Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Tę różę złowiłem w górach Kaukazu, to był już chłodny wrześniowy poranek. Każde piękno, nawet tak pospolite, jak ten kaukaski kwiat, warte jest zauważenia i powiedziałbym przyjęcia. Piękno możemy w siebie przyjmować, napełniać się nim.
Myślę, że jest to bardzo ważne, ponieważ nieustannie jesteśmy nasycani obrazami zła, tragedii, walki i wzajemnych ludzkich napaści. Zatruwana zostaje nasza wyobraźnia, a potem i serce.
Piękno działa jak mocny antybiotyk odkażający te zatrute przestrzenie. Boży pomysł, abyśmy byli szczęśliwsi.
Цю троянду я зловила в горах Кавказу, був уже прохолодний вересневий ранок. Будь-яка краса, навіть така звичайна, як ця кавказька квітка, варта того, щоб її помітити і, я б сказала, прийняти. Ми можемо взяти красу в себе, наповнити нею себе.
Я думаю, що це дуже важливо, тому що ми постійно насичуємося образами зла, трагедії, боротьби і взаємного людського нападу. Це отруює нашу уяву, а потім і серце.
Краса діє як потужний антибіотик, який дезінфікує ці отруєні простори. Божий задум полягає в тому, щоб ми були щасливішими.
W Żyrardowie tzw. patrol obywatelski (nowy twór społeczny?), zdemolował hostel, w którym mieszkali Gruzini i Azerowie, legalnie pracujący w mieście. Kilku z nich zostało pobitych. Być może była to zwykła bijatyka. Najbardziej zdumiała mnie reakcja żyrardowskiej policji, która jedynie analizuje całe zajście. Najpierw nie zdołała zapobiec chuligańskim zdarzeniom, potem nikogo nie zatrzymała, a teraz analizuje. To zresztą nie pierwsza akcja „patroli obywatelskich” w Polsce.
Mimo woli na myśl przychodzą pogromy Żydów przed ostatnią wojną, a także te powojenne, na czele z krwawym pogromem w Kielcach. Ówczesne władze także przymykały oczy na polską przemoc.
Nastroje antyimigranckie dotarły do Polski, boję się, żeby małe iskry nie przeradzały się w większe pożary. Nie zgaszą ich policyjne analizy.
У Жирардові так званий громадський патруль (нове соціальне утворення?) розгромив гуртожиток, де проживали грузини та азербайджанці, які легально працювали в місті. Кілька з них були побиті. Можливо, це була звичайна бійка. Найбільше мене спантеличила реакція жирардівської поліції, яка лише аналізує весь інцидент. Спочатку не змогла запобігти хуліганському інциденту, потім не змогла нікого затримати, а тепер аналізує. До речі, це не перша акція «громадянських патрулів» у Польщі.
На думку спадають погроми проти євреїв перед останньою війною, а також після війни, з кривавим погромом у Кельцах на першому плані. Тодішня влада також закривала очі на польське насильство. Антиіммігрантські настрої досягли Польщі, і я боюся, що маленькі іскри можуть перерости у велику пожежу. Їх не вдасться загасити поліцейським аналізо
Zarówno wojna w Ukrainie jak i ostatnia powódź objawiły ważną prawdę o nas, Polakach. To prawda o naszej solidarności. O naszej solidarności, która ma wymiar krótkotrwałego zrywu. Emocje potrafią nas wynieść na szczyty ofiarności i empatii. Ale emocje z natury przemijają. Choć dobrze, że są i że pozwoliły nam zrobić naprawdę wiele dobrego, i dla Ukrainy i dla powodzian.
Kiedy przejeżdżamy (wolontariusze) granicę z Ukrainą i zgłaszamy transport humanitarny, budzimy zdziwienie i u polskich i u ukraińskich pograniczników. Bywa tak, że jesteśmy jedynymi, którzy jeszcze „coś wiozą”.
Prowadziłem kiedyś nabożeństwo z okazji 70-lecia małżeństwa pewnej pary, pobrali się młodo więc lekko przekroczyli dziewięćdziesiątkę.
Miłość i solidarność pięknieją wraz z wiekiem.
Війна в Україні та нещодавня повінь відкрили важливу правду про нас, поляків. Це правда про нашу солідарність. Про нашу солідарність, яка має вимір короткочасного пориву. Емоції можуть піднести нас до висот щедрості та співчуття. Але емоції за своєю природою проходять. Хоча добре, що вони є і що вони дозволили нам зробити дійсно багато доброго, як для України, так і для постраждалих від повені.
Коли ми (волонтери) перетинаємо кордон з Україною і повідомляємо про гуманітарний транспорт, нас дивують як польські, так і українські прикордонники. Буває, що ми єдині, хто ще щось «везе».
Якось я служив на святкуванні 70-річчя подружнього життя однієї пари, вони одружилися молодими, тож їм було трохи більше дев’яноста.
Любов і солідарність з віком стають прекраснішими.
Po kolejnym, tragicznym wypadku w Warszawie, rozważane jest wprowadzenie do kodeksu karnego kategorii „zabójstwa drogowego”. Prawnicy przerzucają się argumentami, proponują podwyższanie kar więzienia. To kolejny przykład naiwnej wiary, że prawo rozwiąże bardzo poważny problem szaleństwa kierowców. Za każdym razem, gdy dochodzi do jakiejś tragedii, nie tylko na drogach, pojawiają się pomysły, jak wysoko, kogo i za co powinno się karać.
A może jednak warto sięgnąć głębiej i powrócić do wychowania dzieci i młodzieży? Karanie to metoda prosta, tania i niestety mało skuteczna. To wie każdy rodzic. Wychowywanie, kształtowanie postaw, wpajanie wartości, to żmudne procesy, drogie ale gwarantujące dobre rezultaty.
Uczyłem przed laty katechezy, najlepiej wspominam chłopaków z klas murarz – tynkarz i betoniarz – zbrojarz. Tak, były ongiś takie zawody. Pozwoliłem sobie omijać wyrafinowane tematy, zawarte w podręcznikach do religii, typu „ Kult maryjny od średniowiecza do współczesności”. Za to kilka godzin poświęciłem na rozmowy „Dlaczego kibice Górnika Łęczna nie powinni bić przyjezdnych z Avii Świdnik?” Jeden z owych uczniów został szanowanym policjantem inny nawet misjonarzem.
Przypuszczam, że wkrótce będziemy mieli nowe, wspaniałe paragrafy w kodeksach i kolejne wzrosty liczb takich czy innych przypadków tragedii. Banalnie zabrzmi, ale na koniec napiszę – nie tylko karanie, ale przede wszystkim wychowywanie.
Після чергової трагічної аварії у Варшаві розглядається питання про введення до кримінального кодексу категорії «вбивство на дорозі». Адвокати перекидаються аргументами, пропонуючи збільшити терміни ув’язнення. Це ще один приклад наївної віри в те, що закон вирішить дуже серйозну проблему водійського божевілля. Щоразу, коли трапляється трагедія, і не лише на дорогах, висуваються ідеї про те, як високо, кого і за що слід покарати.
Але чому б не копнути глибше і не повернутися до виховання дітей і молоді? Покарання – це простий, дешевий і, на жаль, неефективний метод. Це знає кожен з батьків. Виховання, формування поглядів, прищеплення цінностей – це важкі процеси, дорогі, але такі, що гарантують гарні результати.
Багато років тому я викладав катехизм, і мої найкращі спогади – це хлопці на курсах мулярів-штукатурів та бетонярів-арматурників. Так, колись були такі професії. Я взяв на себе сміливість уникати складних тем, що містяться в підручниках з релігії, таких як «Набожність до Марії від середньовіччя до наших днів». Натомість я провів кілька годин, дискутуючи на тему: «Чому фанати Гурніка Ленчна не повинні бити гостей з Авіа Свіднік?». Один з цих студентів став поважним поліцейським, інший – навіть місіонером.
Гадаю, недовго залишилося чекати нових чудових параграфів у кодексах і подальшого зростання кількості трагедій того чи іншого роду. Як би банально це не звучало, але на завершення скажу – не тільки карати, але перш за все виховувати.
Podpatruję działania podejmowane w związku z powodzią, nasuwa mi się podobieństwo z sytuacją z początku wojny w Ukrainie. I w jednym i drugim przypadku dużą i korzystną rolę odegrała spontaniczna reakcja obywateli. W pierwszych miesiącach wojny działaliśmy my, obywatele, struktury państwowe dopiero obmyślały co robić.
Kryzysy, nawet jak możliwe do przewidzenia, zaskakują. Dobrze jest mieć jakiś plan, a nie wymyślać go w chwili, gdy nadchodzi coś niespodziewanego i groźnego.
Co w chwilach kryzysów jest najważniejsze, w każdym kryzysie? Warto zrobić sobie listę osób na których możesz liczyć, jak potrafisz ich zebrać, to już jest bardzo dobrze. Trzeba też pamiętać o ludziach, którzy będą na ciebie liczyć! Pomaga także prosta hierarchia wartości – najpierw ratować życie swoje i innych, życie oraz drowie. Znane są przypadki, że w czasie pożarów ginął ktoś, bo wracał w ogień po ulubioną czapkę.
Najważniejsza jest jednak wspólnota, więzi z ludźmi i wzajemne zaufanie.
Спостерігаючи за діями, що відбуваються у зв’язку з повенями, на думку спадає схожість із ситуацією на початку війни в Україні. В обох випадках велику і корисну роль зіграла спонтанна реакція громадян. У перші місяці війни діяли ми, громадяни, а державні структури лише придумували, що робити.
Кризи, навіть якщо їх можна було передбачити, застають нас зненацька. Добре мати план, а не придумувати його в момент, коли з’являється щось несподіване і загрозливе.
Що є найважливішим у кризові моменти, у будь-якій кризі? Варто скласти собі список людей, на яких ви можете розраховувати, якщо ви можете зібрати їх разом, це дуже добре. Також важливо пам’ятати про людей, які будуть розраховувати на вас! Також допомагає проста ієрархія цінностей – спочатку врятувати своє життя і життя інших, потім життя і смерть. Відомі випадки, коли люди гинули під час пожеж через те, що повернулися у вогонь, щоб дістати свою улюблену шапку.
Однак найважливіше – це спільнота, зв’язок з людьми та довіра один до одного.
Zrobiłem wczoraj dużo kilometrów, słuchałem radia. Były wieści z powodzi. Do tych smutnych o podtopieniach i początkach sprzątania, dochodzą jeszcze smutniejsze.
Pisałem już o aktach szabrownictwa i kradzieżach. Mnożą się także przypadki zawyżania cen (nawet za buty gumowe), wykryto także kilkanaście fałszywych zbiórek pieniędzy, nasila się także proceder oszustwa na kancelarię adwokacką z rzekomym zapewnieniem otrzymania szybkiego i wysokiego odszkodowania (po wpłaceniu odpowiedniej kwoty). Słuchałem także o licznych wspaniałych aktach pomocy dla powodzian.
Zdumiewa mnie jednak fala żerowania na nieszczęściu powodzian. Ta powódź pokazuje kondycję duchową, moralną nas, Polaków. Tak, Polacy solidarnie pomagają, ale też kradną, oszukują i krzywdzą. Żadnym rozwiązaniem nie jest tu szybkie i ostre karanie, takie akcje uwielbiają politycy.
Jesteśmy w dużym kryzysie wartości. Porzucamy uczciwość, prawość, przyzwoitość i sprawiedliwość. To raj dla oszustów i złodziei. Najgorzej, że to wszystko może być preludium – tak bywało już w naszej historii – do zdrady narodowej. Bo skoro zyski i bogactwo są nadrzędnym celem, to czemu nie zdradzić Polski, jeśli tylko ktoś dobrze za to zapłaci? A są tacy.
Tak piszę, choć wierzę w Polskę dobrą, solidarną i niepodległą.
Вчора я багато проїхав, слухав радіо. Були новини про повені. Крім сумних про затоплення і початок ліквідації наслідків, є ще сумніші.
Я вже писав про акти мародерства і крадіжок. Також почастішали випадки завищення цін (навіть на гумові чоботи), було виявлено більше десятка шахрайських зборів коштів, почастішали випадки шахрайства з боку юридичних фірм, які нібито гарантують швидке і високе відшкодування збитків (після сплати потрібної суми). Я також чув про багато чудових актів допомоги жертвам повені.
Однак мене вражає хвиля наживи на нещасті жертв повені. Ця повінь показує духовний, моральний стан нас, поляків. Так, поляки допомагають із солідарності, але вони також крадуть, обманюють і роблять боляче. Тут не допоможе швидке і суворе покарання, такі дії полюбляють політики.
Ми перебуваємо у великій кризі цінностей. Ми відмовляємося від чесності, доброчесності, порядності та справедливості. Це рай для шахраїв і злодіїв. Найгірше те, що все це може стати прелюдією – як це вже було в нашій історії – до національної зради. Бо якщо прибуток і багатство є головною метою, то чому б не зрадити Польщу, якщо за це добре платять? І такі люди є.
Ось так я пишу, хоча вірю в добру, солідарну і незалежну Польщу.
Może zacznę od tekstu piosenki, o przyjaźni. Co roku, 22 września obchodzę Dzień Przyjaźni, to dzięki Agacie Budzyńskiej. Możecie najpierw posłuchać, a potem przeczytać.
Jestem trochę strażnikiem pamięci, o wydarzeniach, których byłem świadkiem, przede wszystkim jednak o ludziach, których usiłuje zabrać czas. Przypominam dziś Agatę Budzyńską.
Agata zginęła tragicznie w niedzielę 22 września 1996 r. w trakcie rejsu żaglówką na Mazurach. Miała zaledwie 32 lata.
Pisała piękne teksty, śpiewała je, radziła sobie z gitarą. Nie mam wątpliwości, że dziś śpiewałaby dla Ukrainy. Może i śpiewa w chórach anielskich.
Milion aniołków … W przyjaźni zawsze mamy blisko do Pana Boga. Z pozdrowieniami dla Was wszystkich.
Мабуть, почну з пісенних слів, про дружбу. Щороку 22 вересня я святкую День дружби, це завдяки Агаті Будзинській. Можете спочатку послухати, а потім прочитати.
Я трохи зберігаю пам’ять про події, свідком яких був, але найбільше – про людей, яких намагається забрати час. Сьогодні я згадую Агату Будзинську.
Агата трагічно загинула в неділю 22 вересня 1996 року під час вітрильної подорожі на Мазурському поозер’ї. Їй було лише 32 роки.
Вона писала прекрасні вірші, співала їх, грала на гітарі. Я не сумніваюся, що сьогодні вона співала б для України. Можливо, вона співає і в ангельських хорах.
Мільйон ангелів… У дружбі ми завжди близькі до Господа Бога. Всіх вас вітаю.
Kiedy was nie ma – to jakby nagle Zabrakło w moim życiu muzyki Kiedy Was nie ma – to czas mnie straszy Że przeminę, że będę chwilą Kiedy was nie ma – to jakby niebo Miało się rozstać na zawsze ze słońcem Kiedy Was nie ma – dosyć mam wszystkiego I pragnę stąd na zawsze odejść
Moi przyjaciele Moi przyjaciele Moi przyjaciele bądźcie zawsze ze mną Moi przyjaciele Moi przyjaciele
Z wami wiem, że wszystko mogę Że wystarczy tylko chcieć Jak mam wyśpiewać, jak mam dziękować Jak wytłumaczyć, że bez was mnie nie ma Przytulam do was moją miłość I wdzięczność mą w modlitwę zamieniam Milion aniołków narysuję I wszystkie razem postrącam z nieba Dom na górze wybuduję I zagram klauna kiedy trzeba
Piszę tu, od czasu do czasu, że świat się zmienia i nie powróci już do stanu sprzed ostatniej pandemii, a w naszym kręgu sprzed wojny w Ukrainie. Czym prędzej to zrozumiemy, tym szybciej zaczniemy tworzyć nowe modele przyszłości. Pożegnania ze starym, dobrze znanym porządkiem, zwykle są trudne.
Hodowcy koni wieszczyli koniec świata wraz z ekspansją traktorów, podobne zachwiania mieli dorożkarze i właściciele karet na widok pociągów a potem samochodów.
Jak długo potrwa jeszcze dominujący dziś model życia, nachalnie promujący egoizm i postawę Więcej Mieć, nie wiem. Ale jest raczej schyłkowy.
Nie chcę biadolić nad agonią tego świata. Mam marzenie, I Have a Dream! (Martin Luter King). A pierwsze jest o braterstwie bez granic, bo już tak bardzo jesteśmy podzieleni i oddaleni. Na zdjęciu jestem z moim bratem z Kurdystanu, dla pewności – ja z lewej strony. Drugie, o radosnej wspólnocie, w której nie ścigamy się ale wspomagamy wzajemnie. I trzecie o szacunku, dla każdego.
Mam nadzieję, że macie swoje dobre marzenia. To właśnie czas, aby z nich budować szczęśliwą przyszłość.
Я час від часу пишу тут про те, що світ змінюється і вже не повернеться до того, яким він був до останньої пандемії, а в нашому колі – до війни в Україні. Чим швидше ми це зрозуміємо, тим швидше зможемо почати створювати нові моделі майбутнього. Прощання зі старим, звичним порядком зазвичай буває важким.
Конярі пророкували кінець світу з поширенням тракторів, візники і власники карет так само тремтіли при вигляді поїздів, а потім і автомобілів.
Скільки ще протримається домінуюча сьогодні модель життя, яка настирливо пропагує егоїзм і позицію «Більше мати», я не знаю. Але вона скоріше занепадає.
Я не хочу плакати над агонією цього світу. У мене є мрія, у мене є мрія! (Мартін Лютер Кінг). І перша – про братерство без кордонів, тому що ми вже такі розділені і далекі. На фото я зі своїм братом з Курдистану. Другий – про радісну спільність, в якій ми не змагаємося, а підтримуємо один одного. І третя – про повагу до всіх і кожного.
Я сподіваюся, що ви маєте свої добрі мрії. Зараз саме час будувати з них щасливе майбутнє.
Jeśli przeżywacie w ostatnich latach, powiedzmy od pandemii, napięcia, lęki i mocny niepokój, to znaczy, że jest z wami dobrze. I że jesteście normalni.
Piszę dlatego, że jest się czego bać i że lęk dziś ma głębokie uzasadnienie. Opowieści o tym, żeby spać spokojnie i niczym się nie przejmować, są bzdurą. Jest się czego bać. Sytuacja przypomina trochę samolot, który wpadł w turbulencje i nie wiadomo jak lot się zakończy. Przyczyn turbulencji jest kilka, pandemia, wojna w kilku miejscach na świecie, a teraz w Polsce jeszcze namacalne skutki zmian klimatycznych, najpierw w formie koszmarnej suszy a teraz wielkich powodzi na zachodzie kraju. Naprawdę, jest się czego bać, nie można udawać, że nic się nie stało i że zaraz wszystko wróci do tak zwanej normy. Nie wróci, przyjdzie nowe, choć nie wiemy jakie.
Pomimo tego, że jest się czego bać, nie wolno wpadać w panikę. To od nas zależy jak wyląduje nasz samolot. Lęk jest ostrzeżeniem, sygnałem alarmowym, wezwaniem do działania. Wszystkie historie, wyżej wspomniane, pandemia, wojna i powódź, nauczyły mnie – między innymi – że ważna jest troska o ludzi, że nie można pozostawiać ich samymi, że trzeba im dać swój czas, energię i bliskość.
Jest się czego bać, ale przejdziemy przez to wszystko, jeśli będziemy razem, blisko, jeśli zatroszczymy się o siebie nawzajem. Trochę podpowiedziały mi w tym temacie znajome kwiczoły z fotografii.
Якщо ви відчуваєте напругу, страхи та сильну тривогу останнім часом, скажімо, після пандемії, це означає, що з вами все гаразд. І що ви нормальні.
Я пишу тому, що боятися є чого, і що тривога сьогодні має глибоке підґрунтя. Розповіді про те, що можна спати спокійно і ні про що не турбуватися – нісенітниця. Боятися є чого. Ситуація трохи нагадує літак, який потрапив у турбулентність, і ніхто не знає, чим закінчиться політ. Причин турбулентності кілька: пандемія, війна в кількох частинах світу, а тепер і в Польщі відчутні наслідки зміни клімату, спочатку у вигляді кошмарної посухи, а тепер у вигляді великих повеней на заході країни. Дійсно, є чого боятися, і ми не можемо вдавати, що нічого не сталося і що все скоро повернеться до так званого нормального стану. Не повернеться, прийде нове, хоча ми не знаємо, яке саме.
Незважаючи на те, що є чого боятися, не треба панікувати. Від нас залежить, як приземлиться наш літак. Тривога – це попередження, сигнал тривоги, заклик до дії. Усі згадані вище історії – і пандемія, і війна, і повінь – навчили мене, серед іншого, що важливо піклуватися про людей, що не можна залишати їх на самоті, що треба дарувати їм свій час, енергію і близькість.
Є багато чого, чого варто боятися, але ми все це переживемо, якщо будемо разом, поруч, якщо будемо піклуватися один про одного. Один мій друг-фотограф дав мені невелику підказку на цю тему.
Najtrudniejsze chwile dla powodzian przyjdą w okolicach Bożego Narodzenia i zapewne będą to dla nich smutne święta. Wiem to z doświadczenia, podobna sytuacja była w 2010 r. w Wilkowie na Lubelszczyźnie, choć tam kulminacja nastąpiła jeszcze w maju. Razem z grupą wolontariuszy pomagaliśmy tam prawie przez rok po zakończeniu kataklizmu.
Teraz jeszcze działa adrenalina i bezpośrednia walka z żywiołem nie pozwala spojrzeć w dalszą przyszłość. Za kilka miesięcy władze zajmą się innymi ważnymi sprawami, media znajdą sobie ciekawsze tematy. A ludzie staną wobec dramatu nieodbudowanych domów, sklepów i zamulonych pól. Moich wpisów raczej nie czytają decydenci polityczni, ale warto pomyśleć jak moglibyśmy pomóc poszkodowanym przez powódź przed Świętami.
I druga uwaga, Wrocław i okolice daleko są od Warszawy, Gdańska, Łodzi i Krakowa, od Lublina także. W dużej mierze zamieszkują tam potomkowie wysiedleńców z Galicji po ostatniej wojnie, lwowian w szczególności. Nawet Fredro na wrocławskim rynku przesiedlony został ze Lwowa. Pytanie, na ile jesteśmy jedną Polską, na ile ta powódź jest tragedią narodową, naszą sprawą. I ile zechcą sobie ująć z budżetów inne regiony? Czy, jak często bywało, zadziała syndrom – „Coś tam przecież daliśmy …”
Найважчий час для постраждалих від повені настане на Різдво, і, ймовірно, це буде сумне Різдво для них. Я знаю це з власного досвіду, подібна ситуація була у 2010 році у Вілкуві в Люблінському воєводстві, хоча там пік повені припав на травень. Разом з групою волонтерів ми допомагали там майже рік після закінчення катастрофи.
Зараз адреналін ще не вивітрився, а безпосередня боротьба зі стихією не дозволяє нам дивитися вперед. Через кілька місяців влада буде зайнята іншими важливими справами, ЗМІ знайдуть більш цікаві теми. А люди зіткнуться з драмою недобудованих будинків, магазинів і замулених полів. Мої пости навряд чи прочитають ті, хто приймає політичні рішення, але варто подумати про те, як ми могли б допомогти постраждалим від повені ще до Різдва.
І другий момент: Вроцлав і його околиці знаходяться далеко від Варшави, Гданська, Лодзі та Кракова, а також від Любліна. Він значною мірою заселений нащадками переселенців з Галичини після останньої війни, зокрема зі Львова. Навіть Фредро на ринковій площі у Вроцлаві був переселений зі Львова. Питання в тому, наскільки ми є єдиною Польщею, наскільки ця повінь є національною трагедією, нашою справою. І скільки інші регіони захочуть взяти зі своїх бюджетів? Чи, як це часто бувало, спрацює синдром «а ми ж та щось дали…»?