JAK TU SIĘ POSKŁADAĆ NA BOŻE NARODZENIE

Czwartek 15 grudnia 2016 Nie wiem jak się potoczą dalsze losy Tomka. Przez cztery dni uczestniczył w rekolekcjach dla bezdomnych, modlił się, myślał, rozmawiał.

Na pamięć znał tylko numer do matki. Poprosił, żebym do niej zadzwonił. Odebrała i od razu stwierdziła, że to cud. Cud, bo przyszło wezwanie do sądu, rozprawa jest w poniedziałek, prokuratura wnioskuje o 30 dni w „bransoletce”. To system dozoru elektronicznego, kara nieizolacyjna, skazany może poruszać się jedynie w określonym czasie i miejscu, ale nie idzie do więzienia. Tomek nie odzywał się do mamy przez ostatnie dwa miesiące. Gdyby nie dowiedział się o rozprawie, bransoletkę zamieniono by na odsiadkę.

Rodzinny Gdańsk opuścił pół roku temu, w Lublinie szukał pracy w swoim fachu, przy układaniu bieżni lekkoatletycznych. Nadmiar alkoholu, nici z pracy, rzuciły go na ulicę, a właściwie na melinę.

Na rekolekcje pojechał – jak twierdzi – przypadkiem. Ale ja znam już tę teorię o przypadkach, miłosierny Samarytanin też przypadkiem przechodził obok poranionego wędrowca, Szymon z Cyreny także przypadkiem widział drogę krzyżową Jezusa.

Wieczorem Tomek wsiadł do pociągu, na pożegnanie powiedział, że jedzie „się poskładać”. I o to chodzi. O to chodzi w Bożym Narodzeniu i w życiu. Żeby się poskładać. A Pan Bóg umie nas poskładać nawet z kompletnie rozbitych kawałeczków.

Itinerarium

SWOI GO NIE PRZYJĘLI REKOLEKCJE LAST MINUTE

 Adwent 2016 Rekolekcje dla wierzących fota-lats-minute-adwent-2016Dla niewierzących

Dla tych, którym wydaje się, że wierzą

Dla tych, którym wydaje się, że nie wierzą

Dom Spotkania w Dąbrowicy

Prowadzi ks. Mieczysław Puzewicz

20 –22 grudnia 2016

Wtorek – Środa – Czwartek

Początek o 19.30

Itinerarium

HELENA DZIERGA BOŻE NARODZENIE LATEM

Środa 14 grudnia 2016 Pani Helena ma Boże Narodzenie cały okrągły rok, a szczególnie w lecie. Ma w dłoniach talent a jego owoce cieszą wielu ludzi.

Tuż przed listopadem pani Helena dostarczyła nam 30 kompletów czapek i szalików, które własnoręcznie wydziergała na drutach. Już drugi rok z kolei przeznacza je dla bezdomnych w Lublinie, których wspomagamy w ramach „Gorącego Patrolu”. Niedawno zadzwoniła, że robi się coraz mroźniej i w związku z tym ma jeszcze 20 wełnianych kompletów do ochrony bezdomnych szyi i głów.

Swoje dzieła pani Helena dzierga głównie w lecie, na działce. Dobiega już osiemdziesiątki, jest emerytowaną nauczycielką. Jej wełniane cuda trafiły także do podopiecznych Domu Pomocy Społecznej w podlubelskim Matczynie oraz niektórych osób wspomaganych w ramach akcji „Pomóż Dzieciom Przetrwać Zimę”.

Jeżeli Bóg zjednoczył się z każdym z nas (jak naucza Pismo), to wspaniale działa przez ręce i serce pani Heleny. Szacun!

  1. Na profilu FB wklejam zdjęcie wytworów pani Heleny, którymi obdzielamy nasze bezdomne siostry i braci.
Itinerarium

IDEA ZA KTÓRĄ WARTO

Wtorek 13 grudnia 2016 Trzeba mieć w życiu najważniejszą ideę. Taką wartość, za którą gotowym się jest oddać wszystko. Tak myślę i tak staram się żyć, ale może jestem starej daty.

Nie wiem czy Romek Strzałkowski miał w świadomości swoją ważną ideę, w sercu na pewno. Dlatego szedł w czerwcu 1956 r. w Poznaniu, dostał kulę prosto w serce – pisałem już o nim np. tu: http://itinerarium.pl/2012/11/08/bialoczerwona/ Janek Wiśniewski (wł. Zbigniew Godlewski) miał pewnie taką ideę, bo szedł w grudniu 1970 w Gdyni, dostał całą serię. Ksiądz Jerzy Popiełuszko za swoją ideę został uduszony lub utopiony –  http://itinerarium.pl/2013/10/19/marek-i-jerzy/ I tak można byłoby wymieniać innych.

Dziś, w 35 rocznicę ogłoszenia stanu wojennego spora część Polski będzie maszerować, głównie przeciw władzy. Podobnie dzieje się od kilku lat, z tym, że wcześniej obecna władza szła przeciwko dzisiejszej opozycji. Popieram spacerowanie, to dobre dla zdrowia. Potrzebna nam jest zdrowa władza i zdrowa opozycja, w ogóle zdrowe społeczeństwo, zatem popieram spacerowanie.

Trzydzieści pięć lat temu, franciszkanin, ojciec Celestyn zachęcił mnie, żebym razem z kolegami i koleżankami roznosił buty (zima była sroga) dla rodzin internowanych, głównie w Świdniku –

http://itinerarium.pl/2013/05/21/duch-we-franciszkanskiej-spizarni/

Niedługo potem, od wiosny 1982 r. u pani Zosi, nalewającej wodę gazowaną i niegazowaną w saturatorze przy Poczcie Głównej w Lublinie można było odebrać i nadać bibułę (nielegalne wydawnictwa walczące z komuną). Coś więcej niż spacer.

Już za 11 dni Wigilia Bożego Narodzenia. Warto mieć jakąś ideę, tak ważną, za którą trzeba iść. Iść i coś zrobić. Iść a nawet umierać.

 

Itinerarium

MUCHA NA TALERZU W WIGILIĘ

Poniedziałek 12 grudnia 2016 Ludzie robią nam różne złe rzeczy, podgryzają i wygryzają, plotkują o nas, docinają, niesprawiedliwie oceniają. Takie życie. Zdarza się, zdarza naprawdę że i my lepsi nie jesteśmy.

Jakimś dobrym i pewnym tropem do spotkania Boga jest dar przebaczenia. Bo jak wiadomo przy pustym talerzy na Wigilii nie zasiądzie Pan Jezus. Może tam tylko usiąść jakaś zapóźniona mucha, normalnie rezydująca w ciepłym kloszu pod sufitem.

Jurand słuchał opowiadania bez jednego drgnienia i ruchu, tak że obecnym zdawać się mogło, iż pogrążony jest we śnie. Słyszał jednak i rozumiał wszystko, bo gdy Hlawa zaczął mówić o niedoli Danusi, wówczas w pustych jamach oczu zebrały mu się dwie wielkie łzy i spłynęły mu po policzkach. Ze wszystkich ziemskich uczuć pozostało mu jeszcze jedno tylko: miłość do dziecka.

Potem sinawe jego usta poczęły się poruszać modlitwą. Na dworze rozległy się pierwsze, dalekie jeszcze grzmoty i błyskawice jęły kiedy niekiedy rozświecać okna. On modlił się długo i znów łzy kapały mu na białą brodę. Aż wreszcie przestał i zapadło długie milczenie, które przedłużając się nad miarę, stało się na koniec uciążliwe dla obecnych, bo nie wiedzieli, co mają z sobą robić.

Na koniec stary Tolima, prawa Jurandowa przez całe życie ręka, towarzysz we wszystkich bitwach i główny stróż Spychowa, rzekł:

– Stoi przed wami, panie, ten piekielnik, ten wilkołak krzyżacki, który katował was i dziecko wasze; dajcie znak, co mam z nim uczynić i jako go pokarać?

Na te słowa przez oblicze Juranda przebiegły nagle promienie – i skinął, aby mu przywiedziono tuż więźnia.

Dwaj pachołkowie chwycili go w mgnieniu oka za barki i przywiedli przed starca, a ów wyciągnął rękę, przesunął naprzód dłoń po twarzy Zygfryda, jakby chciał sobie przypomnieć lub wrazić w pamięć po raz ostatni jego rysy, następnie opuścił ją na piersi Krzyżaka, zmacał skrzyżowane na nich ramiona, dotknął powrozów – i przymknąwszy znów oczy, przechylił głowę.

Obecni mniemali, że się namyślał. Ale cokolwiek bądź czynił, nie trwało to długo, gdyż po chwili ocknął się – i skierował dłoń w stronę bochenka chleba, w którym utkwiona była złowroga mizerykordia.

Wówczas Jagienka, Czech, nawet stary Tolima i wszyscy pachołkowie zatrzymali dech w piersiach. Kara była stokroć zasłużona, pomsta słuszna, jednakże na myśl, że ów na wpół żywy starzec będzie rzezał omackiem skrępowanego jeńca, wzdrygnęły się w nich serca.

Ale on, ująwszy w połowie nóż, wyciągnął wskazujący palec do końca ostrza, tak aby mógł wiedzieć, czego dotyka, i począł przecinać sznury na ramionach Krzyżaka.

Zdumienie ogarnęło wszystkich, zrozumieli bowiem jego chęć – i oczom nie chcieli wierzyć. Tego jednak było im zanadto. Hlawa jął pierwszy szemrać, za nim Tolima, za tymi pachołkowie. Tylko ksiądz Kaleb począł pytać przerywanym przez niepohamowany płacz głosem:

– Bracie Jurandzie, czego chcecie? Czy chcecie darować jeńca wolnością?

– Tak! – odpowiedział skinieniem głowy Jurand.

– Chcecie, by odszedł bez pomsty i kary?

– Tak!

Pomruk gniewu i oburzenia zwiększył się jeszcze, ale ksiądz Kaleb, nie chcąc, by zmarniał tak niesłychany uczynek miłosierdzia, zwrócił się ku szemrzącym i zawołał:

– Kto się świętemu śmie sprzeciwić? Na kolana! I klęknąwszy sam, począł mówić:

– Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje…

I odmówił „Ojcze nasz” do końca. Przy słowach: „i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”, oczy jego zwróciły się mimo woli na Juranda, którego oblicze zajaśniało istotnie jakimś nadziemskim światłem.

A widok ów w połączeniu ze słowami modlitwy skruszył serca wszystkich obecnych, gdyż stary Tolima o zatwardziałej w ustawicznych bitwach duszy, przeżegnawszy się krzyżem świętym, objął następnie Jurandowe kolano i rzekł:

– Panie, jeśli wasza wola ma się spełnić, to trzeba jeńca do granicy odprowadzić.

– Tak! – skinął Jurand.

Coraz częstsze błyskawice rozświecały okna; burza była bliżej i bliżej.

(Henryk Sienkiewicz, KRZYŻACY, rozdz. XXV)

 

Itinerarium

A WSZYSTKO OD SERCA ZALEŻY

Kazanie na 3 Niedzielę Adwentu 11 grudnia 2016 Nadchodzące święta budzą nadzieję na zmianę, piękną zmianę. Naiwnie jednak oczekujemy jej z zewnątrz, nic cudownego prawdopodobnie nie wydarzy się na niebie, pod choinką będą nudy a już w Wigilię ledwo będziemy mogli patrzeć na dwanaście potraw.

Grażyna i Piotr są małżeństwem od 15 lat, rodzicami dopiero od dwóch. Tak jak wiele małżeństw współcześnie, starali się wiele lat bezskutecznie o dziecko. Zmieniali lekarzy, poddawali się licznym badaniom i ekspertyzom, bez rezultatów.

Wspominają pamiętną pielgrzymkę do Wąwolnicy (sanktuarium maryjne w archidiecezji lubelskiej) i modlitwę przez wstawiennictwo Maryi.

– Wiesz co się zmieniło? Myśmy wtedy uwierzyli, że będziemy mieli dziecko. Uwierzyliśmy i to było skuteczne! Uwierzyliśmy w to – opowiadają pełni radości.

Boże Narodzenie, nadzieja na piękną zmianę. Taką o jakiej dziś czytamy w Ewangelii –  niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą.

Tak, to wszystko jest możliwe, ale nie zależy od czegokolwiek z zewnątrz. Zależy od serca i od wiary w tym sercu.

 

 

DZISIEJSZE CZYTANIA

Gdy Jan usłyszał w więzieniu o czynach Chrystusa, posłał swoich uczniów z zapytaniem: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? Jezus im odpowiedział: Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi. Gdy oni odchodzili, Jezus zaczął mówić do tłumów o Janie: Coście wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale coście wyszli zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w domach królewskich są ci, którzy miękkie szaty noszą. Po coście więc wyszli? Proroka zobaczyć? Tak, powiadam wam, nawet więcej niż proroka. On jest tym, o którym napisano: Oto Ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Zaprawdę, powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż on. (Mt 11,2-11)

Niech się rozweseli pustynia i spieczona ziemia, niech się raduje step i niech rozkwitnie! Niech wyda kwiaty jak lilie polne, niech się rozraduje, skacząc i wykrzykując z uciechy. Chwałą Libanu ją obdarzono, ozdobą Karmelu i Saronu. Oni zobaczą chwałę Pana, wspaniałość naszego Boga. Pokrzepcie ręce osłabłe, wzmocnijcie kolana omdlałe! Powiedzcie małodusznym: Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, oto – pomsta; przychodzi Boża odpłata; On sam przychodzi, by was zbawić. Wtedy przejrzą oczy niewidomych i uszy głuchych się otworzą. Wtedy chromy wyskoczy jak jeleń i język niemych wesoło krzyknie. Odkupieni przez Pana powrócą, przybędą na Syjon z radosnym śpiewem, ze szczęściem wiecznym na twarzach: osiągną radość i szczęście, ustąpi smutek i wzdychanie. (Iz 35,1-6a.10)

 

(Ps 146,7-10)
REFREN: Przybądź, o Panie, aby nas wybawić

Bóg dochowuje wierności na wieki,
uciśnionym wymierza sprawiedliwość,
Chlebem karmi głodnych,
wypuszcza na wolność więźniów.

Pan przywraca wzrok ociemniałym,
Pan dźwiga poniżonych.
Pan kocha sprawiedliwych,
Pan strzeże przybyszów.

Ochrania sierotę i wdowę,
lecz występnych kieruje na bezdroża.
Pan króluje na wieki,
Bóg twój, Syjonie, przez pokolenia.

Trwajcie cierpliwie, bracia, aż do przyjścia Pana. Oto rolnik czeka wytrwale na cenny plon ziemi, dopóki nie spadnie deszcz wczesny i późny. Tak i wy bądźcie cierpliwi i umacniajcie serca wasze, bo przyjście Pana jest już bliskie. Nie uskarżajcie się, bracia, jeden na drugiego, byście nie popadli pod sąd. Oto sędzia stoi przed drzwiami. Za przykład wytrwałości i cierpliwości weźcie, bracia, proroków, którzy przemawiali w imię Pańskie. (Jk 5,7-10)

Alleluja

Duch Pański nade mną, posłał mnie głosić dobrą nowinę ubogim. (Iz 61,1)
 

Itinerarium

CODZIENNIE PRZYKRĘCAM ŚRUBKI

Sobota 10 grudnia 2016 Szukam śladów obecności Boga pośród nas. Nasze ludzkie życie jest jedynym poprawnym adresem, gdzie możemy Go znaleźć.

Yves Congar, francuski dominikanin (1904 – 1995) opowiadał kiedyś historię spotkania z pewnym robotnikiem z fabryki samochodów. Kaznodzieja mówił z zapałem o bliskości Boga i Jego pięknie. Po kazaniu wspomniany robotnik podszedł do mówcy i zapytał:

– Proszę ojca, piękne kazanie. Od 35 lat, codziennie przez 8 godzin, od poniedziałku do soboty (było to w czasach sześciodniowego tygodnia pracy), stoję przy taśmie i przykręcam śrubki. Te same śrubki, w tym samym miejscu, codziennie, przez 35 lat. To męczące, nie wiem jak odczuwać bliskość Boga … Hm?

Dominikanin pomyślał chwilę i odpowiedział:

– Pan Jezus w swoim życiu wyheblował tysiące desek w warsztacie swojego ojca, Józefa. Codziennie heblował dziesiątki desek, przez sześć dni w tygodniu (w czasach Pana Jezusa także obowiązywał sześciodniowy tydzień pracy). Idziesz Jego śladami. Ponadto, wierzę, że przykręcasz te śrubki solidnie i dokładnie. Dzięki temu ktoś jadąc samochodem, który współtworzysz, bezpiecznie wiezie rodzinę na urlop, a ja (znakomity teolog jeździł autem produkowanym przez robotnika) spokojnie docieram z wykładami na uniwersytet. Przez twoje ręce działa Bóg.

Codziennie robimy śniadania dzieciom, przytulamy je i głaskamy. Codziennie stukamy w klawiatury komputerów. Przykręcamy śrubki albo heblujemy deski. Codziennie. Tu właśnie jest tajemnica Bożej obecności, tajemnica Bożego Narodzenia.

Itinerarium

JAK NIE IDZIESZ NIE MA BOŻEGO NARODZENIA

Piątek 9 grudnia 2016 Słowo Ciałem się stało i już się nie odstało, nie pamiętam który z polskich poetów tak celnie napisał o sensie Bożego Narodzenia. Nie odstało, czyli już pozostało między nami. Przez lata i wieki świętowania tej prawdy zorganizowaliśmy sobie cały teatr bożonarodzeniowy – szopki, choinki, opłatki, kolędy, prezenty, wigilie i pasterki. To nasz pomysł na świętowanie. Co jednak z Jezusem Chrystusem, który zjednoczył się z każdym z nas?

Wczoraj w długą trasę ruszyli Marcin i Bartek. Marcin trzy dni temu wyszedł z więzienia na zwolnienie warunkowe i zgłosił się do projektu „Nowa Droga”. Musi przejść pieszo kilkaset kilometrów pod opieką Bartka, emerytowanego górnika z „Bogdanki”. Idą bez względu na deszcz, śnieg czy wiatr, codziennie przynajmniej 20 kilometrów, do celu dotrą dwa dni przed Wigilią. Po drodze Marcin będzie szukał odpowiedzi na najważniejsze pytania, co dalej z życiem, jak ułożyć sobie przyszłość i czym się zająć po zakończeniu wędrówki.

Dwa tysiące lat temu w drodze do Betlejem byli już Mędrcy (Kacper, Melchior i Baltazar), wędrowali aby odkryć w człowieku, małym dziecku, Boga. Przydałoby się pewnie co drugiemu z nas, pójść wreszcie w drogę. W drogę, żeby odpowiedzieć sobie na te najważniejsze pytania. Przydałoby się. Wiemy to dobrze, ale i tak skończymy na chrupaniu karpia i niepewnej melorecytacji Wśród Nocnej Ciszy.

Itinerarium

JAK PIOTRUŚ ZDOBYŁ STU PRZYJACIÓŁ

Czwartek 8 grudnia 2016 O małym Piotrusiu, dziewięcioletnim, było głośno w całym szpitalu dziecięcym. Był tam niecałe dwa tygodnie a zdobył sobie prawie stu przyjaciół.

Różnica pomiędzy wielką ciekawością świata i ludzi a syndromem ADHD jest nieuchwytna. Piotruś po niegroźnym zabiegu musiał pozostać na obserwacji. Obserwacja małego pacjenta była jednak prawie niemożliwa. Zaraz po szóstej witał się z dwoma kolegami na swojej sali, potem odwiedzał sąsiednie i zaczepiał salowe z zapytaniem co będzie na śniadanie. W pierwszym tygodniu zapoznał się z całym swoim piętrem, dostał pozwolenie na zwiedzanie piętra niższego. Tam także oglądał zabawki innych dzieci i chętnie zgarniał nadmiar cukierków.

Świat i ludzie, to są bardzo niezwykłe i piękne tajemnice. Docenił to Bóg, jednocząc się z naszym światem i z nami, ludźmi, właśnie w Bożym Narodzeniu. Problem, jaki mamy, to oczekiwanie na cuda nie z tego świata, podczas gdy wszystkie cuda mamy pośród nas ludzi, w tym przepięknym świecie.

Nie wiem jakim dzieckiem była mała Maria z Nazaretu, której Niepokalane Poczęcie dziś świętujemy. Na pewno jest święta, skoro odważyła się na romans z samym Panem Bogiem.

Itinerarium

O SŁOWACH KTÓRE LECZĄ

Środa 7 grudnia 2016 Pan doktor Jan długo był jedynym lekarzem w całej gminie. Nawet nie wiem czy powinienem napisać, że był. Jest na emeryturze, nie wypisuje już recept i skierowań ale i tak ma długą listę dawnych i nowych pacjentów, którzy chętnie do niego się udają. Po poradę.

Wizyty u pana doktora były specyficzne. Zanim pacjent doszedł do tego, co go boli, najpierw musiał powiedzieć co tam na wsi nowego, co się dzieje w rodzinie, czy przyleciały już bociany albo czy maślaki już rosną. W międzyczasie trzeba było się rozebrać lub dać się osłuchać i opukać medykowi. Zwykle jakiś zabieg, opatrunek czy instrukcja do recepty zajmowały najwyżej jedną dziesiątą całego czasu wizyty. Najwięcej schodziło na opowieściach.

W zwyczaju pacjentów leżało także przynoszenie panu Janowi różnych rzeczy. Broń Boże w formie łapówek. Ktoś przyniósł świeże jajka, ktoś inny osełkę masła, jesienią pan doktor najbardziej cieszył się z maślaków i śliwek, ze śliwek bo robił z nich nalewkę. Te różne rzeczy przynoszono po prostu, tak jak się przynosi coś człowiekowi, którego się lubi. Po prostu.

Myślę, że pan doktor bardziej leczył  (i leczy) swoim słowem i zainteresowaniem niźli przepisywanymi lekami. Bo chyba w ogóle najbardziej leczą słowa.

To Słowo, które się Ciałem stało (w Bożym Narodzeniu) jest najpewniejszym lekiem na wszystkie nasze ludzkie choroby, jest nawet lekiem skutecznym na śmierć. W Betlejem przy narodzeniu Jezusa jest bardzo wiele rozmów (i bardzo mało gadania), aniołów z ludźmi, ludzi z ludźmi a nawet zwierząt z ludźmi. Bo słowa i rozmowa leczą.

I może jest tak, że dziś tak często i paskudnie chorujemy, na różne depresje i nowotwory, bo przestajemy ze sobą rozmawiać, jedynie paplamy i plotkujemy. Może szczerze zagadać możemy tylko do psa lub papugi w klatce.

Itinerarium