Sobota 11 marca 2017 Wszyscy nasi dzielni politycy kochają Polskę. Tak przynajmniej deklarują. Obecnie najbardziej Polskę kocha Prawo i Sprawiedliwość, zresztą ze wzajemnością, co pokazały ostatnie wybory parlamentarne i aktualne sondaże. Trochę wcześniej, w roku 2007, Polskę najbardziej kochała Platforma Obywatelska, zresztą ze wzajemnością, co pokazywały ówczesne wyniki wyborów i słupki w badaniach opinii publicznej. Proszę czytać dalej, cały czas zapisuję tu rozmyślanie nad dzisiejszą Ewangelią.
Niektórzy moi koledzy należą do jednej lub drugiej formacji. Jeszcze przed 15 laty przychodzili do siebie na imieniny, składali serdeczne życzenia i rzecz jasna wychylali toasty za pomyślność. Wszak trochę wcześniej razem obalali komunę i byli w jednej drużynie. Dziś nie chodzą do siebie na imieniny, bo jeśli ktoś po imprezie wypapla, że Pisowiec gościł u Platformera, to tenże Pisowiec ma przechlapane i vice versa. Znam jeden przypadek (oby było ich więcej), gdzie ojcem chrzestnym syna działacza PiS jest członek Platformy – nie proście mnie o personalia bo doleci to na Wiejską (krajowa siedziba PO) albo Nowogrodzką (PiS) i będzie granda.
Członków wspomnianych ugrupowań i ich sympatyków zachęcam do wzajemnej modlitwy za siebie, w zasadzie nie ja, ale Pan Jezus – Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują… Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Członków wszystkich zresztą partii wzywam do wzajemnej modlitwy. I oczywiście do wspólnego świętowania imienin, tylko toasty proszę odłożyć na czas po Wielkim Poście.
Czy to takie dziwne, że ja wzywam do modlitwy polityków za siebie wzajemnie i do wspólnego imprezowania? Pamięć mam (jeszcze) dobrą. Nie tak dawno, bo 31 października 2005 roku, w poniedziałek wieczorem – mniejsza o to, że był to Halloween – w gdańskiej kurii na Oliwie panowie Jarosław Kaczyński i Donald Tusk, wspólnie najpierw się pomodlili w kaplicy a później imprezowali przez trzy godziny w towarzystwie ówczesnego metropolity nieodżałowanego abpa Tadeusza Gocłowskiego. Nie byłem przy tym, ale myślę sobie, był wieczór, postu nie było, kolacja u arcybiskupów zawsze smaczna (to wiem), może i toasty były. Dobry przykład zawsze powinien iść z góry.
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Słyszeliście, że powiedziano: „Będziesz miłował swego bliźniego”, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził.
A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.
Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią?
Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski». (Mt 5, 43 – 48)

