Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Pierwszych osiemnaście dziewczyn zabrał z ulicy jesienią, przyszły chłody i szybko przemarzały. Zarabiały na rogach ulic sprzedając swoje ciała. Przyjechały do Lublina z biednych wsi z Podlasia i Zamojszczyzny. Pomieściły się w trzech pokoikach po sześć w każdym. Potem poszły do pracy w pralni i prasowalni, inne zajęły się ogrodem albo naprawianiem pończoch. Za kilka miesięcy zamieszkały razem z innymi koleżankami w małym dworku na Wiktorynie, w północnej części miasta. Po pięciu latach ulica biegnąca przy dworku przyjęła nazwę św. Marii Magdaleny, na cześć ewangelicznej, nawróconej ulicznicy. Ulica ta zresztą istnieje do dzisiaj, choć władze komunistyczne po 1944 r. wyrzuciły z niej „Św. Marię”. Do dziś lublinianie nie wiedzą czemu pośród Kalinowej, Storczykowej i Hiacyntowej nagle pojawia się ul. Magdaleny.
Nie wiemy ile dziewcząt uratował z prostytucji, nie wiemy też ile sierot znalazło schronienie w wymyślonym przez niego Wydziale Przeciwżebraczym. Przez slojdy zakładane po koniec XIX w. – dziś funkcjonujące pod nazwą spółdzielni socjalnych – przeszło kilkuset ubogich i zdemoralizowanych chłopaków.
Piszę dziś o Ignacym Kłopotowskim. O księdzu Ignacym Kłopotowskim, błogosławionym Ignacym Kłopotowskim. Kompletnie zapomnianym świętym Lublina i patronie dzisiejszym. Kierował się zasadą – Jeśli człowiek ulegnie woli Bożej wszystko widzi możliwym i łatwym do spełnienia. Nie przejmujcie się zbytnio, jeśli nie znaliście tego lubelskiego świętego, test na jego znajomość oblało ponad 50 % ankietowanych przeze mnie duchownych.
I na koniec być może anegdota. Pewnego razu bogata lublinianka przyniosła parę groszy, aby wesprzeć dzieła ks. Ignacego.
– Jakoś dziwnie ksiądz pachnie … – rzuciła na początku.
– Chce pani powiedzieć, że śmierdzę? – żartobliwie podjął dialog duchowny.
– Powiem szczerze, że chyba tak … – ciągnęła pani.
– Myli się pani! To jest zapach nieba! I lepiej z takim zapachem wejść właśnie tam, niźli z perfumami trafić … Trafić gdzie indziej.
Він забрав перших вісімнадцять дівчат з вулиці восени, настали холоди, і вони швидко замерзли. Вони заробляли гроші на вулицях, продаючи своє тіло. Вони приїхали до Любліна з бідних сіл Підляшшя та Замойщини. Їх розмістили в трьох кімнатах, по шестеро в кожній. Потім одні йшли працювати в пральню і прасувальню, інші – садівництвом чи ремонтом панчіх. Через кілька місяців вони переїхали до інших друзів у невеликий особняк у Вікторіні, в північній частині міста. Через п’ять років вулиця поруч із садибою отримала назву Святої Марії Магдалини, на честь наверненої євангелістки-бродяжки. Насправді, вулиця існує і сьогодні, хоча комуністична влада прибрала з неї «Святу Марію» після 1944 року. До сьогодні люблінці не знають, чому серед вулиць Калинової, Сторчикової та Гяцинтової раптом з’явилася вулиця Магдалини.
Ми не знаємо, скільки дівчат він врятував від проституції, як і не знаємо, скільки сиріт знайшли притулок у вигаданому ним відділі боротьби з хабарництвом. Під слободами, створеними після кінця 19 століття. – які сьогодні функціонують під назвою соціальних кооперативів, пройшло кілька сотень бідних і деморалізованих хлопців.
Сьогодні я пишу про Ігнація Клопотовського. Про отця Ігнація Клопотовського, блаженного Ігнація Клопотовського. Зовсім забутий люблінський святий і покровитель сьогодення. Він керувався принципом – якщо людина віддається Божій волі, то бачить все можливим і легким для виконання. Не хвилюйтеся, якщо ви не знали цього люблінського святого, тест на його знання провалили понад 50% опитаних мною священнослужителів.
І наостанок, можливо, анекдот. Одного разу заможна люблінська жінка принесла кілька копійок на підтримку праці о. Ігнатія.
– Від вас дивно пахне… – сказала вона на початку.
– Ви хочете сказати, що від мене смердить? – жартома розпочав діалог священнослужитель.
– Чесно кажучи, мені здається, що так… – продовжила жінка.
– Ви помиляєтесь! Це запах неба! І краще потрапити туди з цим запахом, ніж опинитися з парфумами… десь в іншому місці.
W rodzinie moich znajomych przechowała się opowieść o pradziadku z Wołynia. W drugiej połowie 19 wieku „poszedł w świat”. Pochodził z licznej i bardzo biednej rodziny, kiedy skończył 14 lat, rodzice wysłali go „w świat”. Ponoć nie były to jednostkowe przypadki, że rodzina nie mogąc zapewnić synom pożywienia, robiła dla nich tobołki i kazała iść i szukać lepszego miejsca do życia. Do tobołka wkładano trochę żywności, jakieś ubrania, czasami nóż, bardzo rzadko parę groszy. Dalej już dorastający chłopak musiał radzić sobie sam.
Wspomniany dziś bohater dotarł pod Kraków, wówczas w zaborze austriackim, pracował w zasobnym dworze, nawet skończył jakąś szkołę. Do rodzinnej wsi na Wołyniu wysłał dopiero w latach 20-tych ubiegłego wieku swojego syna.
Podobny los spotkał wielu Polaków, emigrantów od 19 wieku aż po czasy bardzo nam bliskie. Kolejną odsłoną tej historii są uchodźcy z Ukrainy. Poszli w świat jak wybuchła wojna. Oby znaleźli dla siebie dobre miejsca do nowego życia.
У родині моїх друзів збереглася історія про прадіда з Волині. Він «пішов у світ» у другій половині 19 століття. Він походив з багатодітної і дуже бідної сім’ї, і коли йому виповнилося 14 років, батьки відправили його «у світ». Очевидно, це був не поодинокий випадок, коли сім’я, не маючи змоги прогодувати синів, робила їм пакунки і казала йти шукати кращого місця для життя. У згорток клали трохи їжі, трохи одягу, іноді ніж, дуже рідко – кілька копійок. Відтоді хлопчик-підліток мусив давати собі раду сам.
Герой, про якого ми сьогодні говоримо, дістався до Кракова, тоді ще австрійського поділу, працював у заможному маєтку і навіть закінчив якусь школу. Лише у 1920-х роках він відправив сина до рідного села на Волині.
Подібна доля спіткала багатьох поляків, емігрантів з 19 століття аж до дуже близьких нам часів. Біженці з України – це ще одна частина цієї історії. Вони вийшли у світ, коли почалася війна. Нехай вони знайдуть хороші місця для свого нового життя.
Nie trzeba nas zabijać! – tak mogłyby powiedzieć trzy młode lwowianki i ich matka. Zginęły wczoraj. Jaryna, Daria, Emilia, mama Eugenia. Przeżył ciężko ranny ojciec.
Nie trzeba nas zabijać! – tak mogłyby powiedzieć, gdyby miały szansę to powiedzieć komuś, kto wystrzelił wczoraj rakiety na Lwów.
Nie trzeba mnie zabijać! – tak powiedział sześcioletni Łotysz, dziecko żydowskie, w czasie II wojny, do Niemców mierzących w niego z karabinów. Niemcy darowali mu życie, to głośna historia sprzed lat.
Nad ukraińską ziemią unosi się prośba ukraińskich dzieci – Nie trzeba nas zabijać! Nie usłyszą ich operatorzy dronów i rakiet, nie usłyszy nikt na Kremlu.
Nie trzeba ich zabijać. To nawet nie jest apel. To moja modlitwa, prośba do Pana Boga.
Нас не треба вбивати! – так могли б сказати три молоді львівські дівчини та їхня мама. Вони померли вчора. Ярина, Дарина, Емілія та їхня мама Євгенія. Їхній важкопоранений батько вижив.
Не треба нас вбивати! – це те, що вони могли б сказати, якби мали можливість сказати це тому, хто вчора обстрілював ракетами Львів.
Я не хочу, щоб мене вбивали! – так сказав шестирічний латвійський єврейський хлопчик німцям, які цілилися в нього з гвинтівок під час Другої світової війни. Німці зберегли йому життя – це відома історія багаторічної давнини.
Над українською землею лине благання українських дітей – Нас не треба вбивати! Їх не почують оператори безпілотників і ракет, їх не почує ніхто в Кремлі.
Їх не треба вбивати. Це навіть не заклик. Це моя молитва, прохання до Бога.
Jednym z najmniej znanych polskich sanktuariów jest las w pobliżu Nowogródka na Białorusi obecnie. Odradzam podróż ze względu na nieobliczalne zachowania władz białoruskich. Odwiedzałem wcześniej to miejsce (patrz zdjęcie), ze względu na heroiczną postawę dziesięciu Polek, sióstr zakonnych ze zgromadzenia nazaretanek. Szkoda, że w niewielu kościołach wspomni się dziś bł. Marię Stellę i pozostałe 10 męczenniczek z Nowogródka (choć jest ku temu liturgiczna okazja). Polskie siostry zakonne, nazaretanki, które oddały swoje życie świadomie i z własnej woli za 120 mieszkańców Nowogródka. One zginęły, rozstrzelane przez gestapo, oni przeżyli, wszyscy ze 120.
Dłuższy opis heroizmu sióstr jest dalej. Przypominam ich historię, bo w przeszłości za Polskę trzeba było oddawać życie. Dziś tę lekcję, krwawą, przechodzą Ukraińcy.
Однією з найменш відомих польських святинь сьогодні є ліс поблизу Новогрудка в Білорусі. Я не раджу їхати туди через непередбачувану поведінку білоруської влади. Я вже відвідував це місце раніше (див. фото) через героїчну позицію десяти польських жінок, монахинь зі згромадження Назаретів. Шкода, що не в багатьох церквах сьогодні згадують блаженну Марію Стеллу та інших 10 мучениць з Новогрудка (хоча літургійна можливість для цього є). Польських монахинь, монахинь з Назарету, які свідомо і з власної волі віддали своє життя за 120 мешканців Новогрудка. Вони загинули, розстріляні гестапівцями, вони вижили, всі 120.
Далі йде довший опис героїзму сестер. Я згадую їхню історію тому, що в минулому за Польщу треба було віддати життя. Сьогодні цей урок, кривавий урок, дається українцям.
MĘCZENNICZKI Z NOWOGRÓDKA
Pogodna, ciepła letnia noc. Wojna. Jedenaście Polek, kobiet i zakonnic, siedzi w pokoju na komisariacie gestapo w Nowogródku. Wiedzą, że może jeszcze w nocy a może nad ranem, zostaną rozstrzelane. Posądzane są o pomoc partyzantom. Modlą się, cicho popłakują, oddają życie w ręce Tego, Któremu zawierzyły wdziewając habity. Właściwie nie zginą, ale oddadzą życie za stu dwudziestu innych, którzy dzięki ich ofierze przeżyją. Oddadzą życie za innych, ale i za Polskę.
Weronika była najmłodsza, miała tylko dwadzieścia siedem lat. Szlachcianka, ale „zaściankowa”, czyli bez majątku. Leokadia, najbardziej korpulentna, wzbudzała respekt i posturą i odwagą. W czasie okupacji sowieckiej (1939 – 1941) została zmuszona do roli służącej rosyjskiego dyrektora szkoły w Nowogródku. „Dlaczego ja?” – protestowała. Przez niecałe dwa lata doprowadziła do wiary całą dyrektorską rodzinę. Dlatego pewnie ona.
To jest opowieść o jedenastu Polkach, o Polsce przepięknej, prostej i rozstrzelanej.
Wszystkie bohaterki dzisiejszej opowieści giną w Nowogródku (obecnie Białoruś), najbardziej znanym z młodości Mickiewicza. Są zakonnicami, nazaretankami. W lecie 1943 roku działająca w pobliżu miasteczka partyzantka radziecka na chwilę zajmuje osadę Iwaniec, następuje karna ekspedycja gestapo, są egzekucje, palenie całych wsi, liczne aresztowania. W samym Nowogródku 18 lipca 1943 roku zostaje uwięzionych sto dwadzieścia osób, w większości ojcowie rodzin i młodzież męska. Niemcy zapowiadają ich rozstrzelanie.
Adela Mardosewicz (siostra Stella w zakonie), w jednej z rozmów deklaruje: „Mój Boże, jeśli potrzebna jest ofiara z życia, niech raczej nas rozstrzelają, aniżeli tych, którzy mają rodziny – modlimy się nawet o to”. Modlitwa zostanie wysłuchana za dwa tygodnie. Wcześniej, aresztowani mieszkańcy Nowogródka zostają deportowani do przymusowej pracy na terenie Rzeszy Niemieckiej, wrócą po wojnie wszyscy, żywi i ocalali. Siostra Stella słysząc o zagrożeniu życia księdza Aleksandra Zienkiewicza, kapelana klasztoru, ponawia swoją przedziwną prośbę: „Boże, mój Boże, ksiądz kapelan jest o wiele potrzebniejszy na tym świecie niż my, modlimy się teraz o to, aby Bóg raczej nas zabrał niż księdza, jeśli jest potrzebna dalsza ofiara”. Ksiądz przetrwał okupację, potem został repatriowany na tzw. „ziemie odzyskane” i dożył 95 lat w opinii świętości (zmarł w 1995 r.).
Modlitwa siostry Stelli szybko zostaje wypełniona. W sobotę 31 lipca otrzymuje wezwanie, aby stawić się wieczorem w komisariacie gestapo, wraz ze wszystkimi siostrami. Stawiły się o 19.30 po nabożeństwie różańcowym. Po godzinnej rozmowie z niemieckim oficerem, podczas której padają zarzuty wspierania partyzantki, siostry zostają wywiezione w kierunku koszar. Wiedzą, że zginą. Nie wiadomo, co wpłynęło na zmianę terminu egzekucji, jednak gestapo przewozi zakonnice na noc z powrotem na posterunek. Noc, niczym tamta w Ogrójcu. Rankiem, w niedzielę 1 sierpnia, siostry zostają rozstrzelane w małym i młodym lesie, pięć kilometrów za Nowogródkiem. Wokół brzózki i sosenki.
Eugenia była nauczycielką spod Suwałk, nosiła przydomek „Siostra Dyscyplina”. O Paulinie mówiono, że była „mało sprytna”, co wówczas uchodziło za spory komplement. Helena „pierwsza do najcięższych robót, nieroztropna w miłości siostrzanej, chce wszystkich wyręczać”. Julia, ledwo umiała czytać i pisać, ponieważ rodzice nie chcieli posyłać córki na lekcje z obawy przed szkodliwym wpływem zrusyfikowanej szkoły (początek XX wieku, zabór rosyjski). Józefa, najprawdopodobniej tylko ranna w momencie egzekucji, ponieważ podczas ekshumacji (1945) znaleziono ją w postawie przykucniętej, przypuszcza się, że skonała przez uduszenie pod pryzmą piachu. Eleonora, „gdzie przeszła, tam był ład, skład i porządek”. Anna, prócz zajęć stricte zakonnych, potrafiła prząść len i wełnę. Jadwiga, z roztargnienia przytachała kiedyś pewnemu wizytatorowi szkolnemu wraz z drugą siostrą kanapę, choć przełożona prosiła tylko o … kanapkę. I Adela (Stella), tymczasowa przełożona klasztoru, obarczona tą godnością po wyjeździe właściwej przełożonej, która wiedziała, że nie podoła w czasie prześladowań.
Polska, jedenaście kobiet. Życie oddane, ale nie utracone. Niepodległość, którą dziś mamy na całego, zrodzona z wielu ofiar, mało znanych jak ta, o której wspominam dziś. Niepodległość i wolność, z życia i męczeństwa jedenastu kobiet i tysięcy innych. Polska dla której trzeba było umierać. Polska dla której warto żyć. Jak najlepiej.
Męczenniczki nowogródzkie, rozstrzelane 1 sierpnia 1943 roku
S. Stella – Adela Mardosewicz, lat 55, pochodząca z okolic Pińska; S. Imelda – Jadwiga Żak, lat 51, z Oświęcimia; S. Rajmunda – Anna Kukołowicz, Lat 51, z Wileńszczyzny; S. Daniela – Eleonora Jóźwik, lat 48, z Podlasia; S. Kanuta – Józefa Chrobot, lat 47, z ziemi Wieluńskiej; S. Sergia – Julia Rapiej, lat 43, z okolic Grodna S. Gwidona – Helena Cierpka, , lat 43, z Poznańskiego; S. Felicyta – Paulina Borowik, lat 37, z Podlasia; S. Heliodora – Leokadia Matuszewska, lat 37, z Pomorza; S. Kanizja – Eugenia Mackiewicz, lat 39, z Suwałk S. Boromea – Weronika Narmontowicz, lat 27, z okolic Grodna
Modlitwa za przyczyną Sióstr Męczenniczek z Nowogródka: Boże, nasz Ojcze, Twój Syn, Jezus, powiedział, że nie ma większej miłości niż oddać życie za drugiego człowieka. Siostra Stella i jej współsiostry dobrowolnie wybrały śmierć, by ratować braci. Ty przyjąłeś ich ofiarę. Przez wstawiennictwo Błogosławionych Sióstr usłysz nasze prośby, które zanosimy do Ciebie w imię Jezusa, naszego Pana. Amen.
МУЧЕНИКІВ НОВОГРУДСЬКИХ
Спокійна, тепла літня ніч. Війна. Одинадцять поляків, жінок і монахинь, сидять у кімнаті в поліцейській дільниці гестапо в Новогрудку. Вони знають, що, можливо, пізніше цієї ночі, а можливо, і вранці, їх розстріляють. Їх підозрюють у допомозі партизанам. Вони моляться, вони тихо плачуть, вони віддають своє життя в руки Того, Кому вони довірилися, одягнувши свої звички. Насправді вони не помруть, але віддадуть своє життя за сто двадцять інших, які завдяки їхній жертві виживуть. Вони віддадуть своє життя за інших, але також і за Польщу.
Вероніка була наймолодшою, лише двадцять сім років. Шляхтянка, але «парафіяльна», тобто без майна. Леокадія, найповніша, викликала повагу як своєю статурою, так і відвагою. Під час радянської окупації (1939-1941) її примусили працювати служницею у директора російської школи в Новогрудку. «Чому я?» – протестувала вона. Менш ніж за два роки вона привела до віри всю родину директора школи. Напевно, саме тому.
Це історія одинадцяти польських жінок, історія Польщі красивої, простої і страченої.
Усі героїні сьогоднішньої історії помирають у Новогрудку (нині Білорусь), найвідомішому місті юності Міцкевича. Вони – черниці, назаретські монахині. Влітку 1943 року радянські партизани, що діяли поблизу міста, ненадовго займають селище Іванець, після чого приходить каральна експедиція гестапо з розстрілами, спаленням цілих сіл і численними арештами. Лише в Новогрудку 18 липня 1943 року ув’язнюють сто двадцять осіб, переважно батьків сімейств і молодих чоловіків. Німці оголошують, що їх розстріляють.
Адела Мардосевич (сестра Стелла в Ордені) в одній з розмов заявляє: «Боже мій, якщо потрібна жертва життя, то нехай стратять нас, а не тих, хто має сім’ї – ми навіть про це молимося». Молитва буде почута через два тижні. Перед тим заарештованих новогрудчан депортують на примусові роботи в Німецький Рейх, і всі вони повернуться після війни живими і здоровими. Сестра Стелла, почувши, що життя отця Олександра Зенкевича, капелана монастиря, в небезпеці, повторила своє дивне прохання: «Боже, Боже мій, капелан набагато потрібніше в цьому світі, ніж ми, ми тепер молимося, щоб Бог забрав нас, а не священика, якщо буде потрібна подальша жертва». Священик пережив окупацію, потім був репатрійований на так звані «повернуті землі» і дожив до 95 років у славі святого (помер у 1995 році).
Молитва сестри Стелли швидко виповнюється. У суботу, 31 липня, вона отримує повістку, щоб разом з усіма сестрами з’явитися ввечері в поліцейський відділок гестапо. Вони з’являються о 19.30 після молитви на вервиці. Після годинної розмови з німецьким офіцером, під час якої їх звинувачують у підтримці партизанів, сестер відводять до бараків. Вони знають, що їх вб’ють. Невідомо, що змінило дату страти, але гестапо перевозить монахинь на ніч назад на пост. Такої ночі, як у Гетсиманському саду. Вранці в неділю, 1 серпня, сестер страчують у невеликому молодому лісі, за п’ять кілометрів від Новогрудка. Навколо – берези і сосни.
Євгенія була вчителькою з-під Сувалків і мала прізвисько «Сестра Дисципліна». Про Пауліну говорили, що вона «не дуже розумна», що в той час вважалося компліментом. Гелена була «першою, хто виконує найважчу роботу, нехтує сестринською любов’ю, хоче виконувати роботу за всіх». Юлія ледве вміла читати і писати, бо батьки не хотіли віддавати доньку до школи, побоюючись шкідливого впливу русифікованої школи (початок 20 століття, російський поділ).
Йосип, найімовірніше, був лише поранений під час страти, оскільки під час ексгумації (1945 р.) її знайшли в скорченому положенні, імовірно, помер від задухи під купою піску. За словами Елеонори, «там, де вона проходила, був порядок, композиція і охайність». Анна, окрім своїх суто монастирських обов’язків, вміла прясти льон і вовну. Ядвіга через неуважність якось разом з іншою сестрою принесла якомусь шкільному відвідувачу диван, хоча настоятелька попросила лише… бутерброд. А Адела (Стелла), тимчасова настоятелька монастиря, обтяжена цим саном після від’їзду справжньої настоятельки, яка знала, що не впорається під час переслідувань.
Польща, одинадцять жінок. Життя, віддані, але не втрачені. Незалежність, яку ми маємо сьогодні в усьому світі, народжена багатьма жертвами, маловідомими, як та, про яку я сьогодні згадую. Незалежність і свобода, завдяки життю і мученицькій смерті одинадцяти жінок і тисяч інших. Польща, за яку треба було померти. Польща, заради якої варто було жити. Якнайкраще.
Moje serce Jemu zaufało i doznałem pomocy. To werset z psalmu 28. Najważniejsze sprawy w naszym życiu rozgrywają się w sferze zaufania. Zaufania najpierw Bogu, potem ludziom i sobie samemu.
Kiedy ufasz Bogu, sercem, całym sercem, On przekazuje Swoją moc. Jeżeli ufasz drugiemu człowiekowi, przekażesz mu cały swój majątek. I Pan Bóg podobnie, jeśli zobaczy, że Mu ufamy, podzieli się z nami Swoją mocą, Wszechmocą.
Diabeł, pamiętajmy, jest znakomitym trenerem podejrzliwości. A może Pana Boga nie ma? A może życie wieczne nie istnieje? A może ludzie są wredni i kłamliwi? A może ja sam jestem tylko marnym pyłem? To szatańskie podejrzenia zasiewane w naszych sercach.
Moje serce zaufało Panu, i doznałem pomocy.
Серце моє уповало на Нього, і Він допоміг мені. Це вірш із 28-го псалма. Найважливіші речі в нашому житті відбуваються у сфері довіри. Довіри спочатку до Бога, потім до людей і до самих себе.
Коли ви довіряєте Богові, своїм серцем, усім своїм серцем, Він передає вам Свою силу. Якщо ви довіряєте іншій людині, ви передаєте їй все своє майно. Так само і Господь Бог, якщо побачить, що ми Йому довіряємо, поділиться з нами Своєю силою, Своєю Всемогутністю.
Диявол, пам’ятаймо, є чудовим тренером підозрілості. А може, Господь Бог не існує? А може, вічного життя не існує? А може, люди злі і брехливі? А може, я сам – лише жалюгідна порошинка? Це сатанинські підозри, засіяні в наших серцях.
Моє серце довірилося Господу, і я отримав допомогу.
Choć nie jest mi do śmiechu, to przytoczę zasłyszaną anegdotę o sytuacji w polskiej szkole. Jakie nazwisko nosi dzisiaj najczęściej polski nauczyciel? Vacat! Brak nauczycieli jest największym problemem naszej edukacji.
Od wielu lat widzę – i gdzie mogę to o tym mówię – że w edukacji popełniamy ten sam błąd, co i w innych dziedzinach. Mamy wspaniałe budynki szkolne, z boiskami i pływalniami, znakomicie wyposażone pracownie i laboratoria. Jednym słowem infrastruktura jest bardzo dobra. Meczy mnie powtarzana fraza, że oświata potrzebuje „dosypania pieniędzy”, pieniądze nie naprawią systemu edukacji.
Nie mamy nauczycieli, tych dobrych w szczególności. Coraz mniej jest pasjonatów wiedzy i wychowawców, którzy kochają swoich wychowanków. Nauczycieli i wychowawców z powołania. Tak, z powołania. Ludzi świadomych, że pracują dla dobra przyszłości Polski i świata, że spełniają bardzo ważną misję. Inaczej stają się dostarczycielami „usług edukacyjnych”. To samo zresztą dotyczy innych sfer – lekarze z powołania, księża z powołania i politycy z powołania.
Zdjęcie, które dziś załączam, zrobiłem w obozie dla uchodźców w Kurdystanie. Przedstawia obozową szkołę, infrastruktura słaba, pustynny piasek, prażące słońce i nauczyciel przechadzający się wśród rzędów swoich uczniów, na głos przekazujący wiedzę. Dzieci zasłuchane w słowach swojego profesora.
Dzisiaj obejmuję modlitwą wszystkich swoich nauczycieli, dzięki którym pokochałem wiedzę i naukę. A także swoich uczniów, którym starałem się przekazać ważne sprawy. Do tego też zachęcam każdego z Was.
Хоч я і не сміюся, але процитую анекдот, почутий мною про ситуацію в польській школі. Як сьогодні найчастіше називають польського вчителя? Вакат! Брак вчителів – це найбільша проблема нашої освіти.
Вже багато років я бачу – і де можу, там і кажу – що в освіті ми робимо ту саму помилку, що й в інших сферах. У нас є чудові шкільні будівлі, з ігровими майданчиками та басейнами, чудово обладнані класи та лабораторії. Одним словом, інфраструктура дуже хороша. Я втомився від повторюваної фрази, що освіта потребує «додавання грошей»; гроші не можуть виправити систему освіти.
У нас немає вчителів, особливо хороших. Все менше і менше пристрасних вчителів і педагогів, які люблять своїх учнів. Вчителів і вихователів за покликанням. Так, з покликанням. Людей, які усвідомлюють, що вони працюють для майбутнього Польщі та світу, що вони мають дуже важливу місію. Інакше вони стають постачальниками «освітніх послуг». Так само і в інших сферах – лікарі за покликанням, священики за покликанням, політики за покликанням.
Фото, яке я додаю сьогодні, було зроблене в таборі біженців у Курдистані. На ньому зображена школа табору, погана інфраструктура, пісок пустелі, пекуче сонце і вчитель, який прогулюється між рядами своїх учнів, передаючи знання вголос. Діти слухають слова свого професора.
Сьогодні я підношу свої молитви до всіх моїх вчителів, завдяки яким я полюбив знання і навчання. А також за моїх учнів, яким я намагався передати важливі речі. Заохочую кожного з вас робити те саме.
Wojna, którą rozpętał Hitler przed 85 laty, 1 września, zmieniła adres mojej rodziny, a stąd i mój. Z wileńskiego na pomorski. To samo spotkało wielu Polaków znad Niemna. Drugą wielką zmianę zafundował Stalin Polakom spod Grodna i Nowogródka, ze Lwowa i Stanisławowa. Podobnie jak części Ukraińców z Bieszczad oraz milionom Niemców ze Śląska i Pomorza. To oczywiście jeszcze nie największa tragedia, miliony ludzi na zawsze straciły ziemskie adresy.
Trwająca napaść Rosji na Ukrainę powoduje podobne zmiany – wszyscy widzimy Ukraińców zamieszkujących u nas wskutek wojny. Odwiedzałem kilkadziesiąt cmentarzy w Ukrainie, tam są ostatnie ziemskie adresy ofiar agresji Putina, przykład jest na zdjęciu.
Pamiętajcie, że zanim padną pierwsze strzały i nadlecą bomby, wojna musi zakwitnąć w czyimś sercu i umyśle. Rozkazy o zabijaniu wychodzą zawsze z jakichś ust, a słowa są narzędziami myśli, uczuć i pragnień. Nasze słowa nie mają jakiejś globalnej sprawczości, mamy jednak swój odcinek frontu. Każde dobre pragnienie, każda życzliwość, solidarność, przebaczenie i współczucie, rodzą pokój. Niech one dzisiaj rozkwitną w naszych słowach, gestach i czynach.
Війна, яку Гітлер розв’язав 85 років тому, 1 вересня, змінила адресу моєї родини, а відтак і мою. З Вільнюса до Померанії. Те саме сталося з багатьма поляками по той бік Німану. Другу велику зміну приніс Сталін для поляків з Гродно і Новогрудка, Львова і Станіславова. Те саме сталося з деякими українцями на Бещадах і мільйонами німців у Сілезії та Помор’ї. Звичайно, це ще не найбільша трагедія; мільйони людей назавжди втратили свої земні адреси.
Триваючий напад Росії на Україну спричиняє подібні зміни – ми всі бачимо українців, які живуть з нами в результаті війни. Я відвідав десятки кладовищ в Україні, там є останні земні адреси жертв путінської агресії, приклад – на фото.
Пам’ятайте, перш ніж пролунають перші постріли і полетять бомби, війна повинна розквітнути в чиємусь серці і в чиїйсь голові. Накази вбивати завжди виходять з чиїхось вуст, а слова – це інструменти думок, почуттів і бажань. Наші слова не мають якоїсь глобальної причинно-наслідкової залежності, але у нас є своя ділянка фронту. Кожне добре бажання, кожна доброта, солідарність, прощення і співчуття народжують мир. Нехай вони сьогодні розквітають у наших словах, жестах і діях.
Pamięć mam jeszcze dobrą, zatem zapewniam, że w sierpniu 1980 r. zaczęła się historia naszej polskiej niepodległości, na nowo odzyskanej. Symboliczną datą pozostaje dzień 31 sierpnia, dzień zwycięstwa polskiej solidarności i NSZZ Solidarność.
Ta polska Solidarność jest trochę jak drogocenny serwis obiadowy, zastawiany przy stołach tylko przy wyjątkowych okazjach. I tak po roku 1980 wyciągnęliśmy ją 4 czerwca 1989 (wolne wybory), 2 kwietnia 2005 (śmierć Jana Pawła II) i ostatnio po 24 lutego 2022 (inwazja Rosji w Ukrainie). Pomiędzy tymi świątecznymi wydarzeniami nasze życie toczy się na nędznych skorupach zazdrości, zawziętości, sporów, połajanek, wyzwisk i narzekań. Aż przyjdzie następna okazja, kiedy gromadnie, całym narodem, znowu okażemy się serdeczni, współczujący, solidarni i bardzo hojni.
Solidarność, dla mnie, jest najpiękniejszą przygodą życia, ukształtowała moje wybory i działania. Jest sercem mojego życia. Kiedyś postawiła mnie po stronie upokarzanych robotników, teraz każe mi trwać przy osobach bezdomnych, ubogich, samotnych, więźniach i tych, co wyszli z więzień. Najbardziej przy uchodźcach z Ukrainy i samych Ukraińcach, których odwiedzam w ich kraju.
Solidarność jest pomysłem samego Pana Boga, od kiedy stał się jednym z nas i zjednoczył się z każdym z nas.
Моя пам’ять ще добра, тому я можу запевнити вас, що в серпні 1980 року розпочалася історія нашої польської незалежності, щойно відвойованої. 31 серпня, день перемоги польської «Солідарності» та профспілки «Солідарність», залишається символічною датою.
Ця польська Солідарність трохи схожа на дорогоцінний столовий сервіз, який ставлять до столу лише в особливих випадках. Так, після 1980 року ми діставали його 4 червня 1989 року (вільні вибори), 2 квітня 2005 року (смерть Івана Павла ІІ) і востаннє після 24 лютого 2022 року (російське вторгнення в Україну). Між цими святковими подіями наше життя протікає на жалюгідній шкаралупі заздрощів, упертості, суперечок, образ, викликів і скарг. Аж до наступної нагоди, коли ми, колективно, як ціла нація, знову показуємо себе теплими, співчутливими, підтримуючими і дуже щедрими.
Солідарність для мене – це найпрекрасніша пригода в моєму житті, вона сформувала мій вибір і дії. Це серце мого життя. Раніше вона ставила мене на бік принижених робітників, тепер вона змушує мене стояти поруч з бездомними, бідними, самотніми, ув’язненими і тими, хто вийшов з в’язниці. А найбільше з біженцями з України та самими українцями, яких я відвідую в їхній країні.
Солідарність – це ідея самого Бога, оскільки Він став одним з нас і поєднався з кожним з нас.
Zdjęcie pochodzi z festynu, jaki wolontariusze zorganizowali przed laty chyba w Kraśniku. Dzielili się na ulicach radością i przekonywali do prostej prawdy.
A prawda ta mówi, że wielkości człowieka nie mierzy się tym, co ma, ale tym, czym umie się podzielić z innymi.
Це фото з фестивалю, який волонтери організували кілька років тому, ймовірно, у Краснику. Вони ділилися радістю на вулицях і переконували людей у простій істині.
А істина ця полягає в тому, що велич людини вимірюється не тим, що вона має, а тим, чим вона здатна поділитися з іншими.
Dziś wspominane jest męczeństwo św. Jana Chrzciciela, opis jego banalnej śmierci wklejam na końcu. Przy tej okazji muszę przyznać się do pewnego błędu. Dawniej myślałem, że wielkie wojny i rewolucje mają poważne przyczyny, niesprawiedliwość, ucisk, obrona narodu, itd.
Oczywiście wiem, że tzw. wojna trojańska wybuchła z powodu pięknej (ponoć) Heleny. Pamiętam także, że krótka wojna Salwadoru z Hondurasem w tle miała wynik meczu piłkarskiego. A Chile krwawo starło się z Boliwią i Peru o ptasie łajno (cenny składnik nawozów pod koniec XIX w.).
W wojnie Rosji z Ukrainą ukryty jest chyba syndrom Kaina, nienawiść do brata, Abla, któremu lepiej się powiodło. Poczucie wyższości Rosjan nad swymi braćmi Ukraińcami, uosobione w Putinie, nie pozwala tym pierwszym patrzyć, że Ukraińcy chcą iść swoją drogą.
Poczucie wyższości, chęć panowania, urażone ambicje, mogą dojść do głosu w każdym z nas. A wtedy będziemy gotowi do walki i wojny.
A na zdjęciu, z Żytomierza, obrazek, wojna w sercu kończy się ruinami.
Opis śmierci św. Jana Chrzciciela
Сьогодні згадується мученицька смерть святого Івана Хрестителя, а в кінці я вставляю опис його банальної смерті. З цієї нагоди мушу зізнатися в помилці. Раніше я думав, що великі війни і революції мають серйозні причини, несправедливість, гноблення, захист народу тощо.
Звичайно, я знаю, що так звана Троянська війна спалахнула через прекрасну (нібито) Олену. Я також пам’ятаю, що коротка війна Сальвадору з Гондурасом на задньому плані мала результат футбольного матчу. А Чилі криваво зіткнулася з Болівією і Перу через пташиний послід (цінний інгредієнт добрив наприкінці 19 століття).
У війні Росії з Україною, можливо, прихований синдром Каїна, ненависть до брата Авеля, який жив у кращому становищі. Почуття вищості росіян над своїми українськими братами, уособлене в Путіні, не дозволяє їм побачити, що українці хочуть йти своїм шляхом.
Почуття вищості, бажання панувати, образливі амбіції можуть прокинутися в кожному з нас. І тоді ми будемо готові до бою. І тоді ми будемо готові до бою і війни.
А на картинці, з Житомира, війна в серці закінчується руїнами.
Опис смерті святого Івана Хрестителя
Herod kazał pochwycić Jana i związanego trzymał w więzieniu z powodu Herodiady, żony brata swego, Filipa, którą wziął za żonę.
Jan bowiem napominał Heroda: «Nie wolno ci mieć żony twego brata». A Herodiada zawzięła się na niego i chciała go zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, widząc, że jest mężem prawym i świętym, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a jednak chętnie go słuchał.
Otóż chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę swym dostojnikom, dowódcom wojskowym i osobistościom w Galilei. Gdy córka tej Herodiady weszła i tańczyła, spodobała się Herodowi i współbiesiadnikom. Król rzekł do dziewczyny: «Proś mnie, o co chcesz, a dam ci». Nawet jej przysiągł: «Dam ci, o co tylko poprosisz, nawet połowę mojego królestwa». Ona wyszła i zapytała swą matkę: «O co mam prosić?» Ta odpowiedziała: «O głowę Jana Chrzciciela». Natychmiast weszła z pośpiechem do króla i prosiła: «Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela». A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić. Zaraz też król posłał kata i polecił przynieść głowę Jana. Ten poszedł, ściął go w więzieniu i przyniósł głowę jego na misie; dał ją dziewczynie, a dziewczyna dała swej matce.
Uczniowie Jana, dowiedziawszy się o tym, przyszli, zabrali jego ciało i złożyli je w grobie.