MIŁOŚĆ I WIARA Z LUBLINA

Środa 13 czerwca 2012

Trzynaście lat temu, 13 czerwca 1999 r. została beatyfikowana jedyna, jak dotąd, Lublinianka. Kazimierę Wołowską mało kto zna, choć wielu Lublinian, może nawet wszyscy, przechodzili obok tablicy jej poświęconej. Lubelska święta nie ma w mieście swojej ulicy, placu czy skweru i choć to smutne, ale poszła zupełnie w zapomnienie.
Beatyfikacji Kazimiery dokonał Jan Paweł II w Warszawie, kiedy włączał w grono świętych tzw. grupę 108 polskich męczenników z okresu drugiej wojny światowej, z kolei pamiątkowa tablica zawisła na ścianie domu rodzinnego Wołowskiej w r. 2003.
Święta z Lublina była niepokalanką (Zgromadzenie Sióstr Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny), urodziła się w Lublinie 12 października 1879 r. i mieszkała tu do czasu wstąpienia do zakonu, co uczyniła w wieku 21 lat. Decyzję tę poprzedziło rzewne i romantyczne rozstanie z narzeczonym. W zakonie przyjęła imię Marii Marty od Jezusa. Pracowała kolejno m.in. w Maciejowie (dawny polski Wołyń), Jarosławiu i Nowym Sączu. Tuż przed wybuchem wojny, w sierpniu 1939 r. została przełożoną domu w Słonimie (dziś na Białorusi).
Po zajęciu tych terenów przez Niemców zaczęła się eksterminacja Żydów. Siostra Marta ukrywała w murach klasztoru kilkudziesięciu żydowskich uciekinierów. To spowodowało ostrą reakcję Gestapo. W nocy z 18 na 19 grudnia 1942 r. hitlerowcy wtargnęli do klasztoru i aresztowali s. Martę, drugą zakonnicę Ewę Noiszewską oraz kapelana, jezuitę ks. Adama Sztarka. Wszyscy zostali rozstrzelani w mroźny ranek 19 grudnia w żwirowni na Górze Pietralewickiej, kilka kilometrów od Słonimia. W tej okolicy dokonano egzekucji ponad 20.000 osób w czasie wojny.
Przed zbrodnią Niemcy kazali wszystkim zdjąć ubrania, s. Marta wahała się, ale ks. Adam przekonywał: „Pana Jezusa zanim ukrzyżowano, też obnażono …” Jeden z gestapowców siłą zdarł z siostry zakonny welon. Jakimś cudem welon ten ocalał i jest jedyną pamiątką po błogosławionej. Ostatnie słowa, jakie wypowiedziała męczennica brzmiały: „Jezu, to dla Ciebie, za naszą biedną Polskę”.
Wszystko w tej historii jest dość banalne z dzisiejszego punktu widzenia – wojna, okupant, okrucieństwo, terror, w końcu szybka śmierć. Siostra Marta Kazimiera dla mnie jest cichą patronką miasta, z którym od wielu lat jestem związany. Mocna kobieta, zrobiła we właściwym czasie to, co powinna. Miłość, która potrzebowała ofiary z życia.
Myślę, że podobnie i każdy z was żyje w pobliżu miejsc naznaczonych obecnością cichych świętych. I może nawet nie wiemy, ile im zawdzięczamy.

PS. Trochę na zasadzie, „Przechodniu zatrzymaj się i pomódl”, Lublinian i gości informuję, że tablica poświęcona bł. s. Marcie Kazimierze, wmurowana jest w ścianie tzw. „Małego Watykanu” (obiegowa przedwojenna nazwa pałacu rodu Morskich, będącego pod koniec XIX w. własnością Wołowskich), przy Krakowskim Przedmieściu 62, tuż za obecną księgarnią „Ezop”. Budynek obecnie zajmuje Krajowa Szkoła Sądownictwa i Prokuratury.

Itinerarium , , , , , , , ,

BURZA MÓZGÓW

Wtorek 12 czerwca 2012

W wielu kręgach ludzi bardzo zaangażowanych w ważne sprawy przed podjęciem istotnych decyzji stosuje się tzw. „burzę mózgów”. Metodę (brainstorming) opisał w 1963 r. pan Alex Faickney Osborn i dziś robi furorę, polecana jest jako antidotum na poszukiwanie rozwiązań w trudnych kwestiach. Zaciekawia mnie jednak ogromne – i jak myślę przesadne – zaufanie do efektów burzy mózgów.
Historia zna przypadki, kiedy największe rzeczy, istotne i genialne pomysły rodziły się w chwilach osobistego namysłu, długiej medytacji, cierpliwego i samotnego bicia się z myślami. I zna także przypadki, kiedy burze mózgów prowadziły do decyzji haniebnych lub komicznych.
Archimedes nie potrzebował burzy mózgów dla swojej Eureki, a jedynie wanny. Newtonowi spadło na głowę jedno jabłko i to wywołało wiekopomną burzę w jego głowie. Kopernik nie zwykł radzić się kogokolwiek, a z jego głowy wyszedł pomysł co się kręci wokół czego. Z kolei zacne gremium w Arabii Saudyjskiej uchwaliło przepis zabraniający kobietom prowadzić samochody (zapewne po parlamentarnej burzy mózgów), w cywilizowanej Szwecji „posiadając grunt, jesteś jego właścicielem tylko do głębokości pół metra”(uchwała sejmu), a Sanhedryn za czasów Jezusa dobrze wiecie, co ustalił po pobożnej burzy mózgów.
Mój apel jest skromny. Ufajcie swoim myślom, skojarzeniom, przemyśleniom, dociekaniom i przeczuciom. Mózg może się wzburzać, kiedy zmaga się z prawdą, współczuciem, jakimś dobrem wspólnym, marzeniem indywidualnym bądź powszechnym.
Wertuję moją Biblię i co rusz spotykam postaci, które podejmowały wielkie misje dzięki myślom, które powstały w ich głowach, bez potrzeby narad, brainstormingu i społecznych konsultacji. Vide – Abraham, Mojżesz, sam Jezus czy św. Paweł. Pozwalali sobie tylko na wzburzenie myśli przez Ducha Świętego. Godne uwagi.

Itinerarium , , , , , , , , ,

BOCIAN CZY ŁABĘDŹ

Poniedziałek 11 czerwca 2012

Na wycieczce pewien szkrab, prawie ośmioletni, wykrzyknął:

– O! Łabędź! Łabędź!
– Bocian! – poprawiłem, widząc kołującego nad łąką ptaka, zamierzającego za chwilę usiąść na gnieździe.
– A skąd wiesz, że bocian? – spierał się mały.
– Bo bocian to nie łabędź, łabędzie nie robią gniazd na słupach.
– A skąd wiesz?
– Wiem, bo jeden bocian przyniósł mnie na ten świat i wszystko mi powiedział.

Może nie przekonałem malca całkowicie, ale przestał pytać. A w ogóle to wiele rzeczy wiem, bo widziałem, dotykałem, smakowałem. Nie boję się, na przykład, pokrzyw i ostów, choć spotkanie z nimi na początku nie jest za bardzo przyjemne. Przepadam za truskawkami prosto z krzaka i czereśniami z gałęzi i nigdy ich nie myję, wystarczy przetrzeć. I nie pomylę łabędzia z bocianem, ani żurawia z czaplą. I wolę podglądać gołym okiem lub przez lornetkę szpaka aniżeli salta delfinów w 3D na kanale przyrodniczym.
Trochę się obawiam, że liczba mylących bociana z łabędziem może wzrastać. Wiedza i doświadczenie kolejnych pokoleń coraz bardziej opiera się na telewizji i Internecie, gdzie podstawowe rozumienie życia odarte jest z bezpośredniego kontaktu z jego przejawami. Nic nas nie parzy w łydki (pokrzywa), nie wbija się w palce (oset) i nie szczypie w język (szczaw polny). Co gorsza, poniekąd z „drugiej ręki” mamy też znajomości i przyjaźnie (portale społecznościowe i randkowe), a problemy próbujemy rozwiązać dzwoniąc nocami do telewizji interaktywnych.
Mądry filozof, Edmund Husserl, nawoływał przed wiekiem „Z powrotem do rzeczy!” (Züruck zu den Sachen). Myślę, że jeszcze większe znaczenie ma ten postulat w odniesieniu do możliwości spotkania z Bogiem. Żadna telewizja (nawet „Trwam”, Religia.tv i God.tv razem wzięte) nie przybliży do Boga. Żaden portal (wiara.pl, Jezus.pl i itinerarium.pl) nie wywołają Jego obecności. Długie przebywanie w miastach, przed telewizorami i monitorami, w szumie i zgiełku galerii handlowych, czyni nas kalekami. Zarówno w odniesieniu do doświadczenia piękna życia jak i bliskości z Bogiem. Nie mówiąc już o propozycjach ruchu hippisowskiego (przynajmniej tej fazy z San Francisco z lat 60-tych), gdzie efekty użycia marihuany porównywano do stanów mistycznych.
Z powrotem do rzeczy, w przypadku spotkania Boga, oznacza powrót do kilku najważniejszych praktyk. Po pierwsze – cisza. Doświadczenie, które porzuciliśmy w imię rozedrgania psychiki przez nasilenie kakofonii, dającej nam „dużo, szybko, głośno”. Po drugie – samotność, świadomy wybór czasu kiedy bywamy sami ze sobą, co wcale nie oznacza odrzucenia ludzi. Po trzecie – medytacja, spokojne trawienie Jednej frazy, nawet Jednego słowa („Jezus”, „Miłość”, „Jezu ufam Tobie”, „Jezu kocham Cię) bez charakterystycznego dla naszej epoki odruchu „nachapania się”, również w dziedzinie słów. Po czwarte – mniej mówić, więcej słuchać („wiara rodzi się z tego, co się słyszy” – św. Paweł, List do Rzymian; nie – z mówienia!). Po piąte – asceza, ograniczenie idiotyzmu kupowania, jedzenia, podróżowania; wciąż objuczamy się kolejnymi produktami, jak beznadziejni tragarze, którym co chwilę ktoś dorzuca nowy tobołek na plecy.
Lista mogłaby być dłuższa. Najważniejsze – z powrotem do rzeczy. Żeby żyć, żeby kochać, żeby Pan Bóg był blisko. I żeby nie mylić bociana z łabędziem.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Papież mógł zginąć w Lublinie w 1987 r. ? Kulisy wizyty Jana Pawła II

Wczoraj w Lublinie obchodzona była 25 rocznica Pielgrzymki Jana Pawła II do Lublina.

Polecam informacje podane przez Radio eR 87,9 FM.

Papież może zginąć w Lublinie. Takie niebezpieczeństwo istniało w 1987 r. Przed wizytą Jana Pawła II w Lublinie na biurko Ministra Spraw Wewnętrznych PRL trafił list z zapowiedzią zamachu. “Jedyny sposób by zapisać się w historii to sprzątnąć papieża”.

http://radioer.pl/informacje/3/20716/

Inne, Itinerarium , , , ,

PETYCJA W SPRAWIE ASII BIBI Z PAKISTANU

Dostałem ostatnio informację, że ruszyła nowa polska petycja w sprawie
uwolnienia Asii Bibi. Petycję można podpisać na stronie:

http://www.petycjeonline.pl/petycja/petycja-w-sprawie-uwolnienia-asii-noreen-bibi/880

Petycja została uruchomiona przez Panią Dominikę Ćosić – dziennikarkę, która niejednokrotnie poruszała w swoich artykułach problem prześladowania chrześcijan.
Cel jest ambitny, bo organizatorzy chcą zebrać 1 mln podpisów.

O sytuacji Asii Bibi, Pakistanki skazanej na śmierć za rzekome bluźnierstwa wobec islamu pisałem m.in. tu http://itinerarium.pl/2012/04/14/romans-przy-koronce/

Bardzo serdecznie zachęcam do tej prostej formy solidarności.

Ks. Mietek Puzewicz

Itinerarium , , , , ,

GRA NA REMIS

Kazanie na X Niedzielę Zwykłą
10 czerwca 2012

Odszedł od zmysłów, szaleniec. Trzeba go powstrzymać. Jest opętany, działają w nim nieczyste, diabelskie siły. To dwa komentarze, jakie padły pod adresem Jezusa, odnotowane dziś w Ewangelii.
Jezus, ze swoją nauką i zachowaniami oraz czynami, stanowił zagrożenie pod każdym względem: społecznym (dowartościowanie wszystkich odrzuconych, amhareec – nic nie znaczący lud ziemi), moralnym (prymat miłości nad przestrzeganiem tysięcy uregulowań prawnych), politycznym (Bóg jest większy od Króla i Cesarza) i religijnym (Bóg nie jest własnością kapłanów i faryzeuszy, ale mieszka na równi w każdym człowieku). Stąd próby opanowania go, powstrzymania, przywrócenia do normalności, w które zostają zaangażowani także bliscy Jezusa i jego rodzina. Niewygodnego i niebezpiecznego wichrzyciela trzeba będzie usunąć później za pomocą intrygi i procesu z natychmiast wykonanym wyrokiem.
Boję się czasem, że podobnie bywa dziś. Chrystus i Ewangelia mają służyć normalności, spokojowi i obronie wszystkiego co dotychczas udało się wypracować. Nie wolno burzyć porządku politycznego, społecznego, moralnego i religijnego, choć – z czego coraz bardziej i liczniej zdajemy sobie sprawę – sfery te skażone są niesprawiedliwością, zniewoleniem, obłudą i skostniałym formalizmem.
Ale i my sami przyzywamy Pana Jezusa jedynie dla ochrony status quo naszego życia. „Panie Jezu daj …”, „Panie Jezu broń …”, „Panie Jezu pomóż …” Dobrze, potrzebujemy w tym sensie pomocy Chrystusa, ale nie możemy zapomnieć, że On przyszedł dać każdemu z nas nowe życie, zaprosić nas na drogę miłości i wyzwolić z egoizmu. To bardzo mocne zmiany w życiorysie, jeśli potraktujemy Jezusa na serio.
Jego Królestwo „nie z tego świata”, zderzy się z interesami polityków, z wszechwładzą pieniądza, pozorną moralnością i martwą wiarą. Bo jest to wizja Nowej Ziemi i Nowego Królestwa.
Chrześcijaństwo od dłuższego czasu rozgrywa się jakby dostało piasku w tryby, jest grzeczne, spokojne i normalne. Używając terminologii z Euro 2012 – idziemy na remis, nikomu to nie zaszkodzi. Nie wygramy ale i nie przegramy.
Kto chciałby, aby mówiono o nim – szaleniec, nienormalny, dziwak? I gdzie się podział Chrystus?

Kazanie w wersji dźwiękowej na www.itinerarium.pl

LITURGIA SŁOWA
(Rdz 3, 9-15)
Pan Bóg zawołał na mężczyznę i zapytał go: Gdzie jesteś? On odpowiedział: Usłyszałem Twój głos w ogrodzie, przestraszyłem się, bo jestem nagi, i ukryłem się. Rzekł Bóg: Któż ci powiedział, że jesteś nagi? Czy może zjadłeś z drzewa, z którego ci zakazałem jeść? Mężczyzna odpowiedział: Niewiasta, którą postawiłeś przy mnie, dała mi owoc z tego drzewa i zjadłem. Wtedy Pan Bóg rzekł do niewiasty: Dlaczego to uczyniłaś? Niewiasta odpowiedziała: Wąż mnie zwiódł i zjadłam. Wtedy Pan Bóg rzekł do węża: Ponieważ to uczyniłeś, bądź przeklęty wśród wszystkich zwierząt domowych i polnych; na brzuchu będziesz się czołgał i proch będziesz jadł po wszystkie dni twego istnienia. Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę.
(Ps 130, 1-8)
REFREN: U Pana łaska oraz odkupienie.
Z głębokości wołam do Ciebie Panie,
Panie, wysłuchaj głosu mego.
Nachyl Twe ucho
na głos mojego błagania.
Jeśli zachowasz pamięć o grzechu, Panie,
Panie, któż się ostoi?
Ale Ty udzielasz przebaczenia,
aby ze czcią Ci służono.
Pokładam nadzieje w Panu,
dusza moja pokłada nadzieję w Jego słowie,
dusza moja oczekuje Pana.
Bardziej niz straznicy poranka,
niech Izrael wygląda Pana.
U Pana jest bowiem łaska,
u Niego obfite odkupienie.
On odkupi Izraela
ze wszystkich jego grzechów.
(2 Kor 4, 13-5, 1)
Cieszę się przeto owym duchem wiary, według którego napisano: Uwierzyłem, dlatego przemówiłem; my także wierzymy i dlatego mówimy, przekonani, że Ten, który wskrzesił Jezusa, z Jezusem przywróci życie także nam i stawi nas przed sobą razem z wami. Wszystko to bowiem dla was, ażeby w pełni obfitująca łaska zwiększyła chwałę Bożą przez dziękczynienie wielu. Dlatego to nie poddajemy się zwątpieniu, chociaż bowiem niszczeje nasz człowiek zewnętrzny, to jednak ten, który jest wewnątrz, odnawia się z dnia na dzień. Niewielkie bowiem utrapienia naszego obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas, którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie. Wiemy bowiem, że jeśli nawet zniszczeje nasz przybytek doczesnego zamieszkania, będziemy mieli mieszkanie od Boga, dom nie ręką uczyniony, lecz wiecznie trwały w niebie.
(J 12, 31-32)
Teraz władca tego świata zostanie przecz wyrzucony, a Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie.
(Mk 3, 20-35)
Potem przyszedł do domu, a tłum znów się zbierał, tak, że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: Odszedł od zmysłów. Natomiast uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili: Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy. Wtedy przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach: Jak może szatan wyrzucać szatana? Jeśli jakieś królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać. I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać. Jeśli więc szatan powstał przeciw sobie i wewnętrznie jest skłócony, to nie może się ostać lecz koniec z nim. Nie, nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże, i wtedy dom jego ograbi. Zaprawdę, powiadam wam: wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego. Mówili bowiem: Ma ducha nieczystego. Tymczasem nadeszła Jego Matka i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie. Odpowiedział im: Któż jest moją matką i /którzy/ są braćmi? I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką.

Itinerarium , , , , , , , ,

O DROGACH

Sobota 9 czerwca 2012

Otrzymałem propozycję zakupu (jak zwykle po promocyjnej cenie, za 29, 66 zł) „Drogi do Boga”. Po przejrzeniu opisu książki okazało się, że jest to zbiór modlitw na każdą okazję. Przyznam, że trzeba mieć sporo tupetu, aby nazwać jakąś książkę „Drogą do Boga”.
Mam w swoich zbiorach znakomitą rzecz napisaną przez św. Jana od Krzyża, „Droga na Górę Karmel”, zapis poszukiwań i przemyśleń autora, poparty wieloma latami doświadczeń mistycznych. Zawsze chętnie wracam do „Siedmiopiętrowej Góry” Tomasza Mertona, bo to piękna próba zwerbalizowania tropów życiowych, pokonywanych przez wiele lat przez pisarza, a potem mnicha. Cenię sobie bardzo „Ex Labyrintho” Karola Ludwika Konińskiego, zapomnianego polskiego myśliciela i pisarza. Jego dzieło jest duchowym dziennikiem człowieka szukającego i cierpiącego, Koniński sporą część życia przeleżał w gipsowej rynnie ze względu na chorobę kręgosłupa.
Ze zrozumieniem przyjmuję, że nikt ze wspomnianych autorów nie nazywa swojego dzieła „Drogą do Boga”. Taki zamysł byłby chyba bardzo nieostrożny i może nawet mylący. Obserwuję ze zdziwieniem, że dziś bez skrępowania używa się słowa „Bóg”, „Spotkanie z Bogiem”, „Droga do Boga”, tak jakby były to kwestie oczywiste, a jedynym problemem było jak to opisać. Napisać przewodnik po lasach, które się przeszło, rzecz zacna i pożyteczna. Podręcznik do naprawy alternatorów to także świetna pomoc, tak samo jak dobry elementarz.
Nie ma uniwersalnej drogi do Boga, takiej, którą dałoby się opisać i polecić komuś. Jest tyle dróg do Boga, ilu jest nas żyjących i zadających sobie podstawowe pytania. Książki czytajcie, ale idźcie swoimi drogami.

Itinerarium , , , ,

MAŁO WAŻNA RZECZ

Piątek 8 czerwca 2012

Dziś będzie trochę jak z pamiętnika dinozaura. I o futbolu. Wiele rzeczy widziałem i pamiętam, o wielu czytałem. Historia naszych polskich Wielkich Meczów zaczęła się prawie równo 74 lata temu! Podczas trzeciego z kolei Mundialu (1938, Francja) zagraliśmy z samą Brazylią. Przy czym należy pamiętać, że dla Brazylijczyków każdy przegrany mecz to dramat, a każde nie zdobyte mistrzostwo świata to narodowa tragedia. 5 czerwca 1938 roku zagraliśmy z Brazylią, w normalnym czasie gry było 3:3, przegraliśmy ostatecznie 5:6. Ale cztery bramki w tym meczu zdobył Polak Ernest Wilimowski i nikomu nigdy wcześniej ani później nie udało się strzelić Brazylijczykom czterech bramek w jednym meczu!
Drugi z Wielkich Meczów, o którym wspomnę to pamiętne zawody z 1957 roku wygrane z drużyną Związku Radzieckiego 2:1 (dwa gole Gerarda Cieślika). Przy czym nie chodzi już o sam skromny wynik, ale wygrać z Sowietami i to w parę lat po śmierci Stalina to było Święto Narodowe! Radowała się naprawdę cała Polska. Pobiliśmy ekipę wroga, okupanta, choć oficjalnie nadal wyznawaliśmy wieczną przyjaźń z bratnim sąsiadem. Bicie ruskich – w sporcie – było zresztą naszym narodowym sposobem powetowania sobie upokorzenia z racji politycznej zależności.
Trzeci i ostatni Wielki Mecz, który wspominam to spotkanie w półfinale Pucharu Zdobywców Pucharu pomiędzy Górnikiem Zabrze a rzymską AS Roma (1970). Dwa mecze, u nich i u nas, nie wyłoniły zwycięzcy, podobnie jak dodatkowy mecz w Szwajcarii. I co? Przepisy stanowiły wówczas, że o zwycięzcy decyduje rzut monetą. Pamiętam, że w tej loterii została użyta moneta pięciofrankowa (szwajcarska), która okazała się szczęśliwa dla naszych piłkarzy.
Wielkie mecze mamy za sobą, ale pewnie i przed sobą, co daj Boże dowiedzie tegoroczne Euro. Podobno Jan Paweł II powiedział kiedyś, że z najmniej ważnych rzeczy piłka nożna jest rzeczą najważniejszą. Zobaczymy od dziś. Dobrego kibicowania!

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

DZIWNE SPRAWY – BŁOTO, KĄPIEL, ŻYCIE WIECZNE

Kazanie na Uroczystość Bożego Ciała
Czwartek 7 czerwca 2012

Ślepiec z okolic Siloe musiał się nieźle zdziwić, kiedy usłyszał, że Jezus pluje na ziemię, miesza ślinę z ziemią aż powstaje błoto a potem zbliża się aby nałożyć mu tę mieszaninę na oczy. Potem słyszy, że ma iść do sadzawki i umyć się. Jeszcze bardziej zdziwił się, że efektem owej dziwnej ceremonii było odzyskanie wzroku. A jednak: „Odszedł, obmył się i wrócił widząc” (J 9,7).
Naaman, poważny i odważny generał z syryjskiej armii ostro się wkurzył, kiedy usłyszał od izraelskiego proroka Elizeusza (patrz: 2 Krl 5, 1-27), że w celu pozbycia się trądu ma siedem razy obmyć się w rzece Jordan. W Syrii miał o wiele lepsze i większe rzeki, a miał się kąpać (i to siedem razy!) w dość podłym Jordanie. Wściekłego generała przekonali służący, aby poddał się absurdalnej terapii. I co? I „zanurzył się siedem razy w Jordanie, a ciało jego na powrót stało się jak ciało małego dziecka i został oczyszczony”.
Pójdę dziś świętować Boże Ciało. Spożywam je codziennie. W pamięci mam słowa: „Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne” (J 11,54). Dziwna sprawa, żeby od spożywania kruchego opłatka przechodzić zaraz do życia wiecznego. Podobnie jak z pozoru lichy jest związek między błotem a odzyskanym wzrokiem i kąpielą w małej rzece a pozbyciem się trądu.
Cała nasza wiara to dziwne sprawy. No ale ludzie odzyskali wzrok, wyszli z trądu, a o życie wieczne też się troszczyć warto.

LITURGIA SŁOWA

(Wj 24,3-8)
Mojżesz wrócił z góry i obwieścił ludowi wszystkie słowa Pana i wszystkie Jego zlecenia. Wtedy cały lud odpowiedział jednogłośnie: Wszystkie słowa, jakie powiedział Pan, wypełnimy. Spisał więc Mojżesz wszystkie słowa Pana. Nazajutrz wcześnie rano zbudował ołtarz u stóp góry i postawił dwanaście stel, stosownie do liczby dwunastu pokoleń Izraela. Potem polecił młodzieńcom izraelskim złożyć Panu ofiarę całopalną i ofiarę biesiadną z cielców. Mojżesz zaś wziął połowę krwi i wylał ją do czar, a drugą połową krwi skropił ołtarz. Wtedy wziął Księgę Przymierza i czytał ją głośno ludowi. I oświadczyli: Wszystko, co powiedział Pan, uczynimy i będziemy posłuszni. Mojżesz wziął krew i pokropił nią lud, mówiąc: Oto krew przymierza, które Pan zawarł z wami na podstawie wszystkich tych słów.
(Ps 116,12-13.15-18)
REFREN: Kielich zbawienia wzniosę w imię Pana.
Czym się Panu odpłacę
za wszystko, co mi wyświadczył?
Podniosę kielich zbawienia
i wezwę imienia Pana.
Cenna jest w oczach Pana
śmierć Jego świętych.
Jam sługa Twój, syn Twej służebnicy.
Ty rozerwałeś moje kajdany.
Tobie złożę ofiarę pochwalną
i wezwę imienia Pana.
Wypełnię me śluby dla Pana
przed całym Jego ludem.
(Hbr 9,11-15)
Chrystus, zjawiwszy się jako arcykapłan dóbr przyszłych, przez wyższy i doskonalszy, i nie ręką – to jest nie na tym świecie – uczyniony przybytek, ani nie przez krew kozłów i cielców, lecz przez własną krew wszedł raz na zawsze do Miejsca Świętego, zdobywszy wieczne odkupienie. Jeśli bowiem krew kozłów i cielców oraz popiół z krowy, którymi skrapia się zanieczyszczonych, sprawiają oczyszczenie ciała, to o ile bardziej krew Chrystusa, który przez Ducha wiecznego złożył Bogu samego siebie jako nieskalaną ofiarę, oczyści wasze sumienia z martwych uczynków, abyście służyć mogli Bogu żywemu. I dlatego jest pośrednikiem Nowego Przymierza, ażeby przez śmierć, poniesioną dla odkupienia przestępstw, popełnionych za pierwszego przymierza, ci, którzy są wezwani do wiecznego dziedzictwa, dostąpili spełnienia obietnicy.
(J 6,51)
Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki.
(Mk 14,12-16.22-26)
W pierwszy dzień Przaśników, kiedy ofiarowywano Paschę, zapytali Jezusa Jego uczniowie: Gdzie chcesz, abyśmy poszli poczynić przygotowania, żebyś mógł spożyć Paschę? I posłał dwóch spośród swoich uczniów z tym poleceniem: Idźcie do miasta, a spotka się z wami człowiek, niosący dzban wody. Idźcie za nim i tam, gdzie wejdzie, powiecie gospodarzowi: Nauczyciel pyta: gdzie jest dla Mnie izba, w której mógłbym spożyć Paschę z moimi uczniami? On wskaże wam na górze salę dużą, usłaną i gotową. Tam przygotujecie dla nas. Uczniowie wybrali się i przyszli do miasta, gdzie znaleźli, tak jak im powiedział, i przygotowali Paschę. A gdy jedli, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał i dał im mówiąc: Bierzcie, to jest Ciało moje. Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie dał im, i pili z niego wszyscy. I rzekł do nich: To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana. Zaprawdę, powiadam wam: Odtąd nie będę już pił z owocu winnego krzewu aż do owego dnia, kiedy pić go będę nowy w królestwie Bożym. Po odśpiewaniu hymnu wyszli w stronę Góry Oliwnej.

Itinerarium , , , , , , ,

TRZYDZIEŚCI LAT TEMU I BEZ ZMIAN

Środa 6 czerwca 2012

Z racji wieku może coraz częściej wracają mi wspomnienia. Trzydzieści lat temu w eterze pojawiła się kompozycja Marka Knopflera (Dire Straist) Love Over Gold, swobodnie tłumacząc – Miłość jest ponad złoto (pieniądze).
Miłość jest ponad złoto, a dusza ponad materię („Love over Gold and Mind over Matter”), usłyszałem w rzewnej i słodkiej balladzie. Wtedy wydawało mi się, że to rzecz banalna i oczywista. Dziś brzmi strasznie moralizatorsko.
W ogóle dzisiaj takie sprawy jak Romeo i Julia (o których zresztą także śpiewali Dire Straits), Abelard i Heloiza (co za imię!), to lamus i obciach.
W kościołach nieśmiało i rzadko czyta się święte (i natchnione) słowa: „Bo jak śmierć potężna jest miłość”.
W kościołach słuchamy niedbale albo wcale, płyt ze starą muzyką też coraz rzadziej. Ale to prawda. Miłość ponad pieniądze. I potężna jak śmierć, a nawet mocniejsza.

Itinerarium , , ,