Kazanie na 2 Niedzielę Wielkiego Postu 12 marca 2017 Najwyższa góra na jaką się kiedyś wdrapałem (ledwo) miała nieco ponad 3 000 metrów nad poziomem morza. Ludzie włażą na Mont Blanc i Mont Everest. Tabor, o którym dzisiaj mówi Ewangelia to pikuś, 588 metrów n.p.m.
Góra naszego przemienienia wcale nie wynosi 8848 metrów jak najwyższa na świecie Czomolungma, wynosi zaledwie 37 cm, droga od głowy do serca. Najwyższą górą, górą przemiany, jest nasze serce. Niestety, łazimy na pagórki, góry i szczyty, rzadko albo nigdy nie wchodzimy w swoje serce.
Może jednak zaryzykujemy. Pomodlę się o to.
Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba oraz brata jego, Jana, i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto ukazali się im Mojżesz i Eliasz, rozmawiający z Nim.
Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: «Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza».
Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: «To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!» Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli.
A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: «Wstańcie, nie lękajcie się!» Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa.
A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im, mówiąc: «Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie». (Mt 17,1 -9)

