MOCNE GŁOWY NAD TĘGIMI ŁBAMI

Z perspektywy Lublina mamy dziś wielkie święto, może wydarzenie tylko. Zlot głów państw ongiś w obrębie Rzeczpospolitej tworzących jedno państwo. A to za sprawą 440-lecia podpisania Unii polsko-litewskiej.

W ogóle różne głowy widywałem, nawet niektóre najważniejsze. Niektóre z nich były nadzwyczaj słabe. Znacie to powiedzenie: ma słabą głowę, a bierze się do picia. To jeszcze jest zrozumiałe i łatwe do pojęcia, bo natura w tej kwestii jest ślepa, jednym daje słabe, innym mocniejsze głowy. I jeszcze gdzieś mi się maksyma taka z piosenki przyplątała: do życia trza mieć mocną głowę, choć niekoniecznie tęgi łeb. Młodszym przypomnę, że „tęgi łeb” oznaczało osobnika inteligentnego, mądrego, oczytanego, światłego. „Mocna głowa” zaś oznaczała kogoś, kto za kołnierz nigdy nie wylewał trunków, przeciwnie wsączał je bez umiaru i jakichś szczególnie złych następstw.

Tęgie łby rzadko idą w parze z mocnymi głowami. Z tym, że niestety do rządzenia (na różnym szczeblu) ochoczo biorą się ci z mocnymi głowami. Tęgie łby trzymają się zaś zwykle z dala od rządzenia i mocnych głów.

Problem pewnie i w tym, że wolimy by pieczę nad nami sprawowały swojskie mocne głowy, niźli przemądrzałe tęgie łby, stawiające nam wymagania i zaganiające do roboty. Gdyby zrobić testy inteligencji i badania nad rezolutnością, mogło by się okazać, że połowa z Was, drodzy czytelnicy, wypada lepiej na tle prezydentów, premierów, ministrów, wojewodów, prezesów i dyrektorów. Nie zostaniecie jednak nikim z nich z dwóch być może powodów. Pierwszy – być może macie za słabe głowy. Drugi – jeśli nawet macie mocne głowy, być może pijecie w niewłaściwych gronach.

Świat jednak kręci się jakoś, mimo przywództwa mocnych głów. Podobnie statki, przy sterach których stali kapitanowie nie odrywający ust od butelek z rumem, jednak gdzieś tam dopływały.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

NA PÓŁROCZE

Zamykamy pierwsze półrocze. Broń Boże, nie odsyłam nikogo do marzeń z sylwestrowego wieczoru poprzedniego roku, kiedy to snuliśmy jakieś założenia na 2009.

Tym bardziej nie oczekuję, że ktoś pamięta, co mu się po głowie snuło pierwszego stycznia po południu, po odespaniu harców nocnych. Kanikuła, dziwne wibracje w ciśnieniu, jakaś wczesnoletnia leniwość, mogą jednak sprawić, że nowe, ważne rzeczy przełożymy na tak zwane „po”. Po urlopie, po wakacjach, po lecie, po powrocie z zagranicy. Ostrzegam, jak przełożysz owe ważne nowe rzeczy, figa z nich wyjdzie.

Dzisiejszy dzień jest wręcz znakomity, aby rozpocząć na nowo. Nie od pierwszego lipca, czyli od jutra. Wyprzedź czas o jeden dzień i zacznij jeszcze w tym półroczu, uratujesz zarazem cały rok, bo wszak zaczniesz w pierwszym półroczu jeszcze.

Duch nasz obumiera, jeśli mu nie podamy ożywczej dawki nowej perspektywy. Duch wyrywa się ku nowemu życiu, ale my często jesteśmy zasypani jakimiś paprochami z przeszłości, rozmemłani wspomnieniami i zafrasowani gdybaniem nad przyszłością. Udać się może naprawdę wiele i wszystko, jeżeli aktem woli podarujemy sobie nowy początek. Bóg doskonale wie, że do zwycięstwa potrzebne są rącze zrywy i zaczynanie na nowo, nawet bardzo często. I Bóg siada jedynie po stronie tych, którzy poprzez nowe życie dają Mu szansę wsparcia.

Nie piszę tu marnych pociech, tylko prostą, sprawdzoną radę na cudowne, odradzające się, kolorowe życie. Właśnie po to to życie nam jest dane, aby cieszyć się nim, nowym i pięknym. Byle nie od jutra. Od dziś.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , ,

PO CO DZIŚ DO KOŚCIOŁA?

kazanie na Uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła
poniedziałek 29 czerwca 2009

Czasy, kiedy za nieobecność w kościele w dniu dzisiejszym trzeba było się spowiadać, mamy już za sobą. Kto dziś nie pójdzie do kościoła nie zgrzeszy.

Choć z przynajmniej dwóch względów wypada dziś udać się na mszę. Pierwszy wzgląd jest praktyczny i prozaiczny, taca zbierana dziś powędruje do Rzymu (tak jest na całym świecie), to tak zwane „świętopietrze”. Inaczej – na potrzeby Stolicy Apostolskiej. Nie wiem ile osób zdołałem przekonać do wizyty w kościele, aby wspomogły budżet Watykanu.

Drugi wzgląd jest bardziej duchowy. Święto dzisiejsze przypomina o Kościele w najgłębszym sensie. To znaczy, że Kościół jest po to, aby objawiać Jezusa Chrystusa i że służą do tego ludzie. Niewątpliwie wszystkie przejściowe i przemijające formy życia kościelnego – prawo kanoniczne, przykazania kościelne, metryki, zaświadczenia, obrzędy, ryty i rytuały, podziały na parafie, tytulatura z kanonikami, prałatami i infułatami, książeczki do nabożeństwa i same nabożeństwa, modlitewniki, śpiewniki, stroje pierwszokomunijne, sutanny, piuski, celebrety i tiary nawet – czasem się tak rozrastają, że Pan Jezus małe ma szanse zagościć wśród trzech najważniejszych spraw Kościoła.

I Piotr i Paweł ginęli za sprawę Jezusa Chrystusa, za wierność Jego nauce i orędziu. Tak wyrósł Kościół, który innego celu i sensu nie ma, poza objawianiem Jezusa Chrystusa. Zatem drugi wzgląd, by pójść dziś do kościoła, jest oczywisty. Idziemy tam po Jezusa Chrystusa.

LITURGIA SŁOWA

(Dz 12,1-11)
W owych dniach Herod zaczął prześladować niektórych członków Kościoła. Ściął mieczem Jakuba, brata Jana, a gdy spostrzegł, że to spodobało się Żydom, uwięził nadto Piotra. A były to dni Przaśników. Kiedy go pojmał, osadził w więzieniu i oddał pod straż czterech oddziałów, po czterech żołnierzy każdy, zamierzając po Święcie Paschy wydać go ludowi. Strzeżono więc Piotra w więzieniu, a Kościół modlił się za niego nieustannie do Boga. W nocy, po której Herod miał go wydać, Piotr, skuty podwójnym łańcuchem, spał między dwoma żołnierzami, a strażnicy przed bramą strzegli więzienia. Wtem zjawił się anioł Pański i światłość zajaśniała w celi. Trąceniem w bok obudził Piotra i powiedział: Wstań szybko! Równocześnie z rąk [Piotra] opadły kajdany. Przepasz się i włóż sandały! – powiedział mu anioł. A gdy to zrobił, rzekł do niego: Narzuć płaszcz i chodź za mną! Wyszedł więc i szedł za nim, ale nie wiedział, czy to, co czyni anioł, jest rzeczywistością; zdawało mu się, że to widzenie. Minęli pierwszą i drugą straż i doszli do żelaznej bramy, prowadzącej do miasta. Ta otwarła się sama przed nimi. Wyszli więc, przeszli jedną ulicę i natychmiast anioł odstąpił od niego. Wtedy Piotr przyszedł do siebie i rzekł: Teraz wiem na pewno, że Pan posłał swego anioła i wyrwał mnie z ręki Heroda i z tego wszystkiego, czego oczekiwali Żydzi.

(Ps 34,2-9)
REFREN: Od wszelkiej trwogi Pan Bóg mnie wyzwolił.

Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
Dusza moja chlubi się Panem,
niech słyszą to pokorni i niech się weselą.

Wysławiajcie razem ze mną Pana,
wspólnie wywyższajmy Jego imię.
Szukałem pomocy u Pana, a On mnie wysłuchał
i wyzwolił od wszelkiej trwogi.

Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością,
oblicza wasze nie zapłoną wstydem.
Oto biedak zawołał i Pan go usłyszał,
i uwolnił od wszelkiego ucisku.

Anioł Pański otacza szańcem bogobojnych,
aby ich ocalić.
Skosztujcie i zobaczcie, jak Pan jest dobry,
szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.

(2 Tm 4,6-9.17-18)
Najmilszy: Krew moja już ma być wylana na ofiarę, a chwila mojej rozłąki nadeszła. W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiarę ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkich, którzy umiłowali pojawienie się Jego. Pośpiesz się, by przybyć do mnie szybko. Natomiast Pan stanął przy mnie i wzmocnił mię, żeby się przeze mnie dopełniło głoszenie /Ewangelii/ i żeby wszystkie narody /je/ posłyszały; wyrwany też zostałem z paszczy lwa. Wyrwie mię Pan od wszelkiego złego czynu i wybawi mię, przyjmując do swego królestwa niebieskiego; Jemu chwała na wieki wieków! Amen.

(Mt 16,18)
Ty jesteś Piotr – Opoka, i na tej Opoce zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą.

(Mt 16,13-19)
Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego? A oni odpowiedzieli: Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków. Jezus zapytał ich: A wy za kogo Mnie uważacie? Odpowiedział Szymon Piotr: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Na to Jezus mu rzekł: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.

Itinerarium , , , , , , , , ,

LUDZKIE SŁUPY W AKCJI

kazanie na XIII Niedzielę Zwykłą
28 czerwca 2009

Bardzo zabawne są dwie uwagi, zapisane w końcówce perykopy, którą dziś czytamy. Ewangelista w dwóch stwierdzeniach oddał pewne ważne ludzkie reakcje.

Najpierw „wyśmiewali Go” (Jezusa); wyśmiewał Go tłum, który zawsze wie lepiej, wie jak jest. Tłum widział wszystko w telewizji, przeczytał w „Fakcie”, słyszał w plotkach roznoszonych na korytarzach, a nawet fryzjer to powtarzał.

Bardzo groźna jest wiedza tłumu, zakrywa rzeczy głębsze i wyższe, zadowala się każdą przeciętną, średnią i normą. Cud, niezwykłość, wyjątkowość, to wymiary obce tłumowi.

I jest reakcja następna: „I osłupieli wprost ze zdumienia”. Nie wiemy, czy te zdumione ludzkie słupy, potrafiły dalej wyciągnąć jakąś lekcję z tego, co widziały. Łatwo przechodzi się – w sferze emocji – od pustego rechotu do zawstydzającego zdumienia.

Wszystko jest możliwe, wszystko ma sens, powstrzymajmy głupawe uśmieszki i złośliwe komentarze. Nawet jak nie rozumiemy, jest możliwe. Właśnie tu gdzieś rodzi się początek wiary, przenoszącej góry, uzdrawiającej z chorób, dźwigającej ze śmierci, wyrywającej dobrze zakorzenione morwy, mogącej wszystko.

LITURGIA SŁOWA

(Mdr 1,13-15; 2,23-24)
Bóg nie uczynił śmierci i nie cieszy się ze zguby żyjących. Stworzył bowiem wszystko po to, aby było, i byty tego świata niosą zdrowie: nie ma w nich śmiercionośnego jadu ani władania Otchłani na tej ziemi. Bo sprawiedliwość nie podlega śmierci. Bo dla nieśmiertelności Bóg stworzył człowieka – uczynił go obrazem swej własnej wieczności. A śmierć weszła na świat przez zawiść diabła i doświadczają jej ci, którzy do niego należą.

(Ps 30,2.4-6.11-13)
REFREN: Sławię Cię, Panie, bo mnie wybawiłeś

Sławię Cię, Panie, bo mnie wybawiłeś
i nie pozwoliłeś mym wrogom naśmiewać się ze mnie.
Panie, Boże mój, z krainy umarłych wywołałeś moją duszę
i ocaliłeś mi życie spośród schodzących do grobu.

Śpiewajcie psalm wszyscy miłujący Pana
i pamiętajcie o Jego świętości.
Gniew Jego bowiem trwa tylko przez chwilę,
a Jego łaska przez całe życie.

Wysłuchaj mnie, Panie, zmiłuj się nade mną,
Panie, bądź moją pomocą.
Zamieniłeś w taniec mój żałobny lament.
Boże mój i Panie, będę Cię sławił na wieki.

(2 Kor 8,7.9.13-15)
Podobnie jak obfitujecie we wszystko, w wiarę, w mowę, w wiedzę, we wszelką gorliwość, w miłość naszą do was, tak też obyście i w tę łaskę obfitowali. Znacie przecież łaskę Pana naszego Jezusa Chrystusa, który będąc bogaty, dla was stał się ubogim, aby was ubóstwem swoim ubogacić. Nie o to bowiem idzie, żeby innym sprawiać ulgę, a sobie utrapienie, lecz żeby była równość. Teraz więc niech wasz dostatek przyjdzie z pomocą ich potrzebom, aby ich bogactwo było wam pomocą w waszych niedostatkach i aby nastała równość według tego, co jest napisane: Nie miał za wiele ten, kto miał dużo. Nie miał za mało ten, kto miał niewiele.

(2 Tm 1,10b)
Nasz Zbawiciel Jezus Chrystus śmierć zwyciężył a na życie rzucił światło przez Ewangelię.

(Mk 5,21-43)
Gdy Jezus przeprawił się z powrotem w łodzi na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła. Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał. A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc przyszła od tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: Kto się dotknął mojego płaszcza? Odpowiedzieli Mu uczniowie: Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął. On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości! Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela? Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: Nie bój się, wierz tylko! I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia, wszedł i rzekł do nich: Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi. I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: Talitha kum, to znaczy: Dziewczynko, mówię ci, wstań! Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść.

Itinerarium , , , , , , , , ,

Zrozumienie

Jakieś 20 lat temu bardzo zadziwił mnie ks. prof. Michał Heller. Ten bardzo wybitny kosmolog, który potrafi pisać nie tylko o tajemnicach Wszechświata, ale i o tajemnicach życia.

Otóż ks. Heller napisał coś w tym stylu: „Nie zazdroszczę dwudziesto, trzydziestolatkom, nie chciałbym się z nimi zamienić.” Ładniej to ujął, ale o to mniej więcej chodziło.

20 lat temu ks. Heller miał tyle lat, co ja dziś. Dziwiłem się wtedy bardzo. Nie rozumiałem.

A teraz zrozumiałem i też bym się nie zamienił.

Dziwicie się? Poczekajcie 20, 30 lat. Zrozumiecie.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , ,

MOJE STARE NAWYKI

Spotykam się często z młodymi ludźmi, mają wiele świetnych stron, są energiczni, pomysłowi, sprytni i w ogóle prawie wspaniali.

Prawie. W wakacje pewnie mniej czytają tę rubrykę, więc napiszę o moich zdziwieniach.

Pierwsze zdziwienie dotyczy syndromu obsługi. Częstuję tych moich młodych przyjaciół kawą, herbatą, sokami, wodą mineralną, z gazem i bez gazu. Rozstawiam filiżanki albo szklanki. Oni przeważnie siedzą i czekają aż porozstawiam. Wypijają – kawę parzę bardzo dobrą. Bardzo rzadko zdarza się, że ktoś z nich podziękuje. I wcale nie mam im tego za złe. W którymś momencie zrozumiałem, że oni są z pokolenia, które żyje już w syndromie obsługi. Normalną rzeczą jest dla nich, że od dzieciństwa są obsługiwani, w każdej kawiarni, restauracji, pubie, klubie, dyskotece, sklepie, kiosku, pawilonie, markecie, sklepiku. Coraz mniej rzeczy umieją zrobić sami, wszędzie ktoś coś robi za nich.

Drugie zdziwienie dotyczy – pozostając przy kwestiach stolika – sposobu spożywania napojów. Otóż w tej kwestii jest to pokolenie Byle Jak. Ze zdziwieniem widzę, jak są w stanie nalać sobie wody gazowanej (lub nie) do kubka (ewidentnie przeznaczonego do herbaty!) albo do porcelanowej filiżanki na kawę. Choć najchętniej piliby w plastikach, których akurat nie mam. A jak już przynoszą ze sobą swoje cole, energizujące drinki, soczki, to nawet nie pomyślą, że można nalać je sobie do jakiegoś naczynia. Obciągają to wszystko z tak zwanego gwinta, wprost lejąc w swoje gardełka owe płyny.

Oczywiście tych zdziwień jest o wiele więcej. Pewnie starzeję się szybciej niż bym chciał, ale kawę pijam (jak mogę) w filiżance, a wodę z plastikowej butelki nalewam do szklanki.

I często spotykam się ze zdziwieniem, że przepuszczam panie pierwsze w drzwiach. Oj, coś tam siedzi we mnie, starego, ale nie umiem się pewnych nawyków wyzbyć.

Itinerarium , , , , , ,

SILNA POLSKA WIARA

Niedawno jeden z Czeczenów, w trakcie rozmowy, podziwiał Polskę i Polaków za to, że jesteśmy tak religijni, tak bardzo liczymy się z Panem Bogiem, a wiara ma dla nas tak duże znaczenie.

Oczywiście, pewnie tak jest. Przecież nie uczestniczymy w jakiejś zorganizowanej grze pozorów. Nie umiem jednak odpowiedzieć czy ta nasza polska „silna wiara”, to suma „wiar indywidualnych”, naszych ludzkich potencjałów wiary, czy może jakaś struktura, drzemiąca gdzieś w tak zwanym „duchu narodu”.

Kiedy pozwalam sobie na jakieś uwagi, że „polska wiara” potrzebuje odnowy, głębi i samej wiary, słyszę, że nie jest z nami tak źle, że trzeba popatrzeć na inne narody, tam to już jest całkiem źle z wiarą.

Historia narodu wybranego, którą możemy prześledzić na kartach Biblii, podpowiada, że „silna wiara” zobowiązuje (noblesse obligue!) i że można ją tracić. Nie ma naturalnie jakiejś Ligi Mistrzów Wiary, w której można by ocenić, czy jesteśmy światowymi liderami.

Jak uczy nasza święta Księga, skarb wiary niesiemy w glinianych, kruchych naczyniach, a podpieranie się statystykami jest ryzykowne. I czy nie jest tak, że słysząc o „silnej polskiej wierze”, rozglądamy się wokoło, bo przecież to nie o nas mowa? Nie ma „silnej wiary”, poza naszymi codziennymi wysiłkami stawania się lepszymi, mądrzejszymi i bardziej wrażliwymi. Okazać się może, że to ktoś z nas jest tym ostatnim filarem, na którym stoi nasza „silna polska wiara”.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

MARZENIE O JEDNYM ŚWIECIE – GRUZJA

Tbilisi, Gori, to miasta, które odwiedzam właśnie, kiedy wy czytacie kolejną część Itinerarium. Nie jestem, broń Boże, na wycieczce, ciężko pracuję.

Wejdą, nie wejdą? Ten dylemat mają teraz (od roku, od sierpnia ubiegłego roku) Gruzini. Chodzi o „ruskich”, wojska rosyjskie, które stoją 35 kilometrów od stolicy Gruzji. Rozumiem ich obawy, ja sam i moje pokolenie mieliśmy te same rozterki w latach 1980-81, kiedy w powiewie „pierwszej wolności”, co rusz słyszeliśmy o czołgach Armii Czerwonej, gotowej wejść i zgnieść ruch Solidarności.

Jak będzie, czy Gruzja dostanie się w szpony Rosji, nie wiem, mam nadzieję, że nie. Wiem jednak, że powinniśmy się dzielić wolnością i pokrzepieniem z innymi. Po to tu jestem, choć wydawać się może, że te słowa to patos.

Odwiedzam ośrodki dla uchodźców (tych z Osetii i Abchazji), widzę i ubóstwo i brak nadziei, miejsca, o których świat zapomniał. Pewnie wiele jest takich miejsc na ziemi. Patetycznie zakończę – dopóki pamiętamy o tych miejscach, dopóki wnosimy w nie choćby krztynę radości czy pokrzepienia, zachowujemy marzenie o jednym świecie, tym dobrym, sprawiedliwym, wolnym. Choć jeszcze nie do końca zbudowanym.

Itinerarium , , , , , , , ,

UMIZGI W KURZU

kazanie na uroczystość Narodzenia świętego Jana Chrzciciela
środa 24 czerwca 2009

Święty Jan, którego Narodzenie dziś świętujemy (jako uroczystość), uwalnia w nas jedno z wielkich pragnień.

Pragniemy, aby Bóg był blisko, aby można było Go jakoś poznać, spotkać, nie unosząc się poza naszą ukochaną ziemię. Takie szczęście mieli ci, którzy przychodzili i rozmawiali ze świętym Janem Chrzcicielem. W Nim Bóg się uobecniał.

Pomyślcie dziś o ludziach, którzy naprowadzają was na Boże tropy. Może czasami, dzięki nim, odsłaniała się wam, choćby na okamgnienie, tajemnica samego Boga. Być może innym razem ci sami ludzie wręcz Pana Boga wam zasłaniają. Podobne wrażenia, dwuznaczności, mieli słuchacze świętego Jana. Ba, ci którzy spotykali Jezusa, często odwracali się od Niego, widząc w Nim kogoś, kto burzy ich świętą i pewną wiarę.

I jeszcze więcej. My sami jesteśmy obrazem Boga dla wielu z tych, których spotykamy na naszych drogach. Jeśli cokolwiek w nas przesłania Bożą Obecność, to na pewno to wszystko, co jest jakąś pozą, grą, udawaniem. Ilekroć ślinimy się, na pobożnych, świętych, nieskalanych, wznosimy kurz pychy i pustki, przez który nie widać żadnego Pana Boga. Najwyżej nas samych. Ilekroć podlizujemy się rzeczywistości, umizgamy do niej jak do księżniczki z największym posagiem, tylekroć wzbudzamy zamęt. Ilekroć chcemy być takimi, jakimi chcą nas widzieć ludzie, ubieramy maski, maseczki, pudry słowne, makijaże miluśkich, tylekroć tracimy szansę na głębsze relacje z ludźmi.

Aby objawiać Boga, kochać życie i jednoczyć się głęboko z ludźmi, potrzeba jednego – być sobą. A to jest najtrudniejsze. Święty Janie Chrzcicielu, módl się za nami.

LITURGIA SŁOWA

(Iz 49,1-6)
Wyspy, posłuchajcie Mnie! Ludy najdalsze, uważajcie! Powołał Mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię. Ostrym mieczem uczynił me usta, w cieniu swej ręki Mnie ukrył. Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim kołczanie. I rzekł mi: Tyś Sługą moim, Izraelu, w tobie się rozsławię. Ja zaś mówiłem: Próżno się trudziłem, na darmo i na nic zużyłem me siły. Lecz moje prawo jest u Pana i moja nagroda u Boga mego. Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją siłą. A teraz przemówił Pan, który mnie ukształtował od urodzenia na swego Sługę, bym nawrócił do Niego Jakuba i zgromadził Mu Izraela. A mówił: To zbyt mało, iż jesteś Mi Sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela! Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi.

(Ps 139,1-3.13-15)
REFREN: Sławię Cię, Panie, za to, żeś mnie stworzył.

Przenikasz i znasz mnie, Panie,
Ty wiesz, kiedy siedzę i wstaję.
Z daleka spostrzegasz moje myśli,
przyglądasz się, jak spoczywam i chodzę,
i znasz moje wszystkie drogi.

Ty bowiem stworzyłeś moje wnętrze
i utkałeś mnie w łonie mej matki.
Sławię Cię, żeś mnie tak cudownie stworzył,
godne podziwu są Twoje dzieła.

I duszę moją znasz do głębi.
Nie tajna Ci istota,
kiedy w ukryciu nabierałem kształtów,
utkany we wnętrzu ziemi.

(Dz 13,22-26)
W synagodze w Antiochii Pizydyjskiej Paweł powiedział: Bóg dał ojcom naszym Dawida na króla, o którym też dał świadectwo w słowach: Znalazłem Dawida, syna Jessego, człowieka po mojej myśli, który we wszystkim wypełni moją wolę. Z jego to potomstwa, stosownie do obietnicy, wyprowadził Bóg Izraelowi Zbawiciela Jezusa. Przed Jego przyjściem Jan głosił chrzest nawrócenia całemu ludowi izraelskiemu. A pod koniec swojej działalności Jan mówił: ” Ja nie jestem tym, za kogo mnie uważacie. Po mnie przyjdzie Ten, któremu nie jestem godny rozwiązać sandałów na nogach “. Bracia, synowie rodu Abrahama, i ci spośród was, którzy się boją Boga! Nam została przekazana nauka o tym zbawieniu.

(Łk 1,76)
Ty, dziecię, zwać się będziesz prorokiem Najwyższego, gdyż pójdziesz przed Panem przygotować Mu drogę.

(Łk 1,57-66.80)
Dla Elżbiety nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. Jednakże matka jego odpowiedziała: Nie, lecz ma otrzymać imię Jan. Odrzekli jej: Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię. Pytali więc znakami jego ojca, jak by go chciał nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: Jan będzie mu na imię. I wszyscy się dziwili. A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił wielbiąc Boga. I padł strach na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: Kimże będzie to dziecię? Bo istotnie ręka Pańska była z nim. Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem, a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , ,

TORT LEPSZEGO ŚWIATA

Jeszcze jeden obrazek do tezy, że ludzie są dobrzy, dużo lepsi niż myślimy. Choć z pozoru często zdaje się nam, że mają tylko ciemne strony.

W ostatnią niedzielę obchodziliśmy, w naszym świętoduskim kościele, Dzień Uchodźcy. Ni stąd ni zowąd przyszło mi licytować dużą chałwę czeczeńską (palce lizać!), wprost od ołtarza. Wszystko przez to, że padał deszcz i obchody, planowane przed lubelskim ratuszem, musieliśmy przenieść do naszego kościoła. Fantastycznie tańczyły „Gwiazdy Czeczenii”, dwudziestka dzieci czeczeńskich z ośrodka dla uchodźców w Lublinie.

Chałwa, przysmak kaukaski, w porcjach była oferowana uczestnikom spotkania. Ale był też specjalny duży tort chałwowy, który mnie przyszło licytować. Wyjściowa cena została przebita – uwaga! – 350-krotnie. Wyszedłem od 1 złotego, a zwycięzca licytacji zapłacił 350 złotych! Kiedy wręczałem mu ów tort, zdecydował, że przekazuje owo cudo ubogiej rodzinie, której nie stać będzie nawet na nabycie kawałka słodkiej, miodowej chałwy. To pan Paweł zaskoczył nas swoim wymownym gestem.

Po licytacji podszedł do mnie pan Mirek, który przegrał licytację, dając w ostatniej rundzie 300 złotych. Wręczył tę sumę, mówiąc, że skoro tyle oferował, to przeznacza pieniądze na wsparcie uchodźców. Policzyliśmy wszystko, co z chałwy wpadło do naszej uchodźczej kiesy i wyszło, że będziemy mogli zorganizować wakacyjny wyjazd nad jezioro dla kilkudziesięciu dzieci czeczeńskich, obecnie mieszkających w Lublinie.

Spotykam na swojej drodze tylu wspaniałych ludzi, którzy tworzą – przez pieniądze (za którymi stoi serce), czas, pomysły – tak wiele dobra i piękna, że nie wątpię w lepszy świat. Ten świat tworzy się na moich oczach.

Itinerarium , , , , , , , , ,