37 centymetrów

Kazanie na 2 Niedzielę Wielkiego Postu 12 marca 2017 Najwyższa góra na jaką się kiedyś wdrapałem (ledwo)  miała nieco ponad 3 000 metrów nad poziomem morza. Ludzie włażą na Mont Blanc i Mont Everest. Tabor, o którym dzisiaj mówi Ewangelia to pikuś, 588 metrów n.p.m.

Góra naszego przemienienia wcale nie wynosi 8848 metrów jak najwyższa na świecie Czomolungma, wynosi zaledwie 37 cm, droga od głowy do serca. Najwyższą górą, górą przemiany, jest nasze serce. Niestety, łazimy na pagórki, góry i szczyty, rzadko albo nigdy nie wchodzimy w swoje serce.

Może jednak zaryzykujemy. Pomodlę się o to.

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba oraz brata jego, Jana, i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto ukazali się im Mojżesz i Eliasz, rozmawiający z Nim. 

Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: «Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza». 

Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!» Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. 

A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: «Wstańcie, nie lękajcie się!» Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. 

A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im, mówiąc: «Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie». (Mt 17,1 -9)

 

Itinerarium

ZAPOMNIANA IMPREZKA TUSKA I KACZYŃSKIEGO

 

Sobota 11 marca 2017 Wszyscy nasi dzielni politycy kochają Polskę. Tak przynajmniej deklarują. Obecnie najbardziej Polskę kocha Prawo i Sprawiedliwość, zresztą ze wzajemnością, co pokazały ostatnie wybory parlamentarne i aktualne sondaże. Trochę wcześniej, w roku 2007, Polskę najbardziej kochała Platforma Obywatelska, zresztą ze wzajemnością, co pokazywały ówczesne wyniki wyborów i słupki w badaniach opinii publicznej. Proszę czytać dalej, cały czas zapisuję tu rozmyślanie nad dzisiejszą Ewangelią.

Niektórzy moi koledzy należą do jednej lub drugiej formacji. Jeszcze przed 15 laty przychodzili do siebie na imieniny, składali serdeczne życzenia i rzecz jasna wychylali toasty za pomyślność. Wszak trochę wcześniej razem obalali komunę i byli w jednej drużynie. Dziś nie chodzą do siebie na imieniny, bo jeśli ktoś po imprezie wypapla, że Pisowiec gościł u Platformera, to tenże Pisowiec ma przechlapane i vice versa. Znam jeden przypadek (oby było ich więcej), gdzie ojcem chrzestnym syna działacza PiS jest członek Platformy – nie proście mnie o personalia bo doleci to na Wiejską (krajowa siedziba PO) albo Nowogrodzką (PiS) i będzie granda.

Członków wspomnianych ugrupowań i ich sympatyków zachęcam do wzajemnej modlitwy za siebie, w zasadzie nie ja, ale Pan Jezus – Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują… Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Członków wszystkich zresztą partii wzywam do wzajemnej modlitwy. I oczywiście do wspólnego świętowania imienin, tylko toasty proszę odłożyć na czas po Wielkim Poście.

Czy to takie dziwne, że ja wzywam do modlitwy polityków za siebie wzajemnie i do wspólnego imprezowania? Pamięć mam (jeszcze) dobrą. Nie tak dawno, bo 31 października 2005 roku, w poniedziałek wieczorem – mniejsza o to, że był to Halloween – w gdańskiej kurii na Oliwie panowie Jarosław Kaczyński i Donald Tusk, wspólnie najpierw się pomodlili w kaplicy a później imprezowali przez trzy godziny w towarzystwie ówczesnego metropolity nieodżałowanego abpa Tadeusza Gocłowskiego. Nie byłem przy tym, ale myślę sobie, był wieczór, postu nie było, kolacja u arcybiskupów zawsze smaczna (to wiem), może i toasty były. Dobry przykład zawsze powinien iść z góry.

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Słyszeliście, że powiedziano: „Będziesz miłował swego bliźniego”, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. 

A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. 

Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? 

Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski». (Mt 5, 43 – 48)

Itinerarium

C’est la vie albo droga krzyżowa

Stacja 1.

Paulina – wyrok

 

– Mamo! Coś mnie gryzie w oczy! – zawołała Paulina.

– Idź się umyj! Przejdzie!

Nie przeszło. Paulina od siedmiu lat traci nieustannie wzrok. Jakiś nieznany wirus powoli zżera soczewki. Musiała zrezygnować z wymarzonego „plastyka” i pójść do szkoły wikliniarskiej. Ponoć koszyki pleść mogą i ślepi. Operacja w Stanach kosztowałaby przynajmniej 100 tysięcy dolarów. Wie, że za 5, może 6 lat, przestanie widzieć cokolwiek.

 

 

Stacja 2.

Paweł – krzyż na ramiona

 

Matka Pawła umarła na raka, gdy miał 14 lat. Ojciec już wtedy pił dużo. Najmłodsza Kasia chodzi dopiero do zerówki. Andrzej i Piotr kończą podstawówkę. Robert rozpoczął samochodówkę. Dopóki żył ojciec, Paweł wyrabiał się w weekendy z praniem, prasowaniem, sprzątaniem i doglądaniem nauki u młodszego rodzeństwa. Rok temu umarł i ojciec. Paweł, na rok przed maturą, zrezygnował z ekonomika i wrócił na wieś, aby zająć się rodzeństwem. Do wcześniejszych obowiązków doszło wyprawianie rodzeństwa do szkoły, nauka gotowania obiadów i troska o jakieś pieniądze. Jesienią spróbuje dokończyć szkolę w zaocznym technikum.

 

 

Stacja 3.

Krzysiek – upadek pierwszy

 

Krzyśka zgubiła pasja łowienia ryb. Jeszcze przed wojskiem kłusował winciorem albo gruntówkami zastawianymi na noc na węgorza. Dwa tygodnie przed odjazdem do armii zaręczył się z Renatą. Na przepustki przywoził race i naboje. Wieczorami w wiosce huczało i jaśniało.

Któregoś razu próbował wywieźć dwa granaty do głuszenia ryb w małych stawkach pod lasem. Sąd wojskowy posadził go na 3 lata. Potem jeszcze musiał dokończyć wojsko. Po powrocie mógł już tylko podziwiać Renatę u boku Bogdana.

 

 

Stacja 4.

Grażynka – rozpacz matki

 

– Tylko bądź ostrożna i trzymaj się chłopaków!

Elżbieta i Jan czekali na Grażynkę 11 lat w swoim małżeństwie. Jedynaczce przychylali nieba tak, jak umieli. Na komunię dostała najpiękniejszy rower, przedmiot zazdrości całej klasy.

Pijany traktorzysta na podwórku szkolnym najechał na nią z takim rozpędem, że zginęła na miejscu. Kuzyni, którzy mieli się opiekować Grażynką, do dziś nie mogą sobie wybaczyć, że w tym samym czasie beztrosko grali w piłkę. Pochowana została jeszcze w komunijnej sukience pod koniec maja.

 

 

Stacja 5.

Konrad i Iza – krzyż dla dwojga

 

Konrad poznał Izę przez kolegę z roku. Odwiedzał z nim zakład dla głuchoniemych. Iza była jedną z pacjentek. Oprócz mowy i słuchu nie miała też rodziców. Kiedy poprosił ją o rękę, obraziła się. Zgodziła się za czwartym razem! Od sześciu lat są małżeństwem z dwójką całkowicie zdrowych dzieci.

 

 

Stacja 6.

Dorota – ocieranie łez

 

Kończąc studia Dorota otrzymała propozycję pracy dydaktycznej na uniwersytecie. Wahała się jednak. Cała rodzina mieszkała już w USA. Chcieli, żeby dołączyła do nich. Z drugiej strony, Grzegorz, z którym sympatyzowała od trzeciego roku, przekonywał, że w Polsce też mogą być szczęśliwi. Razem. Była też jeszcze trzecia możliwość. Coś, co ciągnęło się od podstawówki – czuła, że powinna poświecić się Bogu w życiu zakonnym.

Dziś Dorota przebywa w jednym z domów Sióstr Zgromadzenia Matki Teresy z Kalkuty na Filipinach. Pracuje w domu noclegowym dla bezdomnej biedoty. W jednym z listów napisała: „Każdy dzień spędzony tutaj potwierdza, że dokonałam właściwego wyboru”.

 

 

Stacja 7.

Agnieszka – upadek drugi

 

Awantury, kłótnie i przekleństwa zniechęcały Agnieszkę do domu rodzinnego już od wczesnego dzieciństwa. Wierzyła, że studia i mieszkanie u cioci odsuną w cień bolesne wspomnienia i doświadczenia. Ale wizyty rodzeństwa, trudności na pierwszym roku z nauką, poczucie osamotnienia w dużej grupie sprawiały, że coraz częściej przychodziła jej myśl, iż świat nie jest najlepszym miejscem na życie dla niej. Siedemdziesiąt różnych tabletek miało ją w końcu uwolnić od wszystkiego. Chyba było tego za mało, bo lekarze jakoś sobie poradzili.

Teraz jest po pierwszym roku. – Skoro Bóg nie pozwolił mi odejść, spróbuję zupełnie na nowo i z Nim – powiedziała po ostatnich wakacjach spędzonych z grupą przyjaciół, których poznała dosyć przypadkowo przez jedną z audycji radiowych.

 

 

Stacja 8.

Jolka – czas płaczu

 

W życiu Jolki Andrzej pojawił się nagle i szybko stał się najjaśniejszą gwiazdą. Nie była ładna ani zbyt towarzyska. Rodzice twierdzili, że ich duże pieniądze otworzą kiedyś bramy szczęścia i przed nią. Ale ona wolała, aby otworzył je Andrzej. Po trzech miesiącach zaręczyli się i wyznaczyli datę ślubu na Wielkanoc.

Do dziś nie wie, od kogo dostała list z informacją, że Andrzej był już zaręczony z inną dziewczyną i że z tych „zaręczyn” poczęło się dziecko. Na kolejnym spotkaniu przyparła go do muru. Odpowiadał niewiele, ale niczemu nie zaprzeczył.

Płakała przez kilka dni. Z domu musiała wyjść, aby odwołać ślub w USC i kościele. Nawet ksiądz się roześmiał, skreślając Jolkę i Andrzeja z listy narzeczonych.

Dziś popłakuje od czasu do czasu, zwłaszcza, gdy słyszy o kolejnym weselu koleżanki na wsi.

 

 

Stacja 9.

Iwona – upadek trzeci

 

– Jak nie wrócisz na dziewiątą, możesz się w ogóle nie pokazywać!

Ojciec zwykle dobitnie wyrażał co myśli o wieczornych powrotach Iwony. A przecież ma już 17 lat i może chyba od czasu do czasu „dociągnąć” do 22.00 na jakiejś imprezie. Zresztą, po co wracać? Słuchać przekleństw ojca albo oglądać sceny szarpaniny pomiędzy rodzicami?

Na osiemnastce Kaśki ktoś zaproponował trawkę. Spróbowała i odpłynęła. Potem odpływała już po każdej awanturze. Poznała z tuzin wódek i nie mniej rodzajów papierosów. Wie, że ćpanie niczego nie rozwiązuje. Próbuje się jakoś wyrwać. Ostatnio wytrzymuje już trzy miesiące bez trawki.

 

 

Stacja 10.

Beata – wyszydzenie ciała

 

Od przystanki „trzynastki” do domu Beata miała 10 minut drogi pomiędzy blokami. Najgorzej było jesienią i zimą, bo ciemno.

Sparaliżowało ją niemal, gdy poczuła, jak ktoś z tyłu zatyka jej usta i łapiąc wpół ciągnie w kierunku placu budowy nowego przedszkola.

Przytomność odzyskała dopiero na trzeci dzień. Po brutalnym gwałcie pozostała jej jeszcze trwała blizna wskutek zszycia nadgryzionego przez napastnika policzka. Nie była w stanie kontynuować studiów. Wróciła do domu rodzinnego. Co kilka miesięcy jeździ na konsultacje do psychiatry.

 

 

Stacja 11.

Staszek – przygwożdżenie do krzyża

 

Klasa cieśli była najgorsza w całej budowlance. Podpalili drzwi w ubikacji, zakleili jakimś skutecznym klejem zamki do czterech sal i odkręcili gaz w podziemiach szkoły – dobrze, że konserwator wyczuł na czas.

Staszek zupełnie do nich nie pasował. Nie palił, nie uciekał z lekcji. Za to też obrywał. Codziennie. I po kilka razy. Za to, że był inny. Któregoś razu po jednym z ciosów pękła kość skroniowa. Miesiąc w szpitalu. Dyrektor zagroził, że będzie bezwzględny, jeśli bicie się powtórzy. Chłopcy zrozumieli. Nie biją. Kopią i popychają. Czasem szturchną. Od tego Staszek nie wyląduje w szpitalu.

 

 

Stacja 12.

Bartek – śmierć

 

Na majowym koncercie Bartek grał jak w transie. Mówiono o nim, że urodził się na bębnach. To był jego żywioł. Latem szykowała się trasa i Jarocin.

Był jedynakiem. Znaleziono go martwego w rowie pod fundamenty nowego bloku. Oględziny i sekcja potwierdziły, że bronił się przed kilkoma napastnikami.

Wśród kwiatów i wieńców – takiej ilości jeszcze nie widziano na cmentarzu – koledzy z zespołu położyli dwie pałeczki, nieodłączny rekwizyt perkusisty.

 

 

Stacja 13.

Anka i Długi – zdjęcie z krzyża

 

Anka i Długi nie pasowali do siebie zupełnie – ona filigranowa, on wysoki jak tyka. Ona lubiła teatr i swoją ukochaną biologię, on – brydża i wódkę. Ale był pierwszym chłopcem, który ją zauważył. Z czasem kolacje, które tak wymyślnie przyrządzała Anka, przeciągały się długo w noc.

O tym, że jest w ciąży powiedziała Długiemu ze strachem w oczach.

– Nie ma mowy o dziecku teraz. Ja mam jeszcze rok, ty trzy. Musimy skończyć studia.

Po tygodniu męki zdecydowała się nie stawiać przeszkód swojej wielkiej i pierwszej miłości. Dwa miesiące później Długi odszedł.

Anka do dziś budzi się nocami słysząc głos płaczącego dziecka.

 

 

Stacja 14.

Pani Adela – złożenie do grobu

 

Pani Adela od dawna mieszkała sama. Kiedy umarła – tak cicho jak żyła – sąsiedzi domyślili się po dwóch dniach. Zawiadomili córkę w Warszawie. Przyjechała z mężem. Nocą wykopali dół na cmentarzu.

Kiedy już załadowali trumnę ze staruszką do dostawczego mercedesa, sąsiedzi zapytali:

– Jak to? Bez pogrzebu i księdza?

– A co to przeszkadza? Trumna jest, grób gotowy…

Sąsiedzi powstrzymali córkę niemal siłą.

– Jak psa, chcieli zakopać.

U proboszcza okazało się, że pani Adela pół roku wcześniej zdeponowała pieniądze na ewentualność pogrzebu. Zamówiła też za siebie gregoriankę, jeszcze za życia.

 

 

Stacja 15.

Wszyscy – zmartwychwstanie

 

Przy tej stacji, stacji Zmartwychwstania, spotkają się kiedyś wszyscy bohaterowie – Paulina, Paweł, Krzysiek, pani Adela i cała reszta. Spotkają tam też Pierwszego Zwycięzcę – Jezusa. Wierzę, że nie zabraknie tam i mnie. I ciebie. Że mój i twój krzyż – obojętnie jaki jest teraz – odmieni się w niegasnącą radość nowego życia (por. Ap 7, 16-17).

Dlatego tak bardzo kocham Wielkanoc i tak wiele siły i nadziei czerpię ze spotkania z Żyjącym Jezusem.

 

 

Niekonieczne postscriptum:

  1. Wszystkie opisane wyżej sytuacje wydarzyły się naprawdę. Osobiście nie znałem bohaterów tylko dwóch „stacji” – pozostałych spotykałem w różnych sytuacjach i w różnych chwilach swojego życia, świeckiego i kapłańskiego. Oczywiście przytaczając zdarzenia zawarte w „stacjach”, zmieniłem imiona i niektóre okoliczności. Zatem – wedle najlepszych zasad dziennikarstwa – jakakolwiek zbieżność imion i danych jest przypadkowa. Z jednej strony wszystkie te „stacje”, to nic nadzwyczajnego – życie, c’est la vie. To Droga Krzyżowa, na której nie ma Jezusa – a może jest obecny bardziej niż w klasycznej formule nabożeństwa?
  2. W świetle historii opisanych w „stacjach”, prawda o Zmartwychwstaniu Jezusa i naszym przyszłym ma znaczenie rozstrzygające.

Moc Boga odwróciła, zdawałoby się tak nieodwracalny fakt, jak śmierć Jezusa. Moc Boga odmieniła krzyż w triumf i zwycięstwo w noc Zmartwychwstania Jezusa.

Tą samą mocą Bóg może odwrócić najbardziej nieodwracalne fakty z życia osób, które opisałem w „stacjach”. Łącznie ze śmiercią, która staje się bramą do Nowego Niekończącego się Życia.

  1. Jeśli ktoś chciałby wykorzystać ten tekst, proszę o kontakt.
Itinerarium

ZAKOŁACZCIE ZE WSZYSTKICH SIŁ

Czwartek 9 marca 2017 Post to jest okazja, żeby wrócić do ludzi, spraw i ideałów porzuconych. Spróbować jeszcze raz – mocniej i częściej zapukać, zakołatać ze wszystkich sił, prosić żarliwiej i zacieklej, szukać nawet stając na głowie i ani na chwilę nie odstępując.

Słowem zbudzić się ze słodkiej martwoty i zyskać to, co odpuściliśmy, olaliśmy i odłożyliśmy do diabelskich lamusów. Tak to mówi Ewangelia:

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą. 

Gdy któregoś z was syn prosi o chleb, czy jest taki, który poda mu kamień? Albo gdy prosi o rybę, czy poda mu węża? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą. 

Wszystko więc, co chcielibyście, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. Albowiem to jest istota Prawa i Proroków».

Mt 7, 7 -12

Itinerarium

DO SPOWIEDZI SIOSTRY I BRACIA!

Środa 8 marca 2017 Dla wierzących, choć trochę, nawrócenie wiąże się ze spowiedzią. Kiedyś wyspowiadałem człowieka po 49 latach, ostatni raz był przy kratkach konfesjonału przed akcją partyzancką w roku 1943, a potem jakoś zeszło. Zdążył przed przeprowadzką na Drugą Stronę. W ostatnim Adwencie udzieliłem rozgrzeszenia człowiekowi, który był u spowiedzi przy okazji pierwszej komunii świętej 63 lata temu, kiedy miał lat 9. Też mu zeszło, teraz ma 72 lata, ma się dobrze i fika jak nowo narodzony, co zresztą jest prawdą. Papież, nasz święty Papież, Jan Paweł Drugi, spowiadał się co tydzień.

Nic nas nie zmusi do nawrócenia, z zewnątrz. Trzeba posłuchać wewnętrznej nuty. I nawrócić się. Lepiej teraz. Bo nie wiadomo czy przeprawa na Tamten Brzeg czeka nas za lat 50 czy jutro.

Gdy tłumy się gromadziły, Jezus zaczął mówić: «To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz stał się znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia. 

Królowa z południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon. 

Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz». Łk 11, 29 -32

Itinerarium

BRAWO SKOWRONE

Wtorek 7 marca 2017 Zobaczyłem wczoraj rano pierwszego skowronka w tym roku. Zerwał się błyskawicznie z ziemi i poszybował prosto w niebo, z jaką gracją i radością, zwiewnie, sprytnie.

Powiem Wam szczerze, dawno nie widziałem tak dobrego kazania na Wielki Post. Przecież o to chodzi! Chodzi o to, żeby się w końcu zerwać! Oderwać od tych wszystkich śmieci, które nas uziemiają. Chodzi o to, żeby się w końcu zerwać! Brawo skowronek!

Itinerarium

POWRÓT NA PROSTĄ BOŻĄ DROGĘ

Poniedziałek 6 marca 2017 Żyjemy w bardzo niepewnych czasach, łatwo się zagubić i zejść na złe drogi. Dlatego trzeba znać dobrą drogę, wiedzieć gdzie ona jest, żeby jak się nam przydarzy zagubić – a przydarza się każdemu z nas – szybko na nią powrócić. I o to też chodzi w Wielkim Poście, o prosty powrót na dobrą Bożą drogę, drogę Jego przykazań.

Pan powiedział do Mojżesza: «Przemów do całej społeczności Izraelitów i powiedz im: Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz! 

Nie będziecie kraść, nie będziecie kłamać, nie będziecie oszukiwać jeden drugiego. Nie będziecie przysięgać fałszywie na moje imię. Byłoby to zbezczeszczenie imienia Boga twego. Ja jestem Pan! 

Nie będziesz uciskał bliźniego, nie będziesz go wyzyskiwał. Zapłata najemnika nie będzie pozostawać w twoim domu przez noc aż do poranka. Nie będziesz złorzeczył głuchemu. Nie będziesz kładł przeszkody przed niewidomym, ale będziesz się bał Boga twego. Ja jestem Pan! 

Nie będziecie wydawać niesprawiedliwych wyroków. Nie będziesz stronniczy na korzyść ubogiego, ani nie będziesz miał względu dla bogatego. Sprawiedliwie będziesz sądził bliźniego. Nie będziesz szerzył oszczerstw między krewnymi, nie będziesz czyhał na życie bliźniego. Ja jestem Pan! 

Nie będziesz żywił w sercu nienawiści do brata. Będziesz upominał bliźniego, aby nie ponieść winy z jego powodu. Nie będziesz szukał pomsty, nie będziesz żywił urazy do synów twego ludu, ale będziesz miłował bliźniego jak siebie samego. Ja jestem Pan!» (Kpł 19).

  1. Czytanie z dzisiejszej liturgii słowa.

 

Itinerarium

JAK DIABEŁ PALI NASZĄ WOLNOŚĆ

Kazanie na 1 Niedzielę Wielkiego Postu 5 marca 2017 Zawsze warto troszczyć się o swoją wolność, Wielki Post tylko przypomina, że trzeba o nią walczyć i że szatan wciąż sprytnie (i skutecznie) knuje, jak ją nam odebrać. Dlaczego tak zależy mu na odebraniu wolności? Wolność upodabnia nas do Boga, bez niej jesteśmy lichymi patyczkami rzuconymi na rwącą rzekę, kto wie (czort wie) gdzie bystry nurt nas poniesie.

Nie lubimy wolności, ona kosztuje. Jesteśmy w tym podobni Izraelitom, którzy klęli Mojżesza. Wyprowadził ich na wolność (z Egiptu) ale po drodze nie mieli ulubionych supermarketów z ulubioną cebulą, czosnkiem, melonami, rybami, porami i ogórkami (pełny asortyment – Lb 11, 1 – 15). Pal diabli (tak, diabli palą!) wolność, chcemy czosnku i ryb! Żeby nie ględzili i nie szemrali dostali mannę i przepiórki, jakoś zniosły to ich rozwydrzone podniebienia.

Nie lubimy wolności, łatwo i tanio ją sprzedajemy. Za dwieście złotych podwyżki przy przeniesieniu się z ciekawej pracy do nudnej. Dla poprawy samopoczucia nazwiemy to awansem. Hm, awans, czy gość, który zbiera puszki i zjada jeden posiłek dziennie, awansuje, kiedy idzie do więzienia, gdzie ma trzy posiłki dziennie i nie musi przeglądać kilku śmietników od czwartej rano?  Za co drugim awansem stoi diabeł, my zadowoleni, on zwycięzca.

Jak kochać wolność, kiedy ona nakazuje mniej pracować a więcej bawić się z dziećmi? Jak kochać wolność, kiedy ona każe wyłączyć komputer i nagadać się ze starą matką, która po raz setny opowiada jak się onegdaj robiło masło w konwi ze śmietaną?

Na to odrzekł mu Jezus: «Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: „Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”». Tak powiedział Pan Jezus. Ale to było dawno temu. Dawno, dawno ale prawda. Prawda, która może nas wyzwolić.

LITURGIA SŁOWA

 

Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła. A gdy pościł już czterdzieści dni i czterdzieści nocy, poczuł w końcu głód.

Wtedy przystąpił kusiciel i rzekł do Niego: «Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem».

Lecz On mu odparł: «Napisane jest: „Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych”».

Wtedy wziął Go diabeł do Miasta Świętego, postawił na szczycie narożnika świątyni i rzekł Mu: «Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół, napisane jest bowiem: „Aniołom swoim da rozkaz co do ciebie, a na rękach nosić cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień”».

Odrzekł mu Jezus: «Ale napisane jest także: „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego”».

Jeszcze raz wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata oraz ich przepych i rzekł do Niego: «Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz i oddasz mi pokłon».

Na to odrzekł mu Jezus: «Idź precz, szatanie! Jest bowiem napisane: „Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz”».

Wtedy opuścił Go diabeł, a oto przystąpili aniołowie i usługiwali Mu. (Mt 4,1 -11).

Itinerarium

ZŁOTA JEDENASTKA POLAKÓW

Sobota 4 marca 2017 Marcelina Darowska. Marta Wołowska. Wincenty Lewoniuk. Maria Stella Mardosiewicz. Franciszka Siedliska. Bronisława, córka Stanisława Odrowąża Prandoty i Anny z Gryffitów-Jaksów. Bronisław Markiewicz. Mieczysław Bohatkiewicz. Zygmunt Szczęsny Feliński. Jozafat Kuncewicz. Józef Bilczewski. Kazimierz, polski królewicz, syn Kazimierza IV Jagiellończyka i Elżbiety Rakuszanki. Ten ostatni ma akurat dziś święto.

Oczywiście to jest Jedenastka polskich świętych i błogosławionych, których raczej większość z was nie zna. Gdybym sporządził Jedenastkę polskich piłkarzy – Lewandowski (Robert), Szczęsny (Wojciech), Błaszczykowski (Jakub) czy Krychowiak (Grzegorz), zaraz byście się ożywili, wiadomo Bayern, PSG, etc. Gdybym zrobił listę Jedenastu głośnych polskich polityków, Kaczyński (Jarosław), Tusk (Donald), Szydło (Beata), etc., wszystkich skojarzycie, brawo Wy J

Do Nieba idzie się różnymi drogami, przez męczeństwo, szaleństwo służby, może też i przez futbol i przez mądrą politykę.

Św. Kazimierzu, patronie dnia dzisiejszego, patronie Litwy i Polski, módl się za nami, słabymi i źle poinformowanymi.

Itinerarium

ZŁOTA JEDENASTKA POLAKÓW

Sobota 4 marca 2017 Marcelina Darowska. Marta Wołowska. Wincenty Lewoniuk. Maria Stella Mardosiewicz. Franciszka Siedliska. Bronisława, córka Stanisława Odrowąża Prandoty i Anny z Gryffitów-Jaksów. Bronisław Markiewicz. Mieczysław Bohatkiewicz. Zygmunt Szczęsny Feliński. Jozafat Kuncewicz. Józef Bilczewski. Kazimierz, polski królewicz, syn Kazimierza IV Jagiellończyka i Elżbiety Rakuszanki. Ten ostatni ma akurat dziś święto.

Oczywiście to jest Jedenastka polskich świętych i błogosławionych, których raczej większość z was nie zna. Gdybym sporządził Jedenastkę polskich piłkarzy – Lewandowski (Robert), Szczęsny (Wojciech), Błaszczykowski (Jakub) czy Krychowiak (Grzegorz), zaraz byście się ożywili, wiadomo Bayern, PSG, etc. Gdybym zrobił listę Jedenastu głośnych polskich polityków, Kaczyński (Jarosław), Tusk (Donald), Szydło (Beata), etc., wszystkich skojarzycie, brawo Wy J

Do Nieba idzie się różnymi drogami, przez męczeństwo, szaleństwo służby, może też i przez futbol i przez mądrą politykę.

Św. Kazimierzu, patronie dnia dzisiejszego, patronie Litwy i Polski, módl się za nami, słabymi i źle poinformowanymi.

Itinerarium