POPIÓŁ NA GŁOWIE A ZBAWIENIE

Czwartek 2 marca 2017 W Wielkim Poście możemy paść ofiarą pewnej religijnej gry, o której już wspominałem tutaj.

Słowo Boże wskazuje nam dwie drogi, drogi po których chadzamy rzadko, za rzadko. Pierwsza to droga do wewnątrz siebie samego, co wyraża ewangeliczna zachęta – Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu”. (Mt 6,6). Nie wchodzimy do siebie samych, do naszej izdebki, przez to nie znamy siebie i narzekamy, że Bóg jest daleko albo w ogóle Go nie ma.

Druga wskazówka, także zaczerpnięta z liturgii środy popielcowej (brewiarz) usiłuje skierować nas do ludzi – „Czyż nie jest raczej ten post, który wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać; dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków” (Iz 58, 6-7). Droga do ludzi, zwłaszcza tych głodnych, skrzywdzonych, tułaczy (także tych na dworcu kolejowym w Brześciu) jest przez samego Pana Boga zalecana jako święta droga, zbawienna.

Jako ludzie religijni poszliśmy wczoraj do kościołów – to była nasza pobożna droga – i nadstawiliśmy głowy na popiół. Czy popiół do zbawienia jest potrzebny? Nie. Czy może zbawieniu zaszkodzić? Tak, jeżeli z niego nie zrodzi się droga do ludzi, o których piszę kilka zdań wcześniej i jeśli nie wyruszymy na spotkanie Żywego Boga w swoim wnętrzu. Jeżeli z popiołu na naszych głowach nie wyrosną kwiaty miłości do ludzi i Boga, możemy źle skończyć (por. Mt 25, 31 – 46).

I, żeby zgodnie z zachętą ewangeliczną – „Zawsze się radujcie!” (1 Tes 5,16) – zakończyć tę medytację, może się tak zdarzyć, że ktoś z nas stanie na Sądzie Ostatecznym z resztką popiołu na siwych włosach i z zerowym stanem na koncie miłości. A co Pan Bóg wtedy powie, no co?

Itinerarium

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.