Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Do wojny miałem w telefonie kontakty z wieloma Ukraińcami, to były znajomości z wielu lat różnej współpracy. W ostatnich miesiącach przybyło ich wiele, opatruję je początkowymi literkami UA (Ukraina), aby się nie pogubić. Oczywiście telefon nie odzwierciedla prawdziwych więzi.
Na pewno więcej niż połowa to jednak osoby, które jakoś poznałem, polubiłem, z częścią bliżej współpracuję, z innymi od czasu do czasu. Zdałem sobie sprawę, że żyję już w nowej wspólnocie, w której oni się otworzyli na bliskość ze mną i innymi Polakami, ale i ja zrobiłem im miejsce w swoich myślach, uczuciach, dzielimy się nawzajem czasem i obecnością. Bardzo za tę nową wspólnotę dziękuję Bogu, bo nie wątpię, że to Jego dzieło.
Staram się w każdym nowym człowieku odkrywać posłańca Bożego, wciąż spotykają mnie dobre niespodzianki, życie jest piękniejsze.
Nawet za mocno nie zdziwiłem się, że część mieszkańców osiedli w Łodzi wystąpiła z protestem przeciwko budowie domów dla uchodźców z Ukrainy w ich pobliżu. Abp Grzegorz Ryś, inicjator tego pomysłu, wstrzymał jego realizację i będzie szukał innych rozwiązań. To oczywiście jakaś rysa na polskiej solidarności z Ukraińcami, boję się, że może ich przybywać.
W każdym z nas drzemią anioły i demony. Anioły podpowiadają, że ludzie są dobrzy, że są godni wsparcia i pomocy, że są siostrami i braćmi, bliźnimi. Demony rozpalają lęki, że ten inny jest przecież obcy, groźny, nie nasz, że trzeba się od niego oddzielić.
Każdy z nas musi odpowiedzieć sobie czy jest wyznawcą Ewangelii, a co za tym idzie braterstwa i solidarności z innymi, bez względu na ich narodowość, religię, kulturę czy język. Alternatywą jest fałszywa religia lęku, oddalania się od ludzi i zła miłość tylko do naszych. Z nadzieją modlę się o wierność Ewangelii.
Na zdjęciu – wspólnota z uchodźcami z Ukrainy w Lublinie w ostatni weekend.
Nie mamy bezpośredniego wpływu na rozhuśtany świat, rodzą się kolejne konflikty, jak choćby ten pomiędzy Azerbejdżanem i Armenią. Może nas dopaść pokusa widza, kolekcjonującego krwawe wydarzenia i obstawiającego kto będzie górą. Zamknąć się w swoim świecie i poczekać co będzie dalej.
Radziłbym, co sam zresztą robię, szukać ludzi wokół siebie, próbować wspólnego działania, lepiej się rozumieć. Chodzi o tworzenie głębszych więzi, tak by pokonywać obojętność. Jeżeli udaje nam się być bliżej, bardziej razem, jakąś część spraw bierzemy w swoje ręce. Zawsze przypominam sobie, że szatan chce nas zatruć obojętnością i zamknąć w klatkach samotności. Bożym działaniem jest zbliżanie ludzi, gromadzenie we wspólnoty.
Mąż pani Olgi był wojskowym, w dniu agresji rosyjskiej na Ukrainę służył blisko frontu, a potem już w na froncie. Tam też spotkała go śmierć, ostatni raz widział się z żoną i dziećmi na wschodnie Boże Narodzenie, na początku stycznia.
– Nie wiedziałam wtedy, że widzę go po raz ostatni. Trumny przed pogrzebem nie mogliśmy już otwierać. Teraz przypominam sobie, co mówił do mnie w Święta, jak wyglądał i w co był ubrany. Gdybym wiedziała, że widzę go po raz ostatni, na pewno powiedziałabym wiele ważnych słów…
Wojna w Ukrainie odebrała wielu rodzinom pewność, że będą widzieć znowu swoich bliskich. Dla nas jest oczywiste, że jutro także zobaczymy swoje rodziny, najbliższych, przyjaciół, znajomych, koleżanki i kolegów z pracy, znanego sprzedawcę czy listonosza. Daj Boże, aby tak było jak najdłużej.
Daj Boże jak najdłużej, ale z historii ukraińskich płynie dla mnie, może i dla was, ważna lekcja. Szkoda czasu na kłótnie, dąsanie się, narzekanie, złość czy wrogość wobec ludzi. Ten czas mamy na to, aby napatrzeć się na ludzi przy nas, aby nasłuchać się ich, życzliwie nagadać. Tak, aby jak najwięcej z ich twarzy, głosów, sylwetek, oczu przeniknęło w nas, wsiąkło w nasze serca, pamięć, myśli i uczucia. Tak, aby jak najbardziej stali się nasi, żeby nie uronić niczego dobrego i pięknego z tego czym nas obdarzają.
Trochę lepsze wieści napływają ostatnio z frontów w Ukrainie. Nadal jednak nie wiemy jak dalej potoczą się losy tej wojny i jaki będzie jej finał dla Ukrainy i całej Europy.
Nie zmienia się jedno, codziennie ważna pozostaje troska o ludzi, o ich zdrowie, samopoczucie, problemy. Widzę jak co dnia telefony ukraińskich kobiet w Lublinie rozgrzewają się wiadomościami z frontu lub jego pobliża. To troska o innej temperaturze, bo od niektórych wiadomości zależy czy ktoś przeżył lub czy rakieta nie trafiła w znajome miejsce.
Jednak w troskach powszednich jesteśmy jedno. Dobrze wiemy, że nie wystarczy abyśmy my czuli się dobrze, jeśli nasi bliscy czują się źle, to i nam się pogarsza. Chyba, że żyjemy w szatańskim egoizmie.
Mamy nowy dzień, nowy tydzień. Zatroszczmy się o każdego bliskiego, każdego, kogo spotkamy, Boża misja.
Dobrze, że logika Chrystusa radykalnie różni się od ludzkich rachunków i strat. W przypowieści o zagubionej owcy i dziewięćdziesięciu dziewięciu spokojnych, nasza logika podpowiada, że należy strzec tych właśnie, a tę jedną, no cóż, spisać na straty. Sama sobie winna, polazła gdzie nie trzeba, niech sobie radzi.
Kiedy czytam tę Ewangelię przypominam sobie trudne sytuacje w których Pan Bóg mnie odnalazł i uratował. Jestem Mu za to wdzięczny, że nigdy nie spisał mnie na straty, a gubiłem się nie raz. Mam też nadzieję, że jeśli znowu zaginę, On zobaczy to i odszuka mnie.
Nie dorastam dobremu pasterzowi do pięt, choć tak, jak umiem, szukam ludzi, którzy czasem ze swojej winy, czasem z powodu swojej rodziny czy środowiska, zagubili się. Kilka razy dosłownie – razem z wolontariuszami służącymi bezdomnym – wynosiłem kogoś z pustostanu czy altanki na działkach. To nic wielkiego, o wiele bardziej nadźwigają się matki biegające za swoimi dziećmi.
Ilekroć jednak zdarza mi się szukać, a nawet szukać i znaleźć kogoś, nie mam poczucia heroizmu czy dumy. Zrobiłem po prostu to, co do mnie należało. Więcej, zrobiłem to, na co ten ktoś zagubiony zasłużył! Każdy zagubiony człowiek godzien jest naszej pomocy, a my pomagając mu świadczymy o jego ludzkiej godności.
Wczoraj miałem okazję poznać nowych ludzi, moich rodaków, którzy dostrzegli godność ludzką w uchodźcach z Ukrainy. Wam wszystkim, którzy na różny sposób odkryliście i podtrzymujecie godność ukraińskich kobiet i dzieci, należy się rzeczywiste członkostwo w Klubie Dobrego Pasterza. Gratuluję, tak trzymajmy!
Ewangelia
W owym czasie przybliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: «Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi».
Opowiedział im wtedy następującą przypowieść:
«Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: „Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła”.
Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia.
Albo jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata domu i nie szuka starannie, aż ją znajdzie? A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: „Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam”.
Tak samo, powiadam wam, radość nastaje wśród aniołów Bożych z powodu jednego grzesznika, który się nawraca».
Poziom higieny mamy coraz wyższy, rzadko kogo trzeba zachęcać do prysznica, mycia włosów, rąk i zębów. Czystość stała się standardem oczywistym i powszechnym, co sprzyja zdrowiu i samopoczuciu.
Zabrzmi banalnie, ale mam apel o higienę umysłu i serca. To w myślach i uczuciach mają początek nasze czyny. Jeśli pozwolimy osadzić się tam kłamstwu, złości, gniewowi, zazdrości czy kłótniom, prędzej czy później zaowocuje to w naszych złych czynach. Często wracam do zachęty św. Pawła –„Przemieniajcie się przez odnawianie umysłu” (Rz 12,2).
Przed napływem złych myśli, o ludziach, życiu i świecie nie obronimy się, codziennie ich fale uderzają w nasze głowy. Mocno apeluję, aby je usuwać, sprzątać i odrzucać. To jest odnawianie umysłu. Jakąś pomocą jest zaniedbywany dzisiaj rachunek sumienia, codzienny. Pamiętam jeszcze duchową radę jednego z moich duchowych mistrzów, który naciskał, aby rano namyślić się (aktywność umysłu!) nad dobrem, jakie zamierzam danego dnia, a potem rozliczyć się z porannego postanowienia, najpierw w południe. Jeśli słabo poszło, jest jeszcze czas na korektę do wieczora. „Niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce”, poucza też św. Paweł. Bardzo źle jest zasypiać w gniewie, to na pewno sprowadzi zło następnego dnia.
Uważnie słucham, co mówi się dziś o Ukraińcach. Bardzo poważny znajomy, z władzą na sporym terenie, bez zająknięcia mówi, że „Za bardzo pomagamy Ukrainie”. Kiedy dopytuję o to „za bardzo”, nie potrafi wyjaśnić. Inny znajomy, skądinąd zacny gość, bez wahania twierdzi, że „Ukraińcy są poza kolejnością przyjmowani przez lekarzy”. Podważam te słowa, okazuje się, że gość coś takiego od kogoś gdzieś usłyszał. Przytaczam te historie, bo z takich opinii, zalegających w umysłach, mogą się zrodzić złe czyny.
Przemieniajcie się przez odnawianie umysłu! Niech w naszych umysłach gości przebaczenie, zrozumienie, łagodność, szczerość, pokora. I nie zapomnijcie w sobotni poranek namyślić się, jakie dobro zamierzacie uczynić!
W historiografii znajdziemy pojęcie „Generał Mróz”, chodzi o rosyjskie zwycięstwa nad Napoleonem i Hitlerem, w czasie srogich zim w r. 1812 i 1941. Nieprzygotowane na silne mrozy wojska francuskie i niemieckie przegrały w zasadzie – upraszczając – z niskimi temperaturami.
Zdaje się, że w tegorocznej wojnie z rosyjskim Generałem Mrozem weźmiemy udział także i my. Po pierwsze, jeśli zima będzie ostra, przybędzie do nas duża fala nowych uchodźców z Ukrainy, wstępne szacunki UNHCR (agenda ONZ ds. Uchodźców) mówią, że może ich być nawet milion. Po drugie nam samym będzie trochę zimniej z wiadomych powodów – mniej coraz droższego gazu, jakieś kłopoty z węglem, itd. Odczujemy to wszystko, emocje mogą być różne, od niezadowolenia po złość i bunt.
Wydaje mi się, że czeka nas wielka próba. Możemy ją przegrać jeśli nie zgodzimy się na ascezę, ograniczenie naszych potrzeb i wymagań. Możemy wygrać, jeśli zrozumiemy, że jest wojna i trochę musimy ucierpieć. Przypomina mi się ewangeliczne wezwanie, aby wytrwać do końca. Zima jeszcze daleko, ale piszę o tym już teraz, abyśmy wzmocnili ducha, zbierali siły i przygotowali się do decydującej walki.
Uczestniczę właśnie w Forum Ekonomicznym w Karpaczu, głos zabieram w temacie dobra wspólnego (zdjęcie). Głównym wydarzeniem środowego wieczoru był tytuł Człowieka Roku, który przyznano prezydentowi Ukrainy, Wołodymyrowi Żełenskiemu. Trochę żałuję, że nie ma tytułu „antyczłowieka”, na podobieństwo antynobli, w tym roku kandydat do takiego tytułu byłby oczywisty.
Przy okazji stawiam sobie pytanie o Polskę. Kto w chwili próby mógłby stać się mężem stanu, zdolnym do udźwignięcia na swoich barkach losu narodu? Oczywiście znam wszystkich polskich polityków po r. 1989, występujących w rolach prezydentów, premierów, prezesów i innych szefów. Wojna w Ukrainie jest sytuacją graniczną, Ukraina stała też przed perspektywą swoistego bezkrólewia, gdyby jej prezydent nie stał się mężem stanu i nie stanął na czele narodu.
Nie chcę tym wpisem spowodować licytacji, kto stanąłby na czele naszego narodu w chwili próby. Co innego jest rządzić, sprawdzać się w roli polityka (to kwestia skutecznej gry), co innego stać się przywódcą narodu i wziąć odpowiedzialność za losy całego narodu.
Trudno przewidzieć dalszy rozwój wydarzeń w Ukrainie i Europie. Codziennie modlę się za Ukrainę, jej prezydenta także. I modlę się, aby Polsce nie zabrakło przywódcy, przynajmniej na miarę naszego wschodniego sąsiada.
Nie tylko mężczyźni walczą na tej wojnie w Ukrainie. Na pewno, po stronie Ukrainy, walczy – i to bardzo dzielnie – wiele kobiet. Mariana, na zdjęciach, jest w zasadzie szefem Caritas w Sokalu, obecnie najbardziej angażuje ją remont starego budynku na hostel dla uchodźców, głównie spod Charkowa.
Kobiety ukraińskie w zasadzie zmobilizowały się same, jedne działają tuż przy froncie, inne organizują skutecznie różne zbiorki, następne są świetnymi dziennikarkami. Wreszcie są takie, jak Mariana, dbające o tych, którzy nie mają już swojego domu. I myślę, że pod względem zaangażowania ukraińskie kobiety zdecydowanie są górą.
Sytuacja jest taka, że po stronie Rosji walczy armia, a po stronie Ukrainy broni się naród. Z naszej, polskiej historii, wiemy, że armię, wojsko, można pokonać. Naród, jeśli jest zjednoczony, przetrwa niepokonany, nawet jeśli chwilowo wróg odnosi sukcesy militarne. I w tym też jest nadzieja dla Ukrainy.