MATKOM ZA CUD ŻYCIA

Przeczytałem wczoraj w całkiem poważnej gazecie, że kryzys został spowodowany przez kobiety i ich próżność. Bo potrafią wydawać 10 tysięcy euro na modne torebki, które znudzą im się po pół roku. Albo nie będą już pasować do nowych butów.*

W artykule było jeszcze dużo więcej zarzutów wobec pań, które rzekomo doprowadziły do kryzysu finansowego, ale pozwolę sobie pominąć je, aby nie psuć paniom dnia. Zaznaczam, że autorką tekstu jest kobieta, a rzecz dotyczyła kobiet irlandzkich.

Pewnie zbyteczne będzie przypomnienie, żebyście dziś uściskali swojej Mamy, a jeśli są daleko, to zadzwonili. Jeśli jeszcze Dalej, wyślijcie im modlitwę dziękczynną.

Nasze mamy to najbliższe Bogu współpracowniczki w cudzie życia, dziękować bez końca winniśmy za nie każdego dnia, pamiętać i czcić.

Każdy ma pewnie długa listę „za”, za co szczególnie winien dziękować. Ale za cud życia dziękujmy przede wszystkim.

* Izabela Klementowska, „Rozrzutność kobiet spowodowała kryzys”, Gazeta Wyborcza z 25 maja 2009, w dziale „Ludzie i pieniądze”.

Itinerarium , , , , , , , ,

WIARA PRZECIW BROWAROM

Świat jest pokawałkowany na wiele elementów, dość różnorodnych i dziwnych, jednak współistniejących ze sobą.

Wczoraj udałem się na spotkanie z Jose Torresem, w lubelskiej Plazie. Muzyk i artysta (autor „Salsy na wolności”, autobiografii), starał się przekonać publikę, że sytuacja na Kubie jest tragiczna, reżim trzyma w ostrych ryzach naród, a ludzie marzą o wolności. Ważne sprawy, trudne kwestie.

Obok wymalowana lalunia reklamowała BMW. Na chwilę oderwała się od auta i podeszła do artysty, nie żeby kupić jego książkę, ale żeby zrobić sobie fotkę. Z innej strony nadszedł gigantycznie otyły młodzian, zajadający gorącą kanapkę, jakimś cudem wyhamował przed sceną i rozdziawiwszy gębę burknął do kolegi – „A o czym on mówi?” Dość statecznie wyglądająca babcia zachęcała wnuka – „Poczekaj, może zatańczą …” Inny pan, zauważywszy, że coś się dzieje związanego z Kubą, wysilił się na refleksję: „Ach, Kuba, Kuba! Piękny kraj!”

Rzeczy ważne i nieważne, zmieszały się w kotle współczesności. Młodsze pokolenie nie ma szansy, aby rozróżnić ziarna od plew. Wołanie o wolność rozlega się tuż obok krzykliwego sprzedawcy popcornu, gesty solidarności zagłusza nachalna reklama dyskoteki, zaraz po wyznaniu miłości ktoś proponuje – „Skoczmy po browar”.

W tym pokawałkowanym świecie potrzeba przede wszystkim wiary, zdolnej widzieć dalej, rodzącej siłę i rozpalającej serce.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

ANIOŁKI JAK KAWAŁEK NIEBA

kazanie na Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego
niedziela 24 maja 2009

Posłuchamy dziś o niebie, miejscu, które jest naszym przeznaczeniem, jak wierzymy. Cały czas, póki żyjemy, jesteśmy jakoś w cieniu nieba.

Najpierw ten firmament, z gwiazdami księżycem, słońcem i planetami. Ciągle nad nami, choć wiemy, że to nieskończoność, niewyobrażalna. Ale patrzeć zawsze warto, nawet jak niewiele rozumiemy. Wisi to niebo nad nami, może tylko po to, abyśmy mogli się zachwycać i podziwiać, i tak dużo.

Niebo, w sensie przyszłości też wisi nad nami albo przed nami. Z pytaniem (bez odpowiedzi) jak tam jest, to znaczy będzie, jeśli tam się dostaniemy. Kiedyś do tego nieba odsyłało nas bardzo wiele rzeczy. Na przykład anioły i aniołki – w moim kościele jest ich w sumie 168! Każdy przecież z nieba był wzięty. Wieże starych kościołów zadarte ku niebu, krzyże przydrożne, kapliczki i świątki.

Dziś ziemia bardziej przyciąga i kusi, szczęściem rzeczy, wrażeń, ciepłych kolorów i prędkości aut, Internetu.

Dużo w tym wszystkim paradoksów, niejasności, wątpliwości i pytań. Znacznie jaśniej jest, jeżeli pozwolimy prowadzić się miłości. Gdzie miłość tam i niebo.

LITURGIA SŁOWA

(Dz 1,1-11)
Pierwszą Księgę napisałem, Teofilu, o wszystkim, co Jezus czynił i czego nauczał od początku aż do dnia, w którym udzielił przez Ducha Świętego poleceń Apostołom, których sobie wybrał, a potem został wzięty do nieba. Im też po swojej męce dał wiele dowodów, że żyje: ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym. A podczas wspólnego posiłku kazał im nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca: Słyszeliście o niej ode Mnie – /mówił/ – Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym. Zapytywali Go zebrani: Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela? Odpowiedział im: Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą, ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi. Po tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał Go im sprzed oczu. Kiedy uporczywie wpatrywali się w Niego, jak wstępował do nieba, przystąpili do nich dwaj mężowie w białych szatach. I rzekli: Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba.

(Ps 47,2-3.6-9)
REFREN: Pan wśród radości wstępuje do nieba.

Wszystkie narody klaskajcie w dłonie,
radosnym głosem wykrzykujcie Bogu,
bo Pan Najwyższy straszliwy,
jest wielkim Królem nad całą ziemią.

Bóg wstępuje wśród radosnych okrzyków,
Pan wstępuje przy dźwięku trąby.
Śpiewajcie psalmy Bogu, śpiewajcie,
śpiewajcie Królowi naszemu, śpiewajcie.

Gdyż Bóg jest Królem całej ziemi,
hymn zaśpiewajcie
Bóg króluje nad narodami,
Bóg zasiada na swym świętym tronie.

(Ef 1,17-23)
Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha mądrości i objawienia w głębszym poznaniu Jego samego. [Niech da] wam światłe oczy serca tak, byście wiedzieli, czym jest nadzieja waszego powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych i czym przemożny ogrom Jego mocy względem nas wierzących – na podstawie działania Jego potęgi i siły. Wykazał On je, gdy wskrzesił Go z martwych i posadził po swojej prawicy na wyżynach niebieskich, ponad wszelką Zwierzchnością i Władzą, i Mocą, i Panowaniem, i ponad wszelkim innym imieniem wzywanym nie tylko w tym wieku, ale i w przyszłym. I wszystko poddał pod Jego stopy, a Jego samego ustanowił nade wszystko Głową dla Kościoła, który jest Jego Ciałem, Pełnią Tego, który napełnia wszystko wszelkimi sposobami.

(Mt 28,19.20)
Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.

(Mk 16,15-20)
I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie. Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga. Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdził naukę znakami, które jej towarzyszyły.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

Ostrzeżenie

O etyce najczęściej mówią nieudacznicy. Etyczną postawą tłumaczą sobie, a przede wszystkim innym, wszelkie własne niepowodzenia. W gruncie rzeczy to biedni ludzie. Ale nie są niebezpieczni.

Niebezpieczni są ci, którzy chcą tak zorganizować ci życie, byś i ty żył jak oni.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , ,

LEPSZE STRONY KRYZYSU

Mieszkam w mieście, gdzie 440 lat temu zawarto unię z Litwą. Już choćby z tej racji powinienem w Itinerarium wspomnieć naszych zacnych i wielowiekowych sąsiadów. I zaraz ich wspomnę.

Co wam przychodzi na myśl, kiedy słyszycie słowo „kryzys”? Jeżeli ktoś dostaje już odruchów wymiotnych, znakomicie go rozumiem. Zapewne wielu z nas jest już zmęczonych nie tyle kryzysem, co gadaniem o kryzysie.

Wciągnąć się dałem w ubiegłym tygodniu w debatę (z pozoru całkiem poważną, bo z udziałem mediów z całej Unii, Europejskiej; poważną, bo nawet zaproponowano mi hotel w stolicy, po debacie – nie skorzystałem). Debata dotyczyła kwestii „Media w dobie kryzysu”. Pominę, com sam tam mówił, bo to miej więcej, wy czytelnicy Itinerarium, wiecie z moich zapisek. Pominę w zasadzie wszystko inne, poza jednym zdaniem, myślą na wskroś trafną, wypowiedzianą przez prof. Macieja Mrozowskiego, medioznawcę z Warszawy. Pan Profesor wpadł kilka miesięcy temu na pomysł, że napisze książkę o kryzysie, skąd się wziął, jak przebiega i co z niego może wynikać. Atoli w wydawnictwie, gdzie chciał opublikować swoje dzieło, powiedziano mu, że to nie ma sensu, ponieważ cykl wydawniczy książki jest dłuższy niż czas trwania kryzysu. Pan Profesor myśl o książce był porzucił.

Na Litwie, jeden z tamtejszych posłów, tak miał dość międlenia „kryzysu”, że zaproponował, że każdy polityk, który użyje słowa „kryzys”, ma zapłacić 100 litów (czyli 25 euro, czyli stówka prawie naszych złotych) kary! Zebrane zaś w ten sposób pieniądze zostaną przeznaczone na walkę z kryzysem. Brawo! Ponieważ w Polsce słowa „kryzys” nadużywa się o wiele bardziej niż w małej Litwie, zrealizowanie wileńskiej propozycji znacznie zapewne wzbogaciłoby nasz kulejący budżet.

Kryzys na Litwie ma też dobre strony dla nas Polaków, bo obronimy Grunwald, a zwłaszcza legendę o nieustraszonych wojach polskich, którzy pobili z kretesem Krzyżaków i litewskich dzikusach, którzy tylko poili szlachetne i dzielne polskie konie. Za rok będzie 600 lat od bitwy pod Grunwaldem i z tej racji Litwini wymyślili sobie duży film („Grunwald – Dzień Żelaza”), w którym to nie Polacy, a Litwini położyli pokotem hufce krzyżackie. Niestety, nie nazbierano na Litwie 5 mln euro, z powodu kryzysu, filmu nie będzie. Za to pojawi się 20-minutowa opowieść o sukcesach łuczników znad Niemna nad okutymi w zbroję Szkopami. A my dzięki temu spokojnie obejrzymy sobie w przyszłym roku – zapewne kilka razy – epokowe dzieło Aleksandra Forda („Krzyżacy”), gdzie nasi to czempioni, a Litwini, wiadomo, tylko konie nam podprowadzali. Vivat zatem kryzys, będziemy wzruszać się Jurandem, Danuśką, Zbyszkiem, Maćkiem i oczywiście Tolimą (ja osobiście). Brzydzić się będziemy, jak zawsze, Ulrykiem, Konradem i Zygfrydem. Co do Jagiełły, to pewnie do końca życia nie wybaczę Fordowi, że tę rolę dał Brunerowi! (to znaczy, dla mniej poinformowanych dodam, że rolę Jagiełły w „Krzyżakach” i rolę Brunera w „Stawce większej niż życie” grał ten sam, znakomity, Emil Karewicz). Ale vivat kryzys, na Litwie, Polacy górą nadal!

Jeszcze inne oblicze kryzysu, groźne pewnie dla polskiej moralności, wypatrzył mój znajomy stróż nocny, który pilnuje jednego z ogródków piwnych niedaleko Świętego Ducha w Lublinie.

– Patrz – mówi – kryzys! I to jaki! Dziewczętom nie starcza na normalne spódnice, więc noszą te „ćwiartki”, kuse takie. Jakby był dobrobyt, to by pewnie stać je było na dłuższe, za kolana takie. Ale kryzys! Mało wszystkiego! Materiału nie starcza, żeby zakryły sobie ramiona, a niektórym nawet brakuje, żeby osłonić klatkę piersiową! Kryzys! Kryzys!

Itinerarium , , , , , , , , , ,

I SZCZĘŚCIE TYLKO W TOBIE

Gdyby stać cię było na odwagę, odkryłbyś, dziś, tu i teraz, całkiem innego człowieka w sobie.

W gruncie rzeczy tak rzadko pozwalamy sobie samym na samych siebie. Rzeczy naprawdę ważne odkładamy na jakieś przyszłe czasy, kiedy – jak mawiamy – już spokojnie będziemy mogli się nimi zająć. Teraz – mawiamy – jest życie i jego surowe prawa.

Nie możemy zrzucać winy tylko i wyłącznie na zwariowaną presję społeczną, która narzuca nam paskudne role, tym wredniejsze, im więcej chcemy znaczyć w społecznej grze. Niestety, sami wpisujemy sobie w wizję życia jakieś dziwne miary szczęścia, gubiąc to jedyne, jakie jest w nas.

Jesteś dobrym człowiekiem, ale grać musisz oschłego i przemądrzałego typa, który tak wiele znaczy. Albo grasz zacną panią, która wszak tyle już osiągnęła, że prestiż zezwala jedynie na jeden uśmiech tygodniowo. Dopiero w erze dziadka lub babci (czyli o jakieś trzydzieści, czterdzieści lat za późno) nasze buzie wykwitają zmarszczkami dobra i życzliwości (wcześniej ozdabiane marsami powagi i zarządzania całym światem).

I dobroć, i umiłowanie prawdy, zdolność współczucia i gotowość do poświęceń, prawo miłości i tęsknota za pięknem, w żywym ziarnie czekają w każdym z nas.

Taki bez biały, liliowy i fioletowy, na przykład, nie czeka do lata czy jesieni, dziś, tu i teraz, spełnia się w pięknie i zapachu, wiedząc, że co odłożone, diabła warte.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

LENIE ŚMIERDZĄ

Bez problemu znajdziemy dziś mnóstwo mądrych specjalistów, którzy poddadzą nas odpowiedniej (i skutecznej, choć płatnej) terapii od różnych złych rzeczy, w które popadamy z racji współczesnych zagrożeń.

Pewnie żartem ktoś opowiadał mi o wizycie u psychologa, ponieważ spotkał się z zarzutem, że jest zniewolony pracą, tzn. – a fe! – jest pracoholikiem. Pan psycholog, po dłuższej rozmowie (i skasowaniu bodaj 60 złotych), poradził, że w celu uniknięcia uzależnienia od pracy, należy … mniej pracować, a gdyby i to nie skutkowało, trzeba pracy zaniechać.

Podobnej rady mógłbym udzielić za pół ceny i po minucie rozmowy. Tę samą radę mógłbym dać komuś uzależnionemu od alkoholu, narkotyków czy hazardu. I nie tylko ja, ale pewnie i każdy z was, nawet jeśli jest psychologiem.

Jest pewien stan względnej, a nawet bezwzględnej wolności od uzależnienia od pracy. Tradycyjnie nazywany lenistwem. Zawsze mnie uczono, że leń śmierdzi – „Ty leniu śmierdzący” oraz że leniem być jest wstyd („na tapczanie leży leń, nic nie robi cały dzień”- Brzechwa). Ponieważ nigdy nie chciałem śmierdzieć, imałem się zwykle jakiejś pracy i zwykle chwalono mnie za to. Było oczywiście jedno ograniczenie – nie wolno się było z pracą wygłupiać, tzn. nie wolno było być (ani udawać) stachanowcem (słynne sto, dwieście i więcej procent normy dla szczęśliwej przyszłości socjalistycznej ojczyzny).

Pracowitość zdawała mi się być cnotą, postawą godną i chwalebną, unikanie zaś pracy i wymigiwanie się od niej, odbierałem jako coś brzydkiego, mało szlachetnego i absolutnie grzesznego („kto nie pracuje, niech też nie je”, „bez pracy nie ma kołaczy”).

Kiedy dziś słyszę o kimś, że jest pracoholikiem, patrzę uważnie na niego, nawet z podziwem i uznaniem. Pracoholik – znaczy się pracuś, człek pracowity, nie ochrzania się, nie traci czasu, nie marnuje życia, ma jakąś pasję, cel, realizuje się, tworzy jakieś dobro wspólne.

A że psychologowie patrzą na to inaczej? Hm, każdy musi jakoś zarabiać (pracować!).

I mam taką radę, nie tylko dla znajomego oskarżonego o uzależnienie od pracy. Jeśli ktoś do ciebie – „Ty pracoholiku”, to śmiało, na odlew można odrzec: „Ty leniu śmierdzący!” I dalej, jak ktoś do ciebie – „Ty anorektyczko!”, to śmiało na odlew można rzec: „Ty gruba beko!”

Słowem współczesność ma swoje mity, ale my, ludzie używający rozumu, wiemy, że warto być pracowitym i dbać o sylwetkę.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , ,

DESZCZ CZY PSALM

Patrzyłem wczoraj na deszcz. Był bardzo nieśmiały, kapał jakby z lekkim zawstydzeniem, rozglądając się czy przypadkiem jakiegoś garnituru szacownego nie zamoczy albo nie zliże kunsztownie nakładanego makijażu.

Krople były miękkie, rzadkie, spadały w rytmie uporządkowanym, spokojnym i nawet dostojnym. Taki pierwszak majowy ten deszcz, deszczyk chyba, mały deszczyk powiedziałbym.

Kropelki szybciutko całowały bruk, gdzie popadnie, a potem – ach! – pozwalały się całkiem bezbronnie wchłaniać asfaltowi, murom, dachom i kominom. W kominy zresztą kropelki wpadały dość niechętnie, sam nie wiem czemu.

Powadził się ten pierwszak majowy ze słońcem, pokazując, że jak się w chmurę zgoni z innymi deszczykami, to słońce ma fajrant, nawet o trzeciej po południu. Pozaglądał przez szybę do mojego pokoju, a że u mnie nudy raczej, spływał dalej, na parapecie zagościł tylko moment krótki, potem już w unię ze ścianą wszedł wiekuistą. I sam już nie wiedziałem czy to deszcz czy psalm.

Nie ma większej radości nad życie, każdego dnia. Tylko przygłuchym i ciut przyślepym zdawać by się mogło, że Bóg jest daleko.

Itinerarium , , , , , ,

LUBLIN – HAWANA

Razem z kilkudziesięcioma młodymi ludźmi z Lublina, włączam się jutro (po raz drugi zresztą) w gest pamięci o Kubie i Kubańczykach. To z racji Dnia Solidarności z Kubą.

Oczywiście nie zrobimy niczego nadzwyczajnego, chwilę pomodlimy się w kościele, odczytując nazwiska więźniów sumienia, przetrzymywanych od ponad 6 lat w więzieniach, w podłych dość warunkach. Wcześniej kilkanaście dziewcząt ubranych na biało przejdzie z portretami tych więźniów po ruchliwym lubelskim Deptaku. A później będzie można jeszcze zobaczyć ciekawe filmy o trudnych losach Kubańczyków, pozostawionych samych sobie na dalekiej wyspie (program znajdziecie na naszej stronie www.duch.lublin.pl).

Wiem, że taki gest solidarności odbędzie się niestety w niewielu miejscach na świecie (a jestem w tej kwestii dobrze poinformowany). W czwartek podobny gest odbędzie się w Kazimierzu, także z inicjatywy naszej młodzieży.

Piszę z małą nadzieją, że kogoś ta sprawa zaciekawi, bo żyjemy w czasach, gdy solidarność jest raczej wspomnieniem, echem, jakąś ideą poszarzałą i wysoce niepraktyczną. Kiedy w latach osiemdziesiątych (stan wojenny) słyszeliśmy o jakichś gestach solidarności z nami, Polakami, było to bardzo miłe i podnoszące na duchu. Podnoszące na duchu, bo wiedzieliśmy, że ktoś, gdzieś tam – w Londynie, Paryżu, Nowym Jorku, po prostu w wolnym świecie – pamięta o nas, o naszej podłej sytuacji. Myślę sobie, że teraz my jesteśmy częścią wolnego świata, który powinien pamiętać o świecie nie-wolnym, bo takiego jeszcze sporo na naszej planecie (Chiny,Tybet, Korea, Białoruś, republiki Środkowej Azji).

Ale jakie znaczenie mają takie gesty, jak ten jutro, zapyta może ktoś. Ubiegłoroczny gest pamięci o Kubie zarejestrowaliśmy na taśmie filmowej, potem przekazaliśmy film na Kubę do tzw. Damas de Blanco, Dam w Bieli, kubańskich kobiet – matek, żon, córek, sióstr – więzionych opozycjonistów. Kilka z nich rozpłakało się oglądając to, co zrobiliśmy w Lublinie. Zaczęły dopytywać, gdzie jest ten Lublin, a potem serdecznie dziękować za pamięć.

Solidarność, która dodaje mocy w trudnych sytuacjach, składa się z małych gestów, zwykłej i konsekwentnej pamięci, czasem z okruchów modlitwy. Tu, w Lublinie, pamiętamy, modlimy się, tam w dalekiej Hawanie wyrośnie nadzieja, że wszystko jest możliwe. Westchnijcie jutro za Kubę.

Film o ubiegłorocznym geście naszej solidarności z Kubą możecie obejrzeć na stronie: http://www.youtube.com/watch?v=HgJUKebk8jM. A relacja tekstowa i zdjęciowa u nas w archiwum: http://www.duch.lublin.pl/archiwum/2008/080402_6.html

Więcej o ruchu Damas de Blanco, na zaprzyjaźnionej stronie: www.solidarity.com.pl.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

SZTUKA MOTYWACJI ALBO RZUT JAJEM

W ubiegłym tygodniu liczna grupa kibiców zabrzańskiego Górnika wtargnęła na trening swoich pupili (zresztą cieniutko plecących w lidze) i pod groźbą gorszej kary, nakazała ubrać im szczególne koszulki.

Na koszulkach widniał napis: „Nie wystarczy tylko biegać lub trochę się starać, z naszym herbem na sercu trzeba za … !” Piłkarze wstydne koszulki założyli pokornie, a następnego dnia wygrali mecz, który być może przesądzi o pozostaniu drużyny w najwyższej lidze. Podobna historia zdarzyła się nieco wcześniej w Madrycie, gdzie rozeźleni kibice Atletico, przez kilka dni krążyli z kamieniami w rękach wokół stadionu czyhając na boiskowych partaczy, przegrywających i to wysoko kolejne mecze. Trzeba było wezwać policję, która ochraniała stadion. Po tych incydentach piłkarze Atletico wygrali kilka spotkań, co pozwala im nawet myśleć o starcie w Lidze Mistrzów.

Nie piszę tego wszystkiego z racji zachęcania do futbolu, tylko z namysłu nad skutecznymi metodami aktywizacji i motywacji. I zaraz do nich powrócę, zapraszając jednak na chwilkę do niezwykle osobliwej historii w dziejach futbolu (ten aneks osoby z alergią futbolową mogą sobie swobodnie opuścić).

Reprezentacja Rosji w piłce nożnej rozegrała swój pierwszy mecz w 1912 roku, przegrywając z Finlandią 1:2. Działo się to w Sztokholmie podczas olimpiady. Niestety, następny mecz carscy jeszcze piłkarze wtopili z Prusami aż 0:16 (zero do szesnastu!), co ciekawe Prusacy wbili 8 goli do przerwy i tyleż samo w drugiej połowie. Kiedy wieść doszła do cara, ten wpadł w szał i nakazał piłkarzom wracać za karę pieszo do Petersburga, odmawiając wydania biletów na parowiec. Później się opanował i zezwolił na podróż, ale pociągiem. Słabo to wpłynęło na poprawę formy rosyjskich futbolistów, bo do Rewolucji nie wygrali ani jednego meczu (przegrywając sromotnie choćby z Węgrami 0:9 i 0:12). Następne mecze, po Rewolucji, rozgrywała już reprezentacja Związku Radzieckiego i to po dojściu Stalina do władzy. Wyobraźcie sobie, że do czasu śmierci Stalina (1953) drużyna ZSRR nie przegrała ani jednego meczu! No, ale proszę pamiętać, że wówczas już działały osławione służby NKWD (służba bezpieczeństwa), zdolne zmotywować każdego obywatela do najbardziej intensywnej pracy! Może radzieckim piłkarzom pomogli też przeciwnicy. Otóż za Stalina rozegrali 23 mecze, w tym 15 z Turcją, dość łatwą wówczas do ogrania (w latach 1924 – 1935 ZSRR rozgrywał oficjalne mecze tylko z Turcją!).

Pamiętam jeszcze, za czasów studenckich, jak na jakimś Tygodniu Filozoficznym jedna pani Profesor (żyjąca do dziś) znacznie przynudzała. Istniał wówczas niepisany zwyczaj lekkiego tupania, jako wyrazu dezaprobaty dla formy i treści wystąpienia. Zastosowaliśmy ów zwyczaj. Pani Profesor przerwała na chwilę referat, poprosiła o trzy (3!) minuty cierpliwości i faktycznie po trzech minutach zakończyła otrzymując gromkie oklaski. Podobnie, w dawniejszych czasach, w teatrach publika mogła użyć jaj (raczej świeżych) w celu wyrażenia zdegustowania formą aktorów i zdopingowania ich do solidniejszej roboty.

Dziś, niestety, w teatrach nie rzuca się jajami i nie gwiżdże, na wykładach studenci mogą, co najwyżej, pisać z nudów smsy. Dobrze, że kibice biorą sprawy w swoje ręce.

Mój skromny apel jest następujący. Mamy prawo dopingować aktorów, profesorów, polityków, ministrów, prezydentów i inne osoby publiczne do solidnej roboty. Inaczej będą partaczyć, a my ponosić konsekwencje ich bumelanctwa.

Hm, napisałem to i pomyślałem, że jest jednak jedna dobra strona nie używania jaj i gwizdów po wystąpieniach publicznych. Gdyby ów zwyczaj nadal istniał, mój Boże, co by to się działo wczoraj w większości kościołów po kazaniach! Mój Boże!

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , ,