DUŻO WIĘCEJ

Mes que en club, te słowa znają na pewno kibice FC Barcelona. Ta drużyna – oczywiście w przekonaniu jej fanów – to „więcej niż klub”.

W tym dictum, z pozoru mało sensownym, kryje się jednak ważna prawda. Narcis de Carreras, prezes Barcelony sprzed 30 lat, odkrył, że za jedenastką piłkarzy, grających w jednej drużynie, stoi coś więcej, jakaś inna, głębsza, przejmująca przestrzeń.

W gruncie rzeczy, ty to „więcej niż człowiek”, życie to dużo „więcej niż jedzenie, picie i spanie”, miłość to dużo „więcej niż żywsze drżenie górnej lewej części korpusu ciała”, a Bóg to ktoś znacznie większy niż nasze wyobrażenia i przeczucia.

Żyjemy w rzeczywistości pewnej wyjątkowej nadwyżki, jakby jakiejś nieodkrytej obfitości. Owszem, jest chleb, herbata, praca, jazda autem, klikanie w Internet, rozmowy, śmiech, łzy, przekleństwa i śpiew. Ale za tym wszystkim kryje się dużo więcej.

Nie dajmy się zwieść, że wszystko, co słyszymy, wdychamy, widzimy, dotykamy, myślimy i wyobrażamy sobie, kończy się w ramach naszego doświadczenia. Jest dużo więcej!

Itinerarium , , , , , , ,

JESZCZE NIE ZA PÓŹNO

Jest taki moment w życiu, kiedy możemy wszystko wygrać. Trzeba tylko pamiętać, że żyjemy raz. I że trzeba przeżyć to życie najpiękniej.

Najpiękniej, nawet jeśli komuś postronnemu wydawałoby się, że oszaleliśmy. Oczywiście, jak kogoś poniesie fantazja alkoholowa, ekstaza narkotyków albo żądza pieniądza, może powędrować na manowce. Choć to też jest szaleństwo, zgubne.

Krępujemy się, żeby wreszcie coś powiedzieć (powinniśmy to zrobić dawno, ale logika poprawności krępuje nasze serce), żeby wreszcie coś zrobić (co mogliśmy zrobić dużo wcześniej, ale przecież poważnym ludziom nie wypada), żeby z czymś skończyć (ale dajemy pierwszeństwo savoir vivre).

Ewangelia nazywa ten moment nawróceniem, w życiu duchowym mówimy o przebudzeniu, potocznie o nowym życiu.

Ktoś napisał mi, że nie ma odwagi, bo „tak już mam, odkąd pamiętam”. Przypominam, że nigdy nie jest za późno, póki żyjemy.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

SARNA CZY PACHNĄCY BEZ

W „Ślubie konwersacji” (szczerze polecam) Thomas Merton zanotował pod datą 6 września 1965 niezwykłą mistyczną obserwację. Przeczytajcie ją z uwagą.

Za oknem karmazynowa mgła. Na farmie Boone’a pieje kogut.

Ubiegłego wieczora, kiedy wschodził księżyc, zobaczyłem na łące żarzącą się łagodnym ciepłem czerwień łani. Było jeszcze jasno, więc wziąłem lornetkę i zacząłem ją obserwować. Po chwili z lasu wyszedł byk, potem zobaczyłem drugą łanię, a następnie przez chwilę drugiego byka. Nie bały się. Spoglądały na mnie od czasu do czasu. Obserwowałem, jak pięknie biegną i jak się pasą. Każdy ich ruch był absolutnie cudowny. Czasem jest w nich pewna niezręczność, co sprawia, że są jeszcze śliczniejsze, niczym dorastające podlotki.

Kiedy patrzę na nie na wolności, najbardziej uderza mnie to, że widzę coś, co widzieli ludzie pierwotni, malujący jelenie w jaskiniach. Coś, czego nigdy nie widać na fotografii, a co wywołuje nabożny lęk. W biegnącej sarnie widać muntu, czyli „ducha”. „Sarnowatość”, w której zawiera się wszystko i która jest święta i cudowna.

Ktoś powie: kontemplatywna intuicja, ale to jest absolutnie zwyczajne, codzienne widzenie rzeczy, coś, co każdy powinien widzieć cały czas. Sarna objawia mi coś z samej istoty rzeczy, nie tylko w niej samej, ale i we mnie. Coś, co wykracza poza trywialność mego codziennego istnienia, mojej indywidualnej egzystencji. Coś bardzo głębokiego. Oblicze tego, co jest zarówno w sarnie, jak i we mnie samym.

Byki są znacznie ciemniejsze od łani. Ich sierść ma odcień myszoszary, a raczej szarobrązowy i ciepły, jak sierść latających wiewiórek. Czułem w palcach miękkość ich brązowej sierści i bardzo chciałem ich dotknąć.

Może być sarna, może być szalejący bez, bezchmurne niebo. Wszystko. Jesteś zaproszony do głębszego wymiaru życia.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

WSPANIALI LUDZIE

Wszyscy maturzyści ściągają na egzaminach dojrzałości. Lekarze biorą łapówki. Biznesmeni kradną, media kłamią, kierowcy to pijani bandyci.

Dlatego należy wszystko kontrolować, sprawdzać, opracowywać systemy zabezpieczeń i przede wszystkim skutecznie karać. Kiedy przypatruję się poczynaniom polityków, forsujących coraz to nowe pomysły ścigania i karania – lekarzy, biznesmenów, kierowców, ostatnio maturzystów – odnoszę wrażenie, że mam zupełnie inną koncepcję człowieka i spotykam całkowicie innych ludzi. Niestety, pomysły polityków spotykają się z aplauzem tzw. szerokich mas społeczeństwa.

Większość maturzystów, których znam (a znam ich naprawdę wielu), to dobrzy uczniowie, ambitni, rzutcy, pomysłowi i ciekawi. Większość z nich nie ściąga. A jeśli niektórzy ściągają, to ich popieram, ponieważ system „klucza” (zainteresowanych odsyłam do detali w zasadach egzaminu maturalnego) jest kompletnie idiotyczny. Większość lekarzy (a znam ich naprawdę wielu) to wspaniali ludzie, fachowi, kompetentni, wrażliwi i sprawni. Wielu dziennikarzy (a znam ich naprawdę wielu) to ludzie rzetelni, prawdomówni, inteligentni i prawi. Wielu biznesmenów (a znam ich wielu) to ludzie zaradni, pracowici, energiczni i zmyślni.

Ludzie są dobrzy, nawet jeżeli czasem zdarza się im robić głupstwa. Są o wiele lepsi niż o nich z pozoru myślimy, dużo lepsi niż obiegowe opinie o nich i zdecydowanie dużo lepsi niż mniemają politycy, planujący kolejne akty prawne sprowadzające dobrostan. Ludzie są naprawdę wspaniali.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

DOBRZE ŻE DODA Z CIECHANOWA

Co prawda czas polskiego świętowania już minął, bo mamy za sobą i pierwszy i trzeci maja, ale ja jeszcze na chwilę o sprawach publicznych.

Wszystko za sprawą znajomego, który z perspektywy południa Polski, wyliczał mi, że w Lublinie to mamy pecha do osób publicznych, bo jak się wybiją na poziom krajowy, to zaraz jest albo śmiesznie albo smutno, albo jedno i drugie na raz.

Najpierw wypomniał niegdysiejszą orędowniczkę wszelkiej aborcji i zamknięcia kościołów, posłankę Sierakowską. Potem dorzucił profesora historii, który w Oświęcimiu widział jedynie obóz pracy, ale obozu zagłady już nie, czyli prof. Bendera. No a teraz, pewnie za karę, mamy jeszcze Palikota. Wcześniej też nie było lepiej, bo z Lublina wszak był Bolesław Bierut a Jaruzelski urodził się w Kurowie pod Lublinem.

Mimo, że nie pochodzę z Lubelszczyzny, argumentowałem, że tu wszak żyli i działali Zamojscy, Firleje, Czarnieccy, Sobiescy (taka np. Marysieńka Sobieska, ks. Piotr Skarga czy Marianna Kościuszkowa chętnie bywali w naszym świętoduskim kościele). Tu wszak mamy ślady ks. Piotra Ściegiennego, ks. Stanisława Staszica, Józefa Czechowicza, tu udało się zrobić Unię Polsko-Litewską i pierwszy w Polsce Uniwersytet Katolicki (Idzi Radziszewski). Wreszcie 20 lat wykładał tu Karol Wojtyła.

Mój znajomy stwierdził jednak, że to wszystko działo się dawno, a wiadomo, że liczy się obraz współczesny i żaden Firlej czy Wojtyła nam nie pomoże. Moja samoobrona, obrona publicznej twarzy Lublina i Lubelszczyzny, była naprawdę dzielna, ale rozmówcy nie przekonałem.

Na pocieszenie nasze, pomyślałem, dobrze, że Kononowicz jest z Białegostoku, Doda z Ciechanowa, Lepper pochodzi ze Stowięcina, a Stalin urodził się w Gori (byłem i widziałem).

Itinerarium , , , , , , , , ,

KOMU ZALEŻY NA MNIE

kazanie na IV Niedzielę Wielkanocną
3 maja 2009

Opowiadanie o pasterzu, nawet dobrym, brzmi w uszach współczesnych jak jakaś kiepska bajka. Nie znamy dziś pasterzy, dobrych czy złych, nie łazimy po halach, gdzie bacowie czy juhasi wypasają owce.

Jak dobrze jednak wiedzieć, że jest Ktoś, kto zupełnie bezinteresownie dał mi życie. I zdrowie. I rodzinę. I przyjaciół. I pachnące kwiaty czeremchy. I księżyc w półpełni.

Ktoś to wszystko mi dał. Niech będzie, że pasterz, któremu zależy na mnie. Może tylko Jemu naprawdę zależy na mnie. Bo komu jeszcze?

LITURGIA SŁOWA

(Dz 4,8-12)
Piotr napełniony Duchem Świętym powiedział: Przełożeni ludu i starsi! Jeżeli przesłuchujecie nas dzisiaj w sprawie dobrodziejstwa, dzięki któremu chory człowiek uzyskał zdrowie, to niech będzie wiadomo wam wszystkim i całemu ludowi Izraela, że w imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka – którego ukrzyżowaliście, a którego Bóg wskrzesił z martwych – że przez Niego ten człowiek stanął przed wami zdrowy. On jest kamieniem, odrzuconym przez was budujących, tym, który stał się głowicą węgła. I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni.

(Ps 118,1.8.9.21-23.26.28)
REFREN: Kamień wzgardzony stał się fundamentem.

Dziękujcie Panu, bo jest dobry,
bo Jego łaska trwa na wieki.
Lepiej się uciekać do Pana,
niż pokładać ufność w człowieku.

Lepiej się uciekać do Pana,
niż pokładać ufność w książętach.
Dziękuję Tobie, żeś mnie wysłuchał
i stałeś się moim Zbawcą.

Kamień odrzucony przez budujących
stał się kamieniem węgielnym.
Stało się to przez Pana
i cudem jest w naszych oczach.

Błogosławiony, który przybywa w imię Pańskie,
błogosławimy was z Pańskiego domu.
Jesteś moim Bogiem, chcę Ci podziękować:
Boże mój, pragnę Cię wielbić.

(1 J 3,1-2)
Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego. Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest.

(J 10,14)
Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają

(J 10,11-18)
Jezus powiedział: Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, którego owce nie są własnością, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza; /najemnik ucieka/ dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz. Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je /potem/ znów odzyskać. Nikt Mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca.

Itinerarium , , , , , ,

O cnocie

Porządni ludzie proszą, by 3 maja nie oglądać TVP. Obiecuję, że nie będę. Lubię być po stronie cnoty, co zdarza mi się jednak niezbyt często.

Bo myślę, że w znakomitej większości przypadków stajemy po właściwej stronie wtedy, gdy nic nas to nie kosztuje albo nie mamy wyboru. W kwestii TVP ja akurat nie mam wyboru: wyjeżdżam, a tam, gdzie jadę, nie ma telewizora. Są za to liczne i ciekawsze atrakcje niż nawet najfajniejsze spoty wyborcze, których zresztą jestem fanem i nie rozumiem, o co awantury.

Komfortowa sytuacja: dużo frajdy, a cnota zachowana. Rzadkie połączenie.

Takiego komfortu wszystkim w długi weekend życzę.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , , ,

NAGI KRÓL

Mimo zanurzenia serca i głowy w tzw. Bożym świecie (tzn. lektura brewiarza, medytacja, modlitwa, eucharystia, etc.), śledzę także to, co dzieje się w naszym świecie, o czym się mówi w tzw. poważnych mediach, jakie kwestie podejmuje się w dyskursie publicznym.

Pamiętam bardzo dobrze czasy tzw. marszów wielkanocnych, dominujących na Zachodzie, głównie w Niemczech. Odbywały się w trakcie Wielkanocy, przeważnie w drugi dzień świąt, a ich sensem był protest przeciwko wojnom i zbrojeniom. Gromadziły po kilkaset tysięcy przeciwników konfliktów zbrojnych. W ostatnią Wielkanoc już tylko kilka tysięcy ludzi poszło w tych marszach. Nie chodzi o sam marsz, bo często za nim kryły się różne dziwne siły (niemrawi pacyfiści, lewacy, pseudoekologowie), ale o fakt, że wielu ludziom zależało na pokoju i starało się coś dla tej sprawy zrobić.

Ostatnio otarłem się w Warszawie o protest kolejarzy i stoczniowców, nie wzbudził w zasadzie żadnej żywszej reakcji ani warszawiaków ani kogokolwiek innego. Na nieodległych od miejsca protestu Złotych Tarasach, kilkadziesiąt osób popijało kawę, mając znakomity punkt widokowy. Zresztą sami protestujący, mimo paru odpalonych petard, wyglądali na takich, co to mają do odegrania określone role, ale i tak nie wierzą w sens i powodzenie swojego działania. Wiedzieli dokładnie co mają zrobić, policja także, politycy wyszli z Pałacu Kultury, aby popatrzeć. Wszystkie role rozdane, zachowania przewidziane, efekt żaden, jakby jakaś zabawa.

W znanej bajce Andersena („Nowe szaty cesarza”), znajduje się ktoś odważny, aby wrzasnąć, że król jest nagi. Wszystko wokół dziś staje się coraz bardziej zabawne, podejście serio traktowane jest jako nieszkodliwe hobby lub kuriozum. W powodzenie jakichś głębszych zmian wierzy niewielu, a i ci, którzy wierzą, rozkładają ręce, zdumieni apatią reszty. Mam wrażenie niekiedy, że telewizja wkrótce zacznie inscenizować jakieś ciekawsze zdarzenia, żeby mieć co pokazać.

Rzadko, ale słucham jeszcze Niemena:

Dziwny jest ten świat,
gdzie jeszcze wciąż
mieści się wiele zła.
I dziwne jest to,
że od tylu lat
człowiekiem gardzi człowiek.
Dziwny ten świat,
świat ludzkich spraw,
czasem aż wstyd przyznać się.
A jednak często jest,
że ktoś słowem złym
zabija tak, jak nożem.
Lecz ludzi dobrej woli jest więcej
i mocno wierzę w to,
że ten świat
nie zginie nigdy dzięki nim.
Nie! Nie! Nie!
Przyszedł już czas,
najwyższy czas,
nienawiść zniszczyć w sobie.
Lecz ludzi dobrej woli jest więcej
i mocno wierzę w to,
że ten świat
nie zginie nigdy dzięki nim.
Nie! Nie! Nie!
Przyszedł już czas,
najwyższy czas,
nienawiść zniszczyć w sobie.

Może ta iskra, od której tak wiele zależy, musi się zrodzić w naszych sercach dopiero pod wpływem czegoś strasznego albo jakoś wielkiego. Tymczasem król jest nagi, o czym wiemy wszyscy. I bawimy się nieźle.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

ODZIEŻ ZAWSZE Z PARTIĄ

1 maja 2009

Po kilku tygodniach wędrówki tropami czytań liturgicznych, zorientowanych na tajemnicę Zmartwychwstania (Jezusowego i naszego), pozwolę sobie na inne przestrzenie rozmyślań.

Świętować mógłbym Zmartwychwstanie cały rok i dziękuję Bogu oraz mądrym liturgistom, że mogę to czynić codziennie w trakcie mszy świętej. Do czego także zachęcam wszystkich.

Tymczasem maj. A za nami jedna trzecia tego roku. I jeszcze tylko dwie trzecie przed nami. Kto tam zapomniał o koniecznych zmianach, musi to zrobić od dzisiaj. Bo potem – za cztery miesiące – będzie za późno.

Warto brać przykład ze słońca, które ochoczo bryka już od piątej rano, rześkie i ochocze, rzetelnie spełniające swoją misję.

Dzięki Bogu (i Janowi Pawłowi Drugiemu), dziś nie musimy iść w pochodzie pierwszomajowym i wychwalać socjalizmu. Kiedyś szedłem w takim pochodzie, zmuszony przez niezbyt mądrego dyrektora szkoły (teraz dyrektorzy szkół są na pewno dużo mądrzejsi, choć w kręgach szkolnych mało mam znajomych). Z kolegą mieliśmy nieść transparent „Młodzież zawsze z partią”. I nieśliśmy, choć poleciały nam potem oceny z zachowania. Drzewiec z mojej strony transparentu jakoś przedziwnie się zwinął o parę centymetrów, i z trybuny (na której stał dyrektor) można było odczytać napis „odzież zawsze z partią”. I z pewnością ów drugi napis bardziej oddawał jakąkolwiek prawdę.

Dziś grillujemy, zażywamy świeżości powietrza, a trasy pochodów na szczęście wyznaczane są przez punkty sprzedaży piwa.

Tak czy inaczej nie wolno nam zapominać, że najważniejsza jest miłość, co na początku maja przypominam, żebyśmy nie zeszli z Drogi Życia.

Itinerarium , , , , , , , , ,