OKLASKI WSZYSTKICH NARODÓW

Wszystkie narody klaskajcie w dłonie! Taką zachętę znajdziemy w jednym z psalmów. Potem autor dodaje: Radosnym głosem wykrzykujcie Bogu!

Nie wiem, co miał przed oczyma psalmista, pisząc te słowa więcej niż 3 000 lat temu. Ja kilka razy widziałem jak owa zachęta się spełniała. Podczas Światowych Dni Młodzieży w Paryżu (1997) czy Rzymie (2 000), gdzie ponad dwa miliony, głównie młodych ludzi, z niemal wszystkich krajów zgodnie klaskało i śpiewało. Tak było też w innych miejscach, gdzie najpierw Jan Paweł II, a potem Benedykt XVI, zapraszali młodzież.

Entuzjazm, oklaski, wspólne śpiewy, trwają przez kilkanaście dni spotkania i może nie jest to jeszcze nic nadzwyczajnego. Nic wielkiego, ale jednak jest to znak, że możliwa jest wspólnota narodów, języków, kultur i ras, nawet jak trudno jest nazwać rdzeń tego połączenia i zjednoczenia. Czytam te spotkania jako znak jedności ludzkiej, porozumienia, bliskości, otwarcia i wzajemnej życzliwości pomimo dużej inności i różnorodności.

Za rok w Madrycie, podczas następnego wielkiego Spotkania Młodych, zobaczymy znów znak Wspólnoty Narodów Świata. Organizatorzy już przyjmują zapisy, przez Internet, więc jak ktoś z was chce doświadczyć tego, o czym piszę, nie powinien zwlekać. Żyjemy w przekonaniu, że świat jest pełen konfliktów, starć i napięć, pomiędzy ludźmi i narodami, upewniają nas w tym codziennie serwisy informacyjne. Dlatego ważne jest, aby widzieć znak zapowiadający Inną Rzeczywistość. I nie tylko widzieć, ale także włączyć się w tworzenie takiego znaku.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

DZIEŃ PRZYJAŹNI PRZED PANEM BOGIEM

Poza wszystkimi ważnymi wymiarami, modlitwa ma znakomitą moc łączenia z ludźmi. Nie jest to tylko zwykła pamięć, kiedy kogoś wspominamy, jakiś obraz w głowie, osoby, którą pamiętam.

Kiedy wchodzę w relację z Panem Bogiem i mówię Mu o swoich przyjaciołach, bliskich, znajomych, to nie tylko o nich wspominam, ale skłaniam Boga, by życzliwie się ku nim nachylił. On wie, komu teraz trzeba dać pociechę, komu jasność w myślach, kogo wspomóc w nadwątlonych siłach, kogo napełnić natchnieniem.

W zwykłej pamięci poruszamy się w sferze ludzkiego zasięgu, w modlitwie wprowadzamy osoby, które wspominamy, w krąg Bożego oddziaływania. Możemy tak czynić przy okazji imienin tych osób, kiedy widzimy od nich smsa lub maila albo gdy jakaś rzecz skojarzy się nam z nimi.

A jeżeli oddajemy kogoś w ręce Boga, to nie ma dla niego bardziej bezpiecznego miejsca. Może warto od czasu do czasu zrobić sobie dzień przyjaźni w modlitwie? Specjalny czas dla przyjaciół, w towarzystwie Pana Boga. Polecam.. I polecam się.

Itinerarium , , , , , ,

ABYŚMY BYLI JEDNO ALBO BUDDYJSKA STUŁA

Katolicyzm to oprócz wszystkich krytykowanych rzeczy (słusznie i niesłusznie), niezwykła sprawa, pozwalająca łączyć, dzięki „powszechności” (czyli właśnie katolickości) narody, tradycje i zdarzenia.

Doświadczyłem tego po raz kolejny w ostatnią niedzielę, w Gruzji, gdzie przebywam z misją solidarnościową wśród tamtejszych wojennych uchodźców (dłuższe relacje pojawiają się na naszej stronie – tu). Kościoła katolickiego, w sensie świątyni, nie ma tu – konkretnie w Borjomi – oraz nigdzie w promieniu wielu kilometrów. Mszę świętą odprawiałem więc w sanatorium, gdzie byliśmy zakwaterowani. Była nas czwórka, troje Polaków i katolików oraz jedna prawosławna, Megrelka (jeden z narodów gruzińskich, mieszkających raczej na Zachodzie tego kraju), uchodźczyni sprzed 18 lat, po tzw. pierwszej wojnie gruzińskiej (1992). Wino do mszy było także wyjątkowe, ponieważ zrobiła je domowym sposobem (tak produkuje wino 90 % Gruzinów) jedna z pań w ośrodku dla uchodźców w Gori, ona także musiała uciekać wskutek wojny z Abchazji.

Stuła, którą miałem na sobie, ma także swoją historię. Rok temu do naszego „Duchowego” środowiska dołączyła młoda Chinka, Priscilla, buddystka. Podpatrywała, co robimy dla bezdomnych, dla więźniów i uchodźców. Bardzo jej się to wszystko spodobało i po powrocie do Chin odszukała katolicką parafię, kilkadziesiąt kilometrów od rodzinnych stron. Poprosiła o pracę, okazało się, że może pracować w placówce tamtejszej CARITAS, zajmującej się ludźmi chorymi na AIDS. Kiedy już zaprzyjaźniła się ze swoimi podopiecznymi, wykonującymi m.in. jakieś ubrania i hafty, opowiedziała o swoim doświadczeniu z Lublina. I razem z nimi, wszyscy buddyści (choć pod opieką katolickiej CARITAS), uszyli i wyhaftowali przepiękną stułę, z motywami krzyża i Eucharystii. Stuła kilka miesięcy temu dotarła do Lublina, używamy jej w naszych świętoduskich liturgiach, zabrałem ją ze sobą do Gruzji.

I tak sobie myślę, że cudownie i bardzo po katolicku jest sprawować mszę świętą w gruzińskim sanatorium, z jedną czwartą wiernych prawosławnych, używając jako materii wina wytworzonego przez uchodźcę, będąc ubranym w chińską stułę, zrobioną przez buddystów chorych na AIDS.

W opisanej sytuacji, przypomniała mi się modlitwa Chrystusa „aby wszyscy byli jedno”, lepiej pojąłem jej sens poprzez znaki towarzyszące niedzielnej liturgii. Poczułem także radość z faktu, że jestem częścią wspaniałej jedności, jaką można budować w Kościele Katolickim. Katolicyzm jest naprawdę „the best”!

Itinerarium , , , , , , , , ,

TAKIE SZCZĘŚCIE

Bywamy nieszczęśliwi, na własne zamówienie, nie z powodu złego świata, strasznych ludzi czy przeciwności losu. Choć prawdopodobnie do końca życia będziemy obwiniać wszystkich i wszystko za niedostatek szczęścia, sami jesteśmy dla siebie źródłem największych utrapień i zmór, które gaszą w nas radość życia.

Wygrażamy na silne mrozy i wielkie upały, a to przecież takie nadzwyczajne dary, zsyłane nam za friko. Raz trzeba tylko się wcisnąć w ciepłą czapę, raz założyć mocne okulary przeciwsłoneczne. Klniemy nasze rządy od dwudziestu lat, a przecież sami je wybieramy i lepszych nie ma i nie było, wybierajmy tylko te, które najmniej nam przeszkadzają.

Utyskujemy na zarobki, a przecież normalnie potrzeba ludziom średnio jednego dolara na dzień do przeżycia, a każdy z nas ma parę razy więcej. Biadolimy na dzieci, a przecież takich ślicznych jak nasze, nigdy nie będzie. Przejmujemy się tym, co o nas mówią ludzie, a przecież nikogo z nas nie zawleczono na krzyż.

Rzadko głośno śpiewamy, a szkoda, bo melodie niosą nas na inne brzegi, których nie znamy, na których nie bywamy. Nie tańczymy codziennie, bo nie znamy gejzerów radości, jakie mogą buchnąć z nas przy salsach i rumbach. Jesteśmy przeciętnie porządni, przeciętnie pracowici, przeciętnie mściwi, i w rezultacie przeciętnie nieszczęśliwi. Gdzieś w ciemnym kącie naszego mózgu szatan podpowiada nam bezsłownie, że może uda nam się przeżyć życie jeszcze raz. To obecne jest byle jakie, ale to następne… Przeżywamy więc to życie nie tak, jak chcemy, ale tak jak wypada. Pocieszamy się trochę marzeniami i snami, czasem zaryzykujemy totolotka.

Jeżeli tego dnia nie przeżyjesz szczęśliwy, żaden następny nie będzie lepszy. Kto dziś mija się ze szczęściem, mija się także z Panem Bogiem, dla Którego Dziś jest najbardziej rzeczywiste.

Może więcej śpiewać? Zatańczyć w poniedziałek? (co za herezja, tańczy się na weselach i ewentualnie w karnawałowe soboty!). Na pewno Bóg chce naszego szczęścia na co dzień, nie tylko w jakieś wyjątkowe dni. Pozwólmy sobie na szczęście dziś, zróbmy taką radość sobie, ludziom i Panu Bogu.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

Większy kawałek świata

Gdyby jakiś Marsjanin tylko w mediów masowych wiedział, co to jest samolot, na pewno pomyślałby, że to taka latająca maszyna, która się rozbija, a jeśli jakimś cudem nie, to zrzuca bomby.

To nie jest historyjka antymedialna. Jest jak najbardziej pro. Wiedza medialna jest bardzo potrzebna, a w dzisiejszych czasach chyba nawet konieczna. Tylko nie może być jedyną wiedzą, jaką mamy.

Dlatego nie ma co się przejmować nowymi komentarzami w Internecie, nowym zespołem w Sejmie, nowymi solidarnymi i nowymi obrońcami z Krakowskiego Przedmieścia. A nawet milczeniem tych, którzy milczeć nie powinni (ale mi w kruchcie nie wypada o nich pisać). Oni już tak mają.

A świat jest dużo, dużo większy i ciekawszy.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , ,

BÓG NIE JEST GŁUCHY

Kazanie na XVII Niedzielę Zwykłą
25 lipca 2010

Modlitwa to pukanie, stukanie, nagabywanie Pana Boga, to wiemy z doświadczenia, często tak robimy, z przekonaniem, że możemy coś wyrwać od Pana Boga.

Okazuje się potem, że nie dostajemy, przychodzi rozczarowanie i zniechęcenie. Nie dostaliśmy tego, o co prosiliśmy, więc mamy prawo na Pana Boga się boczyć i pytać, co było nie tak, że prośba nie została spełniona.

Nie mam prostej odpowiedzi, dlaczego niektóre z naszych próśb nie są spełnianie. Wiem jednak, że Bóg nie jest głuchy, nie rzuca także pustych obietnic, wierzę, że kocha nas, kocha swoje dzieci.

Myślę, że to pukanie, stukanie, westchnienia, prośby, litanie, zdrowaśki, to lekcje przyjaźni z Panem Bogiem. Za każdym stuknięciem lgniemy bardziej do Niego, jesteśmy bliżej. I może nie jest najważniejsze, co konkretnego możemy otrzymać od Niego.

LITURGIA SLOWA

(Rdz 18,20-32)
Bóg rzekł do Abrahama: Skarga na Sodomę i Gomorę głośno się rozlega, bo występki ich [mieszkańców] są bardzo ciężkie. Chcę więc iść i zobaczyć, czy postępują tak, jak głosi oskarżenie, które do Mnie doszło, czy nie; dowiem się. Wtedy to ludzie ci odeszli w stronę Sodomy, a Abraham stał dalej przed Panem. Zbliżywszy się do Niego, Abraham rzekł: Czy zamierzasz wygubić sprawiedliwych wespół z bezbożnymi? Może w tym mieście jest pięćdziesięciu sprawiedliwych; czy także zniszczysz to miasto i nie przebaczysz mu przez wzgląd na owych pięćdziesięciu sprawiedliwych, którzy w nim mieszkają? O, nie dopuść do tego, aby zginęli sprawiedliwi z bezbożnymi, aby stało się sprawiedliwemu to samo, co bezbożnemu! O, nie dopuść do tego! Czyż Ten, który jest sędzią nad całą ziemią, mógłby postąpić niesprawiedliwie? Pan odpowiedział: Jeżeli znajdę w Sodomie pięćdziesięciu sprawiedliwych, przebaczę całemu miastu przez wzgląd na nich. Rzekł znowu Abraham: Pozwól, o Panie, że jeszcze ośmielę się mówić do Ciebie, choć jestem pyłem i prochem. Gdyby wśród tych pięćdziesięciu sprawiedliwych zabrakło pięciu, czy z braku tych pięciu zniszczysz całe miasto? Pan rzekł: Nie zniszczę, jeśli znajdę tam czterdziestu pięciu. Abraham znów odezwał się tymi słowami: A może znalazłoby się tam czterdziestu? Pan rzekł: Nie dokonam zniszczenia przez wzgląd na tych czterdziestu. Wtedy Abraham powiedział: Niech się nie gniewa Pan, jeśli rzeknę: może znalazłoby się tam trzydziestu? A na to Pan: Nie dokonam zniszczenia, jeśli znajdę tam trzydziestu. Rzekł Abraham: Pozwól, o Panie, że ośmielę się zapytać: gdyby znalazło się tam dwudziestu? Pan odpowiedział: Nie zniszczę przez wzgląd na tych dwudziestu. Na to Abraham: O, racz się nie gniewać, Panie, jeśli raz jeszcze zapytam: gdyby znalazło się tam dziesięciu? Odpowiedział Pan: Nie zniszczę przez wzgląd na tych dziesięciu.

(Ps 138,1-3.6-8)
REFREN: Pan mnie wysłuchał, kiedy Go wzywałem

Będę Cię sławił, Panie, z całego serca,
bo usłyszałeś słowa ust moich.
Będę śpiewał Ci psalm wobec aniołów,
pokłon Ci oddam w Twoim świętym przybytku.

I będę sławił Twe imię
za łaskę Twoją i wierność.
Wysłuchałeś mnie, kiedy Cię wzywałem,
pomnożyłeś moc mojej duszy.

Pan, który jest wysoko, patrzy łaskawie na pokornego,
pyszałka zaś dostrzega z daleka.
Gdy chodzę wśród utrapienia, Ty podtrzymujesz me życie,
wyciągasz swoją rękę przeciwko gniewowi mych wrogów.

Wybawia mnie Twoja prawica.
Pan za mnie wszystkiego dokona.
Panie, Twa łaska trwa na wieki,
nie porzucaj dzieła rąk Twoich.

(Kol 2,12-14)
Z Chrystusem pogrzebani jesteście w chrzcie, w Nim też razem zostaliście wskrzeszeni przez wiarę w moc Boga, który Go wskrzesił. I was, umarłych na skutek występków i nieobrzezania waszego /grzesznego/ ciała, razem z Nim przywrócił do życia. Darował nam wszystkie występki, skreślił zapis dłużny obciążający nas nakazami. To właśnie, co było naszym przeciwnikiem, usunął z drogi, przygwoździwszy do krzyża.

(Rz 8,15)
Otrzymaliście Ducha przybrania za synów, w którym wołamy: Abba, Ojcze!

(Łk 11,1-13)
Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów. A On rzekł do nich: Kiedy się modlicie, mówcie: Ojcze, niech się święci Twoje imię; niech przyjdzie Twoje królestwo! Naszego chleba powszedniego dawaj nam na każdy dzień i przebacz nam nasze grzechy, bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawinił; i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie. Dalej mówił do nich: Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: Przyjacielu, użycz mi trzy chleby, bo mój przyjaciel przyszedł do mnie z drogi, a nie mam, co mu podać. Lecz tamten odpowie z wewnątrz: Nie naprzykrzaj mi się! Drzwi są już zamknięte i moje dzieci leżą ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie. Mówię wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje. Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą.

Itinerarium , , , , , ,

MSZA W ŻYCIU

Pomyślałem sobie, że jedną z ważniejszych przyczyn dystansu młodych wobec mszy świętej i celebracji liturgicznych, są poważne braki w doświadczeniu życiowym.

Jeżeli w życiu codziennym zabraknie ofiarowania, uwielbienia, sensownej liturgii słowa, momentów przeistaczania, język i znaki liturgii staną się dość odległe i niezrozumiałe.

Jednym słowem, jak mszy świętej nie ma w życiu, nie będziemy chcieli jej także w kościele.

Itinerarium , , ,

CZARNE JEST CZARNE

Bawię się od czasu do czasu, obserwując próby przeinaczania rzeczywistości przez różne ludzkie zabiegi. To wcale już nie tak oczywiste, że czarne jest czarne, a białe białym.

Kilka tygodni temu, na Mundialu, Anglicy strzelili gola Niemcom, ale sędzia uznał, że go nie było. Choć kilka miliardów ludzi na świecie, dzięki telewizji, widziało, że gol był. Sędzia uznał inaczej. Uznał. W tym kontekście fakt nie jest oczywisty, o tym, czy coś jest faktem decyduje, poprzez uznanie sędzia. Rozumiem, że dawniej taki przywilej kreowania rzeczywistości, poprzez akt uznania, mieli królowie i cesarze (najgorzej było temu, co miał najpiękniejsze szaty – bajka Andersena „Nowe szaty cesarza”). Dziś z tego przywileju korzystają sędziowie piłkarscy, ale nie tylko.

Jeden z polskich posłów uznał (zwracam uwagę na ów akt uznania), że to, co się wydarzyło pod Smoleńskiem było „zbrodnią”, a sporo jest takich, którzy uznają, że ofiary katastrofy „poległy”, a nie zginęły (ze słówkiem „poległy” kojarzy się akt czyjegoś działania przeciwko ofiarom). Czytam czasami wyroki sądów, w sprawach bardzo skomplikowanych, gdzie sędziowie „uznają” kogoś za winnego lub niewinnego. Takie sędziowskie akty uznania decydują jednak nieraz o ludzkim życiu (np. orzeczenie kary śmierci) lub jego biegu (długoletnie więzienie). Kategorie winny – niewinny, są jednak wbrew logice, ponieważ należy natychmiast uzupełnić je o trzecią możliwość – „nie wiemy”.

Blisko dwa tysiące lat temu kilka gremiów „uznało”, że Jezus z Nazaretu winien jest strasznych przestępstw, wskutek czego uśmiercono Go. Potem różne sądy „uznawały”, że wiara w zmartwychwstanie tego człowieka, jest zbrodnią, a wierzących tak skazywano na śmierć i wyroki wykonywano.

Kiedy dziś myślę o powinnościach chrześcijan, w zmieniającej się szybko kulturze, dochodzę do wniosku, że jedną z ważniejszych jest obstawanie przy tym, że czarne jest czarne, a białe białym. Czyli – obrona rzeczywistości przed arbitralnymi aktami uznawania czegoś (czegokolwiek) za fakty. Obrona tego, co istnieje i zdarzyło się, przed fikcją ludzkich osądów i sądów, telewizyjnych imaginacji, staje się powoli domeną nielicznych zdrowo myślących ludzi. Wiara, zdaje się wracać do podstawowego wymiaru, trzeba wierzyć w to, co istnieje i mocno wyznawać, że coś istnieje (zdarzyło się). Taka wiara spotka się z lekceważeniem i wyśmianiem, niekiedy zostanie ukarana. Ale to bardzo ważna sprawa, bo inaczej będziemy bez skrępowania przejeżdżać na czerwonym świetle przez skrzyżowania, bo „uznaliśmy”, że było zielone. I będzie to najlżejsza konsekwencja wirusa „uznawania”.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

LEKCJA MAGDALENY

kazanie na wspomnienie św. Marii Magdaleny
czwartek, 22 lipca 2010

Przepiękne są drogi miłości, zdolnej odwrócić wszelkie najgorsze nawet sytuacje. Tylko miłość tłumaczy fenomen odmiany Marii Magdaleny, której święto mamy dzisiaj.

Ale jaka miłość? W historii Marii Magdaleny splatają się dwie miłości, może nawet trzy naraz. Jedna to jej miłość do Jezusa, miłość kompletna, bezwarunkowa, szalona (pamiętacie scenę jak łzami oblewała stopy Jezusa i włosami je wycierała ?- Łukasz, 7 rozdział), miłość absolutnie niedostępna mężczyznom, święta. Druga miłość, to miłość Jezusa, najbardziej przekonująca, kiedy nie potępia Magdaleny, pisze po piasku, wstrzymuje hordę z kamieniami, przywraca życie i nadzieję. I trzecia miłość, miłość Boga, bez której tych dwóch pierwszych by nie było, a poprzez które przebłyskuje.

Życie pisze różne scenariusze, możesz stracić wszystko, pieniądze, pracę, dom, dobre imię i pozycję, zdrowie i kolegów, wszystko. Jeżeli nie zwątpisz w miłość, i tak wygrasz.

LITURGIA SŁOWA

(Pnp 8,6-7)
Połóż mię jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu, bo jak śmierć potężna jest miłość, a zazdrość jej nieprzejednana jak Szeol, żar jej to żar ognia, płomień Pański. Wody wielkie nie zdołają ugasić miłości, nie zatopią jej rzeki. Jeśliby kto oddał za miłość całe bogactwo swego domu, pogardzą nim tylko.

lub

(2 Kor 5,14-17)
Miłość Chrystusa przynagla nas, pomnych na to, że skoro Jeden umarł za wszystkich, to wszyscy pomarli. A właśnie za wszystkich umarł /Chrystus/ po to, aby ci, co żyją, już nie żyli dla siebie, lecz dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał. Tak więc i my odtąd już nikogo nie znamy według ciała; a jeśli nawet według ciała poznaliśmy Chrystusa, to już więcej nie znamy Go w ten sposób. Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto wszystko stało się nowe.

(Ps 63,2-6.8-9)
REFREN: Ciebie, mój Boże, pragnie moja dusza

Boże mój, Boże, szukam Ciebie
i pragnie Ciebie moja dusza.
Ciało moje tęskni za Tobą,
jak ziemia zeschła i łaknąca wody.

Oto wpatruję się w Ciebie w świątyni,
by ujrzeć Twą potęgę i chwałę.
Twoja łaska jest cenniejsza od życia,
więc sławić Cię będą moje wargi.

Będę Cię wielbił przez całe me życie
i wzniosę ręce w imię Twoje,
Moja dusza syci się obficie,
a usta Cię wielbią radosnymi wargami.

Bo stałeś się dla mnie pomocą
i w cieniu Twych skrzydeł wołam radośnie:
Do Ciebie lgnie moja dusza,
prawica Twoja mnie wspiera.

Maryjo, ty powiedz, coś w drodze widziała?
Jam Zmartwychwstałego blask chwały ujrzała.
Żywego już Pana widziałam, grób pusty, I świadków anielskich, i odzież, i chusty.

(J 20,1.11-18)
Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Maria Magdalena natomiast stała przed grobem płacząc. A kiedy /tak/ płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa – jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. I rzekli do niej: Niewiasto, czemu płaczesz? Odpowiedziała im: Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono. Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz? Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę. Jezus rzekł do niej: Mario! A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: Rabbuni, to znaczy: Nauczycielu. Rzekł do niej Jezus: Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego. Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: Widziałam Pana i to mi powiedział.

Itinerarium , , , , , , , ,

FALA SIĘ ODWRACA

Dwadzieścia lat temu, młodsi nie wiedzą, starsi nie pamiętają, muzyka jeszcze coś znaczyła. Były jeszcze resztki muru, był lipiec 1990 roku.

Puste miejsce między Placem Poczdamskim i Bramą Branderburgską, w Berlinie, legenda Pink Floyd, Roger Waters, zagrał tam swoją równie legendarną „Ścianę” (The Wall), w najlepszym miejscu. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej stała tam faktyczna ściana, Mur Berliński, oddzielający wolność, demokrację i normalność (Zachód) od beznadziei, kłamstwa i upodlenia (Wschód, w tym i Polska). Proroczo słowa (i muzykę) o rozwaleniu ściany, Waters wymyślił w 1979 roku, potem 21 lipca 1990 roku widział, jak jego słowa się spełniły, śpiewał w miejscu, gdzie stał mur, a pozostały tylko resztki. Na koncert przygotowano ok. 200.000 miejsc, przyszło ponad 350.000 ludzi (według ostrożnych obliczeń), parę tysięcy przyjechało z Polski.

Na sam koniec, Waters w komitywie z fantastycznymi gośćmi, zagrał pieśń (bo nie utwór) z innej swojej płyty (Radio KAOS), „The Tide is turning”, i wyśpiewał prawdę, wartą zapamiętania w najważniejszym punkcie mózgu – wszystko może się odwrócić, zmienić, na przekór tym, którzy nie wierzą. Fala się odwraca! Dedykuję tym, którzy zwątpili, opadli, zniechęcili się i zrezygnowali. Fala naprawdę się odwróci, damy radę.

Razem z Watersem, w muzie, do której link wklejam niżej, zaśpiewali, w kolejności pojawiania się przed wiodącym mikrofonem: Joni Mitchell, Cyndi Lauper, Bryan Adams, Van Morrison, Paul Carrack oraz orkiestra i chór radia berlińskiego (zachodniego).

Itinerarium , , , , , , , ,