Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Rekolekcje dla wierzących, niewierzących, dla
tych, którym wydaje się, że wierzą, dla tych, którym wydaje się, że nie wierzą,
dla poszukujących i wątpiących, dla zagubionych i grzeszników. Wszyscy,
jeśli szczerze spojrzymy na siebie, należymy do każdej z tych kategorii.
Paulina, Monika i Natalia
wydawały na początku świeże ubrania, bieliznę, klapki, buty, szczoteczki i
pasty do zębów, ręczniki. Kasia – jak zwykle
– przygotowywała gorącą kolację. Brat Krzysztof robił zapisy, a Przemek i Wojtek
wcielili się w role fryzjerów. Inni bracia, Alek, Andrzej i Mateusz przydzielali
pokoje.
Tak zaczęliśmy w Domu
Spotkania w Dąbrowicy adwentowe rekolekcje z udziałem naszych bezdomnych braci.
Zanim po raz pierwszy padły słowa o Panu Bogu, wszyscy przebrali się, wykąpali,
włożyli czyste stroje, wypili kawę oraz zjedli posiłek. Potem modliliśmy się w
czasie Mszy Świętej i słuchaliśmy wezwania do nawrócenia, zaufania w miłość
Pana Boga. Mamy wspólnotę stołu, modlitwy, rozmów, braterstwa i nadziei.
Przyjechała także
pani doktor Magda, przejrzała stan zdrowia uczestników i zaordynowała stosowne
medykamenty.
I na koniec przyznam się
jeszcze do bardzo niecodziennej praktyki, jaką stosujemy podczas tych rekolekcji.
Codziennie rano, przy pierwszej kawie, wydajemy palącym uczestnikom (a palą
chyba wszyscy) po pięć papierosów. No nie da się inaczej, chyba rozumiecie.
Dziękuję wszystkim,
którzy wspierają nas materialnie, żywnościowo, ubraniowo, higienicznie i
duchowo. Owoce tego czasu zna Pan Bóg.
Sparaliżowany
człowiek nigdy nie zostałby uzdrowiony, gdyby nie przyjaźni ludzie, którzy
przynieśli go do Jezusa. I rozwalili dach, umożliwiając spotkanie z Jezusem.
Takich przyjaciół, którzy
prowadzą do Jezusa warto mieć. I takim
przyjaciółmi ludzi bądźmy.
Ewangelia na dzisiaj:
Pewnego dnia, gdy Jezus nauczał, siedzieli
tam też faryzeusze i uczeni w Prawie, którzy przyszli ze wszystkich
miejscowości Galilei, Judei i z Jeruzalem. A była w Nim moc Pańska, tak że mógł
uzdrawiać.
Wtem jacyś mężczyźni, niosąc na łożu
człowieka, który był sparaliżowany, starali się go wnieść i położyć przed Nim.
Nie mogąc w żaden sposób go przenieść z powodu tłumu, weszli na płaski dach i
przez powałę spuścili go wraz z łożem na sam środek, przed Jezusa. On, widząc
ich wiarę, rzekł: «Człowieku, odpuszczone są ci twoje grzechy».
Na to uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli
się zastanawiać i mówić: «Kimże on jest, że wypowiada bluźnierstwa? Któż może
odpuścić grzechy prócz samego Boga?»
Lecz Jezus przejrzał ich myśli i w
odpowiedzi na nie rzekł do nich: «Co za myśli nurtują w sercach waszych? Cóż
jest łatwiej powiedzieć: „Odpuszczone są ci twoje grzechy”, czy powiedzieć:
„Wstań i chodź”? Otóż żebyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę
odpuszczania grzechów» – rzekł do sparaliżowanego: «Mówię ci, wstań, weź swoje
łoże i idź do domu!» I natychmiast wstał wobec nich, wziął łoże, na którym
leżał, i poszedł do swego domu, wielbiąc Boga.
Wtedy zdumienie ogarnęło wszystkich;
wielbili Boga i pełni bojaźni mówili: «Przedziwne rzeczy widzieliśmy dzisiaj».
Przydarzyła się młodej dziewczynie z Nazaretu tajemnicza rozmowa, zapewne w
myślach. Rozmówcę nazwała aniołem.
Uwierzyła, że to sam Bóg mówił do Niej, przez Jej myśli. A jak Bóg to i rzeczy
niezwykłe. Uwierzyła, że dla Boga nie ma nic niemożliwego.
Miewamy sny albo dobre rozmowy, niekoniecznie zaraz z aniołami, albo z
aniołami o ludzkich twarzach i głosach. Pojawiają się nam śmiałe pomysły,
nadzieje i marzenia. Wahamy się trochę i wtedy przychodzi diabeł, mistrz
zwątpienia i szepce – To się nie uda! To nie ma sensu! Daj sobie z tym spokój!
Nie dam rady! Zaczynamy mu wierzyć i spokojnie idziemy spać, niezwykłe historie
odsyłamy do krainy wiecznego niespełnienia.
W tej krainie jest też marzenie o wiecznym życiu.
Dla Boga nie ma nic niemożliwego. Posłuchajcie Jego głosu, w swoich myślach,
marzeniach, w tym, co mówią do nas ludzie. I nie pozwólcie diabłu zabrać
swojego szczęścia, tego tutaj i tego wiecznego. Mario, święta nastolatko z
Nazaretu, módl się za nami, niech się spełnią nasze marzenia.
Liturgia słowa
Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei,
zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi imieniem Józef, z rodu Dawida;
a Dziewicy było na imię Maryja.
Wszedłszy do Niej, anioł rzekł: «Bądź pozdrowiona,
łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami». Ona
zmieszała się na te słowa i rozważała, co by miało znaczyć to pozdrowienie.
Lecz anioł rzekł do Niej: «Nie bój się, Maryjo,
znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz
imię Jezus. Będzie On wielki i zostanie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da
Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego
panowaniu nie będzie końca».
Na to Maryja rzekła do anioła: «Jakże się to stanie,
skoro nie znam męża?»
Anioł Jej odpowiedział: «Duch Święty zstąpi na Ciebie
i moc Najwyższego okryje Cię cieniem. Dlatego też Święte, które się narodzi,
będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w
swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, którą miano za niepłodną.
Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego».
Na to rzekła Maryja: «Oto ja służebnica Pańska, niech
mi się stanie według słowa twego».
Boże Narodzenie,
obecność Boga pomiędzy nami, wniosło w życie ludzi nadzieję, że istnieje coś
więcej niż jedzenie, picie, spanie i umieranie. Coś więcej. Czyli nadzieję na
życie wieczne. Bo przecież po to Bóg stał się człowiekiem, aby każdy z nas mógł
stać się córką i synem Bożym, a przez to na zawsze ocalił swoje istnienie.
Piszę o tym z miasta,
którym wstrząsnęło ostatnio kilka wydarzeń. Tydzień temu matka udusiła swojego,
jedynego 10-letniego syna, wiele już o tej tragedii napisano. Od wczoraj Lubin
żyje „przekrętem na milion złotych”, czyli byłego przewodniczącego Rady Miasta
oskarżonego o chęć przyjęcia łapówki. W międzyczasie aresztowany został ksiądz
Tomasz, oskarżony o czyny pedofilskie. Tak się składa, że wszystkie te osoby
znam. Zamykam usta przed osądzaniem kogokolwiek.
I wracam do nadziei
wiecznego życia, objawionej w tajemnicy Bożego Narodzenia. Nie wolno stracić z
oczu tej perspektywy. Inaczej wszystko będzie się obracać wokół jedzenia, picia,
pieniędzy, skandali i umierania. Jak dobrze, że Boże Narodzenie niesie nadzieję
wiecznego życia.
Dobrze, że się jeszcze
ten Święty Mikołaj ostał, czasem komuś fantazja podpowie coś radosnego i
ciekawego. Dziś wszystko jest policzone, opłaca się albo nie. A św. Mikołaj
przypomina, że jak się coś traci, to najwięcej się zyskuje.
Prezenty na św.
Mikołaja i pod choinkę to dzisiaj kwestia handlu i zakupów, szkoda. Mam jeszcze
jakieś skarpetki, zrobione na drutach przez miłą starszą panią. I obraz Pana
Jezusa namalowany w prezencie przez obiecującą malarkę. No i nie mam smartfonu
w prezencie, bo przecież nie da się go wydziergać na drutach, namalować się go
da, ale nie zadziała potem.
Czego się jeszcze nie
kupuje dzisiaj, a co jest miłym darem? Uśmiechu? Dotyku dłoni? Spojrzenia głębokiego?
Cichej i szczerej modlitwy?
Za trzy tygodnie
będziemy kończyć świętowanie Bożego Narodzenia. Piszę dużo wcześniej o tym, bo
zaraz pochłonie nas gorączka przedświątecznych przygotowań.
Tak, Boże Narodzenie.
Może się nam jeszcze udać. Może się nam udać, jeżeli pomyślimy o Panu Jezusie.
Jeżeli będziemy o Nim myśleć często. Jak będziemy Go mieli w myślach, to i On
będzie przy nas.
Może nam się udać
Boże Narodzenie, jeśli pójdziemy za miłością. Trzy tygodnie, naprawdę wystarczy,
aby zacząć wszystko układać według miłości.
Piszę o Bożym
Narodzeniu na długo przed jego obchodami, pisze o Bożym Narodzeniu, którego już
nie ma. Pozostały nam tylko święta,
coraz głupsze i nudniejsze.
Kiedy przed laty
spotkałem ks. Guy Gilberta i usłyszałem od niego diagnozę, że jest to święto
coraz bardziej pogańskie i g…. (patrz cytat dalej), myślałem, że odnosi się to
jedynie do zmaterializowanego świata Zachodu. Ks. Guy mówił tak:
„Pewnego dnia młody człowiek stwierdził coś potwornego.
Powiedział tak: Ukradliście nam Boże Narodzenie! Zrozumiał, że Boże Narodzenie
– święto ubogich, zostało im zagrabione przez bogatych. To jedyne przesłanie
jakie chciałbym przekazać: Oddajcie Boże Narodzenie tym, którym je
odebraliście! Idźcie i dzielcie się z najuboższymi! W ten sposób stajemy, się
chrześcijanami współpracującymi. Inaczej święto Bożego Narodzenia to marnowanie
czasu. Jeżeli sprowadza się jedyne do kupowania prezentów itd. To jest to po
prostu gówno, święto pogańskie.”
W
przededniu wejścia Polski do Unii Europejskiej (2004) powiedział: „Pierwszego maja staniecie się częścią zjednoczonej Europy.
Uważajcie, żeby ta Europa nie była dla was niebezpieczna. Uważajcie, żeby
materializm wszystkiego nie pożarł.”
Ode mnie już – pożarł. Oczywiście, myślę, że
większość z was nie jest adresatem ostrzeżenia przed pogańskim świętowaniem.
Ale i tak jesteśmy w mniejszości.
Trochę o ks. Guy Gilbert
Francuski
kapłan, zwany też „księdzem od bandziorów”, słynie z niekonwencjonalnych metod pracy i
ewangelizacji. „Najpierw walę, a potem błogosławię. Wtedy, kiedy uderzam to
uderzam z miłości.” Zaznacza jednak, że nie jest to najlepsza
metoda wychowawcza, ale „czasami może to być doskonała metoda wychowawcza.”
W
przeciwieństwie do innych księży nie chodzi ani w sutannie, ani w koloratce.
Komentuje to krótko: „Zawsze boję się religii, która afiszuje się ubraniem.” Jego
ubiór to skórzana kurtka, dżinsy, kowbojki i długie włosy. Od trzydziestu lat
mieszka w swojej „Owczarni” w Prowansji razem z młodymi, którym pomaga wrócić do
normalnego życia. ”Ja bezpośrednio nie ewangelizuję nigdy, ponieważ nie zapominam,
że Chrystus przez 30 lat milczał”- powiedział ks. Gilbert.
Zwracając
się do zebranych powiedział kiedyś, że tylko „gesty miłości, gesty dzielenia, tylko nasze
ubóstwo będzie świadectwem o żyjącym Chrystusie. My chrześcijanie często dużo
mówimy, ale nie robimy zbyt wiele” .
Ks.
Gilbert uważa, że praca z trudną młodzieżą nie jest łatwą rzeczą i potrzebny
jest pewien dystans. „Aby żyć z ludźmi marginesu trzeba mieć doskonałe zdrowie, być w
doskonałej równowadze fizycznej, psychicznej i w doskonałej równowadze
emocjonalnej. Gdybym co dziesięć dni nie miał dwóch dni wolnego, które spędzam
w zakonie nie byłbym już księdzem, ponieważ nie dałoby się tego
przeżyć. Ten, kto chce zajmować się biednymi musi też żyć w jakiś
sposób ubogo. Trzeba do nich iść z gołymi rękami. Nie idźcie w stronę marginesu
sami. Idźcie wtedy, kiedy wysyła was Kościół.”
W 1974
roku kupił ruinę, którą wraz z ponad dwustoma młodymi wyremontował i stworzył
tam farmę. Przebywa tam młodzież w wieku 13 – 16 lat. Opiekuje się ona ponad
120 zwierzętami. Zauważył, że młodzi bardzo lubią zwierzęta. Dom w którym
mieszkają jest nietypowy – w żadnych drzwiach nie ma bowiem zamków. „Trzeba starać się wychować
zostawiając otwarte drzwi.” Młodzi często godzą się ze swoimi
rodzicami, mają opłacane prawo jazdy.
Guy
Gilbert obecnie ma 84 lata. Podobne do prowansalskiej Owczarnie działają
w ponad 20 krajach.
Najlepsze puszki są po piwach oznaczonych jako „mocne”. Na
kilogram wchodzi ich 38-40. I jest cztery pięćdziesiąt, albo nawet cały piątak
w innym skupie. Puszki po mocnych piwach są cięższe od innych. Innych trzeba uzbierać
45 do 50, żeby wyszło kilo, no i cztery pięćdziesiąt, albo piątak. Dobre zbiory
są też zimą, bo wtedy na dnie puszek zamarza trochę niedopitego piwa i znów na
kilo wchodzi mniej puszek niż normalnie. Opłaca się też zbierać butelki, idą
potem po 50 gr za sztukę. Ale tylko te zwrotne. Nie jest ich za dużo, bo Polacy
dają je na wymianę w sklepach. Przekleństwem są bezzwrotne. Z daleka nie
poznasz, zwrotna czy bezzwrotna. Trafiasz na bezzwrotną i trafia cię szlag. Te
bezzwrotne butelki to chyba diabeł wymyślił.
Trzeba też zawczasu
obstalować swój rewir i obskoczyć go raniutko. A jak ktoś się napatoczy obcy,
to skutecznie przeprosić, albo i obić jak oporniejszy. Obskoczyć trzeba
śmietniki i kosze, te najbliżej sklepów. Trzeba obskoczyć rano, bo później jak
się ociepla, to zaczyna śmierdzieć i mogą zarazki na człowieka przeleźć,
zwłaszcza jak się człowiek spoci. A o higienę trzeba dbać.
Przy dobrych dniach,
ale tych znowu tak wiele nie ma w miesiącu, można wyciągnąć w sumie nawet do 50
złotych. Normalnie to 15 do 20 się zwija. Nie z samych puszek, ale i z mosiądzu
czy miedzi, bo zawsze coś tam się wygrzebie wartościowego co inni ze starości
wyrzucą czy z nadmiaru.
Najlepiej jak się
trafi jakaś sztuka. Nie zwykły mosiądz, ale sztuka. Sztuka, znaczy się mosiężny
jakiś element, na przykład klamka, uchwyt czy rama. Wtedy wycena idzie nie od
kilograma ale od wartości, i jak za zwykłe kilo mosiądzu jest z osiem złotych,
to za sztukę, dobrą mosiężną klamkę, która waży ledwo z pół kilograma, można z
15 albo i 20 złotych od razu dostać. Jak się kiedyś trafiły naraz cztery
klameczki, to w pół godziny była kasa jak czasem za trzy dni puszkowe.
Dobrze jest chodzić na śmietniki z asystentem. Raz, że co cztery oczy to nie
dwoje. Dwa, że w razie intruzów, co trafili bez zgody na nasz rewir, to wtedy co
cztery pięści, to nie dwie.
Przytoczyłem jedną z
dawnych opowieści wigilijnych, jaką usłyszałem od Romana, co ma czterdzieści
cztery lata, a w ciemno dałbym mu sześćdziesiąt. Dźwiganie złomu postarza. I
wyłysia zapewne.
Zaśpiewamy niedługo,
że Bóg się rodzi. Że śliczna Panna syna porodziła. Że przybieżeli do Betlejem
pasterze. Że cicha i święta noc. To tak dawno było i prawie nieprawda,
przynajmniej gdy brać teksty kolęd pod uwagę. A dziś Bóg chyba nie pogardza
śmietnikami, gdzie znaleźć można puszki po zwykłym i mocnym piwie, trochę
miedzi i mosiądzu, a nawet jakąś sztukę mosiężną. No i nie daj Boże bezzwrotne
butelki. Nie ma o tych miejscach kolęd i pastorałek. Ale skoro Bóg „opuścił
śliczne niebo i wybrał barłogi („Ach ubogi żłobie, – cóż ja widzę w Tobie? –
Droższy widok, niż ma niebo, – w maleńkiej osobie. Zbawicielu drogi, – takżeś
to ubogi! – Opuściłeś śliczne niebo, – obrałeś barłogi.”) – to zapewne łatwiej
Go znaleźć w pobliżu śmietników niż pachnących żłóbków i szopek.
I prośba od naszych bezdomnych braci – nie kupujcie
piwa w bezzwrotnych butelkach!
Wiara i pobożność to dwie różne sprawy. Z pobożnością jest u nas w Polsce
jeszcze dobrze. A jak jest z wiarą? Każdy musi sobie odpowiedzieć sam.
Setnik z dzisiejszej Ewangelii, Rzymianin, nie był pobożny i nie
praktykował jak religijni Żydzi. Stał się jednak przykładem wiary, polecanym przez
Chrystusa.
A dzisiaj? Wielką wiarę mają uchodźcy opuszczający swoje kraje i szukający
lepszej przyszłości w nieznanych sobie krajach. Wierzą i ruszają. Nas już mocno
przyspawały do miejsc wygodne domy, dobre samochody i zasobne sklepy. Podziwiam
wiarę uchodźców. Wierzą i walczą o lepszą przyszłość dla swoich dzieci i dla
siebie.
Podziwiam także wiarę tych, którzy opuszczają więzienia i ufają, że sobie
jakoś ułożą dalsze życie. Mają o co walczyć, wierzą w to co chcą osiągnąć.
Mamy wszystko, co nam potrzeba. W co jeszcze wierzymy?
Ewangelia na dzisiaj:
Gdy Jezus wszedł do Kafarnaum, zwrócił się
do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: «Panie, sługa mój leży w domu
sparaliżowany i bardzo cierpi». Rzekł mu Jezus: «Przyjdę i uzdrowię go».
Lecz setnik odpowiedział: «Panie, nie
jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa
odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię
temu: „Idź!” – a idzie; drugiemu „Przyjdź!” – a przychodzi; a słudze: „Zrób
to!” – a robi».
Gdy Jezus to usłyszał, zadziwił się i
rzekł do tych, którzy szli za Nim: «Zaprawdę, powiadam wam: U nikogo w Izraelu
nie znalazłem tak wielkiej wiary. Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze Wschodu
i z Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie
niebieskim».