Sobota 30 lipca 2016 Rozmawiałem wieczorem z przyjacielem na skwerku. W pewnym momencie obok pojawił się starszy mężczyzna, zakołysał się w lewo i w prawo, wykonał jeszcze jakieś piruety i padł na trawnik. Chwilę potem byliśmy przy panu, zdrowo upitym i ściskającym mocno małą flaszeczkę. Po zapewnieniu, że flaszeczki nie zagarniemy (słowa dotrzymaliśmy), pan zgodził się, żeby go odholować do domu. Gość raz zwalał się na mnie, raz na mojego przyjaciela, duży chłop, pilotowaliśmy go przez może trzysta metrów, starannie zważając na schodki i krawężniki. Szczęśliwie odebrała go w drzwiach 90-letnia mama, najpierw biorąc nas za kolegów syna a potem dziękując za dostarczenie latorośli całej i żywej.
Zaraz potem Franciszek na zakończenie Drogi Krzyżowej przekonywał młodzież i cały świat: Darmo otrzymaliśmy, darmo dawajmy. Jesteśmy powołani, aby służyć Jezusowi ukrzyżowanemu w każdej osobie zepchniętej na margines, by dotknąć Jego błogosławionego ciała w człowieku wykluczonym, głodnym, spragnionym, nagim, uwięzionym, chorym, bezrobotnym, prześladowanym, uchodźcy, imigrancie. Tam znajdziemy naszego Boga, tam możemy dotykać Pana.
O tym mówił Franciszek w Krakowie, a my mieliśmy swoje spotkanie z naszym Bogiem, na skwerku w Lublinie.

