TA DAMA ZMARŁA TAK MŁODO

Wtorek 31 sierpnia 2021

Żyła niestety bardzo krótko, niespełna dziewięć lat. Zapowiadała się na piękną, mądrą i wyjątkową damę, wiem, co piszę, byłem przy jej narodzinach. Wkrótce zachwyciło się nią pół świata, gratulacje i powinszowania płynęły z wielkich stolic i od przywódców głównych mocarstw! Ech, marzyłem, marzyliśmy wszyscy, to już świt nowych dziejów, jutrzenka szczęśliwej przyszłości, a ten poryw z Polski, jaka radość i duma!

Po niecałych dziewięciu latach zaczęła chorować, zżerana potwornymi nowotworami, władzą i chciwością. Już konała, ale jeszcze ją dobiła wzajemna nienawiść i zazdrość. Widziałem jak dogorywała, a mogła być najpiękniejszą i najbardziej wytworna polską damą.

Tak opowiadam o narodzinach polskiej Solidarności 31 sierpnia 1980 r. i jej wcale nie pięknej śmierci po roku 1989. Kilka lat temu pisałem o jej narodzinach w nieco innej formule:

„Anna pracowała jako suwnicowa (operatorka sprzętu) na jednym z wydziałów Stoczni Gdańskiej. Nie mając zbyt wielu zajęć do wykonywania, w czasie przestoju suwnicy, postanowiła robić swoim kolegom herbatę do przynoszonych do pracy kanapek. Wkrótce koledzy z innych wydziałów, dowiedziawszy się o gorącej herbacie, zaczęli przychodzić do pani Anny też licząc na herbatę. Wkrótce pani Anna musiała pożyczać termosy od znajomych i czajniki, aby wszystkim przygotować napój. W niektóre dni udawało się jej także ugotować trochę zupy i częstować kolegów. Po prostu tak postanowiła z dobrej woli i chęci pomocy. W końcu stało się to w Stoczni niemal zwyczajem, a troska pani Anny zaczęła zakreślać coraz szersze kręgi, do tego stopnia, że stała się najbardziej lubianą osobą w całej Stoczni.

Kiedy groziło jej zwolnienie, wszyscy postanowili zwołać strajk. Ten strajk, na czele którego stanął Lech Wałęsa i z którego zrodziła się SOLIDARNOŚĆ i w rezultacie nasza wolność dzisiaj. Tak zaczęła się jedna z największych zmian, jakie dokonały się w Europie i na świecie. A tą osobą jest zapomniana dziś nieco Anna Walentynowicz, jedna z przywódczyń zrywu w Sierpniu 1980 roku. A wszystko zaczęło się od parzenia herbaty dla kolegów.

Anna Walentynowicz zginęła 10 kwietnia 2010 roku w katastrofie smoleńskiej”.

Dlaczego piszę o śmierci Solidarności? Sprawcy żyją do dzisiaj, świetnie bawiąc się na zmianę we władzę i opozycję. Słuchacie może od czasu do czasu Radia Eska? Dlaczego Eska? Bo to najpierw było Radio Solidarność („Radio „S”), nadające – nielegalnie – od 1982 r. Dziesięć lat później szefowie związku Solidarność sprzedali radio byłemu komunistycznemu aparatczykowi, wtedy już kasa zaczęła dobijać Solidarność. Niestety, pamiętam. Pamiętam też jak 13 grudnia 1981 patrzyłem razem z kolegami na powybijane szyby w siedzibie Solidarności lubelskiej przy Królewskiej, to ZOMO likwidowało wolną Polskę w naszym mieście. Przechodzę teraz czasem obok tej siedziby i jakoś rażą mnie sklepy i kancelarie wynajmowane za niemałe pieniądze przez obecnych bossów związkowych. To niestety też widzę i pamiętam.

Patrzyłem na śmierć polskiej Solidarności. A kiedy teraz wspominam jej narodziny i bujny rozkwit (ach, te nasze 10 milionów zjednoczonych w jednej idei!), to nie jest mi nawet przykro. Mam jakiś ból, złość.

Może jednak i nadzieja, bo brzmią mi jeszcze w uszach i sercu słowa:

«Solidarność — to znaczy: jeden i drugi, a skoro brzemię, to brzemię niesione razem, we wspólnocie. A więc nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni przeciw drugim». Tyle pięknych i na początku rzeczy niemożliwych już widziałem, to może i ta piękna polska Dama do życia wróci.

Itinerarium

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.