Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Postanowiłem
napisać do Was prawdziwy List Duszpasterski, na podobieństwo listów, których wysłuchaliście
na pewno w kościołach już bardzo wiele.
Może wyrażenie „wysłuchaliście” jest przesadą, bo zwykle podczas
czytania takich listów myślicie o obiedzie i z tęsknotą czekacie na koniec.
Przyznam się szczerze, że ja też, choć jestem na pozycji czytającego. Nie miejcie
pretensji do nas, szeregowych księży za te listy, nie my je piszemy. Kilka razy
oberwało mi się od wiernych – „Czemu ten list jest taki długi, mało zrozumiały
i po co ksiądz to czyta?” My, szeregowi księża podlegamy zwierzchnikom i różnym
agendom i robimy, co nam każą. Ale nie narzekamy, bo w chwili święceń
ślubowaliśmy posłuszeństwo, zatem kropka i czytamy.
List
ten będzie krótki. Siostry i bracia, nie wiemy czy pandemia się skończy. Nie
wiemy kiedy się skończy. Nie wiemy jak się skończy. Nie wiemy ile osób jeszcze będzie
ofiarami wirusa. Nie wiem czy mnie nie dopadnie, tak jak i Wy nie wiecie czy
Was ominie. Żaden matematyk nie rozwiąże równania z samymi niewiadomymi.
Nie
wiemy, jednak nie możemy się bać. W psalmie 23 czytamy – „Choćbym szedł ciemną doliną,
zła się nie ulęknę”. Teraz idziemy ciemną doliną, w której czai się wirus. Nie
idziemy jednak sami, z nami idzie Chrystus, który powstał z martwych. Zatem
sursum corda, w górę serca! I głowy!
W czasach
pandemii, nie zmienia się Najważniejsze Przykazanie, miłować Pana Boga,
bliźniego i siebie samego. Zatem bardziej jeszcze pokochajmy Pana Boga, możemy dla
Niego zatańczyć, zaśpiewać albo radośnie zakrzyknąć – polecam znaną formułę „Jezu,
jak się cieszę!” Bardziej jeszcze pokochajmy ludzi, słuchając ich, rozweselając
dowcipami i wspierając dobrymi rozmowami przez wszystkie możliwe komunikatory.
I bardziej pokochajcie siebie, swoje krosty, siwe włosy, krzywe nogi, co kto
tam ma.
I bądźcie
szczęśliwi, wyspani i spokojni.
Podpisano:
Ks. Mieczysław Puzewicz,
Delegat ds. Pomocy Osobom Wykluczonym w Archidiecezji Lubelskiej.
Ps. 1. Faktycznie od prawie
3 lat sprawuję taką funkcję w mojej diecezji. Jeśli ten list wydostanie się
poza archidiecezję lubelską, to już wina Internetu.
Ps. 2. Ponieważ wskutek
wirusa wszyscy jesteśmy wykluczeni, jesteście jak najbardziej właściwymi adresatami
listu
Ps. 3. List ten można odczytać
w Piątą Niedzielę Wielkanocną 10 maja 2020 r., ale także w każdy inny dzień.
Ps. 4. Ponieważ jest to
list, mam nadzieję, że odpiszecie, choćby krótko. „Like”, czyli polubienie,
oznacza, że Wam się spodobał i nie myśleliście przy nim o pomidorowej i
mielonym. Ale chętnie odczytam też słowa krytyki, porady („Co mamy, my,
szeregowi księża, robić w czasie pandemii?”).
A na przykład tak można chwalić Pana Boga, śpiewać, rozgłaszać Jego cuda, oddawać Mu chwałę, pokłony czynić (w ramach gimnastyki i tańców), cieszyć się razem z polami, radować wraz ze wszystkim drzewami w lesie (do którego – hurra! – już można bezkarnie wchodzić).
1 Śpiewajcie
Panu pieśń nową,
śpiewajcie Panu, wszystkie krainy! 2 Śpiewajcie Panu, błogosławcie Jego imię,
z dnia na dzień głoście Jego zbawienie! 3 Rozgłaszajcie Jego chwałę wśród narodów,
Jego cuda – wśród wszystkich ludów! 4 Bo wielki jest Pan i godzien wielkiej chwały,
wzbudza On większy lęk niż wszyscy bogowie 5 Bo wszyscy bogowie pogan to ułuda,
a Pan uczynił niebiosa. 6 Przed Nim kroczą majestat i piękno,
potęga i jasność w Jego przybytku. 7 Oddajcie Panu, rodziny narodów,
oddajcie Panu chwałę i [uznajcie] potęgę; 8 oddajcie Panu chwałę Jego imienia!
Nieście ofiary i wchodźcie do Jego przedsieni, 9 oddajcie pokłon odziani w święte szaty!
Zadrżyj, cała ziemio, przed Jego obliczem! 10 Mówcie wśród pogan: Pan jest królem.
Umocnił świat, by się nie poruszył:
ze słusznością wymierza ludom sprawiedliwość. 11 Niech się cieszy niebo i ziemia raduje;
niech szumi morze i to, co je napełnia; 12 niech się weselą pola i wszystko, co jest na nich,
niech się także radują wszystkie drzewa leśne 13 przed obliczem Pana, bo nadchodzi,
bo nadchodzi, aby sądzić ziemię.
On będzie sądził świat sprawiedliwie,
z wiernością swą – narody.
Wiele biblijnych
wydarzeń dokonywało się na górach i wzgórzach. Mojżesz otrzymał Dekalog na
górze Synaj, słynne kazanie Jezusa wygłoszone zostało na Górze Błogosławieństw,
Góra Oliwna była miejscem gdzie Jezus przygotowywał się do męki i śmierci. Na
górze Tabor nastąpiło Przemienienie Chrystusa, do którego nawiązują teksty
liturgiczne z II Niedzieli Wielkiego Postu. W Polsce najbardziej znanym z kultu
religijnego wzgórzem jest Jasna Góra w Częstochowie. Wzniesienia i szczyty w
naszej archidiecezji także są miejscem lokalizacji kościołów i bazylik.
Kiedy w Puławach lub
Chełmie ktoś mówi, że idzie do kościoła „na górce”, oczywiste jest do jakiej
świątyni się wybiera. Usytuowane na wzgórzach kościoły potoczną nazwę uzyskały
ze względu na powstanie w najwyższych punktach miast.
Parafia pw.
Wniebowzięcia NMP w Puławach obchodzi w tym roku 100-lecia istnienia, ale
kościół pod takim samym wezwaniem jest o ponad sto lat starszy. Pierwotnie
świątynia była kaplicą pałacową w dobrach rodu Czartoryskich, który w
decydujący sposób wpłynął na historię miasta. Oprócz monumentalnego pałacu i
pierwszego w dziejach Polski muzeum, Izabela i Adam Czartoryski ufundowali na
górze w pobliżu swojej siedziby wyjątkową kaplicę. Projektantem był wybitny architekt,
puławianin, Christian Piotr Aigner, konstruktor m.in. takich obiektów jak
kościół św. Aleksandra w Warszawie czy pałaców w Przeworsku i Łańcucie. Wzorem
dla puławskiego kościoła był rzymski Panteon, dlatego budowla ma kształt
rotundy, wewnątrz znajduje się 12 kolumn jońskich a z góry okryta jest kopułą z
rozetami. Budowana była zaledwie przez 3 lata (1800 – 1803). Wkrótce po
otwarciu obiektu książęta Czartoryscy udostępnili kaplicę wszystkim wiernym
(1819), co oznaczało duże udogodnienie ponieważ do tej pory jedyną świątynią w
mieście był kościół św. Józefa we Włostowicach. Sto lat później bp Marian
Fulman erygował przy kaplicy parafię.
Architektura
puławskiego kościoła „na górce” i jego lokalizacja na wzniesieniu, obecnie w
centrum miasta, sprawiają, że jest to jedna z najbardziej oryginalnych świątyń
w diecezji. Dodatkowego uroku dodają kamienne schody wiodące do kaplicy od ul.
Piłsudskiego, nasuwające skojarzenia z wersetem biblijnym „Chodźcie, wstąpmy na
górę Pańską!” (Iz 2,3).
TYSIĄC LAT KULTU NA
GÓRZE CHEŁMSKIEJ
Z którejkolwiek
strony wjeżdżamy do Chełma na horyzoncie dominuje dzwonnica i wieże bazyliki
pw. Narodzenia NMP. To chełmski kościół „na górce”. Cała Góra Chełmska,
wybijająca się ponad 200 m n.p.m. od ponad tysiąca lat jest świadkiem ważnych
wydarzeń historycznych i religijnych. Ze względu na usytuowany pierwotnie gród
obronny i zamek księcia Romanowicza góra nazywana jest też Zamkową. Oprócz
bazyliki kryjącej cudowny obraz MB, na rozległym terenie Góry Chełmskiej
znajduje się kilka innych pięknych i wartościowych obiektów. W dobrym stanie
zachował się dawny pałac biskupów unickich, rezydujących tam prawie przez 300
lat. Obok wznoszą się budynki klasztoru unickich mnichów, bazylianów,
zlikwidowanego przez władze cesarskie wraz z kasatą unii w r. 1875. Trzeci
okazały gmach to niegdysiejsza siedziba prawosławnego „Bractwa Bogurodzicy” w
kształcie litery „L”. W ciągu budynków okalających bazylikę zwraca uwagę Brama
Uściługska, najstarsza zabytek w mieście, dawniej będący częścią wałów obronnych.
W obrębie Góry znajdują się również dwa cmentarze, prawosławny i wojenny oraz
dobrze wkomponowane w historyczną przestrzeń współczesne rosarium. To wszystko
sprawia, że Góra Chełmska jest miejscem świadectwa niezwykłej historii
wschodniej Polski, z nieprzerwanym od wieków kultem Matki Bożej. Dodajmy, że
dwa pozostałe najstarsze chełmskie kościoły, Rozesłania Ap. i franciszkański
św. Andrzeja Ap. także zlokalizowane są na wzgórzu poniżej Chełmskiej Góry.
Idea wznoszenia
kościołów na pagórkach została zrealizowana także na dawnym wzgórzu zamkowym w
Wąwolnicy, gdzie od poł. XIV w. istniała świątynia z kultem MB Kębelskiej, a
dziś góruje jej sanktuarium.
KOŚCIOŁY NA
LUBELSKICH WZNIESIENIACH
Jedna z legend mówi,
że Lublin został zbudowany na siedmiu górach, podobnie jak Rzym czy choćby
Przemyśl. Nie doliczymy się tylu większych wzniesień w mieście, ale te
najważniejsze zajęte są przez kościoły, dotyczy to także współczesnej
architektury kościelnej. Na trzech najdawniej zamieszkałych lubelskich wzgórzach,
Czwartkowym, Zamkowym i Staromiejskim już we wczesnym średniowieczu pojawiły
się świątynie, które nadały religijny charakter wizerunkowi Lublina. Historycznie najstarsze wzgórze na Czwartku
było początkowo osadą obronną, przy niej zbudowano kościół św. Mikołaja,
datowany według niektórych historyków na w. X., do dzisiaj góruje nad północną
częścią śródmieścia. Na wzgórzu Staromiejskim pod koniec XIII w. osiedlili się
dominikanie, na początku powstał tam klasztor, a po nim pierwszy kościół zakonny,
dzisiaj w jego miejscu wznosi się bazylika św. Stanisława z relikwiami Krzyża
Św. Trzecią historycznie świątynią Lublina, położoną na tym samym wzgórzu w
odległości stu metrów od dominikanów, był kościół św. Michała, zburzony w 1855
r. Współcześnie wyeksponowano fragmenty dawnego kościoła w postaci ok. metrowej
wysokości fundamentów. Pomiędzy wzgórzem Staromiejskim i Czwartkowym znajduje
się Góra Zamkowa, zawdzięczająca nazwę królewskiemu zamkowi ufundowanemu z woli
króla Kazimierza Wielkiego. Sama forteca była wielokrotnie burzona i
przebudowywana, od zniszczenia zachowała się jedynie kaplica Trójcy Świętej
oraz fragment baszty. Stanowią one jeden z najcenniejszych zabytków
średniowiecznej sztuki gotyckiej w Polsce, obecnie okazyjnie używany dla celów kultu
religijnego. Unikatowy charakter kaplicy z XV w. freskami zdecydował o nadaniu
jej statusu zabytku klasy zerowej. Panoramę
lubelskich kościołów na wzgórzach uzupełnia archikatedra przylegająca do
wzgórza Staromiejskiego oraz przyszpitalny
kościół oo. karmelitów trzewiczkowych niedaleko wzgórza na Czwartku.
Wieże wspomnianych kościołów robią duże wrażenie na przyjeżdżających do miasta
zwłaszcza od strony wschodniej, stanowią piękne świadectwo chrześcijańskiej
tradycji grodu nad Bystrzycą. Tylko jedne znane ze średniowiecza wzgórze
miejskie, zwane Grodziskiem, zajmowane jest przez stary kirkut na Kalinowszczyźnie.
Szybko rozbudowujący
się po II wojnie Lublin lokował się na kolejnych górkach. Temu procesowi od
końca lat 70-tych ub. wieku towarzyszyło wznoszenie nowych kościołów. Bardzo
dobrze wkomponowany w krajobraz osiedla jest kościół św. Józefa na wzgórzu
wokół którego powstało Lubelskie Osiedle Mieszkaniowe (LSM). W najnowszych
dzielnicach miasta także zadbano, aby świątynie powstały na szczytach wzniesień,
przez co są dobrze eksponowane. Dotyczy to np. Szerokiego z imponującym
kościołem pw. Trójcy Świętej czy Sławina, gdzie oo. bernardyni zbudowali ładną bryłę świątyni p.w. św. Brata Alberta.
Górujące nad miastami
wieże kościołów odzwierciedlają nie tylko historię, mogą także wzywać do
„sursum corda”, wzniesienia serc ku Temu, któremu miejsca kultu są poświęcone.
Lubelszczyzna jest
domem rodzinnym wielu znakomitych postaci życia kulturalnego, społecznego i
religijnego. Młodsze pokolenie może kojarzyć z Krasnymstawem Kubę Badacha,
gdzie piosenkarz przyszedł na świat i skończył szkołę podstawową. Trochę
starsza generacja wie, że w Zamościu urodził się i zdał maturę Marek Grechuta,
wybitny kompozytor i wykonawca. Ziemia lubelska wydała także wielu wybitnych
ludzi zasłużonych dla Kościoła, niekoniecznie dostatecznie znanych.
https://vimeo.com/415542198/fa0a8105c7
Zaniedbany obecnie
dwór w Rybczewicach, na trasie z Piask do Żółkiewki, mało komu kojarzy się z
biblijną Pieśnią nad Pieśniami. Takiego skojarzenia nie mają również włodarze
gminy na terenie której urodził się i wychowywał o. Piotr Rostworowski,
człowiek o wielkich zasługach i niezwykle barwnym życiorysie. Żadna tablica w
Rybczewicach nie wspomina wielkiego rodaka. Wojciech Jan Rostworowski (imię
zakonne Piotr) przyszedł na świat w r. 1910, w młodości był plutonowym w
wileńskiej kawalerii, w wieku 20 lat wstąpił do benedyktynów, był najpierw
odnowicielem a później przeorem klasztoru w podkrakowskim Tyńcu. Nieszablonowy,
otwarty charakter i odwaga sprawiły, że prawie półtora roku spędził w więzieniu
za zorganizowanie nieudanej próby ucieczki dwóch zaprzyjaźnionych Czeszek do USA.
W wieku prawie 60 lat na prośbę kamedułów przenosi się do ich zgromadzenia i
eremu na Bielanach w Krakowie. Jako kamedulski przeor kieruje także eremami w
Kolumbii i Włoszech, gdzie umiera w r.
1999. Ostatnie pięć lat życia spędza jako rekluz, pozostając w swojej celi i
ograniczając do minimum kontakty z ludźmi. W trakcie przygotowywania na
millenium chrześcijaństwa w Polsce Biblii Tysiąclecia (wyd. 1 1965) o.
Rostworowski podjął się przetłumaczenia z języka hebrajskiego Pieśni nad
Pieśniami i od tej pory czytamy w liturgii translację tego przepięknego tekstu
w wersji potomka rybczewickich szlachciców. Św. Jan Paweł II mówił o ojcu
Piotrze: „Znałem go jako człowieka Bożego i był zawsze bliski mojemu sercu”.
ZAKONNICY I
BŁOGOSLAWIENI
W ziemi lubelskiej ma
swoje korzenie pięcioro błogosławionych męczenników Kościoła. Są wśród nich
trzej kapłani – bł. bp Władysław Goral (sufragan lubelski w l. 1938-45) wywodził się ze Stoczka k. Niemiec, bł.
Stanisław Mysakowski z Wojsławic na Chełmszczyźnie, bł. ks. Zygmunt Pisarski z
Krasnegostawu. Dwie błogosławione męczenniczki siostry zakonne to rodowita
lublinianka, s. Marta Kazimiera Wołowska niepokalanka oraz s. Paulina Borowik,
nazaretanka z Rudna k. Parczewa.
Podobnie jak
Rybczewice nie pamiętają o Rostworowskim, Kozłówka pod Lubartowem nie zna
Jerzego Mirewicza (1909 – 1996), jezuity, gorliwego patrioty, świetnego pisarza
religijnego i zdolnego dziennikarza.
Rodzinne lubelskie strony opuścił dość wcześnie w wieku kilkunastu lat, wrócił
tu jednak tuż przed wojną w 1938 r. Zaangażowany jako kapelan w struktury AK
był aresztowany i torturowany przez gestapo. Zaraz po wojnie prowadzi
duszpasterstwo akademickie na KUL, zaprzyjaźnia się z ówczesnym biskupem
lubelskim Stefanem Wyszyńskim. Nękany przez komunistyczną służbę bezpieczeństwa
udaje się początkowo do Rzymu (1961), w radiu watykańskim relacjonuje obrady
Soboru Watykańskiego; jako radiowiec jest wielokrotnie nagradzany przez Radio
Wolna Europa. Po przeniesieniu do Londynu przez 30 lat duszpasterzuje angielskiej
polonii. Prezydent Ryszard Kaczorowski nazwie go „sumieniem emigracji”.
Lublin dał Kościołowi
innego wielkiego zakonnika, dominikanina Jacka Woronieckiego (1878 – 1949).
Urodził się w grodzie nad Bystrzycą, tutaj wychowywał się i pobierał pierwsze
nauki. Najpierw został księdzem naszej diecezji, przekonany do takiej decyzji
przez bł. o. Honorata Koźmińskiego. Mając 32 lata wstępuje do dominikanów i
rozpoczyna intensywną pracę naukową, wtedy powstaje „Pełnia modlitwy”,
znakomite dziełko duchowe o zbawiennym wpływie modlitwy na przemianę życia,
chętnie czytane i dzisiaj. Woroniecki zostaje drugim rektorem KUL, po
założycielu ks. Idzim Radziszewskim i kieruje uniwersytetem w l. 1922 – 24. W
r. 1932, wraz z trzema tercjarkami powołuje żeńskie zgromadzenie Dominikanek
Misjonarek, szczególnie zaangażowanych w pracę misyjną i ekumeniczną. Jego
największym dziełem teologicznym i pedagogicznym jest dwutomowa „Katolicka
etyka wychowawcza” (1948), wznawiany do dzisiaj podręcznik nauk moralnych.
Karol Wojtyła w czasie lubelskiej profesury wykładał i egzaminował właśnie na
podstawie tego monumentalnego dzieła. Od 15 lat toczy się proces beatyfikacyjny
lubelskiego zakonnika.
HIERARCHOWIE I UCZENI
Spośród 12
dotychczasowych biskupów ordynariuszy w ponad 200-letniej historii naszej
diecezji, tylko dwóch urodziło się na Lubelszczyźnie; bp Wincenty Pieńkowski
(rządził w l. 1852-63) pochodził z okolic Modliborzyc na ziemi janowskiej a
pierwszy metropolita lubelski abp Bolesław Pylak (1975 – 1997) przyszedł na
świat w Łopienniku Górnym.
Biskupi pomocniczy
pochodzili z różnych stron ziemi lubelskiej. Bp Jan Szczepan Koźmian (1819-23 –
podaję daty pełnienia urzędu) pochodził z Gałęzowa pod Bychawą, bp Zdzisław
Goliński (1947-51) z Urzędowa, bp Tomasz Wilczyński (1952-56) z Parczewa, bp
Henryk Strąkowski (1958-65) z Woli Uchańskiej pod Hrubieszowem, bp Jan Mazur
(1961-68) z Płoskiego k. Zamościa, bp. Zygmunt Kamiński (1975-84) z Bełżyc a
bp. Piotr Hemperek (1982-92) z Ignacowa k. Wojciechowa. Żyjący byli i aktualni
sufragani wywodzą się z Majdanu Górnego k. Tomaszowa (bp Jan Śrutwa, 1984-92),
Rudzienka pod Lubartowem (bp Ryszard Karpiński, 1985-2011), Niemirówka pod
Krasnobrodem (bp Mieczysław Cisło, od 1998) i Wandalina k. Opola Lubelskiego
(bp Artur Miziński, od 2004, obecnie sekretarz generalny Komisji Episkopatu
Polski). Kilku z nich objęło stolice
biskupie w innych diecezjach, bp Z. Goliński w
Częstochowie, bp T. Wilczyński w Olsztynie, bp J. Mazur w Siedlcach, bp
Z. Kamiński najpierw w Płocku potem w Szczecinie, bp J. Śrutwa w Zamościu. Z
Wierzchowisk pod Modliborzycami jest także abp Stanisław Wielgus (Płock i
Warszawa) a z Majdanu Sobieszczańskiego k. Niedrzwicy Kościelnej chrystusowiec bp
Stanisław Stefanek (Szczecin i Łomża). Biskupi Hemperek, Śrutwa i Wielgus byli także
rektorami KUL. Z kolei obecny rektor ks. prof. Antoni Dębiński, rodem z
Niedrzwicy Kościelnej, jest pierwszym księdzem z diecezji lubelskiej (poza
wspomnianymi biskupami) kierującym uczelnią.
W gronie znakomitych
profesorów katolickiego uniwersytetu znajdziemy wiele postaci pochodzących z
Lubelszczyzny. Urszulanka, s. Józefa Zdybicka, jedna ze współtwórczyń
lubelskiej szkoły filozoficznej, autorka oryginalnej teorii filozofii religii i
pedagog jest z Kraśnika. Tę samą szkołę zakładał także nieżyjący już ks. prof. Stanisław Kamiński,
legenda metodologii nauk na KUL w l. 70 i 80 ub. wieku, wywodzący się z
Radzynia Podlaskiego. Z kolei ś. p. prof. Stefan Swieżawski, wybitny historyk
filozofii pochodził z Gołębi w pobliżu Hrubieszowa. Ks. prof. Czesław Bartnik,
dogmatyk i filozof, opiewa w świetnej autobiografii („Mistyka wsi”) rodzinne
Źrebce i Szczebrzeszyn.
Ksiądz Józef
Dmochowski, proboszcz z Motycza, najmniej chyba spodziewał się, że Mszę Świętą
odpustową odprawi na zgliszczach swojego kościoła. Na miesiąc przed
wspomnieniem Matki Bożej Anielskiej, w poniedziałek 11 lipca 1994 r., kościół w
Motyczu spłonął prawie doszczętnie.
„Jeżeli wierzycie w tamten, lepszy świat – chrześcijańskie świnie, to wynoście się z tego świata. Życzymy konsekwencji i odwagi” – tak na jednej ze ścian spalonej świątyni podpisali się „Anarchiści – Indywidualiści”, sprawcy podpalenia. Na innym miejscu sygnowali, że są z „Anarchistycznego Frontu Religijnego”.
https://vimeo.com/414723958/b1089d8c65
Początek lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku obfitował w agresywne napaści wobec Kościoła w Polsce. Po kilku latach od ponownego powrotu do niepodległości (1989), gospodarka była w ostrym kryzysie, ludzie zarabiali mało i bali się kolejnych reform, do władzy wrócili komuniści pod szyldem Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Polakom nie spodobało się także przesłanie św. Jana Pawła II z Jego pielgrzymki do Ojczyzny z roku 1991, w którym stanowczo przypomniał Dekalog. W przestrzeni publicznej powrócił temat aborcji, ze wskazaniem na Kościół jako źródło zniewolenia kobiet. Nastroje antyklerykalne i antyreligijne podsycały media, chętnie pokazujące Kościół i księży jako przyczynę narodowych kłopotów. W tej atmosferze dochodziło do napaści na plebanie, profanacji cmentarzy, malowania obraźliwych napisów – z najbardziej nośnym „Księża na księżyc!” – i licznych podpaleń kościołów i kaplic.
Bp Ryszard Karpiński, wówczas wikariusz generalny naszej diecezji, napisał w komunikacie po pożarze, że „niemal codziennie spotykamy się z zarzutami i wątpliwościami, z buntem i wrogością wobec Boga i Kościoła, i to zarówno w sprawach dogmatycznych, jak i moralnych (…) Na wszelki sposób nasila się kampania, której celem jest nie tylko sama walka z Kościołem, ale też propagowanie zasad ateistycznych, antynarodowych, antyludzkich, propagowanie wzajemnej nienawiści i wrogości, zmierzających do cywilizacji śmierci.”
O PORANKU ŚWIĄTYNIA
SPŁONĘŁA
Drewniany kościół
stał w Motyczu od roku 1918, przeniesiony tu z Zemborzyc. Kilkukrotnie
remontowana i odnawiana świątynia wyposażona była w piorunochron, tamtej nocy
nie było burzy i piorunów. Rankiem 11 lipca 1994 r. modrzewiowe ściany kościoła
stanęły szybko w ogniu, płonęły ławki, feretrony, chór, organy. Pożar objął
także ołtarz główny i boczne, ten dedykowany św. Stanisławowi Kostce zgorzał
całkowicie wraz z obrazem przedstawiającym świętego. Obraz Matki Bożej
Anielskiej został mocno uszkodzony, po pożarze zastąpił go nowy. Na drzwiach
kościoła sprawcy pozostawili napis wielkimi literami wykonany czarną farbą –
„BÓG NIE ISTNIEJE”.
Po miesiącu policja
ujęła sprawców. Dwaj młodzi ludzie, 14-letni Marcin i 17-letni Jurek poznali
się w Bielsku Białej w „Nadziei”, ośrodku prowadzonym przez księży salwatorianów,
założonym z inicjatywy absolwentów KUL pod kierunkiem wybitnego psychologa ks.
prof. Czesława Cekiery. Ośrodek niósł i niesie nadal pomoc dzieciom i młodzieży
uzależnionej od alkoholu i narkotyków. Od używania tych ostatnich oduczali się
w „Nadziei” podpalacze kościoła w Motyczu. W wakacje 1994 r. podopieczni
placówki wraz z opiekunami wypoczywali w domu rekolekcyjnym sióstr
Franciszkanek Misjonarek Maryi w Łabuniach, pod Zamościem. Stamtąd 10 lipca
uciekli w świat, niestety dawkowali sobie butapren (klej) i w psychodelicznym
amoku najpierw obmalowali budynki kościoła i dzwonnicy w Motyczu, a potem
podłożyli ogień. Starszy ze sprawców został ukarany 5-letnim więzieniem,
młodszy trafił do Schroniska dla Nieletnich w podlubelskim Dominowie.
Po dwóch latach od
tamtych wydarzeń parafianie w Motyczu modlili
się już w murowanym kościele. Abp Bolesław Pylak poświęcił nową
świątynię 4 sierpnia 1996 r., znalazły się w niej odrestaurowane ołtarze a
także wspomniany nowy obraz Matki Bożej Anielskiej, namalowany przez p. Urszulę
Parafianowicz z Puław.
W latach 1989 – 1998,
pierwszym dziesięcioleciu wolnej Polski,
pożary dotknęły 62 kościoły i kaplice na terenie kraju, katolickie i
prawosławne, jedną synagogę. Przyczyną ponad połowy były podpalenia bądź próby
podpaleń. W Wielki Czwartek 1995 r. ktoś usiłował podpalić kościół św. Jadwigi
Królowej na lubelskim Czechowie, wcześniej
w r. 1994 z nieznanych przyczyn wybuchł pożar w klasztorze sióstr
Salezjanek w Garbowie. Wreszcie w r.
1996 spłonie doszczętnie drewniany kościół w Księżomierzy, tym razem wskutek
nieostrożności elektryków.
Polska dźwigająca się
z niewoli po ponad stu latach stanęła nie tylko przed ważną kwestią obrony
niepodległości ale także przed problemami ogromnej biedy, zniszczeń i
zagrożenia głodem. Zjednoczenie ziem pozostających dawniej pod trzema zaborami
i szybka odbudowa kraju nie byłyby możliwe, gdyby nie zaangażowanie wielu
charyzmatycznych obywateli i odważnej postawie niektórych kapłanów.
Sylwetka ks.
Kazimierza Sitkowskiego (1886 – 1957)
Lubelszczyzna była
wraz z Galicją i Wileńszczyzną jednym z obszarów najbardziej zrujnowanych,
przez jej tereny przetaczały się kolejne armie z zachodu na wschód i odwrotnie.
W czasie pierwszej wojny światowej w znacznym stopniu uszczupleniu uległa
infrastruktura budynków, walczące ze sobą armie stosowały taktykę spalonej
ziemi, niszczone były drogi a przede wszystkim mosty co paraliżowało
komunikację i dowóz towarów. Drastycznie spadła produkcja żywności, głównie z
powodu braku dostatecznej liczby chłopów, powoływanych na front. Drugim
czynnikiem, trudno wyobrażalnym dzisiaj, było masowe rekwirowanie koni, stąd
też w większości gospodarstw brakowało i gospodarza i siły pociągowej. Pod
przymusem wojska odbierane były zasoby zboża, bydła i trzody chlewnej. Po
radosnym ogłoszeniu powstania nowej Rzeczpospolitej jesienią 1918 r.
nadchodziły bardzo smutne Święta Bożego Narodzenia.
Niedożywienie,
brak witamin i lekarstw spowodowały szybkie szerzenie się „hiszpanki”,
śmiercionośnej grypy, która pochłonęła wiele ofiar pod koniec wojny a także – w
naszym regionie – w trakcie walki z bolszewikami (1919 – 1921).
W nowym polskim
państwie w obiegu było początkowo kilka walut, rosyjskie ruble, niemieckie
marki oraz „ostruble” (używane na Lubelszczyźnie), polski złoty debiutuje w r.
1919 a narodowym pieniądzem staje się od r. 1921. Trudności aprowizacyjne
zmusiły raczkujące władze do wprowadzenia systemu kartkowego, który – w
odróżnieniu od znanego w PRL – tworzony był nie centralnie ale w każdym z
większych miast, na różnych zasadach, z pominięciem wsi, gdzie chłopi zaopatrywali
się jedynie we własnych gospodarstwach. Odrodzenie gospodarcze w skali
ogólnonarodowej zawdzięczamy śmiałym inicjatywom m. in. Władysława Grabskiego i
Eugeniusza Kwiatkowskiego. Dzięki temu ostatniemu Lubelszczyzna zyskała
przemysłowe inwestycje m. in. w Kraśniku i Rejowcu.
Wspaniałym znakiem duszpasterskiej
i charytatywnej troski o los ludzi była inicjatywa nieco zapomnianego dzisiaj wikariusza parafii p. w. Św. Franciszka
Ksawerego w Krasnystawie, ks. Kazimierza Sitkowskiego. Jedna z najbardziej
cenionych i największych obecnie firm w branży mleczarskiej, czyli Okręgowa
Spółdzielnia Mleczarska, powstała w 1913
r. dzięki skrzyknięciu się kilku bardziej aktywnych gospodarzy krasnostawskich
pod przewodnictwem księdza Sitkowskiego. Pochodził z Chełma, święcenia
kapłańskie przyjął w r. 1906 po studiach w Wyższym Seminarium Duchownym w Lublinie. Jego pierwszą parafią był
Krasnystaw. Ks. Sitkowski był prezesem „Stowarzyszenia Mleczarskiego w
Krasnymstawie”, dzięki swojemu autorytetowi przekonał do spółdzielni już w
pierwszym roku istnienia prawie 80 gospodarzy, niektórzy dysponowali jedną
krową, najbogatsi mieli po cztery. Wynik produkcyjny za rok 1913 to cztery i
pół tony masła, rok później funkcjonowały już filie w Latyczowie, Małochwieju i
Bzitem, do trzystu wzrosła liczba dostawców mleka z żyznych ziem powiatu
krasnostawskiego. Fabryka mogła pochwalić się m. in. dużym kotłem, wirówkami,
maselnicami i wygniatarkami. Pomimo strat poniesionych w czasie wojny,
kontynuowała produkcję, a pełni podejmując ją na nowo w r. 1924.
Spółdzielnia w
Krasnymstawie była przejawem rodzącego się ruchu spółdzielczego, chętnie
wspieranego przez kapłanów, widzących w nim realną pomoc dla zubożałych
parafian. Zgromadzenia akcjonariuszy miały nie tylko charakter ekonomiczny,
wiele czasu poświęcano w ich trakcie kwestiom patriotycznym, moralnym i
religijnym, co stanowiło formę budowania świadomych wspólnot katolickich i
polskich.
Ks. Sitkowski zapisał
także piękne karty swojego kapłaństwa w innych parafiach. Jako proboszcz
pracował w w Żyrzynie, Bobach i Kijanach. W Bobach zbudował plebanię i dom
parafialny, zakupił drogę krzyżową i ołtarz Matki Bożej, utworzył również
bibliotekę parafialną. Wojna zastała go w Kijanach, tam podjął się ratowania
dachu kościoła, zniszczonego w czasie pożaru. Duszpasterską opieką objął
obozujące w pobliskich lasach oddziały Narodowych Sił Zbrojnych, przyjął m.in.
w Zezulinie przysięgę żołnierzy plutonu Mieczysława Pazderskiego, już w wolnej
Polsce odznaczony został Krzyżem Narodowego Czynu Zbrojnego. Zmarł w r. 1957 i
spoczywa na cmentarzu w Kijanach.
Róże, pozyskane w atrakcyjnej cenie od JMP Flowers ze Stężycy (pod Rykami), Monika oferuje taniej niż kwiaciarnie. Ponadto dowozi je w obrębie Lublina i najbliższych okolicach gratis. Z każdej sprzedanej róży 1 złotówka idzie na nowy dom, który przygotowujemy dla bezdomnych w Lublinie a druga na pensję Moniki, którą w nieładny sposób zwolnili – na fali wirusa – poprzedni pracodawcy.
Dlatego warto kupować
te róże! Wkrótce Dzień Matki, wcześniej popularne imieniny, jutro Ireny, pojutrze
Judyty, w piątek Stanisława, potem m.in. Macieja, Zofii. Ponadto na pewno macie
ukochane żony, matki, siostry, babcie, ukochane teściowe (no, może się trochę
zagalopowałem) i dziewczyny, a także lubiących kwiaty mężów, braci, szefów i
dyrektorów. Pamiętajcie, róże tworzą głębokie i piękne więzy.
Aha! Znaleźli się chętni
na zakup naszych Róż bez których ani Rusz w Warszawie, Wrocławiu a nawet w Terespolu
(tego się najmniej spodziewaliśmy), przepraszamy, nie dowieziemy, chyba, że ktoś
od razu zamówi 700 (siedemset) w przypadku Wrocławia, 500 (pięćset) w przypadku
Stolicy i przynajmniej 200 (dwieście) w przypadku Terespola. Takie ilości też dowozimy.
I na koniec, ponieważ
Monika już jest gwiazdą, a za kilka tygodni będzie Wielką Gwiazdą, radzę, żeby
przy okazji zakupu róż brać od niej autografy. Potem się nie dopchacie!
Patron dzisiejszego
dnia, św. Florian, ma w swojej opiece straże ongiś zwane ogniowymi a teraz
pożarnymi. Patronuje także hutnikom, garncarzom, kominiarzom i piekarzom,
wszystkim, którzy mają do czynienia z ogniem.
Wierzę, że Jego wstawiennictwo
pomoże też gasić pożary w naszych rodzinach, zarzewia konfliktów w narodach i
pomiędzy nimi. W filmiku mam w ręku prawdziwą gaśnicę, choć lepiej umiem posługiwać
się różańcem i brewiarzem.
Jak możecie,
modlitwą, serdecznością, przebaczeniem, uśmiechem, słuchaniem, zrozumieniem,
radością, pokorą, czułością i solidarnością, gaście te groźne pożary w swoich
domach, osiedlach, miastach i wsiach.
A Wy, siostry i
bracia Strażacy, gaście ogień hydronetkami, sitami kominowymi, sikawkami i
gaśnicami.