POCHWAŁA SIEWU

Środa 8 września 2021

Na Siewną byłem u spowiedzi, zdarzało mi się jeszcze kiedyś słyszeć w konfesjonale, nie miałem problemu z orientacją czasową, podobnie jak w przypadku Izydora (4 kwietnia). Gorzej jak ktoś trafił na mniej obeznanego spowiednika.

Na Siewną, 8 września, jeszcze święci się w Polsce ziarna na siew, choć wielkoobszarowi rolnicy więcej ufają już nawozom niż błogosławieństwu. Z roku na rok plony nam paskudnieją, przesycone chemią i naprawdę smakowitsze produkty znajdziemy za wschodnią granicą, rzecz jasna nasze są mniej zchemizowane niźli te za zachodnią.

Z perspektywy ziemi lubelskiej jest bardzo dobrze, co dziesiąta polska pszczoła pracuje właśnie tutaj – zobacz

Jeszcze lepiej jest w przypadku ziół, prawie połowa z nich rośnie na Lubelszczyźnie, a majeranek spod Krasnegostawu chętnie kupują Szwajcarzy i Francuzi. Oczywiście na półkach Biedronki czy innej Stokrotki, może nie da się tego rozróżnić.

Piłsudskiemu przypisuje się zdanie, że naród do przeżycia potrzebuje dwóch rzeczy, żołnierza i chłopa, żołnierza, aby obronić, chłopa, aby wyżywić. Bez reszty da się jakoś funkcjonować (nie wiedział jeszcze, że będą kiedyś Internety i smartfony).

W zasiewaniu jest jakaś prawdziwa poezja, ukryte podobieństwo do Pana Boga, który rozsiewa swoje Słowo w ludzkich sercach i czeka aż ono wzrośnie i zaowocuje. W siewie spotykamy się z tajemnicą życia, wie to każdy, kto choćby ma kwiatki na balkonie. Dzisiaj siew i sadzenie to prawie misja ocalenia natury, niszczonej bezmyślnie przez deweloperów i mistrzów autostrad.

I pięknie siew łączy się Maryją, która niczym żyzna rola, „przechowywała w sercu wszystkie słowa Chrystusa”.

Itinerarium

WIERZĘ W NASZE RAZEM

Wtorek 7 września 2021

Trochę więcej niż rok temu nagraliśmy w środowisku lubelskiego wolontariatu nową wersję teledysku „Razem” (pierwsza powstała 10 lat temu). Aby ją obejrzeć i posłuchać należy kliknąć link poniżej i włączyć głośniki – przepraszam za tę instrukcję, ale mnie czasami tego typu wskazówki pomagają.

Kogo wpisalibyście na swoją listę Razem? Polskie Razem działa chyba jeszcze w przypadku zawodów sportowych, bo wszak nie wypada kibicować „tamtym”. Kilka razy pisałem już tutaj, że największe tragedie narodowe przychodziły w chwilach głębokich polskich podziałów, vide rozbiory. Dzisiaj zastanawiam się czy w ogóle możliwa jest zgoda narodowa, jakieś wspólne działanie członków i sympatyków wrogich stronnictw. I przypomnę, że zawsze ilekroć w Polsce bierzemy się za łby, w Moskwie zacierają z radości ręce.

I jest jeszcze takie bliższe Razem, w rodzinie, z sąsiadami, w miejscu pracy czy nauki. Też niełatwe, bo i tu się wkradają polityczne swary.

Wspominam nasze muzyczne Razem w przekonaniu, że pomimo wszystko jest w naszych sercach jakaś dobra wola, pragnienie zgody, przyjaźni, bliskości. I że za tym idzie jakiś impuls od samego Pana Boga.

Wspomniany link:

https://www.facebook.com/watch/?v=3139732072717683

Itinerarium

NIEZAUWAŻANI W SERCU I TELEFONIE

Kazanie na 23 Niedzielę Zwykłą 5 września 2021

Na pewno znacie ważnych ludzi, może nawet należą do grona waszych znajomych czy krewnych. A może macie w swoim kręgu osoby znane, popularnych dziś celebrytów.

Może nam grozić zupełnie bezwiedny podział na ludzi ważnych i nieważnych, narzucany przez kulturę. Do kategorii tych nieważnych niejako z automatu wpadają osoby ubogie, stare, szare, na pewno bezdomni, chorzy i dziwni na wszelaki sposób.

Dla Jezusa najważniejsi byli ci wszyscy, o których nikt nie dbał, niezauważalni. Próbuję uczyć się Jezusowej sztuki zauważania ludzi pomijanych, zapamiętać ich imiona, jakieś ważne fakty z ich biografii, posłuchać, co mają do powiedzenia, nawet jak bywają na rauszu. Mam w telefonie ich numery, obok kontaktów do ministrów, biskupów, dyrektorów i prezesów.

Różnice, podziały, wręcz przepaści, stale rosną, chciałbym jakoś je niwelować. Na globalne procesy wpływu nie mam, mogę tylko posprzątać w głowie i dać w sercu równe miejsce dla każdego, ze szczególnymi przywilejami dla tych, których nie widać i nie słychać. I zaręczam, że jest to wspaniała i radosna przygoda.

Na dołączonym zdjęciu jestem z panem Markiem – już publikowałem tę fotkę – który podarował mi nową koszulę (taką „księżowską”), sam jest bezdomny, przy okazji pouczył, że powinienem wyglądać porządniej, prawda.

Ewangelia i list Jakuba

Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu.

Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok, z dala od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: «Effatha», to znaczy: Otwórz się. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić.

Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. I przepełnieni zdumieniem mówili: «Dobrze wszystko uczynił. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę».

(Mk 7,31 – 37)

Bracia moi, niech wiara wasza w Pana naszego, Jezusa Chrystusa uwielbionego, nie ma względu na osoby.

Bo gdyby przyszedł na wasze zgromadzenie człowiek przystrojony w złote pierścienie i bogatą szatę i przybył także człowiek ubogi w zabrudzonej szacie, a wy spojrzycie na bogato przyodzianego i powiecie: «Ty usiądź na zaszczytnym miejscu», do ubogiego zaś powiecie: «Stań sobie tam albo usiądź u podnóżka mojego», to czy nie czynicie różnic między sobą i nie stajecie się sędziami przewrotnymi?

Posłuchajcie, bracia moi umiłowani! Czy Bóg nie wybrał ubogich tego świata na bogatych w wierze oraz na dziedziców królestwa przyobiecanego tym, którzy Go miłują?

(Jk 2,1 – 5)

Itinerarium

CZY MISTRZOWIE SĄ JESZCZE W SZKOŁACH?

Sobota 4 września 2021

Sobota w szkole? A owszem, należę do pokolenia, które uczyło się w soboty, zwykle były to cztery lekcje do południa. Tak samo było na studiach, soboty uwolnione zostały dla uczniów i żaków chyba w latach 80-tych ub. wieku.

Trochę przyglądam się zmianom w edukacji i wywołanych nimi sporami. Dyskusje dotyczą różnych kwestii, od spisu lektur obowiązkowych po status kuratorów. W ostatnich latach zmieniane były pomysły na edukację, powstało „pokolenie gimnazjalistów”, czyli tych, którzy na własnej skórze (głowie) doświadczyli eksperymentu, którego celu chyba nikt dokładnie nie przemyślał, a już na pewno nie zrealizował.

W całej, czasem gorącej, dyskusji o szkołach i uniwersytetach, bardzo mało myśli się i mówi o mistrzach. Patrząc na swoją własną drogę nauki, wiem, że największy wpływ mieli mistrzowie. Owszem, nauczycieli było wielu, zapamiętałem jednak tylko mistrzów. To były postaci dla których nawet lekcje czy wykłady w soboty, były czasem uniesień, zachwytu i pasji. Z żalem przychodziło powstać po ostatnim dzwonku, a niektóre wykłady dzięki Bogu przedłużały się i nikt z miejsca się nie ruszał.

Kim są mistrzowie? To ludzie, którzy nie tylko mają ogromną wiedzę ale także wierzą w to, co przekazują. Nie dotyczy to tylko historii czy literatury ale także chemii i matematyki, czego doświadczyłem. Mistrzowie potrafią (mam nadal taką nadzieję) rozpalić umysły uczniów, natchnąć i unieść.

Od czasów akademii platońskiej, największą rolę odgrywał mistrz. Ewangelia głoszona przez Jezusa miała wielką skuteczność dzięki Mistrzowi. Przyszłość dobrej edukacji – przy wszystkich wysiłkach wujka Google – zależy jednak od mistrzów. To chyba jedyne kryterium, które polecałbym przy wyborze szkoły czy kierunku studiów.

Na zdjęciu – szkoła w obozie dla uchodźców, uciekających przed ISIS w irackim Kurdystanie.

Itinerarium

KRÓTKI LIST DO MOBILKÓW

Piątek 3 września 2021

Od trzech miesięcy piesi mają w Polsce (nareszcie!) pierwszeństwo na przejściu. To novum zaczyna się przyjmować coraz powszechniej, najlepiej jest w dużych miastach. Uprzywilejowanie maszerujących sióstr i braci jeszcze nie jest jednak oczywistym nawykiem polskich kierowców.

Dni stają się coraz krótsze, wieczory zapadają wcześniej i obawiam się, że najtrudniejsze czasy dla pieszych dopiero nadejdą. Zwykle fatalnie oświetlone przejścia dla pieszych to naprawdę niebezpieczne miejsca. Stąd pierwsza prośba do kierowców, odejmijmy 10-20 km z licznika.

Druga uwaga, widzę, jak duża część kierowców na widok pieszych hamuje tuż przed przejściem i jeszcze reaguje irytacją, że pieszy nie wchodzi na pasy. Pieszy widząc szybko nadjeżdżające auto woli nie wejść i przeżyć niźli wejść i mając rację spocząć na cmentarzu. Wystarczy zacząć hamować kilkanaście metrów przed przejściem, aby siostra piesza lub brat pieszy nabrali pewności, że unikną kontaktu z naszym zderzakiem. Podobnie, poczekajmy aż pieszy znajdzie się ze dwa trzy metry od miejsca, w którym przekracza pasy, bo ruszanie z piskiem opon zaraz po przepuszczeniu powoduje obawę, że chcemy komuś poskrobać pięty. Zaręczam, że zaraz po tej uprzejmości nadrobimy w 15 czy 20 sekund grzecznościowe potraktowania pieszych.

Apeluję też o – dziś praktycznie nieobecną – tolerancję dla kierowców w samochodach z literką „L” (ang. Learn), naprawdę my kiedyś też tam siedzieliśmy i nie ma się co dziwić, że czasem jest tam włączony kierunkowskaz w lewo a auto jedzie w prawo. W zachowaniach wielu kierowców obserwuję tendencję, aby jak najszybciej i najsprytniej wyprzedzić takie pojazdy, bo przecież się tak wloką, a my, mistrzowie, jedziemy tak płynnie i bezbłędnie.

W niektórych krajach mają dobrą praktykę, że świeżo upieczeni kierowcy mają na dachu literkę „P” (ang. Probationery, próbny), co oznacza, że ktoś od niedawna jest kierowcą i nie wszystko mu musi wychodzić idealnie.

Autobusy (i trolejbusy w Lublinie) warto przepuszczać, gdy wyjeżdżają z przystanków, możemy mrugnąć dwa razy światłami, aby ich szoferzy wiedzieli, że im ustępujemy.

Kilka dni temu znajoma opowiadała mi, że w czasie deszczu udała się do ważnego urzędu, wiadomo szminka, puder, kunsztowny płaszczyk. No i obok przejechał rozpędzony samochód, urządzając kobiecie obfity prysznic. Nie muszą pisać jak się poczuła. Ponieważ odprowadzanie deszczówki w większości miast w Polsce to nadal wielka improwizacja, proszę, oszczędźmy kunsztowne płaszczyki pań a nawet siermiężne palta panów. Deszcze zdaje się jeszcze nadejdą.

I jeszcze duże pojazdy, które potrzebują więcej miejsca do skrętu, warto im to ułatwiać, zwłaszcza tym z zamiejscowymi rejestracjami.

Szerokości życzę dla wszystkich mobilków, a dla pieszych szczęścia na przejściach i wszędzie indziej.

Aha, na koniec, jasne muszę dodać, tak z lubelskiej perspektywy. Za wszelką cenę nie wsiadajmy za kierownicę przy 2 promilach, nawet do BMW. Już lepiej piechotą do lata, nawet jak przykrótkie sny nie w porę, nawet jak zbyt lekko się ubiorę, nawet jak płynie w nas gorąca krew i wścieka się jak lew. Lepiej poczekać, bo znów przyjdzie maj, a z majem bzy i wiosna spóźniona. No przecież czołgać się już dłużej nie ma siły, o jak bardzo, jak bardzo chce się pić!

Itinerarium

WITAMY NASZE NOWE SIOSTRY I BRACI Z AFGANISTANU

Czwartek 2 września 2021

Od ponad dwóch tygodni w naszym regionie mamy nowe siostry i nowych braci, to uchodźcy z Afganistanu przewiezieni samolotami z Kabulu do Polski, kilkuset z nich znalazło się w naszym regionie.

Jak na dobrych sąsiadów przystało Centrum Wolontariatu w Lublinie we współpracy ze Stowarzyszeniem Solidarności Globalnej zorganizowało pomoc dla uchodźców ewakuowanych z Afganistanu, którzy obecnie przebywają w ośrodkach dla cudzoziemców usytuowanych przy wschodniej granicy (Bezwola, Białystok). Łącznie objęliśmy wsparciem blisko 200 osób- mężczyzn, kobiet i dzieci.

Dzięki pomocy darczyńców – bardzo dziękujemy za szybki i hojny odzew – i dobrej współpracy z pracownikami Urzędu do Spraw Cudzoziemców dostarczyliśmy produkty pierwszej potrzeby, głównie pieluchy i jedzenie dla dzieci, środki higieniczne, trochę ciepłych ubrań i owoców. Wsłuchaliśmy się także w potrzeby uchodźców. Okazało się, że niektórzy przyjechali do Polski tylko w klapkach i koszulce. Nie mają niczego, zaczynają od zera. Dotychczasowa pomoc osiągnęła wartość ponad 30 000 zł.

To nasi ludzie, współpracowali z polskimi żołnierzami w Afganistanie. Pełnili rolę tłumaczy, przewodników, zajmowali się dostawami dla wojska. Z dumą o tym opowiadają, pokazują zdjęcia. Są wdzięczni za okazaną pomoc, choć martwią się o tych, którzy zostali- rodziny, znajomych, przyjaciół. Mają nadzieję, że im także udało się ewakuować z kraju opanowanego przez talibów. Z kraju, w którym groziłaby im niechybna śmierć.

Obecnie nasi nowi sąsiedzi przebywają w kwarantannie. Gdy ją zakończą chcemy zorganizować spotkania integracyjne, nauczyć podstawowych zwrotów po polsku, opowiedzieć o naszym gościnnym kraju. Wszystko z zachowaniem reżimu sanitarnego. Przede wszystkim chodzi o to, aby serdecznie powitać przybyszów, dać im odczuć, że są dla nas ważni, nawiązać relacje. To niezwykle istotne dla osób w traumie, którym towarzyszy długotrwały stres i lęk.

Proces aklimatyzacji będzie zachodził jeszcze wiele miesięcy. Afgańczycy znaleźli się w kraju odmiennym pod względem kulturowym, religijnym, klimatycznym. Potrzebują naszego wsparcia, pomocy i obecności.

Dzieci wkrótce trafią do polskich szkół. W najbliższych dniach przygotujemy upominki powitalne – drobne maskotki i gadżety antystresowe, które pomogą pokonać stres związany z rozpoczęciem nauki. Wśród upominków znajdą się też kolorowe gadżety szkolne. Całą wyprawkę zapewnia Urząd do Spraw Cudzoziemców.

Potrzeby są ogromne, niezbędne jest wsparcie w postaci mleka dla dzieci, ubrań, pampersów, środków higienicznych. Potrzebne są też pieniądze na zakup paliwa, środków dezynfekcyjnych, materiałów do spotkań edukacyjnych. Dlatego zachęcamy do wsparcia naszej inicjatywy. Można to zrobić wpłacając dowolną kwotę na zbiórkę w portali pomagam.pl lub przekazując darowiznę bezpośrednio na konto bankowe Centrum Wolontariatu (https://wolontariat.lublin.pl/wesprzyj-nas/) z dopiskiem dobre sąsiedztwo. #DobreSąsiedztwo #CentrumWolontariatu #pomagamy #WDrodze #Wolontariat #Afganistan #uchodźcy #polskagościnność

Proszę także śledzić profil Centrum Wolontariatu. Tekst – Justyna Orłowska.

Itinerarium

WOJNY RODZĄ SIĘ ZE ZŁYCH  IDEI

Środa 1 września 2021

W piątkowy wrześniowy poranek w r. 1939 rozpoczęła się wojna, której skutki do dziś odczuwamy, Polacy głównie w postaci granic naszego państwa. Nie ma już polskich Kresów, Niemcy stracili Śląsk i Pomorze. Wiele milionów ludzi zginęło. To prosty zapis, na pewno domagający się rozwinięcia.

Oczywiście wojna, ta ostatnia światowa, to czołgi, samoloty, okręty, bitwy, szturmy, fronty i batalie. Ale jak się to zaczęło? Historycy szukają przyczyn w odleglejszych dziejach Niemiec, jednak siłą napędową były idee, to one poruszyły wszystkie bronie. Chęć panowania nad światem, przekonanie o wyższości jednego narodu nad innymi, wreszcie faszyzm, uruchomiły mechanizmy mordowania, zabijania i niszczenia na niespotykaną dotychczas skalę.

To nie jest bez znaczenia, co mamy w głowach i sercach, idee wciąż decydują o naszych wyborach i przekładają się na działania polityczne oraz militarne. Są idee jednoczące ludzi i dzielące ich na wrogie obozy. Takie idee krążą też w naszych myślach. Niedaleko mamy do wojny – w nowoczesnej formie – jeśli mamy wrogów, a Żydów, Cyganów, uchodźców, bezdomnych czy więźniów (lista może być dłuższa) uważamy za gorszych, nie „naszych”.

Mam nadzieję, że idea jednoczenia, łączenia i zbliżania ludzi – dla mnie jasno wynikająca z Ewangelii – będzie coraz bardziej przenikać nasze wybory i przekładać się na mądre polityki. Taką modlitwą, o braterstwo, rozpoczynam wrzesień w 81 lat od wybuchu drugiej, oby ostatniej, wojny światowej.

Itinerarium

TA DAMA ZMARŁA TAK MŁODO

Wtorek 31 sierpnia 2021

Żyła niestety bardzo krótko, niespełna dziewięć lat. Zapowiadała się na piękną, mądrą i wyjątkową damę, wiem, co piszę, byłem przy jej narodzinach. Wkrótce zachwyciło się nią pół świata, gratulacje i powinszowania płynęły z wielkich stolic i od przywódców głównych mocarstw! Ech, marzyłem, marzyliśmy wszyscy, to już świt nowych dziejów, jutrzenka szczęśliwej przyszłości, a ten poryw z Polski, jaka radość i duma!

Po niecałych dziewięciu latach zaczęła chorować, zżerana potwornymi nowotworami, władzą i chciwością. Już konała, ale jeszcze ją dobiła wzajemna nienawiść i zazdrość. Widziałem jak dogorywała, a mogła być najpiękniejszą i najbardziej wytworna polską damą.

Tak opowiadam o narodzinach polskiej Solidarności 31 sierpnia 1980 r. i jej wcale nie pięknej śmierci po roku 1989. Kilka lat temu pisałem o jej narodzinach w nieco innej formule:

„Anna pracowała jako suwnicowa (operatorka sprzętu) na jednym z wydziałów Stoczni Gdańskiej. Nie mając zbyt wielu zajęć do wykonywania, w czasie przestoju suwnicy, postanowiła robić swoim kolegom herbatę do przynoszonych do pracy kanapek. Wkrótce koledzy z innych wydziałów, dowiedziawszy się o gorącej herbacie, zaczęli przychodzić do pani Anny też licząc na herbatę. Wkrótce pani Anna musiała pożyczać termosy od znajomych i czajniki, aby wszystkim przygotować napój. W niektóre dni udawało się jej także ugotować trochę zupy i częstować kolegów. Po prostu tak postanowiła z dobrej woli i chęci pomocy. W końcu stało się to w Stoczni niemal zwyczajem, a troska pani Anny zaczęła zakreślać coraz szersze kręgi, do tego stopnia, że stała się najbardziej lubianą osobą w całej Stoczni.

Kiedy groziło jej zwolnienie, wszyscy postanowili zwołać strajk. Ten strajk, na czele którego stanął Lech Wałęsa i z którego zrodziła się SOLIDARNOŚĆ i w rezultacie nasza wolność dzisiaj. Tak zaczęła się jedna z największych zmian, jakie dokonały się w Europie i na świecie. A tą osobą jest zapomniana dziś nieco Anna Walentynowicz, jedna z przywódczyń zrywu w Sierpniu 1980 roku. A wszystko zaczęło się od parzenia herbaty dla kolegów.

Anna Walentynowicz zginęła 10 kwietnia 2010 roku w katastrofie smoleńskiej”.

Dlaczego piszę o śmierci Solidarności? Sprawcy żyją do dzisiaj, świetnie bawiąc się na zmianę we władzę i opozycję. Słuchacie może od czasu do czasu Radia Eska? Dlaczego Eska? Bo to najpierw było Radio Solidarność („Radio „S”), nadające – nielegalnie – od 1982 r. Dziesięć lat później szefowie związku Solidarność sprzedali radio byłemu komunistycznemu aparatczykowi, wtedy już kasa zaczęła dobijać Solidarność. Niestety, pamiętam. Pamiętam też jak 13 grudnia 1981 patrzyłem razem z kolegami na powybijane szyby w siedzibie Solidarności lubelskiej przy Królewskiej, to ZOMO likwidowało wolną Polskę w naszym mieście. Przechodzę teraz czasem obok tej siedziby i jakoś rażą mnie sklepy i kancelarie wynajmowane za niemałe pieniądze przez obecnych bossów związkowych. To niestety też widzę i pamiętam.

Patrzyłem na śmierć polskiej Solidarności. A kiedy teraz wspominam jej narodziny i bujny rozkwit (ach, te nasze 10 milionów zjednoczonych w jednej idei!), to nie jest mi nawet przykro. Mam jakiś ból, złość.

Może jednak i nadzieja, bo brzmią mi jeszcze w uszach i sercu słowa:

«Solidarność — to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni przeciw drugim». Tyle pięknych i na początku rzeczy niemożliwych już widziałem, to może i ta piękna polska Dama do życia wróci.

Itinerarium

CZAS NA KAWĘ NA STOJĄCO

Poniedziałek 30 sierpnia 2021

To może zabrzmi dziwnie, ale piszę z pełnym przekonaniem. Wszyscy wiemy, że wiele rzeczy wokół nas jest złych i niepokojących. To co dzieje się w Białorusi i na granicy Polski z Białorusią. To, co wydarzyło się w Afganistanie i co tam jeszcze dziać się będzie. Pandemia nie powiedziała ostatniego słowa, liczba osób zagrożonych głodem na świecie rośnie od 5 lat, a w czasie pandemii to zagrożenie mocno wzrosło.

Z powodu wieku i wielu doświadczeń życiowych oraz niezłej pamięci z niedowierzaniem przyjmuję deklaracje polityków, że w Polsce jest bardzo dobrze, a wkrótce będzie jeszcze lepiej. Im więcej słyszę takich zapewnień, tym bardziej wzmagam czujność. Słynna Gierkowska „propaganda sukcesu” z początku lat 80-tych ub. wieku doczekała się nawet opracowań naukowych i piosenki Andrzeja Rosiewicza, nie uległem jej, bo nasłuchiwałem Radia Wolna Europa (z trzaskami w eterze). Wtedy królowały bon moty typu: „Przeżywamy dynamiczny rozwój” i że  „Jesteśmy jedną z dziesięciu potęg gospodarczych na świecie.” Obecnie sytuacja jest taka, że wszyscy (prawie) czujemy, że sprawy nie układają się dobrze, ale postępujemy jakby nic złego miało nie przyjść. I jest tak prawie od 30 lat. Obym się mylił, niech będzie jak najlepiej.

Mam jednak biblijną radę. Przed potopem tylko Noe (z garstką realistów) budował Arkę. W czasie wyjścia z egipskiej niewoli naród wybrany pośpiesznie spożywał potrawy, w przekonaniu, że nadchodzą trudne ale wyjątkowe dni. Chrystus także zachęcał, abyśmy mieli „przepasane biodra”, gotowi do porzucenia wszystkiego, co zbędne i pstre a ocalenia życia.

Kiedy przychodzą niepewne czasy, kiedy gromadzą się chmury nad nami, potrzebna jest postawa gotowości. To nie jest czas rozsiadania się, kawę lepiej pić na stojąco, jeść tylko po to, aby zaspokoić głód, kupować jedynie konieczne rzeczy, modlić się wprost bez świątobliwych zawijasów, nie odkładać przebaczenia i miłości. Trochę pośpiesznie, rychło, z ożywieniem. Z nadzieją, że Pan Bóg nas przeprowadzi.

Itinerarium

TRUDNO ODDAĆ SERCE

Kazanie na 22 Niedzielę Zwykłą 29 sierpnia 2021

Sam łapię się jeszcze na tym, że czasem łatwiej jest mi dedykować Panu Bogu jakieś określone gesty czy słowa i wtedy spełnia się na mnie krytyka Pana Jezusa: „Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie”.

Oddanie Panu Bogu serca jest aktem bardzo trudnym, podobnie jak i oddanie serca drugiemu człowiekowi. Bo co to znaczy? Jeśli daję komuś swoje serce, ono przestaje już być moje. Daję prawo – Bogu, drugiemu człowiekowi – do zarządzania mną, godzę się przyjmować jego wolę, a za tym idzie zmiana życiorysu. To ten ktoś staje się, za moim przyzwoleniem, reżyserem mojego życia. I wtedy następuje krwawy opór mojego egoizmu, przecież „to moje życie”, nikt mi nie będzie mówił co mam robić. Mogę odmawiać pacierze, różańce, pościć kiedy trzeba, dawać jałmużnę ale proszę mi się nie wpychać do mojego życiorysu. To jest już koniec miłości, i tej do Pana Boga i do człowieka.

Jest jednak drugi wymiar, w relacji z Panem Bogiem, to On także daje mi swoje serce, w dojrzałej miłości ludzkiej to ja także otrzymuję prawo do serca drugiej osoby. Większego szczęścia niźli to zjednoczenie dwóch wzajemnie oddających się serc nie ma.

Ewangelia

U Jezusa zebrali się faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nie obmytymi rękami. Faryzeusze bowiem, i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I gdy wrócą z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych zwyczajów, które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych.

Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: «Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami?»

Odpowiedział im: «Słusznie prorok Izajasz powiedział o was, obłudnikach, jak jest napisane: „Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad podanych przez ludzi”. Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji».

Potem przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: «Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz to, co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym». (Mt 7)

Itinerarium