BÓG NA CAŁOŚĆ

26 grudnia 2004

Pomimo pozorów (wiersze, piosenki, obrazy, etc.) mam silne przekonanie, że ani nie poznaliśmy w jakiś możliwie adekwatny sposób miłości ani tym bardziej nie korzystamy z jej potencjału.

Jeśli coś zmienia świat – a tak przy żłóbku wciąż się upewniam – to miłość. I ona zmienia też nas. Wszystko zmienia, zmienić może. Tak.

Coś jednak zawsze każe nam iść nam na kompromisy. A to przyzwoitość jest granicą miłości, a to prawo, a to stany wyższej konieczności, a to podwładni lub przełożeni, a to mama lub tata, syn lub córka, nawet babcia. Tylko Bóg jest (i był, i daj Boże, będzie) bezkompromisowy w miłości. Poszedł na całość. Dlatego mamy wciąż z Nim kłopot, nie możemy Go poznać, dotknąć, ogarnąć. Bo na to potrzeba miłości w nas. Nieograniczonej. My zaś ciągle stawiamy jakieś granice miłości. Nawet wtedy, gdy świętujemy Boże Narodzenie.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

PUSTE NIEBO

25 grudnia 2004

Miłość jest możliwa.

Czasem trzeba kogoś rozśmieszyć. Uszczypnąć. Przytulić. Wódkę postawić. Pogadać od serca. Pokłócić się. Znieść nieogolony policzek. Ujrzeć cud w zmarszczkach. Dać po pysku dla opamiętania. Ryczeć całą noc z żalu nieutulonego.

Tak i jeszcze na tysiąc innych sposobów trzeba i warto kochać.

Miłość jest możliwa. Bóg to udowodnił. Dał Syna. Właśnie w szaleństwie miłości. W Betlejem na zawsze.

Mamy Boże Narodzenie właśnie po to, aby uwierzyć na nowo w miłość. Uczynić z niej Gwiazdę Życia.

Miłość otworzyła Niebo. Więcej, zeszła z Nieba tu. Do mnie i do Ciebie. Niebo jest puste. Już takie będzie zawsze. Bo Bóg przeniósł się tutaj. A jeśli staniesz się miłością, to będziemy mieli tutaj Nowe Niebo.

Kiedy pierwszy raz usłyszałeś – KOCHAM CIĘ. To było twoje pierwsze Boże Narodzenie.

Kiedy mówisz KOCHAM, sprawiając miłość, w ciele i duszy, jesteś Bożym Narodzeniem.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , ,

ZAPOWIEDŹ BOŻEGO NARODZENIA

24 grudnia 24

A wszystko wydarzyło się w ciszy. Nocą. Niewielu zdawało sobie sprawę, że to najważniejszy moment historii. I tak jest do dzisiaj.

Itinerarium , , , , ,

NADCHODZI DZIEŃ SŁOŃCA

23 grudnia 2004

Dzień skoczył o kilka sekund. To już zwycięstwo.

Dużo zależy od sztuki patrzenia. Właściwy kierunek to perspektywa dnia.

Czarnych chwil nie braknie nikomu z nas. Zwyciężają ci, którzy spoglądają ku światłu i pozwalają mu się owładnąć.

Nawiedza nas z wysoka Wschodzące Słońce.
Wstań i idź.

Itinerarium , , , , , , , ,

JAK SIĘ WIĄŻE LEN

22 grudnia 2004

Żeby dobrze związać i zebrać len, trzeba to robić rano. Nie za wcześnie, bo kiedy zwiąże się go jeszcze zbyt mokrym, to potem spleśnieje w zadusze gorącego południa. I nie za późno, bo wówczas słomiane paździory pokaleczą dotkliwie przedramiona. Więc trzeba to czynić w samą porę. Trochę wcześniej niż o wschodzie słońca. Ale w taką porę by obleciała już z łodyg wilgoć nocnej rosy. Raz jest to po księżycowej nocy później, a raz po bezgwiezdnej – wcześniej. W samą porę trzeba wiązać len. Najlepiej wtedy, gdy nie jest już przylgnięty do ścierniska ale jeszcze wtedy gdy nie trzaska sprażony suchotą sierpniowego żaru.

Trzeba wiązać len w samą porę. Kiedy wiązałem len, w samą porę, uczyłem się jak dotykać Boga. A kiedy rozleniwienie lub zbytni pośpiech, kazały mi czynić to nie we właściwej porze, i len nie był dobrze związany i Bóg poszedł do innych spraw.

Itinerarium , , , , , , , ,

RADY WĘDKARZA

21 grudnia 2004

Czekaliście kiedyś w szuwarach na rybę z wędziskiem w ręku?
Trzeba najpierw być cicho. Jakby trochę zapomnieć o sobie. Zarzucić, możliwie bezszelestnie żyłkę, w odpowiednie miejsce, z góry wybrane, rokujące najlepszy rezultat.

Potem zaczyna się celebracja oczekiwania. Delikatnie sterujemy wędziskiem tak by ułożyć schowaną pod lustrem wody przynętę, zgodnie z prądem wody. Wzrok przenosisz na spławik. Trzeba uważnie się przyglądać jego ruchom, by nie przegapić brania. Co innego żarłoczny okoń, który atakuje przynętę tak jakby zaraz miał być koniec świata, co innego płoć dziergająca na raty smakołyk na haczyku, a zupełnie inna sprawa to branie leszcza, który najpierw pozaczepia jedzonko nieśmiałymi podrygami, potem uniesie go do góry (spławik położy się na wodzie wówczas!), a na koniec pogoni ze zdobyczą zawsze w górę rzeki, pod prąd. Tak czy inaczej, jak przeoczysz właściwy moment, straciłeś szansę.

I tak to jest z Bogiem i Jego Przychodzeniem.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

RADA GRZYBIARZA

20 grudnia 2004

Gdybyśmy umieli w poszukiwaniu Boga zachować taką samą uwagę i zdolność postrzegania jak choćby przy wyszukiwaniu grzybów…

Co robią wytrawnie grzybiarze? Patrzą pod nogi, a potem lustrują z uwagą okolicę, najpierw najbliższą, potem trochę dalszą, by wreszcie omieść wzrokiem najdalszą perspektywę. Najczęściej zdziwieni wołają: „O kurczę! Mało co go nie rozdeptałem!” Znakomite okazy są tuż obok, wprost pod nogami, dlatego tak łatwo je pominąć!

Tak samo, a może jeszcze bardziej „pod nogami”, czeka na nas Bóg.

Itinerarium , , , , , ,

ŚWIATŁOŚĆ ZA 5 DNI

19 grudnia 2004

21 grudnia dzień zwycięży noc, przybędzie kilka sekund dnia i znowu będziemy mówić „dzień dłuższy od najkrótszego w roku o 1 minutę”. Na przełomie zimowej równonocy są Święta Bożego Narodzenia.

Piękno starej tradycji Rorat, nawiązuje do wewnętrznej walki między ciemnością i światłem w ludzkich sercach. Ten ma udany Adwent, kto umiał rozświetlić swoje serce blaskiem, który pokonuje jego wewnętrzne ciemności. Istotna walka trwa w naszych sercach, jej obrazem jest zmaganie żywiołów i liturgia Adwentu.

Jezus to „Słońce” (w ustach Zachariasza), Maria to Jutrzenka, przedświt, zapowiedź Słońca. Kiedy modlimy się w grudniowe poranki, zyskujemy moc do wewnętrznej walki, między ciemnością i światłem w nas.

Kiedy więc wchodzimy w ostatnią fazę Adwentu, pozwólmy się ogarnąć tej zasadniczej nadziei: Światło zawsze zwycięża mrok. Między Światłem a Nocą trwa najistotniejsza walka.

Życie było światłością ludzi,
a światłość w ciemności świeci,
i ciemność jej nie ogarnęła.

Niech się tak stanie.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

WIELKIE ANTYFONY

18 grudnia 2004

Na kilka dni przed obchodem Tajemnicy Wcielenia i Narodzenia Chrystusa zachęcam do wniknięcia w tzw. Wielkie Antyfony. Pojawiają się one w brewiarzu i w wersecie Alleluja od 17 grudnia. I tak po kolei aż po 23 grudnia mamy: Mądrość, Pan, Korzeń Jessego, Klucz Dawida, Wschód, Król i Emmanuel. Siedem tytułów mesjańskich, usiłujących wyrazić tajemnicę Mesjasza. Archetypiczne tytuły sięgające w historię wiary Izraelitów, ale też i odwołujące się do ludzkich pragnień – otrzymania mądrości (wiedzy, poznania), odkrycia sensu w słowach Pan i Król, zapatrzenia się we Wschód.

Chrystus to Ktoś oczekiwany, nie tylko w sensie wcześniejszych pokoleń. My dziś też jesteśmy czekającymi, choć zapewne współczesna lista tytułów, zrodzonych z naszych aktualnych oczekiwań, byłaby odmienna od brewiarzowej.

Ważna intuicja – kiedy nazywamy nasze pragnienia, wchodzimy w głębię spotkań z Chrystusem. Ponieważ On objawia się właśnie poprzez i w naszych pragnieniach. A Święto Bożego Narodzenia, pozwala dojrzeć te najważniejsze pragnienia, budzące się nieraz bardzo rzadko, nawet tylko raz w roku.

Itinerarium , , , , , , , , ,

ERGA TOU THEOU – SYNTEZA

17 grudnia 2004

Kilka ostatnich dni wskazywałem na erga tou theou, „działanie Boże”, czyli takie ludzkie działania, które dają doświadczenie współdziałania z Bogiem, uczestnictwa w Jego działaniach. Teologia, głównie wschodnia, zna pojęcie synergii, wedle której zbawienie jest możliwe dzięki harmonijnemu współdziałaniu łaski Bożej i woli ludzkiej. Myślę, że dotyczy to nie tylko zbawienia poszczególnych osób, jednostek, ale także zbawienia ludzkości, wspólnoty ludzkiej. Nie tylko zbawiamy się (czyli dostępujemy zbawienia) ale też i zbawiamy – to znaczy niesiemy (bądź nie) zbawienie.

Problem może tkwić w kwestii rozróżniania ludzkiego i Bożego działania. Czy jednak naprawdę? Otóż uważam, że dzięki Wcieleniu, nasze ludzkie działania zyskały moc uczestnictwa w Bożych i de facto są nimi. By nie być posądzonym o herezję, odwołuję się do nauczania Soboru Watykańskiego II, zresztą silnie wyakcentowanego przez Jana Pawła II w encyklice „Redemptor Hominis”:

Albowiem On, Syn Boży, przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem. Ludzkimi rękoma pracował, ludzkim myślał umysłem, ludzką działał wolą, ludzkim sercem kochał, urodzony z Maryi Dziewicy, stał się prawdziwie jednym z nas, we wszystkim do nas podobny oprócz grzechu.

(Konstytucja Duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym, „Gaudium et Spes”, nr 22)

Wyciągnijmy jedynie do końca konsekwencje z powyższego stwierdzenia. Nie mamy daleko do Boga, odkryjmy Go jedynie w naszych działaniach i współpracujmy z Nim. Czy współpracując z kimś – jesteś dla niego, albo on dla ciebie, anonimowy? Przeciwnie współdziałanie, współpraca, gwarantują także poznanie i bliskość.

U niektórych jedynie może powstać pytanie – kiedy ja działam, a kiedy Bóg? Ten dylemat wynika z naszej kulturowej koncentracji na podmiocie ( zapoczątkowanej przeze Kartezjusza i zniekształcanej aż po dziś dzień). Proponuję przesunąć uwagę na dzieło, na działanie, na owe erga (dzieła). W Ewangelii znajdziemy jasne przesłanki do takiego myślenia. Jezus: „Potrzeba nam pełnić dzieła Tego, który mnie posłał” (J 9,4). I więcej: „Kto we mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których ja dokonuję, owszem i większe od tych uczyni, bo ja idę do Ojca.” (J 14,12). I nadal zachowana jest podstawowa zasada: „On (Ojciec) sam dokonuje tych dzieł” (J 14,10).
Co z tego wynika dla naszych rozważań adwentowych, mających nas prowadzić do zjednoczenia z Bogiem? A to, że każda ludzka próba czynienia pokoju, zaprowadzania sprawiedliwości, przebaczania, współczucia, zabiegania o prawdę, wyzwalania (plus inne erga, dzieła Boże), jest drogą do zjednoczenia z Bogiem. Przy koniecznym założeniu i realizowanym praktycznie wysiłku, koncentracji na tychże dziełach, nie na nas, jako podmiotach działających.

Nie szukaj niczego nadzwyczajnego. Jednoczysz się i żyjesz w bliskości z Bogiem wtedy, gdy przebaczasz, czynisz pokój. To samo czyni Bóg. Właśnie wtedy gdy te dzieła czynisz.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , ,