ROZBICIE DZIELNICOWE

Nie wiem czy się ktoś nie żachnie na wprowadzanie porównań historycznych do kwestii szukania Boga. Niemniej czasem mam wrażenie, że życie wielu z nas wygląda jak „rozbicie dzielnicowe”, w Polsce spowodowane przez skądinąd walecznego Bolesława Krzywoustego w XII wieku i ciągnące się przez prawie następne 150 lat. Skutki tej sytuacji były smutne i opłakane dla Rzeczpospolitej. Wiadomo, że w takiej sytuacji każdy drobniejszy feudał ciągnął we własną stronę, a interes wspólny nie był istotny.
Podobnie bywa w naszym życiu. Mamy swoiste rozbicie dzielnicowe. Inną dzielnicę stanowi praca, inną rodzina, jeszcze inną życie towarzyskie czy odpoczynek. Dzielnicowość objawiać się może także w konflikcie działania sfery emocjonalnej, intelektualnej, wolitywnej i fizycznej. Efektem jest to, że jest kilka „ja”. Ja pracujące jest zupełnie inne niż ja odpoczywające czy to bytujące na łonie rodziny. Dochodzi do tego, że niekiedy nie wiadomo, które „ja” jest ja. Czyli kiedy jestem sobą, bez konieczności napinania się, aby być drobnym ale skutecznym feudałem w swojej dzielnicy. Podobnie też bywa jeśli poszczególne sfery naszej osoby (i osobowości) nie mają „króla”, czyli ja, sterującego i zawiadującego nimi.
Piszę zaś o tym, po to, aby przypomnieć, że Bóg wchodzi w świat naszego realnego ja. To po pierwsze. A po drugie dlatego, że Jego działanie ma charakter jednoczący nasze życie.

Itinerarium , , , , , ,

SIEDEMDZIESIĄT PIĘĆ PROCENT

Prawdopodobnie istnieje możliwość uproszczenia naszego życia. O ile oczywiście umiemy określić nasze podstawowe potrzeby, a tych jest naprawdę kilka (jeść, pić, spać, pracować czy uczyć się, etc.). Po takim odchudzającym uproszczeniu życia, odpadłoby nam zapewne jakieś 75 procent bezsensownych zajęć i starań. Jakie to 75 procent? Te, które przeznaczamy na obsługę rozbuchanych potrzeb.
Przypuszczam, że po takiej kuracji, bliskość Boga stałaby się oczywista.

Itinerarium , , , ,

MUR SZABATÓW

Kiedy wertuję Ewangelię, znajduję wiele sytuacji w których Jezus, jako Syn Boga, odrzucany był w imię szabatu. Szabat i jego przestrzeganie (szalenie skomplikowane i niemożliwe w zasadzie do pełnej realizacji) były dla wielu współczesnych Jezusowi miarą bliskości Boga. Jezus mierzony tym „metrem” wypadał z rankingu „bliskich Bogu”.
I myślę, że jedną z większych trudności w naszym życiu duchowym są nasze szabaty. Konstrukcje, które czynimy sobie, aby jakoś namacalnie dookreślić czy jesteśmy blisko Boga czy nie. Mierzymy to albo różańcami, albo godzinami Mszy Świętych albo nie dłubaniem w nosie (co zapewne – dłubanie – Bogu się nie podoba).
Nic trudniejszego niż uwierzyć, że Bóg chce się spotkać z nami bez warunków wstępnych i jakichś szczególnych dyspozycji z naszej strony. Chce się spotkać z nami, w takiej kondycji w jakiej jesteśmy. Nasze napięcie religijne, szabatowy syndrom, wznoszą mur, przez który nie przeniknie Bóg. Ponieważ On może wchodzić w bliskość jedynie z kimś, kto jest sobą, kto ryzykuje autentyczność.
Być sobą, aby umożliwić bliskość Boga.

Itinerarium , , , , , , ,

SENS JAKO TROP

Jednym z pewniejszych śladów wiodących do Boga, jest wędrówka szlakami sensów. Jeśli coś w twoich myślach, jawi się jako sensowne, idź za tym, nie odpuść. Na zasadzie zwijania złotej nici („do kłębka”). Każda sensowna myśl, ich zbiór, konfiguracja, konstrukcja, nawet jeśli ociera się o paradoks, warta jest podróży.
Bóg rozsiał sens, w naszych myślach, wyobrażeniach, doświadczeniach, także wokół nas, jako swoje tropy. Spróbuj poszukać tego, co zawiera sens (w jakimkolwiek wymiarze) pośród swoich myśli i doświadczeń, również wokół siebie.
Zrób nawet małą, skalowaną listę sensownych myśli i doświadczeń (w znaczeniu przeżyć o skomplikowanym „składzie chemicznym”, np. emocjonalno-intelektualnym). Wychodząc od nich pozwól sobie nawet na nieznaną wędrówkę, tam gdzie dotąd nie szły twoje myśli czy nogi. Takim punktem wyjścia może być doświadczenie przyjaźni z konkretną osobą, ale także wędrówka nad rzeką.
Może to być myśl, niekoniecznie zaraz z kanonicznie świętej księgi, np. Norwidowskie „W tej powszedniości, ach jakże wiele, mistycznych rzeczy nieodgadnionych…”. Cokolwiek, co w twoim odczuciu ma wymiar sensu. I idź odważnie drogą tak wskazaną.

Itinerarium , , , , , , ,

Z CAŁEGO SERCA SZUKAM

Bóg. W wielkopostnym Itinerarium, próbujemy opisywać jak Go szukać. „Z całego serca swego szukam Ciebie”, daje świadectwo psalmista. Szukam. Z całego serca. Nam współczesnym – przypomnijmy raz jeszcze – najłatwiej byłoby znaleźć proste zaklęcie, po wymówieniu którego stanęlibyśmy przy Bogu. Takich zaklęć jednak nie ma. Bóg nie objawia się wskutek użycia jakichkolwiek formuł, najbardziej pobożnych.
I stajemy wobec trudnej sytuacji. Szukać! Ktoś może zripostować: gdzie? jak długo? w jaki sposób?
Nie ma dobrych odpowiedzi na te pytania, to znaczy jednoznacznych. Wiadomo tylko, że zaczynać musimy od samych siebie, od naszego świata, realnego, pełnego znaków „za” ale i „przeciw”. Nikt nie jest sekretarzem Pana Boga, by mógł nam powiedzieć: „Słuchaj, mój Szef w tej chwili robi to czy tamto…”
Skazani jesteśmy na szukanie. Często jednak rezygnujemy z tej drogi, kwitując: Po co szukać, skoro jest to zadanie wątpliwe? Może dlatego, że nigdy nie rozpoczęliśmy tak naprawdę szukania Boga, Jego obecność jest tak mglista dla nas?

Itinerarium , , , , , ,

MIŁOŚĆ NA ZABÓJ

kazanie na IV niedzielę Wielkiego Postu

Bóg się w tobie zakochał. I to tak mocno, że jeśli zapomni o tobie, to Mu język przyschnie do gardła.

Itinerarium , , , ,

OPOWIEŚĆ O DZIEWCZĘTACH

kazanie na Uroczystość
Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny

Bóg wprosił się do nas. Potrzebna Mu była do tego dziewczyna. Dziewczęta zwykle nie kombinują i nie wymyślają żadnych koncepcji. Tak i Maria, niech mi się stanie według Słowa Twego.
Wiadomo zatem, po co są dziewczęta na tym świecie. Po to, by był w nim i Bóg.

Itinerarium , , , , ,

SCENARIUSZ SPOTKANIA

Jeszcze inaczej spójrzmy na nasze spotkania z Bogiem. Mówimy spotkanie. I dobrze. Z tym, że pamiętaj, iż największym błędem jest zamiana ról.
To nie jest tak, jak zwykło się słyszeć, że masz zaprosić Jezusa do swojego serca. Jest to jedna z większych herezji, swobodnie głoszona przez zadufanych w sobie pyszałków.
Zaproś Jezusa do swojego serca. Albo – przyjmij Jezusa jako Zbawiciela. Jakież to z pozoru proste, sensowne, łatwe, gładkie, bezproblemowe. Tylko zaprosić Jezusa, tylko Go przyjąć. Niestety jest to początek idolatrii, sprzecznej z przesłaniem Ewangelii.
Cała Ewangelia postuluje zupełnie inny wymiar. To Bóg jest Tym, który zaprasza. Jest odwrotnie: to Bóg zaprasza nas do Swego serca i to On nas chce przyjąć. Próba zamknięcia Boga w swoim sercu, zaproszenia Go do swojego życia, oznacza potraktowanie Boga jako kogoś, kto musi dopasować się do naszych możliwości.
Tymczasem w Ewangelii to Bóg zaprasza. Maryję w Zwiastowaniu, na ucztę, gody, do winnicy, itd. Bóg jest inicjatorem spotkań. On ma serce, do którego masz wejść, On ma życie, z którego możesz czerpać. Nie odwrotnie! Zasadnicza różnica.
Przyjdźcie, uwielbiajmy Pana! – głosi codzienny psalm Otwarcia, w brewiarzu. To my idziemy do Niego.
Odpowiadamy – lub nie – na Jego zaproszenie. I wszystko co jest konsekwencją Jego zaproszenia, chcemy przyjąć.

Itinerarium , , , , , ,

EKSPONAT

Jedną z form wypaczania sensu wiary i przesłania ewangelicznego jest traktowanie Boga na zasadzie eksponatu. To moje określenie, ale chyba oddaje pewną postawę w naszym życiu religijnym.
Nie jest tak, że nie wierzymy w Boga. Wierzymy. I szanujemy. I oddajemy cześć, a jakże. Z tym, że wewnątrz nas jest granica, której On nie ma prawa przekroczyć. Nie tylko zresztą Bóg. Bogu – wedle tej postawy – oddaje się to, co Jego (co boskie – prawda, że z pozoru brzmi bardzo ewangelicznie ? ). Z tym, że to, co Jego, jest przez nas określane. I zwykle jest to coś, co bez większego uszczerbku dla naszego status quo życiowego, możemy i chcemy oddać.
Coś się temu naszemu Bogu należy – zaśpiewamy Mu, pójdziemy na Rezurekcję, Drogę Krzyżową. Im bardziej mamy szlachetne usposobienie, tym więcej zdolniśmy oddać. Tak jak ludzie kulturalni, odwiedzimy Boga. Taki eksponat mielibyśmy pominąć? O nie! Wiemy co to smak i szacunek. Bóg to najważniejszy i najbardziej godny czci eksponat naszego życia.
Z tym, że nie ma żadnego istotnego wpływu na nasze życie. Odbieramy Mu prawo do tego, by On uczynił nas swoim dziełem, według swoich zamiarów. I przez to gubimy największą tajemnicę naszego życia.

Itinerarium , , , , , , , ,

SERCE KU SERCU

Jeszcze inaczej o bliskości Boga, co jest celem wielkopostnego Itinerarium. Kto nie zna siebie i boi się siebie samego (swoich myśli, pragnień i uczuć) ten również ma niewielkie szanse poznania Boga. Będzie także lękał się Boga. Bóg jest wewnętrzną istotą naszej głębi, dlatego objawia się nie poza naszymi myślami, pragnieniami i uczuciami, ale poprzez nie i w nich. Co więcej jest źródłem głębokiego pokoju (jako ostoi wieczności), możliwego do odnalezienia w sercu. Błagamy Boga o pokój dla naszego życia (i o inne dary), przy czym mamy je w zasięgu ręki, wewnątrz siebie. Zachowujemy się jak posiadacze skarbu, kluczący jednak po starych zamczyskach, nieświadomi własnego bogactwa. Boży pokój nie przyjdzie z zewnątrz, ponieważ złożony jest wewnątrz naszych serc, jako źródło, które ma wytrysnąć w nas.
Prośba „Boże bądź blisko” może rodzić złudną perspektywę jakiegoś dystansu miedzy Bogiem a nami. Tymczasem jest to prośba o nasze wewnętrzne przełamanie się, aby wejść w wspólnotę z Nim, w miejscu gdzie najrzadziej bywamy (bo nie znamy drogi!) – wewnątrz nas samych.
Pozwól Bogu żyć w swoim sercu. Niech dokona się zjednoczenie serc. To nie metafora, to realna możliwość, jedyna dostępna droga do zjednoczenia z upragnionym Bogiem.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,