O NAWRÓCENIE DLA MNIE I BELGÓW TAKŻE

Sobota 11 lutego 2017 Wczorajsza piękna i słoneczna pogoda  – na Wschodzie Polski –rozweseliła buzie i serca narodu już mocno stęsknionego za wiosną. I już jest jakaś większa nadzieja, że będzie lepiej.

Lekarze z Belgii wspomogli kilka dni temu śmierć 17-letniego chłopaka, całkowicie legalnie, zgodnie z prawem. To zezwala na eutanazję osób niepełnoletnich.

Patrzyłem na rozradowane serca, czytałem depeszę z Belgii. Dziś takie ładne święto, Matki Bożej z Lourdes i Światowy Dzień Chorego, na pewno byłoby to też Święto 17-letniego Belga.

Matka Boża z Lourdes wzywała do nawrócenia, pokuty i modlitwy. Zaczynam od siebie, o Belgach też nie zapomnę. Mario, módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen.

Itinerarium

TRABANT CZY SYRENKA ARCYBISKUP JÓZEF

Piątek 10 lutego 2017 Całe prawie 20 lat temu, wczesną jesienią Roku Pańskiego 1997, odprowadzałem Arcybiskupa Józefa Życińskiego, wówczas świeżo upieczonego Metropolitę Lubelskiego, krótką trasą od archikatedry do domu biskupiego, może dwieście metrów. Na chodniku ktoś zaparkował trabanta (proszę, by pokolenie dojrzałe wyjaśniło młodszemu czym był ten hit NRD-owskiej motoryzacji).

– O! Proszę, ktoś jeszcze jeździ trabantem  – zauważyłem zdziwiony.

– To nie jest syrenka? – odparł Arcybiskup. Znów proszę starsze pokolenie, aby wyłuszczyło młodszemu co to ta syrenka.

– Nie, to trabant – ripostowałem nieśmiało, czując, że coś się święci.

– Oj, Mieciu, Mieciu, nie wiesz, że świadectwo zmysłów jest zawodne? – W mig zrozumiałem, że Arcybiskup robi aluzję do słynnego filozoficznego problemu z kijem zanurzonym w wodzie. Widzimy, że jest zakrzywiony zaraz pod taflą, choć faktycznie jest prosty. Świadectwo zmysłów jest zawodne, jasne!

A Arcybiskup, rozbawiony trabantem czy syrenką, dalej ciągnął:

– Uzasadnij swoje twierdzenie sensowniej!

Dobrze, że byliśmy już przed domem biskupim i mogliśmy sobie podać ręce na dobranoc, uniknąłem konieczności dywagacji nad złudzeniami subiektywności.

Sześć lat temu odszedł od nas ś. p. Arcybiskup Józef Życiński (http://www.jozefzycinski.eu/). Świadectwo zmysłów mówi mi – i pewnie wam – że odszedł, nie żyje, byłem na Jego pogrzebie, wiem, gdzie jest Jego grób. No ale przecież świadectwo zmysłów jest zawodne! Arcybiskup żyje, ma teraz trudną robotę. Walczy w niebie za wszystkich opluwanych, gnębionych, samotnych, odepchniętych, skrzywdzonych. Tak jak to robił za swojego życia na tej naszej ziemi. Trochę więcej znajdziecie tutaj: http://itinerarium.pl/2014/02/10/rano-dzwoni-arcybiskup/

Itinerarium

O MIŁOŚCI KTÓREJ NIE MA

Kazanie na Wczesne Walentynki Środa 9 lutego 2017 Buchną, hukną i zadudnią za tydzień Walentynki. Ładny to pomysł, w środku mroźnej zimy, której koniec górale (nie wiem czy trzeźwi) wieszczą na kwiecień. Trzeba pięknie świętować miłość, piękniej zwłaszcza jak co dzień bliżej wojny.

Tu warto krótko powiedzieć o miłości, że jej nie ma. Przypominam, po raz setny, że żywsze drżenie górnej lewej części korpusu (potocznie zwanej sercem), zdarza się nie tylko na widok miłej osoby, ale także na wskutek nagłej napaści ze strony psa w nocy. Nawet w tym drugim przypadku serducho wali mocniej niż na widok miłej osoby. Zatem udowodniliśmy, że to nie miłość.

Jak kocha to się ze mną ożeni (wyjdzie za mąż). To też nie gwarancja miłości, ludzie żenią się (i za mąż wychodzą) ze strachu przed samotnością, dla pieniędzy (a kiedyś z racji licznych mórg wybranki/wybranka), dla dziecka co jest już w drodze i mocno przyśpiesza mariaże. Na Grenlandii Eskimosi wiążą się ze sobą, żeby im było cieplej, to rozumiem i popieram. Masajowie (Afryka Wschodnia) dają za dobrą żonę (czyli pulchną) nawet siedem krów, to też rozumiem, bo jak z gospodarstwa odchodzi dziewczyna, to z nią znikają dwie ręce do pracy i może przyjść bieda. Tak więc nie bądźcie pewni, że ona za ciebie na pewno wyszła z miłości a on się z tobą ożenił, bo kochał. Może ona miała w sobie coś z Eskimoski, może on po cichu liczył na twoje morgi (czy stan konta twoich rodziców). Małżeństwo jest słabym dowodem miłości.

Miłości nie ma. Przynajmniej nie jest to coś, co spada z góry, odbiera rozum, podwyższa tętno i wypisuje wierszyki w sztambuchach. Takiej miłości nie ma.

Miłości nie ma. Jest Bóg, Który jest Miłością (tak mówi Pismo Święte – 1 J 4,8 i 4,16). No i jesteś Ty, a to zupełnie inna sprawa niż liryczne wierszyki i bukiety róż. Miłość to Ty, o ile jesteś podobny do Boga, o ile Twoje myśli są czyste i mądre, o ile Twoje słowa są celne i prawdziwe, o ile Twoje wybory są jasne i nieodwołalne. Miłość to kształt Twojej osoby, Boży kształt.

Pewnie w to wątpicie, to też rozumiem, taki ziąb, że wersja z Eskimosami wystarczy …

Itinerarium

ŚWIĘTA NIEWOLNICA I RATUNEK DLA INNYCH

Środa 8 lutego 2017 Dziewczyna o imieniu Józia, to dziś rzadkość, choć ja – człek nie najnowszej daty – znam kilka pań Józef, panny chyba żadnej. Dzisiaj Józie mają swoje małe ale piękne święto.

Gdybyście czytali żywoty świętych, a nie tylko grzebali w smartfonach, to czcilibyście ze mną dziś świętą Józefę.

Była Murzynką z Sudanu, w wieku 10 lat porwano ją a potem sprzedawano z rąk do rąk na targach niewolników. Callisto Legnani, włoski konsul w Chartumie spotkał ją na jednym z takich bazarów, wykupił, a potem zabrał do Włoch, kiedy sytuacja w Afryce stawała się bardziej niebezpieczna. Pod Wenecją znalazła spokój i ciepło, zajmowała się najpierw dziećmi konsula, wreszcie została siostrą zakonną, Córką Miłosierdzia, kanosjanką (nazwa do założycielki, Magdaleny di Canossa – pamiętacie, że papież nie zna dwóch rzeczy, terminu końca świata oraz liczby żeńskich zgromadzeń zakonnych). Jan Paweł II ogłosił Józefę świętą w październiku roku 2000.

Tak się przedstawia w skrócie historia św. Józefy Bakhity, historia a nie bajka, bo to wszystko działo się między rokiem 1868 a 1947.

Jeśli macie trudne chwile, niech was wspomaga święta niewolnica Józefa. Jeśli macie dużo siły i współczucia, mocy Bożej, ratujcie ludzi, gdzie się da, najpierw wokół siebie.

Itinerarium

LEKKI SMRÓD NASZEJ NIEWIARY

Wtorek 7 lutego 2017 Wpisy w Itinerarium z konieczności nie mogą być długie, to nie wykłady i kazania. Może jakoś uda się zachęcić was do przemyślenia czy wasza wiara nie uległa zjawisku mimikry.

Najpierw krótko o samej mimikrze, co jest istotne dla tych, którzy nie lubili biologii. Jeżeli jakiś organizm, zwierzęcy lub roślinny, spotyka się z poważnym zagrożeniem, może próbować je pokonać w walce, to jest pierwsza możliwość. Może próbować, jeśli się da, uniknąć zagrożenia poprzez ucieczkę. A co, jeśli nie sposób pokonać wroga w walce i nie ma gdzie uciekać? Pozostaje trzecia możliwość – korzystnie się dostosować, żeby przetrwać. To jest właśnie mimikra. Dla przykładu niektóre polne chwasty upodabniają się do roślin zbożowych, miotła zbożowa upodabnia się do pszenicy a stokłosa żytnia (chwast) wygląda prawie jak autentyczne żyto. W świecie zwierząt, na przykład, jadalny przez owady motyl Monarcha przywdziewa kolory niejadalnego  motyla Wicekróla, a niektóre ośmiornice skutecznie udają flądry.

Co to ma wspólnego z naszą wiarą? W czasach bardzo silnego ataku ideologii Zysku (pierwszy wielki bóg współczesności) i Wesołej Pustki (im śmieszniej tym lepiej, drugi bóg) chrześcijaństwo nie podjęło walki z nimi, nie chciało (może i nie mogło) też uciekać. Chrześcijaństwo przyjęło postać przetrwalnikową, żeby ocaleć upodabnia się do swoich wrogów (bogów), rozpoczęło się – trwające do dziś – udawanie wiary, wiara przyjęła swoisty kamuflaż obronny. W Ewangelii z ostatniej niedzieli czytaliśmy: Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też lampy i nie umieszcza pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu. (Mt 5,14) W starciu ze współczesnymi bogami, chrześcijaństwo nie podejmuje walki, nie ucieka także. Przygasza płomień wiary, nadziei i miłości, prawdy i solidarności, dobra i czułości. Nie gasi całkowicie ewangelicznej lampy ale nie rozpala jej też do pełni. Chrześcijańskie lampy, nawet w bardzo wysokich kręgach hierarchii, nie rozbłyskują jasno, nie gasną też całkowicie. Kopcą, trochę świecą, trochę bledną. Kopcą, żeby przetrwać.

I nasza wiara. Jakoś przetrwamy, trochę kochając, trochę nienawidząc, trochę mówiąc prawdę, trochę kłamiąc dla dobra sprawy (naszej). Udajemy wierzących, żeby przetrwać.  Mimikra, jesteśmy jak stokłosa żytnia i sprytna ośmiornica. Może przetrwamy kopcąc, wydzielając lekki smrodek naszej niewiary.

Itinerarium

KOTY PRZECIW KOMUNIZMOWI

Poniedziałek 6 lutego 2017 W czasach komuny w dawnym Związku Radzieckim tuż przed świętowaniem kolejnych rocznic wybuchu Rewolucji Październikowej w latach 60-tych i 70-tych ub. wieku z aptek masowo znikały krople walerianowe i waleriana w tabletkach. Działo się tak m.in. w dawnym Leningradzie (Petersburg), Moskwie, Mińsku, Kijowie, Wilnie czy Rydze. Wykupowanie waleriany było dziełem ówczesnej opozycji.

Każdego 7 listopada (czyli w rocznicę Rewolucji – Październikowej wg kalendarza juliańskiego, a Listopadowej wg gregoriańskiego) odbywały się niemal we wszystkich miastach imperium huczne pochody, a liczne delegacje składały wieńce i wiązanki przy pomnikach Wodza Rewolucji, Włodzimierza Iljicza Uljanowa, znanego bardziej jako Lenin. Podczas ceremonii spotykała ich często niemiła niespodzianka – pomniki były wręcz oblepione przez koty, które obsikiwały monumenty z każdej strony, miauczały głośno i wycierały się o kamienne posągi. Na nic zdawały się próby ich odganiania, bo czym prędzej wracały do Leninów.

Co się działo? Ludzie opozycji, szczerze niechętni ideologii komunizmu i kultowi Lenina w nocy przed 7 listopada z bezpiecznej odległości ostrzeliwali walerianą za pomocą proc pomniki Wodza. A co robi kot, gdy poczuje zapach waleriany,  a właściwie jej istotnego składnika, czyli kozłka lekarskiego? Dostaje szału, jest w stanie ekstazy i amoku, wpada w oszołomienie, przy okazji obficie sikając i robiąc co rusz kupę. Nic sobie nie robi z przeganiania, jest w transie. Potrafi wyczuć walerianę z dużej odległości i nic go nie powstrzyma od wdychania jej aromatu i tarzania się w jej oparach.

Temu, kto pierwszy wpadł na pomysł wykorzystania waleriany do walki z komuną, należy się pomnik, hm, no może jednak nie pomnik … Dla wyjaśnienia, naukowego, dodam, że kozłek lekarski, główny składnik waleriany, zawiera olejki eteryczne, które przypominają kotom zapach hormonów płciowych kotek w rui.

  1. Historię tę poznałem dzięki rozmowie z jednym z dawnych mieszkańców Związku Radzieckiego.

I mały appendix. A propos pomników. Wiecie o czym najbardziej marzy każdy pomnik? Żeby złapać gołębia i raz w życiu zrobić mu to, co gołąb zwykle robi siadając na pomniku. Co?

Itinerarium

DOBRE UCZYNKI

Kazanie na 5 Niedzielę Zwykłą 5 lutego 2017 Nasze dobre uczynki chwalą Pana Boga. Zachęcają także innych do solidarności. Dzięki nim płoniemy jak dostojne świece w kandelabrach i nadajemy smak każdej chwili życia. Dobre uczynki. Co tu tłumaczyć, trzeba to zrobić, uczynić.

Ewangelia na dziś :

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Wy jesteście solą ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. 

Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też lampy i nie umieszcza pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu. 

Tak niech wasze światło jaśnieje przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie». (Mt 5, 13 – 16)

Itinerarium

PIĘKNA SPRAWA TEN WEEKEND

Sobota 4 lutego 2017 Wreszcie sobota, tatusiowie pobawią się w końcu z dziećmi i nie będą ściemniać, że mają na laptopach bardzo ważne projekty do zakończenia. Zapracowane żony poszperają w Internecie i znajdą dobry przepis na zupę jarzynową, skroją wszystkie marchewki i szparagi, wstyd im będzie wsypać na wrzątek gotowca z torebki.

Czas wolny, ten utęskniony, jest dla tych, których kochamy. Najlepsza zasada na weekend to pytanie do osoby najbliższej : „Czym mogę służyć?”.

Piękna sprawa ten weekend, tyle czasu na miłość do ludzi.

Itinerarium

ANTIOCHIA P. I INNE LEKARSTWA ALTERNATYWNE

Piątek 3 lutego 2017 Ciągle coś nas boli, łamie lub doskwiera. Latamy do aptek, męczymy też ten nasz niewydolny  NFZ, a przecież można prościej i skuteczniej.

Przy okazji wspomnienia św. Błażeja (dzisiaj), przypomnę wam Czternastu Świętych Wspomożycieli, jednym z nich jest wszak Błażej. To święci, którzy skutecznie działają na rzecz naszego zdrowia, słowem taka kościelna medycyna alternatywna.

Błażej odpowiada w tej ekipie za gardło i chroni przed nagłą śmiercią. Od nagłej śmierci chroni także św. Krzysztof (opiekę nad kierowcami przyznano mu dopiero w XX wieku), a św. Barbara wspomaga w utrapieniach oraz w godzinie śmierci. Z kolei św. Katarzyna z Aleksandrii sprawuje pieczę nad gardłem i głową jednocześnie. Jerzego dawniej wzywali rycerze, teraz sojusznika mogą w nim widzieć miłośnicy kotów, psów, papug i rybek akwariowych, ponieważ chroni od chorób właśnie zwierzęta. Rycerzy ongiś miał w opiece także św. Eustachy, przy okazji zajmując się ludźmi w potrzebie wszelkiej.

Św. Achacy (nie zmyślam – żył w IV wieku; można dać to imię synkowi, będzie jedyny taki na całym osiedlu!) jest ogólnie patronem wszystkich chorujących. Św. Pantaleon (relikwie m.in. w Madrycie i Lyonie) broni przed chorobami gwałtownymi, św. Erazm wyzwala z dolegliwości brzucha, św. Dionizy (pierwszy biskup Paryża) niesie ulgę w bólach głowy, nieoficjalnie mówi się, że daje sobie radę z objawami przedawkowania nadsekwańskich win…). Św. Idzi (z pochodzenia Grek, ale działał jako mnich nad Rodanem) przychodzi z pomocą tym, którzy mają problemy ze spowiedzią, św. Wit dotkniętym epilepsją a św. Cyriak, rzymianin – opętanym. No to mamy Trzynastu.

Czternastą z panteonu Świętych Wspomożycieli jest św. Małgorzata z Antiochii Pizydyjskiej, niosąca ulgę w bólach porodowych. Skoro już jesteśmy przy starożytnej Pizydii, górskiej prowincji w dawnym Cesarstwie Rzymskim a obecnie w środkowo – południowej Turcji, muszę zrobić przypis osobisto – historyczny.

Prawie 20 lat temu odprawiam razem z trzema innymi kapłanami Pasterkę, młodzież obstawia liturgię słowa, czyli czytania i psalm. Do drugiego czytania podchodzi Marcin wówczas maturzysta a dziś ojciec piątki wspaniałych dzieci i zaczyna – „Czytanie z Dziejów Apostolskich. Gdy Paweł przybył do Antiochii Pi …”. Przerwał na chwilę, odwrócił się do nas i nieco speszony zapytał półgłosem: „Naprawdę Pizydyjskiej?”. A my, już znacznie głośniej i zgodnie potwierdziliśmy: „Pizydyjskiej”. Marcin nabrał powietrza i już patrząc na wypełniony kościół dokończył: „Do Antiochii Pizydyjskiej …” Na co jakieś 500 ludzi – nie wiadomo czemu – głośno ryknęło śmiechem i to wcale nie stłumionym tylko rzęsistym i perlistym. Antiochia Pizydyjska na wesołość jest dobra, co wiem z doświadczenia. Bo w ogóle śmiech to zdrowie i tym kończę zachętę do uprawiania alternatywnej medycyny kościelnej.

Itinerarium

O ZRZUCANIU HABITÓW I SUTANN

CZWARTEK 2 lutego 2017 Co roku na świecie stan zakonny porzuca około 2300 sióstr i ojców. Przy ogólnej liczbie 950 000 osób zakonnych, odsetek odchodzących nie robi wrażenia, bo to zaledwie ćwierć procenta (0,24%).

Czemu odchodzą? Bo się zakochali i zamienili habity na garnitury i suknie. Bo nie mogli wytrzymać w swoich wspólnotach wskutek napięć, konfliktów i kłótni (co się przydarza w każdej wspólnocie). Bo się pomylili i już za murami klasztorów odkryli, że nie mają powołania. To są przyczyny zrozumiałe.

Część odeszła z powodu problemów z wiarą, zakładali, że życie zakonne pozwoli im rozwiać wątpliwości w wierze, okazało się inaczej. Do zakonu lepiej iść z silną wiarą, nie ma pewności, że tam wiara się umocni, zdarza się, że zostaje poddana wielkim i trudnym próbom i może prysnąć. Ksiądz profesor Józef Tischner powiedział kiedyś: „Nie spotkałem człowieka, który straciłby wiarę przez komunizm, za to spotkałem wielu, którzy ją stracili po spotkaniu ze swoim proboszczem”. Powiem, że stracili to, co uważali za swoją wiarę, to ci, których w Itinerarium nazywam „którym wydaje się, że wierzą”. Najbardziej zastanawiające są przypadki odejścia z zakonów z powodu Ewangelii, z powodu wierności Ewangelii. Takich ex – zakonników spotkałem, pisałem kiedyś o bracie Bogumile –  http://itinerarium.pl/2011/10/04/z-wiara-kiepsko/

Dzisiaj mamy  Światowy Dzień Osób Konsekrowanych. Kończę ten wpis o porzucaniu habitów i sutann skromną i niepewną diagnozą. Czy to w habicie, czy w sutannie, czy w garniturze, czy w karnawałowej sukni, najważniejsza jest miłość. Żeby kochać Pana Boga całym umysłem, całym sercem, ze wszystkich myśli i ze wszystkich sił, a bliźniego swego tak samo. Bez miłości wszystkie zakony świata i wszystkie małżeństwa świata to lipa. Tak przynajmniej uczy Pismo Święte:

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów1,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie2,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy,
po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe,
zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem,
mówiłem jak dziecko,
czułem jak dziecko,
myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem,
wyzbyłem się tego, co dziecięce.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz:
Teraz poznaję po części,
wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy:
z nich zaś największa jest miłość. (1Kor 13)

Itinerarium