ROZBICIE DZIELNICOWE

Nie wiem czy się ktoś nie żachnie na wprowadzanie porównań historycznych do kwestii szukania Boga. Niemniej czasem mam wrażenie, że życie wielu z nas wygląda jak „rozbicie dzielnicowe”, w Polsce spowodowane przez skądinąd walecznego Bolesława Krzywoustego w XII wieku i ciągnące się przez prawie następne 150 lat. Skutki tej sytuacji były smutne i opłakane dla Rzeczpospolitej. Wiadomo, że w takiej sytuacji każdy drobniejszy feudał ciągnął we własną stronę, a interes wspólny nie był istotny.
Podobnie bywa w naszym życiu. Mamy swoiste rozbicie dzielnicowe. Inną dzielnicę stanowi praca, inną rodzina, jeszcze inną życie towarzyskie czy odpoczynek. Dzielnicowość objawiać się może także w konflikcie działania sfery emocjonalnej, intelektualnej, wolitywnej i fizycznej. Efektem jest to, że jest kilka „ja”. Ja pracujące jest zupełnie inne niż ja odpoczywające czy to bytujące na łonie rodziny. Dochodzi do tego, że niekiedy nie wiadomo, które „ja” jest ja. Czyli kiedy jestem sobą, bez konieczności napinania się, aby być drobnym ale skutecznym feudałem w swojej dzielnicy. Podobnie też bywa jeśli poszczególne sfery naszej osoby (i osobowości) nie mają „króla”, czyli ja, sterującego i zawiadującego nimi.
Piszę zaś o tym, po to, aby przypomnieć, że Bóg wchodzi w świat naszego realnego ja. To po pierwsze. A po drugie dlatego, że Jego działanie ma charakter jednoczący nasze życie.

Itinerarium , , , , , ,

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.