ANTYDEPRESANT

Czwartek 17 listopada 2011

Powodów do smutku, goryczy i zmęczenia, mamy bez liku. Pogoda, praca, wredni ludzie, sam ciężar życia. Prawdopodobnie wesołkowie, którym zawsze do śmiechu, rozmijają się z życiem. Prawdziwe życie zawsze dostarcza realnych powodów do smutku.
Wcale nie oznacza to, że musimy chodzić smutni i przygnębieni. I nie zachęcam, żeby sięgać po coraz bardziej modne „tabletki szczęścia”, typu prozac czy deprim. Parsknąłem ze śmiechu, kiedy znalazłem na jednym z portali prostą receptę na szczęście: „Życie jest piękne, jeśli prawidłowo dobierzesz środki antydepresyjne”.
Mądry psalmista modli się szczerze i prosto: „Pociesz mnie na nowo”. Odgadł, że tylko Bóg ma moc – i naprawdę tego chce – pocieszyć nas. Pocieszyć na nowo, jeszcze raz i jeszcze raz!
Co więcej ta modlitwa zaczyna się od innej pięknej frazy: „Pomnóż moją godność i pociesz mnie na nowo!”
Mamy prawo do smutku, ale nad nim jest pocieszenie Boga. Pociesz mnie na nowo! I pomnóż moją godność! To działa na wszystkie smutki.

Itinerarium , , , , , , ,

OSTROBRAMSKA

Środa 16 listopada 2011

Świętuje dziś prawie pół Polski, a to za sprawą Matki Bożej Ostrobramskiej. Najbardziej świętują Polacy w Wilnie, na terenach dzisiejszej Litwy i Białorusi, dla których Ostra Brama i wizerunek Matki Miłosierdzia, zwanej także Królową Korony Polskiej, jest bliższy niż kult Matki Bożej Częstochowskiej. Kiedy mówię o świętowaniu mam na myśli liturgiczną rangę dzisiejszego dnia na terenie archidiecezji białostockiej (uroczystość), diecezji ełckiej, łomżyńskiej, warmińskiej i drohiczyńskiej (święto) czy diecezji warszawsko – praskiej (wspomnienie obowiązkowe). Jeśli dodamy jeszcze lokalne sanktuaria dedykowane Matce Miłosierdzia (np. Skarżysko Kamienna), wyjdzie prawie pół Polski.
Mnie dzisiejszy dzień przypomina o Polsce, której nie ma. Część to Polska, która po ustaleniu nowych granic w r. 1945 emigrowała z dawnych polskich województw: wileńskiego (graniczącego aż z Łotwą), nowogródzkiego (od granic którego może ze 20 km było do Mińska) czy poleskiego ze stolicą w Brześciu. Bardziej na południe Polska jeszcze rozpościerała się na Wołyniu, ziemi tarnopolskiej, lwowskiej i stanisławowskiej (granica z Rumunią). Inna część tej Polski pozostała jako mniejszości narodowe na terenach, które dziś są w obrębie granic państwowych Litwy, Łotwy, Białorusi i Ukrainy. I nie ma już polskich powiatów w Święcianach czy Oszmianie.
Zapewne dziś można by stworzyć polskie powiaty w Londynie i Dublinie i nie ma co narzekać na zmiany granic. W końcu tam Polska gdzie Polacy. A nawet, tam Polska gdzie serdeczna życzliwość, gościnność, dobra rozmowa, honor (czasem za wysoki, ale czasem tylko) i miłość do Boga (a za nią i do Jego Matki). Bigos, flaki i żubrówkę znajdziemy prawie wszędzie, już się zinternacjonalizowały.
Matka Boża Miłosierdzia, zapomniana i jakaś starodawna, pamięta o Polakach, i tam w antycznych niemal Święcianach, gdzie urodził się nasz słynny pilot Żwirko (ten, co w parze z Wigurą patronuje naszym ulicom) i tam na zmywaku w Gosport w hrabstwie Hampshire, Anglia.
My nie wiemy, nie pamiętamy, Matka wie i pamięta.

Itinerarium , , , , , , , ,

O DZIEWCZYNIE PANA BOGA

Wtorek 15 listopada 2011

Na ekrany amerykańskich kin wejdzie wkrótce film „October Baby”, nawiązujący do prawdziwej historii Gianny Jessen. Nie ma sensu, abym opowiadał tę historię. Możecie sami posłuchać, obejrzeć i poczytać, np. pod adresem
http://ekai.pl/wydarzenia/wideo/x22631/przezyla-aborcje/
Wśród dotychczasowych widzów filmu jest m.in. Kelly Clinger, wokalistka podśpiewująca Britney Spears w chórkach. W swoim życiorysie Kelly ma dwie aborcje, ale teraz intensywnie działa na rzecz obrony życia.
W opowieści samej Gianny, oprócz dramatu jej życia, urzekła mnie fraza: „Jestem dziewczyną Boga, niech nikt nie waży się mnie źle traktować” (lub dość podobnie).
Zapominamy o tym, że jesteśmy dziewczynami i chłopakami Pana Boga. Głowy do góry! Nic lepszego nie mogło się nam przytrafić.

Itinerarium , , , , ,

(Przeciw)słoneczne urodziny

Nie tak dawno świętowaliśmy Dzień Niepodległości, 11. listopada. Obchodzone nadzwyczaj uroczyście w tym roku. Niestety nie w najlepszym tego słowa znaczeniu. Nie każdy może świętować, o czym mogłem się przekonać 12. listopada. Dzień po polskim święcie, urodziny obchodził Chen Guangcheng, niewidomy działacz społeczny z prowincji Shandong, który ujawnił ponad 150tys. przypadków przeprowadzenia zabiegu przymusowej aborcji w Chinach. Nie spotkało się to z aprobatą partii, za co został skazany na kilkuletni areszt domowy. Dodatkowo bity przez służby mające “ochraniać” jego dom i nie wpuszczać nikogo na posesję Chen’a ciągle jest wierny swoim przekonaniom i nie zamierza się z niczego wycofywać. Piszę o nim, ponieważ w dzień jego urodzin można było spotkać młodego człowieka stojącego pod bramą naszego uniwersytetu trzymającego kartkę na której widniał napis “Dziś przypadają 40. urodziny Chen Guangcheng’a, niestety nie jest dane świętować mu z jego rodziną i przyjaciółmi, ponieważ przebywa w areszcie domowym. Wszystkich chętnych zapraszam do złożenia podpisu na wielkiej karcie urodzinowej dla Chena.” Młody chłopak trzymający kartkę, miał na sobie okulary przeciwsłoneczne, których noszenie jest symboliczne, ponieważ Chen również nosi podobne (ze względu na fakt, że jest niewidomy). Odważny młody chłopak, niewielu stać na to aby przeciwstawić się władzy i zrobić coś za co zostać można bardzo surowo ukaranym. To się dzieje na naszych oczach, to niestety nie bajka.

Jedni świętują niepodległość, innym świętować nie dane. Każdy świętuje jak może…

Pekińskie zapiski , , , , , ,

WZOREM PUSZCZYKA

Poniedziałek 14 listopada 2011

Uwielbiam te długie zmierzchy, kosmate ściemnienia co się czają już po czternastej. Wtedy się czają, a godzinę później już królują. A dalej robi się bardzo szaro, po czym trochę bardziej ciemno, aż wreszcie ciemno, a na koniec bardzo ciemno i czarno. Ach!
Może mam duszę puszczyka, którego budzi dopiero zachodzące słońce, ale lubię ten czas wczesnego zmierzchu. Od puszczyka różni mnie na pewno mniejsza zdolność do lotu oraz rodzaj menu, ale to dość małe rozbieżności.
Ciemności i noce błogosławią Pana inaczej niż dni i światła (o czym poucza Księga Daniela, rozdział trzeci). To błogosławienie miękkie, czułe, cichutkie, bezszelestne prawie, nieznaczne, takie dla dwóch lub dwojga. Jakoś bliżej mi do Boga.
Bardzo przepraszam, ale jakoś nie widzę depresji jesiennej, choć badania tzw. „opinii publicznej” mówią, że jej pełno. Ja tam na pewno widzę mgiełki poranne i popołudniowe, pierwsze kryształki szronu tak po piątej rano i zawiesistą dżdżystość o piątej po południu. Nawet w brewiarzu piękniej tego czasu prorocy nie wyrażą.
Miękką, czułą duszą, razem z rozanielonymi puszczykami, robię, to co trzeba. Chwalę Boga, w ciemnościach i nocach.

Itinerarium , , , , , ,

Dwa dni po

 

Kilka, a może kilkanaście dni po pamiętnej katastrofie napisałem w kruchcie, że niebawem będzie tak samo, jak wcześniej. Że ta nasza jedność jest pozorna. Szczera, ale pozorna.

 

Czego to ja się wtedy o sobie nie nasłuchałem, a raczej nie naczytałem w mailach.

 

Dziś, dwa dni po Święcie Niepodległości rzeczywiście muszę przyznać rację moim mailowym adwersarzom. Pomyliłem się.

 

Nie jest tak samo. Jest znacznie gorzej.

 

Jan Pleszczyński

 

 

Spoza kruchty , , , ,

TRZECI SŁUGA Z KŁOPOTAMI

Kazanie na 33 Niedzielę Zwykłą
13 listopada 2011

Ten trzeci sługa po prostu się bał Boga. Dlatego zakopał talent, czyli co najmniej dwadzieścia pięć kilogramów srebra, bo o talent jako jednostkę wagową chodzi literalnie w dzisiejszej Ewangelii.
Ten sługa nie był głupi, nie był złodziejem. Pewnie był porządnym człowiekiem, chłodno kalkulującym i nie lubiącym żadnego ryzyka. Przy bessie dwaj inni słudzy mogli stracić swoje fundusze. Oni jednak rozumieli, że Bóg stawia na odważnych, czyli podobnych Sobie.
Bojąc się Boga będziemy – co najwyżej – porządnymi ludźmi. Bojąc się Boga, będziemy także bali się ludzi i życia. I jakiegokolwiek ryzyka. I nigdy nie przeżyjemy cudu miłości.
Znowu więc idzie o miłość, która wyzwala z lęku. W wieczności spotkamy tych, którzy kochali z ryzykiem wszystkiego. A porządni ludzie, odebrali oklaski na estradach ziemskich.
Odwagi! Tak jak Bóg!

PS. Kazanie w wersji dźwiękowej na www.itinerarium.pl

LITURGIA SŁOWA

(Prz 31,10-13.19-20.30-31)
Niewiastę dzielną któż znajdzie?
Jej wartość przewyższa perły.
Serce małżonka jej ufa,
na zyskach mu nie zbywa;
nie czyni mu źle, ale dobrze
przez wszystkie dni jego życia.
O len się stara i wełnę,
pracuje starannie rękami.
Wyciąga ręce po kądziel,
jej palce chwytają wrzeciono.
Otwiera dłoń ubogiemu,
do nędzarza wyciąga swe ręce.
Kłamliwy wdzięk i marne jest piękno:
chwalić należy niewiastę, co boi się Pana.
Z owocu jej rąk jej dajcie,
niech w bramie chwalą jej czyny.
(Ps 128, 1-2. 3. 4-5)
Refren: Błogosławiony, kto się boi Pana
Szczęśliwy człowiek, który się boi Pana
i chodzi Jego drogami.
Będziesz spożywał owoc pracy rąk swoich,
szczęście osiągniesz i dobrze ci będzie.
Małżonka twoja jak płodny szczep winny
w zaciszu twojego domu.
Synowie twoi jak oliwne gałązki
dokoła twego stołu.
Tak będzie błogosławiony człowiek, który się boi Pana.
Niech cię z Syjonu Pan błogosławi
i abyś oglądał pomyślność Jeruzalem
przez wszystkie dni twego życia.
(1 Tes 5,1-6)
Nie potrzeba wam, bracia, pisać o czasach i chwilach. Sami bowiem dokładnie wiecie, że dzień Pański przyjdzie tak, jak złodziej w nocy. Kiedy bowiem będą mówić: Pokój i bezpieczeństwo – tak niespodzianie przyjdzie na nich zagłada, jak bóle na brzemienną, i nie ujdą. Ale wy, bracia, nie jesteście w ciemnościach, aby ów dzień miał was zaskoczyć jak złodziej. Wszyscy wy bowiem jesteście synami światłości i synami dnia. Nie jesteśmy synami nocy ani ciemności. Nie śpijmy przeto jak inni, ale czuwajmy i bądźmy trzeźwi!
(J 15, 4. 5b)
Trwajcie we Mnie, a Ja w was trwał będę. Kto trwa we Mnie, przynosi owoc obfity.
(Mt 25,14-30)
Jezus opowiedział uczniom tę przypowieść:
Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność! Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.

Itinerarium , , , , , ,

WIELKA MIŁOŚĆ KTORĄ TEŻ PRZEŻYŁEM

Sobota 12 listopada imieniny Witolda

Złożyłbym może dziś imieninowe życzenia Witkowi. Nie złożę, dwa dni temu odprowadziłem go w ostatniej ziemskiej drodze. Ale napiszę, bo życie miał piękne, cholernie trudne i pełne dobrych przykładów.
Dystrofia mięśni (DF) przykuła go na całe życie do wózka inwalidzkiego. Aktywności, nieustępliwości i woli życia miał jednak w sobie więcej niż niejeden z nas. Podczas pielgrzymki niepełnosprawnych na Jasną Górę poznał dziewczynę, później znajomość ta przerodziła się w naprawdę Wielką Miłość. Matka dziewczyny, a potem narzeczonej i wreszcie żony, nie akceptowała Witka. Tak bardzo, że ich pierwszym domem – póki nie znaleźli stancji – był maluch Witka. Maluch, czyli Fiat 126 P. Ale dali radę, przetrwali. Bo Wielka Miłość przetrwać może wszystko.
Trochę później przyszły inne kłopoty. Mieszkali w miniaturowym pokoiku, gdzie oprócz siebie musieli zmieścić jeszcze łóżeczko pierwszej córki i maszynę do szycia, bo Witek miał zawód „szwacz chałupnik”, o czym dalej. Należało mu się mieszkanie, ale ówczesna władza, komunistyczna i najlepsza na świecie (tak siebie reklamowała), miała w pogardzie ludzkie nieszczęścia. Chodziłem z Witkiem, to znaczy pchałem lub wciągałem go na wózku, do dziesiątków urzędów, gdzie składaliśmy przeróżne pisma, w których skuteczność ja wątpiłem, a Witek wierzył. Wierzył, bo Wielka Miłość we wszystko wierzy i we wszystkim pokłada nadzieję. Raz byliśmy w wydziale mieszkaniowym urzędu miasta. Witek zdawał sprawę ze swojej trudnej sytuacji:

– Mieszkam z żoną i dzieckiem w wynajętym pokoju cztery na cztery metry. Drugie dziecko w drodze. Na środku łóżeczko, bardzo ciasno. Bardzo proszę o pomoc, o przydzielenie mieszkania …
– Nie ma mowy – odpowiedział szorstko pan Piątkowski (imienia nie pamiętam), dyrektor wydziału.
– Ale proszę pana, ja pracuję, mam maszynę do szycia i jeszcze muszę w tym pokoju jeździć na moim wózku. Nie da się …
– Niech pan sobie jeździ tym wózkiem po suficie – doradził z uśmiechem na ustach pan dyrektor.

Ja rzuciłem się na chama, żeby go zabić albo przynajmniej połamać. A Witek?
– Dobry dowcip, panie dyrektorze. Ale ja naprawdę nie mogę tak żyć …
Wielka Miłość wszystko znosi.

Innym razem wchodzę z Witkiem do trolejbusu. I nagle jedna z pań pasażerek, z gatunku najgłupszych bab na świecie *, z wrzaskiem do nas:
– Proszę wyjść! Natychmiast! Pozarażacie wszystkich! To nie miejsce dla kalek! Wynocha!
Ruszyłem od razu, żeby zabić babę, bo się jej należało. A Witek?
– Niech się pani nie denerwuje, my tylko dwa przystanki jedziemy…
Wielka Miłość nie unosi się gniewem.

Witek wywalczył w końcu mieszkanie dla swojej rodziny. Wywalczył też niższe krawężniki na swoim osiedlu, żeby łatwiej było poruszać się osobom na wózku. Wywalczył także, aby autobusy niskopodłogowe, do których mogą bez większych problemów wsiadać ludzie na wózkach, częściej jeździły w Lublinie. Wywalczył, bo Wielka Miłość nigdy nie ustaje.

Nadarzyła się okazja, abyśmy pojechali do Rzymu i Lourdes, w pielgrzymce. W czasach komuny musieliśmy jednak wypełniać formularze wizowe do wszystkich państw do których – i przez które – jechaliśmy. Pomocą przy tej kwestii był pan tłumacz, bardzo zadowolony z siebie, normalnie narcyz do kwadratu. Tłumaczył sprawnie wszystkie słówka z polskiego na włoski, na przykład zawody – że lekarz to po włosku to „dottore” a nauczyciel to „maestro”.
– Proszę, kto ma jeszcze jakiś problem?
– No ja mam, proszę pana … – rzecze Witek, z nieskrywaną radością.
– Proszę, proszę bardzo, zaraz rozwiążemy ten problem!
– Proszę pana, jak jest po włosku „szwacz chałupnik”? Bo ja mam taki zawód – dopytuje Witek
– Co??? – zzieleniał tłumacz.
– Niech pan napisze … krawiec, czyli „sarto”!
– Ale ja nie jestem krawcem, ja jestem szwacz chałupnik! – perorował Witek.
– To niech pan pisze szewc! „Calzolaio!”
– Proszę pana, ja nie jestem szewcem, ani krawcem, je jestem szwacz chałupnik! Szyję rękawice ochronne na mojej maszynie do szycia, więc jestem szwacz. I szyję w domu, w chałupie, dlatego chałupnik. To jak to będzie po włosku?
Tłumacz prawie zemdlał, a cała sala leżała ze śmiechu na podłodze, ja także. A Wielka Miłość weseli się z prawdą.
Dziękuję Witku, hymn o miłości to prawda. Cała prawda o nas.

*Nawet najgłupsi ludzie wiedzą, że DF nie jest zaraźliwe.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

KOCHAM POLSKĘ NASZĄ

Kazanie na Święto Niepodległości
Piątek 11 listopada 2011

Karolina Kózkówna, 93 lata temu, obroniła swoją czystość i godność w obliczu napaści sowieckiego żołnierza. Polka. Stanisław Szczęsny Potocki i Seweryn Rzewuski, konfederaci z Targowicy, za gorzałkę i parę przywilejów oddali Rzeczpospolitą carycy Katarzynie. Polacy.
Jerzy Popiełuszko, ksiądz, zatłuczony, bo odważył się mówić prawdę i to głośno. Polak. Jerzy Urban, oskarżał Popiełuszkę o zbrodnie przeciwko socjalistycznej ojczyźnie, obecnie szanowany celebryta. Polak.
Teodor Kaczyński, „Unabomber”, konstruował mini bomby i siał strach w całej Ameryce do 1996 roku. Polak (na obczyźnie). Helena Pyz, polska lekarka z Heine Medina od dzieciństwa, od ponad 20 lat ratuje tysiące trędowatych w indyjskim Jeevodaya. Polka (na obczyźnie).
Irena Sendlerowa, z domu Krzyżanowska, uratowała życie 2 500 dzieci żydowskich. Polka. Wanda Nowicka, wicemarszałek obecnego Sejmu III RP, gorąca sympatyczka aborcji, dotowana przez koncern produkujący m.in przyrządy do zabijania dzieci przed narodzeniem. Polka.
Janusz Palikot. W skrócie JP. Polak. Jan Paweł II. W skrócie JP. Polak.
Bolesław Bierut. Polak. Józef Piłsudski, wolność 1918. Polak.

Kocham Polskę, taką jaką była i jest.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

ZE WZGLĘDU NA DRZEWA

Czwartek 10 listopada 2011

Trzeba się napatrzeć na drzewa. Są mocno wrośnięte w ziemię, zakorzenione. Nie lekceważą wody i wszystkiego dobrego co ma w sobie ziemia. Ssą życie z głębi i żyją pięknie.
Drzewa rosną ku niebu. Wysoko, zagapione w przestrzenie niedosięgłe, bujają czasem w obłokach, częściej w mgłach. Ale zadzierają głowy ku niebu. Mądre drzewa, zakochane w kierunku właściwym.
Gałęziami na prawo i lewo ogarniają horyzont, łapiąc wiatry ze wszech stron. Dzięki liściom magazynują energie słońca i powietrza, trochę dla radości, więcej dla żywotności.
I tak patrzę na drzewa. I rozumiem, że trzeba jeść chleb, pić wino i łupać orzechy włoskie i laskowe. Ale trzeba gapić się w niebo i recytować psalmy. Rozpościerać ręce do uścisków gorących, jak gałęzie brzóz i dębów. Do głębi, do nieba, do ludzi.
Taka lekcja drzew, taka trasa dla nas.

Itinerarium , , , , , ,