NOWE ŻYCIE PO FRANCISZKU

Poniedziałek 8sierpnia 2016 Co się właściwie wydarzyło przed ponad tygodniem, kiedy gościliśmy Franciszka? Padły ważne słowa, widzieliśmy kilka pięknych gestów. Słowa i gesty Franciszka przełamały na cztery dni monopol na nieustanne nawalanie się polityków, kolekcjonowanie plotek i kalkulowanie najbardziej korzystnych wyjazdów last minute.

Przez kilka dni odkryliśmy, że ważna jest miłość i miłosierdzie, że jesteśmy zdolni do solidarności i serdeczności, że w ogóle możliwe jest nowe życie. Jest możliwe. Dziś i jutro, każdego dnia.

Itinerarium

NIE BÓJ SIĘ I SZCZĘŚLIWY BĄDŹ

Kazanie na 19 Niedzielę Zwykłą 7 sierpnia 2016 Nie bój się! Gdyby zsumować wszystkie biblijne wezwania do porzucenia strachu – Nie bój się! Nie lękaj się! Nie trwóż się! – przewyższają one ilość dni w ciągu całego roku.

Lęków, niepokojów, trwóg, napięć, zła i nieszczęść jest równie dużo. Spadają na nas z ekranów komputerów i komórek wraz z informacjami o zamachach, eksplozjach i morderstwach, czają się na ulicach w rozpędzonych zbyt szybko samochodach, napadają w słowach i gestach serwowanych nam przez ludzi, szyderczo uśmiechają się  z wyników badań lekarskich.

Nie ma takiego miejsca i czasu na ziemi, gdzie i kiedy nie przyszłyby do nas strachy i lęki. Nie ma jednak takiego lęku czy strachu, którego lękałby się Bóg. On nie tylko mówi „Nie bój się!”, On wyzwala z każdego lęku i daje sercu pokój i moc.

Szczęśliwej niedzieli i całego życia.

LITURGIA SŁOWA

Jezus powiedział do swoich uczniów: Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo. Sprzedajcie wasze mienie i dajcie jałmużnę! Sprawcie sobie trzosy, które nie niszczeją, skarb niewyczerpany w niebie, gdzie złodziej się nie dostaje ani mól nie niszczy. Bo gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze. Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie! A wy [bądźcie] podobni do ludzi, oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie. A to rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie złodziej ma przyjść, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie. Wtedy Piotr zapytał: Panie, czy do nas mówisz tę przypowieść, czy też do wszystkich? Pan odpowiedział: Któż jest owym rządcą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowi nad swoją służbą, żeby na czas wydzielił jej żywność? Szczęśliwy ten sługa, którego pan powróciwszy zastanie przy tej czynności. Prawdziwie powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem. Lecz jeśli sługa ów powie sobie w duszy: Mój pan ociąga się z powrotem, i zacznie bić sługi i służące, a przy tym jeść, pić i upijać się, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna; każe go ćwiartować i z niewiernymi wyznaczy mu miejsce. Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie zna jego woli i uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą. (Łk 12,32-48)

 

(Mdr 18,6-9)
Noc wyzwolenia oznajmiono wcześniej naszym ojcom, by nabrali otuchy, wiedząc niechybnie, jakim przysięgom zawierzyli. I lud Twój wyczekiwał ocalenia sprawiedliwych, a zatraty wrogów. Czym bowiem pokarałeś przeciwników, tym uwielbiłeś nas, powołanych. Pobożni synowie dobrych składali w ukryciu ofiary i ustanowili zgodnie Boskie prawo, że te same dobra i niebezpieczeństwa święci podejmą jednakowo, i już zaczęli śpiewać hymny przodków.

(Ps 33,1.12.18-20.22)
REFREN: Szczęśliwy naród wybrany przez Pana

Sprawiedliwi, radośnie wołajcie na cześć Pana,
prawym przystoi pieśń chwały.
Błogosławiony lud, którego Pan jest Bogiem,
naród, który On wybrał na dziedzictwo dla siebie.

Oczy Pana zwrócone na bogobojnych,
na tych, którzy czekają na Jego łaskę,
aby ocalił ich życie od śmierci
i żywił ich w czasie głodu.

Dusza nasza oczekuje Pana.
On jest naszą pomocą i tarczą.
Panie, niech nas ogarnie Twoja łaska,
według nadziei, którą pokładamy w Tobie.

(Hbr 11,1-2.8-19)
Wiara jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy. Dzięki niej to przodkowie otrzymali świadectwo. Przez wiarę ten, którego nazwano Abrahamem, usłuchał wezwania Bożego, by wyruszyć do ziemi, którą miał objąć w posiadanie. Wyszedł nie wiedząc, dokąd idzie. Przez wiarę przywędrował do Ziemi Obiecanej, jako ziemi obcej, pod namiotami mieszkając z Izaakiem i Jakubem, współdziedzicami tej samej obietnicy. Oczekiwał bowiem miasta zbudowanego na silnych fundamentach, którego architektem i budowniczym jest sam Bóg. Przez wiarę także i sama Sara, mimo podeszłego wieku, otrzymała moc poczęcia. Uznała bowiem za godnego wiary Tego, który udzielił obietnicy. Przeto z człowieka jednego, i to już niemal obumarłego, powstało potomstwo tak liczne, jak gwiazdy niebieskie, jak niezliczony piasek, który jest nad brzegiem morskim. W wierze pomarli oni wszyscy, nie osiągnąwszy tego, co im przyrzeczono, lecz patrzyli na to z daleka i pozdrawiali, uznawszy siebie za gości i pielgrzymów na tej ziemi. Ci bowiem, co tak mówią, okazują, że szukają ojczyzny. Gdyby zaś tę wspominali, z której wyszli, znaleźliby sposobność powrotu do niej. Teraz zaś do lepszej dążą, to jest do niebieskiej. Dlatego Bóg nie wstydzi się nosić imienia ich Boga, gdyż przysposobił im miasto. Przez wiarę Abraham, wystawiony na próbę, ofiarował Izaaka, i to jedynego syna składał na ofiarę, on, który otrzymał obietnicę, któremu powiedziane było: Z Izaaka będzie dla ciebie potomstwo. Pomyślał bowiem, iż Bóg mocen wskrzesić także umarłych, i dlatego odzyskał go, jako podobieństwo [śmierci i zmartwychwstania Chrystusa].

Alleluja (Mt 24,42a.14)
Czuwajcie i bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.

 

Itinerarium

MAŁE IMPULSY OD BOGA

Kazanie na Święto Przemienienia Pańskiego Sobota 6 sierpnia 2016 Mamy potrzebę przemiany, żeby być lepszym, bliżej Boga lub choćby trochę bardziej porządnym. Nikt nie chce być gorszym.

Te małe impulsy, które rodzą się w naszych sercach, myślach, w marzeniach, są wewnętrzną inicjatywą Boga. W historycznym Przemienieniu – które dziś świętujemy – widzimy jak człowiek Jezus objawia, że jest Synem Boga.

Nie gaśmy w sobie najmniejszych pragnień odmiany życia. Tak nas Pan Bóg pociąga ku Sobie i powoli przemienia w umiłowane dzieci.

LITURGIA SŁOWA

Jezus wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. Ukazali się oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie. Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę i obydwóch mężów, stojących przy Nim. Gdy oni odchodzili od Niego, Piotr rzekł do Jezusa: “Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Nie wiedział bowiem, co mówi. Gdy jeszcze to mówił, zjawił się obłok i osłonił ich; zlękli się, gdy tamci weszli w obłok. A z obłoku odezwał się głos: “To jest mój Syn wybrany, Jego słuchajcie”. W chwili, gdy odezwał się ten głos, Jezus znalazł się sam. A oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie oznajmiali o tym, co widzieli. (Łk 9,28b-36)

Patrzałem, aż postawiono trony, a Przedwieczny zajął miejsce. Szata Jego była biała jak śnieg, a włosy Jego głowy jakby z czystej wełny. Tron Jego był z ognistych płomieni, jego koła – płonący ogień. Strumień ognia się rozlewał i wypływał od Niego. Tysiąc tysięcy służyło Mu, a dziesięć tysięcy po dziesięć tysięcy stało przed Nim. Sąd zasiadł i otwarto księgi. Patrzałem w nocnych widzeniach: a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie. (Dn 7,9-10.13-14)
(Ps 97,1-2.5-6.9)
REFREN: Pan wywyższony króluje nad ziemią

Pan króluje, wesel się, ziemio,
radujcie się, liczne wyspy!
Obłok i ciemność wokół Niego,
prawo i sprawiedliwość podstawą Jego tronu.

Góry jak wosk topnieją przed obliczem Pana,
przed obliczem władcy całej ziemi.
Jego sprawiedliwość rozgłaszają niebiosa,
a wszystkie ludy widzą Jego chwałę.

Ponad całą ziemię
Tyś bowiem wywyższony
i nieskończenie wyższy
ponad wszystkich bogów.

(Mt 17,5c)
To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!

 

Itinerarium

WSPOMÓŻ NAS W SWOIM MIŁOSIERDZIU

Piątek 5 sierpnia 2016 Może trochę inaczej o miłosierdziu, w kontekście Roku Miłosierdzia i orędzia Franciszka w trakcie Jego wizyty w Polsce.

Codziennie odprawiając Mszę Świętą, tuż przed przyjęciem komunii świętej modlę się – i wy także, kiedy uczestniczycie w liturgii – słowami: Wspomóż nas w swoim miłosierdziu, abyśmy zawsze wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu, pełni ufności oczekiwali przyjścia naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa.

Tu są trzy ważne prawdy o miłosierdziu, może nawet cztery. Najpierw – „abyśmy zawsze wolni od grzechu”. Nie wolno zapomnieć, że Bóg oczyszcza nas z grzechów właśnie dzięki Swojemu Miłosierdziu, o to modlimy się w tym momencie eucharystii. Równie mocno dociera to do mnie kiedy mówię wobec kogoś spowiadającego się (i kiedy słyszę sam spowiadając się) – „Bóg, Ojciec Miłosierdzia … niech ci udzieli przebaczenia”).

Drugi wymiar – „abyśmy bezpieczni od wszelkiego zamętu”. Mamy ten zamęt, kociokwik dobrych i złych myśli, szlachetnych pragnień i brudnych pożądań, lęków i nadziei, potoki zwątpień i strumienie nadziei. Miłosierdzie Boga porządkuje serce i daje ukojenie.

I jeszcze, „wspomóż nas w swoim miłosierdziu, abyśmy pełni ufności oczekiwali przyjścia naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa.” Bez miłosierdzia Bożego możemy oczekiwać różnych finałów naszego losu, pustki, nicości i całkowitego rozpadu. W świetle Jego Miłosierdzia idziemy na spotkanie z Przyjacielem, który ocala nasze istnienie.

Czwarty wymiar, „wspomóż nas w swoim miłosierdziu”. Wspomóż w zmęczeniu, w niepokojach, w chorobie, w pracy, nauce, służbie, w naszych codziennych rodzinnych sprawach. Wspomóż, bo jesteś Miłosierny i wiesz, że bez Ciebie znikamy bez sensu.

O to wszystko prosimy Chrystusa przed przyjęciem komunii, a kiedy ją przyjmiemy, możemy być pewni, że te prośby spełniają się w naszym życiu.

Itinerarium

JEŚLI NIE DASZ Z SIEBIE TEGO CO W TOBIE NAJLEPSZE ŚWIAT NIE BĘDZIE INNY

Czwartek 4 sierpnia 2016 Nie chcę narzucać się z cytatami nauczania Franciszka z jego pobytu w Polsce. Myślę, że każdy z nas przenosi w swoje życie, to co dotarło do serca.

Dwie rzeczy wydają mi się istotne. Po pierwsze – nikt za mnie nie podejmie się miłosierdzia. Nie wolno czekać aż ktoś coś wymyśli. Dzieło miłosierdzia to moja sprawa.

I druga rzecz, każdy z nas nosi w sobie zapory, które hamują w nas odwagę do podejmowania miłosierdzia. Oby te dni były czasem pokonania naszych zamknięć.

Bóg przychodzi, aby złamać nasze zamknięcia, przychodzi, aby otworzyć drzwi naszego życia, naszych wizji, naszych spojrzeń. Bóg przychodzi, aby otworzyć wszystko, co ciebie zamyka. Zaprasza cię, abyś marzył, chce ci pokazać, że świat, w którym jesteś, może być inny. Tak to jest: jeśli nie dasz z siebie tego, co w tobie najlepsze, świat nie będzie inny.  

(Franciszek, Kraków, 30 lipca 2016).

Itinerarium

USTRZEŻ NAS BOŻE PRZED ALEJĄ MIŁOSIERDZIA

 

Środa 3 sierpnia 2016 Co tu zrobić z tak wspaniałym darem, jaki otrzymaliśmy w czasie wizyty Franciszka? Mam nadzieję, że jedynym owocem nie będzie wzmożony popyt na obrazy z Panem Jezusem Miłosiernym. My, Polacy, mamy proste sposoby uświetniania ważnych wydarzeń i osób – budujemy pomniki, nazywamy ulice i place, nadajemy odpowiednie imię szkołom i budynkom. Obyśmy nie doczekali się wysypu Alei Miłosierdzia i placów Franciszka.

Co zatem możemy zrobić ze wspaniałym, historycznym darem obecności, gestów i słów Franciszka? Większość z was słyszała zapewne o aplikacji do chwytania pokemonów – w skrócie możemy dzięki niej łowić smartfonami wirtualne stwory, w różnych miejscach publicznych. Kilka miesięcy temu, w trakcie rekolekcji wielkopostnych wymyśliłem coś podobnego, cytuję ze swoich notatek: „W nowej perspektywie wsparcia ze środków Unii Europejskiej priorytet mają projekty innowacyjne. Może ktoś z was ma pomysł na Aplikację Miłosierdzia, program, który aktywowałby nasze serce i ręce w momencie spotkania z nieszczęściem innych? Nobel gwarantowany. Wszyscy nosimy przecież jakieś smartfony i komórki, które pokazują nam trasę przejazdu czy ostrzegają przed kontrolą prędkości. Jakże przydałaby się nam aplikacja, która uruchamiałaby w nas miłosierdzie wobec dramatów ludzi przechodzących obok nas?” Całość tego apelu znajdziecie w wersji dźwiękowej tutaj –

http://itinerarium.pl/rekolekcje/2016post/20160321rekolekcje1.mp3.

Kilka lat temu przekonałem się, że taka aplikacja działa. Jadąc przez centrum Lublina zauważyłem mężczyznę na chodniku. Szybko zatrzymałem się i podszedłem do człowieka. Obok niego stały dwie dziewczyny, jedna na mój widok uśmiechnęła się i zawołała: „Spokojnie proszę księdza, już zadzwonione gdzie trzeba … Nie kojarzy mnie ksiądz? Trzy lata byłam w wolontariacie, wiem co robić!” Powiedziała jeszcze, że w wolontariacie zajmowała się dziećmi w jednej z bardzo zaniedbanych dzielnic miasta, ale nabyła wrażliwości i reakcja na nieszczęście człowieka była dla niej rzeczą oczywistą.

Gdybyśmy mieli taką aplikację miłosierdzia świat wyglądałby inaczej. Dzieci z domów dziecka mają przecież jakichś kuzynów, ojców i matki chrzestne, sąsiadów, nikt z nich nie zareagował w momencie dramatu tych dzieci. Bezdomni, których spotykam, oni przecież – w większości – mają rodzeństwo, kolegów, sąsiadów; nikt nie staje się bezdomnym z dnia na dzień, zanim ktoś wylądował na ulicy jego sytuację widziało wielu ludzi. Nie zadziałała aplikacja miłosierdzia.

Wiem, że miłosierdzie może działać, wiem, że czasami nie działa. Apeluję, żeby nie tworzyć Alei Miłosierdzia. Nie wiem jak wymyślić aplikację miłosierdzia. Ale wśród was jest wielu mądrych ludzi, może się uda, bardzo proszę.

Itinerarium

A MY MARZYCIELE DALEJ WIERZYMY W MIŁOŚĆ

Wtorek 2 sierpnia 2016 W ważnych momentach historii trzeba się znaleźć po jej właściwej stronie. Tak postąpili wspominani ostatnio powstańcy warszawscy, tak właśnie postąpiło moje pokolenie w młodości  w roku 1980 meldując się w szeregach Solidarności. Nieco później historyczny sprawdzian dobrze przeszli ci Niemcy, którzy zaczęli burzyć mur berliński (1989). W 2005 roku wybraliśmy dobrze zastygając w świętym smutku po odejściu Jana Pawła II.

Bóg działa poprzez historię i ludzi, udziela Swojego Ducha w wydarzeniach i ideach. Trochę już przeżyłem i mam bardzo głębokie przeświadczenie, że ostatnie kilka dni z Franciszkiem w Polsce na ŚDM, należą do absolutnie przełomowych momentów. Istnieje groźba, że przesłanie Franciszka może zostać rozwiane potokiem różnych bieżących zdarzeń, wszystko zależy od nas.

Ktokolwiek z was stanął po stronie Miłosierdzia, w czasie wizyty Franciszka, znalazł się po właściwej stronie historii i zaczerpnął Bożego Ducha. Nie musieliście być w Krakowie, chodzi o przystąpienie do Republiki Miłosierdzia. Najpierw przez przyjęcie miłosierdzia Boga w sercu, tego miłosierdzia, które gładzi każdy nasz grzech i co najważniejsze ocala nas od nicości, daje życie wieczne. A potem stajemy po właściwej stronie miłosiernie kochając każdego człowieka, konkretnie, poprzez oddanie mu czasu, chleba, czasem pieniędzy, ale najbardziej serca.

Za Franciszkiem zachęcam każdego – miej odwagę dołączyć do Republiki Miłosierdzia Potrzeba tylko odwagi, jak mówił Franciszek, „prawdziwej odwagi, byśmy byli silniejsi niż zło … Mogą się z was śmiać, bo wierzycie w łagodną i pokorną moc miłosierdzia. Nie bójcie się, ale pomyślcie o słowach tych dni: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5, 7). Mogą was osądzać, że jesteście marzycielami, bo wierzycie w nową ludzkość, która nie godzi się na nienawiść między narodami, nie postrzega granic krajów jako przeszkody i zachowuje swoje tradycje bez egoizmu i resentymentów. Nie zniechęcajcie się: z waszym uśmiechem i otwartymi ramionami głosicie nadzieję i jesteście błogosławieństwem dla jednej rodziny ludzkiej,  (homilia z 31.07.2016).

 

 

Itinerarium

NIE ZGAŚMY TEGO DOBREGO DUCHA

Poniedziałek 1 sierpnia 2016 Kiedy odjeżdża mądry i dobry gość, zbiera się rodzina i wspomina co powiedział, jak się zachował i co nam pozostawił. Pamiętam dobrze takie sytuacje z historii swojej rodziny. Czuję, że podobnie jest dziś w wielu polskich domach.

Tej miary Gościa co Franciszek mieliśmy ostatnio dawno w polskim domu, dziesięć lat temu (2006) był to Benedykt XVI, a czternaście lat wstecz Jan Paweł II (2002). Jan Paweł II przybył wtedy z hasłem: „Bóg bogaty w miłosierdzie”, teraz Franciszek przywiózł nam przesłanie: „Błogosławieni miłosierni albowiem oni miłosierdzia dostąpią”.

Przypuszczam, że podobnie jak w uczestników ŚDM, w wielu z nas także wstąpił nowy i dobry duch. To duch miłości, dobrze rozumiemy, że chodzi o nowe, czułe, serdeczne, otwarte i pomocne nastawienie do każdego człowieka z którym nam po drodze. Po wizycie Franciszka mamy dużo do zrobienia, do prostej zamiany otrzymanego ducha na konkretne czyny. Od zaraz.

W niedzielny wieczór, zaraz po odlocie Franciszka, razem z trójką wolontariuszy rozdawałem pomidorówkę i kanapki dla ponad 70 bezdomnych kobiet i mężczyzn w pobliżu lubelskiego dworca kolejowego. Zupę przygotowała jedna z ochotniczek. To nic wielkiego, robimy to od prawie 15 lat. Sześciu osobom opatrzyliśmy różne rany, skaleczenia, owrzodzenia, oparzenia; znalazło się też kilka koszul i skarpetek do rozdania. Mieliśmy 70 osób, ale w Lublinie jest przynajmniej 600 takich ludzi.

Nie idzie o to, żeby się pochwalić. To, co mówił Franciszek jest w istocie przesłaniem Chrystusa i Jego Ewangelii. Mamy dużo do zrobienia. Ale jest duch! Dobry i nowy duch miłości! W nim od zaraz miłosierdzie staje się faktem.

Itinerarium

I NIGDY NIE STRACIĆ NADZIEI

Niedziela 31 lipca 2016 Szkoda, że dziś już Franciszek odleci do Rzymu i szkoda, że cały młody świat wyjedzie z Krakowa. Nie chcę zastępować Jego głosu, mam nadzieję, że słuchacie i dziś także posłuchacie.

Niżej wklejam to, co powiedział Franciszek w sobotę wieczorem i życzę sobie i każdemu z was, byśmy zerwali się z naszych życiowych kanap i włożyli wyczynowe buty.

W Krakowie rozlegnie się dziś inny fragment Ewangelii niż w naszych kościołach – ten o spotkaniu z Zacheuszem. I ze słowami: Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło.

Nie ma co ględzić, zwłaszcza na kazaniu. Mamy kilka dni wspaniałego święta. Niech tak pozostanie, wystarczy wierzyć, kochać i nigdy nie stracić nadziei.

Drodzy młodzi,

Wspaniale jest być z wami na tym czuwaniu modlitewnym. Na zakończenie swego odważnego i poruszającego świadectwa Rand o coś nas poprosiła. Powiedziała nam: „Proszę was bardzo, byście modlili się za moją kochaną ojczyznę”. Historia naznaczona wojną, cierpieniem, utratą, kończąca się prośbą o modlitwę. Czy jest coś lepszego niż rozpoczęcie naszego czuwania od modlitwy?

Pochodzimy z różnych stron świata, z różnych kontynentów, krajów, języków, kultur i narodów. Jesteśmy „dziećmi” narodów, które być może spierają się z powodu różnych konfliktów, a nawet wręcz są w stanie wojny. Przybywamy też z krajów, które mogą żyć w „pokoju”, które są wolne od konfliktów wojennych, gdzie wiele rzeczy bolesnych, które dzieją się na świecie, to tylko jakaś część wiadomości i artykułów prasowych. Ale jesteśmy świadomi pewnej rzeczywistości: dla nas tu i teraz, pochodzących z różnych części świata, cierpienie, wojna, którą przeżywa wielu ludzi młodych, nie są już czymś anonimowym, nie są już jakąś informacją prasową, ale mają imię, konkretne oblicze, historię, bliskość. Dziś wojna w Syrii jest bólem i cierpieniem wielu osób, wielu ludzi młodych, jak dzielna Rand, która jest tu między nami i prosi nas o modlitwę za swoją ukochaną ojczyznę.

Istnieją sytuacje, które mogą wydawać się nam odległe, aż do chwili, kiedy w jakiś sposób ich nie dotkniemy. Istnieją rzeczywistości, których nie rozumiemy, ponieważ widzimy je tylko przez jakiś ekran (telefonu komórkowego lub komputera). Ale kiedy nawiązujemy kontakt z życiem, z tymi konkretnymi istnieniami, które nie są już zapośredniczone przez ekrany, wówczas dzieje się coś mocnego, odczuwamy zaproszenie do zaangażowania: „Dość zapomnianych miast”, jak mówi Rand; już nigdy więcej nie może się zdarzyć, aby bracia byli „otoczeni śmiercią i zabójstwami”, czując, że nikt im nie pomoże. Drodzy przyjaciele, zachęcam was do wspólnej modlitwy z powodu cierpienia tak wielu ofiar wojny, abyśmy raz na zawsze mogli zrozumieć, że nic nie usprawiedliwia krwi brata, że nic nie jest bardziej cennego od osoby stojącej obok nas. A w tej prośbie o modlitwę pragnę podziękować także wam, Natalio i Miguelu, bo i wy podzieliliście się z nami swoimi bitwami, swoimi wojnami wewnętrznymi. Przedstawiliście nam swoje zmagania, i co uczyniliście aby je przezwyciężyć. Jesteście żywym znakiem tego, co miłosierdzie chce w nas dokonać.

Teraz nie zabierzemy się do wykrzykiwania przeciw komuś, nie zabierzemy się do kłótni, nie chcemy niszczyć. Nie chcemy pokonać nienawiści większą nienawiścią, przemocy większą przemocą, pokonać terroru większym terrorem. A nasza odpowiedź na ten świat w stanie wojny ma imię: nazywa się przyjaźnią, nazywa się braterstwem, nazywa się komunią, nazywa się rodziną. Świętujemy fakt, że pochodzimy z różnych kultur i łączymy się, żeby się modlić. Niech naszym najlepszym słowem, naszym najlepszym przemówieniem będzie zjednoczenie w modlitwie. Pozostańmy na chwilę w milczeniu i módlmy się; stawiajmy przed Bogiem świadectwa tych przyjaciół, utożsamiajmy się z tymi, dla których „rodzina jest pojęciem nieistniejącym, a dom jedynie miejscem do spania i jedzenia”, lub z tymi, którzy żyją w strachu, przekonani, że ich błędy i grzechy definitywnie ich wykluczyły. Postawmy w Bożej obecności także wasze „wojny”, zmagania, które każdy niesie ze sobą, w swoim sercu.

(MILCZENIE)

Kiedy modliliśmy się, przyszedł mi na myśl obraz apostołów w dniu Pięćdziesiątnicy. Jest to scena, która może nam pomóc w zrozumieniu tego wszystkiego, czego Bóg pragnie dokonać w naszym życiu, w nas i z nami. Tego dnia uczniowie byli zamknięci z obawy. Czuli się zagrożeni ze strony środowiska, które ich prześladowało, które zmuszało ich do pozostawania w małym pomieszczeniu, bezczynnie jakby byli sparaliżowani. Opanował ich lęk. W tym kontekście, stało się coś spektakularnego, coś wielkiego. Przyszedł Duch Święty i języki jakby z ognia spoczęły na każdym z nich, pobudzając ich do przygody, o której nigdy nie marzyli.

Usłyszeliśmy trzy świadectwa; naszymi sercami dotknęliśmy ich historii, ich życia. Widzieliśmy, jak oni, na równi z uczniami, przeżywali podobne chwile, przeszli momenty, w których byli pełni strachu, kiedy wydawało się, że wszystko się zawali. Strach i niepokój, które rodzą się ze świadomości, że wychodząc z domu, człowiek może już nigdy więcej nie zobaczyć swoich bliskich, obawa, że nie będzie się czuł doceniony i kochany, strach, że nie będzie innych szans. Podzielili się z nami tym samym doświadczeniem, jakie było udziałem uczniów, doświadczyli lęku prowadzącego do jedynego miejsca: do zamknięcia. A kiedy strach ukrywa się w zamknięciu, to zawsze idzie w parze ze swoim „bliźniakiem”, paraliżem; poczucie, że jest się sparaliżowanym. Jednym z najgorszych nieszczęść, jakie mogą się przydarzyć w życiu, jest poczucie, że w tym świecie, w naszych miastach, w naszych wspólnotach nie ma już przestrzeni, by wzrastać, marzyć, tworzyć, aby dostrzegać perspektywy, a ostatecznie, aby żyć. Paraliż sprawia, że tracimy smak cieszenia się spotkaniem, przyjaźnią, smak wspólnych marzeń, podążania razem z innymi. Ale jest też w życiu inny, jeszcze bardziej niebezpieczny paraliż, często trudny do rozpoznania, którego uznanie sporo nas kosztuje. Lubię nazywać go paraliżem rodzącym się wówczas, gdy mylimy szczęście z kanapą! Sądzimy, że abyśmy byli szczęśliwi, potrzebujemy dobrej kanapy. Kanapy, która pomoże nam żyć wygodnie, spokojnie, całkiem bezpiecznie. Kanapa – jak te, które są teraz, nowoczesne, łącznie z masażami usypiającymi – które gwarantują godziny spokoju, żeby nas przenieść w świat gier wideo i spędzania wielu godzin przed komputerem. Kanapa na wszelkie typy bólu i strachu. Kanapa sprawiająca, że zostajemy zamknięci w domu, nie trudząc się ani też nie martwiąc. „Kanapa szczęście” jest prawdopodobnie cichym paraliżem, który może nas zniszczyć najbardziej; bo po trochu, nie zdając sobie z tego sprawy, stajemy się ospali, ogłupiali, otumanieni, podczas gdy inni – może bardziej żywi, ale nie lepsi – decydują o naszej przyszłości. Z pewnością dla wielu łatwiej i korzystniej jest mieć młodych ludzi ogłupiałych i otumanionych, mylących szczęście z kanapą; dla wielu okazuje się to wygodniejsze, niż posiadanie młodych bystrych, pragnących odpowiedzieć na marzenie Boga i na wszystkie aspiracje serca.

Prawda jednak jest inna: kochani młodzi, nie przyszliśmy na świat, aby „wegetować”, aby wygodnie spędzić życie, żeby uczynić z życia kanapę, która nas uśpi; przeciwnie, przyszliśmy z innego powodu, aby zostawić ślad. To bardzo smutne, kiedy przechodzimy przez życie nie pozostawiając śladu. A gdy wybieramy wygodę, myląc szczęście z konsumpcją, wówczas cena, którą płacimy, jest bardzo i to bardzo wysoka: tracimy wolność.

Właśnie tutaj mamy do czynienia z wielkim paraliżem, kiedy zaczynamy myśleć, że szczęście jest synonimem wygody, że być szczęśliwym to iść przez życie w uśpieniu albo narkotycznym odurzeniu, że jedynym sposobem, aby być szczęśliwym jest trwanie jakby w otępieniu. To pewne, że narkotyki szkodzą, ale jest wiele innych narkotyków społecznie akceptowanych, które w ostateczności czynią nas bardzo, a przynajmniej bardziej zniewolonymi. Jedne i drugie ogałacają nas z naszego największego dobra: z wolności.

Przyjaciele, Jezus jest Panem ryzyka, tego wychodzenia zawsze „poza”. Jezus nie jest Panem komfortu, bezpieczeństwa i wygody. Aby pójść za Jezusem, trzeba mieć trochę odwagi, trzeba zdecydować się na zamianę kanapy na parę butów, które pomogą ci chodzić po drogach, o jakich ci się nigdy nie śniło, ani nawet o jakich nie pomyślałeś, po drogach, które mogą otworzyć nowe horyzonty, nadających się do zarażania radością, tą radością, która rodzi się z miłości Boga, radością, która pozostawia w twoim sercu każdy gest, każdą postawę miłosierdzia. Pójść na ulice naśladując „szaleństwo” naszego Boga, który uczy nas spotykania Go w głodnym, spragnionym, nagim, chorym, w przyjacielu, który źle skończył, w więźniu, w uchodźcy i w imigrancie, w człowieku bliskim, który jest samotny. Pójść drogami naszego Boga, który zaprasza nas, abyśmy byli aktorami politycznymi, ludźmi myślącymi, animatorami społecznymi. Pobudza nas do myślenia o gospodarce bardziej solidarnej. We wszystkich środowiskach, w jakich jesteście, miłość Boga zachęca nas do niesienia Dobrej Nowiny, czyniąc ze swojego życia dar dla Niego i dla innych.

Możecie mi powiedzieć: Ojcze, ale to nie jest dla wszystkich, to tylko dla wybranych! Tak, a ci wybrani to ci wszyscy, którzy są gotowi dzielić swoje życie z innymi. Podobnie, jak Duch Święty przekształcił serca uczniów w dniu Pięćdziesiątnicy, tak też uczynił z naszymi przyjaciółmi, którzy dzielili się swoimi świadectwami. Miguel, użyję twoich słów: mówiłeś nam, że w dniu, kiedy w „Facenda” powierzono ci odpowiedzialność za pomoc w poprawie funkcjonowania domu, zacząłeś rozumieć, że Bóg czegoś od ciebie chce. W ten sposób rozpoczęła się transformacja. Drodzy przyjaciele, jest to tajemnica, do której doświadczenia jesteśmy powołani wszyscy. Bóg czegoś od ciebie oczekuje, Bóg czegoś od ciebie chce, Bóg czeka na ciebie. Bóg przychodzi, aby złamać nasze zamknięcia, przychodzi, aby otworzyć drzwi naszego życia, naszych wizji, naszych spojrzeń. Bóg przychodzi, aby otworzyć wszystko, co ciebie zamyka. Zaprasza cię, abyś marzył, chce ci pokazać, że świat, w którym jesteś, może być inny. Tak to jest: jeśli nie dasz z siebie tego, co w tobie najlepsze, świat nie będzie inny.

Czasy w których żyjemy nie potrzebują młodych kanapowych, ale młodych ludzi w butach, najlepiej w butach wyczynowych. Akceptują na boisku jedynie czołowych graczy, nie ma na nim miejsca dla rezerwowych. Dzisiejszy świat chce od was, byście byli aktywnymi bohaterami historii, bo życie jest piękne zawsze wtedy, kiedy chcemy je przeżywać, zawsze wtedy, gdy chcemy pozostawić ślad. Historia wymaga dziś od nas, byśmy bronili naszej godności i nie pozwalali, aby inni decydowali o naszej przyszłości. Pan, jak w dniu Pięćdziesiątnicy, chce dokonać jednego z największych cudów, jakiego możemy doświadczyć: sprawić, aby twoje ręce, moje ręce, nasze ręce przekształciły się w znaki pojednania, komunii, tworzenia. Pragnie On twoich rąk, by nadal budować dzisiejszy świat. Chce go budować z tobą.

Powiesz mi: Ojcze, ale mam swoje wielkie ograniczenia, jestem grzesznikiem, co mogę zrobić? Kiedy Pan nas wzywa, nie myśli o tym, kim jesteśmy, kim byliśmy, co zrobiliśmy lub czego nie zrobiliśmy. Wręcz przeciwnie: w chwili, kiedy nas wzywa, patrzy na wszystko, co moglibyśmy zrobić, na całą miłość, jaką jesteśmy w stanie rozsiewać. On zawsze stawia na przyszłość, na jutro. Jezus kieruje cię ku nowym horyzontom. Dlatego, przyjaciele, Jezus dziś ciebie zaprasza, wzywa cię, byś zostawił swój ślad w życiu, ślad, który naznaczyłby historię, który naznaczyłby twoją historię i historię wielu ludzi.

Współczesne życie mówi nam, że bardzo łatwo skupić uwagę na tym, co nas dzieli, na tym, co nas rozłącza jednych od drugich. Chcieliby, byśmy uwierzyli, że zamknąć się w sobie, to najlepszy sposób, by uchronić się od tego, co wyrządza nam zło. Dzisiaj my, dorośli, potrzebujemy was, byście nas nauczyli żyć razem w różnorodności, w dialogu, w dzieleniu wielokulturowości nie jako zagrożenia, lecz jako szansy: miejcie odwagę nauczyć nas, że łatwiej jest budować mosty, niż wznosić mury! A wszyscy razem prosimy, abyście od nas żądali kroczenia drogami braterstwa. Budować mosty: czy wiecie, który z mostów trzeba budować jako pierwszy? Most, który możemy postawić tu i teraz: uścisk dłoni, podać sobie ręce. Odwagi! Zróbcie to teraz, tutaj, ten most podstawowy, i podajcie sobie ręce. To wspaniały most braterski. Oby nauczyli się go stawiać wielcy ludzie tego świata!… ale nie dla zdjęcia, ale by wciąż budować coraz wspanialsze mosty. Oby ten ludzki most był zaczynem wielu innych; będzie trwałym śladem.

Dzisiaj Jezus, który jest drogą, wzywa ciebie do pozostawienia swojego śladu w historii. On, który jest życiem, zachęca ciebie do zostawienia śladu, który wypełni życiem twoją historię, a także dzieje wielu innych ludzi. On, który jest prawdą, zaprasza ciebie do porzucenia dróg separacji, podziału, bezsensu. Czy pójdziesz? Co twoje ręce i nogi odpowiedzą Panu, który jest drogą, prawdą i życiem?

LITURGIA SŁOWA

Ewangelia odczytana w Krakowie


Potem wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A [był tam] pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić. Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: «Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu». Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy, widząc to, szemrali: «Do grzesznika poszedł w gościnę». Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: «Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie». Na to Jezus rzekł do niego: «Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło». (Łk 19, 1 -10)

Ewangelia z 18 Niedzieli Zwykłej

Ktoś z tłumu rzekł do Jezusa: Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem. Lecz On mu odpowiedział: Człowieku, któż Mię ustanowił sędzią albo rozjemcą nad wami? Powiedział też do nich: Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa [we wszystko], życie jego nie jest zależne od jego mienia. I opowiedział im przypowieść: Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał sam w sobie: Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów. I rzekł: Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe zboże i moje dobra. I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr, na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj! Lecz Bóg rzekł do niego: Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował? Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem. (Łk 12,13-21)

 

(Koh 1,2;2,21-23)
Marność nad marnościami, powiada Kohelet, marność nad marnościami – wszystko marność. Jest nieraz człowiek, który w swej pracy odznacza się mądrością, wiedzą i dzielnością, a udział swój musi on oddać człowiekowi, który nie włożył w nią trudu. To także jest marność i wielkie zło. Cóż bowiem ma człowiek z wszelkiego swego trudu i z pracy ducha swego, którą mozoli się pod słońcem? Bo wszystkie dni jego są cierpieniem, a zajęcia jego utrapieniem. Nawet w nocy serce jego nie zazna spokoju. To także jest marność.

(Ps 95,1-2.6-9)
REFREN: Słysząc głos Pana, serc nie zatwardzajcie

Przyjdźcie, radośnie śpiewajmy Panu,
wznosimy okrzyki ku chwale Opoki naszego zbawienia,
stańmy przed obliczem Jego z uwielbieniem,
radośnie śpiewajmy Mu pieśni.

Przyjdźcie, uwielbiajmy Go padając na twarze,
zegnijmy kolana przed Panem, który nas stworzył.
Albowiem On jest naszym Bogiem,
a my ludem Jego pastwiska i owcami w Jego ręku.

Obyście dzisiaj usłyszeli głos Jego:
„Niech nie twardnieją wasze serca jak w Meriba,
jak na pustyni w dniu Massa,
gdzie Mnie kusili wasi ojcowie,
doświadczali Mnie, choć widzieli moje dzieła”.

(Kol 3,1-5.9-11)
Jeśliście więc razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadając po prawicy Boga. Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi. Umarliście bowiem i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu. Gdy się ukaże Chrystus, nasze życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale. Zadajcie więc śmierć temu, co jest przyziemne w /waszych/ członkach: rozpuście, nieczystości, lubieżności, złej żądzy i chciwości, bo ona jest bałwochwalstwem. Nie okłamujcie się nawzajem, boście zwlekli z siebie dawnego człowieka z jego uczynkami, a przyoblekli nowego, który wciąż się odnawia ku głębszemu poznaniu /Boga/, według obrazu Tego, który go stworzył. A tu już nie ma Greka ani Żyda, obrzezania ani nieobrzezania, barbarzyńcy, Scyty, niewolnika, wolnego, lecz wszystkim we wszystkich /jest/ Chrystus.

(Mt 5,3)
Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie.

 

Itinerarium

NA SKWERKU Z PANEM JEZUSEM

Sobota 30 lipca 2016 Rozmawiałem wieczorem z przyjacielem na skwerku. W pewnym momencie obok pojawił się starszy mężczyzna, zakołysał się w lewo i w prawo, wykonał jeszcze jakieś piruety i padł na trawnik. Chwilę potem byliśmy przy panu, zdrowo upitym i ściskającym mocno małą flaszeczkę. Po zapewnieniu, że flaszeczki nie zagarniemy (słowa dotrzymaliśmy), pan zgodził się, żeby go odholować do domu. Gość raz zwalał się na mnie, raz na mojego przyjaciela, duży chłop, pilotowaliśmy go przez może trzysta metrów, starannie zważając na schodki i krawężniki. Szczęśliwie odebrała go w drzwiach 90-letnia mama, najpierw biorąc nas za kolegów syna a potem dziękując za dostarczenie latorośli całej i żywej.

Zaraz potem Franciszek na zakończenie Drogi Krzyżowej przekonywał młodzież i cały świat: Darmo otrzymaliśmy, darmo dawajmy. Jesteśmy powołani, aby służyć Jezusowi ukrzyżowanemu w każdej osobie zepchniętej na margines, by dotknąć Jego błogosławionego ciała w człowieku wykluczonym, głodnym, spragnionym, nagim, uwięzionym, chorym, bezrobotnym, prześladowanym, uchodźcy, imigrancie. Tam znajdziemy naszego Boga, tam możemy dotykać Pana. 

O tym mówił Franciszek w Krakowie, a my mieliśmy swoje spotkanie z naszym Bogiem, na skwerku w Lublinie.

Itinerarium