DLA NAS I CAŁEGO ŚWIATA

Czwartek 5 października 2017 Piszę często o koronce do Bożego Miłosierdzia, dziś także przy okazji liturgicznego wspomnienia św. Faustyny.

My i cały świat nie potrzebujemy niczego bardziej jak Bożego Miłosierdzia. Miej miłosierdzie dla nas i całego świata. Miłosierdzia nie da się kupić, można o nie tylko prosić. Prosić z nadzieją i wiarą. To najtrudniejsze dla nas – prosić. Proszenie jest wyrazem dobrej bezradności, bo czujemy, że nic od nas nie zależy, że możemy coś otrzymać tylko w darze. W prośbie ujawnia się prawda o nas, którą zwykle zagłuszamy. Nie mamy wpływu na wojny, zamachy terrorystyczne, huragany, nagłe choroby czy szalonych kierowców. Nie od nas zależą krachy finansowe i nieznane formy groźnych wirusów. Nawet deszczu nie umiemy powstrzymać. Nie umiemy też zapobiec decyzjom ludzi, którzy od nas odchodzą, kiedy umiera miłość. Tych prawd unikamy, wolimy czuć się panami życia i przyszłości.

Mamy jednak dziś co jeść, bomby nie spadną na nasze ulice i domy, grozi nam najwyżej przeziębienie. Może jest tak ponieważ wielu ludzi codziennie i ufnie prosi: Miej miłosierdzie dla nas i całego świata.

Itinerarium

I KAŻDY I WSZYSTKO NAM BLISKIE

Środa 4 października 2017 Czemu sroka zwana jest złodziejką a wrony rzucają orzechy pod koła samochodów? Mało kto wie dzisiaj.

Święty Franciszek, dziś wspominany potrafił nawet dogadać się z wilkiem (z Gubbio), błogosławił cierń, który wbił mu się w piętę.

Nie gloryfikuję dawnych dobrych czasów, bo takie nigdy nie istniały. Wiem jednak, że warto odkryć bliskość – braterstwo, siostrzeństwo – wszystkich i wszystkiego, co nas otacza. Brat słońce, siostra woda może trąci to metaforą, choć to prawda oczywista.

Kto przytula i głaska kota, chodzi na spacery z psem, wiesza słoninę w mrozy dla sikor, gwiżdże wesoło a szpak to powtarza (bo to ptak mimetyczny), czesze końską grzywę dla urody, wie o czym piszę. I wie ten, co pozwala się muskać wiatrom, łaskotać ciepłym promieniom słońca, wie ten, kto pluska się w rzece i słucha deszczów.

A bliskość jest jeszcze w darze rozmowy, spoglądania w oczy aż po otwarcie duszy, we wspólnej herbacie.

I modlę się do Franciszka Świętego, żeby wszystko było nam bliskie, żeby każdy był nam bliski.

Itinerarium

TELEFON MILCZY BO JESTEŚ MI BLISKI

Wtorek 3 października 2017 Asceza chrześcijańska to wyrzeczenia i samoograniczenia w imię miłości Boga i bliźniego. Kiedyś praktyki ascetyczne nakazywały post lub ograniczenie pokarmów, porzucenie modnych strojów, ograniczenie wygód w mieszkaniu. Chodzi o to, żeby rzeczy i przedmioty nie odrywały nas od Pana Boga lub służby człowiekowi.

Czasy się zmieniają, myślę, że dzisiaj asceza powinna przede wszystkim dotyczyć naszych komórek i smartfonów. Wielokrotnie zauważam, że nie sposób przeprowadzić spokojnej i głębszej rozmowy, ponieważ jej uczestnicy co chwilę spoglądają na ekrany telefonów, czytają smsy lub inne tzw. powiadomienia. Telefony organizują uwagę ich posiadaczy w sposób dominujący, każdą rozmowę można przerwać odbierając połączenia czy śledząc treść smsów. Logika ale i szacunek dla rozmówców podpowiadają, że telefony można wyłączyć (lub wyciszyć), oddzwonić na nieodebrane numery po spotkaniu. Najbardziej nienormalną rzeczą jest to, że stale jesteśmy dostępni naszym telefonom (chyba, że pracujemy w call center). Absolutnie normalną rzeczą jest to, że czasem bywamy dostępni a czasem nie. My powinniśmy zarządzać telefonami a nie one nami.

Co to ma wspólnego z ascezą? Kiedy rozmawiasz z drugim człowiekiem on ma prawo do twojej uwagi, skupienia. To oczywista forma uznania czyjejś godności. Asceza prowadzi do wyrzeczeń i samoograniczeń w imię miłości do Pana Boga i ludzi.

Jak już się ze mną spotykasz i chcesz mnie usłyszeć, wyłącz (wycisz) telefon. Może tak właśnie prosi Pan Bóg, na pewno zaś należy się to człowiekowi, z którym chcesz być blisko.

Itinerarium

WE DNIE W NOCY KU POMOCY

Poniedziałek 2 października 2017 Aniołowie, ci zwani stróżami, wykonują swoją pracę bardzo subtelnie, niezauważalnie, po cichu. I warto się od nich uczyć.

Naśladowanie anielskiej roboty jest proste, wymaga jedynie ruchu wyobraźni. Niewiele kosztuje główka czosnku podrzucona komuś przed jesienną inwazją wirusów. Nadłożone dwa czy trzy kilometry by kogoś podwieźć późnym wieczorem też nie jest heroizmem. Ochotnicze zrobienie kawy w pracy dla towarzystwa z pokoju to tylko kilkanaście minut.

W anielskiej posłudze chodzi o robienie rzeczy drobnych będących znakiem wielkich wartości. Dobro, solidarność, nadzieja i miłość stają się faktami dzięki naszym oczom, rękom, poczuciu humoru i nawet niewielkiej inwestycji czasu.

Piszę to w dzień poświęcony naszym aniołom stróżom, które „rano, wieczór, we dnie, w nocy” są nam zawsze „ku pomocy”. Możemy im być podobni przez troskę codzienną, drobną, o tych, z którymi idziemy przez życie.

Itinerarium

O WIERZE GADANEJ I ZROBIONEJ

Kazanie na 26 Niedzielę Zwykłą 1 października 2017 Wiara nie polega na gadaniu ale na praktyce. Kryterium wiary nie jest liczba ani rodzaj wypowiadanych słów, również w modlitwie. „Idę, panie” pierwszego syna z dzisiejszej przypowieści, było próbą zadowolenia ojca miłym sloganem. Obserwuję, że dzisiaj w chrześcijaństwie dominuje pobożne gadanie. Oprócz kazań, wiara werbalna przelewa się w milionach słów w mediach, katolickie telewizje i radiostacje nadają 24 godziny na dobę, mamy dzienniki, tygodniki, miesięczniki, strony internetowe z religijnym przekazem, dotyczy to także mediów publicznych. Jest to oczywiście potrzebne, znaczna część treści jest mądra i sensowna.

Wiara jest „do zrobienia”. Drugi syn „opamiętał się i poszedł”. Podobnie celnicy i nierządnice nie deklarowali zgody na wolę Bożą, może nawet nie znali psalmów i pobożnych zwrotów, jednak zrealizowali wiarę życiem, opamiętali się, odmienili swoje życiorysy (dziś niektóre z tych postaci wzywamy w litanii do Wszystkich Świętych – Maria Magdalena, Mateusz).

Patrzę na liczbę dzieci w domach dziecka, ogromna większość z tych dzieci ma rodziców chrzestnych, którzy w chwili chrztu deklarowali troskę o nie. Deklarowali, ale to były tylko słowa. Liczba rozwodów (pod względem tych „kościelnych” Polska jest na trzecim miejscu na świecie) świadczy o tym, że przysięgi przed ołtarzem często bywają grą słów. Znamy chyba wszyscy czwarte przykazanie Boże, a liczba samotnych, starych  rodziców w domach opieki społecznej także coś mówi o wartości wypowiadanych słów: „Czcij ojca swego i matkę swoją”. Znam młodych więźniów, których przez cztery lata za murami nie odwiedził nikt z rodziny, a po wyjściu nie mogli wrócić ani do rodziców ani do kuzynów.

W wierze werbalnej jest dobrze, dużo pobożnych słów słyszymy, dużo wypowiadamy. Wiara jednak jest do zrobienia. Rozpoczynamy ostatni kwartał roku, może to jest dobra sposobność, żeby wiara stawała się praktyką życia, twardym konkretem. Tak jak drugi syn, który opamiętał się i poszedł.

Liturgia słowa

 

Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu:

«Co myślicie? Pewien człowiek miał dwóch synów. Zwrócił się do pierwszego i rzekł: „Dziecko, idź i pracuj dzisiaj w winnicy”. Ten odpowiedział: „Idę, panie!”, lecz nie poszedł. Zwrócił się do drugiego i to samo powiedział. Ten odparł: „Nie chcę”. Później jednak opamiętał się i poszedł. Który z tych dwóch spełnił wolę ojca?» Mówią Mu: «Ten drugi».

Wtedy Jezus rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wy mu nie uwierzyliście. Uwierzyli mu zaś celnicy i nierządnice. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć». (Mt 21, 28 – 32)

Itinerarium

Z JEDNYM POŚLADKIEM DO NIEBA

Sobota 30 września 2017 Jedna z moich znajomych, długoletnia bezdomna i alkoholiczka, wylądowała w szpitalu z rozległym ropieniem na jednym z pośladków. Konieczne było usunięcie zakażonego miejsca. Już po operacji kobieta po wielu latach poszła do spowiedzi i zdecydowała się na leczenie odwykowe. Zdobyła się także na ciekawą refleksję:

– Proszę księdza, trzeba było, żeby mi pół du .. wycięli, żebym zmądrzała i nawróciła się.

Przypomniały mi się słowa Ewangelii, gdzie Pan Jezus ostrzegał, że lepiej jest wejść do Królestwa Bożego jednookim lub jednonogim niźli trafić do piekła z dwojgiem oczu i dwoma nogami. Niewykluczone, że zasadnie możemy rozszerzyć tę prawdę również na inne parzyste części ciała, także i tę o której mówiła znajoma.

Itinerarium

POKONAĆ BEZSILNOŚĆ

Piątek 29 września 2017 Bezsilność jest trudnym doświadczeniem. Dzieje się jakieś zło, a my nie możemy nic zrobić. Ktoś bliski popada w alkoholizm, nie chce się leczyć, a my możemy jedynie cierpliwie, wielokrotnie tłumaczyć i zachęcać. W rodzinie od lat trwa konflikt, są ciche dni i miesiące, padają przekleństwa, rośnie obustronny gniew. Nic nie dają prośby i próby negocjacji, bezsilnie patrzymy na spektakl nienawiści. Toczy się wojna, widzimy na ekranach liczby ofiar z jednej i drugiej strony, wzdrygamy się, że giną bezbronne dzieci, bezsilnie wzdychamy: „Kiedy się to wreszcie skończy …”

Karol Ludwik Koniński (zm. 1943), polski pisarz, spędził kilkanaście lat unieruchomiony w gipsowym pancerzu. Wierzył jednak, że jego cierpienie rodzi dobro, które kumuluje się w jakiejś pozaziemskim sferze i przenika w historię świata, odmieniając ją na lepsze: Tomasz Zan, założyciel m.in. Towarzystwa Filomatów w Wilnie rozpowszechniał teorię promionków, czyli małych, drobnych ale dobrych uczynków, które zamieniają się w wielkie zbiory dobra i miłości, promieniujące potem na wszystkich ludzi.

W chwilach bezsilności ważnych jest kilka postaw, tak podpowiada mi doświadczenie. Najpierw nie wolno zapomnieć, że to o co dziś walczymy bezsilnie, jutro może okazać się bardzo proste i osiągalne. Po drugie, nie wolno zrezygnować z niezgody – na wojny, nienawiść, podłość, okrucieństwo i krzywdę. Niezgoda na zło, wewnętrzne odrzucenie zła, to już jest wielka moc pomimo pozornej bezsilności. Po trzecie, nie można wykluczyć, że Koniński i Zan mieli choć trochę racji. Po czwarte, trzeba skrzyknąć innych, to wobec czego ja jestem bezsilny, może okazać się łatwiejsze do pokonania we wspólnocie. Po piąte wreszcie, jest Bóg, który nie zna bezsilności. Bohaterowie dzisiejszego dnia, Archaniołowie, noszą imiona budzące zaufanie w moc i dobroć Boga. Michał – „Któż jak Bóg!”, Gabriel – „Bóg jest mocą” i Rafał – „Bóg uleczy”, zachęcają by przez nich włączyć Boga w nasze bezsilności.

Tylko z pozoru jesteśmy bezsilni, w Bogu, w ludziach wokół nas i w naszych sercach jest siła zdolna zwyciężyć to, co zdaje się być nie do pokonania.

O Konińskim i promionkach pisałem tu:

http://itinerarium.pl/2013/09/06/modle-sie-i-poszcze/).

http://itinerarium.pl/2010/11/04/prezent-dla-karola/

Itinerarium

DO OSTATNIEGO DNIA ŻYCIA

Czwartek 28 września 2017 Nikt z nas nie jest ukończony, nawet do ostatniego dnia życia. Kluczem jest wzrost. Rośnijcie przez głębsze poznanie Boga – to znajdziemy choćby w liście św. Pawła do Kolosan.

Codziennie możemy wzrastać w cierpliwości, wrażliwości i miłości. Pory roku temu nie przeszkadzają.

W wieczornym rachunku sumienia, który warto czynić, możecie zobaczyć skalę swojego wzrostu. Przebiegnijcie na koniec dnia spotkania z ludźmi, treści rozmów, czas na poszczególne sprawy. Zobaczycie wzrost?

Nikt z nas nie jest ukończony do ostatniego dnia życia.

Itinerarium

DLACZEGO NIE WOLNO ZJADAĆ CZŁOWIEKA

Środa 27 września 2017 Proszę nie czytać tego wpisu przed posiłkiem. W rosyjskim Krasnodarze aresztowano małżeństwo podejrzane o kanibalizm. Prawdopodobnie przez ostatnie prawie 20 lat zamordowali i zjedli 30 osób. Niewykluczone, że podawali także ludzkie mięso w wojskowej stołówce.

Nie chcę epatować sensacjami. Arcybiskup Życiński ostrzegał, że przy współczesnym relatywizmie kanibalizm uznawany będzie jedynie za specyficzne „upodobanie kulinarne”. Ponieważ podstawowe wartości uznawane są coraz powszechniej za naruszalne, kanibalizm da się jakoś wytłumaczyć.

Erozja systemu wartości jest coraz głębsza. Kłamstwo jest akceptowane jako metoda osiągania celów (zwłaszcza w polityce), bezwzględna nienawiść wobec inaczej myślących jest normą. Zabawne, ale dziś nie ma złodziei, są tylko ludzie, którzy kombinują lub korumpują.

Zwolennicy relatywizmu skomentować mogą fakt zabicia i zjedzenia człowieka smutną konstatacją: „No cóż, nieładnie. Ale o gustach się nie dyskutuje …”

Są wartości nienaruszalne. Godność człowieka (którego nie wolno zabić i zjeść), prawda (której nie wolno porzucić dla jakichkolwiek celów), przebaczenie (które musi zastąpić gniew i zemstę), solidarność (która w każdym nakazuje dostrzegać siostrę i brata). A jeśli wartości te naruszymy, zjadanie ludzi przez ludzi będzie tylko specyficznym upodobaniem kulinarnym.

Itinerarium

NIEWINNY GRZECH ZANIECHANIA

Wtorek 26 września 2017 Wracałem późnym wieczorem do domu, zadzwonił telefon. Prośba była banalna, czy mógłbym podrzucić komuś śpiwór. Miałem już się wymówić zmęczeniem, przecież ktoś inny też może to zrobić.

Zaraz jednak dopadła mnie fraza z Pisma Świętego, zapisana przez św. Jakuba: „Kto umie czynić dobrze, a nie czyni, grzeszy” (4,17). Zawiozłem śpiwór, zajęło mi to niecałą godzinę.

To oczywiście mała sprawa. Gorzej, gdy grzech zaniechania dobra dotyczy rzeczy bardziej istotnych. Możemy się z kimś spotkać, ale znajdujemy tysiąc powodów, żeby się wymówić. Możemy zrobić coś konkretnego, ale czekamy, żeby ktoś inny się zgłosił. Potrafimy zagłuszyć wezwanie ze strony dobra, oprzeć się mu, odrzucić i pominąć.

Grzech zaniechania jest niejawny, z pozoru nie robimy niczego złego, nawet możemy pomodlić się za kogoś kogo nie odwiedzimy w szpitalu (przewrotność!). Ten grzech jest jednak chyba najbardziej powszechną winą dzisiaj. W sumieniach liczymy kradzieże, kłamstwa, przekleństwa i inne jawne grzechy. Pozostawiamy ludzi bez pomocy, bez odwiedzin, bez ofiary czasu, uwagi, troski.

Nic złego nie robimy. Nie czynimy jedynie dobra, które czynić umiemy.

Itinerarium