Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Kuglarze są sympatyczni, jak ci panowie na zdjęciu. Robią różne sztuczki i wygłupy, aby rozbawić publikę, dostają za to brawa i pieniądze. Wiemy jednak, że od początku jest to gra i jak się zakończy, spokojnie wrócimy do rzeczywistości.
Kuglarzy dziś tysiące, na scenach politycznych, nawet kościelnych, tłoczą się w mediach i na festiwalach. Górują pewnie w marketingach sieci handlowych.
Chciałbym przypomnieć o najważniejszych dniach w naszym krótkim, zawsze za krótkim życiu. To dni, kiedy całkowicie szczerze powiedzieliśmy komuś, że go kochamy. I te, w których to usłyszeliśmy od kogoś. Nie było braw i pieniędzy, żadnych sztuczek. Miłość.
Жонглери – привітні, як джентльмени на картинці. Вони роблять всілякі трюки і дурниці, щоб розважити публіку, і отримують за це оплески і гроші. Однак ми від початку знаємо, що це гра, і коли вона закінчиться, ми спокійно повернемося до реальності.
Жонглери сьогодні обчислюються тисячами, на політичних сценах, навіть церковних сценах, переповнюють ЗМІ та фестивалі. Вони, напевно, панують і в маркетингу комерційних мереж.
Я хотів би нагадати вам про найважливіші дні в нашому короткому, завжди занадто короткому житті. Це дні, коли ми абсолютно чесно сказали комусь, що любимо його. І ті, коли ми це від когось почули. Без оплесків, без грошей, без викрутасів. Тільки любов.
Czwartego lipca zwykle wspominam Pier Giorgio Frassatiego, błogosławionego, pisałem o nim kilkukrotnie. Przeżył zaledwie 24 lata, ale ktoś napisał, że jego życie to była Valanga di Vita, Lawina Życia. Skracam jego życiorys, z ostatnich lat życia. Tak to wyglądało.
Dziewczyny kochały się w nim na umór, co nie było dziwne przy Jego charakterystycznej piemonckiej urodzie. On sam zakochał się w jednej, niekoniecznie ślicznej Laurze, której jednak nie wyznał uczucia, bo akurat Luciana, siostra, wychodziła za mąż i mogłoby to komplikować stosunki rodzinne. Nie zdążył wyznać swojej miłości. Nie zdążył też skończyć studiów inżynierskich. Nie zdążył zdobyć Mont Blanc, najwyższego szczytu w Alpach. Zdążył wziąć udział w kilku starciach z włoskimi faszystami i komunistami, nie stojąc przy tym z założonymi rękami. Zdążył wielokrotnie wspinać się w Alpy razem z przyjaciółmi, zwanymi „Ciemnymi typami”. Zdążył kilka razy wynieść z budynku ambasady kwiaty, które nosił na groby biedaków w Berlinie. Nie stronił od fajki.
W dzień przed śmiercią na wpół sparaliżowaną ręką napisał polecenie koledze: „To są zastrzyki dla Conversa, a kwit z lombardu jest Sappy, zapomniałem o nim, odnów go na mój rachunek”. Zarażony prawdopodobnie podczas odwiedzin u chorych umiera na wirusa Heine Medina, 4 lipca 1925 roku, mając zaledwie 24 lata. Na Jego pogrzebie pojawiło się pół Turynu.
Kończę ten wpis życzeniem, życzeniem pięknego i błogosławionego życia dla każdego z Was. Valanga di Vita!
Четвертого липня я зазвичай згадую П’єра Джорджо Фрассаті, блаженного, я писав про нього кілька разів. Він прожив лише 24 роки, але хтось написав, що його життя було Valanga di Vita, лавиною життя. Я скорочую його біографію, починаючи з останніх років його життя. Це було так.
Дівчата були закохані в нього до смерті, що не дивно з його характерною п’ємонтською красою. Він і сам закохався в одну, не обов’язково вродливу Лауру, але не зізнавався їй у своїх почуттях, бо Лучана, його сестра, виходила заміж, і це могло ускладнити сімейні стосунки. Він не встиг освідчитися в коханні. Він не встиг закінчити навчання на інженера. Він не встиг піднятися на Монблан, найвищу вершину в Альпах. Він встиг взяти участь у кількох сутичках з італійськими фашистами та комуністами, не відступивши. Він встиг багато разів піднятися в Альпи зі своїми друзями, відомими як “Темні типи”. Йому вдалося кілька разів винести з будівлі посольства квіти, які він ніс на могили бідних у Берліні. Не цурався він і люльки.
За день до смерті напівпаралізованою рукою він написав розпорядження колезі: “Це ін’єкції для Конверси, а квитанція ломбарду – Саппі, я її забув, поновіть її на мій рахунок”. Заразившись, ймовірно, під час відвідин хворих, він помирає від вірусу Гейне-Медіна 4 липня 1925 року, у віці всього 24 років. На його похорон прийшло пів Турина.
Я закінчую цей запис побажанням, побажанням прекрасного і благословенного життя для кожного з вас. Валанґа ді Віта!
Bardzo ucieszyłem się, kiedy przeczytałem o uwolnieniu ponad 100 ukraińskich dzieci porwanych do Rosji w trakcie wojny. Ta informacja nie przebiła się do głównych portali, szkoda.
O fakcie uwolnienia dzieci poinformował odchodzący właśnie z Watykanu ambasador USA, Joe Donelly, który zaangażowany był w tej sprawie. Wobec ok. 30.000 uprowadzonych dzieci ukraińskich liczba 100 może nie robić dużego wrażenia.
Przypuszczam, że za ileś tam lat poznamy historię opisywanego uwolnienia, a także inne chwalebne dzieła miłosierdzia, dziejące się jakby w cieniu wojny.
Nie mamy wpływu na wielkie procesy polityczne i wojskowe. Każdy z nas jednak ma jakieś mniejsze czy większe dzieło miłości do wykonania. Trzeba być człowiekiem.
A na zdjęciu są ukraińskie dzieci, wspierane przez lubelskie Centrum Wolontariatu.
З великою радістю прочитав про звільнення понад 100 українських дітей, викрадених в Росію під час війни. Ця інформація не прорвалася на головні портали, а шкода.
Про те, що дітей звільнили, повідомив посол США у Ватикані Джо Донеллі, який займався цією справою. Зіткнувшись з бл. 30 000 викрадених українських дітей, цифра 100 може не справити особливого враження.
Я припускаю, що через роки ми дізнаємося історію описаного звільнення, а також про інші славні діла милосердя, що відбуваються ніби в тіні війни.
Ми не можемо впливати на великі політичні та військові процеси. Однак кожен з нас може зробити якусь малу чи велику справу любові. Треба бути людиною.
А на фото – українські діти, яких підтримує Люблінський волонтерський центр.
Kalendarz czasem może przyjść z pomocą. Mamy nowy dzień, nowy tydzień, a nawet nowy miesiąc. I jeszcze całe pół roku z 2024.
To tylko kalendarz, ale przecież to całe pół roku na piękne, nowe rzeczy. Czas, aby całym sercem ukochać Pana Boga, ludzi ogarnąć miłością, siebie lepiej poznać. Nie zmarnować żadnej godziny.
Календар іноді може прийти на допомогу. У нас є
новий день, новий тиждень і навіть новий місяць. А ще є ціле півріччя 2024 року.
Це лише календар, але, зрештою, це ціле півріччя
півроку для прекрасних нових речей. Час полюбити Господа Бога всім серцем, людей
прийняти любов, краще пізнати себе. Не можна гаяти жодної години.
Cuda się zdarzają, myślę nie tylko o tych opisanych w Ewangelii, jak dzisiaj. Cuda się zdarzają, potrzebne są tylko dwa warunki.
Pierwszy jest taki, że w cudach jest sytuacja 50% na 50%. To znaczy 50 procent jest po stronie Pana Boga, a drugie 50 po naszej. Po Jego stronie to Wielka Moc, po naszej – wiara. Nie wolno zrzucać wszystkiego na Pana Boga, musimy mieć wiarę godną cudu.
I warunek drugi. To, o co walczymy licząc na cud, musi wynikać z miłości. Tylko kochając kogoś – tak jak to dziś czytamy w Ewangelii – wchodzimy w strefę cudów. A nawet to, że kogoś kochamy jest już pięknym cudem.
Ewangelia
Чудеса справді трапляються,
Я маю на увазі не лише ті, що описані в Євангеліях, як сьогодні. Чудеса трапляються,
потрібні лише дві умови.
Перша умова,
Щоб у чудесах була ситуація 50 на 50. Тобто, 50 відсотків на боці Господа
Бога, а інші 50 відсотків – на нашому боці. На Його боці – Велика Сила, на нашому боці – віра. Не можна
Ми не повинні все покладати на Бога,
ми повинні мати віру, гідну чуда.
І друга умова. Це те,
за що ми боремося, сподіваючись на диво, має походити від любові. Тільки люблячи когось – як ми читаємо в Євангелії
як ми читаємо сьогодні в Євангелії, ми входимо в зону чуда. І навіть те, що ми
що ми любимо, вже є прекрасним чудом.
Євангеліє
Gdy Jezus przeprawił się z powrotem łodzią na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: «Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła». Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał.
A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele wycierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Posłyszała o Jezusie, więc weszła z tyłu między tłum i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: «Żebym choć dotknęła Jego płaszcza, a będę zdrowa». Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w swym ciele, że jest uleczona z dolegliwości.
A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: «Kto dotknął mojego płaszcza?» Odpowiedzieli Mu uczniowie: «Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto Mnie dotknął». On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta podeszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, padła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę.
On zaś rzekł do niej: «Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź wolna od swej dolegliwości».
Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: «Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?» Lecz Jezus, słysząc, co mówiono, rzekł do przełożonego synagogi: «Nie bój się, wierz tylko!» I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego.
Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Widząc zamieszanie, płaczących i głośno zawodzących, wszedł i rzekł do nich: «Czemu podnosicie wrzawę i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi». I wyśmiewali Go.
Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca i matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: «Talitha kum», to znaczy: «Dziewczynko, mówię ci, wstań!» Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym się nie dowiedział, i polecił, aby jej dano jeść.
Ładne święto dzisiaj , apostołów Piotra i Pawła, zgodnie czczonych we wszystkich odłamach chrześcijaństwa. To, co mnie urzeka w ich życiorysach to Wicher Wiary.
Wicher Wiary, tak, bo wiara jest wichrem, który – jeśli pozwolimy mu wiać w nasze żagle – kieruje nas w różne miejsca, do różnych ludzi.
Nie dorównuję patronom dzisiejszym, ale nie byłoby mnie tu gdzie jestem i nie robiłbym tego, co teraz robię, gdybym nie pozwolił temu wichrowi powiać w moim życiu.
I gdyby nie ten wicher wiary, to Magdalena (na zdjęciu ze mną) nigdy nie trafiłaby do Baku w Azerbejdżanie, aby służyć niepełnosprawnym muzułmanom. Trochę mniejszy wicher i mnie zawiódł tam, aby spotkać się z Magdą, skromną farmaceutką z Lublina, która przez Rzym, Rwandę, Tbilisi dotarła do Baku.
Przy wichrze wiary nie chodzi o geografię, bo znam takich, których on przywiał do łóżek konających w hospicjach, kilometr od ich domów. I takich, którzy w porywie wichru solidarności cały czas jeżdżą na linię frontu w Ukrainie, aby ewakuować rannych. Ważne, aby dać się porwać wichrowi wiary.
Сьогодні гарне свято – апостолів Петра і Павла, яких одностайно шанують у всіх конфесіях християнства. Що мене захоплює в їхніх біографіях, так це вихор віри.
Вихор віри, так, тому що віра – це вихор, який – якщо ми дозволяємо йому дути в наші вітрила – спрямовує нас в різні місця, до різних людей.
Я не схожий на сьогоднішніх меценатів, але я не був би там, де я є, і не робив би того, що роблю зараз, якби не дозволив цьому вихру пронестися крізь моє життя.
І якби не цей вихор віри, Магдалена (на фото зі мною) ніколи б не опинилася в Баку, Азербайджан, щоб служити мусульманам з інвалідністю. Трохи менший вихор – і мене занесло туди, де я познайомився з Маґдою, скромною фармацевткою з Любліна, яка проклала собі шлях до Баку через Рим, Руанду, Тбілісі.
Вихор віри – це не питання географії, бо я знаю тих, кого він приніс до ліжок вмираючих у хоспісах, за кілометр від їхніх домівок. І тих, хто у вихорі солідарності постійно їздить на лінію фронту в Україні, щоб евакуювати поранених. Важливо бути захопленим штормом віри.
Czerwiec 1956, 28 czerwca. To też był czwartek, jak dzisiaj. Romek Strzałkowski, trzynastoletni. Idzie, w Poznaniu, na czele pochodu z flagą, białoczerwoną. Dostaje bodajże dwie kule. Kona owinięty w tę flagę, a krew powiększa czerwień sztandaru.
To był pierwszy zryw Polski ku wolności i przeciw komunizmowi. Wtedy jeszcze się nie udało, potem były zrywy Grudzień 1970, Sierpień 1980, wreszcie od 35 lat mamy niepodległość.
Piszę, żebyśmy nie zapomnieli o tym, że wolność ma cenę krwi. I żebyśmy nie stracili szacunku dla ukraińskiej krwi, którą nasi sąsiedzi płacą teraz za swoją wolność. Ta ich krew chroni także w jakimś stopniu i tę naszą polską, młodą jeszcze wolność.
Червень 1956 року, 28 червня. Це був четвер, як і сьогодні. Ромек Стшалковський, тринадцять років. Він іде Познанню на чолі процесії з біло-червоним прапором. У нього влучили, мабуть, дві кулі. Кона загорнутий у цей прапор, і кров посилює червоний колір стяга.
Це було перше польське повстання за свободу і проти комунізму. Тоді воно не вдалося, потім були повстання грудня 1970 року, серпня 1980 року, і нарешті ми маємо незалежність вже 35 років.
Я пишу для того, щоб ми не забували, що свобода має ціну крові. І щоб ми не втрачали поваги до української крові, яку зараз платять за свою свободу наші сусіди. Ця їхня кров захищає до певної міри і нашу, ще молоду польську свободу.
Pisuję tu o pięknej przyrodzie. O spotkaniach z ludźmi. O moich przyjaciołach bez domu. Często o wojnie w Ukrainie. Wracam do ciekawych rozmów i niezwykłych miejsc. Dzielę się swoimi smutkami i radościami.
Od czasu do czasu ktoś zwraca mi uwagę, że za mało piszę o Panu Bogu. Dziś publikując zdjęcie z przyjacielskiego ogniska napomykam o Nim. Przy tym ognisku – jak pewnie przy każdym – rozmawialiśmy, ktoś żartował, ktoś śpiewał.
Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy, uczy Pismo Święte. W Nim śpiewamy, żartujemy, siadamy wokół ogniska, z całym przekonaniem dodaję.
Codziennie tutaj pisuję o Panu Bogu.
Я пишу тут про красиву природу. Про зустрічі з людьми. Про моїх друзів без домівки. Часто про війну в Україні. Повертаюся до цікавих розмов і незвичних місць. Ділюся своїми печалями і радощами.
Час від часу хтось вказує мені на те, що я надто мало пишу про Господа Бога. Сьогодні, публікуючи фото з дружньої ватри, я згадую про Нього. На цій ватрі – як і на будь-якій іншій, я впевнений – ми розмовляли, хтось жартував, хтось співав.
Бо в Ньому ми живемо, рухаємося і перебуваємо, вчить Святе Письмо. У Ньому ми співаємо, жартуємо, сидимо біля вогнища, з усією впевненістю можу додати.
Z początków wojny znam historię młodej ukraińskiej matki, która w dziesięć minut spakowała siebie i dwoje dzieci, aby uciekać przed bombardowaniem pod Chersoniem. Tak pewnie zachowało się wiele ukraińskich kobiet. Ta, z którą rozmawiałem powiedziała jeszcze samokrytycznie – Do tej pory byłam głupia, na wyjazd do rodziny pod miastem pakowałam się pół godziny, a na tygodniowy urlop prawie cały dzień. A my ? Zmieścimy się w dziesięć minut?
W firmie kolegi zaszła potrzeba pozostania dwie czy trzy dłużej, ze względu na ważny projekt. Był piątek. Większość młodej załogi głośno oprotestowała wydłużenie pracy. Święty weekend to bożek uwielbiany prawie powszechnie. Dobrze, że maszyniści prowadzący pociągi nie protestują gdy muszą jechać dłużej z powodu awarii. No i strażacy, którym przedłuża się w piątek po południu akcja gaśnicza.
Kiedy człowiek kocha i żyje wolnością, jest bliski szczęścia.
I trochę dziecięcej ukraińskiej radości na zdjęciu.
З перших днів війни я знаю історію молодої української матері, яка за десять хвилин зібрала речі і двох дітей, щоб врятуватися від бомбардування під Херсоном. Напевно, так вчинили багато українських жінок. Та, з якою я розмовляла, досі самокритично каже: “Досі я була дурна, збирала речі за півгодини, щоб поїхати до родичів за місто, і майже цілий день, щоб поїхати на тиждень у відпустку. А ми? Чи можемо ми вкластися в десять хвилин?
У компанії колеги виникла потреба затриматися на дві-три години довше через важливий проект. Була п’ятниця. Більшість молодих співробітників голосно протестували проти продовження роботи. Святі вихідні – це ідол, якого обожнюють майже всі. Добре, що машиністи, які керують потягами, не протестують, коли їм доводиться працювати довше через поломку. І пожежники, яким у п’ятницю після обіду продовжують гасити пожежі.
Коли людина любить і живе вільно, вона близька до щастя.
Ten szczurek w rękach Marka – na zdjęciu – był szczęściarzem. Marek i jego kobieta nie mają domu, zajmują stary wagon kolejowy pod Lublinem. Dostali od kogoś ze znajomych szczurka i zaprzyjaźnili się z nim. Do tego stopnia, że kiedy zwierzątko zachorowało jego właściciele zbierali przez kilka nocy puszki a dochód przeznaczyli na operację przyjaciela. Sami w tym czasie nie wzięli do ust alkoholu.
Inny, także bezdomny, chłopak, z przeszłością więzienną, przebywał kilka lat w altance na ogródkach działkowych. I hodował może z 30 gołębi, karmił je i chronił.
Czasami zwierzęta są najlepszymi przyjaciółmi, zwłaszcza tych, którzy odrzucani są przez ludzi. A życie bez domu wcale nie oznacza, że bez serca. Może nawet serce jest wtedy większe, bo staje się domem dla innych stworzeń.
Пацюк на руках у Марека – на фото – був щасливчиком. Марек і його жінка не мають власного будинку, вони займають старий залізничний вагон під Любліном. Щура їм подарував друг, і вони з ним подружилися. Настільки, що коли тварина захворіла, господарі протягом кількох ночей збирали бляшанки, а виручені кошти віддали на операцію друга. Самі вони за цей час не брали до рота алкоголь.
Інший, теж безпритульний, хлопець, з тюремним минулим, кілька років жив в альтанці на присадибній ділянці. І тримав десь 30 голубів, годував і давав їм притулок.
Іноді тварини є найкращими друзями, особливо для тих, від кого відмовилися люди. І життя без домівки зовсім не означає безсердечне. Можливо, навіть серце тоді стає більшим, адже воно стає домом для інших істот.