Domysły (współwinnych) widz

Rozważanie Drogi Krzyżowej Piątek 3 marca 2017 Różnie można patrzeć na to wydarzyło się w dniu śmierci Chrystusa. Proponuję, żeby wczuć się w położenie najliczniejszych widzów tamtej historii, tłumu, który tylko obserwował i komentował. Aktorów, tym bardziej bohaterów zawsze jest niewielu.

 

I Skazanie na śmierć

 

– Chyba jednak skazali go na śmierć

– A, nie przejmuj się! Tak zwykle kończą ci, którzy za wiele sobie wyobrażają. Zresztą u nas już taka tradycja.

– No, ale on zrobił tak wiele dobrych rzeczy. Mówią, że chleb rozmnożył dla 5 tysięcy, że uzdrawiał…

– Przestań, to bajki. Jakby tak było, to by teraz nie pozwolił się poniewierać. Poza tym to już przesada, żeby się uważać za Syna Bożego. Wyobrażasz sobie? Jakby tak w istocie było, to nasz Sanhedryn traci wszystko – wpływy, kasę, honory. A jak wiesz Sanhedryn trwa i trwa, a on? Widzisz jak kończy. Władzy lepiej nie ruszać.

– A jeśli on jest sprawiedliwy, jeśli jednak jest prorokiem albo Mesjaszem…

– Jak na Mesjasza, to obrał kiepską taktykę. Ani Rzymianom taki Mesjasz nie na rękę, ani naszym. Kto za dużo miesza, zawsze źle kończy.

 

 

II Dźwiganie krzyża

 

– Patrz! Bierze krzyż. Zdaje się, że sam będzie go niósł. I pewnie finał będzie na Golgocie.

– Tak, tam gdzie zwykle kończy kryminał i ekstrema.

– Widzę, że mu ciężko, wątpię, czy tam dojdzie. Zdaje się, że go wcześniej już biczowali.

– Przestań się tak litować.

– Mógłbyś chociaż raz spróbować zrozumieć. Zobacz: to silny mężczyzna, ale już wycieńczony. Nie wygląda na spiskowca i terrorystę. Mnie zawsze żal niewinnych… Patrz, chwieje się.

 

 

III Pierwszy upadek

 

– Upadł! Ale walnął! Oj! Żeby mu się tylko nic nie stało.

– Ech… Najwyżej szybciej to przedstawienie się skończy. Wolałbym już wracać do domu.

– Nie, nie! On się rusza. Patrz! On się chyba podniesie. Twardziel. Ja bym już nie dał rady. Żeby mu dali trochę odpocząć. Patrz! Kanalia! Siepie go biczem! Ale on wstaje…

 

 

IV Spotkanie z Matką

 

– O! Chyba się zatrzymał. Tam jest jakaś starsza kobieta.

– No tak, tak. Nie brak u nas kobiet, które przyjdą pocieszać. Tam dalej to nawet całe zbiegowisko bab stoi.

– Boże! Ależ ona cierpi! To chyba matka. Uff! Nie chciałbym, żeby moja matka widziała mnie w takim upodleniu – ona by tego nie przeżyła.

– Słuchaj! Matka, jeżeli jest matką, wszędzie pójdzie za dzieckiem. I jakby mogła, to by tam za niego to drewno dźwigała.

– Patrz! Wydaje mi się, że on się ucieszył…

 

 

V Szymon Cyrenejczyk

 

– Oj! Chyba zaraz znowu poleci. Chwieje się.

– A zobacz tam z lewej. Policja Piłata w akcji. Ciągną kogoś do krzyża. O! Tak, protestuj sobie, bratku. Lepiej się odsuńmy, bo to może jakaś łapanka chętnych do tej zabawy.

– Nie, nie! Oni nie lubią jak im się zabawa skończy przed czasem. O! Teraz razem niosą. No to dojdą raczej.

– Ale sam przyznaj! Facet miał pecha, nie? Co on tam kosę miał czy grabie? Chyba z pola wracał. To jakiś biedak. Mógł się nie pchać, durny.

– Durny, mówisz? Ja wiem…? Ja bym chyba chciał mu pomóc…

– Hej, hej! Na mózg ci padło?! Nie pchaj się tak blisko, bo sobie jeszcze wykraczesz.

 

 

VI Weronika

 

– Ty, patrz, patrz. Tam jakaś dziewczyna idzie do niego. Ma chyba ręcznik.

– Idiotka! Zaraz ją zgarną. Oni nie lubią bałaganu.

– Przytula go. Wyciera mu twarz

– Jakaś nawiedzona… Może zakochana? Takie to zawsze mają fantazję.

– Niesamowita dziewczyna. Boże, to jest piękne!

– Ma szczęście, że oni są dżentelmenami dla kobiet.

 

 

VII Drugi upadek

 

– Chyba mu niewiele pomogło. Znowu się przewrócił. Oj, pewnie już kiepsko z nim.

– Koszmarne. Mógłbyś przynajmniej głupio nie komentować. To ledwie połowa drogi. Ja naprawdę mu współczuję. Ma w sobie coś wyjątkowego. To nie jest tuzinkowy gość. Zobacz, on znowu wstaje. Skąd ma tyle siły?! Jemu chyba o coś chodzi, coś chce pokazać. On walczy, nie poddaje się. To tak wygląda, jakby on zupełnie co innego niż to drewno dźwigał. On coś chce nam pokazać.

– Spoko, spoko. Widzę, że coś cię bierze. Lepiej zobaczmy, co będzie dalej.

 

 

VIII Płaczące niewiasty

 

– No nie! Słyszysz jak one wrzeszczą! Baby mają talent do wycia!

– Ty chyba jesteś zupełnie wyzuty z wszelkich ludzkich odruchów. One mu po prostu współczują!

– A ty co? Co?! Też zaczynasz ryczeć… Ludzie, ja nie wytrzymam tego cyrku. Przestań!

– Chce mi się płakać. Normalnie chce mi się płakać. On cierpi.

– Nic mu twoje łzy nie pomogą.

– Wiem. Nie pomogą. Ale nie mogę się powstrzymać. Muszę… muszę płakać.

 

 

IX Trzeci upadek

 

– O, teraz już chyba koniec. Nie wygląda to dobrze.

– Nie mogę uwierzyć! On się nie poddaje. Słuchaj, on chce dojść na Golgotę. To widać, że on tu nie zostanie. On idzie, jakby czuł, że musi dojść. Normalny człowiek dałby sobie dawno spokój. Niewiarygodne. Ile trzeba mieć siły, żeby się jeszcze podnieść.

– Widzę, że zaraz w niego uwierzysz. Już ci pewnie chodzi po głowie, że to Mesjasz.

– A jeśli on jest Mesjaszem?

 

 

X Odarcie z szat

 

– Ładny Mesjasz. Nie mogę patrzeć jak z faceta robią pośmiewisko. Facet bez ubrania, to mało gustowne.

– Ale popatrz, jemu to jakby nie robiło różnicy. On im chyba daje tę tunikę bez żalu. On się tym nie przejmuje. To niezwykły człowiek.

– Teraz już po nim. Nie zanosi się raczej na żaden cud.

 

 

XI Przybicie do krzyża

 

– Ale walą tymi młotami.

– Tak jakby chcieli dobrze przybić. Żeby już żadnego cudu im nie wywinął. Jakby teraz im zwiał, to by się porobiło!

–  Co, wtedy byś uwierzył?

– Mnie tam cudów do życia nie potrzeba.

– Ucichło. Chyba już skończyli. O i tamtych dwóch też przytwierdzili.

 

 

XII  Śmierć

 

– Wracajmy, to koniec.

– Coś tam się dzieje. On chyba z kimś rozmawia.

– Przestań. Kona normalnie.

– Nie, nie… On umiera tak jakby… jakby umierał za… za kogoś…

– Co? Za ciebie?

– Właśnie, chyba tak.

 

 

XIII Zdjęci z krzyża

 

– No to już wracamy.

– Pewnie się ktoś znajdzie, kto go pogrzebie. Miał chyba jakichś przyjaciół, rodzinę, znajomych? Przecież nie będzie tak wisiał.

 

 

XIV Złożenie do grobu

 

– Przyjdziemy, jak się skończy Pascha?

– Po co?

– No wiesz, mówią, że za trzy dni…

– Powstanie z martwych? Ty to masz wyobraźnię!

– Ja myślę, że jednak coś się stanie.

– Kobiety zaraz to rozgadają. Zwłaszcza ta gadatliwa Maria Magdalena. Ja nie zamierzam tu wracać.

– A ja wrócę. Na pewno.

 

 

 

* Tytuł zaczerpnięty z książki Thomasa Mertona „Domysły współwinnego widza”.

 

  1. Gdyby ktoś chciał wykorzystać tekst, proszę o znak.
Itinerarium

POPIÓŁ NA GŁOWIE A ZBAWIENIE

Czwartek 2 marca 2017 W Wielkim Poście możemy paść ofiarą pewnej religijnej gry, o której już wspominałem tutaj.

Słowo Boże wskazuje nam dwie drogi, drogi po których chadzamy rzadko, za rzadko. Pierwsza to droga do wewnątrz siebie samego, co wyraża ewangeliczna zachęta – Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu”. (Mt 6,6). Nie wchodzimy do siebie samych, do naszej izdebki, przez to nie znamy siebie i narzekamy, że Bóg jest daleko albo w ogóle Go nie ma.

Druga wskazówka, także zaczerpnięta z liturgii środy popielcowej (brewiarz) usiłuje skierować nas do ludzi – „Czyż nie jest raczej ten post, który wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać; dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków” (Iz 58, 6-7). Droga do ludzi, zwłaszcza tych głodnych, skrzywdzonych, tułaczy (także tych na dworcu kolejowym w Brześciu) jest przez samego Pana Boga zalecana jako święta droga, zbawienna.

Jako ludzie religijni poszliśmy wczoraj do kościołów – to była nasza pobożna droga – i nadstawiliśmy głowy na popiół. Czy popiół do zbawienia jest potrzebny? Nie. Czy może zbawieniu zaszkodzić? Tak, jeżeli z niego nie zrodzi się droga do ludzi, o których piszę kilka zdań wcześniej i jeśli nie wyruszymy na spotkanie Żywego Boga w swoim wnętrzu. Jeżeli z popiołu na naszych głowach nie wyrosną kwiaty miłości do ludzi i Boga, możemy źle skończyć (por. Mt 25, 31 – 46).

I, żeby zgodnie z zachętą ewangeliczną – „Zawsze się radujcie!” (1 Tes 5,16) – zakończyć tę medytację, może się tak zdarzyć, że ktoś z nas stanie na Sądzie Ostatecznym z resztką popiołu na siwych włosach i z zerowym stanem na koncie miłości. A co Pan Bóg wtedy powie, no co?

Itinerarium

WYRZUĆ CIASNE BUTY NA WIELKI POST

Kazanie na Środę Popielcową 1 marca 2017 Bach i zrobił się nam Popielec, będziemy nadstawiać głowy na popiół. Mam pomysł na Wielki Post.

Chodzi o to, abyśmy  – w końcu – zdjęli i rzucili jak najdalej od siebie przyciasne buty, w których łazimy całe lata. Łazimy w przyciasnych butach – przerośnięte ambicje, wyolbrzymione obrazy siebie samych, nienasycone żądze pieniądza i nowych rzeczy.

Gniotą nas te ciasne buciory pychy, chciwości, udawania świętych lub przynajmniej bardzo przyzwoitych. Wyrzućcie te ciasne kalosze! W całym Wielkim Poście chodzi o to, żeby pośmiać się z siebie samego, zaryzykować bycie sobą, upodobnić się do Pana Jezusa. Do Pana Jezusa, który cieszył się wróblami, chadzał na wesela i pogrzeby, nikogo nie udawał, był Sobą.

Itinerarium

MILIARDY ŻYCIA WIECZNEGO

Wtorek 28 lutego 2017 Liczby mówią niewiele. W czasie drugiej wojny światowej (1939 – 1945) zginęło 60 milionów ludzi, w czasie tych sześciu lat w obozach koncentracyjnych niemieccy naziści wymordowali 11 milionów ludzi. W okresie terroru stalinowskiego, czyli w latach 1929 – 1953, zamordowano (przynajmniej) 40 milionów ludzi, niewinnych. Gubię się w tych liczbach, mogę się pomodlić o spokój duszy konkretnego ś. p. Jana czy Anny, ale jak się pomodlić za 60 czy 40 milionów?

W 6 lat 60 milionów ludzi ginie, to fakt. I jeszcze jeden fakt. Trzy lata nauczał Jezus z Nazaretu. Dzięki Jego nauce, o miłości Boga i bliźniego i siebie samego, miliardy ludzi żyje z sensem i raduje się wiecznym życiem.

Itinerarium

ŚWIĘTO WSZYSTKIEGO NARAZ

Poniedziałek 27 lutego 2017 Mamy wokół siebie ludzi. Piszę o tym często, bo zapominamy, że bez ludzi nie ma szczęścia, miłości, wiosny i Pana Boga. Taki poniedziałek jak dziś, to nasze wielkie święto.

Święto Wszystkiego naraz, bliskości Boga, pierwszego dnia Wiosny, święto Miłości i szczęśliwy pierwszy dzień tygodnia. Ludzie, ludzie to wszystko nam przynoszą, ci ludzie, których masz przy sobie.

Itinerarium

Pieszo po Nowe Życie

Dzisiaj rano pobłogosławiłem Jacka (opiekuna) i Huberta, którzy w ramach projektu Nowa Droga wyruszyli na szlak św. Jakuba. Przypomnę, że projekt, który realizujemy w Lublinie od roku 2013 polega najpierw na kilkumiesięcznym przygotowaniu młodego więźnia w zakładzie karnym, następnie jest piesza wędrówka razem z opiekunem (z Lublina do Zgorzelca – wersja 30-dniowa lub do Krakowa – wersja 15-dniowa), a potem uczestnik przechodzi kurs zawodowy, podejmuje staż i pracę.

Jacek i Hubert to 32 para w Nowej Drodze i pierwsza w tym roku. Spośród 31 wcześniejszych uczestników tylko jeden wrócił na pewien czas do więzienia i to nie  z powodu ponownego popełnienia przestępstwa ale dlatego, że uparł się iż nie zapłaci grzywny bo … sąd nałożył ją niesprawiedliwie. Sąd nie podzielił jednak przekonań chłopaka i odesłał go na miesiąc za kratki, cóż wiadomo, że młodość, fantazja i głupota trzymają się razem.

To, co ważne w Nowej Drodze to oddziaływanie człowiek – człowiek, nic lepszego w resocjalizacji się nie wymyśli. Bardzo proszę o wsparcie dla Huberta i innych chłopaków, kto tam jak może – modlitwą, dobrą myślą czy sympatią.

W tym roku w wędrówkach wezmą udział także dziewczyny. Wszystko o Nowej Drodze jest tutaj: http://nowadroga.eu/

Itinerarium

USTATKUJCIE SIĘ JAK MINIE MŁODOŚĆ

Kazanie na 7 Niedzielę Zwykłą 26 lutego 2017 Nie poznałem go od razu. Siedzieliśmy wieczorem przy zupie w naszym ośrodku dla bezdomnych. Skądś gościa znam – przemknęło mi przez myśl. On miał lepszą pamięć.

– Ksiądz jest ze Świętego Ducha, prawda? – zapytał.

– Tak, kiedyś tam pracowałem – odrzekłem, mając na myśli kościół rektoralny pw. Świętego Ducha w Lublinie.

– Przychodziłem na roraty, na 6:30 rano – to się zgadzało, wprowadziłem to nabożeństwo w roku 1998 – Potem były te śniadania w sali na górze.

Dalej Mariusz opowiedział o studiach na KUL, na które przyjechał z rodzimej Bydgoszczy. I o tym, jak mu się po kolei nie układało, z dziewczynami i pracą, z rodzicami i policją. Dobrze układało mu się tylko z wódką. Teraz buja się u kolegów albo koleżanek, pije mniej, robotę ma od czasu do czasu, rzadko chodzi głodny bo umie się zakręcić tu i ówdzie, w plecaku ma nawet koszulę na zmianę. Już mnie korciło, aby coś wspomnieć o „normalnym życiu”, kiedy Mariusz dodał:

– Jest dobrze, wcale nie narzekam, mam dopiero 37 lat, może się ustatkuję jak minie młodość, jak mi się znudzi ta bajka …

Czytam tę Ewangelię na dzisiaj: Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.

Zajrzyjcie w prognozy waszych emerytur, co tam was czeka za 10, 20 lat. Dobrze będzie? Nie troszczcie się zbytnio o jutro. Ustatkujcie się tylko wtedy jak minie młodość.

LITURGIA SŁOWA

Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie. Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary? Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo /Boga/ i o Jego Sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy. (Mt 6,24-34)

Itinerarium

MATKA TERAZ I W GODZINĘ ŚMIERCI NASZEJ

Sobota 25 lutego 2017 Sobota zawsze kojarzy mi się z matką. Z moją mamą i z Matką, Marią z Nazaretu.

W niektóre soboty (np. dzisiaj) kalendarz liturgiczny pozwala na odprawienie mszy świętej wotywnej o Marii. Oficjalnie nazywa się to „Wspomnienie dowolne Najświętszej Maryi Panny”, czyli kapłan może wybrać, dowolnie, ten formularz mszy. Ilekroć kalendarz na to pozwala, odprawiam właśnie mszę św. dedykowaną Matce Bożej. Mam wielką ufność, że różne ważne sprawy – pokój na  świecie, pomyślność mojej Ojczyzny oraz sprawy drobne – naprawa auta, nastawienie prania na odpowiednią godzinę (niektórzy mają z tym kłopot) warto złożyć w ręce Marii.

Czuję się adresatem słów Chrystusa z krzyża: „Oto Matka twoja”, a Jan co zrobił? „Od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie” (J 19, 25 – 27). To i ja biorę Ją do siebie, do Polski i do warsztatu gdzie pan Michał wymienia klocki hamulcowe w moim samochodzie. Ufam, że najlepsze co mogę zrobić ze sprawami ważnymi i dobrymi, to złożyć je w ręce Matki, Marii z Nazaretu.

Sobota kojarzy mi się także z moją Mamą. Najpierw dlatego, że wszystkie nasze mamy ziemskie są w gruncie rzeczy siostrami Matki z Nazaretu, przez rodzicielstwo i miłość. A po drugie – to już przeczytacie klikając w link poniżej. Kochajcie swoje Mamy, żywym podziękujcie, za te, które odeszły zmówcie modlitwę. I pamiętajcie, że Matka, Boża Matka, pamiętać będzie o nas zawsze, „teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.”

 

http://itinerarium.pl/2013/07/05/najlepszy-dzien-dobrego-poczatku/

Itinerarium

SŁODKI PRZYMUS ŻYCIA

Piątek 24 lutego 2017 Proszę wybaczyć wulgaryzm, który pojawi się w dzisiejszym wpisie, ale bez niego cytowany monolog traci wdzięk i kolor.

Rzecz działa się przedwczoraj. Dwóch bezdomnych kolegów narzekało na swój los. W pewnym momencie jeden z nich prawie na cały głos wykrzyknął:

– No co ja mam robić? Ja nie mam żadnej rodziny, nikogo! Ja nawet na trumnę nie mam! Ja nie mam k …. wyjścia, ja muszę żyć!

I o to chodzi, o to właśnie chodzi!

Itinerarium

CO BY NAS STALIN NOWY NA KAMCZATKĘ NIE POSŁAŁ

Czwartek 23 lutego 2017 Pod koniec ostatniej jak dotąd wojny światowej, w roku 1944, Stalin dokonał masowych przesiedleń kilku narodów. Choć w zwycięskiej Armii Czerwonej służyło wielu Czeczenów, Inguszów, Tatarów z Krymu czy Meschetyńców (gruzińscy muzułmanie), narody te zostały – niemal w całości – zapakowane w bydlęce wagony i wysłane do Kazachstanu lub na Syberię.

Siedemdziesiąt trzy lata temu, 23 lutego 1944 roku, sowieckie NKWD i wojsko rozpoczęły operację wysiedlenia Czeczenów i Inguszów, dane są różne, ale dotyczyło to prawie 600.000 ludzi. Powód? Nieliczni Czeczeni sympatyzowali z Hitlerem, który mamił ich wizją niepodległego państwa. Skuteczniej zrobił to Hitler w odniesieniu do Słowacji – republika, 1939 – 1945, pod  rządami Józefa Tiso, zresztą księdza katolickiego). Czeczenii wrócili na Kaukaz po śmierci Stalina, po roku 1953.

Stalin przesiedlił także Tatarów z Krymu, Kałmuków, Karaczajów, Meschetyńców. Wcześniej, po aneksji wschodniej Rzeczpospolitej deportowano w tzw. „głąb Rosji” setki tysięcy Polaków, nieco mniej Litwinów, Łotyszy, Estończyków i Ukraińców. Zabawa tyrana w wyrywanie całych narodów z rodzimych ziem i przesadzanie w inne miejsca spowodowała tragedię milionów ludzi.

Straszny ten Stalin. Niemniej okrutnie postąpiły polskie władze – pod naciskiem Moskwy – z Ukraińcami w trakcie akcji „Wisła” (1947 – 1950). Ze wschodnich połaci Rzeczpospolitej wyrugowano dziesiątki tysięcy Ukraińców, na drugą stronę Bugu ale przede wszystkim pod Koszalin i Olsztyn. Dlatego niech was nie zdziwią cerkiewki greko – katolickie w Trzebiatowie czy Giżycku.

Niemcy sudeccy zostali przesiedleni (głównie do Bawarii) zaraz po II wojnie światowej, podobnie jak Polacy z Wilna i Lwowa, do Szczecina czy Wrocławia.

Dzisiaj możemy westchnąć za siostry i braci z Czeczenii, świętujących a raczej pomstujących wywózkę sprzed 73 lat. I pomodlić się za nas Polaków, aby nas żaden nowy Stalin nie posłał na Kamczatkę. Tak tu nam dobrze między Bugiem i Odrą, wiadomo jednak, że nic nie jest na zawsze.

Itinerarium