Jemu, tak jak uczynił to Chrystus na swoim krzyżu. Trzeci to tajemnica miłości, ale miłości rozżarzonej do maksimum, co rzadko przydarza się ludzkim miłościom, zwykle oszczędnym i najwyżej ciepłym. Czwarty sens, to różne krzyże z mojej biografii, te wzięte zgodnie z wezwaniem Chrystusa („Kto chce iść za Mną, niech weźmie krzyż swój …”), często od nich chciałbym uciec, ale z wewnątrz płynie wsparcie – „Nie poddawaj się, wystarczy sił!”

Mijam przy drogach krzyże, które zostawili tam bliscy tych, którzy zginęli w wypadkach, ogarniam ich krótką modlitwą. Te krzyże są przecież złączone jakoś z krzyżem Chrystusa, ktoś oznaczył nimi wiarę w wieczność.

Dwa ostatnie sensy krzyża, którymi się dzielę, to nadzieja i moc. Krzyż pozwala mi widzieć szanse tam, gdzie po ludzku i z pozoru ich nie ma. I daje siłę, żeby ciągle próbować.

Itinerarium

TRUDNE PODOBIEŃSTWO DO PANA BOGA Kazanie na 24 Niedzielę Zwykłą 13 września 2020

Przebaczanie to trudne zajęcia praktyczne z wierności Ewangelii. Z tej praktyki chcę się podzielić kilkoma naukami.

Staram się przebaczać od razu, chodzi o akt woli tak szybko jak to możliwe, żeby nie zostawiać sprawy i czekać, bo „jakoś to będzie”. Wzbudzam akt woli, chcę przebaczyć.

Za aktem woli nie nadążają od razu myśli, a zwłaszcza uczucia. Na to potrzeba czasu. Kiedy jednak wracają złe myśli, przypominam sobie, że już przebaczyłem. Uczucia wymagają jeszcze więcej czasu na uzdrowienie, ale jeśli mają oparcie w myślach i akcie woli, powoli też się uspokajają.

Jeśli zwlekam z przebaczeniem albo w ogóle nie chcę go udzielić, hoduję w sobie psychiczny i duchowy wrzód, który zakazi całe życie, będzie ciężarem zatruwającym poczucie piękna życia . Może także przerodzić się w mur nieufności wobec ludzi. Nieprzebaczone sytuacje są pożywką dla smutku, agresji, lęków i zgryzot.

Przebaczanie jest trudne, szczególnie gdy wskutek doznanego zła straciliśmy coś lub kogoś, kiedy to zło mocno nam zaszkodziło, uderzyło w nasze życie lub je zrujnowało. Trudno przebacza się zabójcom, wiarołomnym małżonkom, tym, którzy nas pobili, okradli czy zniesławili.

Jezus stawia swoim uczniom bardzo wysoko poprzeczkę – przebaczać trzeba zawsze (owe 77 razy).

Jest jednak coś niezwykle uwalniającego i radosnego w przebaczaniu. Myślę, że przebaczenie chyba najbardziej upodabnia nas do Pana Boga, „i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Jeśli przebaczam, włączam się w to, co czyni sam Bóg. To wielka choć trudna radość.

Ewangelia na dzisiaj

Piotr podszedł do Jezusa i zapytał: «Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy?»

Jezus mu odrzekł: «Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy.

Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który był mu winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, aby dług w ten sposób odzyskać.

Wtedy sługa padł mu do stóp i prosił go: „Panie, okaż mi cierpliwość, a wszystko ci oddam”. Pan ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował.

Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: „Oddaj, coś winien!” Jego współsługa padł przed nim i prosił go: „Okaż mi cierpliwość, a oddam tobie”. On jednak nie chciał, lecz poszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu.

Współsłudzy jego, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło.

Wtedy pan jego, wezwawszy go, rzekł mu: „Sługo niegodziwy! Darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swoim współsługą, jak ja ulitowałem się nad tobą?” I uniósłszy się gniewem, pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu nie odda całego długu.

Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu». (Mt 18, 21 – 35)

Itinerarium

MALI I SŁABI ALE Z ZACHWYTEM Sobota 12 września 2020

Znam panią, w średnim wieku, która prawie zawsze sobie podśpiewuje albo coś nuci, nawet w czasie rozmowy. Niektóre melodie rozpoznaję, inne są autorstwa pani Joanny.

Kiedy zapytałem ją o te nutki i refreny, odrzekła z uśmiechem:

– A wiesz, coś mi tak ciągle gra w duszy!

Rozumiem, że to co pojawia się w jej głosie, najpierw brzmi w duszy, gdzieś głęboko, a potem dopiero na ustach. To jest piękne!

Co gra dzisiaj w ludzkich duszach? Co w Waszych? Zastanawiam się, słuchając i czytając, jak wiele melodii grają dziś w ludzkich duszach pieniądze. Cieszę się, że w duszach białoruskich – znam ich trochę – brzmią dziś nuty wolności. Dużo też smutnych melodii narzekań i goryczy.

Sobota, w tradycji chrześcijaństwa, ma odniesienie do Marii, Matki Chrystusa. Przypomnę Jej melodię, Magnificat, cudowne uniesienie duszy, rozradowanie w Bogu, zachwyt nad życiem, szczęście istnienia, a jednocześnie świadomość własnej roli „uniżonej służebnicy”.

I życzę, aby obudził się w naszych duszach nasz życiowy Magnificat, radość z Pana Boga, życia, ludzi i z siebie samych, choć jesteśmy mali i słabi.

Wielbi dusza moja Pana,
 i raduje się duch mój w Bogu, moim Zbawcy.
Bo wejrzał na uniżenie Służebnicy swojej.
Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia,
gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny.
Święte jest Jego imię –
a swoje miłosierdzie na pokolenia i pokolenia [zachowuje] dla tych, co się Go boją.
On przejawia moc ramienia swego,
rozprasza [ludzi] pyszniących się zamysłami serc swoich.
Strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych.
Głodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia.
Ujął się za sługą swoim, Izraelem,
pomny na miłosierdzie swoje –
jak przyobiecał naszym ojcom –
na rzecz Abrahama i jego potomstwa na wieki.

Itinerarium

37 NIEODEBRANYCH POŁĄCZEŃ Piątek 11 września 2020

Kiedy kończył się wiek 20-ty i zaczynał obecny, wydawało się, że świat jest jako tako ustabilizowany i wiadomo w jakim kierunku zmierza.

 I wtedy przyszedł wtorek 11 września 2001 roku i zamachy na World Trade Center w USA. Pamiętam, że po południu wtedy miałem dyżur w konfesjonale, wróciłem do siebie i spojrzałem na telefon – 37 nieodebranych połączeń i zapchana skrzynka z smsami: „Widziałeś?”, „Tragedia w Nowym Jorku, co o tym myślisz?”

Poczułem wtedy, że świat się rozchwiał, ale oczywiście nie wiedziałem, że zaraz potem Rosja zdławi niepodległość Czeczenii, że terroryści wtargną do Londynu, Madrytu i Paryża, że Arabska Wiosna zmiecie reżim w Libii i wstrząśnie północną Afryką i Bliskim Wschodem, że Rosja uderzy w Gruzję a potem odbierze Ukrainie Krym i Donbas, że pojawi się Państwo Islamskie, że zapłonie Syria i że na niespotykaną dotąd skalę zacznie się dramat uchodźców. I że wreszcie obudzi się duch godności ludzkiej na Białorusi. Jeśliby zliczyć państwa zaangażowane w tym czasie w konflikty na świecie (włączając Polskę),  trzeba przyznać rację Franciszkowi, że mamy Trzecią Wojnę Światową w kawałkach. Dodatkowym czynnikiem rozchwiania świata jest jeszcze pandemia.

Nic nie wskazuje na to, żeby mieć nadzieję na pokój, spokój, stabilizację i przewidywalność. Przypuszczam, że większe konflikty są dopiero przed nami. I że nadejdą smsy z różnymi wieściami, jak 19 lat temu. Wcale nie straszę, apeluję jedynie o realizm, świat jest rozedrgany, chybotliwy a napięcia między państwami rosną w szybkim tempie.

Co robić? Zwłaszcza, że jesteśmy zwykłymi ludźmi, którzy chcą żyć spokojnie i szczęśliwie? Każda modlitwa o pokój ma znaczenie, każda solidarność z drugim człowiekiem jest cenna, codzienne mnożenie dobra ma wielki sens tak jak porzucenie sporów (małych wojen) i przebaczenie. I zaufanie, że świat może pójść w innym kierunku. Tym światem, który może iść w innym kierunku, jestem ja i Ty.

Itinerarium

OTWÓRZ WARGI MOJE DLA NADZIEI Czwartek 10 września 2020

Mam nadzieję, że nie umknęła wam ostatnia niedzielna katecheza Franciszka. Przypomnę, że papież powiedział, że gadulstwo jest brzydszą zarazą niż Covid.

„Często zdarza się – mówił – iż kiedy inni widzą, że komuś się coś nie udało lub popełnił błąd, idą to opowiedzieć następnym. I zaczyna się gadanie. Takie obgadywanie zamyka serce wspólnoty. Wielkim gadułą jest diabeł, który zawsze mówi złe rzeczy o innych, bo to jest kłamca, który stara się podzielić Kościół, oddalić braci i rozbić wspólnotę. Zdobądźmy się na wysiłek; żadnego obgadywania.”

Może nie odczuwamy zła obgadywania dopóki nie dotknie ono nas samych. Wtedy gotowi jesteśmy protestować, oburzać się a nawet mścić. Stąd trzeba pamiętać, że jeśli sami uczestniczymy w obgadywaniu, to zło z tego wynikające prędzej czy później kogoś zrani i pokaleczy.

Jak strzec się przed tą diabelską zabawą? Dobrze myśleć o ludziach, szukać ich zalet i pięknych stron. Dalej, dobrze mówić o innych, wychwalać ich i stawiać za wzór, doceniać wysiłki i dzieła, cieszyć się ich osiągnięciami.

Codziennie rano modlę się wersetem psalmu 95: „Panie, otwórz wargi moje …” Otwórz i uczyń je narzędziem pokoju, nadziei, pomocy i miłości.

Itinerarium

GDY CZŁOWIEK KOCHA I DAJE SIEBIE INNYM Środa 9 września 2020

Miłość potrzebuje konkretów, piosenki i wiersze jej nie spełnią, choć są miłe. Zapraszamy w naszym Centrum Wolontariatu do konkretnej miłości. Chodzi o czas, który moglibyście poświęcić chorym, samotnym, bezdomnym, więźniom, uchodźcom czy dzieciom.

Prawie 20 lat temu Jan Paweł II, jako pierwszy papież w historii zwrócił się do wolontariuszy, co dzisiaj przypominam:

„Pragnę wyrazić wam żywe i szczere uznanie za poświęcenie, z jakim w każdym miejscu na świecie nieustannie troszczycie się o tych, którzy znajdują się w potrzebie. Czy to gdy pracujecie w pojedynkę, czy też zrzeszeni w różnych organizacjach — dla dzieci, osób starszych, dla chorych, ludzi znajdujących się w trudnych sytuacjach, dla uchodźców i prześladowanych — jesteście promieniem nadziei, który rozprasza mrok samotności i dodaje odwagi do przezwyciężenia pokusy przemocy i egoizmu.

Cóż takiego skłania wolontariusza do poświęcenia swego życia dla innych? Przede wszystkim naturalny odruch serca, który przynagla każdego człowieka do pomocy drugiemu — swemu bliźniemu. Jest to bez mała «prawo istnienia». Wolontariusz, gdy bezinteresownie może dać innym coś z siebie, doświadcza radości, która przewyższa to, czego dokonał.

Z tego właśnie powodu wolontariat jest szczególnym czynnikiem sprzyjającym postępowi na drodze humanizacji: dzięki różnym formom solidarności i służby, które promuje i konkretyzuje, uwrażliwia społeczeństwo na godność człowieka i na jego różne potrzeby. Działalność wolontariatu prowadzi do doświadczenia, że człowiek w pełni realizuje się wyłącznie wtedy, gdy kocha i daje siebie innym”.

Tyle Jan Paweł II. A rekrutacja do wolontariatu – on-line – w najbliższy czwartek 10 września o 18:00 na stronie www.noweradio.pl  i FB, link poniżej.https://www.facebook.com/178548322167933/photos/a.496766627012766/3492199847469414/

Itinerarium

RADOŚĆ Z WŁASNEJ HISTORII Kazanie na święto Narodzenia NMP wtorek 8 września 2020

Można nieźle potrenować język zanim od Abrahama przedrzemy się do Józefa i Marii w rodowodzie Chrystusa. Po drodze jest i Naasson, Obed, Asa, Salatiel, Azor i Eliud. Przy niektórych imionach uśmiechniemy się, ale podobnie zareagowaliby mieszkańcy Palestyny wczytując się w polskich Krzesimirów, Przemysławów, Genowefy czy Mieczysławów. Zapewne sięgając do własnych rodzinnych korzeni nie dotrzemy do zbyt wielu pokoleń przodków, niewątpliwie jednak wzięliśmy się od kogoś.

Pomimo wielu pięknych tytułów przyznawanych Marii – Królowa świata, Najświętsza Panienka, Stolica Mądrości itd. – Matka Boża jest bardzo ludzka, podobnie jak Chrystus. Dziś obchodzimy święto Narodzenia Marii, w polskiej tradycji powiązane z błogosławieństwem nasion do siewów. I każdy z nas ma dzień swoich urodzin.

Nie urodziliśmy się przypadkowo, jesteśmy zamierzeni przez Pana Boga, nasze życiorysy od urodzin po śmierć nie są tylko zapisem kolejnych dni, miesięcy i lat, ale są historią naszego zbawienia. W tej historii są imiona naszych przodków, dziadków i rodziców, czasem ich wędrówki po dalekich stepach Kazachstanu czy lasach Syberii. Dobrze jest pokochać swoje losy, rodzinne i polskie, bo w nich dzieje się nasza droga do wieczności. Marii i Jezusowi potrzebna była ludzka historia, losy ich przodków i rodzin. Przez nasze historie życia jesteśmy Im podobni,  dzięki temu wspólnie będziemy uczestnikami życia wiecznego.

Taka jest radość życia, radość historii i radość dzisiejszego święta.

Ewangelia na dzisiaj:

Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama. Abraham był ojcem Izaaka; Izaak ojcem Jakuba; Jakub ojcem Judy i jego braci; Juda zaś był ojcem Faresa i Zary, których matką była Tamar. Fares był ojcem Esroma; Esrom ojcem Arama; Aram ojcem Aminadaba; Aminadab ojcem Naassona; Naasson ojcem Salmona; Salmon ojcem Booza, a matką była Rachab. Booz był ojcem Obeda, a matką była Rut. Obed był ojcem Jessego, a Jesse ojcem króla Dawida.

Dawid był ojcem Salomona, a matką była dawna żona Uriasza. Salomon był ojcem Roboama; Roboam ojcem Abiasza; Abiasz ojcem Asy; Asa ojcem Jozafata; Jozafat ojcem Jorama; Joram ojcem Ozjasza; Ozjasz ojcem Joatama; Joatam ojcem Achaza; Achaz ojcem Ezechiasza; Ezechiasz ojcem Manassesa; Manasses ojcem Amosa; Amos ojcem Jozjasza; Jozjasz ojcem Jechoniasza i jego braci w czasie przesiedlenia babilońskiego.

Po przesiedleniu babilońskim Jechoniasz był ojcem Salatiela; Salatiel ojcem Zorobabela; Zorobabel ojcem Abiuda; Abiud ojcem Eliakima; Eliakim ojcem Azora; Azor ojcem Sadoka; Sadok ojcem Achima; Achim ojcem Eliuda; Eliud ojcem Eleazara; Eleazar ojcem Mattana; Mattan ojcem Jakuba; Jakub ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem.

Z narodzeniem Jezusa Chrystusa było tak.

Po zaślubinach Matki Jego, Maryi, z Józefem, wpierw nim zamieszkali razem, znalazła się brzemienną za sprawą Ducha Świętego. Mąż Jej, Józef, który był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Jej na zniesławienie, zamierzał oddalić Ją potajemnie.

Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pański ukazał mu się we śnie i rzekł: «Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Porodzi Syna, któremu nadasz imię Jezus, On bowiem zbawi swój lud od jego grzechów».

A stało się to wszystko, aby się wypełniło słowo Pańskie powiedziane przez Proroka: «Oto Dziewica pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel», to znaczy «Bóg z nami».

(Mt 1,1 – 23)

Itinerarium