U NAS NA RAZIE SPOKOJNIE

Sobota 1 września 2012

Nigdy więcej wojny! To niezwykle słuszne hasło, powtarzane od stuleci przez ludzkość we wszystkich chyba językach. Hasło, które nie chce się spełnić.
Pierwsze wielkie wołanie o pokój na świecie rozległo się na Kongresie Wiedeńskim (1815), po trwających ponad 20 lat tzw. wojnach napoleońskich (1793 – 1815 ), które objęły nie tylko Europę ale także np. Haiti. Dokładna liczba ofiar tego konfliktu nie jest znana, ale na pewno śmierć poniosło ponad 10 milionów ludzi. Wydawało się, że nowy ład ustalony na obradach w Wiedniu położy kres wojennym sposobom rozwiązywania napięć i konfliktów między narodami i państwami.
Złudzenie prysło podczas Pierwszej Wojny Światowej, która przyniosła ponad 14 milionów ofiar. W imię szczytnego hasła, „Nigdy więcej wojny”, zaraz po tym konflikcie powstała Liga Narodów, której głównym celem było zabezpieczenie pokoju na świecie.
Druga Wojna Światowa – dziś 73 rocznica wybuchu – pochłonęła niespotykaną liczbę istnień ludzkich. Przyjmuje się, że zginęły wówczas około 72 miliony ludzi, z czego aż 47 milionów to cywile. Wkrótce po wojnie powołano do życia ONZ, którego podstawową misją jest zapewnienie pokoju na świecie.
Większość z nas żyje w przekonaniu, że czas wielkich wojen mamy za sobą i nauczyliśmy się już, jak ogromnym nieszczęściem są zbrojne starcia. Podobnie ludzie myśleli po roku 1815 i po roku 1918. Świat bez wojen jest nadal marzeniem ludzkości.
Jeszcze dwadzieścia lat temu w wielu miastach na świecie w Wielkanoc odbywały się Marsze Pokojowe, przypominające o tragedii wojen i manifestujące wolę życia w pokoju. Coraz bardziej zdumiewa mnie bezradność ONZ, która nie potrafi zapobiec wojnom lokalnym, tak było w byłej Jugosławii (1992), Rwandzie (1994) czy choćby obecnie w Syrii. Samo istnienie ONZ nie jest żadną gwarancją utrzymania pokoju na świecie. Kiedy spojrzymy na mapę świata, zobaczymy, że zabijanie ludzi trwa w najlepsze, choć wiadomości o tym nie są popularne. Co więcej, w jednej z wojen bierze udział również nasz kraj, w Afganistanie. Tam zginęło już 37 polskich żołnierzy.
Generalnie temat wojen i troski o pokój nie jest aktualny i modny a dzisiejszy wpis może wam się wydać dziwny. Mobilizacja na rzecz pokoju trwa zwykle kilkanaście lat po wojnie, potem przyszłość jawi się świetlanie i bezkonfliktowo. Zwykle też mało kto wierzy, że może wybuchnąć następna wojna.
Nigdy więcej wojny! Bardzo chwalebne hasło, które ludzkość powtarza od pokoleń. Na razie – przynajmniej w naszej strefie – jest w miarę spokojnie.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

A IMIĘ NASZE SOLIDARNOŚĆ

Piątek 31 sierpnia

Cytat: „Słowo „solidarność” skupia w sobie nasze pełne niepokoju nadzieje, pobudza do męstwa i do myślenia, wiąże ze sobą ludzi, którzy jeszcze wczoraj byli od siebie daleko. Historia wymyśla słowa, aby następnie słowa mogły kształtować historię. Słowo „solidarność’ przyłącza się dziś do innych, najbardziej polskich słów, aby nadać nowy kształt naszym dniom”.
Powyższe słowa to fragment kazania ks. Józefa Tischnera z 19 października 1980 roku, wygłoszonego w czasie mszy św. w katedrze na Wawelu z udziałem Lecha Wałęsy. Tischner powiedział to kazanie w zasadzie przypadkowo, owego dnia nie było pod ręką żadnego z krakowskich biskupów i niejako z biegu ktoś zapytał księdza Józefa czy nie powiedziałby do tłumów zgromadzonych w kościele (i wokół). „A owszem, od tego jestem” – zgodził się Tischner. Z przypadkowego kazania zrobiło się genialne proroctwo.
Solidarność, najbardziej polskie słowo. Słowo, które identyfikuje Polskę. W wielu krajach na świecie po odpowiedzi na pytanie skąd jestem, słyszałem: „Polska? Solidarność! Jan Paweł II!”
Kocham solidarność, jest częścią mojego życia, moim życiem tym z roku 1980 i tym dzisiejszym. Gdybym tylko jeszcze wiedział jak solidarność wyciągnąć z formuły „NSZZ Solidarność” i przywrócić ją prawowitemu właścicielowi, Polakom. Panowie ze Związku, właściwie kilku cymbałów, w asyście bodaj dwóch posłów kilka dni temu zdobyli się na bohaterski czyn i odpiłowali z historycznej bramy stoczniowej w Gdańsku część napisu, tzn. „im. Lenina” (znajdziecie to w każdym serwisie informacyjnym). Panowie ze Związku nie bywają wśród bezdomnych, więźniów, uchodźców, przy dzieciach ulicy, w domach starców. Nie ma ich nigdzie tam, gdzie potrzeba solidarności. Nie ma „Solidarności” (NSZZ) tam, gdzie potrzeba solidarności. To zdrada. Nasza polska historia ma, niestety, wiele takich przykładów, kiedy Przywódcy zawodzili, ale naród był wierny.
W kalendarzu mamy dziś Dzień Solidarności i Wolności. Można dziś (bezkarnie) palić opony i dymić oraz odcinać napisy. To pozostawiam panom ze Związku. A innych proszę o gest solidarności, jakikolwiek. Odwiedźcie chorego. Dajcie na chleb żebrakom. Zadzwońcie do kogoś samotnego. Więzień ucieszy się z paczki kawy, jeśli możecie ją przesłać. Albo wejdźcie na stronę http://www.apelzkuby.pl i tam wypełnijcie formularz. Dziękuję.
Solidarność to imię każdego z nas. Na pewno na nie zasługujemy.

Itinerarium , , , , , ,

POWSZEDNI CHLEB

Czwartek 30 sierpnia 2012

Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj. Powiemy to dzisiaj albo i nie powiemy. Tak czy inaczej zjemy dziś chleb. I jutro i pojutrze także. Bez wątpienia podobnie będzie za tydzień i za miesiąc.
Są ludzie, którzy wypowiadają tę prośbę dziś z wielką nadzieją, że się spełni. I z niepokojem, że być może się nie spełni. I są takie dni, że pomimo całego serca włożonego w tę prośbę, chleba nie mają. Znam takich ludzi. I pewnie wy takich znacie. Jeśli są blisko, będziemy wysłannikami Boga, kupując bochenek czy dwie bułki.
Nigdy dotąd nie byłem w sytuacji zagrożenia brakiem chleba. Znam to z dawnych wojennych opowiadań oraz ze spotkań z ludźmi, którzy – jedni z zawinionych inni z niezawinionych powodów – mają takie doświadczenia.
Może być tak – choć zabrzmi to dla nas niewiarygodnie – że pewnego dnia i my będziemy prosić, z wielką nadzieją „Chleba naszego powszedniego, daj nam dzisiaj”. I pomimo tego będziemy cały dzień głodni.
Codziennie trzeba modlić się o chleb i dziękować, że możemy ten chleb mieć.

Itinerarium , , , ,

APEL PANA BOGA

Środa 29 sierpnia 2012

Nasze czasy nie znają prawie pojęcia Cierpliwość. Dlatego zajadamy hot-dogi i inne tego typu świństwa. Kto zna smak naprawdę dobrego posiłku, wie, że trzeba przynajmniej godzinę poczekać. A wykwintny obiad warzy się pół dnia.
Niecierpliwi, wolimy co trzy dni nowe piosenki (nazywane nadal przebojami), Roger Waters (ten od Pink Floyd) już od siedmiu lat siedzi nad nowymi pieśniami i jeszcze daleko mu do nowej płyty.
A najgorzej, że z przyjaźnią i miłością jest tak samo. Ma być zaraz, natychmiast, najlepiej zamówiona szybko przez telefon z dostawą na miejsce.
Bardzo mądry Pan Bóg wywiesił jednak przestrogę w tych sprawach:
SZANOWNI PAŃSTWO. MINIMALNY OKRES OCZEKIWANIA NA PRAWDZIWEGO PRZYJACIELA TO TRZY LATA. W PRZYPADKU MIŁOŚCI PROSZĘ UZBROIĆ SIĘ W WIĘKSZĄ CIERPLIWOŚĆ. OKRES OCZEKIWANIA JEST BARDZO DŁUGI. KOLEJKA OCZEKUJĄCYCH JEST NIEZWYKLE LICZNA. NIESTETY PODAŻ WCIĄŻ MALEJE. APELUJĘ O CIERPLIWOŚĆ.

Itinerarium , , , , , , , ,

DOBREJ PODRÓŻY

Wtorek 28 sierpnia 2012

Przesłanie, które dziś chciałbym przypomnieć wydać się może mało zrozumiałe, choć wiem, że jest bardzo ważne. Często już wcześniej podpowiadałem, że jedną z najpewniejszych dróg do nawiązania żywej więzi z Bogiem jest podróż do swojej głębi, do siebie samego.
W naszej pobożności dominuje zaś tendencja do wręcz przeciwnego kierunku. Zdolni jesteśmy – w szczerym pragnieniu zjednoczenia z Bogiem – wykonać dziesiątki (męczących) podróży, pielgrzymek. Do Częstochowy, do Lourdes, Fatimy, Ziemi Świętej, La Salette, Loreto, Medjugorie i Santiago de Compostela, żeby wyliczyć najbliższe regiony. Ale podróży wewnętrznej, do głębi siebie samych nie podejmujemy, nawet czasem nie wiemy gdzie i jak ją zacząć. Choć, raz jeszcze dodam, to podróż bardzo ważna. Bardzo ważna i na pewno bardzo trudna.

Patron dzisiejszego dnia, św. Augustyn (w „Wyznaniach”), pisze:

Upomniałeś mnie, abym wszedł w siebie (…) A oto byłeś we mnie, a ja byłem cały na zewnątrz i szukałem Cię na zewnątrz i jakże niepięknie rzucałem się na piękno, a ono było przecież tylko stworzone przez Ciebie. Byłeś ze mną, ale ja nie byłem z Tobą.

Augustynowi potrzebne było „upomnienie”, tak jakby sam Pan Bóg stanął na jego drodze i z naganą w głosie rzekł: „No gdzie lecisz głupcze? Biegasz od kościoła do kościoła, od jednej piękności do drugiej! I po co? Wejdź w końcu w siebie!” Wszedł i odkrył: „Oto byłeś we mnie, a ja cały byłem na zewnątrz i szukałem Cię na zewnątrz …”
Milion rzeczy będzie cię odciągać od wejścia w siebie. Telewizor, Internet, wystawy sklepowe, telefon i esemesy, muzyka, pogaduszki ze znajomymi, nadrabianie zaległości a nawet bardzo pobożne zajęcia typu „Pielgrzymka śladami św. Pawła z Tarsu”.
Jak zacząć podróż wewnętrzną? Św. Augustyna zachęcił sam Pan Bóg: „Upomniałeś mnie, abym wszedł w siebie i prowadzony przez Ciebie wniknąłem w tajniki mej duszy i zdołałem to uczynić, “bo stałeś się moim wspomożycielem””. On został wprowadzony przez Boga, dopiero dzięki „wspomożeniu Boga” mógł ruszyć ad intra, do wewnątrz siebie. A tam już był żywy Bóg.
Prośbę o dobry początek można tez wspomóc westchnieniem do Mistrza dzisiejszego dnia – św. Augustynie módl się za mnie o łaskę dobrej podróży wewnętrznej.

Itinerarium , , , , , , , ,

PÓŹNOLETNIA DEPRESJA POLSKA

Poniedziałek 27 sierpnia 2012

Polacy znów przeżywają depresję. Nie jest to (nadal) ta wiosenna ani (już) ta jesienna. To depresja późnoletnia.
Powodem obecnej depresji jest koniec. Koniec lata, koniec wakacji i koniec urlopów. Choć z natury lato (u nas) nie może trwać zawsze, podobnie jak urlopy i wakacje, dobija to Polaków. Bo przecież kończą się wakacje, urlopy i lato, a mogłyby jeszcze się przedłużyć. Ale się kończą i dlatego mamy doła. To nawet wyjaśnia dlaczego można warczeć na żonę/męża, poganiać dzieci i w ogóle przeklinać. Wszyscy jeżdżą za wolno i źle, nie wiadomo skąd znowu kolejki i czemu wszyscy pod koniec sierpnia kupują tak dużo zeszytów w kratkę.
Wina cała po naszej stronie. Roztropni, aby uniknąć depresji późnoletniej, zaczynają urlopy od września. Roztropni rodzice zabierają na te urlopy swoje dzieci, bo wiadomo, że we wrześniu w szkole nic ciekawego się nie dzieje. Znawcy astronomii wiedzą też, że lato bryka nawet w końcu września, a jak się rozochoci to i w połowie października. I nic mu nie przeszkadzają kasztany obierające lot w dół z wysokich gałęzi.
Taka ładna pełnia już prawie na niebie. Grzybów się narobiło co krok w każdym lesie. Aronie grube, napęczniałe, soczyste, mają teraz środek wiosny. A żurawiny, czerwone i jędrne, schowane na torfowiskach, ruszają na gody. Podobnie jak całe stada saren.
Wszystko jest takie przepiękne. Tylko ta cholerna polska depresja późnoletnia psuje nastrój …

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

PAN BÓG OGRANICZONY

Kazanie na Uroczystość NMP Częstochowskiej
Niedziela 26 sierpnia 2012

Ograniczamy Pana Boga naszymi wyobrażeniami. Tak często słyszę, że to czy tamto jest możliwe lub niemożliwe. Pan Bóg ma być pomocnikiem naszych kalkulacji i wspomożycielem oczekiwań.

Co należy zrobić w sytuacji, kiedy brakuje wina na weselu (lub innej imprezie)? Mamy kilka wyjść, całkiem racjonalnych:

– podziękować gościom i życzyć im dobrej nocy (impreza skończona)
– wysłać gońca do najbliższego sklepu i zakupić nowe butelki trunku (co to za problem, były i są nocne sklepy albo całodobowe meliny)
– pożyczyć parę butelek od sąsiada (wiadomo, że sąsiad w biedzie nie zawiedzie)
– poprosić gości o bardziej oszczędne korzystanie z dobrodziejstw stołu („Jak nie zwolnicie tempa, to za godzinę kończymy!”)
– zarządzić odruch solidarności („Zrzucamy się po parę drachm i bawimy się dalej albo koniec!”)

Na koniec wersja absurdalna – może być tak „ha dwa o” zamienić w „ce dwa ha pięć o ha”? Czyli woda w wino. Wersja absurdalna, Boża, ale możliwa.

Ponieważ jednak ograniczamy Pana Boga naszymi wyobrażeniami i wiemy co jest możliwe, a co niemożliwe, zdarzają się nam problemy. Na przykład – wzrasta liczba starych panien („Faceci coraz gorsi, lepiej już samej niż z jakimś badziewiem.”), maleje liczba powołań do zakonów („Całkowite ubóstwo jest niemożliwe”, „Bezwzględne posłuszeństwo to tyrania”), rośnie poziom rozwodów („Zdrada jest nie do wybaczenia!”, „Lepiej samemu niż w głupim związku”), zmniejsza się liczba przyjaciół („Co ona o mnie mówiła?”, „Jak on może być tak gadatliwy?”). Wiara to jeden ze sposobów dopuszczania Bożych rozwiązań w naszym życiu, przekraczających ludzkie wyobrażenia.
Cud, o którym dziś czytamy, nie byłby możliwy bez esencji Ewangelii, bez miłości. Mamy tu miłość młodej pary, mamy także miłość Jezusa do tych młodych. I gdyby nie miłość, nie byłoby cudu. Czytałem wiele razy w Ewangelii, wiele razy widziałem w życiu, że miłość prowadzi do przepięknych cudów. Rzadziej pewnie jakieś cuda rodzą miłość. Miłość to kolejna droga, pozwalająca na działanie Boga.
I tę samą przyczynę widzę w cudzie obrony Częstochowy w 1655 roku, kiedy to 70 polskich zakonników obroniło klasztor przed wielokrotnie liczniejszą i dobrze uzbrojoną armią szwedzką. Wielka miłość do Boga i do Ojczyzny dokonały cudu.
Jesteśmy ludźmi (i narodem) z problemami. Tak było, jest i będzie. Wiara i miłość pozwalają jednak działać samemu Bogu i odmieniać nasze życie w cuda.

Kazanie w wersji dźwiękowej na www.itinerarium.pl

LITURGIA SŁOWA

(Prz 8,22-35)
Pan mnie stworzył, swe arcydzieło, jako początek swej mocy, od dawna, od wieków jestem stworzona, od początku, nim ziemia powstała. Przed oceanem istnieć zaczęłam, przed źródłami pełnymi wody; zanim góry zostały założone, przed pagórkami zaczęłam istnieć; nim ziemię i pola uczynił – początek pyłu na ziemi. Gdy niebo umacniał, z Nim byłam gdy kreślił sklepienie nad bezmiarem wód, gdy w górze utwierdzał obłoki, gdy źródła wielkiej otchłani umacniał, gdy morzu stawiał granice, by wody z brzegów nie wyszły, gdy kreślił fundamenty pod ziemię. Ja byłam przy Nim mistrzynią, rozkoszą Jego dzień po dniu, cały czas igrając przed Nim, igrając na okręgu ziemi, znajdując radość przy synach ludzkich. Więc teraz, synowie, słuchajcie mnie, szczęśliwi, co dróg moich strzegą. Przyjmijcie naukę i stańcie się mądrzy, pouczeń mych nie odrzucajcie! Błogosławiony ten, kto mnie słucha, kto co dzień u drzwi moich czeka, by czuwać u progu mej bramy, bo kto mnie znajdzie, ten znajdzie życie i uzyska łaskę u Pana.
lub
(Iz 2,2-5)
Stanie się na końcu czasów, że góra świątyni Pańskiej stanie mocno na wierzchu gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej popłyną, mnogie ludy pójdą i rzekną: Chodźcie, wstąpmy na Górę Pańską do świątyni Boga Jakubowego! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami. Bo Prawo wyjdzie z Syjonu i słowo Pańskie – z Jeruzalem. On będzie rozjemcą pomiędzy ludami i wyda wyroki dla licznych narodów. Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny. Chodźcie, domu Jakuba, postępujmy w światłości Pana.
(Ps 48,2-3.9-11.13-15)
REFREN: Tyś wielką chlubą naszego narodu
Wielki jest Pan i godzien wielkiej chwały
w mieście naszego Boga.
Święta Jego góra, wspaniałe wzniesienie,
radością jest całej ziemi.
Cośmy słyszeli, to zobaczyliśmy
w mieście Pana Zastępów,
w mieście naszego Boga;
Bóg je umacnia na wieki.
Rozważamy, Boże, Twoją łaskawość
we wnętrzu Twojej świątyni.
Jak imię Twe, Boże, tak i chwała Twoja
sięga po krańce ziemi.
Prawica Twoja pełna jest sprawiedliwości.
Obejdźcie dokoła Syjon,
policzcie jego wieże.
By powiedzieć przyszłym pokoleniom,
że Bóg jest naszym Bogiem na wieki.
(Ga 4,4-7)
Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo. Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze! A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej.
(Łk 1,28)
Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami.
(J 2,1-11)
W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: Nie mają już wina. Jezus Jej odpowiedział: Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja? Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie. Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary. Rzekł do nich Jezus: Napełnijcie stągwie wodą! I napełnili je aż po brzegi. Potem do nich powiedział: Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu! Oni zaś zanieśli. A gdy starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – nie wiedział bowiem, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory. Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , ,

KRÓTKI PRZEPIS NA IDIOTĘ

Sobota 25 sierpnia 2012

Ufaj zawsze ludziom. Mów prawdę i tylko prawdę. Nigdy nie kryj swoich uczuć. Bądź sprawiedliwy co do milimetra. Zachowuj całkowitą prostotę, unikając wszelkiej dwuznaczności. Każdego przyjmuj z otwartym sercem. Nie podnoś głosu i nie kłóć się z kimkolwiek. Nie podejrzewaj ludzi o złe czyny ani o niecne zamiary. Niczego nie żądaj dla siebie a myśl nieustannie o dobru innych. W sprawie pieniędzy bądź bardzo oszczędny, bardzo roztropny i bardzo hojny przy ich rozdawaniu. Myśl o ludziach tylko dobrze a mów o nich same najlepsze rzeczy. Zachowaj szczerość w słowach, gestach i czynach. Nawet gdyby otoczyło cię stu głupców, bądź cierpliwy i uprzejmy. Nieprzerwanie noś w sercu Boga. Bądź przyjacielem kwiatów, drzew, mrówek, biedronek i żyraf, jak się uda próbuj z nimi rozmawiać. Interesuj się biednymi, zagubionymi i nieszczęśliwymi. Trwaj w wiernej przyjaźni z każdym człowiekiem.
To, co napisałem wyżej to przepis. Kiedyś był to przepis na świętego. Dziś jest to przepis na idiotę.
Ale jest alternatywa. Zawsze możesz być normalnym człowiekiem.

Itinerarium , , , , , , , , ,

PIĄTKOWE WSPOMNIENIE

Piątek 24 sierpnia 2012

Wielu młodych ludzi, którzy przychodzili z pytaniem o miłość, odsyłałem pod krzyż. Po co gadać o miłości?

– Idź, zobacz. Miłość to cierpienie, samotność, ból, trudne chwile, może i śmierć. Zanim powiesz komuś, że „na całe życie”, że „w dobrej i złej doli” i że „nie opuścisz nigdy”, idź i się napatrz.

Dzisiaj piątek, wspomnienie Tamtej Miłości, co na krzyżu udowodniła, że to sprawa najtrudniejsza. Ale możliwa.

Itinerarium , , , , , ,

PRZED BURZĄ

Czwartek 23 sierpnia 2012

Burze i nawałnice co rusz pojawiają się w prognozach pogody i to w różnych miejscach świata. Tornado o imieniu Izaak zaczyna szaleć w Zatoce Meksykańskiej, Rosję nawiedzają kolejne powodzie, u nas także gwałtowne zmiany aury.
Cenimy sobie życie w spokoju, z perspektywami rozwoju i radości. To bardzo złudne podejście, bo burze i nawałnice są nieodłączną częścią naszego losu. Trzeba o tym wiedzieć. Trzeba także wiedzieć, że w przypadku burz musimy ocalić, to co najważniejsze. Naszych bliskich, siebie samych. Czytuję czasem dzienniki Polaków, przymusowo przesiedlanych zimą 1940 roku ze wschodnich połaci ówczesnej Rzeczpospolitej przez Sowietów. Zwykle mieli od 15 do 30 minut na spakowanie najważniejszych rzeczy, maksimum do 5 lub 10 kilogramów. Na dworze ponad minus dwadzieścia. Co dziś wzięlibyście ze sobą? Laptop, komórka, aparat fotograficzny i już jest 5 kilo. Oczywiście, nie jesteśmy przygotowani na gwałtowne zmiany w naszym życiu. Oni także nie przeczuwali, że wczesnym rankiem ich życie nawiedzi burza, kompletnie i nieodwracalnie odmieniająca życiorysy.
Mniejsze czy większe, burze przyjdą na każdego z nas. Musimy wiedzieć co chcemy ocalić. I zawsze mieć w sercu i pod ręką, to co najważniejsze.

Itinerarium , , , , , , , ,