RYZYKO FAŁSZYWYCH SCENARIUSZY

Coraz częściej bezmyślnie poddajemy nasze życie scenariuszom pisanym przez okoliczności i przypadki. Z jednej strony normalne jest, że rzeczywistość dookoła nas kształtuje nasze myślenie i działanie. Groźba terroryzmu realnie pobudza nas do czujności a może nawet i podejrzliwości. Informacje o nadchodzących podwyżkach (od 1 maja) już teraz każą nam myśleć co dalej.
Karykaturalne formy owa z-zewnątrz-sterowność przybiera przy sezonowych obniżkach cen, gdy kupujemy to, co tańsze, nie to zaś czego nam trzeba.
Istnieje naprawdę realna groźba, ze staniemy się igraszką różnych socjo-, psycho- czy reklamo-manipulatorów.

Prawdziwy projekt na życie nosimy w sobie. Jest zapisany w naszych najgłębszych myślach objawianych w samotności i ciszy, w trudno uchwytnych poruszeniach woli i śmiałych ogniach uczuć. Kiedy się tam nauczysz docierać stanie się jasny sens życia i wola Boga wobec ciebie.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

64 MILIONY ZIELONOŚCI

Fascynacja wiosną powoduje pewne zapomnienie. Otóż jest tak, że dnia przybywa nam najwięcej od mniej więcej 23 grudnia do 23 czerwca. Weszliśmy niedawno w okres intensywnego przyrostu jasności dnia. Ten okres zakończy się wraz z nadejściem lata. Teraz więc mamy naprawdę najbardziej intensywny przybytek obecności słońca na niebie, a od początku lata słońca (niejako) będzie ubywać. Koniec marca to eksplozja tzw. “zieleni malarskiej”, czyli najbardziej subtelnych mutacji zieloności. Swoją drogą czy wiecie, że komputer (byle jaki) “odróżnia” 64.000.000 (64 miliony) odmiany zieloności?

Co z tego wynika? Prosta rzecz: Trzeba wstawać o 5.43 i zanurzać się w poranku!

Bóg daje się nam odczytywać w prostej przemianie pór roku. Jest Słońcem i Porankiem. Zmierzchem i Świtem. Przychodzi do nas, kiedy śpimy jeszcze i kiedy już zasypiamy. Jest w nas i pośród nas. To warto odkryć i głosić.

Itinerarium , , , , , , , ,

STRZYŻYKI ŚWIĘTUJĄ

Wiem, że na Lubelszczyźnie (a pewnie gdzie indziej tym bardziej) są już bociany. Widziałem jednego na gnieździe. Pną się już kobierce Anemone nemorosa (zawilec gajowy), a mrówki będą zaraz roznosić jego nasiona po dolinkach lasu. Rusza ku niebu ziarnopłon (Ranunculus ficaria) i prymulka wyniosła (Primula eliator), z pospolitych wnet buchną fioletem i niebieskością przylaszczka z barwinkiem. Płochacze i strzyżyki wybierają miejsca na gniazda.

Kto to widzi, a nawet tylko czuje, wie, że życie jest święte. I to wokół i to w nim. Dzięki Temu, Który powiedział o sobie: “Ja jestem Życiem”. Temu, który zaznał naszego ludzkiego życia, a cieszył się liliami wodnymi i gromadką wróbli. Który zapowiedziany był 25 marca.

Dlatego trzeba kochać życie i ze wszystkich sił świadczyć, że ono jest najpiękniejsze i najświętsze.

Eutanazizm

Tygodnik “Wprost”, Nr 1113 (28 marca 2004)

Gdyby Jan Paweł II dostał się w ręce holenderskich lekarzy, mogliby oni uznać, że jako człowiek schorowany i pozbawiony bliskiej rodziny nie powinien dłużej żyć i się męczyć. Chyba że, jak jeden z tysięcy holenderskich emerytów, nosiłby przy sobie paszport życia. To wyraźne oświadczenie, że jego właściciel nie zgadza się na eutanazję, gdyby na przykład zasłabł na ulicy i nieprzytomny trafił do szpitala. – Nigdy nie można być pewnym, czy lekarze przychodzą cię leczyć, czy zabić – tak inicjatywę paszportów życia tłumaczy Bert Dorenbos z organizacji Krzyk o Życie.

Kiedy holenderska minister zdrowia Els Borst podpisywała ustawę o legalizacji eutanazji, powtórzyła ostatnie słowa Chrystusa umierającego na krzyżu: “Dokonało się”. Działo się to w wielki piątek 2002 r. Holandia stała się pierwszym krajem, który zalegalizował eutanazję, choć jednym z licznych, gdzie przez wiele lat praktykowano ją bezprawnie. Tak się dzieje także w Polsce. Dwa lata legalnej eutanazji w Holandii potwierdziły najgorsze obawy przeciwników tzw. miłosiernego uśmiercania: to przykrywka dla zabijania ludzi, m.in. takich, którzy cierpią na depresję.

Polska cicha eutanazja
W Polsce eutanazja jest przestępstwem, dlatego lekarze nie chcą o tym mówić, nawet jeśli znają takie wypadki. Z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że za “zabójstwo na żądanie”, czyli eutanazję, w III RP skazano zaledwie jedną osobę – pielęgniarza z Poznania, który w 1993 r. wstrzyknął choremu śmiertelną dawkę potasu. O przeprowadzanie eutanazji oskarżano też trzech lekarzy z Gdańska i Kielc, ale sprawy umorzono wobec braku dowodów. Dwa lata temu pisaliśmy (“Domy okradania starców”, nr 34/2002) o prawdopodobnej eutanazji w domu starców w miejscowości Łomna Las. Jedna z pensjonariuszek, Jadwiga Sokołowska, zmarła tam następnego dnia po przywiezieniu jej przez rodzinę. Wcześniej przeszła operację usunięcia wyrostka robaczkowego, ale ze szpitala została wypisana bez żadnych komplikacji i w dobrym stanie. W tym samym domu w dziwnych okolicznościach zmarł też Leszek Sadowski. Prokuratura z Nowego Dworu Mazowieckiego prowadziła śledztwo, m.in. pod kątem eutanazji, lecz umorzyła je z braku dowodów.
Prof. Franciszek Kokot ze Śląskiej Akademii Medycznej twierdzi, że skoro na Zachodzie lekarze często dokonują eutanazji dla pieniędzy, tak samo jest zapewne w Polsce. Zanim jeszcze w Holandii eutanazja stała się legalna, była szeroko praktykowana i to najczęściej za pieniądze. W anonimowej ankiecie przeprowadzonej wśród kilkuset holenderskich lekarzy, którym w latach 1990-1995 zmarło 6 tys. pacjentów, wyszło na jaw, że 1466 z nich po prostu uśmiercono, w tym co trzeciego bez jego woli i zgody. – Na podstawie zagranicznych statystyk można sądzić, że wypadki eutanazji zdarzają się i u nas, na przykład w hospicjach, ale nie ma na to żadnych dowodów – mówi “Wprost” prof. Franciszek Kokot. Prof. Jacek Łuczak, pionier polskiej medycyny paliatywnej, uważa, że w Polsce eutanazja może być praktykowana. Twierdzi on, że gdyby u nas zalegalizowano eutanazję, przy niewydolnym systemie opieki zdrowotnej i ubezpieczeń, nadużycia zdarzałyby się na znacznie większą skalę niż w Holandii.
Wedle danych brytyjskiego czasopisma medycznego “Lancet”, w krajach, gdzie eutanazja jest nielegalna, uśmierca się pacjentów decyzją lekarza: poprzez klasyczną eutanazję, samobójstwo z pomocą lekarza, użycie potencjalnie śmiertelnych leków przeciwbólowych bądź wstrzymanie leczenia. We Włoszech w ten sposób uśmiercany jest co tysięczny ciężko chory, w Szwajcarii – co setny. W Polsce tak może być uśmiercany co osiemdziesiąty ciężko chory. Podawanie środków, które w dawkach większych niż zalecane mogą spowodować zgon, jest w naszym kraju de facto legalne. Wystarczy, by lekarz oświadczył, że jego intencją nie było doprowadzenie do śmierci chorego, lecz uśmierzenie jego cierpień. Takiej opinii nie sposób podważyć.

Deficyt współczucia
Gdyby eutanazję w Polsce zalegalizowano, mogłoby się u nas dziać to, co w swojej antyutopii “Bóg zapłacz!” opisał Włodzimierz Kowalewski. Starych schorowanych ludzi lekarze nakłaniali, żeby w tzw. pięknym pokoju pozwolili się dobrowolnie uśmiercić. Nie ma żadnych dowodów na to, że ciężko chorzy pacjenci w naszym kraju chcą, by odebrano im życie. – Nigdy żaden pacjent nie zgłosił się do mnie z prośbą, by mu skrócić życie, choć od ponad czterdziestu lat leczę chorych na nowotwory, a od ponad dwudziestu lat jestem kierownikiem kliniki chirurgii onkologicznej – mówi prof. Andrzej Kopacz z Akademii Medycznej w Gdańsku. Mimo takich opinii w Polsce nie brakuje zwolenników eutanazji. W niedawnych badaniach CBOS popiera ją od 37 proc. do 50 proc. Polaków. Różnice wynikają ze sformułowania pytań: jeśli mówi się o “skróceniu cierpienia”, poparcie jest wyższe, jeśli o “skróceniu życia” – niższe. Gdy w 2000 r. przeprowadzono sondaż wśród studentów medycyny Uniwersytetu Jagiellońskiego, za legalizacją eutanazji opowiedziało się 41 proc. z nich. Z badań prof. Łuczaka wynika, że w razie legalizacji eutanazji, co dziesiąty polski lekarz byłby gotów ją praktykować.
Zdaniem prof. Jacka Łuczaka, zdecydowanego przeciwnika rozwiązań holenderskich, “w Polsce powinno funkcjonować prawo do odmowy uporczywej terapii, czyli prób ożywiania chorego w stanie agonii”. W każdym innym wypadku odstąpienie od leczenia byłoby niedopuszczalne. Jednym z pacjentów prof. Łuczaka jest 39-letni chory z guzem mózgu. Praktycznie nie ma on szans na wyleczenie, więc w Holandii poddano by go eutanazji. Cieszy się on życiem mimo bólu, bo z wielkim oddaniem zajmuje się nim żona. Nie żyje w komforcie, ale żyje. Uśmiercanie takich ludzi nie ma sensu, tym bardziej że nawet najdotkliwszy ból można już uśmierzyć. Przyczyną stosowania eutanazji nie jest więc współczucie i chęć ulżenia w cierpieniu, lecz deficyt współczucia i wygoda.

Eutanazja z samotności
W marcu 1998 r. dr Philip Sartorius zabił zastrzykiem senatora Edwarda Brongersmę. Nie był on ciężko chory, lecz “odczuwał zmęczenie życiem”. Sartorius został przez sąd uniewinniony, a dla zwolenników eutanazji stał się wręcz bohaterem. W jego obronę zaangażowała się m.in. minister zdrowia Els Borst. Poparła ona pomysł przepisywania trucizny “bardzo starym ludziom, którzy mają już dość życia, nawet jeśli byliby fizycznie zdrowi”. Z badań założyciela pierwszego w Holandii hospicjum, Polaka dr Zbigniewa Żylicza, wynika, że 80 proc. osób, które poprosiły o eutanazję, kiedy objęto je opieką paliatywną, zmieniły zdanie. Willy Ebbers, przełożona pielęgniarek w hospicjum Zeisterwoude, opowiada “Wprost”, że żaden z pacjentów, który życzył sobie eutanazji, a później trafił do jej ośrodka, po otrzymaniu pomocy i opieki nie ponawiał już prośby o uśmiercenie. – Kiedyś przez pół godziny rozmawiałem z nowo przywiezionym pacjentem, któremu nie chciało się żyć. Później ze łzami w oczach dziękował mi za przywrócenie mu woli życia. Po prostu wcześniej nikt z nim serdecznie nie porozmawiał – opowiada “Wprost” dr Żylicz. Zanim w Holandii zalegalizowano eutanazję, specjalna komisja rządowa zebrała dane, z których wynikało, że w 1990 r. w tym kraju przeprowadzono 25 306 zabiegów eutanazji, z czego aż w 14 691 wypadkach bez wiedzy i zgody pacjenta. Tę formę eutanazji nazywa się kryptanazją (z greckiego: kryptos – tajny, skryty i thanatos – śmierć). W rzeczywistości liczba ta powinna być wyższa, gdyż raport nie uwzględniał eutanazji noworodków, dzieci i pacjentów szpitali psychiatrycznych. Eutanazji co najmniej raz w swojej praktyce medycznej dokonało w Holandii 81 proc. lekarzy pierwszego kontaktu, zaś 41 proc. lekarzy ma na swoim koncie kryptanazje.
Holenderskie ustawodawstwo mówi, że prośba o eutanazję powinna być dobrowolna, świadoma i wielokrotnie powtarzana. Tymczasem dr Pieter Admiraal (powołujący się na rządowy raport z 2001 r.) informuje “Wprost”, że oficjalnie eutanazja kryje się za 3,4 proc. zgonów, a kolejne 12 proc. zgonów to tzw. sedacja terminalna. Polega ona na tym, że pacjentowi podaje się podwyższone dawki morfiny, a następnie przestaje się go karmić i poić. Po kilku dniach chory umiera z głodu lub odwodnienia, ale nie czuje tego odurzony morfiną. Według Admiraala, rocznie pozbawia się w ten sposób życia ponad 15 tys. osób – najczęściej bez ich wiedzy i zgody.

Śmierć dwudziestokrotnie tańsza niż życie
“Nikomu, nawet na żądanie, nie dam śmiercionośnej trucizny”- mówią lekarze, powtarzając słowa przysięgi Hipokratesa. Coraz więcej z nich tę przysięgę łamie. Według danych “British Medical Journal”, już ponad połowa angielskich lekarzy popiera eutanazję, a aż jedna trzecia gotowa jest jej dokonać. Podobnie jest w Australii. Z badań amerykańskiego National Health Association wynika, że swoich pacjentów uśmierciło na ich prośbę 5-8 proc. lekarzy (13 proc. onkologów). Jeszcze w 1977 r. skracanie życia cierpiącym popierało 38 proc. Amerykanów, a obecnie – 64 proc. Prawo do “samobójstwa z pomocą lekarza” udało się jednak przegłosować jedynie w stanie Oregon. We Francji eutanazję popiera 38 proc.obywateli, zaś połowa badanych w szczególnie ciężkich przypadkach. W Europie oprócz Holandii eutanazja jest legalna (od września 2002 r.) w Belgii.
Badania przeprowadzone w czternastu głównych amerykańskich ośrodkach medycyny paliatywnej dowodzą, że cierpiący, mając wybór między życiem a śmiercią, prawie zawsze wybierają życie. Zwolennicy eutanazji to ignorują, bo wygodniej i taniej jest uśmiercić cierpiących. Według amerykańskich danych, jeden dzień opieki w hospicjum kosztuje przecież prawie dwadzieścia razy więcej niż przepisywana na receptę śmiertelna dawka barbituranów.

Itinerarium , , , , , , , , ,

NA WSZYSTKIE SPOSOBY TO CO NAJWAŻNIEJSZE

Biegniemy do pracy. Do szkoły. Po zakupy. Trolejbusy, autobusy, samochody. Rozmowy, spotkania, plany i projekty. Domy, ulice, kościoły. Las, rzeka, łąka. Spoglądamy w kalendarz – już 24 marca.

Można poddać się bezwiednie upływowi czasu i życia, bez zadawania sobie pytań najważniejszych i bez szukania na nie odpowiedzi. Kiedy czytam najnowsze Orędzie Jana Pawła II do młodych, zaskakuje mnie postawienie pytania o to, co najistotniejsze i co jest podstawą poczucia sensu w biegnącym szybko życiu.

Chcemy ujrzeć Jezusa. Znaleźć Go.

Na wszystkie sposoby starajcie się umożliwić to spotkanie, patrząc na Jezusa, który szuka was z zapałem. Szukajcie Go oczyma ciała w wydarzeniach życia i w twarzach innych; ale szukajcie Go także oczyma duszy poprzez modlitwę i rozważanie Słowa Bożego, albowiem “kontemplacja oblicza Chrystusa winna czerpać inspirację z tego, co mówi o Nim Pismo Święte”. – pisze papież.

Na wszystkie sposoby – scenariusze spotkania z Jezusem są silnie zindywidualizowane, a ich realizacja zależy od pragnienia, które w sobie nosimy.

Szukajcie Go w wydarzeniach życia – znów rozstrzyga o tym pragnienie i sposób doświadczania życia. Albo się w nich widzi jakiś głębszy sens albo przygniotą nas swoim ciężarem i zniechęcą banalnością.

Szukajcie Go w twarzach innych – zadanie wymagające wrażliwości i otwarcia się na tajemnicę osób, z którymi idziemy przez życie. Zwykle ocieramy się o ludzi, tworzymy krótkotrwałe połączenia o charakterze zadaniowym i przypadkowym. Tracimy szanse na wyjątkową przygodę spotkania – to brzmi niewiarygodnie, ale warto spróbować – samego Jezusa.

Szukajcie Go oczyma duszy poprzez modlitwę i rozważanie Słowa Bożego. Kto próbuje w ten sposób doświadczać obecności Boga, wie jak trudno jest zapanować nad czasem kolejnych dni, aby otwierała się dusza, uaktywniała i mogła karmić tajemniczą Obecnością w chwilach szczerej modlitwy czy skupionej lektury Biblii.

Ten krótki papieski przewodnik nie wyczerpuje wszystkich możliwości, ale przypomina, że zadanie szukania Jezusa jest najważniejszym testem na ile poważnie przeżywamy swoje życie i czy rozpoczęliśmy w ogóle właściwą podróż.

Itinerarium , , , , , , , ,

BLISKO I PRAWDA

Nie można cieszyć się życiem, nie rozróżniając Austrii od Australii (tak jest ponoć w RMF-ie). Oczywiście istnieje klasa ludzi, dla których wszystko co poza ich podwórkiem się zdarza, jest “daleko i nieprawda”.

W poprzednim itinerarium cytowałem przypadek kanibalizmu z Rottenburga (Niemcy). Pisała o tym prasa, pokazywała TV, bębniły radia. Ktoś zadzwonił i skarcił mnie:
– Wymyślasz takie ponure historie…
– Ale to prawda!
– Nie wierzę!

W mniej drastycznej formie ową – idąc za Kunderą Milanem – “nieznośną lekkość bytu”, objawiła dwójka moich młodych znajomych, zgadując gdzie jest Sri Lanka, dajmy na to. Jedno orzekło:
– Hm… Nigdy jeszcze nie byłem w Ameryce Łacińskiej i chętnie bym zobaczył Sri Lankę.
– E, gdzie tam Ameryka! Sri Lanka to Pacyfik! Wyspa koralowa! Super! Uwielbiam te klimaty! – prostowało drugie.

Sri Lanka, ze znakomitą herbatą w tle, nie mówiąc juz o “Tamilskich Tygrysach” wychodziła poza krąg ich “podwórek”, podobnie jak kanibalizm o tysiąc kilometrów od nas umknął uwadze młodego i inteligentnego krytyka itinerarium.

Ten cieszy się życiem, kto nosi w sobie cały ból świata, kto martwi się co będzie po zamachu na Ahmuda Jasina i dlaczego warto bronić piętnastoletniej Sudanki przed karą śmierci.

Zjeść coś, wypić, zasnąć, pospacerować – łatwo jest cieszyć się życiem.

Znacznie trudniej jest kochać życie pomimo całego zła świata.

Itinerarium , , , , , ,

SZATAN UWAŻNIE SŁUCHA EWANGELII

Ewangelię trzeba nam przede wszystkim wykonywać. Robić ją. Przysłuchiwanie się Ewangelii nie jest domeną jedynie pobożnych chrześcijan ale też i wszelkiej maści szatanów. Ewangelia nie jest jedynie do słuchania. Jeśli tak pojmujemy chrześcijaństwo wejdziemy w poczet pięknoduchów, pozostawiając cały świat w rękach szaleńców i obrońców fałszywej wolności.

Łagodna kara dla kanibala


Sąd w Kassel uznał 42-letniego Armina Meiwesa za winnego morderstwa berlińskiego inżyniera Bernta-Jürgena Brandesa, a także poćwiartowania i zjedzenia znacznej części jego ciała. Meiwes został jednak skazany na osiem i pół roku więzienia, tylko za zabójstwo.

Kanibalizm nie jest czynem przestępczym, gdyż w niemieckim kodeksie karnym brak odpowiedniej normy prawnej. – Osiągnęliśmy granice prawa karnego. Brak też jakichkolwiek precedensów – zwrócił uwagę sędzia Volker Müntze, gdy uzasadniał wyrok.

Biorąc pod uwagę możliwość przedterminowego zwolnienia za dobre sprawowanie, Meiwes może znaleźć się na wolności za cztery i pół roku. Wczorajszy wyrok przyjął z lekkim uśmiechem.

Sąd nie uznał argumentacji obrony starającej się udowodnić, iż inżynier z Berlina wyraził zgodę na pozbawienie go życia. Umożliwiłoby to zakwalifikowanie czynu oskarżonego jako zabójstwa na żądanie, zagrożonego karą do pięciu lat więzienia. Dowodem miała być taśma wideo przedstawiająca przebieg wydarzeń w marcu 2001 roku w willi Meiwesa w Rotenburgu koło Kassel. Są na niej makabryczne sceny odcięcia członka Brandesa, który po ugotowaniu obaj mężczyźni wspólnie spożywali. Brandes wykrwawił się w wannie, a gdy już stracił przytomność został zabity kuchennym nożem. Sąd nie dopatrzył się w postępowaniu ofiary wyraźnego żądania pozbawienia życia.

– Czynu uzgodnionego pomiędzy dwiema psychicznie niezrównoważonymi osobami nie sposób też zakwalifikować jako morderstwa – wyjaśnił sędzia Müntze. Takiej kwalifikacji żądała prokuratura, jak i w konsekwencji kary dożywotniego więzienia.

W uzasadnieniu wyroku uznano, że pragnienie osiągnięcia seksualnej satysfakcji czy jakiejkolwiek innej nie było decydującym motywem samego aktu zabójstwa. Kanibal podkreślał w zeznaniach, że chodziło mu o spożycie ciała swej ofiary w celu doprowadzenia do “najbliższego z możliwych” kontaktu z drugim człowiekiem. Miało mu to zapewnić poczucie bezpieczeństwa.

Meiwes nie krył, że od wczesnego dzieciństwa miewał kanibalistyczne fantazje. Tłumaczył, że były one wyrazem tęsknoty za posiadaniem młodszego brata i chęcią związania go na zawsze z sobą. Psychiatrzy nie stwierdzili u kanibala oznak braku poczytalności wykluczającej możliwość poniesienia odpowiedzialności za swe czyny.

Meiwes jest informatykiem. Prowadził samotne życie. W czasie procesu dowodził, że utrzymywał jak najbardziej normalne kontakty seksualne z kobietami, a także okazjonalnie z mężczyznami. Przez lata prowadził internetową korespondencję z 430 osobami, które deklarowały zainteresowania kanibalizmem.

Policja wpadła na trop przestępstwa ponad rok temu w wyniku meldunku pewnego studenta z Innsbrucku. Znalazł on w Internecie ogłoszenie Meiwesa poszukującego kolejnej ofiary. Podczas rewizji w jego domu znaleziono zamrożone części ciała Brandesa, których Meiwes nie zdążył spożyć.

Jak twierdzi prof. Dieter Dilling z Instytutu Kryminologii w Heidelbergu, przypadek Meiwesa powinien skłonić do rozpoczęcia dyskusji na temat konieczności penalizacji kanibalizmu. Tym bardziej że za pośrednictwem Internetu możliwe jest obecnie poszukiwanie partnerów do zaspokojenia różnych wynaturzonych popędów. Autorka książki o historii kanibalizmu Heide Peter-Richer przypomina, że pierwsze wzmianki o tym zjawisku znajdujemy u Herodota. Występowało ono w wielu kulturach i zasadniczą przyczyną był głód, jak np. w Europie w czasach wojny trzydziestoletniej, w oblężonym Leningradzie, w czasie głodu na Ukrainie w latach trzydziestych, w nazistowskich obozach koncentracyjnych czy w też w czasie wypraw arktycznych Johna Franklina.

Piotr Jendroszczyk z Berlina

Itinerarium , , , , , , ,

WRACAJ BEZ LĘKU

Kazanie na IV Niedzielę Wielkiego Postu 21 marca AD 2004

Bóg płacze. Czeka. Wierzy w twój powrót. Ma dla ciebie sygnet i odświętną szatę.

Gdziekolwiek jesteś – wróć.

Itinerarium , , , , ,

20-03-04

Kiedy większość z Was będzie jeszcze spać, wiosna rozpocznie swoje królowanie. Wiosna jest zawsze tłem zmartwychwstania i dlatego budzi takie radosne nastroje.

Ale warto też pomyśleć: nowa pora roku, odradzające się życie, eksplozja barw, zapachów i dźwięków. Można się oczywiście upić jak niemądrzy wagarowicze. Ale można powiedzieć także: zaczynam nowe życie. I nie tylko powiedzieć. Również rozpocząć. na przykład o 7.50. Albo trochę później, jak już się obudzisz.

W sobotę, 20 marca, o godzinie 7.50 Słońce znajdzie się w punkcie równonocy wiosennej, rozpoczynając tym samym astronomiczną wiosnę.

Orbita okołosłoneczna Ziemi wyznacza w przestrzeni płaszczyznę, którą astronomowie nazywają ekliptyką. Ekliptyka ta, w rzucie na rozgwieżdżone niebo, przecina 13 gwiazdozbiorów – 12 dobrze znanych gwiazdozbiorów zodiakalnych i konstelację Wężownika. W tych właśnie trzynastu gwiazdozbiorach możemy obserwować Słońce na przestrzeni całego roku.

Gdyby oś obrotu naszej planety była nachylona pod kątem 90 stopni do ekliptyki, nie mielibyśmy pór roku. Na każdej szerokości geograficznej dzień trwałby zawsze tyle samo czasu, a Słońce zawsze górowało na jednej i określonej wysokości.

Na szczęście oś obrotu Ziemi tworzy kąt 66,5 stopnia z ekliptyką, dzięki czemu na naszej planecie występują zmiany pór roku spowodowane różną długością dnia.

Ze względu na nachylenie osi obrotu Ziemi do ekliptyki, ekliptyka tworzy kąt 23,5 stopnia z równikiem niebieskim (czyli rzutem równika ziemskiego na sferę niebieską). Słońce może więc znajdować się od 23,5 stopnia pod równikiem niebieskim do 23,5 stopnia nad nim.

W pierwszym przypadku, na półkuli północnej, nasza dzienna gwiazda przebywa bardzo krótko nad horyzontem, a my nazywamy ten dzień przesileniem zimowym lub początkiem astronomicznej zimy. Pół roku później mamy do czynienia z drugim przypadkiem. Występuje przesilenie letnie, Słońce najdłużej przebywa nad horyzontem, rozpoczynając tym samym astronomiczne lato.

Pomiędzy tymi dwiema datami Słońce musi przejść przez równik niebieski. Punkt przecięcia ekliptyki oraz równika niebieskiego, przez który Słońce przechodzi pomiędzy zimą a latem, astronomowie nazywają punktem Barana. Nasza dzienna gwiazda znajdując się w nim rozpoczyna astronomiczną wiosnę, a dzień w tym momencie trwa dokładnie tyle samo czasu co noc.

Stąd też czas ten nazywa się też momentem równonocy wiosennej.

Warto jeszcze dodać, że początek astronomicznej wiosny, wraz z fazą Księżyca, wyznacza czas świąt wielkanocnych. Według tradycji Wielkanoc przypada na pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca. W tym roku wiosna rozpoczyna się 20 marca, pełnię mamy w poniedziałek 5 kwietnia, więc Wielką Niedzielą jest ta z dnia 11 kwietnia.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , ,

POZWALA NAM SIĘ OGLĄDAĆ

Pragnienie ujrzenia Boga mieszka w sercu każdego mężczyzny i każdej kobiety. Drodzy młodzi, pozwólcie, by Jezus spojrzał wam w oczy, ażeby wzrastało w was pragnienie ujrzenia Światłości, zakosztowania blasku Prawdy. Czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie, Bóg stworzył nas, ponieważ nas miłuje i po to abyśmy i my Go kochali. – tak pisze w Orędziu do młodych na ten rok Jan Paweł II.

Nasze oczy zatrzymają się dziś na wielu rzeczach. Wymienimy spojrzenia z wielu osobami. Nie wolno uciekać z oczami z wrażenia na wrażenie. Bóg daje się oglądać na różne sposoby. W przebiśniegach, które obwieszczają wiosnę. W błękitniejącym niebie i w pierwszych kroplach nowego deszczu. Czasem przeszkadza nam oczekiwanie nadzwyczajności. Pozwól, aby On spojrzał ci w oczy. Nie natężaj specjalnie wzroku. Przeciwnie, pozwól aby On ci spojrzał w oczy. Czasem chcemy coś pożreć oczyma, wyczytać i jakoś zdobyć. Tymczasem nieustannie Bóg patrzeć chce w Twoje oczy. I mówić: Istniejesz, ponieważ Cię kocham. Istniejesz po to, aby kochać.

Itinerarium , , , , , ,

ZNAJOMY KLANGOR NAD GŁOWĄ

Życie. Z powabem, jak zwykle, gdy zrobi się cieplej. Ktoś mówi: klucz żurawi na niebie i znowu klangor znajomy nad głową. Odżywa pragnienie, by nabrać więcej powietrza w płuca, posiedzieć na ławce, odgrzebać trzeba grilla. Kożuchy idą w zęby szafowych moli. Przed szóstą już można w gębę słońcu zajrzeć. Zimna oranżada znów w cenie.

Zwyciężysz, mówię duszy znękanej, jeszcze pokochasz, jeszcze będziesz w raju, jeszcze pobiegniesz bez tchu, jeszcze wiara się odrodzi zielenią, nadzieja czerwienią (albo na odwrót). Zwyciężysz. Przecież wiem, bo czytam: “życie nam się objawiło, myśmy je widzieli, ujrzeliśmy własnymi oczyma, patrzyliśmy i dotykały go nasze ręce.” (1 J 1,1-2)

Itinerarium , , , , , , ,