ŚMIERDZĄCA OLIMPIADA

Środa 28 lipca 2021

Na razie na tzw. olimpiadzie w Tokio Polacy nie zdobyli żadnego medalu. I oby tak dalej! Przypuszczam, że za kilkanaście lat wstyd będzie przyznawać się do laurów osiągniętych w farsie. Oczywiście odwołanie olimpiady przyniosłoby kilka miliardów dolarów strat, ucierpiałby głównie Międzynarodowy Komitet Olimpijski i tak coś tam z kasy przepadło wskutek przesunięcia zawodów o rok. Jakby Tokio odwołano gremium z MKOl musiałoby wyrzucić z menu kawior i szampana.

Media próbują z tej całej błazenady zrobić show, np. oklaski z taśmy imitują obecność kibiców (których nie ma), właściciele telewizji i sportowych Internetów wykupili od MKOl prawa do transmisji i relacji, teraz ten „produkt” muszą sprzedać reklamodawcom. Na końcu jesteśmy my, czyli widzowie. I tu jest coś, co możemy faktycznie przyzwoitego zrobić. Przyzwoitą rzeczą jest nie oglądanie tej farsy, no i jeśliby takich bojkotujących – jak piszący te słowa – było kilkadziesiąt milionów, tzw. olimpiada rozp… rozpadła by się! Moglibyśmy w ten sposób solidaryzować się z blisko 100 milionami Japończyków, którzy byli i są przeciwko cyrkowi w ich stolicy. Tamtejsze władze ugięły się jednak i poszły na zgodę z MKOl, kasa i nic więcej.

Nie winię tu sportowców, nie muszą wnikać w niuanse organizacyjne. Aczkolwiek ucieszyłbym się gdyby ktoś z naszych zawodników pokazał „wała” szefom MKOl, Władek Kozakiewicz zrobił to Moskalom w 1980 r. (starsi niech młodszym przypomną).

Do jakiegoś sensownego bojkotu nie dojdzie jednak przynajmniej z trzech powodów. Najpierw dlatego, że w grę wchodzą zbyt duże pieniądze i łatwo jest uciszyć takich krzykaczy jak ja. Po drugie dlatego, że nadal rządzi stara rzymska zasada „panem et circenses”, chleba i igrzysk. Ta oglądająca tzw. olimpiadę publiczność (w tym polska) chleba ma pod dostatkiem, z igrzyskami od ubiegłego roku jest słabo. I po trzecie, kwestia zagubionego smaku. Moja świętej pamięci wileńska babcia mawiała (i nauczyła mnie tego), że – proszę o wybaczenie bardziej delikatnych istot – o gównie nie należy mówić, bo to nieprzyzwoite. A już patrzeć na nie, to rzecz bardzo nieprzyzwoita. Niestety, od czasów Big Brothera przywykliśmy do oglądania gównianych rzeczy. I to tak bardzo, że im więcej tego g…., tym mniej nam śmierdzi. Dlatego tzw. olimpiadę w Tokio też łykniemy, tylko oczami na szczęście.

Itinerarium

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.