TWÓJ ŁAZARZ

Twój Łazarz będzie twoim wyrzutem na całą wieczność. Opowieść o Łazarzu i Bogaczu (Mt 16,19-31)jest też sądem nad naszą cywilizacją – ludzi zadowolonych, biegnących po coraz to nowe rzeczy, ukierunkowanych w pragnieniach na kolejne zdobycze. Przy piętnastu milionach dzieci, które co roku umierają z głodu, niedożywienia i chorób wywołanych tymi zjawiskami.

Bogacz nie zrobił nic złego Łazarzowi. Nie skrzywdził go, pewnie był człowiekiem kulturalnym i z zasadami. Miał chyba rodzinę, przyjaciół (te codzienne imprezy), jakąś atrakcyjną pracę. On tylko nie zauważał Łazarza. W przeciwieństwie do psów Bogacza, które przychodziły i lizały wrzody Łazarza. Tak święte zwierzęta więcej czasem mają wrażliwości niż kulturalni i zadbani ludzie.

Farsą, nazywaną religią, jest chrześcijaństwo kulturalne, obyte, elokwentne, nadęte ceremoniami i procesjami. Odcięte od głodnych, owrzodziałych, skrzywdzonych i ubogich.

Masz swoich Łazarzy, na twojej ulicy, w twoim mieście. Oni są twoi. Oni są twoją ojczyzną i domem. Oni cię zbawią. Albo, mijając ich, pójdziesz do piekła.
 23-02-05 – POBOŻNE MAMUSIE W AKCJI

Perykopa dzisiejsza (Mt 20, 17-28) potwierdza raz jeszcze, jak bardzo rozmijamy się z zamierzeniami Bożymi. Chętnie sami określamy warunki współpracy z Bogiem – „Jesteś mi potrzebny po to i po tamto”. Wypaczona wersja chrześcijaństwa polega na próbie zawładnięcia mocą Boga – przez modlitwę, Mszę, post, jałmużnę – dla swoich celów.

I wcale nie przodują w tym zapobiegliwe mamusie, jak w dzisiejszej Ewangelii. Sami wolelibyśmy też mieć Boga, dla swoich celów. Niekoniecznie niecnych czy złych.

Owocny byłby nasz trud wielkopostny, gdybyśmy chcieli najpierw odkryć wolę Boga wobec nas i współpracować z Nim w jej realizacji. Na darmo więc trwonimy czas wysyłając pobożne petycje do Niebieskiego Supermarketu. Bóg jest Kimś, kto zaprasza do dialogu, chce tworzyć więź z nami i obdarować nas niewyobrażalnym szczęściem zjednoczenia. Wszystko inne może być lub nie.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

POBOŻNE MAMUSIE W AKCJI

Perykopa dzisiejsza (Mt 20, 17-28) potwierdza raz jeszcze, jak bardzo rozmijamy się z zamierzeniami Bożymi. Chętnie sami określamy warunki współpracy z Bogiem – „Jesteś mi potrzebny po to i po tamto”. Wypaczona wersja chrześcijaństwa polega na próbie zawładnięcia mocą Boga – przez modlitwę, Mszę, post, jałmużnę – dla swoich celów.

I wcale nie przodują w tym zapobiegliwe mamusie, jak w dzisiejszej Ewangelii. Sami wolelibyśmy też mieć Boga, dla swoich celów. Niekoniecznie niecnych czy złych.

Owocny byłby nasz trud wielkopostny, gdybyśmy chcieli najpierw odkryć wolę Boga wobec nas i współpracować z Nim w jej realizacji. Na darmo więc trwonimy czas wysyłając pobożne petycje do Niebieskiego Supermarketu. Bóg jest Kimś, kto zaprasza do dialogu, chce tworzyć więź z nami i obdarować nas niewyobrażalnym szczęściem zjednoczenia. Wszystko inne może być lub nie.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

BRAMY NA OŚCIEŻ

Wy wszyscy braćmi jesteście. To stwierdzenie Jezusa z dzisiejszej Ewangelii (Mt 23,1-12), rzadko pojawia się jako postulat na Wielki Post. Jest jednak jednym z fundamentów ewangelicznej wizji relacji między ludźmi, cywilizacji miłości. Sprawia trochę kłopotów.

Po pierwsze trzeba w to braterstwo – jak we wszystko inne w Ewangelii – uwierzyć. Prosty eksperyment ujawnia jak jest to niewiarygodne. Bratem jest zadbany urzędnik, nadziany forsą biznesmen, niemile pachnący bezdomny, natrętny gaduła, obgadujący cię znajomy i pogrążony w depresji sąsiad. Braterstwo rodzi wiele kłopotów – dla wszystkich z nich muszę być otwarty, bliski, dać im prawo do siebie. To wymaga bolesnej operacji na ukształtowanym systemie naszej segregacji, dzielenia ludzi na bliskich (dla których mogę dużo)i dalszych, z którymi nic mnie nie łączy.

Po drugie, Kościół, głoszący braterstwo jako jeden z elementów ewangelicznej wizji świata, nigdy nie zabrał się na dobre za realizację tej idei. Jako instytucja hierarchiczna, od samego początku, wprowadzał zależności i podległości, stawiające pod znakiem zapytania sprawę braterstwa. I choć Kościół jest wspólnotą, gdzie braterstwo akcentuje się bardziej niż gdziekolwiek indziej, to wciąż jest to wartość do odkrycia i zrealizowania. Bogu dzięki, że nigdy nie poszedł drogą wyrównywania różnic za pomocą gilotyny (rewolucja francuska) czy kolektywizacji (rewolucja bolszewicka).

Po trzecie idea braterstwa jest bardziej atrakcyjna dla tych co czują się (i są) poniżej granicy braterstwa, niźli dla tych, co wyrastają ponad tę granicę. Mniej głodnym urzeczywistnienia braterstwa może być ktoś, komu się życiowo powiodło (i ma domek, ogrodzony od reszty świata), bardziej ktoś, kogo życie wyrzuciło na aut.

Braterstwo jest trudną sztuką istnienia otwartego. To tak jakbyś pootwierał wszystkie bramy swojego ogrodu. Różni wtedy wejdą, nie tylko tacy, których byś widział chętnie. Mogą narobić bałaganu, wydeptać nieprzewidziane ścieżki, naśmiecić, uszkodzić jakieś nasze ukochane kwiatki. I jak tu otworzyć wszystkie bramy naszego wspaniałego ogrodu?

A co dopiero – otworzyć wszystkie bramy naszego serca.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

SZATAŃSKIE KOREKTY

Bądźcie miłosierni,
jak Ojciec wasz jest miłosierny.

I nie osądzajcie,
abyście nie zostali osądzeni,

i nie potępiajcie,
abyście nie zostali potępieni.

Przebaczajcie,
a i wam będzie przebaczone.

Dawajcie,
a będzie wam dane.
Miarą dobrą, czubatą, utrzęsioną, przelewającą się dadzą wam w zanadrze.

Bo jaką miarą mierzycie,
taką wam odmierzą.

Czytam te sześć rad, pomieszczonych w trzech wersetach Ewangelii Łukasza (6,36-38) i odnajduję w nich nowego człowieka. To jakby sześć włókien, z których tka się nieśmiertelność i wieczność. Przyoblekając je stajemy się Bogo-podobni.
Można je potraktować także jako program życia. Jednak tylko przy założeniu, że zaaplikujesz je natychmiast. Okaże się wtedy, że potrzebujesz ostrych cięć. I miłość, i przebaczenie, i powstrzymanie się od sądów oraz potępień, i dawanie i miarkowanie „z czubem”, ogołocą i kieszeń i serce. Jeśli jednak przesuniesz na jutro aplikację tych sześciu rad do formatu swojego życia, diabeł inteligentnie wprowadzi w nie subtelne korekty typu: „TROCHĘ” i „PRAWIE”. Na przykład:

Bądźcie niemal tak miłosierni,
jak Ojciec wasz jest miłosierny.

I raczej nie osądzajcie,
abyście nie zostali osądzeni,

i zbyt często nie potępiajcie,
abyście nie zostali potępieni.

Przebaczajcie prawie zawsze,
a i wam będzie przebaczone.

Dawajcie choć trochę,
a będzie wam dane.
Miarą dobrą, czubatą, utrzęsioną, przelewającą się dadzą wam w zanadrze.

Bo jaką miarą mierzycie,
taką prawdopodobnie i wam odmierzą.

Itinerarium , , , , , , , , ,

BAJKI?

Kazanie na 2 niedzielę Wielkiego Postu
20 lutego 2005 AD

Trudno uwierzyć. Sens życia jest taki, że masz stać się córką, synem Boga. Tak czytasz i myślisz: „Bajki, ładne, ale bajki!”. Przecież wiadomo, że musisz jeść, pić, spać, marudzić, biegać za autobusem, borować chore zęby i zbierać na emeryturę.

Jest w tobie Boże ziarno. Z niego masz się przeistoczyć w Bożą córkę, syna. O tobie On mówi: „To jest mój syn, córka”. Najbardziej ukochani.

Itinerarium , , , ,

SZWADRON WROGÓW

Miłujcie waszych nieprzyjaciół.

Wcale nie musisz żyć tak, aby mieć samych przyjaciół. Gdyby tak było, byłbyś pożałowania godnym pajacem, który nadskakuje każdemu mędrkowi.

Jezus miał wielu wrogów, faryzeuszy, saduceuszy, Rzymian i herodian, ziomków i Samarytan, zamożnych i pasterzy świń z Gedary (w te świnie posłał demony, a świnie potonęły w jeziorze). Taką płacił cenę za wierność swojej misji.

Nie podlizuj się półgłówkom i pieniaczom. Jeśli będziesz wierny sobie, swojej misji, staniesz się dla wielu wrogiem i nieprzyjacielem. I co z tego? Nie żyjesz po to, by cię wielbili wszyscy. Każdy porządny człowiek ma szwadron wrogów.

Do miłowania.

(por. Mt 5, 43-48)

Itinerarium , , , , , , , ,

PIEKŁO PEŁNE POBOŻNYCH DUSZ

Każdy, kto się gniewa na swojego brata, podlega sądowi. I każdy kto obmawia i lży brata – choćby „Ty bezbożniku” – idzie do piekła. Ani chybi zwiastuje to piekło pełne pobożnych dusz, rozmodlonych a pogniewanych (choćby na tych, co stronią od pacierzy), takich co usta mają na przemian pełne aktów strzelistych i aktów obmowy. Proszę czytać – Mt 5, 20-26 – co dziś wybrzmi w kościołach, raczej bez echa.

Nie jest Ewangelia zbiorem modlitw i katalogiem wzorcowych zachowań wobec Pana Boga (coś na kształt religijnego savoir-vivre). Jest nowym duchem, miłością i przebaczeniem, radością i nadzieją na przekór wszystkiemu, czułością i odwagą. Jest nowym życiem. Zaproszeniem do odmienionego człowieczeństwa.

Itinerarium , , , , , , ,

ZWYCIĘSKA WALKA ALBO PŁACZ MIĘCZAKÓW

Gdyby Biblię potraktować jako zbiór pobożnych zachęt, te z dzisiejszej Ewangelii (Mt 7, 7-12)brzmią dość banalnie. Proście, szukajcie, kołaczcie, to czyńcie ludziom, czego od nich sami oczekujecie.

Głębiej wczytując się w tekst dzisiejszej Ewangelii, odnajdziemy w niej NIEZWYCIĘŻONOŚĆ DUCHA. A to jest coś, co się nie bierze z niczego, ale co się kształtuje i tworzy. Wymaga ćwiczeń i nieustannego zwierania się z przeciwnościami. Prócz tego, co dziś czytamy, Chrystus w wielu innych miejscach Ewangelii mówi o tym rysie człowieczeństwa.

Zawsze napotkamy w życiu przeciwności, trudności i problemy. Od tego Chrystus – ani nikt inny – nie uwolni nas. Będziemy mieli sytuacje dramatyczne, bolesne, zamieszanie, będziemy mieli wrogów i drani wokół siebie, nieraz nawet cały świat przeciw sobie. Tego samego zresztą doświadczał Chrystus i przed tym nas nie ustrzeże.

Ale On mówi, że możesz zostać niezwyciężony. Bo nie ma takiej rzeczy, takiej sytuacji, takiego dramatu, takiej podłości – które mogłyby cię złamać. Czasem wyobraźnia podpowie nam, ze coś nas przerasta. Wtedy przegrywamy, niekiedy sromotnie i całkowicie. Jednak naprawdę, człowieczeństwo wyposażone w niezwyciężoność ducha, pokonuje każde możliwe zło.

Kiedy mówię o niezwyciężoności ducha, muszę dodać, że dziś – chyba się nie mylę – więcej kobiet posiada ten rys ducha, niźli mężczyzn. Tak wiele dziś silnych, niezwyciężonych kobiet i coraz mniej mężczyzn, gotowych stawić czoła wszelkim niebezpieczeństwom.

Ważne jest to, żeby spotykając się z czymś trudnym – fizycznie, moralnie, psychicznie, emocjonalnie, duchowo – patrzeć z perspektywy zwycięstwa. Zwyciężysz, bo człowiek zawsze zwycięża.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

JONASZ ALBO NIC

Jak ktoś się nie chce nawrócić, nie pomogą mu żadne cuda. Żadne. Nawet jakby się niebo nad nim rozwarło i stado najpiękniejszych aniołów najcudowniejszym błaganiem ku nawróceniu wzywało. Nawet jakby piorun jasny strzelił z lewej i z prawej strony.

A jak ktoś chce – wystarczy mu śnieżny poranek. Albo sok jabłkowy. Albo pamięć o matce. Albo historia o Jonaszu i Niniwie.

(por. Jon 3,1-10 i Łk 11,29-32)

Itinerarium , , , , , , , ,

MODLITWA TO TY

Chyba jedną z najbardziej pilnych rzeczy dziś dla wierzących jest odszukanie istoty modlitwy. Przede wszystkim zaprzestanie poszukiwania jej poza sobą samym.

Najprościej mówiąc – modlitwa to ty. Nie to, co powiesz, ile powiesz, jak powiesz, w jakim czasie i w jakim miejscu, w jakim towarzystwie i jak żarliwie. Stąd częste nieporozumienia odnośnie modlitwy – tych, co uważają że tylko „modlitwa charyzmatyczna”, że tylko różaniec, że tylko w tej a nie innej grupie, tylko w tym sanktuarium, tylko w ten a nie inny sposób. Wszystko są to rzeczy kompletnie drugorzędne.

Modlitwa to ty. Trud stawania się córką i synem Boga. Wewnętrzny proces zwracania twarzy i serca ku Bogu. Zgoda na przenikanie Jego mocą i blaskiem do twojej głębi – tak jak opisuje to dziś Izajasz (55, 10-11). Dlatego Jezus mówi – „Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi”. I proponuje – bądźcie dziećmi, córkami i synami, tak jak Ja jestem Jego Synem. To jest najważniejsze w modlitwie (Mt 5, 7-15).

Modlitwa to ty. Cały Boga. A jeśli tak się dzieje, to potem może to zaowocuje hymnem, może zdrowaśką, może godzinami adoracji. Nieistotne. Ważne, byś był – cały Boga.

Itinerarium , , , , , , ,