RYZYKO BAŁAGANU

Nieustannie odsiewaj rzeczy ważne od plew. Każdego dnia odrzucaj to, co liche, szpetne, brudne, bylejakie, złudne, haniebne i powierzchowne. Mamy tak wielką zdolność kumulowania rzeczy i doznań zupełnie nieistotnych. Obrastamy nimi, niczym ciało zbędnymi kilogramami. Ryzyko bałaganu jest zbyt kosztowne.

Pomimo wszystko, masz bardzo mało czasu. I zawsze ci go zabraknie. Właśnie na rzeczy najważniejsze. Stracony czas na nostalgiczne grzebanie w przeszłości, bujanie w nierealnych marzeniach i łażenie po składach mrzonek.

Kiedy zbudzisz do końca swoje serce, z ostrym smakiem oddzielisz ziarna od plew (tak się wypełnia Ewangelię). Poczujesz jak życie kochać i nie tracić. Jak nie wylewać na próżno łez. Darmo podeszew nie zdzierać. Jak żyć, aby nie uronić nawet chwili na przemijanie.

Porzuć już dziś balast zupełnie nieważnych spraw. Rachunek życia, ważniejszy niż ten czyniony w sumieniu. Pomimo wszystko, masz mało czasu. Jak ważne jest życie i to, co teraz możesz zrobić.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

CZŁOWIEK WIELKI

Czasy takie, że wielu mamy ludzi małych, średnich, nijakich i zupełnie nieciekawych. Żeby wydali się bardziej atrakcyjni, muszą mówić coś oryginalnego (choć zwykle obscenicznego lub głupiego) albo prowokować. Sami z siebie – bez otoczki skandalu czy sztucznej piany – są mierni, chętnie zmieniają poglądy (tak, że jedynym ich poglądem jest nie mieć własnych, bo to kłopotliwe) i idą zwykle z tymi, co są na topie (tak jak chcą nosić topowe ciuchy czy ozdoby).

Człowieczeństwo, zwłaszcza to wielkiego formatu, jest trudne. Wykuwa się w ciszy, samotności, modlitwie i często w ostrym napięciu z opiniami najbliższych czy też wpływowych salonów. Tego doczytasz się w Ewangelii, patrząc na trudne człowieczeństwo Jezusa. Powiew wielkiego człowieczeństwa powiał też w naszych czasach. Matka Teresa, Jan Paweł II, Brat Roger, Jan Nowak – Jeziorański, Miłosz.

Więc człowiek może być wielki. Może być światłem, samym dobrem, miodem i opatrzeniem ran wszelakich, źródłem i podporą. Człowieczeństwo w gruncie rzeczy jest najświętszą liturgią, sprawowaną co dnia i aż do końca. Życie jak symfonia tego, co najlepsze i najświętsze.

Itinerarium , , , , , ,

PROSTE ZAPROSZENIE

Brat Roger, pochowany wczoraj w Taize, mawiał, że każdy dzień jest nadzieją nowego życia. Rzeczywiście, spójrz, słońce nie znudziło się budzeniem nowego dnia. Otworzyłeś oczy, masz nowy dzień. Wszystko jest znowu możliwe, nie ma co opłakiwać wczoraj. Zawsze nosimy w sobie potencjał nowego życia. Czasem pozwalamy się przywalić gruzem trosk i zmartwień. Wiadomo, życie niesie ze sobą też brud i pustkę.

Każdy dzień, dzisiejszy także jest zaproszeniem do nowego życia. Nie możesz tego zaproszenia odłożyć na jutro.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

SENS DNI

Dni Młodzieży Świata, jubileuszowe, bo już dwudzieste za nami.

Poza wszystkim innym, potrzebne są po to, aby przypomnieć, że może być inaczej. Radośnie, ale nie głupkowato. Żywiołowo, ale nie bezsensownie. Różnokolorowo, różnojęzycznie ale nie wrogo i stadionowo. Że narody (i ich flagi) są nie po to, by stawać przeciw sobie, ale by wzajemnie się oczarowywać i odkrywać to, co nowe i piękne.

Są też po to te Dni, by przypomnieć radosną, ale zapodzianą (przez starszych) prawdę o radosnym braterstwie ludzi. O bliskości, która wciąż jest nieodkryta. O Lepszym Świecie, na który wciąż nas stać. O miłości, która, wiadomo, jest najważniejsza, ale ją omijamy w słowach i czynach, by żyć pewniej i bezpieczniej.

Są też po to, aby przypomnieć, że jest blisko nas Bóg. Z którym możemy iść dalej bez obaw.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

DROGA TRIUMFU

To Bóg wygrał, ponieważ to On jest Miłością.

Tak Benedykt w Kolonii. I to jest źródło nadziei. Dla ciebie. Dla mnie.

Ten wygrywa, kto kocha. Już dziś bądź zwycięzcą. Jak Bóg.

Itinerarium , , , , , ,

JEŚLI NIE MIŁOŚĆ

A cóż mogłoby nas ocalić, jeśli nie miłość?

To popłynęło wczoraj na polach Maryi w Kolonii.

Więc kiedy sięgasz do portfela – pamiętaj, cóż mogłoby nas ocalić, jeśli nie miłość?
Kiedy wybierasz cyfry w telefonie,
cóż mogłoby nas ocalić, jeśli nie miłość?
Kiedy wychodzisz na ulice, cóż mogłoby nas ocalić, jeśli nie miłość?
Kiedy myślisz o mnie, cóż mogłoby nas ocalić, jeśli nie miłość? Kiedy myślę o tobie, cóż mogłoby nas ocalić, jeśli nie miłość? Kiedy składam dłonie do modlitwy, cóż mogłoby nas ocalić, jeśli nie miłość? cóż mogłoby nas ocalić, jeśli nie miłość?

Kiedy żyję, kiedy będę umierał, cóż mogłoby nas ocalić, jeśli nie miłość?

Itinerarium , , , , , , , , , ,

WAŻNA LEKCJA KOLONII

Takie spotkania, jak obecne w Kolonii, posuwają historię we właściwym kierunku. Młodzi osiągają w kilka dni to, nad czym głowią się politycy latami (zresztą bezskutecznie). Bliskość, odkrywanie braterstwa, życzliwość. Jedna z naszych lubelskich grup, wskutek „niemieckiego porządku” nie otrzymała któregoś razu posiłku. Podzielili się tym posiłkiem Kanadyjczycy, którzy sami otrzymali co nieco od Amerykanów. Żadnych nie potrzeba było umów, debat, konsultacji i negocjacji. Bez traktatów, analiz i biur!

Kiedy do akcji wkracza prostota i miłość, szybko można znaleźć dobre rozwiązania. Więc z Kolonii płynie apel, który natychmiast możemy zacząć realizować na naszych własnych podwórkach: zaufaj miłości. Jasno zobaczysz wszystko, co masz zrobić. Ustanie zamęt i niepewność. Wzrosną siły i odwaga. Zaufaj miłości.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

POWIEW KOLONII

W Kolonii radość życia. Która się udziela. Młodość śpiewająca, krzycząca („Benedetto!”), tańcząca, klaskająca i flagująca (flagi! flagi! flagi! – to jest coś, co trzeba wziąć pod uwagę!) Pierwsze słowa Benedykta, które znajdziecie obok (na www.duch.lublin.pl ), pełne Chrystusa i energii, którą trzeba rozlać na maślaną Europę. Dużo ponadto niespodzianek przed nami, ze strony Benedykta i młodzieży. A radość Jana Pawła II niezmierna chyba. Dzieło, które kwitnie.

To, co tworzymy z miłości, nie przemija, wraża się w serca i umysły innych, zaowocuje. To, co tworzymy z miłości. Z miłości. To, co wyrasta z miłości Jana Pawła, widzimy w Kolonii. Śpieszmy się z miłością. I Kolonia, i samo życie każe przyśpieszać.

Itinerarium , , , , , , ,

DZIEDZICTWO ZOBOWIĄZUJE

Ten rok dał nam w niebie dwóch świętych. Jana Pawła i Brata Rogera. Bez najmniejszej wątpliwości mogę tak napisać i chyba każdy, kto w jakiś sposób zetknął się z którymś z Nich, podziela takie zdanie. Zapewne teraz jeszcze nie rozumiemy sensu męczeńskiej śmierci Brata Rogera, jeszcze nie widzimy dalekosiężnych skutków słów i dzieł Jana Pawła. Obydwaj gromadzili młodych, uczyli ich braterstwa, pojednania, łagodności, szczerego otwarcia na siebie nawzajem mimo różnic.

Im bardziej zastanawiam się, ile im zawdzięczam, ile im zawdzięcza nasza epoka, wielu ludzi w Europie i na świecie, tym bardziej pewien jestem, że PORA NA NAS. Obydwu przynależy słowo Ojciec (mimo Brata, w przypadku Rogera). A rola dzieci, to wziąć w swoje ręce, to co Ojciec zaczął. Dziedzictwo zobowiązuje.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

CHAOS MUST SEIN

Chaos must sein. Jako motto Światowych Dni Młodzieży w Kolonii? Nie! Chyba – Ordnung must sein! Wszak to Niemcy, porządek , wszystko na czas i na miejscu. No, tylko nie przy 200 tysiącach rozśpiewanych młodych, walących drzwiami i oknami do Kolonii, mniej więcej w jednym czasie!

Według doniesień moich młodych przyjaciół z różnych grup, które jakoś przedarły się do Kolonii, niemiecki Ordnung padł w starciu z chaosem, typowym dla ŚDM. Siedmiogodzinne oczekiwanie na pakiety (które umożliwiają spożywanie posiłków i używanie środków miejskiej komunikacji oraz wejście na wszystkie spotkania i koncerty) to była norma. Że się w pakietach liczba passów (taki identyfikator) nie zgadzała? Też norma. Że wolontariusze mylili wschód z zachodem? Norma (zresztą, jakie to ma znaczenie). Że jakaś grupa spotykając na skwerze rozśpiewanych młodych z kilku krajów myślała, że jest na stadionie? Że inna – przebywając w Dusseldorfie – myślała, że jest w Kolonii (upewniana przez wolontariuszy!)? Chaos must sein.

Bo to jest święty chaos, bez którego ŚDM straciłby cały urok. A co jest zatem ważne? To, że wszystko gra! Że się uśmiechamy. I śpiewamy. Odkrywamy, że jesteśmy bliscy, choć jedni z Yaounde (Jezu! Czy to Afganistan???), a drudzy z Lubartowa ( to kraj? Ach, miasto!).

Święty chaos, z którego płynie nadzieja na lepszy świat.

Itinerarium , , , , ,