FRANIA

Kazanie na wspomnienie bł. Franciszki Siedliskiej
Piątek 25 listopada 2011

Modlę się często przez wstawiennictwo świętych i błogosławionych, polskich również. Dzisiaj przez pośrednictwo Franciszki Siedliskiej, zwanej też po zakonnemu Marią od Pana Jezusa Dobrego Pasterza. Pisałem już o tej niezwykłej kobiecie –
http://itinerarium.pl/index.php/2010/11/, a rys jej życia znajdziecie np. tutaj http://www.nazaretanki.krakow.pl/wp/?page_id=757 . Polecam też odnośniki.
Podziwiam tę Kobietę za coś mało uchwytnego, ale niezmiernie istotnego. O sensie życia decyduje – przede wszystkim – to, że nie ustajemy i nie dajemy się złamać na duchu.
Ustać, to znaczy stanąć i już nie iść dalej, ze zmęczenia, zniechęcenia, z powodu durnych ludzi, wlokących się latami chorób i dolegliwości czy z racji trudnych warunków życiowych.
Załamać się na duchu, to znaczy zwątpić i porzucić wiarę w najświętsze rzeczy, w prawdę, piękno, dobroć, solidarność. A przede wszystkim w miłość.
Franciszka nie ustała i nie załamała się na duchu. Dlatego pozostawiła po sobie piękne i genialne dzieła.
Obyście nie ustali i nie załamali się na duchu. O to, dla was i dla siebie, dziś wzdycham szczerze.

Itinerarium , , , , , ,

RAZEM I NA GŁĘBIĘ

Czwartek 24 listopada 2011

Mam nadzieję, że polubiliście już trochę łosie, mądre choć dość pokraczne i wielkie (nawet do 500 kg!) leśne i bagienne krowy. Nie każdy wie, że taki łoś potrafi zanurkować, pomimo swojej postury, nawet na głębokość sześciu metrów pod wodą, aby znaleźć tam coś smacznego na śniadanie. To taka zupełnie alegoryczna ilustracja wezwania „Wypłyń na głębię”. Pożyteczne jest bywanie na głębi, nie tylko z racji wyjątkowo smacznego pożywienia.
Bagienne uroczyska, gdzie najchętniej żerują i pędzą żywot łosie, nasi bohaterowie opuszczają pod koniec listopada lub na początku grudnia. Wybierają się do borów sosnowych, bo tam mają igły i smaczną korę sosen, dzięki czemu spokojnie przeżyją do wiosny. Nie idą jednak tam osobno, ale przed pierwszymi większymi mrozami zbierają się w chmary. To duże stada, czasem nawet liczące ponad dwadzieścia osobników. Razem, w chmarze, cieplej i bezpieczniej. To taka zupełnie alegoryczna ilustracja wezwania do budowania więzi.
Na głębię i razem! Tak wynika z Ewangelii łosi.

Itinerarium , , , , , ,

KATOLICKI SMUTEK

Środa 23 listopada 2011

Kilka tygodni temu do Lublina trafiły dwie Czeczenki, matka i córka, z traumą po doświadczeniach ze specnazem (dobra notka w Wikipedii dla mniej obeznanych), ze złą pamięcią o niedawnej wojnie. Tak się złożyło, że spotkały chrześcijan, spodobała im się ta wiara z miłością w herbie.
Zostały chrześcijankami, uwierzyły w ludzi, chrześcijanie to ludzie, którzy pomogą, ugoszczą. I tak się stało. Dotarły do chrześcijańskiej, katolickiej nawet Polski. Dotarły dzięki Polakom, dobrym księżom.
Znalazła się Polka, zdeklarowana chrześcijanka, zaproponowała pomoc przy poszukiwaniu mieszkania. Czeczenki miały parę groszy na czarną godzinę. Cena wynajmu była atrakcyjna. Zapłaciły od razu za dwa miesiące.
Następnego dnia rano pojawił się właściciel mieszkania. Okazało się, że owa kobieta, która przyjęła pieniądze od Czeczenek kiedyś wynajmowała to mieszkanie, obecnie stało puste i bez wiedzy właściciela postanowiła je podnająć, korzystając z tego, że miała dorobione klucze.
Podnajęła mieszkanie i zniknęła z pieniędzmi. A Czeczenki nie mają już ani grosza. A Polka? Polka, katoliczka, pewnie wiele razy słyszała Chrystusowe zapewnienie: „Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie”.

Itinerarium , , , , , ,

WERSET W ŻYCIORYSIE

Wtorek 22 listopada 2011

Bóg jest dla nas ucieczką i siłą, najpewniejszą pomocą w trudnościach. Przeto nie będziemy się bali. Znam te słowa od wielu lat, czytam je w psalmie (46) przynajmniej raz na kwartał. W dalszej części pojawiają się łuki (skruszone), włócznie (połamane) i tarcze (spalone ogniem), a także trzęsienie ziemi, kipiące morze oraz rozchwiane góry. Nie brakuje też innych niebezpieczeństw – szemrzące groźnie narody i wzburzone królestwa. Tak było przed trzema tysiącami lat.
Dziś trzeba się bać bliskiego już kryzysu i pewnie wzrostu bezrobocia. Szaleńcy ze sprytnie skonstruowanymi bombami mogą znaleźć się na naszej ulicy, nie tylko w Oslo. Nasze wielkie miłości po kilku latach okazują się największymi życiowymi pomyłkami. Kochane i wychuchane dzieci, niekiedy trzeba odwiedzać w więzieniach.
Bóg jest dla nas ucieczką i siłą, najpewniejszą pomocą w trudnościach. Przeto nie będziemy się bali. Może nie ma lepszego oparcia wobec strachów powszednich i lęków nadzwyczajnych. Ten werset warto wpisać w życiorys.

Itinerarium , , , , , , , , ,

Obietnice

Chcesz coś załatwić, idziesz na zakupy, stoisz w kolejce do lekarza. Często zjawia się ktoś kto powie “Zaczekaj”, wraca po chwili i okazuje się, że może pomóc w załatwieniu sprawy. Miłe zaskoczenie.

Spotykasz się ze znajomymi, z chłopakiem, żoną. Mówią do Ciebie “Zamknij oczy”, po chwili proszę żebyś otworzył a tam przygotowana kilka chwil wstecz niespodzianka. I Twoja/ich radość. Miłe zaskoczenie.

Otrzymujesz zadanie do wykonania. Podołasz? Konfucjusz mawiał, że “nie jest rozsądnym być rozrzutnym w obiecywaniu, ale trzeba czynić więcej niż się przyrzekło”. I chociaż w jego czasach tyczyło się to głównie polityków, to dziś możemy je również odnieść do każdego. Coby zdjąć z polityków trochę ciężaru. W końcu kto nie lubi miłych niespodzianek?

Pekińskie zapiski , , , , ,

NOWE WIEŚCI Z B 612

Poniedziałek 21 listopada 2011

Od czasu do czasu zaglądam na planetę (asteroid) B 612. To ten zakątek naszej galaktyki, gdzie Mały Książę nadal kocha się w Marudnej Róży z Kolcami.
Antoine de Saint-Exupery pisał o Małym Księciu już prawie 70 lat temu, ja czytam tę mądrą historię od 30 lat.
Jeśli ukochasz kwiat, który istnieje w jednym egzemplarzu pośród milionów gwiazd, to patrząc na niego czujesz się szczęśliwy. Może nie ma lepszej recepty na udane życie.
Są jednak rzeczy, które wcale się nie zmieniają. Nie opuszczę cię aż do śmierci. Nic nas nie rozdzieli. Ufam ci pomimo wszystko. Jesteś dla mnie najważniejszy. Ty albo nikt inny. Pięknie jest rozpoczynać dzień od rozmowy z tobą.
Są jednak rzeczy, które wcale się nie zmieniają. Jak dobrze. Wierność, miłość, uśmiech, tęsknota.
I tak rozpoczynam nowy tydzień, z wierną pamięcią o najważniejszych rzeczach, które (na szczęście) się nie zmieniają. Mały Książę, wciąż po uszy zadurzony w Róży. Jak dobrze, że są rzeczy, które się nie zmieniają.

Itinerarium , , , , ,

Katolicki głos w twoim domu

Nie sprawdzimy już tego, ale jestem pewien, że abp Józef Życiński coś by w tej sprawie powiedział. I chyba każdy wie, co.

 

Był jednym z nielicznych hierarchów polskiego Kościoła, któremu naprawdę zależało, by katolicki głos docierał także z mediów do każdego domu.

 

Jednak są ludzie niezastąpieni.

 

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , ,

NA CHRYSTUSA KRÓLA

Kazanie na uroczystość Chrystusa Króla
Niedziela 20 listopada 2011

Znajomych mam bardzo różnych. To czasem jest ciekawie. Małżeństwo, o którym myślę, spotkałem któregoś dnia niedaleko dworca PKP, gdzie akurat zawiozłem zupę, którą z ekipą wolontariuszy rozdawałem bezdomnym i głodnym. Znajomi czekali na pociąg, który miał przywieźć ich córkę ze stolicy.
– Co tu porabiasz?
– Zupę przywiozłem dla bezdomnych.
– Aaa… Tak … – zdziwił się pan.
– To takie hobby? – dorzuciła pani.
– Tak, tak, mam takie nieszkodliwe hobby – tłumaczyłem się znajomym.
Miłość jest bardzo nieszkodliwym hobby. Nakarmić głodnych, przyjąć uchodźcę z Czeczeni, pójść pogadać z więźniem.
Naprawdę nieszkodliwe hobby. Zbawienne.

Kazanie dźwiękowe na www.itinerarium.pl

LITURGIA SŁOWA

(Ez 34,11-12.15-17)
Albowiem tak mówi Pan Bóg: Oto Ja sam będę szukał moich owiec i będę miał o nie pieczę. Jak pasterz dokonuje przeglądu swojej trzody, wtedy gdy znajdzie się wśród rozproszonych owiec, tak Ja dokonam przeglądu moich owiec i uwolnię je ze wszystkich miejsc, dokąd się rozproszyły w dni ciemne i mroczne. Ja sam będę pasł moje owce i Ja sam będę je układał na legowisko – wyrocznia Pana Boga. Zagubioną odszukam, zabłąkaną sprowadzę z powrotem, skaleczoną opatrzę, chorą umocnię, a tłustą i mocną będę ochraniał. Będę pasł sprawiedliwie. Do was zaś, owce moje, tak mówi Pan Bóg: Oto Ja osądzę poszczególne owce, barany i kozły.
(Ps 23, 1-2a. 2b-3. 5. 6)
Refren: Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego
Pan jest moim pasterzem:
niczego mi nie braknie,
pozwala mi leżeć
na zielonych pastwiskach.
Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć,
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoją chwałę.
Stół dla mnie zastawiasz
na oczach mych wrogów,
Namaszczasz mi głowę olejkiem,
kielich mój pełen po brzegi.
Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni mego życia
i zamieszkam w domu Pana
po najdłuższe czasy.
(1 Kor 15,20-26.28)
Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli. Ponieważ bowiem przez człowieka [przyszła] śmierć, przez człowieka też [dokona się] zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni, lecz każdy według własnej kolejności. Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie Jego przyjścia. Wreszcie nastąpi koniec, gdy przekaże królowanie Bogu i Ojcu i gdy pokona wszelką Zwierzchność, Władzę i Moc. Trzeba bowiem, ażeby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy. Jako ostatni wróg, zostanie pokonana śmierć. A gdy już wszystko zostanie Mu poddane, wtedy i sam Syn zostanie poddany Temu, który Synowi poddał wszystko, aby Bóg był wszystkim we wszystkich.
(Por. Mk 11, 10)
Błogosławiony, który przybywa w imię Pańskie; błogosławione Jego królestwo, które nadchodzi.
(Mt 25,31-46)
Jesus powiedział do swoich uczniów:
Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie. Wówczas zapytają sprawiedliwi: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie? A Król im odpowie: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie. Wówczas zapytają i ci: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie? Wtedy odpowie im: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili. I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego.

Itinerarium , , , ,

IDZIE NOWE

Sobota 19 listopada 2011

Lubię bardzo nasze gęsi gęgawe, ostatnie klucze tych pięknych ptaków poleciały już w cieplejsze strony, poczuwszy niższe temperatury. Wygrzewają się na plażach Włoch, Turcji i Hiszpanii, nabierają sił, bo za jakieś sto dni będą się zbierać do powrotu.
Najprzedziwniej reagują kruki, normalnie wariują już, a za nieco ponad miesiąc dobiorą się w pary. Puchacze zaś najdalej w połowie grudnia rozpoczną gody. Słowem, idzie nowe.
No dobrze, powiedzą miłośnicy borsuków i susłów, przecież czas na sen zimowy. One tylko udają, bo przy pierwszym powiewie ciepłego wiatru zaczną figlować aż miło.
Pora się zbierać, tworzyć nowe wizje, pokochać mocniej jeszcze życie, nie można przespać dobrego początku.
Ewangelia, najpiękniejsza pieśń o życiu, ma swój zryw dziś.

Itinerarium , , , , , , ,

SKĄD TA MOC ?

Kazanie na święto Karoliny Kózkównej
Piątek 18 listopada 2011

Suche fakty nie mówią zbyt wiele. Jest wojna, 97 lat temu, pierwsza światowa, front walk między wojskami rosyjskimi i austriackimi przebiega także przez Podkarpacie. Boje toczą się m.in. niedaleko miejscowości Wał-Ruda. Szesnastoletnia Karolina Kózkówna zostaje uprowadzona przez rosyjskiego żołnierza do lasu w pobliżu wsi. Ginie 18 listopada 1914 roku od ciosów bagnetem, broniąc swojej czystości i godności.
Tyle wiemy z historii. Jak wytłumaczyć postawę tej dziewczyny? Jan Paweł II, ogłaszając Ją błogosławioną (1987) tak to wyjaśniał:

I oto, padając pod ręką napastnika, Karolina daje ostatnie na tej ziemi świadectwo temu życiu, które jest w niej. Śmierć cielesna go nie zniszczy. Śmierć oznacza nowy początek tego życia, które jest z Boga, które staje się naszym udziałem przez Chrystusa, za sprawą Jego śmierci i zmartwychwstania.
Ginie więc Karolina. Jej martwe ciało dziewczęce pozostaje wśród leśnego poszycia. A śmierć niewinnej zdaje się odtąd głosić ze szczególną mocą tę prawdę, którą wypowiada Psalmista:
„Pan jest moim dziedzictwem, Pan jest moim przeznaczeniem. To On mój los zabezpiecza” (por. Ps 16, 5).
Tak. Karolina porzucona wśród lasu rudziańskiego jest bezpieczna. Jest w rękach Boga, który jest Bogiem życia.
I męczennica woła wraz z Psalmistą: „Błogosławię Pana”.
Dziecko prostych rodziców, dziecko tej nadwiślańskiej ziemi, „gwiazdo” twojego ludu, dziś Kościół podejmuje to wołanie twojej duszy, wołanie bez słów — i nazywa ciebie błogosławioną!
Chrystus stał się twoją „mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem” (1 Kor 1, 30). Stał się twoją mocą.

Wszyscy czujemy się słabi, może dlatego, że rzadko stajemy w sytuacjach wielkiej próby. Ja wierzę, że z głębi naszych słabości, bezsilności i rezygnacji trysnąć może moc. Taka moc, która zmiata wszystkie lęki, strachy i zahamowania. Moc, która zmiata nawet obrazy śmierci i samą śmierć. Róbcie wielkie i dobre rzeczy, nawet jak czujecie się słabi i niegodni. Z błogosławieństwem pięknej, małej świętej Karoliny.

PS. Karolina jest patronką m.in. KSM – Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Serdecznie pozdrawiam bardzo młodych i mniej młodych ludzi, których poznałem i pokochałem w wielkiej rodzinie KSM, przez ostatnie dwadzieścia lat, na lubelskiej ziemi.

Homilia wygłoszona przez Jana Pawła II w czasie Mszy św. beatyfikacyjnej Karoliny Kózkówny 10 czerwca 1987 w Tarnowie

l. „Błogosławieni jesteście” (Mt 5, 11).

Wysłuchaliśmy Chrystusowych słów z Kazania na górze. Jeszcze raz przemówił do nas Mistrz językiem ośmiu błogosławieństw: językiem Dobrej Nowiny.

Błogosławieni jesteście…”

W tych słowach odczytujemy przeszłość i przyszłość. Naprzód przeszłość. Kościół tarnowski, który w roku ubiegłym dziękował Bogu za dwieście lat swej posługi na tej nadwiślańskiej i podkarpackiej ziemi, odczytuje w orędziu ośmiu błogosławieństw całą swoją z górą tysiącletnią przeszłość na tej ziemi.

Od przeszło tysiąca lat rozbrzmiewało tutaj to orędzie, padając na glebę ludzkich dusz jak ziarno, które ci sami ludzie rzucali równocześnie w zagony tej ziemi. Czasem ziemi urodzajnej, która wydaje owoc stokrotny, czasem ziemi trudnej, kamienistej, jak w górach, gdzie nie tak łatwo o urodzajny i obfity zbiór.

Raduję się, że mogę dzisiaj być z wami, aby podjąć donośne wciąż jeszcze echo waszego jubileuszu. Wiem, że odezwał się on żarliwym hymnem wdzięczności w twoim sercu, biskupie i pasterzu Kościoła tarnowskiego, w sercu twoich braci, biskupów i kapłanów, w sercu rodzin zakonnych męskich i żeńskich, w sercu wszystkich, którzy na tej ziemi są „Ludem Bożym” i „królewskim kapłaństwem” (por. 1 P 2, 9).

 

2. Raduję się, że mogę być dzisiaj z wami. Ta ziemia od lat była mi bliska. Wpatrywałem się z podziwem w uroki jej krajobrazu, wędrowałem górskimi pasmami i dolinami wzdłuż potoków. Doznawałem wiele gościnności.

I jest mi bliski ten Kościół. A chociaż dzisiaj przybywam do was jako pielgrzym ze stolicy św. Piotra w Rzymie, to przez lata byłem tu sąsiadem. I doznawałem dobrego, serdecznego sąsiedztwa.

Ewangelia, orędzie ośmiu błogosławieństw, czyż nie jest ono od początku wpisane w dzieje waszego Kościoła? Czyż nie głosili tego zbawczego orędzia już ci pierwsi święci pustelnicy znad Dunajca, a potem znad słowackiego Wagu — Świerad i Benedykt u samego początku naszych dziejów?

A potem Stanisław ze Szczepanowa, biskup, męczennik na stolicy krakowskiej, z którym wiąże się wspólne dziedzictwo wszystkich Polaków.

A potem jeszcze Kinga, księżna, matka narodu i mniszka w starosądeckim klasztorze św. Klary.

 

3. Orędzie ośmiu błogosławieństw, siejba Bożej Ewangelii, idzie przez stulecia. W czasie jubileuszu przypomnieliście skrupulatnie wszystkie osoby, miejsca i czasy, poprzez które tchnął w waszych wspólnych dziejach ten sam Duch Prawdy, który objawił się apostołom w dniu Pięćdziesiątnicy pod postacią ognistych języków.

I to za naszych czasów, w tym stuleciu, jeszcze jeden taki ognisty język Ducha Prawdy, Parakleta, zatrzymał się nad postacią prostej, wiejskiej dziewczyny: „Bóg wybrał właśnie to, (…) co niemocne, aby mocnych poniżyć, aby zawstydzić mędrców” (por. 1 Kor 1, 27).

Czyż święci są po to, ażeby zawstydzać? Tak. Mogą być i po to. Czasem konieczny jest taki zbawczy wstyd, ażeby zobaczyć człowieka w całej prawdzie. Potrzebny jest, ażeby odkryć lub odkryć na nowo właściwą hierarchię wartości. Potrzebny jest nam wszystkim, starym i młodym. Chociaż ta młodziutka córka Kościoła tarnowskiego, którą od dzisiaj będziemy zwać błogosławioną, swoim życiem i śmiercią mówi przede wszystkim do młodych. Do chłopców i dziewcząt. Do mężczyzn i kobiet.

Mówi o wielkiej godności kobiety: o godności ludzkiej osoby. O godności ciała, które wprawdzie na tym świecie podlega śmierci, jest zniszczalne, jak i jej młode ciało uległo śmierci ze strony zabójcy, ale nosi w sobie to ludzkie ciało zapis nieśmiertelności, jaką człowiek ma osiągnąć w Bogu wiecznym i żywym, osiągnąć przez Chrystusa.

Tak więc święci są po to, ażeby świadczyć o wielkiej godności człowieka. Świadczyć o Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym „dla nas i dla naszego zbawienia”, to znaczy równocześnie świadczyć o tej godności, jaką człowiek ma wobec Boga. Świadczyć o tym powołaniu, jakie człowiek ma w Chrystusie.

 

4. Karolina Kózkówna była świadoma tej godności. Świadoma tego powołania.

Żyła z tą świadomością i dojrzewała w niej. Z tą świadomością oddała wreszcie swoje młode życie, kiedy trzeba było je oddać, aby obronić swą kobiecą godność. Aby obronić godność polskiej, chłopskiej dziewczyny. „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądają” (por. Mt 5, 8).

Tak to orędzie ośmiu błogosławieństw wpisuje się nowymi zgłoskami w dzieje Kościoła tarnowskiego, w dzieje tego ludu, który od pokoleń — i bez względu na historyczne krzywdy i upokorzenia — przechowywał w sobie świadomość, że jest świętym Ludem Bożym, ludem odkupionym za cenę krwi Syna Bożego, królewskim kapłaństwem.

Tam, wpośród równinnych lasów, w pobliżu miejscowości Wał-Ruda, zdaje się trwać ta wasza rodaczka, córka ludu, „gwiazda ludu”, i świadczyć o niezniszczalnej przynależności człowieka do Boga samego. „Człowiek bowiem jest Chrystusowy — a Chrystus Boży” (por. 1 Kor 3, 23).

 

5. Liturgia dzisiejszej beatyfikacji, a zwłaszcza psalm responsoryjny, pozwala nam niejako odczytać poszczególne momenty tego świadectwa. Tego męczeństwa.

Czyż to nie ona tak mówi, ona, Karolina? „Zachowaj mnie, Boże, bo chronię się u Ciebie, mówię Panu: »Tyś jest Panem moim«” (Ps 16, 1-2).

Czyż to nie ona mówi poprzez słowa Psalmisty? W momencie straszliwego zagrożenia ze strony drugiego człowieka, wyposażonego w środki przemocy, chroni się do Boga. A okrzyk „Tyś Panem moim” oznacza: nie zapanuje nade mną brudna przemoc, bo Ty jesteś źródłem mej mocy — w słabości. Ty, jedyny Pan mojej duszy i mego ciała, mój Stwórca i Odkupiciel mego życia i mojej śmierci. Ty, Bóg mojego serca, z którym nie rozstaje się moja pamięć i moje sumienie.

Zawsze stawiam sobie Pana przed oczy. On jest po mojej prawicy, nic mnie nie zachwieje. Bo serce napomina mnie nawet nocą” (Ps 16, 8.7).

Tak Psalmista. I tak Karolina w momencie śmiertelnej próby wiary, czystości i męstwa.

Jakbyśmy szli po śladach ucieczki tej dziewczyny, opierającej się zbrojnemu napastnikowi, szukającej ścieżek, na których mogłaby pośród tego rodzimego lasu w pobliżu jej wsi, ocalić życie i godność.

Ty ścieżkę życia mi ukazujesz” (por. Ps 16, 11).

Ścieżka życia. Na tej ścieżce ucieczki został zadany ostatni, zabójczy cios. Karolina nie ocaliła życia doczesnego. Znalazła śmierć. Oddała to życie, aby zyskać życie z Chrystusem w Bogu.

 

6. W Chrystusie bowiem, wraz z sakramentem chrztu, który otrzymała w kościele parafialnym w Radłowie, zaczęło się jej nowe życie.

I oto, padając pod ręką napastnika, Karolina daje ostatnie na tej ziemi świadectwo temu życiu, które jest w niej. Śmierć cielesna go nie zniszczy. Śmierć oznacza nowy początek tego życia, które jest z Boga, które staje się naszym udziałem przez Chrystusa, za sprawą Jego śmierci i zmartwychwstania.

Ginie więc Karolina. Jej martwe ciało dziewczęce pozostaje wśród leśnego poszycia. A śmierć niewinnej zdaje się odtąd głosić ze szczególną mocą tę prawdę, którą wypowiada Psalmista:

Pan jest moim dziedzictwem, Pan jest moim przeznaczeniem. To On mój los zabezpiecza” (por. Ps 16, 5).

Tak. Karolina porzucona wśród lasu rudziańskiego jest bezpieczna. Jest w rękach Boga, który jest Bogiem życia.

I męczennica woła wraz z Psalmistą: „Błogosławię Pana”.

Dziecko prostych rodziców, dziecko tej nadwiślańskiej ziemi, „gwiazdo” twojego ludu, dziś Kościół podejmuje to wołanie twojej duszy, wołanie bez słów — i nazywa ciebie błogosławioną!

Chrystus stał się twoją „mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem” (1 Kor 1, 30). Stał się twoją mocą.

Dziękujemy Chrystusowi za tę moc, jaką objawił w twoim czystym życiu i w twojej męczeńskiej śmierci.

 

7. „Przypatrzmy się, bracia, powołaniu naszemu!” (1 Kor 1, 26)

Tak pisze apostoł Paweł do Koryntian, a ja dziś te jego słowa powtarzam do was, tu zgromadzonych.

Przybyliście z różnych stron tej rozległej diecezji, która ma swoje centrum w historycznym mieście Tarnowie. Stajecie razem ze mną wobec wymowy tego młodego dziewczęcego życia Karoliny Kózkówny i tej męczeńskiej śmierci.

Przypatrzcie się, drodzy bracia i siostry, powołaniu waszemu.

Wy, drodzy bracia i siostry, do których mówię:

robotnicy; rzemieślnicy reprezentowani tu przez organizacje cechowe;

wy, byli więźniowie Oświęcimia (stąd, z tarnowskiego więzienia, wyruszył pierwszy transport do oświęcimskiego obozu);

wy, przedstawiciele Skalnego Podhala, zrzeszeni w kole jego przyjaciół;

wy, kombatanci, zwłaszcza ze Szczawy;

młodzieży oazowa i członkowie ruchu „Światło-Życie”;

harcerki i harcerze;

bracia pielgrzymi z Węgier;

bracia Słowacy i Czesi, przybysze z Moraw;

rodacy z Ameryki, którzy w tym doniosłym momencie stanęliście na ziemi waszego pochodzenia, w starym kraju;

pielgrzymi z archidiecezji krakowskiej, a także diecezji katowickiej, kieleckiej, sandomierskiej, radomskiej, przemyskiej i archidiecezji w Lubaczowie.

Wszyscy, skądkolwiek przybywacie. Wszyscy, którzy tutaj jesteście. Przypatrzcie się powołaniu waszemu.

8. W sposób szczególny pragnę się zwrócić w dniu beatyfikacji tej córki polskiej wsi z początku naszego stulecia, do tych, których powołaniem życiowym — również i dzisiaj, przy końcu tego wieku — jest życie wiejskie i praca na roli. Do polskich chłopów obecnych tu poprzez ich delegacje z całego kraju.

Jakże to znamienne, że w nauczaniu o królestwie Bożym Chrystus posługiwał się analogią i obrazami zaczerpniętymi z życia natury i wyrastającej z niego — poprzez działanie człowieka — kultury rolniczej. I w ten też sposób pokazał, jak bardzo Stworzenie i Odkupienie wyrastają z tego samego źródła: ze stwórczej i odkupieńczej miłości Boga. Jak to, co zostało zawarte w Stworzeniu, dochodzi — pomimo grzechu człowieka — do swojej pełni w Odkupieniu.

Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia” — rolnikiem — mówiły dawniejsze tłumaczenia (por. J 15, 1).

Wy jesteście latoroślami” (por. J 15, 5).

Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię” (Mk 4, 26).

Sama śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa, a także uwarunkowane i kształtowane przez nie życie wewnętrzne człowieka, życie wieczne człowieka, znajduje swoją przekonywającą ilustrację w świecie natury, w waszym codziennym doświadczeniu.

Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity” (J 12, 24).

W ten sposób ziemia i ten, który ją uprawia, jego praca, stają się szczególnym obrazem Boga i kluczem do zrozumienia Jego królestwa. I to jest także potwierdzeniem pośrednim, ale ogromnie głębokim, godności pracy na roli. Pomyślmy, że dla zrozumienia Ewangelii, dla zrozumienia, czym jest królestwo Boże i życie wieczne, kim jest sam Chrystus, trzeba znać rolnictwo i pasterstwo. Trzeba wiedzieć, co to jest owczarnia i pasterz. Czym jest ziarno i ziemia uprawna. Kim jest siewca, jaka jest rola ziemi żyznej, wiatru i deszczu.

To od strony języka i obrazów, od strony zrozumienia Ewangelii.

Ale rolnictwo to przecież chleb. Ten chleb, z którego żyje człowiek. Nie samym chlebem on żyje, ale przecież żeby człowiek żył, musi mieć chleb. Dlatego tak bardzo leży nam na sercu, by tego chleba nie brakowało nikomu na naszym globie, a brakuje; leży nam na sercu, by go nie brakowało w naszej Ojczyźnie.

Jest to ten sam chleb, który Chrystus „w dzień przed męką wziął w swoje święte i czcigodne ręce i dzięki składając Bogu swojemu wszechmogącemu, błogosławił, łamał i rozdawał swoim uczniom, mówiąc: Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy — to jest bowiem Ciało moje, które za was będzie wydane”.

Człowiek potrzebuje więc chleba. Zarówno tego, który jest „owocem ziemi i pracy rąk ludzkich”, jak i tego, który „z nieba zstępuje i życie daje światu” (J 6, 33).

 

9. Jako gość i uczestnik II Krajowego Kongresu Eucharystycznego w Polsce, przychodzę, by razem z moimi rodakami modlić się w Tarnowie: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Nie przybywam jako znawca rolnictwa, nie przynoszę w tej dziedzinie żadnych rozwiązań. Pragnę się znaleźć niejako na śladach duszpasterstwa polskiej wsi, polskiego rolnika. Dzielić wasze troski i niepokoje. Przypomnieć i potwierdzić stosunek Kościoła do was.

Wszyscy są zgodni na całym świecie, że brak chleba, tam gdzie zachodzi, jest skandalem. Wszyscy na naszej ziemi są zgodni, że nie powinno, nie może brakować na niej chleba.

Równocześnie wiadomo, że polska wieś współczesna w wyniku dramatycznych doświadczeń, jakie stały się jej udziałem, przeżywa wieloraki kryzys gospodarczy i moralny.

Jakżeż łatwo byłoby wymieniać błędy popełnione w przeszłości i te, które wciąż trwają i świadczą o niedowartościowaniu rolnictwa, które stało się terenem nieprzemyślanych eksperymentów, braku zaufania, a nawet dyskryminacji.

A rolnicy to przecież nie tylko ci, którzy karmią, ale także ci, którzy stanowią element stałości i trwania. Jakże tu, w Tarnowie, nie zacytować wielkiego przywódcy polskiego ludu i męża stanu, Wincentego Witosa, syna tej ziemi. Pisał on: „Któż siłę Państwa i niezawodną nigdy ostoję ma stanowić?! Dla mnie odpowiedź narzucała się sama: Świadomi, niezależni, zadowoleni chłopi polscy, gdyż tacy są gotowi oddać zdrowie i życie za każdą skibę ojczystej ziemi, a cóż dopiero w obronie całości Ojczyzny. Trzeba jednak nie tylko starać się na chłopach tych oprzeć przyszłość, ale ich wierność i przywiązanie do Państwa za wszelką cenę zdobyć, a gdy się zdobędzie, na zawsze utrzymać i utrwalić” (Moje wspomnienia).

Przytoczone słowa Wincentego Witosa wyznaczają nie tylko drogę polskim chłopom, ale również tym wszystkim, którzy są odpowiedzialni za organizację życia społeczno-gospodarczego polskiej wsi.

W takim też duchu, zgodnym z polską tradycją, zostały zawarte w ostatnich czasach porozumienia rzeszowsko-ustrzyckie w sprawie rolnictwa (z dnia 18 i 20 lutego 1981 roku), w których rolnicy próbowali znaleźć wspólnie z władzami rozwiązanie wielu bolesnych problemów. Wydaje się, że w obecnych czasach układy te nie tylko nie powinny być przemilczane, w każdym razie papież nie może o tym milczeć, nawet gdyby nie był Polakiem, a tym bardziej papież-Polak. Wydaje się więc, że układy te powinny znaleźć swoją pełną realizację.

Niechże rolnictwo polskie wyjdzie z wielokrotnego zagrożenia i przestanie być skazane tylko na walkę o przetrwanie. Niech doznaje wszechstronnej pomocy ze strony państwa. Wiele zniekształceń życia wiejskiego znajduje swe źródło w podrzędnym statusie rolnika jako pracownika i jako obywatela. Dlatego też model chłopa, lub chłopa-robotnika pracującego z małym skutkiem a ponad siły, winien być zastąpiony modelem wydajnego i niezależnego producenta, świadomego i umiejącego korzystać, nie gorzej niż inni, z dóbr kultury, i zdolnego do jej pomnażania.

A teraz już nie cytat z Witosa, ale z Norwida. „Podnoszenie ludowych natchnień do potęgi przenikającej i ogarniającej Ludzkość całą — podnoszenie ludowego do Ludzkości (…) — winno dokonywać się, zdaniem Norwida — przez wewnętrzny rozwój dojrzałości…” (Promethidion).

Trzeba przyznać, że Polska, że południowa Polska jest wciąż żywym źródłem kultury. Pracują tutaj setki „twórców ludowych”. Pragnę im i wszystkim innym dodać ducha i zwrócić w ich pracy uwagę na więź między kulturą duchową a religią. O głębi tego powołania myślał Norwid, gdy pisał, że rolnik „jedną ręką szuka dla nas chleba, drugą zdrój świeżych myśli wydobywa z nieba” (Cyprian Kamil Norwid, Pismo).

Bardzo dziękuję za te oklaski dla Norwida. Wiele doznał cierpienia w życiu, i wygnania. Raduję się, że dzisiaj oklaskuje go polski świat rolniczy, na równi z Wincentym Witosem, za jego mądrość, za jego wielką, chrześcijańską, ojczystą, narodową mądrość.

Duszpasterstwo rolników niech idzie i rozwija się w tym właśnie kierunku, formując uczestników rolniczych wspólnot duszpasterskich i wypracowując coraz głębsze formy życia wewnętrznego, które ukazywać będą trud życia rolniczego jako realizację woli Boga i codziennej powinności człowieka, jako powołanie.

 

10. „Przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu”.

W kontekście tego jubileuszu, jaki przeżywa Kościół tarnowski, dane mi jest dzisiaj sprawować tę zbawczą posługę słowa Bożego i Eucharystii.

Poprzez postać Karoliny, błogosławionej córki tego Kościoła, przypatrujcie się, bracia i siostry, powołaniu waszemu poprzez wszystkie pokolenia, które Boża Opatrzność związała z waszą ziemią nadwiślańską, podkarpacką, równinną, podgórską i górzystą… Z tą piękną ziemią. Z tą trudną ziemią.

Ziemia ta przyjęła w siebie ewangeliczne orędzie ośmiu błogosławieństw jako światło Bożego przeznaczenia człowieka. Jako światło tego dziedzictwa, które jest naszym udziałem w Jezusie Chrystusie.

Błogosławieni ubodzy w duchu… błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości… błogosławieni miłosierni… czystego serca… ci, którzy czynią pokój… ci, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem oni miłosierdzia dostąpią… oni Boga oglądać będą… oni będą nazwani synami Bożymi… do nich należy królestwo niebieskie” (por. Mt 5,3-10).

Królewski szczep Piastowy” (Maria Konopnicka, Rota): synowie i córki tego szczepu, tu od Wisły do Karpat, trwajcie przy tym dziedzictwie! Do Was należy królestwo niebieskie!

Trwajcie, jak trwały pokolenia.

Jak święci pustelnicy nad Dunajcem, jak Stanisław biskup, który „żyje pod mieczem”, jak Karolina, która w naszym stuleciu dała świadectwo Chrystusowi: świadectwo życia przez śmierć.

Trwajcie przy tym świętym dziedzictwie.

Do was należy… królestwo niebieskie. Amen.

 

Na zakończenie Mszy św. Jan Paweł II powiedział:

Drodzy bracia i siostry! Wszyscy pielgrzymi diecezji tarnowskiej i diecezji sąsiednich, wszyscy wyznawcy Chrystusa, synowie i córki zarówno Kościoła łacińskiego, jak też i żyjący wśród nas bracia Kościoła wschodniego, wszyscy zgromadzeni tutaj rolnicy.

Przybyłem na jubileusz, a jubileusz to znaczy radować się. Pan Jezus powiedział: „Przyjdę do was, ażeby radość wasza była pełna”. Jako sługa Chrystusa pragnę, ażeby i radość Kościoła tarnowskiego była pełna i dlatego z okazji dwusetnej rocznicy istnienia diecezji, na prośbę kardynała metropolity krakowskiego i w imieniu całej prowincji kościelnej, po uzgodnieniu z odpowiedzialnymi dykasteriami Stolicy Apostolskiej, przyznaję w dniu dzisiejszym tytuł arcybiskupa waszemu pasterzowi. Jest to tytuł złączony z jego osobą jako biskupa tarnowskiego, po dwudziestu pięciu latach pasterzowania w tej diecezji, a także dla podkreślenia szczególnej służby Kościołowi powszechnemu, zwłaszcza na polu misji — wielu kapłanów i wiele sióstr zakonnych z tej diecezji pracuje na misjach, imię Kościoła tarnowskiego jest na misjach dobrze znane — oraz w uznaniu służby, jaką wasz biskup, biskup tarnowski, arcybiskup Jerzy Ablewicz spełniał wielokrotnie wobec Stolicy Apostolskiej. Szczęść Boże!

Itinerarium , , , , , , , , ,