ŚMIERDZĄCA OLIMPIADA

Środa 28 lipca 2021

Na razie na tzw. olimpiadzie w Tokio Polacy nie zdobyli żadnego medalu. I oby tak dalej! Przypuszczam, że za kilkanaście lat wstyd będzie przyznawać się do laurów osiągniętych w farsie. Oczywiście odwołanie olimpiady przyniosłoby kilka miliardów dolarów strat, ucierpiałby głównie Międzynarodowy Komitet Olimpijski i tak coś tam z kasy przepadło wskutek przesunięcia zawodów o rok. Jakby Tokio odwołano gremium z MKOl musiałoby wyrzucić z menu kawior i szampana.

Media próbują z tej całej błazenady zrobić show, np. oklaski z taśmy imitują obecność kibiców (których nie ma), właściciele telewizji i sportowych Internetów wykupili od MKOl prawa do transmisji i relacji, teraz ten „produkt” muszą sprzedać reklamodawcom. Na końcu jesteśmy my, czyli widzowie. I tu jest coś, co możemy faktycznie przyzwoitego zrobić. Przyzwoitą rzeczą jest nie oglądanie tej farsy, no i jeśliby takich bojkotujących – jak piszący te słowa – było kilkadziesiąt milionów, tzw. olimpiada rozp… rozpadła by się! Moglibyśmy w ten sposób solidaryzować się z blisko 100 milionami Japończyków, którzy byli i są przeciwko cyrkowi w ich stolicy. Tamtejsze władze ugięły się jednak i poszły na zgodę z MKOl, kasa i nic więcej.

Nie winię tu sportowców, nie muszą wnikać w niuanse organizacyjne. Aczkolwiek ucieszyłbym się gdyby ktoś z naszych zawodników pokazał „wała” szefom MKOl, Władek Kozakiewicz zrobił to Moskalom w 1980 r. (starsi niech młodszym przypomną).

Do jakiegoś sensownego bojkotu nie dojdzie jednak przynajmniej z trzech powodów. Najpierw dlatego, że w grę wchodzą zbyt duże pieniądze i łatwo jest uciszyć takich krzykaczy jak ja. Po drugie dlatego, że nadal rządzi stara rzymska zasada „panem et circenses”, chleba i igrzysk. Ta oglądająca tzw. olimpiadę publiczność (w tym polska) chleba ma pod dostatkiem, z igrzyskami od ubiegłego roku jest słabo. I po trzecie, kwestia zagubionego smaku. Moja świętej pamięci wileńska babcia mawiała (i nauczyła mnie tego), że – proszę o wybaczenie bardziej delikatnych istot – o gównie nie należy mówić, bo to nieprzyzwoite. A już patrzeć na nie, to rzecz bardzo nieprzyzwoita. Niestety, od czasów Big Brothera przywykliśmy do oglądania gównianych rzeczy. I to tak bardzo, że im więcej tego g…., tym mniej nam śmierdzi. Dlatego tzw. olimpiadę w Tokio też łykniemy, tylko oczami na szczęście.

Itinerarium

WEDŁUG MIŁOŚCI

Wtorek 27 lipca 2021

Co jakiś czas przypominam sobie, że miłość jest największa i że trzeba według niej postępować, tak uczy Słowo Boże. Staram się zamieniać je w fakty mojego życia.

Przypominam to sobie – i Wam – bo sama deklaracja postępowania drogą miłości nie wystarcza. Jeśli jednak pamiętam co ma kierować moim życiem, to już jest dużo.

To jak to jest z miłością, przewodniczką życia?  Mam przed oczami listę osób, którym przebaczyłem i listę tych, których poprosiłem o przebaczenie. Mam listę miejsc na świecie, w Polsce i Lublinie, gdzie nigdy bym się nie znalazł, gdyby nie drogi miłości.  I długą listę rzeczy, które muszę zrobić czym prędzej, aby miłość kierowała moim życiem.

Itinerarium

JAK DIABEŁ DOBRO NAM ZABIERA

Poniedziałek 26 lipca 2021

Poniedziałek 26 lipca 2021

Gdybyśmy posłuchali rady św. Pawła, bylibyśmy o wiele bardziej zadowoleni ze swojego życia i osiągnęlibyśmy kilkukrotnie więcej. Oto i ta  rada, z listu do Koryntian: „Tak więc udzielam wam rady, a to przyniesie pożytek wam, którzy zaczęliście już nie tylko chcieć, lecz i działać.” Skracając – nie tylko chcieć ale i działać.

Jest wiele rzeczy, dobrych, pięknych i szlachetnych o których myślimy i których pragniemy w sercu. Prawdopodobnie większość z nich, może nawet 90%, pozostanie na tym etapie, nigdy ich nie zrobimy.

Kiedy już mamy w umyśle i sercu jakieś możliwe do spełnienia dobro, czasem niezwykłe i ogromne, zaraz uruchomią się w nas mechanizmy zwątpienia i oddalania. Przecież inni tego nie robią i jakoś żyją. Co sobie pomyślą znajomi z pracy? Rodzina mnie wyśmieje. Będą złośliwe komentarze, niepotrzebny szum. Już – zanim cokolwiek zrobimy – widzimy potencjalnie negatywne skutki i wycofujemy się. Podejrzewam, że to jest taktyka szatana, zamrażającego dobro przed przystąpieniem do jego realizacji.

Trochę historii teraz, znawcy naszych dziejów twierdzą, że już pierwsze powstanie pod zaborami, listopadowe z 1830 r.,  zakończyłoby się polskim zwycięstwem, gdyby więcej było Polaków, którzy nie tylko chcieliby ale i zadziałaliby. Większość chciała wolnej Polski, garstka zadziałała.

I wracając do naszych osobistych spraw. Popatrzmy – ja sam to czynię dzisiaj – na różne dobre i piękne dzieła, które nosimy w sobie, w umysłach, sercach i duszach. Pragniemy ich. Ale diabeł zabierze je, jeśli dzisiaj nie zaczniemy ich robić.

Itinerarium

NOWE ŚWIĘTO DO WYKONANIA

Niedziela 25 lipca 2021

Zachęcam dzisiaj, w niedzielę 25 lipca, abyście odwiedzili bliskie wam osoby starsze, dziadów, rodziców, sąsiadów czy znajomych.

Mamy pierwszy Światowy Dzień Dziadków i Osób Starszych ogłoszony przez Franciszka. Jan Paweł II wymyślił Światowe Dni Młodzieży (to już 35 lat temu), teraz jest pomysł aby zwrócić uwagę na osoby starsze. Z tej okazji papież napisał orędzie, znajdziecie je na końcu dzisiejszego wpisu.

Jest także wyjątkowa idea, którą Franciszek powiązał z nowym świętem. Można w niedzielę 25 lipca uzyskać odpust zupełny, jeżeli – pełna lista możliwości jest dalej – ktoś odwiedzi osobę starszą, niedomagającą lub samotną. A nawet, jeśli fizycznie to niemożliwe to odpust otrzymamy jeżeli z taką osobą porozmawiamy przez telefon lub Internet. Co to oznacza?

Otóż osoby starsze, schorowane lub samotne, mają w tym dniu taki sam status jak sanktuaria czy katedry! To piękna promocja podeszłego wieku, wskazanie, że tacy ludzie są miejscem szczególnej obecności Chrystusa. W świecie, który starość próbuje ukryć, zepchnąć w ciemne kąty i pozbawić jakiegokolwiek sensu, pochylenie się nad nią i dowartościowanie stanowi wołanie o dostrzeżenie wielkiej godności starszych ludzi.

Pewnie jeszcze przez dłuższy czas uczyć będziemy się jak świętować ten Dzień, zacząć możemy jednak od tych prostych wizyt i rozmów, zaniesiemy na pewno dużo radości i nadziei!

ORĘDZIE OJCA ŚWIĘTEGO

ŚWIATOWY DZIEŃ DZIADKÓW I OSÓB STARSZYCH

„JA JESTEM Z TOBĄ PRZEZ WSZYSTKIE DNI”

Drodzy dziadkowie, drogie babcie,

„Ja jestem z tobą przez wszystkie dni” (por. Mt 28, 20) – to obietnica, jaką Pan złożył uczniom zanim wstąpił do Nieba i którą dziś powtarza także Tobie, drogi dziadku i droga babciu. Tobie. „Ja jestem z tobą przez wszystkie dni”, to także słowa, które jako Biskup Rzymu i jako osoba starsza jak Ty, chciałbym skierować do Ciebie, z okazji tego pierwszego Światowego Dnia Dziadków i Osób Starszych: cały Kościół jest blisko Ciebie – mówiąc lepiej: jest blisko nas – troszczy się o Ciebie, kocha Cię i nie chce Cię opuścić!

Dobrze wiem, że to przesłanie dociera do Ciebie w trudnym czasie: pandemia okazała się nieoczekiwaną i gwałtowną burzą, ciężką próbą, która uderzyła w życie każdego, a z nami, starszymi, obeszła się w sposób szczególny, w sposób jeszcze cięższy. Wielu z nas chorowało i wielu odeszło, albo było świadkami tego, jak gasło życie ich małżonków i bliskich; jakże liczni byli zmuszeni do bardzo długiego trwania w samotności, odizolowaniu.

Pan zna każde z cierpień, jakich doświadczyliśmy w tym czasie. Jest blisko tych, którzy doświadczają bolesnego odsunięcia na bok; nasza samotność – która stała się jeszcze cięższą w czasie pandemii – nie jest Mu obojętna. Tradycja przekazuje, że także św. Joachim, dziadek Jezusa, był oddalony od swej wspólnoty, ponieważ nie miał dzieci; jego życie – tak, jak życie jego małżonki Anny – było uważane za bezwartościowe. Jednak Pan posłał do niego anioła, by go pocieszył. Kiedy on, zasmucony, pozostawał poza bramami miasta, ukazał mu się Boży posłaniec, aby powiedzieć mu: „Joachimie, Joachimie! Wysłuchał Pan Bóg twoją natarczywą modlitwę”[1]. Giotto na swoim słynnym fresku[2] zdaje się łączyć tę nocną scenę z jedną z tak wielu bezsennych nocy, do których wielu z nas jest przyzwyczajonych, a które są przepełnione wspomnieniami, zmartwieniami i pragnieniami.

Ale także wówczas, gdy wszystko wydaje się pogrążone w mroku, jak podczas tych miesięcy pandemii, Pan nie przestaje posyłać aniołów, aby ukoić naszą samotność i powtarzać nam: „Ja jestem z tobą przez wszystkie dni”. Mówi to do Ciebie, mówi to do mnie, do wszystkich. I to jest istotą tego pierwszego Dnia, który pragnąłem aby był obchodzony po raz pierwszy właśnie w tym roku, po długim czasie izolacji i wciąż powolnym odradzaniu się życia społecznego: aby każdego dziadka, każdą babcię, każdą osobę starszą – zwłaszcza tych spośród nas, którzy są najbardziej samotni – odwiedził anioł!

Czasem ci aniołowie mają twarze naszych wnuków, czasem członków rodziny, dawnych przyjaciół lub tych, których poznaliśmy właśnie w tych trudnych chwilach. W tym czasie nauczyliśmy się rozumieć, jak ważne są dla każdego z nas objęcia i odwiedziny, i jakże zasmuca mnie fakt, że w niektórych miejscach nie są one jeszcze możliwe!

Pan jednakże wysyła nam swoich posłańców także za pośrednictwem Słowa Bożego. Nie pozwala, aby go kiedykolwiek zabrakło w naszym życiu. Czytajmy każdego dnia kartę Ewangelii, módlmy się Psalmami, czytajmy proroków! Będziemy wzruszeni wiernością Pana. Pismo pomoże nam także zrozumieć to, o co Pan prosi dziś w naszym życiu. On bowiem posyła robotników do swej winnicy o każdej porze dnia (por. Mt 20, 1-16) i w każdym okresie życia. Ja też mogę zaświadczyć, że otrzymałem wezwanie, by zostać Biskupem Rzymu, kiedy osiągnąłem, że tak powiem, wiek emerytalny i wyobrażałem sobie, że nie będę już mógł zrobić zbyt wiele nowego. Pan jest zawsze blisko nas – zawsze – z nowymi zaproszeniami, z nowymi słowami, ze Swym pocieszeniem, zawsze blisko nas. Wiecie, że Pan jest wieczny i nigdy nie udaje się na emeryturę. Nigdy.

W Ewangelii wg św. Mateusza, Jezus mówi do Apostołów: „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem” (28, 19-20). Te słowa skierowane są dziś także do nas i pomagają nam lepiej zrozumieć, że naszym powołaniem jest strzeżenie korzeni, przekazywanie wiary młodym i zaopiekowanie się najmniejszymi. Wsłuchajcie się w to dobrze: jakie jest nasze powołanie dziś,  w naszym wieku? Strzeżenie korzeni, przekazywanie wiary młodym i zaopiekowanie się najmniejszymi. Nie zapominajcie o tym.

Nie ważne, ile masz lat, czy jeszcze pracujesz, czy już nie, czy zostałeś sam, czy też masz rodzinę, czy jesteś babcią lub dziadkiem od młodszych lat czy też trochę później, czy jesteś nadal samodzielny, czy też potrzebujesz pomocy – ponieważ nie istnieje wiek emerytalny, jeśli chodzi o zadanie głoszenia Ewangelii, zadanie przekazywania tradycji wnukom. Trzeba wyruszyć w drogę i, przede wszystkim, wznieść się ponad swoje ograniczenia, aby podjąć coś nowego.

W tym kluczowym momencie historii, także dla Ciebie istnieje więc pewne odnowione powołanie. Zapytasz: ale jak to możliwe? Moje siły się wyczerpują, nie sądzę, bym mógł wiele uczynić. W jaki sposób mam zacząć zachowywać się w nowy sposób, kiedy przyzwyczajenia stały się regułami mojego istnienia? W jaki sposób mam się poświęcić biedniejszemu ode mnie, kiedy tak bardzo przejmuję się już moją rodziną? W jaki sposób mogę rozszerzyć moje spojrzenie, jeśli nie wolno mi nawet wyjść poza dom, w którym mieszkam? Czy moja samotność nie jest zbyt ciężkim głazem? Ilu z was stawia sobie to pytanie: czy moja samotność nie jest zbyt ciężkim głazem? Także Jezus usłyszał podobne pytanie, zadane mu przez Nikodema, który zapytał Go: „Jakżeż może się człowiek narodzić będąc starcem” (J 3, 4). Może się to dokonać, odpowiada Pan, przez otwarcie serca na działanie Ducha Świętego, który wieje, gdzie chce. Ducha Świętego z jego wolnością podążania wszędzie i czynienia tego, co pragnie.

Jak powtarzałem wielokrotnie, z kryzysu, w którym znalazł się świat, nie wyjdziemy tacy sami: wyjdziemy lepsi albo gorsi. I „daj Boże, aby (…) nie było to kolejne poważne wydarzenie dziejowe, z którego nie potrafimy wyciągnąć lekcji”. Jesteśmy uparci! „Obyśmy nie zapomnieli o osobach starszych, które zmarły z powodu braku respiratorów (…). Oby tak wielkie cierpienie nie było daremne, obyśmy przeszli do nowego sposobu życia i odkryli raz na zawsze, że potrzebujemy siebie nawzajem i jesteśmy dłużnikami jedni drugich, aby ludzkość mogła odrodzić się” (Enc. Fratelli tutti, 35). Nikt nie zbawia się sam. Jesteśmy dłużnikami jedni drugich. Wszyscy braćmi.

W tej perspektywie, chciałbym powiedzieć Ci, że jesteś potrzebny do tworzenia, w braterstwie i przyjaźni społecznej, jutrzejszego świata: tego, w którym będziemy żyć – my, wspólnie z naszymi dziećmi i wnukami – kiedy ustanie burza. Wszyscy „bądźmy aktywni w rehabilitacji i wspieraniu zranionych społeczeństw” (tamże, 77). Wśród rozmaitych filarów, które muszą dźwigać tę nową konstrukcję, znajdują się trzy, które Ty, lepiej niż inni, możesz pomóc wznieść. Trzy filary: marzeniapamięć i modlitwa. Bliskość Pana da siłę, także najbardziej kruchym spośród nas, aby wyruszyć w tę nową drogę: drogami marzeń, pamięci i modlitwy.

Prorok Joel wypowiedział kiedyś tę obietnicę: „starcy wasi będą śnili, a młodzieńcy wasi będą mieli widzenia” (Jl 3,1). Przyszłość świata znajduje się w tym przymierzu pomiędzy młodymi i starszymi. Kto, jeśli nie młodzi może przyjąć marzenia starszych i nieść je dalej? Ale do tego potrzeba, abyśmy dalej marzyli: w naszych marzeniach o sprawiedliwości, pokoju, solidarności znajduje się ta możliwość, aby nasi młodzi mieli nowe widzenia i abyśmy wspólnie mogli budować przyszłość. Konieczne jest także, abyś ty dał świadectwo, że można wyjść odnowionym z doświadczenia próby. I jestem pewien, że nie będzie ono jedynym, bo w swoim życiu doświadczyłeś ich wielu i udało Ci się z nich wyjść. Wyciągnij wnioski także i z tego doświadczenia, by wyjść z niego teraz.

Marzenia są zatem splecione z pamięcią. Myślę o tym, jak cenna jest ta bolesna pamięć wojny, i jak wiele nowe pokolenia mogą się z niej nauczyć na temat wartości pokoju. To Twoim zadaniem, jako tego, kto przeżył ból wojen, jest przekazanie tego. Upamiętnianie jest prawdziwą i właściwą misją każdej osoby starszej: pamięć i niesienie pamięć innym. Edith Bruck, która przeżyła dramat Holokaustu, powiedziała: „nawet oświecenie jednego tylko sumienia warte jest trudu i bólu utrzymywania żywej pamięci tego co się wydarzyło – i dodała – Dla mnie pamięć jest życiem”[3]. Myślę też o moich dziadkach i o tym, jak wielu z was musiało wyemigrować i wie, jak trudno jest opuścić własny dom, jak czyni to wielu także dziś, w poszukiwaniu przyszłości. Być może niektórych z nich mamy obok i być może to oni się nami opiekują. Ta pamięć może pomóc nam w tworzeniu świata bardziej ludzkiego, bardziej otwartego na przyjęcie. Ale bez pamięci nie można budować, bez fundamentów nigdy nie zbudujesz domu. Nigdy. A fundamentem życia jest pamięć.

Wreszcie: modlitwa. Jak powiedział kiedyś mój poprzednik, Papież Benedykt, święty starzec, który wciąż modli się za Kościół i dla niego pracuje: „modlitwa osób starszych może chronić świat, pomagając mu w sposób być może bardziej skuteczny, niż wysiłki tak wielu”[4]. Powiedział to prawie na koniec swego pontyfikatu w 2012 r. To piękne. Twoja modlitwa jest bardzo cennym źródłem: jest płucem, bez którego Kościół i świat nie mogą się obyć (por. Adhort. apost. Evangelii gaudium, 262). Zwłaszcza w tym tak trudnym dla ludzkości czasie, kiedy przemierzamy, wszyscy w tej samej łodzi, wzburzone morze pandemii, Twoje wstawiennictwo za światem i Kościołem nie jest daremne, ale ukazuje wszystkim spokojną ufność, że dotrzemy do brzegu.

Droga babciu, drogi dziadku, kończąc to moje przesłanie, chciałbym wskazać Ci także przykład błogosławionego – a wkrótce świętego – Karola de Foucauld. Żył on jako pustelnik w Algierii i w tym kontekście peryferii dał świadectwo „swego pragnienia, aby postrzegać każdego człowieka jak brata” (Enc. Fratelli tutti, 287). Jego losy pokazują, jak bardzo, nawet w osamotnieniu na pustyni, możliwe jest wstawianie się za ubogimi całego świata i stawanie się prawdziwie bratem i siostrą wszystkich.

Proszę Pana, aby, także dzięki jego przykładowi, każdy z nas poszerzał swoje serce i uwrażliwiał je na cierpienie tych ostatnich, a także był zdolny wstawiać się za nimi. Aby każdy z nas nauczył się powtarzać wszystkim, a zwłaszcza najmłodszym, te słowa pocieszenia, które dziś usłyszeliśmy skierowane do nas: „Ja jestem z tobą przez wszystkie dni”! Dalej, odwagi! Niech Pan wam błogosławi.

Rzym, u św. Jana na Lateranie, 31 maja, w święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny

FRANCISZEK

[1] Wydarzenie to jest opisane w Protoewangelii Jakuba.

[2] Chodzi o obraz wybrany jako logo obecnego Światowego Dnia Dziadków i Osób Starszych

[3] La memoria è vita, la scrittura è respiroL’Osservatore Romano, 26 stycznia 2021 r.

[4] Wizyta w domu „Viva gli anziani”, 2 listopada 2012 r.

Osoby, które wezmą udział w uroczystościach 1. Światowego Dnia Dziadków i Osób Starszych, obchodzonego w Kościele katolickim na całym świecie w 4. niedzielę lipca, będą mogły uzyskać odpust zupełny pod zwykłymi warunkami. Dekret w tej sprawie opublikowała dziś Penitencjaria Apostolska.

Odpust zupełny będą mogły uzyskać osoby, które – oprócz spełnienia zwykłych warunków – 25 lipca wezmą udział w uroczystościach, które będą sprawowane czy to w Bazylice Watykańskiej pod przewodnictwem papieża Franciszka, czy też w Kościołach lokalnych na całym świecie. Na tych samych warunkach będzie on też przysługiwał tym osobom, które tego dnia odwiedzą osoby starsze znajdujące się w potrzebie i osamotnieniu lub – w przypadku niemożliwości osobistego spotkania – skontaktują się z nimi i spędzą wspólnie czas dzięki pomocy środków telekomunikacyjnych. Z możliwości skorzystania z odpustu będą mogły skorzystać też osoby starsze, które z powodu choroby czy innych przeszkód zdrowotnych, nie będą mogły wziąć fizycznie wziąć udziału w tych obchodach, ale pozostaną w szczególnej łączności duchowej. Z myślą o możliwości spełnienia zwykłych warunków uzyskania odpustu, wśród których znajduje się też odprawienie spowiedzi sakramentalnej, Penitencjaria Apostolska zachęca też wszystkich księży do szczególnej dyspozycyjności w posługiwaniu sakramentem pojednania.

Itinerarium

RUCH W SPICHLERZACH

Sobota 24 lipca 2021

Dzisiejsza ewangeliczna opowieść o żniwach zbiega się z pierwszymi w naszym regionie zbiorami rzepaków i zbóż, na polach i drogach więcej już kombajnów i traktorów. Ponoć Piłsudski mawiał, że dwie grupy ludzi konieczne są dla przetrwania narodu – żołnierze i chłopi. Żołnierze, aby obronić przed wrogiem a chłopi, żeby nie zabrakło chleba.

Nie wiem za dobrze jak tam z naszym wojskiem, ale polskie mąki, sery i owoce są naprawdę znakomite, trzeba ich tylko poszukać na półkach sklepowych. Wiem, czasem są droższe.

Kierowców upraszam, aby nie trąbili na kombajnistów i traktorzystów, snują się wolniej niż samochody, ale dzięki nim mamy potem na stołach smakołyki. Wiem, bo dawałem sobie radę na Vistuli (zagadka dla młodszych czytelników).

Przy okazji, metaforycznie, warto popatrzeć na nasze wewnętrzne uprawy. Co tam w nas dojrzało i owocuje, a co jest chwastem, jak najszybciej do usunięcia.

Ewangelia

Jezus opowiedział tłumom tę przypowieść:

«Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swojej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł.

A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: „Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast?” Odpowiedział im: „Nieprzyjazny człowiek to sprawił”. Rzekli mu słudzy: „Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?”

A on im odrzekł: „Nie, byście zbierając chwast, nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza”».

Itinerarium

SZACUNEK DLA NIEKTÓRYCH APOSTATÓW

Piątek 23 lipca 2021

Może to niektórych z was zaskoczy, ale mam szacunek dla apostatów, ściślej mówiąc dla osób, które zdecydowały się wystąpić z Kościoła (katolickiego czy innego). Na początek jednaj zacytuję informacje z tzw. Małego Rocznika Statystycznego publikowanego przez Główny Urząd Statystyczny.

Według publikacji GUS, do Kościoła rzymskokatolickiego – w roku 2020 – należy w Polsce 32 mln 440 tys. 722 wiernych w 10 tys. 256 parafiach. Duchownych jest 30 tys. 489, w tym 65 księży Ordynariatu Polowego Wojska Polskiego. Rocznik GUS liczbę wiernych Kościoła katolickiego utożsamia z terminem “ochrzczeni”, podając taką informację w przypisie do tabeli wyznań religijnych. Na koniec 2020 r. w Polsce było 38 mln 265 tys. mieszkańców.

Tyle statystyki. Nie wiem ilu Polaków formalnie wystąpiło z Kościoła. Mam dla nich szacunek ponieważ coś zrobili. Musieli pójść do którejś z kancelarii parafialnych, odbyć rozmowę (możemy sobie wyobrazić jaką) ze „swoim” proboszczem, wypełnić jakieś dokumenty, wcześniej na pewno myśleli o swojej decyzji, przeżywali większe lub mniejsze emocje związane z religią. Być może był to dla nich pierwszy w życiu świadomy akt o charakterze religijnym, sami coś zrobili na polu swojej religijności, czasem zapewne na znak protestu, czasem z powodu silnego wzburzenia emocjonalnego a czasem z chęci bycia innym, awangardowym. Na pewno jednak coś zrobili w sprawach swojej wiary.

Teraz wracam do statystyk i przypuszczam, że wśród tych ponad 32 mln Polaków, zakwalifikowanych jako katolicy, apostatów jest znacznie więcej. Myślę o ludziach, którzy nigdy nie wypełnili dokumentu o apostazji i nie pomyślą o tym ani przez chwilę. Są to jednak ludzie, którzy dawno faktycznie opuścili Kościół, nie mają z nim nic wspólnego. Jest im całkowicie obojętne do jakiej kategorii zalicza ich GUS czy jakikolwiek inny rachmistrz.

Dlaczego tacy ludzie nie wystąpią formalnie z Kościoła? Z powodu Biedronki lub Lidla. Naprawdę w naszych supermarketach jest tyle fajnych rzeczy, promocji i wyprzedaży, a w galeriach jest tak przyjemnie, miło i sympatycznie. Po co iść do kancelarii i narażać się na raczej niemiłe sytuacje?

Pamiętam historię jednego z muzułmanów, mieszkającego w  Lublinie, którego współwyznawcy przyłapali na tym, że w czasie ramadanu (święty post w islamie) wcinał kanapkę po południu, a zgodnie ze swoją wiarą mógł to zrobić albo przed wschodem słońca albo po zachodzie. Publicznie zarzucono mu, że zdradził islam i musi odbyć surową pokutę. No i teraz wyobraźmy sobie, że jakiś katolik wcina kanapkę z mięsem w piątek, dzień katolickiego postu, inni katolicy to widzą i … I życzą mu –  „Smacznego!”. Przejaskrawiam trochę, ale czy nie jest tak, że wypisujemy się z Kościoła przez łamanie choćby takich zasad jak piątkowe posty?

Lenistwo i obojętność, na wiarę, zbawienie, religia kupowania i konsumowania, o wiele liczniej pomnożyły szeregi apostatów niż same dokumenty wypełniane w kancelariach parafialnych.

Itinerarium

TO DZIĘKI NIEJ WIERZYMY

Czwartek 22 lipca 2021

Dzisiejszą patronką jest św. Maria Magdalena, tradycja widzi w niej kobietę nawróconą z wielkiego zła, wyzwoloną przez Jezusa z siedmiu złych duchów.

Mamy w pamięci św. Piotra, niezwykłe misje św. Pawła, ewangelistów, którzy spisali słowa i czyny Jezusa. Czytając ewangelie należy powiedzieć, że to wszystko zawdzięczają Marii Magdalenie. Ona zdjęła ciało Jezusa z krzyża, namaściła je i uczestniczyła w pogrzebie, potem jako pierwsza znalazła pusty grób i pierwsza odkryła, że Ten, który umarł znowu żyje. Apostołowie ledwo podążali za jej wiarą.

Jeśli dzisiaj przyjdzie odnowa chrześcijaństwa to zapewne dzięki kobietom. Widać to po ich obecności w kościołach, zaangażowaniu w ruchy odnowy wiary i coraz większą odpowiedzialność za dzieła miłosierdzia. To w świetle Ewangelii nie jest dziwne, tam kluczowe role odgrywają kobiety, zaczynając od Maryi a kończąc na dzisiejszej patronce. Kobiety łączą głęboko i pięknie wiarę z miłością, choć dzisiaj w Kościele wciąż rezerwuje się dla nich funkcje co najwyżej drugorzędne.

Może inaczej patrzą na to ci z nas, których wiary nauczyły babcie i matki. Dla nas to one kojarzą się odkryciem Pana Boga, z Jego miłością i przebaczeniem. Potem oczywiście przyszły mądre kazania czy nauczanie papieży. Do zbawienia jednak potrzebujemy wiary i miłości.

Itinerarium

NIECH NAS ROZPIERA DUCH CHWAŁY

Środa 21 lipca 2021

Wklejam poniżej biblijną opowieść o szemrzących Izraelitach wychodzących z egipskiej niewoli. Szemranie to ciągłe niezadowolenie, narzekanie, marudzenie, wymyślanie Bogu pod nosem. Szemranie to ciche pretensje, ciche, aby nie być posądzonym o jawny sprzeciw. Ciche, ale na tyle donośne, aby Bóg czy ludzie, usłyszeli. W istocie szemrania ukryta jest zgorzkniała chęć zarządzania po swojemu Panem Bogiem, a zwłaszcza Jego wszechmocą. Szemranie jest próbą podporządkowania Pana Boga naszym ludzkim wyobrażeniom. Myślę, że my Polacy, doskonale odnajdziemy tu swoje aspiracje i nastrój ducha.

Jest jednak i inny stan ducha, najlepiej widać go w psalmach, gdzie autorzy zachwycają się życiem, cieszą z każdego dnia, uwielbiają Stwórcę nieba i ziemi, widzą Jego działanie i bliskość w szumie lasów i łanach zbóż. Codziennie odkrywają cudowne piękno drugiego człowieka i witają blask jego twarzy jako zapowiedź wielkiej tajemnicy. Niech ten duch chwały rozpiera nas dzisiaj!

Synowie Izraela wyruszyli z Elim. Przybyło zaś całe zgromadzenie Izraelitów na pustynię Sin, położoną między Elim a Synajem, piętnastego dnia drugiego miesiąca od ich wyjścia z ziemi egipskiej.

I zaczęło szemrać na pustyni całe zgromadzenie Izraelitów przeciw Mojżeszowi i przeciw Aaronowi. Izraelici mówili im: «Obyśmy pomarli z ręki Pana w ziemi egipskiej, gdzie zasiadaliśmy przed garnkami mięsa i jadaliśmy chleb do syta! Wyprowadziliście nas na tę pustynię, aby głodem zamorzyć całą tę rzeszę».

Pan powiedział wówczas do Mojżesza: «Oto ześlę wam chleb z nieba, jak deszcz. I będzie wychodził lud, i każdego dnia będzie zbierał według potrzeby dziennej. Chcę ich także doświadczyć, czy pójdą za moimi rozkazami czy też nie. Lecz szóstego dnia zrobią zapas tego, co przyniosą, a będzie to podwójna ilość tego, co będą zbierać codziennie».

Mojżesz rzekł do Aarona: «Powiedz całemu zgromadzeniu Izraelitów: Przybliżcie się do Pana, gdyż słyszał wasze szemrania». Gdy Aaron przemawiał do całego zgromadzenia Izraelitów, spojrzeli ku pustyni i ukazała się im w obłoku chwała Pana.

I przemówił Pan do Mojżesza tymi słowami: «Słyszałem szemranie Izraelitów. Powiedz im tak: O zmierzchu będziecie jeść mięso, a rano nasycicie się chlebem. Poznacie wtedy, że Ja, Pan, jestem waszym Bogiem».

Rzeczywiście wieczorem przyleciały przepiórki i pokryły obóz, a nazajutrz rano warstwa rosy leżała dokoła obozu. Gdy się warstwa rosy uniosła ku górze, wówczas na pustyni leżało coś drobnego, ziarnistego, niby szron na ziemi.

Na widok tego Izraelici pytali się wzajemnie: «Co to jest?» – gdyż nie wiedzieli, co to było.

Wtedy powiedział do nich Mojżesz: «To jest chleb, który daje wam Pan na pokarm».

(Wj 16)

Środa 21 lipca 2021

Itinerarium

ROZWÓD Z MIŁOŚCI

Wtorek 20 lipca 2021

Są opowieści o miłości piękne, przejmujące i namiętne. I są bardzo zaskakujące, dziwne i dające do myślenia. Tak jak historia Andrzeja i Beaty.

Małżeństwem byli dziesięć lat, pojawiła się dwójka dzieci. Andrzej miał za sobą trudną przeszłość, dwa krótkie wyroki w więzieniu. Trzeci był już poważny, całe dziesięć lat. W trakcie kary związek zaczął się chwiać, po roku on przestał pisać listy, dzwonił coraz rzadziej, nie chciał widzeń. Wreszcie wystąpił o rozwód i sprawa wydawała się zamknięta.

Jakieś pół roku po wyjściu na wolność odezwał się do byłej żony, nalegał na spotkania, ona w tym czasie żyła w luźnym związku z innym mężczyzną. Zaczął wyznawać jej miłość, zadbał o kwiaty (niekradzione) i drobne prezenty. Dalej było nawet romantycznie, ponownie zawarli małżeństwo i od trzech prawie lat żyją w nowym – starym związku. Mniej romantycznie Andrzej uzasadniał swoją decyzję o rozwodzie. Dziesięć lat bez chłopa to dla kobiety w kwiecie wieku surowa kara, mówi. Nie chciał jej na to skazywać, założył, że być może po więzieniu ona zechce do niego wrócić. No i nie zdradzała go przecież, bo przez te dziesięć nie była jego żoną!

W rozumowaniu Andrzeja jest jakaś surowa logika, może i zawiła kalkulacja, z pozoru niedorzeczność. Słuchając jego opowieści przyszedł mi do głowy jednak werset z biblijnego hymnu o miłości, że „wszystko przetrzyma”. Nawet więzienie i rozwód zatem. To tylko jednak skojarzenie. Niemniej cieszę się, że bohaterom tej historii życie na razie układa się bardzo dobrze.

Itinerarium

PSZCZELE LEKCJE ŻYCIA I SENSU

Poniedziałek 19 lipca 2021

Tę pszczołę zastałem w pracy kilka la temu. Jak tylko mogę przyglądam się zwyczajom pszczelim.

O pracowitości pszczół wiadomo wszem. Mitem zaś jest, że pszczoły tylko pracują. Pszczoły owszem odpoczywają, ale tylko wtedy gdy są zmęczone. Pracą zasadniczo się nie męczą bo robią to co umieją i co lubią. To oczywiście stoi w sprzeczności z dużym procentem bezsensownej ludzkiej pracy. Wielu z nas wykonuje pracę, której nie lubi, przez co szybko się męczymy.

Pszczoły wykonują swoja pracę dokładnie i do końca, to widać jak się patrzy uwijającą się pszczołę przy jakimś kwieciu. PO pszczelej pracy nawet krztyna nektaru nie pozostaje.

Ule mogą być przykładem niezwykle głębokiej wspólnoty działania, podziału ról, skutecznej kooperacji i wzajemnego uzupełniania się.

Pszczoły działają celowo, nie marnują energii na zbędne rzeczy, nie zbierają się i naradzają, co tu zrobić, może by tak pokąsać sąsiada? A ludziom przydarza się to często.

Tyle pszczelich pouczeń. Na koniec nieco statystyki. Na Lubelszczyźnie żyje i pracuje prawie 12 procent polskich pszczół, jesteśmy najbardziej pszczelim regionem w kraju. Pszczelarzy w Polsce jest ponad 80 tysięcy (nie wiadomo jaki procent stanowią panie, zdecydowanie niewielki) a ponad 60 procent z nich przekroczyło  50 lat. Nasze pszczoły wytwarzają blisko 19 tysięcy ton miodu. Polski rynek zalewa ogromna ilość taniego miodu z Chin, stosunkowo dużo tego rarytasu importujemy też z … Urugwaju (nie wiem dlaczego).

Itinerarium