TAK GLĘDZĘ O NUDZIE I MIŁOŚCI

Środa 11 czerwca 2014

Kiedy uważnie rozglądnięcie się dookoła siebie, w Polsce, pierwszym rozważnym wnioskiem jest przekonanie o Wielkiej Nudzie. Większość ludzi goni za pieniędzmi i jego pochodnymi (domy, samochody, wczasy na riwierach), ale to nuda. Nieco poprawić nastrój może codzienny teatrzyk polityczny, ale to też nuda, bo aktorzy wiadomo jak zagrają a role do recytacji mają wyuczone i te same od lat. Poweselał ten teatrzyk dzięki Korwinowi, ale to też zaraz będzie nuda.

Timothy Garton Ash, brytyjski miłośnik Polski (od 1979 r.) powiedział ostatnio, że nam Polakom, ta wielka nuda się należy, po latach komuny, stanu wojennego  i trudnej transformacji. Nuda jest nagrodą za zwycięstwa z roku 1980 i 1989 i następnych. Żeby w tej nudzie na śmierć się nie zanudzić, współczesność wymyśla igrzyska. Zatem jedni promują Noce (pisałem wczoraj), inni z apostolską żarliwością uprawiają ćwierć, pół i całe maratony, a jeszcze inni preferują palenie sziszy albo spożywanie tylko i wyłącznie (co i tak jest niemożliwe) żywności ekologicznej. Ot, takie tam problemy, znudzonego ale wolnego i demokratycznego świata. W sumie, Wielka Nuda.

Jan Lechoń, znakomity i zapomniany dziś poeta, miał podobne doświadczenia (na emigracji), które składnie zakuł w strofy:

 

Co noc, gdy już nas nuda bezbrzeżna ogarnia,
Gdy czczość jałową w myśli, w sercu pustkę mamy,
Wypluwa nas na miasto knajpa lub kawiarnia
I błądzimy bez celu po zamknięciu bramy.

A potem: łomotanie czasem półgodzinne,
Nim wreszcie stróż zaspany obudzić się raczy,
I myśl: zabłądzić w końcu przed drzwi jakieś inne,
Co prowadzą do “Lepiej” lub choćby “Inaczej”

 

Niektórzy się pocieszają, że na szczęście jutro już Mundial, ale to też nuda, bo wiadomo, że wygra drużyna z kraju na „A”, „B”, „N” lub „I” (sprawdźcie za niecały miesiąc, że zgadłem!). Trochę zamieszania mają studenci, bo w tej Wielkiej Nudzie egzaminatorzy przerywają im leniwe wakacje sesją (letnią).

 

Tak, kpię i drwię, ale opisuję świat, który codziennie widzę, słyszę i czuję. Chociaż staram się jak najmniej w tym świecie bywać. Nikogo nie oceniam i nie ganię. Co nie przeszkadza mi widzieć dramatu Bośniaków i Serbów, zmagających się z oczyszczaniem domów po powodzi (i cieszyć się, że wolontariusze z Lublina im pomagają). Dobrze wiem, że bezdomni mają teraz lepszy czas, bo nie zamarzną śpiąc na ławkach. W sercu noszę żal, bo corocznie milion moich sióstr i braci gnie w trakcie aborcji (w Europie). I to już nie jest nuda.

Ględzę? Żeby nie ględzić, powiem inaczej. Bez miłości była, jest i będzie nuda. Kiedy kochamy, i Serbowie w zalanych domach, i dzieci w łonach matek, i egzamin z prawa prasowego, i kokarda we włosach, i gałązka brzeziny na Zielone Świątki, i latanie po 42 kilometry, kiedy kochamy, wszystko ma sens i blask. Bez miłości jest Wielka Nuda, a może się trafić nawet Nuda Śmiertelna.

Itinerarium

PRZECIWKO ZŁODZIEJOM NOCY

Wtorek 10 czerwca 2014

Niestety wiele instytucji i organizacji, za nasze pieniądze, aktywnie wpływa na osłabienie naszego Produktu Krajowego Brutto oraz przyczynia się do gwałtownego spadku urodzeń Polaków (chciałem napisać do „spadku przyrostu”, ale czuję tu jakąś minę, bo jak coś spada to chyba nie przyrasta).

Wszystko to przez Noce. Przez noce, które hamują demografię i dochód narodowy. Są to noce następujące: Noc Kultury, Noc Muzeów, Noc Uniwersytetów, Noc Piosenki, Noc Teatrów, Noc Kina, Noc Poezji (ale już Nocy Prozy nie znalazłem) a także Noc Konfesjonałów. To przesuwanie normalnych, czyli „dziennych” aktywności na czas nocy jest zgubne. Bo Polak, który czuje przymus obskoczenia wszystkich „nocy” (zwykle te wszystkie „noce” są bezpłatne lub za dużymi zniżkami), przez następne dni jest niewyspany, zmęczony, pracuje mało wydajnie i obniża PKB. Oczywiście zmęczenie Polaka i niższa robotność wynika nie tyle z przesytu obrazów, sztuk teatralnych i wierszy widzianych i słyszanych w czasie „nocy”, tylko przeważnie z powodu kaca, ponieważ alkohol w owe „noce” jest niemal jedynym wspólnym mianownikiem (wyjąwszy „Noc Konfesjonałów”, choć pamiętam, że musiałem odprawić pewnego jegomościa od kratek bo zionął okrutnie).

„Noce” wpływają także, co oczywiste na zjawisko prokreacji, wpływają, ma się rozumieć negatywnie czy ujemnie. Dużo złego możemy powiedzieć o autorach stanu wojennego (1981 – 1983), ale to właśnie w tym czasie rodził się Wyż Demograficzny. Godzina milicyjna zakazywała wychodzenia z domów w godzinach od 22:00 do 6:00, dzięki temu Polak wstawał do pracy wyspany, wypoczęty a i liczba urodzeń znacząco rosła.

Wskutek przesuwania niemal wszystkiego na noce, dawne znaczenia nocy mocno bledną. Istotne niegdyś noce, jak np. Noc Poślubna, Noc Polarna, Noc Wielka (Wielkanoc) czy Noc Ciemna (jeden z ulubionych motywów mistyków), ustąpiły nocom kultury, muzeów, etc.

Kto wie, czy nie nadszedł czas, aby apelować o przywrócenie nocom ich właściwego sensu i tradycyjnego wymiaru. Dla poprawy naszej demografii i większego wzrostu PKB!

Itinerarium

MOJĄ MATKĘ KOŚCIÓŁ KOCHAĆ NIE PRZESTANĘ

Poniedziałek 9 czerwca 2014

Drugi dzień Zielonych Świątek to w kalendarzu święto Najświętszej Marii Panny, Matki Kościoła. W języku teologicznym Maryja jest wzorem dla każdego, kto chce być włączony w Kościół, wzorem pod trzema względami: wiary, miłości i zjednoczenia z Chrystusem. To znaczy, że Kościół jest wszędzie tam (albo Kościołem jest każdy), gdzie ktoś wzorując się na Marii próbuje jak Ona bezgranicznie wierzyć Bogu, szczerze kochać ludzi i Boga oraz być najmocniej złączonym z Chrystusem. I to w zasadzie jest istota naszej przynależności do Kościoła.

Jeszcze kilka zdań o samym Kościele. Dziś jest on be i fe. Litanie błędów, grzechów, wpadek, hipokryzji, zła i występków Kościoła (tzn. duchowieństwa) mnożone są niemal codziennie, przyznaję, że niekiedy mają uzasadnienie. Proporcje jednak dawno zostały zgubione, taka teraz moda, żeby na Kościół pluć, narzekać i biadolić. Sam jestem trochę w trudnej sytuacji, bo jestem duchownym. Jeśli jednak patrzę na Kościół od strony jego dziecka, czyli jednego z milionów członków, myślę o Nim jako o Matce.

I co w związku z tym? O Matce nie można mówić źle, tym bardziej na Nią pluć. Matce należy się szacunek, nawet jak w starości coś zapomina, przekręca i myli. Dała nam przecież wszystko, przykazania, żeby nie kraść, nie kłamać ale przede wszystkim  zachętę do wielkiej miłości. Za to Jej dziękuję i za to Ją kocham. I nie przestanę.

 

Liturgia słowa

 

 

 

 

Czytanie z Dziejów Apostolskich. Gdy Jezus został wzięty do nieba, Apostołowie wrócili do Jerozolimy z góry, zwanej Oliwną, która leży blisko Jerozolimy, w odległości drogi szabatowej. Przybywszy tam, weszli do sali na górze i przebywali w niej: Piotr i Jan, Jakub i Andrzej, Filip i Tomasz, Bartłomiej i Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Szymon Gorliwy, i Juda, brat Jakuba. Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i Jego braćmi.

 

 

 

Słowa Ewangelii według św. Jana. Obok krzyża Jezusa stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: “Niewiasto, oto syn Twój”. Następnie rzekł do ucznia: “Oto Matka twoja”. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.

Itinerarium

FESTIWAL DUCHA ŚWIĘTEGO

Kazanie na 8 czerwca 2014

Niedziela Uroczystość Zesłania Ducha Świętego

 

Ducha Świętego wielokrotnie widziałem i słyszałem w akcji, więc nie tylko w Niego wierzę, ale też doświadczam.

Towarzyszyłem Leokadii, która odkryła po śmierci ukochanego męża, że ten miał romans z  jej siostrą. Najpierw w poczuciu silnej krzywdy zniszczyła pomnik, ale po dwóch latach wypowiedziała nad grobem męża słowa przebaczenia i pojednania (czytaj: http://itinerarium.pl/2012/12/11/swieta-na-cmentarzu/#.U5NgRPl_s4o). Bez Ducha nie dałaby rady.

Wspominałem tu także Bernarda, który tuż przed ślubem odkrył, że Kasia  cierpi na groźny przypadek padaczki, ale się nie cofnął, a dziś pcha wózek inwalidzki ze swoją ukochaną żoną (czytaj:  http://itinerarium.pl/2012/12/06/padaczka-nie-wybiera-czasu/#.U5Ngrvl_s4o) . Bez Ducha nie miałby szans.

Sam staram się przyjaźnić z Duchem Świętym i brać Go, zgodnie z zachętą Pana Jezusa. I nie chodzi o pomoc przy zamianie jajecznicy na jaja sadzone. Mogę mnożyć niemal codzienne przykłady Jego asystencji i działania. Do jednego nawiążę, z ostatnich dni. Wielka powódź w Bośni i Hercegowinie oraz w Serbii, miliony ludzi doświadczone dramatem utraty domów, sadów, pól, samochodów i całego dobytku. Duch podpowiada mi czasem, żebym zajrzał do znacznie mądrzejszych telewizji niźli polskie; zaglądam m.in. na Al Jazeera, w wersji angielskiej, tam było dużo relacji z zatopionych miast i wsi na Bałkanach. Czy to moja sprawa? Przecież mają tam jakieś rządy, instytucje, straże pożarne i inne narzędzia. Widziałem w sieci różne strony o inicjatywach pomocy powodzianom, niemiłosiernie „olajkowane”, ale czułem, że „Lubię to!” raczej mnie kompromituje. W skrzynce mailowej znalazłem apel z Serbii, zaprzyjaźniona pani od samolotów znalazła bardzo tani bilet do Belgradu. Pojechałem, zobaczyłem, teraz w Obrenovac jest 9 wolontariuszy z Lublina, odnawiają jedną ze szkół (możecie zobaczyć i czytać tu: https://www.facebook.com/StowarzyszenieSolidarnosciGlobalnej?fref=ts)

Do Serbii z Lublina jest blisko, niecałe 1 000 km, potrzebni są tam ludzie niosący nadzieję, nadzieję, która jest ulubionym dzieckiem Ducha Świętego. Wspominam tę historię nie po to, żeby szpanować, tylko z racji wiary, że Duch wieje kędy chce, a teraz chce szeleścić wśród powodzian na Bałkanach.

Życie przekonało mnie także, że Duch Święty nie pyta ludzi o przekonania i przynależność do Kościoła. Wiedziałem to, bo czytałem jak św. Piotr zdziwił się, że Duch został dany także „poganom” (Dz 10, 1 – 48). Doświadczyłem tej prawdy nie raz. Pan Janek, zdeklarowany agnostyk, dał przed 17 laty sporą sumę pieniędzy na … budowę ośrodka rekolekcyjnego dla katolickiej młodzieży (ośrodek działa do dziś, więcej napiszę o tym już chyba w pamiętnikach). Halina Birenbaum,  Polka pochodzenia żydowskiego, wyznaje ateizm, ale napisała jedną z najpiękniejszych książek, „Nadzieja umiera ostatnia”, w której dała świadectwo wewnętrznej mocy pozwalającej przetrwać Majdanek, Oświęcim i Ravensbruck, i pozostać aniołem dobroci.

Duch wieje kędy chce, każdy z nas zaproszony jest, aby Go wziąć i z Nim zmienić swoje życie na festiwal wiary, nadziei i miłości.

 

Kazanie dźwiękowe: www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

(Dz 2,1-11) Kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu. Nagle dał się słyszeć z nieba szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru, i napełnił cały dom, w którym przebywali. Ukazały się im też języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić. Przebywali wtedy w Jerozolimie pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem. Kiedy więc powstał ów szum, zbiegli się tłumnie i zdumieli, bo każdy słyszał, jak przemawiali w jego własnym języku. Czyż ci wszyscy, którzy przemawiają, nie są Galilejczykami? – mówili pełni zdumienia i podziwu. Jakżeż więc każdy z nas słyszy swój własny język ojczysty? – Partowie i Medowie, i Elamici, i mieszkańcy Mezopotamii, Judei oraz Kapadocji, Pontu i Azji, Frygii oraz Pamfilii, Egiptu i tych części Libii, które leżą blisko Cyreny, i przybysze z Rzymu, Żydzi oraz prozelici, Kreteńczycy i Arabowie – słyszymy ich głoszących w naszych językach wielkie dzieła Boże.

(Ps 104,1.24.29-31.34)
REFREN: Niech zstąpi Duch Twój i odnowi ziemię

Błogosław, duszo moja, Pana,
o Boże mój, Panie, Ty jesteś bardzo wielki.
Jak liczne są dzieła Twoje, Panie,
ziemia jest pełna Twych stworzeń.

Gdy odbierasz im oddech, marnieją
i w proch się obracają.
Stwarzasz je napełniając swym duchem
i odnawiasz oblicze ziemi.

Niech chwała Pana trwa na wieki,
niech Pan się raduje z dzieł swoich.
Niech miła Mu będzie pieśń moja,
będę radował się w Panu.

(1 Kor 12,3b-7.12-13)
Nikt nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: “Panem jest Jezus”. Różne są dary łaski, lecz ten sam Duch; różne też są rodzaje posługiwania, ale jeden Pan; różne są wreszcie działania, lecz ten sam Bóg, sprawca wszystkiego we wszystkich. Wszystkim zaś objawia się Duch dla [wspólnego] dobra. Podobnie jak jedno jest ciało, choć składa się z wielu członków, a wszystkie członki ciała, mimo iż są liczne, stanowią jedno ciało, tak też jest i z Chrystusem. Wszyscyśmy bowiem w jednym Duchu zostali ochrzczeni, [aby stanowić] jedno Ciało: czy to Żydzi, czy Grecy, czy to niewolnicy, czy wolni. Wszyscyśmy też zostali napojeni jednym Duchem.

SEKWENCJA

Przybądź Duchu Święty,
Ześlij z nieba wzięty
Światła Twego strumień.

Przyjdź, Ojcze ubogich,
Przyjdź, Dawco łask drogich,
Przyjdź, Światłości sumień.

O, najmilszy zgości,
Słodka serc radości,
Słodkie orzeźwienie.

W pracy Tyś ochłodą,
W skwarze żywą wodą,
W płaczu utulenie.

Światłości najświętsza,
Serc wierzących wnętrza
Poddaj Twej potędze.

Bez Twojego tchnienia,
Cóż jest wśród stworzenia?
Jeno cierń i nędze.

Obmyj co nieświęte,
Oschłym wlej zachętę,
Ulecz serca ranę.

Nagnij, co jest harde,
Rozgrzej serca twarde,
Prowadź zabłąkane.

Daj Twoim wierzącym,
W Tobie ufającym,
Siedmiorakie dary.

Daj zasługę męstwa,
Daj wieniec zwycięstwa,
Daj szczęście bez miary.

Przyjdź, Duchu Święty, napełnij serca swoich wiernych i zapal w nich ogień swojej miłości.

(J 20,19-23)
Wieczorem w dniu Zmartwychwstania, tam gdzie przebywali uczniowie, gdy drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane.

 

Itinerarium

DUCH ŚWIĘTY POKONAŁ KOMPUTER

Sobota 7 czerwca 2014

Jajka sadzone nie wyszły mi chyba nigdy poprawnie. Zwykle na patelni powstaje albo coś w rodzaju gorącego kogla – mogla albo coś na kształt sztywnej podeszwy. O jaja sadzone zatem proszę przy okazji posiłków, przygotowywanych przez specjalistów, na przykład w restauracjach. Ale i tam nie idzie łatwo, chyba, że z pomocą Ducha Świętego.

Bez Ducha (i bez serc), wiadomo, że to szkieletów ludy, co trafnie zapisał Adam Mickiewicz. Dziś Wigilia Zesłania Ducha Świętego, tego Ducha, który rozwiał na świat bezcenną wieść o zmartwychwstaniu Jezusa i nadzieję na nasze. W nudny rzymski szkielet Duch wniósł mięśnie, ścięgna i ruch, niczym w wizji ożywienia wysuszonych kości (patrz Ezechiel 37). Duch, dotąd nieśmiało spoczywający na elicie Apostołów skrywających się w Wieczerniku, poszybował do Azji Mniejszej, Aten, Salonik, Rzymu a potem na cały świat. Odnowił ziemię, co zresztą jest Jego misją („Niech zstąpi Duch Twój i odnowi ziemię!”).

Duch Święty nie ma jednak stałego adresu zameldowania i bywa tam, gdzie się Go chce gościć ale nie włamuje się nieproszony. „Szkieletów ludy” bez wątpienia znajdziemy dziś i jutro (i każdego dnia) w galeriach handlowych i w tysiącach piwnych ogródków. Współczesne szkielety dzięki cudom chemii ozdobione są czarującymi makijażami i odziane w kolorowe szmatki, wszystko po to, aby trup nie był straszny. Ludów szkielety nie myślą, gadają o niczym i jedzą byle co, ale  w nomenklaturze współczesnej wszystko to ma ładną nazwę: „relaks” (nie myśleć), „swobodne pogaduszki” (gadanie o niczym) i „szybkie jedzenie” (fast food). Wezwanie Ducha mogłoby spowodować kilka myśli o sensie i celu życia (ale to już trud!), wzniecić rozmowy o tym jak jest (i zburzyć spokojny wniosek: Ma być jak jest, ponieważ jest jak ma być!) i być może zachęcić do zdrowego jedzenia a może nawet do jakiegoś czynu, dzieła i zmiany temperatury istnienia z letniej na gorącą. Kto chce mieć święty spokój, niech lepiej Ducha Świętego nie wzywa.

Teraz nie chwalę się, ale zaświadczam, że ćwierć wieku temu wzywałem Ducha Świętego i podpowiedział mi, żebym próbował najmocniej jak umiem kochać Boga i ludzi, a On będzie ze mną współdziałał. Dotrzymał słowa, codziennie nad chlebem i winem wzywam Go: „Uświęć te dary mocą Twojego Ducha, aby stały się dla nas Ciałem i Krwią naszego Pana Jezusa Chrystusa”, bardzo często uwalnia z grzechów tych z którymi spotykam się przy spowiedzi („Bóg, Ojciec miłosierdzia, który pojednał świat ze sobą przez śmierć i zmartwychwstanie swojego Syna, i zesłał Ducha Świętego na odpuszczenie grzechów, niech ci udzieli przebaczenia i pokoju przez posługę Kościoła. I ja odpuszczam tobie grzechy w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego”)  od czasu do czasu w Jego Imię włączam jakieś dziecko we wspólnotę pragnących zbawienia („ I ja Ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”). Ten sam Duch podpowiada mi, że bezdomny gość, który zaczepia mnie i prosi o dwa złote, to nie menel ale brat, tylko w innej niż ja sytuacji. Sięgam po dwa złote i kupuję chleb. Ten sam Duch nauczył mnie, że w więzieniu jest inny mój brat, któremu na pewno mogę dać mój czas, jedną godzinę widzenia na miesiąc, więc idę tam. Ten sam Duch objawił mi, że wdowa czeczeńska jest moją siostrą i wspólny bajram jest ucztą przyjaciół. Duch Święty pozwolił mi poznać – na przykład – Dagoberto Valdesa (Pinar del Rio, Kuba), który mimo gróźb tamtejszej służby bezpieczeństwa wytrwale walczy o wolność swojego narodu; pozwolił mi poznać Reverien Rurangwa, brata z plemienia Tutsi, któremu Hutu wyłupili lewe oko i ucięli rękę (to było niedawno, 20 lat temu w Ruandzie).

Duch Święty, uwierzcie mi, jest do wzięcia. W moim przypadku, odmienił życie na pełne sensu i miłości. Oczywiście, jeśli ktoś chce mieć święty spokój, niech idzie do galerii handlowej.

Wczoraj, z racji piątku, chciałem zamówić w restauracji, przy okazji spotkania z przyjaciółką, jajka sadzone. Ale w menu była tylko jajecznica. Kiedy poprosiłem kelnerkę czy jednak nie dałoby się podać sadzonych, rozłożyła ręce i odrzekła: „Nie da rady! Komputer mi nie przyjmie!” Okazało się, że jajecznica i wszystkie inne potrawy mają swoje kody, a ponieważ w menu jest „jajecznica” a nie ma „jaj sadzonych”, komputer odrzuci wpis „jaja sadzone”. I wtedy z pomocą przyszedł Duch Święty. Podpowiedział mi następującą kwestię.

 

– Proszę pani, ale jaja macie?

– Tak! Mamy!

– A kucharz umie smażyć jaja sadzone czy tylko jajecznicę?

– To świetny kucharz, jasne, że umie, tylko komputer …

– A czy może pani poprosić kucharza, żeby zrobił „jaja sadzone”, a pani wklepie kod „jajecznicy” w komputer?

– Nikt tak jeszcze nie prosił, ale zapytam.. – przy czym pani rozejrzała się dookoła, tak jakby za chwilę Komputer miał zarejestrować jakieś ohydne przestępstwo zamiany „jajecznicy” na „sadzone”.

 

Na koniec podano mi „sadzone”, a zapłaciłem za „jajecznicę”. Tylko dzięki dyskretnej interwencji Ducha!

Duch Święty, jeśli będzie wzywany, zstąpi na „szkieletów ludy”, a nawet na komputery. Wzywajcie stanowczo, no chyba, że chcecie mieć święty spokój!

Itinerarium

GDZIE PŁACIĆ KORONKAMI?

Piątek 6 czerwca 2014

Współczesne kabarety nudzą mnie, muszą zresztą być nudne, bo nudne jest życie publiczne. Za to na różnych odcinkach codziennych zmagań zdarzają się perełki, których najbardziej zdolny scenarzysta nie wymyśliłby.

Dzwoni do mnie pan z instytucji z prośbą o potwierdzenie adresu i pyta: „Jana Pawła dwa przez jedenaście?” Adres, pod którym funkcjonuje radio (Radio eR w Lublinie 87,9 FM) brzmi: „Aleja Jana Pawła II 11”. I tak panu urzędnikowi podaję. Ale ten się upewnia: „Zatem Jana Pawła dwa przez jedenaście?”.  Wdaję się w dysputę, że „Jana Pawła II” to nazwa ulicy a jedenaście to numer. „A mieszkania ile?” – słyszę. Dodaje jeszcze, że musi być przecież łamane, na przykład jedenaście łamane prze trzy. Rozmawiamy przez telefon więc nie mogę połamać rozmówcy żeber, zresztą nigdy tego nie robiłem.

Znajoma robi zakupy i chce płacić kartą. Pomyłkowo podaje kasjerce jeden z plastików, ale nie ten z kartą tylko z instrukcją odmawiania Koronki do Bożego Miłosierdzia. Kasjerka patrzy i patrzy, odwraca we wszystkie strony i pyta – „A jaki to bank?”. Znajoma rzuca okiem i mówi: „Taki tam Bank Miłosierdzia, mogę zapłacić koronkami”. Jasne, żartuje. Ale kasjerka wie swoje: „Koronek żadnych nie przyjmujemy! Tylko w złotówkach!”

Życie jest piękne.

 

 

 

 

Itinerarium

POLSKA LEPSZA MOŻE BYĆ

Czwartek 5 czerwca 2014

Polska zgłosiła 385 europejskich patentów, a Niemcy 27 295, czyli ponad 70 razy więcej. To dane z roku 2012. Patenty dotyczą innowacji i wynalazków. Przykra to statystyka, bo sytuuje nas w ogonie Europy. Wynalazki i innowacje decydują o rozwoju kraju, wszyscy chcą wymyślać nowe i lepsze rzeczy (oraz mechanizmy), aby pomnażać dobrobyt obywateli.

Od specjalistów wiem, że o zdolności do innowacji decyduje kilka czynników: wykształcenie społeczeństwa, nakłady finansowe na badania i eksperymenty, siła ośrodków badawczych, zdrowa konkurencja na rynku (chcę czegoś lepszego, bo dzięki temu prześcignę innych) oraz jakość prawa. Co z tego mamy dobre w Polsce? Dobre wykształcenie społeczeństwa. Reszta zależy od rządu, sejmu, administracji. Od nich zależy, dlatego leży.

Oczywiście, wśród autorów niemieckich wynalazków pewnie bez trudu znajdziemy polskich emigrantów, podobnie jak w reprezentacji Niemiec gole zdobywają  Łukasz Podolski i Mirosław Klose (Kloza). Nie brakuje jednak nadal w Polsce zdolnych, pomysłowych, inteligentnych i ambitnych ludzi, nie tylko młodych. To tylko jeszcze trzeba zachęcić państwo, aby chciało rozwoju swojego kraju i obywateli. Taką mam nieśmiałą propozycję na następne 25 lat wolnej Polski. Zachętę, żeby państwo chciało lepszej przyszłości swoich obywateli.

Itinerarium

GAPCIE SIĘ W GWIAZDY

Kazanie na 25 lat polskiej wolności

Środa 4 czerwca 2014

Od dzieciństwa uwielbiałem gwiazdy, jeszcze w liceum za jedne z pierwszych zarobionych pieniędzy kupiłem atlas nieba. Dodatkowym atutem gapienia się w niebo było morze, nad którym gwiazdy jarzą się zupełnie inaczej niż widziane ze środka lądu. Być może ktoś uzna, że oglądanie i poznawanie gwiazd jest całkowicie bezużyteczne, bo co tego, że umiem zlokalizować Mały Obłok Magellana i wiem gdzie jest Wielka Mgławica w Orionie?

Młodość przeżywana w czasie dobrze trzymającego się komunizmu spowodowała, że zacząłem się także gapić w Inne Gwiazdy. Dwie pierwsze, które odkryłem i polubiłem to Prawda i Wolność. Może dlatego, że wokół mnie (i całego mojego pokolenia) zakazywano spoglądać ku Prawdzie i Wolności. W miejsce Prawdy królowała ideologia, a sprzeciw wobec niej karano. Prawdę znała partia, znała prawdę o wszystkim, o pogodzie, szkodliwości rock and rolla i długich włosów, prawdę o wyższości eternitu nad dachówką i prawdę o geniuszu Lenina oraz cytujących go pierwszych sekretarzy. Prawdę znała partia i jak ktoś się do niej zapisał to już nie musiał prawdy szukać. Ja patrzyłem w gwiazdę Prawdy i nie po drodze było mi z partią. Nie tylko mnie, w gwiazdę Prawdy zapatrzyło się trochę ludzi. Podobnie z gwiazdą Wolności, czasy były takie, że nie wolno było wielu rzeczy mówić (np. źle o Związku Radzieckim), wielu robić (np. założyć swoją własną firmę) i wielu oczekiwać (np. własnego samochodu czy domu z dużym ogrodem). A myśmy patrzyli na gwiazdę Wolności i marzyliśmy, że to nie jest marzenie ale nasza przyszłość.

Trochę później, już po wyborze naszego Papieża, w roku 1980, na nieboskłonie zabłysła gwiazda Solidarności, taka gwiazda, że dziesięć milionów Polaków się w niej zakochało, że byliśmy razem, blisko i jedno. Normalnie poezja na co dzień, ale tak było. Rozpoznałem też, zaraz jak stan wojenny gasił gwiazdę Solidarności, że obok niej jaśnieje gwiazda Dobroci, i dla tej gwiazdy nosiłem paczki dla internowanych. Wielu robiło znacznie więcej. Gwiazdy Przyjaźni i Miłości, poznałem dzięki znakomitym książkom i wspaniałym ludziom.

I tak się gapię do dziś w niebo, a na nim w gwiazdy, Prawda, Wolność, Solidarność, Dobro, Przyjaźń, Miłość i tym podobne.

Potem przyszedł rok 1989 z wieloma przemianami, a jedna z nich jest największa. Padł mocny i głośny rozkaz – Przestać gapić się w gwiazdy i patrzeć na ziemię! Wielu posłuchało dyrektywy Nowego Czasu i spuściło wzrok wpatrując się w ziemię. I co? Na ziemi leżały pieniądze. A pieniądze to samochody, domy, wczasy na Kanarach, ciuchy z Zalando, perfumy z Hugo Boss. Takie szczęście z patrzenia nie w gwiazdy, ale w ziemię.

Kiedy już nie patrzymy w niebo z Gwiazdami, powstają dylematy. Kredyt wziąć w złotówkach czy frankach szwajcarskich? Wakacje w Las Palmas czy na Rodos? Mieszkać w mieście czy na suburbiach? Leczyć się prywatnie czy w ZOZ? OFE czy ZUS? Dylematy poważne.

Dylematy poważne, a w sumie Wielka Nuda. Wielka Nuda trwa od 1989 roku. Ale o taką Nudę Wielką walczyliśmy. I to jest szczęście polskie od 25 lat. Nie drwię, szczęście ma przynajmniej dwa kierunki. Patrzeć w gwiazdy albo w ziemię.

To mamy 25 lat wolności. Bardzo prywatnie zakończę ten wpis. Podziękowaniem tym wszystkim, którzy nie przestali gapić się w gwiazdy, Prawdy, Wolności, Solidarności, Dobra, Przyjaźni i Miłości, którzy za to gapienie płacili więzieniem. Ale i tym wszystkim, którzy dzisiaj gapiąc się w te gwiazdy, jadą jutro pomagać powodzianom w Serbii, podadzą zupę bezdomnym, odwiedzą więźniów Lublinie lub Opolu Lubelskim.

Ja wyznaję, że warto się gapić w gwiazdy i iść za nimi. Inaczej czeka nas Wielka Nuda. Gapcie się w gwiazdy!

Itinerarium

OBRENOVAC WOLNOŚĆ SOLIDARNOŚĆ

Wtorek 3 czerwca 2014

 

Dzisiaj już preludium świętowania srebrnego Jubileuszu najnowszej polskiej wolności. W stolicy feta, będzie Obama i wielcy świata. Będzie też nagroda dla Mustafy Dżemilewa – całą rozmowę z nim znajdziecie np. tutaj (można ją i warto sobie ściągnąć) – http://itinerarium.pl/wp-content/uploads/2014/05/POWR%C3%93T-Gazeta-o-Tatarach-Krymskich.pdf.

Dla mnie, w tym świętowaniu wolności byłby jakiś brak, gdyby zabrakło kontynuacji solidarności. Było tak, że najpierw była solidarność z lat 1980 – 1981 (i wcześniejsza) a potem wolność z roku 1989. Nawet pomijam kolorową NSZZ „Solidarność”, czyli związek, który z solidarności wyrósł; to tak jak perfumy „Niezapominajka”, perfumy to jednak nie to samo, co cudowne niezapominajki.

Przedwczoraj wróciłem z Serbii, z Obrenovac, miasta najbardziej zniszczonego powodzią. Po kilku tygodniach od początku żywiołu, wciąż w wielu miejscach stoi jeszcze woda, nie ma światła, czystej wody. Fetor straszny, tego nie poczujecie na zdjęciach.

Pojutrze, w czwartek rano, pierwsza grupa naszych wolontariuszy będzie w Obrenovac, zaczną odnawianie szkoły podstawowej. Relacje będziecie mogli śledzić na stronach: www.solidarity.com.pl oraz https://www.facebook.com/StowarzyszenieSolidarnosciGlobalnej

Kołacze mi się po głowie wołanie z lat 1981 – 1989, „Nie ma wolności bez Solidarności” (w domyśle NSZZ, bo wtedy komuna nie dopuszczała do działania związku). Dzisiaj śmiem uważać, że jest ono nadal aktualne, choć brzmi – „Nie ma wolności bez solidarności”. Więc ta nasza wolność, już srebrna, cieszy mnie, naprawdę. Cieszy mnie, mimo, że jest kulawa, przygłucha, ciut ślepa i z ograniczonym czuciem. To dolegliwości wieku starczego, ale naszej wolności przytrafiły się te cholerstwa już po ćwierćwieczu, ufam, że są do uleczenia. Wolność, która nie słyszy głosów dawnych pracowników PGR-ów, do dziś żyjących z zapomóg w kwocie 700 zł, wolność, która ze ślepoty niedowidzi rosnących z roku na rok szeregów bezdomnych i dzieci wychowywanych przez ulice polskich miast, wolność, która nie czuje, jak pukają do jej granic uchodźcy niosący wspomnienie krwi bliskich z Czeczenii, taka wolność jest słaba i chorowita.

W wielu miejscach na świecie cierpi człowiek i woła o drugiego człowieka, to Jan Paweł II. W Bośni i w Serbii cierpią ludzie. Do nich jadą wolontariusze z Lublina. Raz, żeby na serio świętować polską wolność, dwa, żeby po ludzku, być z tymi, którzy potrzebują pomocy.

 

Zdjęcia z Obrenovac na FB.

Itinerarium

I SIĘ POROBIŁO

Poniedziałek 2 czerwca 2014

Wszystko się zmieniło od tamtego drugiego czerwca. Nawet Plac, na którym stałem nie jest już Zwycięstwa ale marszałka Piłsudskiego, choć de facto okazał się początkiem zwycięstwa.

Blisko już czwartego czerwca, 25 lat temu, 1989. Ja myślę, że bez 2 czerwca 1979, dziesięć lat wcześniej, nie byłoby tego ćwierćwiecza wolności, jakie właśnie świętujemy.

Pamiętam, bo byłem tam w Warszawie, 35 lat temu, pamiętam i przypominam, próbując przedrzeć się przez różne szumy. Owszem, klaskałem, krzyczałem, ale też słuchałem. Słuchałem i wierzyłem. Wtedy się zaczęło od wołania Jana Pawła II:

Wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja, Jan Paweł II, papież. Wołam z całej głębi tego Tysiąclecia, wołam w przeddzień Święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!

I się porobiło, od tego wołania i Ducha, który przyszedł. Jest inaczej, piękniej, lepiej.

To nie tylko dawna historia. Od wołania o Ducha, odnawiającego, wszystko może się zmienić w Twoim życiu także. Wiem, co mówię, widziałem, słyszałem, sam jestem inny.

Itinerarium