PO MECZU

10 czerwca 2006

Nie o to chodzi, że ten mecz przegraliśmy. Ale, że nie było ambicji, chęci, wytrwałości, uporu, po prostu polskości. To tyle w komentarzu do meczu.
Żyjemy. Nie zmarnujmy okazji do nawet małego dobra. To jest najważniejsze. Mamy dobre słowa, czułe gesty, mądre czyny. Naśladujemy Boga przez najprostsze dobro. Im więcej tego dobra, tym piękniejsze życie.

Itinerarium , , , , , ,

PAN JEZUS NA MUNDIALU

9 czerwca 2006

O Mundialu dzisiaj. Aj! Zabolało niektórych? Trudno. Podparłbym się argumentem, że Jan Paweł II też kopał i oglądał relacje z Mundialu. Że Benedykt XVI radził, by Jego pielgrzymki nie sytuować w czasie Mundialu. A Pan Jezus, niestety, nic na ten temat nie powiedział. Straszny to grzech nie oglądać Mistrzostw Świata! Straszny!
Pan Jezus nie opuszczał żadnej fiesty swojego narodu, bywał na największych pielgrzymkach, lubił tłumy i emocje. Ba, nawet na imprezy zakrapiane suto (vide: Kana Galilejska) chadzał i nie omijał ludzkiego świętowania. Popijał wino, miał przyjaciół z kręgów różnych. A to wątpliwej reputacji Magdalena (święta potem), a to skorumpowany Mateusz (święty potem), albo nędzarz Łazarz (święty potem).
Jedyny problem, że nie będzie kibicował dziś Pan Jezus swojej reprezentacji narodowej, bo się nie dostali do finałów. Jednak prawda jest taka, że On jest wciąż bliżej nas, niż się spodziewamy.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

MOJE ŻYCIE

8 czerwca 2006

Nie udawać, nie nudzić, czuwać. Przez ostatnie dni sugerowałem, że są to odpowiedzi na pytanie jak żyć. Nikt chyba jednak nie lubi jak się go poucza, w tej kwestii. Chcemy po swojemu układać życie. A jeśli już czerpiemy z jakichś rad, to dyskretnie i przetwarzając je co nieco. I słusznie.
W odpowiedzi na pytanie „jak żyć”, ważna rada jest taka zatem, żeby nie słuchać żadnych rad. W ogóle to tak do końca nie wiemy jak żyć, choć możemy godzinami o tym mówić, jeśli już ktoś się nad tym zastanawia. Na pewno ważna jest wizja, taki autorski projekt pod tytułem MOJE ŻYCIE. Projekt stabilny, ale jednak podatny na korekty i zmiany, uwzględniające mądrość nabywaną rok po roku. W końcu piszemy stale, nawet z dnia na dzień, książkę pod tytułem MOJE ŻYCIE.
Coś tam zapiszemy i dzisiaj. Mądre to będzie? Ciekawe? Pasjonujące? Czy jak flaki z olejem (nigdy nie jadłem!)? Jakieś będzie, ale jakie? Na pewno zależy to najbardziej od ciebie.

Itinerarium , , , , , , ,

CZUWAĆ

7 czerwca 2006

Jak żyć, próba następnej odpowiedzi: czuwać. Ja kiedyś to usłyszałem od Jana Pawła II. Dokładnie 27 lat temu, kiedy stałem pod szczytem jasnogórskim. Trochę inaczej można odbierać te słowa dziś, ale sądzę, że czuwanie jest życiem przebudzonym, zorientowanym na to, co najważniejsze. Zresztą, może każdy odnajdzie przynajmniej małe coś dla siebie w słowach Jana Pawła.

Czuwać – to znaczy strzec wielkiego dobra.
Przy sposobności tysiąclecia chrztu uświadomiliśmy sobie z nową siłą, jak wielkim dobrem jest nasza wiara i jak wielkim dobrem jest całe to dziedzictwo ducha, które z niej bierze początek w naszych dziejach. Czuwać – to znaczy pamiętać o tym wszystkim. Mieć wyostrzoną świadomość wartości, jakie zawierają się w życiu każdego człowieka po prostu przede wszystkim dlatego, że jest człowiekiem. Dlatego, że został stworzony na obraz i podobieństwo Boga samego, dlatego, że został odkupiony Krwią Chrystusową. Czuwać – to znaczy pamiętać o tym wszystkim. Pamiętać za siebie i bardzo często, z reguły, za drugich. Za rodaków. Za bliźnich.
Moi drodzy, trzeba tak czuwać, tak troszczyć się o każde dobro człowiecze, bo ono jest dla każdego z nas wielkim zadaniem. Nie można pozwolić na to, by marnowało się to, co ludzkie, to, co polskie, to, co chrześcijańskie, na tej ziemi.
Trzeźwymi bądźcie i czuwajcie – woła św. Piotr (por. 1 P 5,8), a ja dzisiaj w godzinie Apelu Jasnogórskiego powtarzam jego słowa. Bo jestem tutaj, ażebym w tej godzinie czuwał razem z wami, abym przypominał wam, jak głęboko odczuwam każde zagrożenie człowieka, rodziny, narodu. Zagrożenie to ma zawsze swe źródło w naszej ludzkiej słabości, w słabej woli, w powierzchownym stosunku do życia. I dlatego, moi drodzy rodacy, w tej godzinie szczególnej szczerości, w tej godzinie otwarcia serc przed naszą Matką, przed naszą Jasnogórską Panią, mówię wam o tym, i zawierzam wam to. Nie ulegajcie słabościom! Nie dajcie się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężajcie! (por.Rz 12,21 ). Jeśli widzisz, że brat twój upada, podźwignij go, a nie pozostaw w zagrożeniu. Czasem trudno dźwigać drugiego człowieka, zwłaszcza gdy, jak to się mówi, “leci nam przez ręce”… ale czyż można go opuścić? Przecież sam Bóg, sam Chrystus zawierza nam każdego z naszych braci, naszych rodaków – i mówi: “Coście jemu uczynili, Mnieście uczynili” (por. Mt 25,40). Strzeżcie się też, abyście nie okazali się winnymi grzechów cudzych! Ciężkie słowa wypowiada Chrystus pod adresem czyniących zgorszenie, a zwłaszcza zgorszenie maluczkich (por. Mt 18,6-7). Pomyśl więc, drogi bracie i siostro, w tej godzinie narodowej szczerości wobec Matki i wobec Jej miłującego Serca, czy może nie gorszysz, czy może nie nakłaniasz do złego, czy lekkomyślnie nie bierzesz na swoje sumienie wad albo nałogów, które przez ciebie zaciągają inni… młodzi… może nawet twoje własne dzieci?
Trzeźwymi bądźcie i czuwajcie!
Czuwać zaś i pamiętać w ten sposób… to znaczy być przy Maryi. Jestem przy Tobie! Nie mogę być przy Niej, przy Matce, przy Pani Jasnogórskiej, nie czuwając i nie pamiętając w ten sposób. Jeśli zaś czuwam i pamiętam, to przez to samo jestem przy Niej. A ponieważ Ona tak bardzo weszła w nasze serca – najłatwiej nam czuwać i pamiętać o tym, co jest naszym dziedzictwem i naszym obowiązkiem, będąc przy Niej, będąc przy Maryi. Jestem przy Tobie.
Częstochowa 5 czerwca 1979 r.

Itinerarium , , , , , , ,

NIE NUDZIĆ

6 czerwca 2006

Z cyklu prób odpowiedzi na pytanie jak żyć: nie nudzić. Znaczy się nie opowiadać, że deszcz leje albo praży słońce, bo wszyscy to widzą i czują. Nie opowiadać co się w TV widziało, bo inni też to widzieli, a ci co nie widzieli widzieć nie chcieli i pewnie też słyszeć nie chcą.
Nie mówić nudnych kazań (kto nie słyszał choćby raz nudnego kazania?). Kto mówi nudne kazanie na pewno nie o Panu Bogu mówi, bo On akurat jest Osobą Arcyciekawą.
Nie nudzić, znaczy nie gadać bez końca że ciśnienie niskie i że pod żebrami coś uwiera (jak przestanie natychmiast się pochwalić!).
Jest taki sposób widzenia świata, rzeczy i ludzi, że się widzi i słyszy to, co puste, bylejakie, nudne i beznamiętne. W takiej perspektywie rodzi się także chęć komunikowania całemu światu, że jest be. Słyszeliście kiedyś nieudolną skrzypaczkę jak rzempoli jakiś klasyk? Ból uszu, życie obrzydzone do cna, posmak przedsionka piekła. O tym właśnie mówię, gdy ktoś nudzi.
To wielka sztuka nie nudzić, nie biadolić i nie rzempolić. Jak nie nudzisz, Bogu radośniej, ludziom lżej a i ty jakiś piękniejszy.

Itinerarium , , , , , , , , ,

KRÓTKI PRZEPIS NA ŚWIĘTEGO

5 czerwca 2006

Z serii trudnych pytań, jedno z najtrudniejszych brzmi: Jak żyć? I choć odpowiedzi jest wiele, robi się o tym filmy, pisze księgi i wiersze, rozmawia długimi godzinami z mądrymi ludźmi, sprawa jest dosyć prosta.
Nie udawać. Ani kogo innego ani siebie świętszego czy piękniejszego. Polubić swoje pieprzyki, piegi na nosie coraz chętniej rosnące na policzkach, długi nos i krzywe zęby. Że się człek nie zna na budowie lokomotywy, że mu się modlić zwyczajnie (bo niezwyczajnie to nigdy!) nie chce i że na mszy liczył atrakcyjnych sąsiadów, a w kazaniu na pewno było „O Bogu”.
O tym dziś nie zapomnij, wyrośniesz na świętego.

Itinerarium , , , , ,

O DUCHU

4 czerwca 2006

kazanie na Uroczystość Zesłania Ducha Świętego
niedziela 4 czerwca 2006 AD

Z tym Duchem, który ma dziś święto jest tak. Jak Go nie masz, nie oddychasz i nie żyjesz. Kiedy wciągasz w płuca świeży aromat powietrza, Duch Stworzyciel drga w twoich nozdrzach i każdej żyłce. Ten sam Duch twoje kości wzbudzi kiedyś do aromatu cudownej wieczności i niekończącej się zieleni.
Ci więcej ten Duch jest miłością. I On działa kiedykolwiek mówisz: kocham. I zawsze wtedy, kiedy słyszysz: kocham cię. Bóg tak się rozdaje, niebacznie może, zbyt pochopnie jak na nasze wyobrażenia. Bóg jest miłością, przez tego właśnie Ducha.

Itinerarium , , , , , , ,

NOWE POWOŁANIE

3 czerwca 2006

Wracam jeszcze raz na krakowskie Błonia. I przytaczam niżej fragment homilii Benedykta, w którym przekazuje nam Polakom misję, niesamowitą, oryginalną i zobowiązującą. Tam, 28 maja, nastąpiło niejako nowe powołanie Polaków – Niech nie zabraknie światu Waszego świadectwa! Światu! Co za misja i perspektywa! Czy w nią uwierzymy? Wsłuchajcie się w te słowa, to najważniejsze, co zostało nam powiedziane w ostatnim czasie.

Słyszeliśmy dzisiaj słowa Jezusa: „Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi” (Dz 1, 8). Te słowa dotarły również przed wiekami na polską ziemię i wciąż stanowią wyzwanie dla wszystkich, którzy się przyznają do Jezusa Chrystusa i dla których Jego sprawa jest najważniejsza. Mamy być świadkami Jezusa żyjącego w Kościele i w ludzkich sercach. To On nas posyła. W dniu swego wniebowstąpienia powiedział apostołom: „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. (… ) Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły” (Mk, 16, 15. 20). Drodzy Bracia i Siostry! Wraz z wyborem Karola Wojtyły na Stolicę św. Piotra, by służył całemu Kościołowi wasza ziemia stała się miejscem szczególnego świadectwa wiary w Jezusa Chrystusa. Wy sami zostaliście powołani, by to świadectwo składać wobec całego świata. To wasze powołanie jest nadal aktualne, a może nawet jeszcze bardziej od chwili błogosławionej śmierci Sługi Bożego. Niech nie zabraknie światu waszego świadectwa!
(….)

Również i ja, Benedykt XVI, następca Papieża Jana Pawła II, proszę was:

– byście stojąc na ziemi, wpatrywali się w niebo – w Tego, za którym od dwóch tysięcy lat podążają kolejne pokolenia żyjące na naszej ziemi, odnajdując w Nim ostateczny sens istnienia;

– proszę was, byście umocnieni wiarą w Boga, angażowali się żarliwie w umacnianie Jego Królestwa na ziemi, Królestwa dobra, sprawiedliwości, solidarności i miłosierdzia;

– proszę was, byście odważnie składali świadectwo Ewangelii przed dzisiejszym światem, niosąc nadzieję ubogim, cierpiącym, opuszczonym, zrozpaczonym, łaknącym wolności, prawdy i pokoju;

– proszę was, byście czyniąc dobro bliźniemu i troszcząc się o dobro wspólne, świadczyli, że Bóg jest miłością;

– proszę was w końcu, byście skarbem wiary dzielili się z innymi narodami Europy i świata, również przez pamięć o waszym Rodaku, który jako Następca św. Piotra czynił to z niezwykłą mocą i skutecznością;

– proszę was także, byście pamiętali o mnie w waszych modlitwach i ofiarach, tak jak pamiętaliście o moim wielkim Poprzedniku, bym wypełnił misję powierzoną mi przez Chrystusa.

– Proszę was, trwajcie mocni w wierze! Trwajcie mocni w nadziei! Trwajcie mocni w miłości!

(Kraków, 28 maja 2006, Benedykt XVI)

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

SWOJSKIE NIEBO

2 czerwca 2006

Co jest teraz najważniejsze dla nas Polaków? Wiem, że mój głos to wołanie na puszczy. Kolejne sensacyjne (bo trudno mówić prawdziwe czy fałszywe) informacje związane z lustracją duchowieństwa, tworzą wrażenie, jakby to była aktualnie najważniejsza sprawa. Za chwilę gruchnie kolejna lustracyjna bomba w postaci agentów-dziennikarzy i agentów-pracowników naukowych. Obawiam się, że to, co ważne, zostanie przykryte serialem sensacyjnych doniesień. Naturalnie, że większość mediów stara się o materiały, które wzbudzą emocje (a czyż sensacje nie budzą najżywiej emocji?). W sumie z trudem znaleźć można medium, które podchodziłoby rzeczowo do kwestii lustracji. Sprawa jest ważna, ale boję się że już weszła w fazę „towaru medialnego”, gdzie istotne jest to jak sprzedać „temat”, aby wyszło dobrze dla naszych interesów.
Co jest zatem teraz ważne dla nas Polaków? Będę z uporem twierdził, że przesłanie jakie pozostawił nam Benedykt XVI. I które gubimy już wystawieni na krzyżowy ogień mediów, nie nawiązujących już do tego przesłania i wydarzenia. Wracam myślą na krakowskie Błonia. Wczoraj przytaczałem pierwszą część homilii Benedykta XVI. Dziś, w dalszej części, spodziewanej po poprzedniej, znajdziemy zachętę, aby stojąc twardo na ziemi, wpatrywać się w niebo.

MĘŻOWIE Z GALILEI,
DLACZEGO STOICIE I WPATRUJECIE SIĘ W NIEBO?” (DZ 1,11)

Bracia i Siostry, dziś na Błoniach krakowskich na nowo pada to pytanie z Dziejów Apostolskich. Tym razem jest ono skierowane do nas wszystkich: „Dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo?” W odpowiedzi na to pytanie zawiera się podstawowa prawda o życiu i przeznaczeniu każdego człowieka.

W tym kontekście trzeba rozważyć drugą część pytania zacytowanego w Dziejach Apostolskich: „Dlaczego wpatrujecie się w niebo?” Czytamy, że gdy Apostołowie usiłowali zwrócić uwagę Zmartwychwstałego na kwestię przywrócenia królestwa Izraela, On „uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu”. A oni „uporczywie wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba” (Dz 1, 9-10). A więc wpatrywali się w niebo, bo odprowadzali wzrokiem unoszącego się w górę Jezusa Chrystusa, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Nie wiadomo, czy wówczas zdawali sobie sprawę z tego, że właśnie otwierał się przed nimi najwspanialszy, nieskończony horyzont, ostateczny cel ziemskiego pielgrzymowania człowieka. Być może zrozumieli to dopiero wtedy, gdy zostali oświeceni przez Ducha Świętego w dniu Pięćdziesiątnicy. Dla nas jednak to wydarzenie sprzed dwóch tysięcy lat jest czytelne. Jesteśmy wezwani, by stojąc na ziemi, wpatrywać się w niebo – kierować uwagę, myśl i serce w stronę niepojętej tajemnicy Boga. By patrzeć w kierunku rzeczywistości Bożej, do której od stworzenia powołany jest człowiek. W niej kryje się ostateczny sens naszego życia.

Te dwie oczywiste prawdy, nie stoją ze sobą w sprzeczności, przeciwnie zdają się wyrażać w prosty sposób dwie istotne przestrzeni ludzkiej odpowiedzialności.
Jestem odpowiedzialny za moją ziemię, daną mi jako przestrzeń tego życia, ale mój los ma przedłużenie w nieskończonej perspektywie, zwanej niebem. Pamięć o niebie uwalnia od wielu niepotrzebnych rzeczy, taszczonych przez nas ze złudnymi nadziejami przez całe życie.
I może właśnie te papieskie słowa pomogą nam rozpakować życiowe tobołki, aby pozostawić to, co zbędne. Nie oznacza to jakiejś rejterady, ale realizm. W realnym spojrzeniu na swój los, musimy uwzględnić niebo, jako tę najdłuższą część naszej egzystencji. Dzięki niebu zyskujemy istotną wolność przeżywania ziemskiego etapu życia.
Warto, wzorem apostołów pogapić się w niebo, aby uczynić je swojskim, chcianym i bliskim.

Itinerarium , , , , , , , ,

MOCNO NA ZIEMI

1 czerwca 2006

Pięć dni temu – nie chcę tego zapomnieć – na Błoniach Krakowskich, padły słowa, które są ważne. Mówią o wytrwałym staniu na ziemi. Nie jesteśmy istotami bytującymi w niebie. Tu, na ziemi, zaczyna się nasz start ku wieczności. Żadnej mety nie ma bez punktu startowego. Naszym punktem startowym jest zawsze ziemia. Część chrześcijan oczywiście udaje jakby mieli niewiele wspólnego z ziemią. Ale to nie ma nic wspólnego z Ewangelią i realizmem. Mądry człowiek i dobry chrześcijanin zaczyna zawsze od ziemi.
Upewnij się zatem czy stoisz mocno na ziemi. Sprawdź swoje konto, przyjrzyj się swoim przedmiotom i rzeczom. To jest kapitał, który pozwoli ci rozpocząć drogę zbawienia, jeżeli we właściwy sposób je wykorzystasz.

„MĘŻOWIE Z GALILEI,
DLACZEGO STOICIE I WPATRUJECIE SIĘ W NIEBO?” (DZ 1,11)

Bracia i Siostry, dziś na Błoniach krakowskich na nowo pada to pytanie z Dziejów Apostolskich. Tym razem jest ono skierowane do nas wszystkich: „Dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo?” W odpowiedzi na to pytanie zawiera się podstawowa prawda o życiu i przeznaczeniu każdego człowieka.

To pytanie odnosi się do dwóch postaw, związanych z dwiema rzeczywistościami, w jakie wpisane jest życie człowieka: ziemską i niebiańską. Najpierw rzeczywistość ziemska: „Dlaczego stoicie?” – Dlaczego stoicie na ziemi? Odpowiadamy: Stoimy na ziemi, bo tu postawił nas Stwórca jako uwieńczenie swojego dzieła stworzenia. Bóg wszechmogący, zgodnie ze swym niepojętym zamysłem miłości, stworzył wszechświat, wywiódł go z nicości. A gdy dokonał tego dzieła, powołał do istnienia człowieka – stworzył go na swój obraz i podobieństwo (por. Rdz 1, 26-27). Obdarzył go godnością dziecka Bożego i nieśmiertelnością. Wiemy jednak, że człowiek zagubił się, nadużył daru wolności i powiedział Bogu „nie”, skazując się tym samym na egzystencję, w której pojawiło się zło, grzech, cierpienie i śmierć. Ale wiemy też, że sam Bóg nie pogodził się z tą sytuacją i wszedł bezpośrednio w dzieje człowieka, i stały się one dziejami zbawienia. „Stoimy na ziemi”, tkwimy w niej korzeniami, wyrastamy z niej. Tu tworzymy dobro na rozległych polach codziennego bytowania, w sferze materialnej, ale także duchowej: we wzajemnych relacjach, w budowaniu wspólnoty ludzkiej, w kulturze. Tu doznajemy trudu wędrowców, zmierzających do celu krętymi drogami, pośród wahań, napięć, niepewności, ale z głęboką świadomością, że wcześniej czy później ta wędrówka osiągnie kres. I wtedy rodzi się refleksja: Czy to już wszystko? Czy ziemia, na której „stoimy”, jest naszym ostatecznym przeznaczeniem?

(Benedykt XVI, Kraków, 28 maja 2006 r.)

Itinerarium , , , , , , ,