MIŁOŚĆ W SCHIZOFRENII

kazanie na VI Niedzielę Wielkanocną
17 maja 2009

Abyście się wzajemnie miłowali. Ewangelia dzisiejsza pokazuje schizofrenię świata w jakim żyjemy, ewangelia ta zwłaszcza winna niepokoić chrześcijan. Choć zapewne nie zaniepokoi, ponieważ nas, chrześcijan dzisiejszych, nic nie jest w stanie wzruszyć.

Schizofrenia świata uwidacznia się najbardziej w szeptaniu (piosenki, filmy, obrazy) o wyższości miłości nad wszystkim i praktykowaniu wyższości wszystkiego (pieniędzy, sławy, popularności, przemocy) nad miłością.

Niepokój chrześcijan budzić zaś winna miłość, pozostawiona na stałe w Ewangelii. Oczywiście wiemy, że tam jest, wypisujemy ją na pięknych kartkach z obrazkami dwóch łabędzi albo czerwonych kwiatków, wyrastających gdzieś na murze. Jakoś błąka się przy ceremoniach ślubnych, a jeszcze rzewniej przy napisach na nagrobkach.

Sekwencja jest jednak taka – człowiek i drugi człowiek, miłość, Bóg. I dalej – wieczność.

LITURGIA SŁOWA

(Dz 10,25-26.34-35.44-48)
A kiedy Piotr wchodził, Korneliusz wyszedł mu na spotkanie, padł mu do nóg i oddał mu pokłon. Piotr podniósł go ze słowami: Wstań, ja też jestem człowiekiem. Wtedy Piotr przemówił: Przekonuję się, że Bóg naprawdę nie ma względu na osoby. Ale w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie. Kiedy Piotr jeszcze mówił o tym, Duch Święty zstąpił na wszystkich, którzy słuchali nauki. I zdumieli się wierni pochodzenia żydowskiego, którzy przybyli z Piotrem, że dar Ducha Świętego wylany został także na pogan. Słyszeli bowiem, że mówią językami i wielbią Boga. Wtedy odezwał się Piotr: Któż może odmówić chrztu tym, którzy otrzymali Ducha Świętego tak samo jak my? I rozkazał ochrzcić ich w imię Jezusa Chrystusa. Potem uprosili go, aby zabawił [u nich] jeszcze kilka dni.

(Ps 98,1-4)
REFREN: Wobec narodów objawił zbawienie.

Śpiewajcie Panu pieśń nową,
albowiem uczynił cuda.
Zwycięstwo Mu zgotowała Jego prawica
i święte ramię Jego.

Pan okazał swoje zbawienie,
na oczach pogan objawił swoją sprawiedliwość.
Wspomniał na dobroć i na wierność swoją
dla domu Izraela.

Ujrzały wszystkie krańce ziemi
zbawienie Boga naszego.
Wołaj z radości na cześć Pana, cała ziemio,
cieszcie się, weselcie i grajcie.

(1 J 4,7-10)
Umiłowani, miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością. W tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu. W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy.

(J 14,23)
Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i do niego przyjdziemy.

(J 15,9-17)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali.

Itinerarium , , , , , , ,

Tryptyk o moim mieście

1. Jedna z „moich” studentek za chwilę obroni pracę magisterską i jest nieszczęśliwa, bo nie widzi w Lublinie szans na pracę. Boi się, że będzie musiała wrócić do siebie na wieś. Ta wieś jest wprawdzie miastem, ale nie Lublinem.

Doskonale ją rozumiem ale próbuję pocieszać. Po pierwsze, może jednak coś i w Lublinie się znajdzie. A po drugie: Niby dlaczego po studiach ma zostać w Lublinie? Przecież po studiach w Oksfordzie czy Cambridge ludzie wyjeżdżają i nie rozdzierają szat.

Powiecie: Lublin to nie Oksford. Pewnie, że nie. Ale są i podobieństwa: i tu, i tam są tylko lepsze i gorsze uczelnie, lepsza i gorsza kultura i nieco więcej ciekawych ludzi niż gdzie indziej. A pieniędzy, ani szans na dobry biznes, w Lublinie nie ma i nie będzie i nie ma co się nadymać. Na bardziej operatywne władze miejskie, wojewódzkie, rektorskie i wszelkie inne także nie ma co liczyć. Po prostu do biznesu to my głowy po prostu nie mamy i trzeba się z tym pogodzić. Albo wyjechać.

2. Kilka dni temu odwiedził mnie znajomy, rodowity lublinianin, który od ponad 20 lat jest profesorem na niezłym amerykańskim uniwersytecie. Do Lublina przyjeżdża co kilka lat. I mówi, że to światowa perła, która z roku na rok nabiera wartości. On to widzi, my nie. Bo widzenie to kwestia odległości. Cieszmy się zatem tym, co mamy.

3. Ale cieszymy się i tym, czego nie mamy. Np. tym, że na pewno nigdy nikomu nie przyjdzie do głowy, aby w Lublinie zorganizować jakąś imprezę typu Euro 2012. Współczuję Gdańskowi, Poznaniowi i Wrocławowi. Warszawie nie, bo taki los stolicy. A Krakowa nie rozumiem. Gdybym był krakowianinem, od tygodnia wielbiłbym Latę i Platiniego.

Jan Pleszczyński

PS. A na tytuł Europejskiej Stolicy Kultury AD 2016 szans nie mamy. Zresztą byłoby niezłą paranoją, gdybyśmy ten tytuł dostali. Na szczęście nie dostaniemy, więc i kompromitacji nie będzie.

Spoza kruchty , , , , , , , , , , ,

I MOTYLE

Świat jest bardzo ciekawy i zajmujący. Zdarza się nam o tym zapominać i wpadać w nudę albo obojętność. A stąd już o krok do zwątpienia w sens życia.

Tymczasem taki motyl, czemu lata tak jak lata? Jak żwawo chwyta powiewy wiatru w skrzydła, jak omija niektóre kwiaty, inne obsiada, całuje, coś tam szepce i dalej frunie i frunie. I jak tak wpatrzeć się w motyla, od razu widać, że świat jest ciekawy i bardzo zajmujący.

A takie słońce, nieznużone, dziarskie, dumne w złocistości, czemuż tak świeci i świeci? Nikt o tym nie opowiada na co dzień, tak jakby jasne było, że słońce ma świecić. Dla zadziwienia tak się pyszni to słońce wysoko (a jak wysoko?) nad niebem, pod niebem? Bo przecież nie na niebie, jak mylnie sądzimy.

Jak kogoś komary gryzą i nie w smak mu motyle i blask kuli słonecznej, niech spojrzy w lustro albo się zapatrzy w drugiego człowieka. Człowiek jest cudem, bo jest. Jest i myśli i marzy i tworzy i czuje głęboko.

Spotykam wielu ludzi zaspanych, którzy nie wiadomo czemu nie znają rześkości poranka majowego, nie lubią motyli (ot, motylek, phi…), przed słońcem kryją się w dużych ciemnych okularach. Do luster stają tylko przed imieninami cioci, a w drugich widzą tak mało piękna.

Nie dziw zatem, że raz po raz, ktoś narzeka, że Pana Boga nie ma albo że jakiś ukryty. Co On miał dać, jak nie słońce, motyle i twarze ludzi?

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

GRA W KOLORY

Zazielenione drzewa, ekstaza rozkwitłych kwiatów, entuzjazm ptaków, przypominają nie tylko o majowym święcie wiosny.

To, co tak piękne wokół nas, odsyła też do najważniejszych wymiarów naszego serca. Zagrajmy w kolory.

Zieleń mówi, nie trać nadziei, jeśli nawet bywa bardzo źle. Głęboki błękit nieba wzywa, abyś oddychał wolnością, bo córki i synowie Najwyższego mają ten dar. Wszelkie gamy żółci, na krzewach i łąkach, oznajmiają o cieple, jakie mieszka w każdym sercu i jakie trzeba dawać każdemu, z kim nam po drodze. Biel, która w milionach przejrzystości zaściela i łąki i drzewa, woła o odrodzenie serca, które zawsze może być nowe i młode. Czerwienie, miękkie i obfite, karmazyny, bordo, cynober i amarant, jakaż niesamowitość, urok i zachwyt. A przecież mówią, że trzeba żyć i kochać, a resztę traktować z przymrużeniem oka, a nawet obojga oczu.

I lilak jeszcze, bezowy kolor, który szepce, że życie jest piękne i tajemnicze.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , ,

ZBIERANIE MUCHOMORÓW

Za kilka tygodni wybory, do Parlamentu Europejskiego. Jeśli badania mówią prawdę, tylko dwóch Polaków na dziesięciu uprawnionych do głosowania pójdzie do urn, aby wybrać naszych przedstawicieli.

Oczywiście, oddawanie głosów na osoby, które nie znają języka (angielskiego lub francuskiego), nie znają nazw stolic krajów zrzeszonych w Unii (wiem, co piszę), skompromitowanych aferami w Polsce (służę tuzinem przykładów), stawia nas, potencjalnych wyborców, w głupiej sytuacji.

Przypomina to trochę sytuację grzybiarza, który znajdując w lesie muchomory czerwone i sromotnikowe, zastanawia się co wrzucić do kosza. Jasne, nie wymyśliliśmy lepszej formy regulacji życia wspólnego niż demokracja, wiem to. Całkowicie jednak zrozumiem tych, którzy w dniu wyborów będą grillować czy spacerować, zamiast uczestniczyć w błazenadzie. Świat się nie zawali, jak nie będziemy zbierać muchomorów.

Śmieszna historia, musimy wybrać, czy chcemy wybierać (kandydatów do gremiów unijnych). I to jest najtrudniejszy wybór, bo dalej to już tylko zabawa. Czerwony czy sromotnikowy, zawsze muchomor, trujący.

Irytują mnie banały, typu – „w duchu chrześcijańskiej odpowiedzialności”, „w poczuciu obywatelskiej powinności”, „zgodnie z powszechnie przyjętymi zasadami”. Chrześcijaństwo, jeśli jest prawdziwe, jest zawsze siłą krytyczną, zdolną odsłaniać absurdy i wzywać do ich obalania. Powinność obywatelska umywająca ręce od prawdy staje się jałową grą pozorów. Powszechnie przyjęte zasady bywają bzdurne i dopiero ich odrzucenie daje szansę jakiejś prawdy czy sensu – powszechnie przyjmowana kiedyś teoria o płaskości ziemi, na szczęście nie obowiązuje dziś; przekonanie o niższości rasy czarnej, podzielane ongiś także powszechnie, dziś brzmi smutno.

Na szczęście wciąż mamy nad sobą słońce, dzieci śmieją się radośnie, czasem można znaleźć dobrą książkę. Bywamy szczęśliwi. A ze zbierania muchomorów też może być wykwintna zabawa.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

W DWADZIEŚCIA LAT PO ZAMACHU

Dwadzieścia osiem lat temu myśleliśmy – wszyscy, którzy wówczas mieliśmy żywszą świadomość – że to koniec. Z Watykanu, gdzie padły strzały w kierunku Jana Pawła II, dochodziły strzępy informacji.

Wspominam zamach z 13 maja 1981 roku nie tylko dlatego, że dla mnie był to czas trwogi i niepokoju. Przede wszystkim dlatego, żeby jeszcze raz stanąć wobec prawdy, że trwa walka dobra i zła.

Oczywiste jest dla pewnie każdego czytelnika tego tekstu, że w słowach, dziełach i postawie Jana Pawła II widzieliśmy samo dobro. Wiele z tego dobra stało się naszym udziałem, ono promieniowało z Papieża i wrastało w nas poprzez pielgrzymki, spotkania, audiencje.

Skąd zatem atak zła, powiew śmierci? Do dziś nie wiemy, kto faktycznie stał za Ali Agcą, pociągającym za spust rewolweru na Placu Świętego Piotra. Odnoszę wrażenie, że nawet nie bardzo komukolwiek zależy na rozwikłaniu detali i motywów tamtego zamachu. Przy możliwościach, jakimi dzisiaj dysponujemy, błyskawiczne śledztwo powinno dać precyzyjną odpowiedź.

Żyjemy jednak w przekonaniu, że pomimo zawirowań (tzw. kryzys ekonomiczny, rzekoma groźba globalnego ocieplenia, napór Chińczyków), wszystko na tym świecie idzie we właściwym kierunku. Ani nam w głowie jakiś namysł nad kondycją świata, zagrożeniami, ewentualnością całkowitej zagłady. Jakoś to idzie, zapewne odpowiedzialni ludzie (rząd, ONZ, Unia) dbają o nasz spokój.

Powinienem stale pamiętać – i ty też – że świat ciągle balansuje, między dobrem, które jakoś przybliża nas do Boga, a złem, które może sprowadzić nieodwracalną klęskę na wszystkich.

Co więcej, każdego dnia musisz prowadzić zwycięską walkę o triumf dobra, zło także walczy. I nie wiemy, czy akurat ta moja, czy twoja walka, nie rozstrzyga o sukcesie nas wszystkich.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , ,

KIEDY ROBISZ SWOJE

Kowal, którego znałem z dzieciństwa, był znakomitym fachowcem, potrafił wszystko dobrze i na czas zrobić. Podkowy, rzecz jasna, najlepiej.

Wykuwał też bramy do posesji i płoty do ogrodzenia. Był też żołnierzem, który przeszedł spod Lenino do Berlina. Szewc, do którego noszę buty, wraca je do życia, cierpliwie i skutecznie. Pani fryzjerka czyni cuda na mojej głowie (szkoda, że nie wszyscy możecie to zobaczyć …). Nauczyciel od 10 lat, w jednej i tej samej szkole, tłumaczy kolejnym pokoleniom jak zaczęła się Polska i dlaczego bielika mamy w godle.

I mógłbym tak dalej wyliczać dobrych, solidnych, rzetelnych ludzi, których znam i którzy robią swoje. Bez których nie wiadomo jak świat by sobie poradził.

Pan Jezus strugał zydle dla siebie i sąsiadów. Pasał owce na galilejskich halach. Najmował się do zbioru winogron i łowienia ryb w Morzu Galilejskim.

Kiedy dobrze robisz swoje, wszystko ma sens. Dobrze rób, co twoje.

Itinerarium , , , , , , ,

ŁATWO TYLKO NA MATURZE

W niepamiętnych czasach (koniec lat 60-tych) Elvis Presley wystąpił w kiepskim dość filmie „Easy come, easy go” („Łatwo przyszło, łatwo poszło”).

Bohater filmu łatwo zdobył majątek (skarb z dna morza) i oczywiście łatwo go też traci (balangi, hulanki). Muzyka, piosenki Presleya ratowały to dziełko.

Dziś wiele rzeczy jest łatwych, bardzo prostych, a zasada „łatwo przyszło, łatwo poszło” rozprzestrzenia się w bardzo wielu dziedzinach. Łatwo dziś o komunikację (telefony komórkowe, maile, komunikatory), o przemieszczanie się w przestrzeni (szybkie auta, samoloty). Dosyć łatwo zdaje się maturę (niech mi wybaczą ci, którzy akurat zakuwają do kolejnych egzaminów), banalnie łatwo dostać się na studia (uczelnie niemal błagają, aby wstąpić w ich szeregi). Samochody i komputery są proste w obsłudze, bankomaty ułatwiają operowanie pieniędzmi.

W tym potoku łatwizny, gubimy jednak najważniejsze rzeczy, które osiąga się jednak tylko z wielkim wysiłkiem, mozolnie, z dużą pracą, całkowitym zaangażowaniem i kosztem wielu poświęceń. Nie ma dobrych więzi z ludźmi, które zdobywa się łatwo, bez wydatkowania czasu, energii i siły. Przyjaźń i miłość wymagają oddania tego, co mamy najlepszego, często rezygnując z własnego szczęścia.

Jeszcze trudniej jest z doświadczaniem Boga. Tutaj już króluje zasada „wszystko albo nic”. W Ewangelii znajdziemy podpowiedź (niezauważalną prawie), aby Boga szukać i miłować – całym sercem, całą duszą, całą mocą i całym umysłem (np. Mt 22,37). Całym.

Czy nie tu tkwi najistotniejsza kwestia naszego życia?

Itinerarium , , , , , , , , , ,

O MAŁYCH SZANSACH NA ROZMOWĘ Z PANEM JEZUSEM

kazanie na V Niedzielę Wielkanocną
10 maja 2009

Nie jest łatwo myśleć o Panu Jezusie, nawet podczas Mszy Świętej czy w czasie modlitw. Swoją drogą, jaką znacie – „czystą” – modlitwę do Pana Jezusa?

W Ojcze Nasz, wiadomo, na czele Ojciec, w Zdrowaś Mario – Matka (choć jednym słowem Pan Jezus się tam zjawia). W Aniele Bożym Pana Jezusa nie ma, w różańcu także. W Wierzę w Boga (które modlitwą nie jest, bo to wyznanie, swoista deklaracja w sprawach niepojętych), parę zdań na temat Pana Jezusa znajdziemy (na temat, bo nie „do” Niego). Dziesięć Przykazań z osobą pana Jezusa nie ma wiele wspólnego, tak samo jak Przykazania kościelne.

Wprost do Pana Jezusa mówią ci, co nauczyli się Koronki do Miłosierdzia Bożego (nazwa zwodzi nieco, bo są to akurat westchnienia do Niego, a nie do „miłosierdzia”). Wprost mówią ci, co praktykują hezychazm (modlitwa Jezusa bądź nieustanna).

Podczas mszy szanse na zwrócenie się wprost do Pana Jezusa maleją bardzo, bo celebrans i organista dbają o to, aby nie było „zbytecznych przerw” (cisza) w potoku słów i pieśni (choćby po komunii).

Niełatwo jest tę życiodajną więź z Panem Jezusem, o której dziś w Ewangelii, nawiązać i sprawować.

LITURGIA SŁOWA

(Dz 9,26-31)
Kiedy Szaweł przybył do Jerozolimy, próbował przyłączyć się do uczniów, lecz wszyscy bali się go, nie wierząc, że jest uczniem. Dopiero Barnaba przygarnął go i zaprowadził do Apostołów, i opowiedział im, jak w drodze /Szaweł/ ujrzał Pana, który przemówił do niego, i z jaką siłą przekonania przemawiał w Damaszku w imię Jezusa. Dzięki temu przebywał z nimi w Jerozolimie. Przemawiał też i rozprawiał z hellenistami, którzy usiłowali go zgładzić. Bracia jednak dowiedzieli się o tym, odprowadzili go do Cezarei i wysłali do Tarsu. A Kościół cieszył się pokojem w całej Judei, Galilei i Samarii. Rozwijał się i żył bogobojnie, i napełniał się pociechą Ducha Świętego.

(Ps 22,26-28.30-32)
REFREN: Będę Cię chwalił w wielkim zgromadzeniu.

Wypełnię me śluby wobec bojących się Boga.
Ubodzy będą jedli i zostaną nasyceni,
będą chwalić Pana ci, którzy Go szukają:
„Serca wasze niech żyją na wieki”.

Przypomną sobie i wrócą do Pana wszystkie krańce ziemi
i oddadzą Mu pokłon wszystkie szczepy pogańskie.
Jemu oddadzą pokłon wszyscy, co śpią w ziemi,
przed Nim zegną się wszyscy, którzy staną się prochem.

A moja dusza będzie żyła dla Niego,
potomstwo moje Jemu będzie służyć,
przyszłym pokoleniom o Panu opowie,
a sprawiedliwość Jego ogłoszą ludowi, który się narodzi.

(1 J 3,18-24)
Dzieci, nie miłujmy słowem i językiem, ale czynem i prawdą! Po tym poznamy, że jesteśmy z prawdy, i uspokoimy przed Nim nasze serce. A jeśli nasze serce oskarża nas, to Bóg jest większy od naszego serca i zna wszystko. Umiłowani, jeśli serce nas nie oskarża, mamy ufność wobec Boga, i o co prosić będziemy, otrzymamy od Niego, ponieważ zachowujemy Jego przykazania i czynimy to, co się Jemu podoba. Przykazanie zaś Jego jest takie, abyśmy wierzyli w imię Jego Syna, Jezusa Chrystusa, i miłowali się wzajemnie tak, jak nam nakazał. Kto wypełnia Jego przykazania, trwa w Bogu, a Bóg w nim; a to, że trwa On w nas, poznajemy po Duchu, którego nam dał.

(J 15,4.5b)
Trwajcie we Mnie, a Ja w was trwać będę. Kto trwa we Mnie, przynosi owoc obfity.

(J 15,1-8)
Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Wytrwajcie we Mnie, a Ja /będę trwał/ w was. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – o ile nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją, i wrzuca do ognia, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami.

Itinerarium , , , , ,

Bez przymiotników

W ostatnim tygodniu umarli dwaj moi znajomi. Nie byli młodzi, ale też jeszcze nie jakieś kompletne dziadki. Kilka lat starsi ode mnie.

Czytam właśnie o nich wspomnienia. Żadne tam laurki wypełnione funkcjami i zaszczytami. Żadnych ważnych funkcji nie pełnili, ani orderów nie mieli.

Wspomnienia z suchymi faktami z ich życia. Bezprzymiotnikowe.

Okazuje się, że można.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , ,