Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Mój rozmówca szybko wyrzucał z siebie wszystko, co na niego spadło. Separacja z żoną, ograniczony kontakt z dwójką dzieci, prawie dwa lata więzienia za jazdę po pijaku, kilka prób pokonania choroby alkoholowej. Nie wylądował na ulicy tylko dlatego, że zawsze mógł wrócić do matki i jej małego mieszkania.
– A wierzysz choć trochę, że zaczniesz od nowa i poukładasz sobie jeszcze życie? – pytałem. Potem wspólnie znaleźliśmy plusy, mężczyzna potrafi i lubi pracować przy stolarce, zawsze pamięta o urodzinach swoich dzieci, umie zadbać o ogródek.
Przypomniałem sobie werset z wielkopostnego hymnu – „Ciężka jest walka z wrogami nadziei.” Ciężka, ale możliwa do wygrania. Upadki są łatwe, powstawanie z nich trudne. Możliwe, dopóki tli się choć mały płomyk nadziei.
W Wielkim Poście czytamy o wyjściu Izraelitów z Egiptu. Wychodzili nocą w pośpiechu, niepewności, z małymi pakunkami, w nieznaną drogę. Po drodze doświadczali głodu, pragnienia, spiekoty i krwawych walk. Ostatecznie doszli do Ziemi Obiecanej, do celu, który mieli na początku wędrówki.
Jesteśmy dziś nieustannie atakowani przez tysiące bodźców, sprzyjają temu media elektroniczne, co chwilę serwujące niby coś ważnego i wstrząsającego. Nie możemy oderwać oczu – a za nimi serca i wyobraźni – od teraźniejszości, a ta przez swoje zagęszczenie staje się męcząca.
Co z naszymi Ziemiami Obiecanymi? Przecież marzyliśmy kiedyś o szczęściu, o niezmąconej radości, o życiu w prawdzie, o festiwalu wolności, o świętości. O dobrym, mądrym, szczęśliwym życiu.
Z historii Izraelitów płynie wołanie – Spójrzcie w swoją przyszłość! Oderwijcie oczy od ekranów! Uwierzcie w swoje szczęście! I ruszcie w drogę!
Co jakiś czas docierają do nas obrazy okrucieństwa ze strony rosyjskich żołnierzy w Ukrainie. Niektóre nie różnią się od obrazów, które niedawno widzieliśmy w wykonaniu terrorystów z Państwa Islamskiego. Przychodzą mi na myśl opisy męczeństwa pierwszych chrześcijan, wyrafinowane tortury przez krzyżowanie, kamienowanie, rzucanie lwom na pożarcie.
Skąd okrucieństwo? Czasem jest to efekt działania chorej psychiki albo rozpalonej nienawiści. Myślę, że rosyjskie okrucieństwa są odpowiedzią na męstwo Ukraińców. Męstwo Ukraińców doprowadza Rosjan do bezsilnej wściekłości i okrucieństwa.
Taktyka okrucieństwa jak dotąd w historii zwykle prowadziła do porażki, męstwo zaś do zwycięstwa. Jak wielu jeszcze mężnych Ukraińców i Ukrainek zginie okrutnie, aby osiągnąć zwycięstwo?
Anna jest internistką z Kramatorska (blisko frontu), Tatiana inżynierem z Charkowa, Ludmiła ekonomistką z Baru, one i kilkanaście innych dziewcząt i pań znalazły schronienie w Lublinie. Tu uczą się języka polskiego i przygotowują do certyfikatów. Z polskiej strony w debiucie wystąpiły Lidka, Bożena i Ania.
W tym kilkunastoosobowym składzie, dowodzonym przez Anastazję, zainaugurował działalność Speaking Club, czyli cotygodniowe spotkania doszkalające praktyczną znajomość języka polskiego. Panie mówią w ich trakcie tylko po polsku, Polki delikatnie poprawiają usterki, jest przy tym wiele radości. To nowa inicjatywa Centrum Wolontariatu, sprzyjająca lepszej integracji uchodźczyń.
Oczywiście słynny, brzmiący w trzcinie szczebrzeszyński chrząszcz, to jeszcze przyszłość dla Ukrainek. Tak samo jak ów wątły brzdąc, co klnąc i smoczka ssąc, drwiąc z mżącego dżdżu wałęsał się wciąż wzdłuż rzeczki Strwiąż.
Tuż przed zaśnięciem nachodzą nas różne myśli, pojawia się w nich kalejdoskop mijającego dnia, tak samo jest o poranku, od razu umysł zapełnia się obrazami i wyobrażeniami. To, co mamy w myślach przeradza się później w nasze decyzje.
A myśli przychodzą przeróżne, nie brak złych, wściekłych, osądzających i zawistnych, przychodzą same nawet jak nie chcemy ich. Są efektem zranień, porażek i starć, jakie nieuchronnie niesie życie. Znacznie trudniej o myśli spokojne, radosne, życzliwe i entuzjastyczne, o nie trzeba się już postarać.
Polecam wieczorny przegląd myśli i porzucenie tych złych, chętnie gromadzących się w naszych głowach. I każdy nowy dzień warto zacząć od przygarnięcia tych dobrych, pogodnych, przyjaznych ludziom i światu.
Rozmawiałem z jednym ze znajomych Ukraińców, stara się codziennie zebrać dobre myśli. Te związane z wojną napadają go od razu, kipią złością, gniewem i nienawiścią. Tych dobrych musi poszukać niczym grzybiarz prawdziwków. Znajduje je kiedy patrzy na drzewa i gromady ptaków, kiedy usłyszy głos dzieci zbierających się do szkoły i kiedy przypomni sobie ulubioną melodię.
Od dobrych myśli zależą nasze dobre czyny i dobre życie.
O przemienieniu na górze dzisiaj, na wysokiej górze. Nie chodzi mi o Mont Blanc czy Everest. Najwyższe góry przemiany mamy w sobie.
Dwie dziewczyny ze zdjęcia, szły sześć lat temu w projekcie Nowa Droga, szły pieszo z Lublina do Krakowa. Jedna z nich, Sandra, spędziła wcześniej kilka lat za kratami, handlowała narkotykami. Podjęła jednak próbę nowego życia, mówiła, że to dla niej trudna próba, jak wyprawa w wysokie góry. Chciała jednak pozostawić za sobą doliny spapranego życia, toksyczne związki i zniszczone marzenia.
Towarzyszyła jej Ewelina, jej rolą było słuchanie Sandry i podpowiadanie dobrych rozwiązań. Przez dwa tygodnie szły głównie po równinach, czasem trafiały im się górki, dosłownie i w przenośni.
Po powrocie do Lublina Sandra zamieszkała na kilka miesięcy w naszym Domu dla byłych skazanych. Nadal chciała zacząć nowe życie. Na początku wydawało się, że źle zaczyna. Poznała Roberta, a ten miał za sobą dwukrotnie więcej lat za kratami. Znajomi wróżyli im porażkę, oboje mieli za sobą mocno pod życiowe górki. No ale wróżby wróżbami, a ludzie wspinają się na wielkie góry. Wielką górą Sandry i Roberta była – i jest – wielka miłość. Miałem przywilej słuchać ich wtedy i potwierdzać wiarę w moc miłości.
Spotkałem się z nimi kilka dni temu. Sześć lat wspólnej drogi nauczyło ich pokory i spokoju, wiedzą, że przed nimi jeszcze długa wspinaczka na dalsze góry przemienienia.
Ewangelia
Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba oraz brata jego, Jana, i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto ukazali się im Mojżesz i Eliasz, rozmawiający z Nim.
Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: «Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza».
Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!» Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli.
A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: «Wstańcie, nie lękajcie się!» Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa.
A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im, mówiąc: «Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie».
Przez tydzień gościliśmy grupę lekarek i pielęgniarek z Drohobycza. Poznawały w Lublinie instytucje zajmujące się rehabilitacją, przeszły trochę krótkich szkoleń.
Wracają do swoich pacjentów, czeka na nich 2 500 osób, w tym wielu uchodźców, w Centrum Medycznym (odpowiednik naszej przychodni zdrowia) i prawie 100 podopiecznych szpitala. Ten właśnie szpital wspomaga nasze środowisko, przy współudziale kilkunastu lubelskich firm.
Mężczyźni walczą na froncie, one starają się dbać o zdrowie rannych, chorych i starszych. To też bardzo ważny front. Na osobnym zdjęciu są Krystyna (z prawej) i Maria, dwie młode lekarki, stanowią zalążek rosnącego stale personelu medycznego wspomnianych placówek.
Cieszymy się, że choć trochę mogliśmy włączyć się w to dzieło.
Pewien gość otrzymał od swojego szefa proste zadanie. Dostał milion dolarów z poleceniem, żeby znalazł bank z najwyższym oprocentowaniem depozytów, miał na to chyba trzy dni. Gość jednak najpierw dwa dni myślał jakby tu sobie cokolwiek zarobić przy takiej kasie, trzeciego dnia z powodu tego myślenia źle się poczuł. I klapa, szef wrócił, posłuchał pracownika i wypalił mu:
– Sługo zły i gnuśny …
Znacie, co było dalej, to przecież historia z Ewangelii (talenty), gość wyleciał z roboty, z całkowicie fatalną rekomendacją.
Sługo gnuśny! Zapomniane słowo, dziś oblekane w pozytywne szaty, typu „słodkie lenistwo”, „miłe nic nierobienie”, „niewinne wylegiwanie się”, itp.
Mamy setki odłożonych spraw, niedokończonych pomysłów, przebimbanego czasu, zmarnowanej energii. Gnuśność rodzi szybko ospałość, lenistwo, obżarstwo (i nadwagę), zakaża serce obojętnością i zaprasza zło. W końcu zaniedbujemy miłość.
Jest Wielki Post, jest już młodziutka wiosna. Nowe życie, pełne piękna i radości. Czyha jednak gnuśność.
Na czym polega sztuka zwycięstwa? Izraelici nie wyszli od razu z Egiptu do Ziemi Obiecanej. Musieli podjąć wiele prób, kilka pierwszych było nieudanych. Elizeusz, prorok i następca Eliasza, musiał powtórzyć uderzenie płaszczem w wody Jordanu zanim się rozstąpiły.
Sztuka zwycięstwa polega na podejmowaniu na nowo kolejnych prób. Bliskie nam „enter” nie zawsze działa. Trzeba próbować nie odwracając oczu od celu.
To dotyczy oporu jaki stawia od ponad roku Ukraina. Do tyczy każdego z nas, podejmującego walkę o zwycięstwa nad swoimi słabościami i grzechami . Może nie raz ponieśliśmy porażkę. Nie wolno się wycofać. Trzeba spróbować jeszcze raz.
Skąd się biorą wojny, konflikty, przemoc? W odpowiedzi na to pytanie zarówno Ewangelia jak i inne teksty biblijne wskazują ludzkie serce, w którym może rodzić się zło, nienawiść, gniew, zemsta i gotowość zabijania.
Wszelkie analizy przyczyn ostatnich wojen próbują tłumaczyć je konfliktami interesów, chęciami rozszerzenia wpływów i zdobywania przewagi nad innymi. Takie cele można osiągać bez zabijania ludzi, za pomocą ofensywy technologicznej, kulturowej, przemysłowej czy ekonomicznej. Kiedy jednak podejmowana jest decyzja napaści na inny kraj i zabijania ludzi, rządzić zaczynają chore, zarażone nienawiścią czy gniewem serca. Tu chyba jest miejsce dla psychologów, psychiatrów i terapeutów, niestety nie słychać ich głosów w odniesieniu do działań Putina i Rosji.
Myślę, że każdy z nas wzdryga się na myśl, że mógłby kogoś zabić albo wydać rozkaz zabijania osobom jakkolwiek nam podległym. Są jednak ludzie przekraczający tę granicę, nie znam dobrego wyjaśnienia tego momentu. Do historycznego panteonu zbiorowych zabójców w poprzednim wieku, mam na myśli Hitlera, Stalina, Hirohito, Pol Pota, dołącza w 21 wieku Putin. Obawiam się, że może nie być ostatnim.
Tyle o wielkich i tragicznych historiach. Serce ludzkie, każdy z nas ma serce. Tu się rozgrywają najważniejsze sprawy. Nienawiść i miłość, gniew i przebaczenie, zazdrość i współczucie, dobro i zło.