No to mamy Boże Ciało. Dawniej różnie się działo w czasie procesji. Szczególnie dramatyczny był czerwiec 1564 r. W trakcie procesji kalwin a później arianin, Erazm Otwinowski (rodem z Liśnika pod Kraśnikiem) wyrwał księdzu Najświętszy Sakrament, rzucił o ziemię monstrancję i podeptał hostię, krzycząc przy tym: „Bóg jest w niebie, a więc nie ma go w chlebie, nie ma w twojej puszce”. Ksiądz Marcin Łaszcz, jezuita, pisał o tym zdarzeniu kilkanaście lat potem: „Stary wyrwa Otwinowski rzucił się był na kapłany w procesją, chcąc im monstrancją wydrzeć, aż go niewiasty odpłoszyły”.
Kara dla heretyka była niska, wymierzył ją Sejm w Parczewie, obrońcą był Mikołaj Rej. Sprawca zapłacił „za monstrancję grosz, za zniszczoną hostię szeląg, aby sobie kupił nowe szkło i tę odrobinę mąki”.
Dla katolików eucharystia, komunia święta, hostia, to nie znak, ale twarda rzeczywistość wiary. To rdzeń, istota naszej tożsamości, nawet jak nie możemy jej z różnych powodów przyjmować. Dlatego mówimy o niej sactissimum sacramentum, Najświętszy lub Przenajświętszy Sakrament. To dla nas Bóg, Jezus Chrystus i życie wieczne.
I jeszcze dwa inne spojrzenia na eucharystię, której święto dziś obchodzimy (kiedyś tu już wspominałem te historie).
Jedna z moich znajomych nie mogła przez dłuższy czas przystępować do komunii świętej, z powodu pozostawania w związku niesakramentalnym (przy jednoczesnym staraniu o stwierdzenie nieważności pierwszego małżeństwa). Co niedzielę chodziła jednak do kościoła, najchętniej ze znajomymi i zawsze prosiła kogoś: „Ty, weź przyjmij komunię świętą za mnie!” Była do tego stopnia natarczywa, że dopingowało to niektórych do pójścia do spowiedzi, żeby spełnić prośbę dziewczyny.
Przyjmowanie komunii świętej za kogoś kto nie może (lub nie chce) jej przyjąć jest wyrazem głębokiego zrozumienia sensu Eucharystii i pięknym aktem solidarności. Wyzwala także z religijnego egoizmu, że Pan Jezus w hostii jest tylko dla mnie.
Wspomniana znajoma, kiedy już z powrotem sama może przyjmować komunię świętą, przyjmuje ją w każdą niedzielę (i częściej). Kiedyś też podzieliła się spostrzeżeniem: „Szkoda mi ludzi, którzy mogą przyjmować komunię świętą, a nie robią tego, bo nie chce im się iść do spowiedzi”.
I druga lekcja. Pewna siostra zakonna nauczyła mnie co to znaczy Eucharystia. Nosiła ze sobą dwa pudełeczka, jedno było puste a w drugim były ziarenka pszenicy. Pytała dzieci (które uczyła), czy wykonały jakiś dobry uczynek. Jeżeli dziecko odpowiedziało, że tak, wówczas mogło wziąć odpowiednią liczbę ziarenek (równą liczbie dobrych uczynków) i wkładało do drugiego pudełeczka. Ziarnka z pudełeczka „dobrych uczynków” były potem mielone na mąkę, z której wypiekano hostie, czyli komunię świętą, czyli Pana Jezusa, jak popularnie mawiamy. A dzieci potem przyjmowały tę hostię, jako Ciało Chrystusa. Zrozumiałem jak często przyjmowałem komunię świętą bezprawnie. Siostra, o której piszę, to Eugenia Mackiewicz, jedna z jedenastu męczenniczek z Nowogródka, ze Zgromadzenia Sióstr Nazaretanek, w zakonie siostra Kanizja.


