Z perspektywy Lublina mamy dziś wielkie święto, może wydarzenie tylko. Zlot głów państw ongiś w obrębie Rzeczpospolitej tworzących jedno państwo. A to za sprawą 440-lecia podpisania Unii polsko-litewskiej.
W ogóle różne głowy widywałem, nawet niektóre najważniejsze. Niektóre z nich były nadzwyczaj słabe. Znacie to powiedzenie: ma słabą głowę, a bierze się do picia. To jeszcze jest zrozumiałe i łatwe do pojęcia, bo natura w tej kwestii jest ślepa, jednym daje słabe, innym mocniejsze głowy. I jeszcze gdzieś mi się maksyma taka z piosenki przyplątała: do życia trza mieć mocną głowę, choć niekoniecznie tęgi łeb. Młodszym przypomnę, że „tęgi łeb” oznaczało osobnika inteligentnego, mądrego, oczytanego, światłego. „Mocna głowa” zaś oznaczała kogoś, kto za kołnierz nigdy nie wylewał trunków, przeciwnie wsączał je bez umiaru i jakichś szczególnie złych następstw.
Tęgie łby rzadko idą w parze z mocnymi głowami. Z tym, że niestety do rządzenia (na różnym szczeblu) ochoczo biorą się ci z mocnymi głowami. Tęgie łby trzymają się zaś zwykle z dala od rządzenia i mocnych głów.
Problem pewnie i w tym, że wolimy by pieczę nad nami sprawowały swojskie mocne głowy, niźli przemądrzałe tęgie łby, stawiające nam wymagania i zaganiające do roboty. Gdyby zrobić testy inteligencji i badania nad rezolutnością, mogło by się okazać, że połowa z Was, drodzy czytelnicy, wypada lepiej na tle prezydentów, premierów, ministrów, wojewodów, prezesów i dyrektorów. Nie zostaniecie jednak nikim z nich z dwóch być może powodów. Pierwszy – być może macie za słabe głowy. Drugi – jeśli nawet macie mocne głowy, być może pijecie w niewłaściwych gronach.
Świat jednak kręci się jakoś, mimo przywództwa mocnych głów. Podobnie statki, przy sterach których stali kapitanowie nie odrywający ust od butelek z rumem, jednak gdzieś tam dopływały.

